Moj kochany skarb w związku z przedłuzającym się pobytem w szpitalu po
porodzie był przeze mnie w wiekszosci noszony na rekach.. przytulany, na kazdy
jego znak brałam go. Obecnie ciezko mi co kolwiek zrobic w domu bo mały jest
"płaczkiem" niby wszystko ok (nakarmiony pielucha sucha, ubrany odpowiednio do
pogody) a cały czas płacze, uspokaja go jedynie noszenie na reku i
przystawianie do cycka-nawet jesli nie chce jesc a jedynie potrzymac w buzi
piers. Kolezanki powiedziały mi ze to "mały terrorysta" i ze musze go nauczyc
ze lezy sobie sam jesli tak naprawde nic nie potzrebuje. I tu zaczyna sie moj
problem

Nie umiem go odkladac kiedy płacze. Kolezanki powiedziały mi ze
dziecko sie nauczy byc spokojnym, ale konsekwentnie musze byc niemal "zimna"
na jego płacz. Moge jedynie uspokajac i odkladac dziecko..do łóżeczka czy
lezaczka. Tak wic jego płacz- ja biore na rece.. uspokajam i odkladam..i tak
po kilka razy..Oczywiscie dziecko w pewnym momencie samo zasypia..- jak dla
mnie z wycienczenie

( jestem w kropce.. bo mnie serce boli kiedy torobię

Zwlaszcza ze dla mnie to nie efekt mojego"wychowania" Maluszka.. co zwyczajna
reakcja -dziecka odrzuconego

Na brak reakcji kogokolwiek dziecko zamyka sie
w sobie -przestaje płakać...ale dla jego psychiki.. to szok.. Ja to tak
odczuwam

Co o takich metodach myslicie drogie Mamy? Jak mozna inaczej
nauczyc Maluszka wiecej samodzielnosci? A moze powinnam sobie darowac takie
praktyki bo on moim zdaniem jeszcze jest taki malutki -ma 4 tyg...Napiszcie mi
co sądzicie...