Kochane
Moja córcie ma dwa lata.
Karmię piersią, jesteśmy razem cały czas. ma mnie całą od początku do końca.
Ale
Nie wiem czy to okres tzw. buntu czy co.
Nic nie idzie przy niej zrobić. Przewijanie - awantura, ucieka nie chce, paznokcie obcinam z latarką w zębach nocą, kropienie noska,wyjście na podwórko no wszystko jest nie nie nie nie !
więc oczywiście jak nie to nie, kiedy mogę to liczę się z jej zdaniem. w pozostałych przypadkach np wyjście z domu kiedy muszę to zagaduję i robię z siebie wariata

i jest ok.
teraz mi ciagle choruje bo nie odciagam jej " gili " z noska bo sobie nie da a nie czuję się dobrze, nie chcę i nie umiem siłą trzymać,szarpać się itd.
i przez to,że nie odciągam i gile spływają do gardła juz kolejny antybiotyk bo robi się z tego infekcja jak ta lala.
nauczyłam dmuchac nosek ale to nie wystarcza. Inne koleżanki wiecie, dawaj chłopa do trzymania wrzeszczącego brzdąca i jadą z koksem na siłę. ja nie umiem.i znów choroba.
oczywiście uczyłam, oswajałam z tymi sprawami ale teraz na wszystko jest jedno wielkie NIE.
a ja czasami muszę wyjść na zakupy, zmienić jej pieluszkę z kupanem,zmierzyć temperaturę itd.
wceśniej np dawała sobie kropić nos aolbo myc ząbki i nic się nie stało,żeby nagle zaczęła się tego bać. nagle nie wiem skąd takie zachowanie.
jak wy sobie radzicie ? jak maluszek wasz tulony, kochany, całowany i pieszczony postanawia nie dac sobie umyć zębów- bo nie ( choć często myje sama we współpracy z pluszakami w wannie ), wyjść na dwór - bo nie, przebrać itd
oczywiście tak jak wspomniałam wszystkie inne środki zawodzą czyl odwracanie uwagi , opowiadanie co to tam bedzie ciekawego itd.
czuję, że zawodzę jak mama ( na prawde czuję się źle bo mam wrażenie,że robię wszystko nie tak )
i źle mi z tym,że miłość ciepło, cierpliwość , oddanie itd nie wystarczają,żeby spokojnie i ufnie we współpracy z rodzicem dziecko załatwiało takie sprawy jak zmiana pieluszki czy kropienie noska.
staram się jak mogę ale czasem opadam z sił, zwłaszcza tych psychicznych bo rodzicielstwo bliskości jest trudniejsze niż rodzicielstwo " moich koleżanek " które się nie certolą z dzieckiem tylko robią co trzeba i już, a jak się nie podoba to sobie powyje i koniec. i one maja gdzieś to że wyje.
sama nad sobą pracuję bardzo żeby się nie wściekać i nie podnosić głosu na nią choć zdaża mi się to coraz częściej w takich sytuacjach. i potem mam ochotę walnąc sobie w łeb bo nerwy puściły no i wrzasnęłam.
idiotka.
to tyle.
Macie czasem podobnie ?
Celka