Dodaj do ulubionych

10.07.1974, rak

28.06.05, 21:21
Dzien dobry wszystkim.
'...co robimy, kim jesteśmy, jak żyjemy...'

No i teraz ja...
Niestey zycie poszlo mi nie tak.
Skonczylem liceum, pozniej studium policealne ze skutkiem otrzymania
tytulu 'technika geodety'.
Pracowalem w zawodzie 7 lat, ale przyszla zla koniunktura, co doprowadzilo do
tego, ze 4 lata spedzilem na bezrobociu.
Studiowalem matematyke, a dokladniej 'Matematyke w nauczaniu poczatkowym',
ale nie skonczylem, gdyz stracilem prace, a wiec i dochodzy i usunieto mnie z
listy studentow na 5 miesiecy przed obrona [!!!]. Nie wrocilem juz na studia.
W marcu 2001 ozenilem sie z piekna i wspaniala kobieta, z ktora zylismy razem
cztery lata przed slubem.
Gdy oboje stracilismy prace trzeba bylo kombinowac, zeby jakos zyc. Robilem
rozne rzeczy. Niektorych sie wstydze, ale jakos zylismy. Najgorsze zaczelo
sie, gdy juz nie bylo innych mozliwosci zarobku, jak tylko handel marycha.
Wszystko bylo by ok, gdyby nie to, ze sami zaczelismy ja uzywac i tak
zmarnowalismy dwa pieprzone lata. Goraco pragnalem powrotu do normalnego
zycia, ale... nie udawalo nam sie.
W efekcie w zeszlym roku, dokladnie w moje 30 urodziny moja ukochana zona
oznajmila mi, ze ma zamiar odejsc ode mnie i z dniem 30 lipca rzeczywiscie
odeszla... DO MOJEGO NAJLEPSZEGO PRZYJACIELA.
Chociaz minal juz prawie rok, nie podnioslem sie po tym ciosie, gdyz kocham
ja bardzo i caly czas za nia tesknie.
Najgorsze bylo to, ze oni mieszkaja okolo 200 metrow ode mnie i codziennie
przechodzilem pod ich oknami, a i nie raz widzialem ich razem na ulicy.
Zaczalem dostawac autentycznego swira i gdyby nie paru znajomych zrobilbym
cos strasznego i strasznie glupiego, bo juz dwa razy mi moj wlasny miecz z
reki odbierano, gdy bylem w drodze do pewnego domu okolo 200 metrow od mojego.
Przemyslawszy wszystko spakowalem sie i wyjechalem z kraju do Anglii.
Przezylem na wyjezdzie wiele nieciekawych sytuacji, wlacznie z tym, ze
agencja, ktora mnie tu sciagnela zostawila mnie na ulicy z dwoma funtami w
kieszeni i kazala sobie radzic samemu. Jakos sobie poradzilem. W chwili
obecnej nadal siedze w Anglii, w miejscu, ktorego nienawidze, mam robote,
ktorej nie cierpie, mieszkam z ludzmi, z ktorymi nie mam wogole wspolnego
jezyka [wywodze sie z kregow 'metalowych', a mieszkam z hip-hopkami jakimis.
Ja ich toleruje, ale oni nawet nie probuja tolerowac mnie i codziennie
probuja poszarpac mi nerwy, ale nauczylem sie cierpliwosci].
Codziennie mozg zatruwaja mi mysli o zonie, ktora stracilem, o pracy w swoim
zawodzie, ktorego jestem pasjonatem, o tym, ze zaraz bedzie 31 lat na karku i
chcialo by sie jakis dom i rodzine miec, a moj bilans jest na minus...
Ech...
Podobno co nas nie zabija, to nas wzmacnia. W takim razie musze byc juz
cholernie mocnym czlowiekiem. Szkoda tylko, ze tego sam nie czuje. Przez
stracona milosc czuje sie totalnie slaby.
Taki to typowy RAK - romantyk niepoprawny ze mnie...
Ale co poczne, jesli po prostu za nia ciagle tesknie? Pojawialy sie jakies
kobiety od lipca zeszlego roku, ale zadna z nich nie mogla dorownac tej
jedynej, ktorej juz nie mam... Zbyt wysoko postawila poprzeczke...
Ech... Dosc juz...
MIR!
Obserwuj wątek
    • jomswiking Re: 10.07.1974, rak 28.06.05, 21:28
      Zapomnialem dodac, ze juz malzenstwem nie jestesmy. Zona zlozyla pozew i
      dostala rozwod zaocznie, z powodu mojej niebytnosci w kraju. Tak
      wiec 'kawalerem z odzysku' jestem. I nie jest mi z tym dobrze.
      MIR!
    • byledoprzodu Re: 10.07.1974, rak 30.06.05, 21:42
      Witam raka 1974r, jakoś nas mało tutaj ??? Jestem rakiem z 5 lipca i moje życie
      też nie potoczyło się tak jak chciałam,ale co tam. Jak będę miała chwilkę
      wolnego, to będę tu wpadać. To forum odkryłam przed chwilą. Pozdrawiam
      serdecznie
      • kata74 Re: 10.07.1974, rak 11.07.05, 15:42
        hmmm, cięzko cos powiedzieć a jeszcze ciężej poradzić.
        faktycznie życie nie poukładąło się ci najfajniej. ale czy wszytsko jest
        stracone. czy nie ma innej drogi, innej możliwości???

