No najwyzej mnie zbanujecie...
Kasp ma 15.5 miesiaca, biega fantastycznie, niczego sie nie boi. Noszenie uwielbia, do momentu w ktorym nie chce sobie "polatac", wtedy nie ma wybacz. Bylo tak juz zreszta kiedy raczkowal, ale teraz jest oczywiscie szybszy, spi mniej, i wiecej czasu chce spedzac na wlasnych nogach. To jest oczywiscie wszystko super, i za zadne skarby nie zamienialabym go na dziecko chcace przesiadywac w wozeczku

. Ale musimy opracowac jakas strategie postepowania, bo za dwa tygodnie wyruszamy na wyprawe do Malezji, i chcialabym zebysmy wszyscy mogli sie to wyprawa cieszyc w tym samym stopniu, a nie zajmowac gonieniem po nocnych rynkach.
Nie ma w ogole opcji na razie, zeby Kasp szedl przy nas i nie odbiegal - no badzmy powazni, 16-sto miesieczny czlowiek jednak nie zrozumie ze tak ma byc i juz. Moge go przez jakis czas trzymac za reke, ale to niewygodne jest dla nas obojga - oboje wolelibysmy miec rece wolne, a ja co prawda krotka jestem, ale jednak musze sie troszke schylic, a Kasp musi reke trzymac w gore. Nie bardzo.
I tak sobie mysle, ze szelki na Kaspa, pasek na mnie, i smycz samo-sie-wyciagajaca pomiedzy nami. Wiem, niektorzy uwazaja, ze chodzenie na smyczy uwlacza godnosci dziecka, ale kurcze - swobody bedzie mial wiecej niz trzymany za reke, a bezpieczenstwa zdecydowanie wiecej niz puszczony "luzem". Mysle o tym troche jak o chodzeniu po gorach z lina miedzy partnerami, acz oczywiscie na ogol (ale przeciez nie zawsze) to my bedziemy decydowac, dokad zmierzamy. Oczywiscie w czasie wszelakich postojow na plazy, w parku itp bylby "luzem".
Co myslicie? Od razu powiem, ze bardziej zalezy mi na opiniach praktycznych w rodzaju - probowalam z moim, ale sie zloscil, wiec odpuscilam, albo ze smycz sie platala - raczej niz na potepieniu ze wzgledow pryncypilanych

.