Muszę wylać swoją frustrację.
Gdybym miała papkowe dziecko, to bym mogła jej bezproblemowo wcisnąć łyżeczką i antybiotyk, i wszystkie pozostałe świństwa. Pewnie byłaby nawet na tyle ubezwłasnowolniona, że nie darłaby się jak opętana przy kroplach do nosa.
Ale niestety mam BLW-dziecko (z zapaleniem ucha) i jest masakra - Dorota wie, że jedzenie/picie to tylko propozycja i nie da się jej nakłonić do zjedzenia pełnych dawek leków.
Macie jakieś sposoby na zmuszenie dziecka do zjedzenia tego, co czasem trzeba zjeść? Obecnie wygląda to tak, że prawie połowę czasu w ciągu dnia poświęcam na wmuszanie lekarstw, ewentualnie planowanie kolejnego wmuszania. To dopiero trzeci dzień, przed nami jeszcze tydzień, i już się boję, czy młoda nie wyrobi sobie jakiegoś wstrętu do jedzenia, bo będzie się jej kojarzyło z przemocą.