karynk
02.11.05, 12:55
Ile ja sie muszę nasłuchać płaczu dziecka mojego 3 m-cego Mikołaja.
Ba, samo słuchanie mniej szkodzi niż zmęczenie dziecku i rozdygotanie
płaczem.
Mało kiedy udaje sie zasnac w dzień bez płaczu - wielkiego płaczu. Dziś
płakał przez bite pół godziny. Na pomoc wezwałam meża z pracy.
Staram sie za wczasu wyciszyc synka, gdy widzę oznaki sennosci. Wykluczam
głód, mokrą pieluszke, kolki, zimno, goraco... Daję smoka, pieluszkę (tak
lubi) i do wózeczka. Właczam usypianki bobasa. Obserwuję, reaguję gdy
potrzeba mojej pomocy. Zaczyna się wiercenie, kwilenie - biorę na ręce,
uspokajam, odkładam. A bywa i tak , że i uspokajanie na rękach nic nie daje.
Noszę, tulę, szepczę, kołysankę zaśpiewam, a Mikołaj płacze i płacze. I tak
żle i tak nie dobrze.
Staram się też pamiętać o ograniczaniu bodzców, więc mocniej przytulę
zasłonię oczęta, nie bujam - tez nie pomaga.
Gdzie robię błąd?
Poradzcie, pocieszcie, bo gdy zasypia syn ja zaczynam ryczeć z bezsilności.
karynk