Dodaj do ulubionych

RB a przedszkole... państwowe

02.09.11, 23:10
porzuciłam swoje długonoszone, długokarmione, długośpiące ze mną, niezostające nigdy z obcymi dziecię w państwowym przedszkolu - dałam buziaka, wstawiłam do sali a pani zamknęła drzwi
nie mam mozliwości bycia z nim, w czerwcu były dni adaptacyjne a od wrzesnia dzieci mają juz normalnie przychodzić
oczywiscie starałam się go przygotować psychicznie, umówilismy się, że będe go odbierała po obiedzie i tak robię, pierwszego dnia była histeria ale dzis już lepiej, a gdy go odbierałam to nie chciał wyjść bo jak stwierdził "już mi się tu podoba"
wiem, że nie dzieje mu się krzywda, ale jest mi źle
bo zawsze we wszystko wchodził łagodnie, pomału, zawsze bylismy przy nim, a tu nagle zamykaja się drzwi i zostaje sam na sam z obcymi paniami w obcym pomieszczeniu z chmarą ryczących obcych dzieciaków
i wiem, ze to nie tak powinno wyglądać, że można inaczej tylko że realia są takie, jakie są
Obserwuj wątek
    • keszurka Re: RB a przedszkole... państwowe 02.09.11, 23:34
      Spokojnie, pamiętaj, że tam za drzwiami są też nasze dzieciaki, niekoniecznie ryczącewink.
      Będzie dobrze. Duży z niego facet.
      • pinkdot Re: RB a przedszkole... państwowe 03.09.11, 10:35
        Zgadzam się z keszurką. Chłopak już duży skoro wiek przedszkolny osiągnął, sama piszesz, że się zaaklimatyzował szybko - widać zbierasz owoce tego, że sporo bliskości dostał jak był malutkismile.
        Mam wrażenie (sama po sobie widzę), że często to mamy mają większy problem z odpępnieniem się od dziecka, pamiętam zresztą jak ja poczułam się odrzucona kiedy Jacek się od piersi odstawił...wink Cóż, dzieci rosną i z czasem będziemy w tych ich świecie coraz mniej miejsca zajmować.
        Sama chętnie posłałabym Jackowskiego do przedszkola, ale najpierw musi się nauczyć dobrze mówićsmile.
        • ciociacesia a ja cie kingo rozumiem 04.09.11, 20:43
          bylam na rozpoczecie w przedszkolu panstwowym do ktorego nina idzie od pazdziernika i nie tak to powinno wygladac
    • m_laczynska Re: RB a przedszkole... państwowe 04.09.11, 23:46
      Też mam dysonans. Tyle, że u nas odwrotnie, rano Miki w dobrym nastroju chętnie zostaje, a po spacerku na obiedzie już płacze. Chyba ze zmęczenia, bo my raczej spokojni jesteśmy, a tam rwetes już od rana. Pocieszające, że jak przyszliśmy to najbardziej zapłakanego chłopca pani nosiła i uspokajała.
      Ale cóż z tego jak po 2 dniach młody zasmarkany i jutro pauzuje.
      A tak dla porównania - po pierwszym dniu gadałam z kumpelą, która ma syna w prywatnym. No i pytam jak tam jej synek- jak przeżył rozstanie. A ona w szoku - jakie rozstanie? Pierwszy dzień przecież i był piknik - byli rodzice z dziećmi, a w przyszłym tygodniu to ona będzie na dole, a on w sali na górze i w razie czego przyjdzie, pocieszy. Inny kosmos.
      • ciociacesia no dokladnie 05.09.11, 07:16
        prywatne to jednak niebo a ziemia
        przede wszystkim w prywatnych przyjecia sa przez caly rok, a nie tylko we wrzesniu wiec nie ma tak ze cala grupa placze, bo nie ma tak ze cala grupa jest nowa.
        co do zostawania z dziecmi to na ogol tez sa niechetni, ale zawsze oferuja jakies godziny adaptacyjne. w naszym panstwowym nie pomysleli o tym
        no i persolenu jest jednak wiecej - wiecej rak do noszenia zaplakanych

        kolezanka mnie wczoraj zdolowala, bo mi powiedziala ze to moj problem ze nie moge sie rozstac i ze sie przejmuje, a nie dziecka a dziecko tylko histerie urzadza...