        musisz chyba uzanć że pewnien etap życia skończył sie i wymaga zamknięcia i
        starc się zaczać myślec nowymi kategoriami.

        Zyczę ci wyprostwoania swoich spraw

        Kasia również raczek/nieboraczek
        • isdw2 Re: 10.07.1974, rak 09.09.05, 15:29
          A ja jestem z 7.7.1974 mieszkalem w domu nr 77 i w klasie podstawowej i sredniej
          co chwile mialem nr 27.
          Niby szczesliwa cyfra ale ...
          jak bylem w 8 klasie odszedl ojciec, potem sie zakochalem w dziewczynie ktora
          poscila mnie niezle kantem, potem mialem ciezki wypadek samochodowy tak ze ledwo
          skonczylem technikum - na stodniowke poszedlem z bandazami na glowie i
          polamanymi zebrami. A najlepsze to to ze ... nie moge robic w wyuczonym zawodzie
          bo uraz glowy byl bardzo silny. Potem przez rok jechalem na psychotropach i ...
          okazalo sie ze nie potrafie ich odstawic bo sie wciagnalem.
          Potem ... troche sie podciagnalem na nerwach i zaczalem walczyc.
          Poszedlem na studium informatyczne. Po roku wzialem slub. A po pol roku zabraklo
          mi pieniedzy na studium. Zaczalem szukac pracy.
          Po pewnym czasie jeden z nauczycieli mi pomogl i zostalem informatykiem w banku.
          Zaczalem stawac na nogi. Kupilismy jakies rozbite bmw do remontu, kilka sprzetow
          agd i mebli.
          Jednak nasze zycie malzenskie zaczelo sie rozsypywac. Pewnego dnia widzialem
          moja zone na koncercie z jakims facetem. Podejrzewalem ja o zdrade ale nie
          mialem 100% dowodow. Minela pare miesiecy i ... nakrylem ja w moim domu z moim
          najlepszym przyjacielem. Wszystko poszlo w gruzy.
          Wtedy podkrecilem troche auto i postanowilem pojechac w gory i ... nie wrocic
          zywym z trasy. Zajechalem dzien wczesniej na stacje benzynowa aby zatankowac
          auto i ... poznalem tam dziewczyne z obslugi. Po krotkiej rozmowie ... namowila
          mnie ze ja z soba zabiore. Dzieki niej ... dojechalismy na miejsce, weszlismy do
          schroniska i ... moj swiat nabral barw.
          Potem wzialem rozwod, zamieszkalem w jakiejs kawalerce i nadal spotykalem sie z nia.
          Rok temu wzialem z nia slub i tydzien pozniej okazalo sie ze jest w ciazy. Teraz
          mamy 3miesieczna coreczke. Moze czasami nie jest rozowo ale jakos sobie radzimy.

          Tak wiec ... co jakis czas spada na nas cos ciezkiego. Walczymy z tym,
          wychodzimy na prosta i znowu cos spada. Ale ... nie poddaje sie bo wiem ze
          zawsze mogloby byc gorzej.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka