Właśnie wróciłam od lekarza.Poszłam w sumie na szczepienie,ale przy okazji
chciałam powiedzieć o kupkach,a raczej o 8 rozwolnieniach na
dobę.Wytłumaczyłam,że od paru dni nie daje małej nic do jedzenia,żeby nie
prowokować brzuszka-Pediatra powiedziała,że szczepienia nie damy bo przy
rozwolnieniu nie możemy i mam przyjść w poniedzialek.Pediatra zapytała czy
mieszkam w jakiejś starej kamienicy gdzie jest pleśń.Wytłumaczyłam jej,że pare
miesięcy temu zalała nas sąsiadka i że powstał grzyb.To jest właśnie
przyczyna.Gdybym wiedziała to już dawno bym się tego pozbyła.Mam dawać małej
dicolfor 2 saszetki dziennie i glukoze(żadnego jedzenia).Narazie kupki nie
ma-zobaczymy co będzie pózniej.Czy wy też miałyście kiedyś do czynienia z
grzybem,pleśnią lub wilgocią i przez to wasze dzieciaczki chorowały?Czy tylko
ja jestem tak nieodpowiedzialną matką,że pozwoliłam na grzyba?