    • justysialek Re: RB a przedszkole... państwowe 05.09.11, 15:08
      Moje dziecko jest jeszcze malutkie, więc nie wiem, jak sama to przeżyję (przeczuwam, że będzie ciężko) ale znam trochę sytuację z drugiej strony. Sama jestem pedagogiem i sporo czasu spędziłam w różnych przedszkolach, a moja mama jest nauczycielką i pracuje w przedszkolu już prawie 30 lat.
      Tym dzieciom, które długo siedzą w domu z mamą jest ciężej się zaadaptować do przedszkola. Im mniej kontaktów miały z osobami trzecimi lub obcymi, także dziećmi - tym gorzej. No i dzieci wyczujwają podskórnie nastawienie matki i jak się zorientują, że coś jest nie tak, to zaraz płacz i histeria. W normalnej placówce żadna krzywda się dziecku nie dzieje, a 3-latek jest już dostatecznie duży, żeby przeżyć to bez większych zawirowań.
      No i sedno sprawy: im dłuższe pożegnania, tulenia i zapewniania, że mama zaraz wróci, a także przedłużanie okresu adaptacyjnego - tym wolniej malec sięprzywyczaja.
      Wierzcie mi - widziałam to nie raz. Dziecko wisi na matce i wrzask - żegnają sie pół godziny, matka już ze łzami w oczach, potem dziecko kilka godzin płacze. I tak codziennie. Wystarczy, że matka zmieni nastawienie: odprowadzi do przedszkola z uśmiechem na twarzy, pożegna się czule ale krótko i stanowczo i wyjdzie - po 10 minutach płaczu następuje spokój, a następnego dnia nawet szybciej. Stąd zachowanie nauczycieli i nieprzychylność do przebywania rodziców z dziećmi na sali. To tylko pogarsza sprawę.
      Postarajcie się, aby wasze dziecko nie czuło, że spotka je tam coś strasznego, czego sie obawiacie, a ono też będzie się bało mniej.
      • kate.2 Re: RB a przedszkole... państwowe 10.10.11, 10:10
        Witam, mam problem.
        Byłam dziś z moją prawie 3-latką w przedszkolu (państwowym), to był nasz pierwszy dzień. Z weszła do sali a ja zostałam na korytarzu, powiedziałam, że kiedy będzie chciała może do mnie przyjść a ja tam będę. Bawiła się ok 10-15 min, później poczuła tęsknotę, zapłakała, przyszła do mnie, ja ją utuliłam i wróciła do dzieci. Było kilka takich sytuacji. Pani powiedziała mi, że albo ją zostawiam i wychodzę do domu albo wychodzimy razem z Z. Dlaczego nie mogę zostać na korytarzu dopóki moje dziecko nie zaadaptuje się w nowym miejscu i dlaczego nie mogę dać mu poczucia bezpieczeństwa. Mam ją zostawić płaczącą, bo tak robi większość rodziców???? Jej się tam bardzo podoba, chce tam chodzić ale nie jest jeszcze gotowa na długi rozstanie, nie przeszkadzam pani w zajęciach bo jestem na korytarzu! Dziecko może do mnie podejść, dostać poczucie bezpieczeństwa i wrócić do zabawy. Myślę, że za miesiąc, może 2 miesiące na tyle dobrze pozna nowe miejsce i ludzi, będzie wiedziała czego może się spodziewać i wtedy zdecydujemy, czy zostaje sama na np 3-4 godz czy zaczynamy przedszkole za rok. Dlaczego nie mogę dać czasu dziecku na adaptację tylko mam je zostawić samo mimo, że to dla niego obcy ludzie i miejsce???
        mam doświadczenie w adaptacji mojego dziecka w warunkach przedszkolnych. Przez poprzedni rok raz w tygodniu mąż chodził z Z do przedszkola prywatnego na 2,5 godz zajęć które prowadziła pani psycholog dziecięcy. Mieliśmy też rozmowę z panią na temat zachowania i adaptacji w grupie naszej córki. Potwierdziła nasze spostrzeżenia i wyjaśniła wiele wątpliwości. Nigdy nie należy pozostawiać dziecka w obcym dla niego miejscu ( bez jego zgody, płaczącego), bez okresu adaptacji, może ona trwać 4 dni a może 4 miesiące. Rodzice mają prawo po określonym czasie zdecydować, czy dziecko jest już gotowe do pozostania samo w grupie i pozostawić je tam lub spróbować za rok jeszcze raz.
        Z punktu widzenia prawa oświatowego, nie ma żadnego zapisu zabraniającego rodzicowi bądź innemu opiekunowi prawnemu dziecka pozostania z nim w budynku przedszkola. Każdy rodzic ma prawo pozostać w sali z dzieckiem jeśli nauczyciel prowadzący wyrazi zgodę, oczywiście nie wolno przerywać i komentować zajęć w czasie ich trwania. Nie wszyscy rodzice z tego prawa korzystają, myślę, że nie wielu docieka dlaczego nie wolno im zostać.
        Będąc ten jeden dzień na korytarzu, słysząc co dzieje się w sali upewniłam się, że moje dziecko potrzebuje czasu na ośmielenie się, poznanie nowych otaczających je osób oraz dużo poczucia bezpieczeństwa z mojej strony.
        Widziałam te smutne, zapłakane dzieci, których nie miał kto przytulić i pocieszyć. Dostawały informację, że nie trzeba płakać bo są duże, przecież dobrze wiedzą,że ktoś po nie przyjdzie itd a nawet żeby znów nie zaczynały bo przecież niedawno dopiero przestały płakać. Brrr

        moja intuicja która nigdy mnie nie myli jeśli chodzi o wychowanie dziecka (tzw kontinuum) pozwala mi na podejmowanie takich decyzji.
        Dla mnie adaptacja to nie wyścig z czasem tylko bardzo ważny moment w życiu dziecka, jak nie najważniejszy jeśli chodzi o przystosowywanie się do każdego nowego miejsca na podstawie doznań z przedszkola. Byłam u 2 pań psycholog dziecięcych, telefonicznie konsultowałam tą sytuację z kolejnymi 2, przeczytałam kilka książek i artykułów np w miesięczniku Dziecko z października i na portalu Wychowanie bez porażek wypowiedź eksperta psychologa.
        Wszyscy mówią, że proces adaptacji jest ogromnie ważny, każde dziecko które tego potrzebuje czy to w żłobku czy przedszkolu powinno pozostawać przez taki czs jak tego potrzebuje z opiekunem z którym czuje się bezpiecznie. Oczywiście niektóre dzieci tego nie potrzebują i z nimi na siłę nie trzeba zostawać.
        • kate.2 Re: RB a przedszkole... państwowe 10.10.11, 10:13
          wypowiedź pani Justyny Dabrowskiej psychologa odpowiadającego na pytania na forum Wychowanie bez porażek
          Ma pani PRAWO być z dzieckiem przez cały okres adaptacji który powinien trwac co najmniej dwa tygodnie. Można go pominąc tylko jesli dziecko tego nie potrzebuje. Wydawało mi się, że to już jest utrwalone w świadomości nauczycielek w przedszkolu - że już nie ma powodu by o tym dyskutować...To jest poważna zmiana w życiu dziecka i musi miec czas by się z nia oswoić.
          Także Pani potrzebuje na to czasu.
          Oto fragment tekstu Uli Malko na ten temat
          Oto kilka sposobów na ułatwienie dziecku adaptacji.
