Dodaj do ulubionych

Motywowanie dzieci do nauki

09.09.13, 15:09
Dylemat jaki muszę rozstrzygnąć polega na tym, że moje dziecko (13 lat) nie osiąga takich efektów w szkole (ocen), jakie mogłoby by mieć, gdyby więcej pracowało. Jest to opinia zarówno moja jak i jego nauczycieli. Oceny nie są złe, są przedmioty z których ma szóstki, są takie gdzie osiąga tróje, średnia oscyluje wokół 4. W ocenie nauczycieli, gdyby się postarał mógłby mieć same 5. W mojej ocenie - skoro tego nie robi, to widocznie nie ma takiej potrzeby i ja to akceptuję.
Rozmawiałam dziś jednak ze znajomą, która jest nauczycielem z ogromnym doświadczeniem pedagogicznym i której opinie bardzo szanuję. Jej zdaniem wyrządzam dziecku krzywdę nie motywując go do intensywniejszej pracy i zaprzepaszczam jego możliwości i zdolności. Z drugiej strony, obie zgodziłyśmy się, że aby wdrożyć nastolatka do intensywnej nauki, potrzeba sporo nadzoru i dyscypliny. Znajoma twierdzi, że to nic złego i rodzic ma prawo uciec się do takich metod dla dobra dziecka, oraz postawić wymogi co do ocen szkolnych, stosownie do możliwości dziecka. Nauczyciele oczywiście także od dawna dają mi takie sugestie i sugerują, że powinnam więcej czasu poświęcić na przypilnowanie dziecka.

Obiecałam sobie w dniu w którym zostałam po raz pierwszy mamą, że nie będę uczyć dzieci posłuszeństwa, ani ich kształtować. Staram się nie uciekać do autorytarnych wzorców wychowania i nie korzystać ze swojej przewagi na dziećmi, co wymaga ode mnie wiele pracy - nad sobą. Z moim pierwszym dzieckiem zdana byłam jedynie na siebie i na swoją intuicję, teraz mam dostęp do wielu badań, do opracowań specjalistów, którzy tworzą podwaliny pod "rodzicielstwo bliskości", uwzględniając dostępną wiedzę o rozwoju dzieci. Niemniej jednak nie mogę nie przyznać, że mój sposób jest jednym wielkim eksperymentem. Jak dotąd dzieci funkcjonują dobrze i nie generują ogromnych problemów wychowawczych, raczej typowe. Jednak, jak każdy zastanawiam się na ile obrana przeze mnie droga jest słuszna i na ile jest dobra dla dzieci.

Czy przymuszacie dzieci do nauki, żeby osiągały oceny stosownie do swoich możliwości, a nie tylko chęci? Czy też pozwalacie im decydować samodzielnie, ile czasu poświecą na naukę i jakie oceny będą dla nich satysfakcjonujące? Chętnie poznam opinie na ten temat - z góry proszę jednak, żebyśmy unikali wzajemnej krytyki. Każdy rodzic działa powodowany miłością do dzieci - zarówno ten, który dyscyplinuje dzieci i przymusza do nauki, jak i ten, który zostawia dziecku swobodę. Trudno tu przeprowadzić wartościowanie.

Jeśli sądzicie, że w opisanej sytuacji warto jednak zmotywować dziecko do większego wysiłku - jakie stosujecie metody? Na tym polu (przymuszania dzieci do czegokolwiek wbrew ich woli) jestem zupełnie zielona i nie mam pojęcia jak miałabym się do tego zabrać...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 09.09.13, 15:20
      Przede wszystkim nie bardzo wierze w te wszystkie oceny "stosowne do możliwości". To, zę dziecko jest inteligentne nie musi oznaczać, zę ma łatwość dostawiania samych piątek. Trzeba zastanowić się nad kilkoma istotnymi kwestiami -0 czy dziecko nie uczy się tylko dlatego, że mu sie nie chce? Jeśli tak, to dlaczego mu sie nie chce - bo ucząc sie słabiej ma czas na własne zainteresowania, a godziny spędzone na nauce na piątkę przeznacza na coś bardziej efektywnego, choćby czytanie, czy na patrzenie w sufit? Czy nie uczy się programu szkolnego, ale nie ma żadnej potrzeby zdobywania wiedzy, czy program szkolny go nie interesuje i tyle?
      Moim zdaniem nie ma sensu przymuszać dziecka do lepszych ocen, aby miało lepsze oceny. Natomiast ma sens pilnować, aby dziecko zdobywało wiedzę, która nie musi być wiedzą szkolną. Jesli dziecko dużo wie, dużo umie i ma słabe stopnie, to zupełnie inna sytuacja niz gdy ma słabe stopnie, bo po prostu wie i umie mniej , niż rówieśnicy.
      • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 08:23
        verdana napisała:

