Okolo 4.30 pojawily sie dosyc regularne niezbyt
bolesne "nibyskorcze"(czyt. napiecia brzucha od plecow rozchodzace
sie w dol brzucha + biegunka) co jakies 4, 5, 8 minut. Zmienialam
pozycje, spacerowalam i po 1.40 ustaly. Jestem jakas dziwnie
poirytowana. Od rana mam pojawiajace sie napiecia brzucha co jakies
20, 30 minut czasowo zanikajace i tak sobie czekam zastanawiajac sie
czy to moze byc poczatek ... oprocz budyniowej wydzieliny, zadnego
czopa podbarwionego krwia nie zauwazylam. Zastanawiam sie rowniez,
czy te porodowe skorcze maja byc bolesne, czy dopiero parte staja
sie nie do wytrzymania? Czy wy rowniez mniej je
odczuwacie/odczuwalyscie w pozycji pionowej? Najlatwiej mi je
wyczuc, kiedy leze (ale nie spedze calego dnia w lozku