aaaniula
25.11.12, 07:58
Mały zaczął 14 tydzień życia. Problemy ze snem jakby trochę się uspokoiły. Dość często mogę go wyciszyć i uśpić. Ale od 3 dni krzyczy, płacze, szlocha gdy tylko jest odłożony na moment sam. Dotychczas po przebudzeniu lub najedzeniu potrafił jakieś 30 minut zająć się sobą. Na macie edukacyjnej czy w leżaczku. Potem trochę z nim "pogadałam", pokazywałam zabawki, czasem nosiłam, masowałam brzuszek. I znów trochę sam siedział. Mogłam posadzić go w foteliku i zrobić prasowanie gadając do niego i się uśmiechając, a on smiał się do mnie w głos.
Przestał się uśmiechać, nie mogę go niczym zainteresować, płacze, krzyczy gdy tylko się go odkłada. Autentycznie nie mam siły go nosić, bo jest dość sporym dzieckiem. Jest 8 rano a ja nie mam już siły. Siedzę i płaczę bo jutro mąż idzie do pracy, a ja sama cały dzień z małym- chyba oszaleję i ogłuchnę.
Oczywiście zaczęłam w pośpiechu wertować internet i w wielu miejscach można się spotkać z przekonaniem, że to już zły nawyk, że mały wymusza. Że trzeba go oduczyć. A ja nie mam serca zostawić go na sekundę kiedy on rozpacza. Zwalam winę na skok rozwojowy, ale już nawet sama nie wiem na który. I mogę go nosić, jeśli to minie. Bo nie wyobrażam sobie, żeby się przyzwyczaił- tak aby trzeba go nosić non stop. Wiem, że powinnam dziękować Bogu, że mały ładnie przesypia nocki i mam siły żeby zajmować się nim w dzień. Ale łzy same do oczu mi napływają bo mały z aniołka zamienił się w szatana w 3 dni.