          1. PIERWSZA WIZYTA
          Zanim dziecko zacznie chodzić do przedszkola odwiedźcie je wspólnie. Sprawdźcie, może w przedszkolu organizowane są dni otwarte, jeśli nie, umówcie się na wizytę. Poznajcie panią przedszkolankę, może wasze dziecko będzie miało do niej jakieś pytania. Obejrzyjcie salę, łazienkę, jadalnię, przeczytajcie menu. Pamiętajcie, że maluch jest obok Was, słyszy i rozumie o czym mówicie, dlatego jeśli chcecie porozmawiać o dziecku zadbajcie by nie było go w pobliżu. Nigdy nie rozmawiajcie o dziecku w jego obecności. Jednocześnie ważne jest abyście mieli zaufanie do miejsca w którym wasze dziecko będzie przebywać tyle czasu. Jeśli macie zatem pytania do nauczycieli, albo dyrekcji umówcie się na osobne spotkanie by je zadać. Jak wy polubicie przedszkole, dziecku z pewnością będzie łatwiej w nim zostać.
          2. RAZEM W GRUPIE
          W wielu przedszkolach podczas dni otwartych organizowane są zajęcia dla dzieci na których dziecko może w waszej obecności zacząć oswajać się z nowym miejscem. Takie dni nie zawsze wystarczają, by dziecko przyzwyczaiło się do przedszkola, szczególnie, że często odbywają się kilka tygodni przed początkiem roku szkolnego. Dlatego warto zarezerwować sobie czas na początku września na wspólne chodzenie do przedszkola. Najpierw jednak ustalcie z kadrą jak dokładnie wyglądać będzie proces adaptacji.
          Ile dni spędzicie z dzieckiem razem w grupie? Czy przedszkole ma odgórnie ustalone ramy adaptacji, czy są one zależne od dziecka? Jak wygląda rytm dnia? O której są posiłki? Czy dzieci leżakują?
          Uprzedźcie dziecko jak będzie wyglądać ten czas. Natomiast podczas wspólnych dni w przedszkolu zamiast siedzieć w kącie na krzesełku dobrze jest razem z dzieckiem poznawać grupę. Jeśli dziecko kurczowo się was trzyma, nie odganiajcie go od siebie tylko chodźcie z nim po sali, bawcie się z innymi dziećmi. Gdy dziecko zobaczy, że czujecie się w grupie swobodnie i dobrze, będzie mu łatwiej zaufać, że jest to bezpieczne miejsce.
          3. PANI KASIA
          Jedną z podstaw sukcesu adaptacji dziecka do przedszkola jest wasza relacja z nauczycielkami. Pamiętajcie, że wraz z nimi będziecie wychowywać wasze dziecko. Ważne byście je dobrze poznali, szanowali i lubili. Dbajcie o kontakt z nimi, rozmawiajcie o waszym dziecku – co lubi, czego się boi. Dzielcie się spostrzeżeniami, ważnymi wydarzeniami w domu, które mogą wpływać na zachowanie malucha. Im lepiej nauczycielki poznają was i wasze dziecko tym lepiej będą odpowiadać na jego potrzeby. Sprawdźcie czy panie respektują ważne dla was normy i są uważne na potrzeby dzieci, nie zmuszają do jedzenia, spania, ani do brania udziału w zajęciach.
          4. CZAS
          Nigdy nie wiadomo ile czasu zajmie dziecku adaptacja do przedszkola. Warto zatem uprzedzić w pracy, że przez jakiś czas będziecie się spóźniać, a samemu uzbroić się w cierpliwość. Nie pospieszajcie, nie wywierajcie presji, dziecko musi móc się na was oprzeć i czuć, że ma przestrzeń i czas na to aby się oswajać z tą nową sytuacją.
