Obiecałam, że po powrocie z urlopu zdam relację

I tak, da się podróżować z roczniakiem i przeżyć blisko 12 h lot, choć wymaga to dobrej logistyki - całej masy zabawek, kabelków, pudełek, przekąsek, tabletu, książeczek itd. Trzeba się nastawić na to, że dziecko zechce spacerować po samolocie i pozwolić mu eksplorować otoczenie - synka np. bardzo cieszyła nauka wkładania słuchawek samolotowych do gniazda obok mojego ekranu. Wraz z nami leciało jeszcze kilkoro dzieci (najmłodsze miało 2 mce) i nikt nie miał pretensji, że dzieci czasem płaczą lub krzyczą - na takiej trasie nie da się tego uniknąć. W drodze powrotnej synek dostał biegunki, więc musieliśmy na mikroskopijnym samolotowym przewijaku przewinąć go 15 razy i przebrać 3 razy. Da się, synek świetnie się bawił na urlopie, nie chciał wyjść z morza, śmiał się z radości na mknącej po turkusowych falach motorówce, a plaża, piasek, kawałki koralowca i kamyczki zajmowały go skutecznie całymi godzinami. Objadał się lokalnymi smakołykami, w tym mięsem w curry, oliwkami, ananasami i ryżem z owocami morza. Chętnie próbował nowości, bawił się z innymi turystami, nie miał kłopotów ze zmianą czasu (3 h), z temperaturą (ok. 30 stopni) ani ze snem. Wiem, że nie będzie pamiętał nic z wyjazdu, ale podróż dostarczyła mu wielu nowych bodźców, wiele się nauczył (doskonalił chodzenie po piasku) i wspaniale spędziliśmy czas we troje