Słuchajcie, mam pytanie bo trochę nie wiem co robić.
Syn 14 miesięcy. Nocy nie przespał do tej pory ani jednej. Jednak z mężem nigdy nie zakładaliśmy, że dziecko będzie jak z reklamy, także nie było to wielkim problemem. Raczej poszliśmy we wspólne śmianie się niż w rozczarowanie, oburzanie czy kłótnie o nieprzespane noce. Mąż jest normalnym, fajnym facetem mega mi pomaga i też zauważa jak wszystko ekspresowo mija, więc wysysamy z tego okresu co się da.
Jeszcze w ciąży przeczytaliśmy z mężem z 3 książki-jedna z nich sztandarowa tracy hogg. Jak młody miał 2 miesiące fizjoterapeutka "poleciła" nam "Każde dziecko może nauczyć się spać" no i tak jak metody wypłakiwania skreśliliśmy na stracie, tak trzymaliśmy się "Tracy-owego" odkładania młodego do łóżeczka (dostawione do naszego). Tak więc wstawałam w nocy, karmiłam zasypiając na siedząco, odkładałam. I tak co 2-3 godziny przez jakieś 2-3 miesiące, potem zaczęłam odpadać i karmiłam u nas w łóżku na leżąco-śpiąc, ale jak któreś z nas się obudziło, zawsze eksmitowaliśmy młodego do niego. No i były okresy, że budził się dwa razy czasem tylko raz. On rano budził się i nawet czasem po cichu zaglądał do nas przez szczebelki po kilkanaście minut, pół godziny, a czasem po ostatnim nocnym karmieniu zostawał u nas do rana. Aż jak miał jakieś ok 10 miesięcy zaczął budzić się po 12 razy w nocy, to ja odpadłam zupełnie z tym wstawaniem, mąż wytrzymał trochę dłużej. Ale niewiele. No i zaczęliśmy spać z młodym. Po kąpieli usypialiśmy, kładliśmy do niego i po pierwszej pobudce po ok godzinie, dwóch był potworny krzyk który ustawał z chwilą zbliżenia się do naszej pościeli. Ustąpiliśmy, teraz od razu ląduje u nas, a na łóżeczko ma wręcz uczulenie. Nawet na drzemkę w ciągu dnia nie za bardzo u siebie. I pytanie jak u Was wygląda takie spanie z dzieckiem, bo ja nie wiem czy jemu jest lepiej z nami, bo się budzi przynajmniej kilka razy i fakt, że widzę że strasznie potrzebuje bliskości i jest to niesamowite i też cudowne uczucie, ale noce są i dla niego i dla nas z mężem nieprzespane strasznie. Młody się potwornie wierci, turla, kula nieraz dostaniemy w twarz jakąś kończyną i to porządnie, budzimy się od razu. Młody np. turla się w moją stronę, turla, turla i napotyka opór, płacze przez sen, odsunę się trochę, no to po chwili się jakoś ułoży, ale ja znowu się budzę. Układ w łóżku jest taki: nad głową ściana, z jednego boku łóżeczko, z drugiego -na skrawku ja, mąż w poprzek łóżka w nogach. Młody w nocy budzi się po kilka razy, (już nawet nie liczę tego poplakiwania przez sen jak się gdzieś doturla czy zaczyna głową się wciskać w ścianę), ale jest to o tyle dobre, że wystarczy go przytulić, czy czasem sam usiądzie, zlokalizuje męża, czy mnie podraczkuje do któregoś, sam się przytuli i zasypia. Czasem przez sen szuka ręką mojej twarzy i tak mnie potrafi, pół śpiąc, przez kilkanaście minut głaskać po twarzy, łapać za nos, wciskać palce w oko, podszczypywać po szyi, aż sam zaśnie. Także z jednej strony widzę, że ma bardzo dużą potrzebę bliskości, jednak z drugiej strony wydaje mi się, że przez nas w łóżku i przez łóżkowe nierówności on się wybudza i źle przez to śpi.
Teraz jestem w ciąży i mam jakieś pół roku jakbym się miała zdecydować na "wyrzucenie" młodego z łóżka i z jednej strony wiem, że on to odbierze jako "wzięli mnie, było miło a teraz mnie nie chcą, wyrzucają" a z drugiej nie wiem jak ogarnąć się potem we 4 w jednym łóżku. Czy takie marsze i wędrówki się kiedyś (w miarę niedługo) kończą? Czy myślicie, że lepiej go zostawić u nas czy próbować odstawiać do łóżeczka? Przyznam, że wieczorem jak któreś mu śpiewa i on tak sobie powoli zasypia przytulny to w życiu bym go nie wystawiła do łóżeczka, ale jak się przebudzam po raz 15 czy to od kuksańca czy palca w oku czy poplakiwania czy nawet tego jego przytulania to w perspektywie tego drugiego dziecka nachodzą mnie wątpliwości

ale kompletnie nie wiem co robić

Podpowiecie mi coś?