Cześć Dziewczyny

Mam nadzieję, że któraś z Was miała podobne doświadczenia i podpowie coś, co sprawi, aby moment wychodzenia z domu mój lub męża był znośniejszy. Nasza córeczka ma 14 miesięcy. Od półtora tygodnia przychodzi do nas niania, która będzie zajmowała się naszym Skarbem, gdy wrócę do pracy (już za półtora tygodnia!!!!)
Wygląda to tak: jak jesteśmy ja lub mąż w domu to wszystko jest ok. Pozwala się niani przewinąć, nakarmić, bawi się z Nią , uśmiecha , jest wesoła i ogólnie gitara gra. Wystarczy jednak, że wyjdę do kuchni już z płaczem pędzi za mną (lub tatą). Wychodzimy od dwóch dni z domu, zostawiając ją nianią samą - na 15, wczoraj 20 minut. Z relacji niani wygląda to tak: płacze jak wychodzimy, potem czymś ja zabawia, uspokaja się na moment, za chwilkę znów płacze (tak jakby jej się przypominało , że wyszliśmy), potem znów ją czymś zabawi i tak w kółko.
Jak myślicie, jest szansa, że do półtora tygodnia jej minie (w sensie przyzwyczai się do naszej dłuższej nieobecności). Czy dobrze kombinuję, żeby wydłużać nasze czasy nieobecności?
Zupełnie nie wiem jak to powinno przebiegać.