          5. RYTUAŁY POŻEGNAŃ
          Gdy już nadejdzie czas kiedy dziecko zacznie zostawać w przedszkolu samo, nigdy nie wychodźcie bez pożegnania. Rozstania potrafią być trudne, ale są bardzo ważne i nie wolno od nich uciekać, ponieważ zaburza to poczucie bezpieczeństwa dziecka. Dla dzieci istotne jest, by rozstanie następowało stopniowo i proces był przewidywalny. Wielu dzieciom bardzo pomagają rytuały pożegnań, które dają poczucie kontroli nad sytuacją i pozwalają redukować strach poprzez budowanie przewidywalności.
          pozdr
          • justysialek Re: RB a przedszkole... państwowe 11.10.11, 09:02
            To, co opisujesz, to ideał. Tak byłoby idealnie... ale polska oświata daleka jest od ideału i nie jest to wina nauczycielek.
            Grupa liczy sobie 23 do 25 dzieci. Jeśli każde dziecko przez 2 tygodnie będzie przychodziło z rodzicem, to będzie 50 osób na sali. Na małej salce do tego nieprzystosowanej. Czy w takich warunkach dziecko będzie w stanie się przyzwyczaić do miejsca, poznać je, poczuć się tam bezpiecznie? Czy będzie w stanie odróżnić swoją wychowawczynię od mam innych dzieci? Czy po tym czasie adaptacji, kiedy nagle zniknie połowa dorosłych osób wraz z jego mamą będzie potrafiło zrozumieć tę zmianę, czy będzie się adaptowało do warunków na nowo? Co z bezpieczeństwem w tym czasie? To nauczycielka odpowiada za bezpieczeństwo dzieci - co jeśli dojdzie do wypadku, bo jakiś rodzic potrąci czyjeś dziecko albo przytrzaśnie mu rączkę drzwiami itp? W teorii wszystko fajnie ale w praktyce takie sytuacje nie są rozwiązane. Nie ma regulacji prawnych, nie ma odpowiednich warunków w przedszkolu do przeprowadzania takiej adaptacji i dlatego nauczycielki rodzicom odmawiają.
            I jeszcze jedna kwestia: dzieci szybko zaczynają chorować. 2 tygodnie nieobecności i adaptację trzeba zaczynać od początku. Jedno dziecko choruje tydzień, inne miesiąc, więc w zależności od dziecka adaptacja odbywałaby się w różnym czasie (może i miesiącami w danej grupie) dezorganizując pracę przez dłuższy czas.
            Jak wytłumaczyć innym dzieciom, że ich mama już nie przychodzi a mama Stasia/Martynki tak?! ... i płacz zaczyna się od nowa.

            P. S. Nie jestem przedszkolanką. To są moje prywatne obserwacje.
            • ciociacesia problemem jest magiczny zwrot 11.10.11, 13:01
              'dezorganizacja pracy'
              wynika z blednego zalozenia ze norma jest ze jest jakies tam stadko dzieci i one sie sluchaja i nie ma rodziców. jjakos w prywatnych przedszkolach da sie to zrobic i dzieje sie tak ze niemal w kazdym tygodniu jest jakis rodzic i nie dezorganizuje on pracy. po prostu jst 'eklementem krajobrazu' rodzica nalezy pouczyc jak ma sie zachowywac coby nie przeszkadzal a pomagal i tyle. zadnej dezorganizacji nie bedzie
        • ciociacesia nie moze bo nie i juz 10.10.11, 10:43
          i co tez pani tak wydziwia, poplacze i sie przyzwyczai, wszystkie dzieci to przechodza - taka fala. juz nie moge tego sluchac. moja zaskoczyla szybko, bo wczesniej chodzila do prywatnego ale wkurza mnie ze kiedy przyprowadzam ja np.7:30 to nie moge zostac nawet na chwile, bo 'sio sio' rodzice przeszkadzaja. i ze zebow nie myja, bo nie. i ze jakis idiota w nowo remontowanej lazience zrobil umywalke na wysokosci doroslego czlowieka a kibelek tylko minimalnie nizszy niz dorosly i 3 i 4 latki nie moga same korzystac z toalety a pani jest jedna na 23 sztuki dzieci. wieszaczki na reczniczki tez owczywiscie na wysokoasci dla doroslego. przechowalnia nie przedszkole
          • kate.2 Re: nie moze bo nie i juz 11.10.11, 14:13
            "I jeszcze jedna kwestia: dzieci szybko zaczynają chorować. 2 tygodnie nieobecności i adaptację trzeba zaczynać od początku. Jedno dziecko choruje tydzień, inne miesiąc, więc w zależności od dziecka adaptacja odbywałaby się w różnym czasie (może i miesiącami w danej grupie) dezorganizując pracę przez dłuższy czas.
