pimpusia77
01.02.06, 19:38
Już nie mogę... z naszym synkiem jest coraz gorzej. Z dnia na dzień jest coraz bardziej płaczliwy i
histeryczny. W niedzielę skończy 4 tygodnie. W zasadzie tylko je, śpi i płacze. Czasami tylko ma
takie chwile kiedy rozgląda się z zaciekawieniem, lub leży na leżaczku i patrzy sobie gdzieś, lub jest
u nas na rękach i jest spokojny.
Dzień wygląda tak: syn się budzi i natychmiast bardzo mocno płacze. Biorę go do przewinięcia- o
płacze coraz bardziej. Po przewinięciu dostaje jeść. Ssie około 20- 40 minut i przysypia przy piersi.
Biorę go fo odbicia. On się rozbudza. Chwilę popatrzy sobie na mnie lub na świat i zaczyna się
straszny ryk. Uspakaja go przystawienie ponowne do piersi, ale jua nie chcę i nie potrafię siedzieć z
nim 24/na dobę przy piersi, zwłaszcza, że bardzo bolą mnie brodawki. Przy karmieniu czuję
przeszywający ból. Jedna brodawka ma pęcherzyk wypełniony surowicą. Za radą jednej z koleżanek
przekułam ten pęcherzyk igłą, ale on się po godzinie znów pojawił wypełniony płynem i tak samo
bolesny... Karmienie to dla mnie potworny ból... Wydaje mi się, że mały jest przystawiony
prawidłowo.
Tak więc powracając do płaczu... nosimy go na rękach, kołyszemy, nosimy w huście- w huście na
chwilkę przysypia, ale za moment się budzi i płacze. A ten jego płacz... to jest wrzask straszny. Już
nie możemy wytrzymać... noc była koszmarna i cały dzień również. Niech mi ktoś poradzi...
podpowie... dlaczego on tak płacze? Co ja mam robić? Jak go uspokoić?
Pomóżcie, bo zwariuję... autentycznie... miałam depresję po porodzie. Przeszło na moment i znów
powraca... Dlaczego nie uspakaja go nasza obecność, nasza bliskoć? Fakt, że go nosimy i
przytulamy? Może on jest chory? Pomóżcie...