kinga_owca
02.09.11, 23:10
porzuciłam swoje długonoszone, długokarmione, długośpiące ze mną, niezostające nigdy z obcymi dziecię w państwowym przedszkolu - dałam buziaka, wstawiłam do sali a pani zamknęła drzwi
nie mam mozliwości bycia z nim, w czerwcu były dni adaptacyjne a od wrzesnia dzieci mają juz normalnie przychodzić
oczywiscie starałam się go przygotować psychicznie, umówilismy się, że będe go odbierała po obiedzie i tak robię, pierwszego dnia była histeria ale dzis już lepiej, a gdy go odbierałam to nie chciał wyjść bo jak stwierdził "już mi się tu podoba"
wiem, że nie dzieje mu się krzywda, ale jest mi źle
bo zawsze we wszystko wchodził łagodnie, pomału, zawsze bylismy przy nim, a tu nagle zamykaja się drzwi i zostaje sam na sam z obcymi paniami w obcym pomieszczeniu z chmarą ryczących obcych dzieciaków
i wiem, ze to nie tak powinno wyglądać, że można inaczej tylko że realia są takie, jakie są