anik801
02.12.10, 21:00
Ostatnio koleżanka zwróciła mi uwagę,że przyzwyczajam dziecko do noszenia i bujania. Ponieważ powiedziała to przy innych zaczęła się dyskusja.Stwierdziła,że zawsze jak u mnie jest to ja ciągle dziecko "dygam".I że powinnam dać mu spokój i go położyć.Poza tym zauważyłam,że niektórzy dziwnie patrzą,gdy co kilka minut całuję i tulę synka.Poza tym ciągle do niego mówię pieszczotliwie,więc ogólnie maminsynka z niego robię.No,ale co ja mam zrobić kiedy on do mnie pełznie(jak go położę na podłogę to zaraz w moim kierunku się czołga),kiedy na mój widok zaczyna miauczeć jak kot żebym go tylko wzięła.Kiedy nie da się uśpić nikomu innemu.Poza tym śmieje się tak cudownie jak tylko mnie zobaczy,że jakoś tak ręce się same w jego stonę wyciągają.Wiem,że często "wymusza"noszenie,ale przecież urośnie i wiecznie go nosić nie będę.Chyba nie można przesadzić z miłością i czułością?Ja się z tym czuję dobrze.Natomiast wiem jak okropnie się czułam,gdy nie zareagowałam od razu i płakał przez kilka minut,gdy byłam na niego zła i podniosłam głos.Nie wobrażam sobie więcej takich sytuacji.Z drugiej strony nie chcę być postrzegana jako nawiedzona,że niby dziecku krzywdę robię,bo będzie niemotą co to mamę za spódnicę trzyma.Wszystkie oznaki miłości i czułości płyną ze mnie,więc nie potrafię nad tym zapanować i powiedzieć "nie teraz mu nie dam buziaka,bo dostał 2 minuty temu".