Czesc
Pisalam na innych watkach o problemach mojego malenstwa ze spaniem. Teraz chcialam zajac sie soba. Pisze tutaj bo juz ma tego wszystkiego dosyc. Siedze i rycze. Mloda jak zwykle nocka zarwana. Pobudka co godzine. Co godzinedaje jej piersc. Zje i zasypia. Na godzine. Chcialabym sprobowac jakos inacze ja uspokoic ale chyba brak mi konsekwencji i wsparcia. Moj partner w nocy jest malo pomagajacy. Wycedzi tylko zly - daj jej cycka. Moze gdyby mi pomogl, wzial ja i sprobowal ja uspokoic ale on nie chce.Bo on pracuje. A ja nie. Nie wiem tez jak dlugo powinnam probowac ja uspokoic bez dawania piersi. Nie jestem w stanie powolic jej wyplakac sie.
W ogole mam dosyc. Jestem tak okropnie przemeczona.
Moj zwiazek sie wali. Od mojego partnera slysze tylko ze on pracuje. Nie przytula mnie. Nie daje mi odczuc ze jestem kochana. Czasem odzywa se do mnie w bardzo nie mily sposob. Jego ton glosu, gybyscie tylko go uslyszaly. Ehhh czuje sie czasem jak totalne zero.

Czasem zdarzaja sie mile chwile. I jest normalnie. A czasem wrecz na odwrot.
Chcialabym zeby ktos docenil co robie. Ostatnio klocimy sie o wychowanie mlodej. On teraz nie chce dopuscic zeby mloda wymuszala cos placzem. I pozwala jej wyplakiwac sie. A ja jak slysze jak ona zanosi sie placzem to mi sie serce kraje i ide do niej. Przytulam. Uspokajam. On tego nie rozumie i oczywiscie ma do mnie ogromne pretensje. Traktuje jak zlo konieczne, jak idiotke. Oczywiscie on tego nie powie. To tylko moje odczucia.
Po co to tutaj pisze? Bo juz mam dosyc trzymania tego w sobie. Udawania ze wszystko jej ok.
Po prostu musialam sie wygadac