W poniedziałek późnym wieczorem pojechałam do szpitala na KTG gdyż cały dzień
ruchy dzidziusia czułam dość niewyraźnie. Zapis był ok, ale po badaniu usg
lekarz dyżurny postanowił mnie zatrzymać na obserwacji, bo podczas usg mały
rzeczywiście się nie ruszył. Następnego dnia po 8 rano zrobiono mi test
oksytocynowy, czyli w kroplówce podano oksytocynę żeby wywołać skurcze i
sprawdzić jak wtedy czuje się dzidziuś. Najśmieszniejsze że okazało się że ja
mam już własne lekkie skurcze, bez podania oksy, ale ich nie czuję! Na tym
teście poczułam takie "prawdziwe" skurcze, nieprzyjemne ale i niebolesne, a
zapis KTG maluszka wyszedł książkowo i ... wypuszczono nas do domu.
No i teraz już sama nie wiem czy to dobrze czy źle
Od tamtej pory pojawiły się skurcze parę razy dziennie, ale nadal raczej
niebolesne, a ja zaczynam się bać że mam tak wysoki próg bólu że przegapię te
odpowiednie do szpitala skurcze. A jeszcze wczoraj podczas wizyty w toalecie
wydawało mi się że za często tam bywam i papierkiem lakmusowym zbadałam
odczyn Ph moczu (?) i ku mojemu zdziwieniu nie wyszedł jak zawsze kolor żółty
tylko papierek zabarwił się na lekko zielony kolor! Wpadłam w panikę że to
może wody, ale wg tego co czytałam wód płodowych nie da się zatrzymać
mięśniami jeśli odpływają, a mi się doskonale udawało. Po nocy wkładka też
sucha.
Zgłupiałam totalnie- czy wody mogą się zmieszać z moczem i odpływać tylko
podczas wizyt w toalecie? I czy na pewno będzie tak że te prawdziwe porodowe
skurcze będą mnie bolały i odczuję je jako inne od wszystkich?
Mam już paranoję końca ciąży i tracę rozum

Może Wy mi pomożecie dojść do myślowego porządku
Pozdrawiam
Dorota