            Jak wytłumaczyć innym dzieciom, że ich mama już nie przychodzi a mama Stasia/Martynki tak?! ... i płacz zaczyna się od nowa. "

            Z tego wynika, że w sali przez 2 tygodnie nie będzie 50 osób smile
            Jeśli chodzi o tłumaczenie dzieciom, to chyba to sprawa rodziców i ich metod wychowywania, jeśli rodzic jakiegoś dziecka nie przychodzi z nim to jest jego prywatna sprawa i powody są różne i rodzic chyba mówi swojemu dziecku dlaczego nie przychodzi, mówi prawdę bądź kłamie (znam przypadki i takie, mama mówi, że idzie do pracy a jej praca jest w domu, i to jest jej prywatna sprawa, nie mam zamiaru ingerować w cudze powody.
            To już nie komunizm jak powiedziała mi jedna pani psycholog, nie trzeba poświęcać życia psychicznego jednostki dla dobra ogółu.
            • kate.2 Re: nie moze bo nie i juz 11.10.11, 14:22
              'dezorganizacja pracy'
              wynika z blednego zalozenia ze norma jest ze jest jakies tam stadko dzieci i one sie sluchaja i nie ma rodziców. jjakos w prywatnych przedszkolach da sie to zrobic i dzieje sie tak ze niemal w kazdym tygodniu jest jakis rodzic i nie dezorganizuje on pracy. po prostu jst 'eklementem krajobrazu' rodzica nalezy pouczyc jak ma sie zachowywac coby nie przeszkadzał a pomagał i tyle. zadnej dezorganizacji nie bedzie

              Zgadzam się, też przez tamten rok mąż chodził z naszą córeczką (ja byłam kilka razy) do prywatnego przedszkola i obecność 10 czy 4 rodziców nie dezorganizowała pracy pani ani zabawy dzieci. To zależy od tego jak pani jest przygotowana do zajęć i jak potrafi odpowiednio rozmawiać z rodzicami, kiedy i gdzie jest ich miejsce. Jeśli tego nie potrafi to nie powinna tam pracować.
              Z uwagi na różne podejścia do wychowania nigdy wszyscy rodzice nie zostają 2 tygodnie z dzieckiem.
              • ciociacesia to nawet niekoniecznie 11.10.11, 15:15
                o przygotowanie chodzi tylko o zmiane myslenia. o to zeby dopuscic mysl ze rodzic moze sie w przedszklolu przydac i ze niekoniecznie bedzie przeszkadzal
                • jul-kaa Re: to nawet niekoniecznie 12.10.11, 19:00
                  Kojarzy mi się to z dyskusją na temat obecności rodziców w szpitalach dziecięcych. Też padały argumenty o tym, że rodzice beda przeszkadzac, dezorganizować itd. Na szczęście teraz w większości (?) szpitali nikt takich bzdur nie opowiada.
                  • kate.2 Re: to nawet niekoniecznie 13.10.11, 15:19
                    Takkk smile odkąd panie pielęgniarki zauważyły, że mamy robią za nie 50% pracy są zadowolone smile byłam w tym roku z córeczką 2 razy w szpitalu, raz przez 1 tydzień, a następnym razem 2 tygodnie i rozmawiałam z pielęgniarkami kt tam pracują przez 20 - 25 lat i są bardzo zadowolone z tej zmiany smile choć przyznają, że nie mogły sobie tego wcześniej wyobrazić i zrozumieć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka