twojabogini
09.09.13, 15:09
Dylemat jaki muszę rozstrzygnąć polega na tym, że moje dziecko (13 lat) nie osiąga takich efektów w szkole (ocen), jakie mogłoby by mieć, gdyby więcej pracowało. Jest to opinia zarówno moja jak i jego nauczycieli. Oceny nie są złe, są przedmioty z których ma szóstki, są takie gdzie osiąga tróje, średnia oscyluje wokół 4. W ocenie nauczycieli, gdyby się postarał mógłby mieć same 5. W mojej ocenie - skoro tego nie robi, to widocznie nie ma takiej potrzeby i ja to akceptuję.
Rozmawiałam dziś jednak ze znajomą, która jest nauczycielem z ogromnym doświadczeniem pedagogicznym i której opinie bardzo szanuję. Jej zdaniem wyrządzam dziecku krzywdę nie motywując go do intensywniejszej pracy i zaprzepaszczam jego możliwości i zdolności. Z drugiej strony, obie zgodziłyśmy się, że aby wdrożyć nastolatka do intensywnej nauki, potrzeba sporo nadzoru i dyscypliny. Znajoma twierdzi, że to nic złego i rodzic ma prawo uciec się do takich metod dla dobra dziecka, oraz postawić wymogi co do ocen szkolnych, stosownie do możliwości dziecka. Nauczyciele oczywiście także od dawna dają mi takie sugestie i sugerują, że powinnam więcej czasu poświęcić na przypilnowanie dziecka.
Obiecałam sobie w dniu w którym zostałam po raz pierwszy mamą, że nie będę uczyć dzieci posłuszeństwa, ani ich kształtować. Staram się nie uciekać do autorytarnych wzorców wychowania i nie korzystać ze swojej przewagi na dziećmi, co wymaga ode mnie wiele pracy - nad sobą. Z moim pierwszym dzieckiem zdana byłam jedynie na siebie i na swoją intuicję, teraz mam dostęp do wielu badań, do opracowań specjalistów, którzy tworzą podwaliny pod "rodzicielstwo bliskości", uwzględniając dostępną wiedzę o rozwoju dzieci. Niemniej jednak nie mogę nie przyznać, że mój sposób jest jednym wielkim eksperymentem. Jak dotąd dzieci funkcjonują dobrze i nie generują ogromnych problemów wychowawczych, raczej typowe. Jednak, jak każdy zastanawiam się na ile obrana przeze mnie droga jest słuszna i na ile jest dobra dla dzieci.
Czy przymuszacie dzieci do nauki, żeby osiągały oceny stosownie do swoich możliwości, a nie tylko chęci? Czy też pozwalacie im decydować samodzielnie, ile czasu poświecą na naukę i jakie oceny będą dla nich satysfakcjonujące? Chętnie poznam opinie na ten temat - z góry proszę jednak, żebyśmy unikali wzajemnej krytyki. Każdy rodzic działa powodowany miłością do dzieci - zarówno ten, który dyscyplinuje dzieci i przymusza do nauki, jak i ten, który zostawia dziecku swobodę. Trudno tu przeprowadzić wartościowanie.
Jeśli sądzicie, że w opisanej sytuacji warto jednak zmotywować dziecko do większego wysiłku - jakie stosujecie metody? Na tym polu (przymuszania dzieci do czegokolwiek wbrew ich woli) jestem zupełnie zielona i nie mam pojęcia jak miałabym się do tego zabrać...