Mój mały (9 tyg.) bardzo często puszcza bączki. A dziś w nocy to już dał
prawdziwe przedstawienie: ok. 2 u nocy obudziły mnie dźwięki dochodzące z
łóżeczka, dzieć się budził, a czas był na karmienie. Popiardywał sobie,
wypakowałam go z pieluchy, powycierałam - cały czas puszczał bączki. Potem
posmarowałam mu okolice odbytu Pimafucortem (ma takie nieduże ranki tuż przy
odbycie; mamy to pod kontrolą pediatry; Tormentiol nie pomógł, teraz smaruję
Pimafucortem, zobaczymy z jakim skutkiem) i chyba dotykiem podrażniłam mu
mięśnie zwieracza, bo następnemu megabączurowi towarzyszyła kupa! Siła odrzutu
wynosiła jakieś półtora metra (pościel z naszego łózka właśnie się pierze

) A zadowolony był! uśmiech szelmowski malował się na jego dopiero co
rozbudzonym obliczu
Całe szczęście, że te wczesne kupki tylko piersiowe są w zasadzie bezzapachowe
ale już się boję, co będzie, jak zacznę wprowadzać inne produkty i kupka
będzie miała zapach... kupy.
Dodam, że dzieć jest tylko piersiowy. Kupki w normie: dziennie 2
megakupiszony, którymi testuje pojemność Huggisów (przy czym zawsze wtedy
widać, że kupka jest na etapie produkcji - a właściwie dystrybucji

Mały
postękuje i minę ma taką jakby... no właśnie, skupioną, jakby kupę robił

,
a dodatkowo towarzyszą temu efekty dźwiękowe) i kilka pomniejszych, zawsze w
kolorze i konsystencji "musztardy z serkiem wiejskim", czyli wg książki
"Pierwszy rok życia dziecka" jak najbardziej ok), jak dotąd nie mieliśmy
żadnych problemów z kolkami, bólami brzuszka, czy wzdęciami...
Czy Wasza młodzież też tak pierdzi? Domyślam się, że lepiej jak puszcza bączki
i nie jest wzdęty, ale ilość (i akustyka!) mnie przeraża.
A może szukam problemu tam, gdzie go nie ma i nich se dzieć pierdzi na
zdrowie?
PS. Przepraszam za naturalistyczne opisy, ale zakładam, że wszyscy to
czytający mieli, mają albo będą mieli do czynienia i kupkami i piardami, więc
nie bawiłam się w eufemizmy.