        > Trzeba zastanowić się nad kilkoma istotnymi kwestiami -0 czy
        > dziecko nie uczy się tylko dlatego, że mu sie nie chce? Jeśli tak, to dlaczego
        > mu sie nie chce - bo ucząc sie słabiej ma czas na własne zainteresowania, a god
        > ziny spędzone na nauce na piątkę przeznacza na coś bardziej efektywnego, choćby
        > czytanie, czy na patrzenie w sufit?

        Mały nie uczy się, bo mu się nie chce - ma ważniejsze rzeczy. Bazuje na wiedzy, którą już posiada. Dlatego z historii ma szóstkę, a np. z biologii tróję. Gdyby wziął do ręki podręcznik przed klasówką - z pewnością wyniki miałby lepsze. Zalicza też wpadki w postaci nieodrobionych prac domowych. Jak to ujął - szkoła przeszkadza mu w nauce. Czas którego nie poświęca na naukę (a nie poświęca niemal wcale) przeznacza na całkiem konstruktywne zajęcia, gra w szachy, pisze swoją książkę, sporo czyta, kiedy zainteresuje go jakiś temat - pogłębia swoją wiedzę na jego temat. Na naukę pozaszkolną przeznacza sporo czasu. Uprawia też sport, no i część czasu zajmuje mu rehabilitacja. Zdarzają się dni lenia, kiedy cały dzień przeleży czytając fantastykę, albo wciągnie się w jakąś grę na kompie, ale raczej w normie - parę dni w miesiącu, czasem po dużym stresie.

        > Moim zdaniem nie ma sensu przymuszać dziecka do lepszych ocen, aby miało lepsze
        > oceny.

        No właśnie jak dotąd wychodzę z tego założenia. Nie sądzę, że zmiana średniej z 4 na 5 wpłynęłaby jakoś znacząco na przyszłość mojego syna. Nie rozumiem też jak na przykład 5 zamiast trói na semestr czy na koniec roku miałaby wpłynąć na rozwój jego zdolności, poza tym, że zapamiętałby nieco więcej materiału pamięciowego z biologii, zamiast z historii, na którą miałby siła rzeczy mniej czasu.

        Jednak stykam się z opinią, że dziecko nie przymuszane do obowiązku szkolnego nie nauczy się systematycznej pracy. Z drugiej strony przecież on pracuje systematycznie. Także, że nie nauczy się spełniać wymogów - w tym przypadku nie jestem pewna czy mi na tym zależy. Bo jeśli ma do wyboru zrobić zadania matematyczne, które już umie i rozumie i wybiera świadomie pałę za nieodrobienie lekcji, bo wie, że nadrobi oceną z klasówki, czy jakimś konkursem i średnia wyjdzie do przyjęcia -to rozumiem, że wybiera coś sensowniejszego.
        Ja rozumiem motywację, a raczej brak motywacji mojego syna do nauki szkolnej i w sumie sądzę, że znalazł złoty środek. Nie jest mu z tym łatwo, bo nauczyciele mają skłonność gnębić "zdolnych, ale leniwych", mi wystarczy jak jestem motywowana na zebraniach - i do niektórych nie dociera moje stanowisko, że trója jest w porządku. Mógłby uczyć się lepiej, mógłby uczyć się lepiej...
        • angazetka Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 09:44
          > Jak to ujął - szkoła
          > przeszkadza mu w nauce. Czas którego nie poświęca na naukę (a nie poświęca niem
          > al wcale) przeznacza na całkiem konstruktywne zajęcia, gra w szachy, pisze swoj
          > ą książkę, sporo czyta, kiedy zainteresuje go jakiś temat - pogłębia swoją wied
          > zę na jego temat. Na naukę pozaszkolną przeznacza sporo czasu. Uprawia też spor
          > t, no i część czasu zajmuje mu rehabilitacja.

          E, to brzmi na tyle dobrze, że dałabym młodemu człowiekowi spokój. Nie musi mieć piątek ze wszystkiego, a skoro się rozwija, pracuje, wie, co go ciekawi - to wystarczy.
    • camel_3d najprostsza metoda.. 09.09.13, 16:24
      kompletnie olewasz dziecko..
      nie dajesz kieszonkowego
      nie pierzesz mu nie gotujesz..
      nie sprzatasz w pokoju
      nie dbasz o lekcje

      i czekasz..to trwa do trzech tygodni... smile

      aha..opczywiscie nalezy dodac, ze skoro juz sie uwaza za dorosle to czas o siebie zadbac... smile

      o kolegi to pomoglo... syn zaczal sam swoje rzeczy prac, sprzatac w pokoju i uczyc sie..

      acha..noi kumple zapropwadzil go do urzedu , gdzei ludzie czekaja na zapomoge socjalna..

      • verdana Re: najprostsza metoda.. 09.09.13, 16:38
        I wtedy dziecko traci do Ciebie zaufanie i w momencie, gdy chodzi o coś ważnego - a nie czy ma czwórki czy piątki, możesz zapomnieć o tym, by słuchało rad osoby, która na to nie zasługuje.
        • twojabogini Re: najprostsza metoda.. 10.09.13, 08:46
          verdana napisała:

          > I wtedy dziecko traci do Ciebie zaufanie

          Sądzę, że pięciolatek, czy nawet 12 latek straciłby zaufanie. Dzieci potrzebują pomocy rodziców. Sądzę jednak, że wiele nastolatków odetchnęłoby z ulgą, gdyby rodzice przestali im sprzątać, prac, gotować i nadzorować lekcje. nawet gdyby to było za karę. Tyle, że część rodziców odpuści pozornie, tylko po to, żeby przy pierwszym potknięciu dziecka powiedzieć - ha jednak sobie nie radzisz i jeszcze wzmożyć nadzór i upupianie.
      • twojabogini Re: najprostsza metoda.. 10.09.13, 08:41
        camel_3d napisał:

        > kompletnie olewasz dziecko..
        > nie dajesz kieszonkowego
        > nie pierzesz mu nie gotujesz..
        > nie sprzatasz w pokoju
        > nie dbasz o lekcje

        Nie olewam mojego dziecka, ale podaną "metodę" stosuję codziennie. Nie dajemy dzieciom stałego kieszonkowego. Starsze dzieci w domu nie są obsługiwane. Obsługa pralki to nie jest jakiś problem, posiłki najczęściej przygotowujemy wspólnie z dziećmi. Do pokoju syna nie wchodzimy, chyba, że sam o to poprosi. Kiedyś było tam strasznie (wiele pracy włożyłam w to, żeby się nie wtrącać i nie sprzątać, było mi trudno), z czasem jednak sam nauczył się utrzymywać względny porządek. Od czasu do czasu prosi o pomoc w gruntownym sprzątaniu - typu umycie mebli, okien. Lekcjami nie zajmujemy się od dawna, chyba, że o to poprosi. Raz na jakiś czas wspólnie przeglądamy książki szkolne, żeby móc pogadać o tym, co tam akurat na bieżąco robią. Rzadko, ale jednak, bywam proszona o pomoc lub opinię (oglądam jakąś prezentacje, czytam co napisał).

        Tak, że to co proponujesz wydaje mi się rozsądne. Nie traktowałabym jednak tego jako odwetu i olewania dziecka, ale jako pozwolenie na samodzielność. Rozumiem jednak, że dla nastolatka, który jest przyzwyczajony, do tego, że rodzice wszystko robią za niego zmiana podejścia może być szokiem. Sądzę jednak, że warto zaryzykować - zyskają rodzice, i na pewno młody człowiek, tak że metoda wydaje się być dobra, pod warunkiem, że nie uznamy, ze celem są odrobione lekcje,wysokie oceny, idealnie wysprzątany pokój i ubrania poskładane w kostkę - tylko, że naprawdę pozwolimy dziecku decydować o sobie.

        Podkreślam jednak, ze nie powinno się to odbywać w klimacie odwetu, tylko raczej naprawienia starych błędów, kiedy rodzice traktowali nastolatka jak pięciolatka. No i oczywiście w żadnym wypadku nie wolno tak traktować dzieci do 12 roku życia - one są bezradne i skazane na pomoc rodziców.
        • camel_3d Aaaaaa..czeeekaj... 10.09.13, 22:48
          13 lat...hmm....

          Ok..moje 13 lat..
          Swiadectwo najgorsze w calej karierze szkoly podstawowej. Srednia 3.2 - wlasnie sprawdzilem.
          Przyczyny...
          Dstalem komputer smile) zaczelo sie dojzewanie, kumple byli wazniejsi...a juz na pewno byli madrzejsi smile poza tym jeszcze kilka inych przyczyn czysto rodzinnych.

          No i wazne, ze na pewno obca osoba ma wiecej racji niz rodzina. Moze warto, zeby z nim pogadal ktos inny niz wy? U mnie pomoglo, bo w 7 klasie mialem nagrode za wyniki w nauce..ale 13 lat to byl jakis kryzys.

          Moze masz w okolicy kogos kto moglby z nim pogadac, moze warto zwrocic sie do jakiego nauczyciela, ktorego on lubi?
          • twojabogini Re: Aaaaaa..czeeekaj... 11.09.13, 19:02
            camel_3d napisał:

            > No i wazne, ze na pewno obca osoba ma wiecej racji niz rodzina. Moze warto, ze
            > by z nim pogadal ktos inny niz wy? U mnie pomoglo, bo w 7 klasie mialem nagrode
            > za wyniki w nauce..ale 13 lat to byl jakis kryzys.

            Ano kryzys. Najdokładniejszy opis tego co się dzieje z dzieciakiem znalazłam u Wygotskiego. Heh... zanik dotychczasowych struktur i wzorców zachowania, przejście od motywacji zewnętrznej na wewnętrzną. Według współczesnych neurobiologów w mózgu przeciętnego 13 latka działa jedynie układ nagrody - reszta jest w przebudowie smile

            Jestem Wygotskiemu bardzo wdzięczna - bo zrozumiałam to co działo się ze mną w tym wieku (a z wzorowej uczennicy zyskałam wtedy opinię krnąbrnej, pyskatej, a moje oceny poleciały na łeb na szyję smile. Po tym kryzysie nigdy już nie wróciłam do pilnej nauki, uznałam, że średnia 3,0 mi wystarczy i tego się trzymałam do końca ogólniaka. Maturę zdałam na piątkach, na studia się dostałam. faktycznie z zewnętrznej motywacji przestawiłam się na zewnętrzną i okazało się, że chcę czego innego niż rodzice i nauczyciele smile
            Wszystko co opisujesz, było i moim (i męża) udziałem i jest także udziałem naszego domowego nastolatka smile Koledzy wiedzą wszystko o życiu, my "nie znamy się na dzisiejszych czasach" smile Tyle, że oboje pamiętamy jak to było, więc podchodzimy z przymrużeniem oka i dzielnie znosimy krytykę oraz grono pyskatych i pryszczatych kumpli.
            W sumie pomysł z zewnętrznym autorytetem jest sensowny - bo na razie wszystko co powiemy jako rodzice ma ogromna szansę zostać zanegowane smile
            • verdana Re: Aaaaaa..czeeekaj... 11.09.13, 20:00
              Miałam trójke 13-latków i na 100% żadne tak nie działałosmile
              • twojabogini Re: Aaaaaa..czeeekaj... 11.09.13, 22:11
                verdana napisała:

                > Miałam trójke 13-latków i na 100% żadne tak nie działałosmile

                Pozazdrościć. Ja w tym wieku przeistoczyłam się z grzecznej i posłusznej dziewczynki w dziewczynkę koszmarka. Bardzo współczuję moim rodzicom. Mój mąż nie był lepszy, też dał ostro popalić. Myślałam wiele o tym, jak to się dzieje, że jednak niektóre dzieci nie przechodzą kryzysów rozwojowych tak ostro.
                Nie ulega wątpliwości, że większość 2,5, 5,5 latków itp. oraz 13 latków przechodzi fazę kryzysu rozwojowego. Myślę, że wiele zależy od postawy rodziców, a w przypadku starszych dzieci - także nauczycieli.
                W przypadku naszego nastolatka są pola w których się nie sprawdziliśmy. Teraz nam się - czasem dość słusznie - obrywa (np. okazuje się, że już od jakiegoś czasu mały niespecjalnie był zadowolony z rozrywek rodzinnych, jakiś tam wypadów, wspólnych popołudni - w których z dnia na dzień odmówił udziału, a nam opadły szczęki, no bo "tak się staraliśmy"). Jednak generalnie się dogadujemy i lubimy, choć bywa trudno.
                Moja obserwacja jest taka: im więcej dziecko jest podporządkowane rodzicom tym ostrzej przebiega kryzys. My zrobiliśmy następujący błąd: najstarsza pociecha miała sporo swobody, ale czuła się wobec nas zobowiązana emocjonalnie ("rodzicom będzie przykro, gdy odmówię udziału w kolejnej beznadziejnej wycieczce, więc zwiedzę z nimi kolejną ruderę, choć wolałbym posiedzieć z kumplem na kompie, ale taką mają frajdę..."). Uczymy się, niestety na błędach.
                Jeśli nie ma się dobrych wzorców, a my ich nie mamy, pomimo, że dorastaliśmy mając kochających rodziców (ja wyrosłam w skrajnie liberalnej rodzinie, mąż bardzo autorytarnej) - najstarsze dziecko jest poligonem doświadczalnym. Czasem myślę, że tradycja preferencyjnego traktowania pierworodnych to próba zadośćuczynienia za popełnione niegodziwości.
                Po wszystkim, przerobionym wielokrotnie, wiem co zrobić, gdy dziecko nie che jeździć w wózku, odmawia sikania na nocnik, odmawia jedzenia posiłków, dostaje alergii na nie wiadomo co, zakochuje się w komputerze albo koleżance z klasy, ale nadal się uczę co robić, gdy zaczyna słuchać hip-hopu (3/4 tekstów jest o paleniu zioła, albo młodzieńcy specjalnie takie wybierają), wypije pierwsze piwo z kolegami lub pyta o zgodę na pozwolenie na samotny przejazd do babci (bagatela, parę setek kilometrów).
                Jeśli znajdziesz chwilę - skrobnij coś o tym jak wyglądały twoje kontakty z 13 letnimi pociechami. My jesteśmy w fatalnej sytuacji - początkujący i do do tego laicy. A niektórzy autorzy poradników chyba nie widzieli nastolatka na oczy.
                • verdana Re: Aaaaaa..czeeekaj... 12.09.13, 10:43
                  Ja miałam szczęście, bo moje nastolatki, choć zdecydowanie nieidealne i 2/3 niezbyt chętne do szkolnej nauki, byłe z każdym rokiem bardziej empatyczne, pomocne i co więcej żądne towarzystwa rodziny. Dlaczego nie umiem powiedzieć, bo o ile wakacje rodzinne były rzeczywiście raczej fajne, to juz rozrywki rodzinne - nic nadzwyczajnego. Ale nawet dorosłe dzieci sa chętne do wyskoczenia na spacer i kawę czy piwo z rodzicami. Nie wiem, czy były podporządkowane - moze przy trojgu po prostu mieliśmy za mało czasu i w sumie wyszło to nam na dobre?
                  Nie umiem nic poradzić w sprawie nastolatków, bo moje były chyba trochę dziwne - żadnej muzyki, albo klasyczne zespoły, czy wręcz muzyka klasyczna, awantury typu "Dyskoteka? Znowu! Mam tego dosyć ,tym razem zmuszę cię, żebyś wreszcie poszedł/poszła!" - i i tak nie szli, ani jednego wypadku jakiejś skrajnej głupoty. Ale moje dzieci jechały kilkaset kilometrów same w wieku 8 i 11...Przy czym moim zdaniem, w przypadku moich dzieci to nie było wychowanie, tylko geny+wrodzony charakter.
    • jdylag75 Re: Motywowanie dzieci do nauki 09.09.13, 21:51
      "Obiecałam sobie w dniu w którym zostałam po raz pierwszy mamą, że nie będę uczyć dzieci posłuszeństwa, ani ich kształtować. Staram się nie uciekać do autorytarnych wzorców wychowania i nie korzystać ze swojej przewagi na dziećmi, co wymaga ode mnie wiele pracy - nad sobą."
      Jak sądzę, masz zdrowe dzieci. Nie wiem czy mając chore dziecko z którym trzeba kilka razy dziennie ćwiczyć trzymałabyś się powyższych postanowień. Ja, mając chore dziecko, nie mam większych skrupułów, mój syn od urodzenia musi ciężko i systematycznie pracować, teraz jako szkolniak rozumie, ze pracowitosć i systematyczność są owszem, nudne, ale dzięki osiągniętej wprawie radzi sobie z nauką i lekcjami szybko i bez bólu a osiąga maksymalne wyniki, i ma mnóstwo czasu na przyjemności.
      • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 09.09.13, 22:02
        Dzieci, które w ogóle nie są nauczone posłuszeństwa, rczej nie mają szans w szkole. Szkoła wymaga, aby odrobić lekcje, czy być cicho, czy przygotować sie do klasówki. Dziecko, które nie rozumie tej idei - ze czasem trzeba wykonać polecenie, nie odnajdzie sie ani w szkole, ani w życiu.
        Więc może jednak zacząć od tego, aby przemyśleć, co właściwie chce sie osiągnąć - czy dziecko, które zawsze robi tylko to, na co ma ochotę i uważa za słuszne, będzie naprawdę szczęśliwym dzieckiem. Czy można stworzyć rodzinę z kimś, kto od dziecka jest przygotowany tylko na to, aby nie słuchać poleceń i zawsze sam decyduje, co robi?
        Ciekawe, ze ta refleksja zaczęła sie w momencie, gdy tak wychowane dziecko przestało osiągać sukcesy - choć wydaje sie, że brak rywalizacji powinien tu stanowić fundament wychowania.
        • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 10:03
          > Dzieci, które w ogóle nie są nauczone posłuszeństwa, rczej nie mają szans w szk
          > ole. Szkoła wymaga, aby odrobić lekcje, czy być cicho, czy przygotować sie do k
          > lasówki.

          Bycie cicho nie jest kwestią wymogu, tylko dostosowania społecznego. Z drugiej strony, najczęściej przeszkadzają nie uczniowie niedostosowani, choć tak ich lubimy widzieć, tylko z rożnymi zaburzeniami, często typu nerwicowego. Lub "hormonalne byczki" w gimnazjach.
          Co do klasówek i lekcji - dzieci nie nauczone posłuchu na pewno nie widzą sensu podporządkowywać się za każdym razem takim wymogom, raczej będą ważyć, na ile im się to opłaca. To samo robią uczniowie, których rodzice nie wtrącają się do nauki, bo piją, albo nie chce im się. Więc zachowanie dzieci jest podobne, nieważne z jakich przyczyn są zostawione same sobie - wyznaczają sobie pewną średnią, której osiągnięcie nie wymaga od nich wysiłku i działają tak, żeby nie przegiąć. Wydaje mi się to rozsądne - dzieci nie mają motywacji do zaspokajania ambicji rodziców i nauczycieli.

          > Więc może jednak zacząć od tego, aby przemyśleć, co właściwie chce sie osiągnąć
          > - czy dziecko, które zawsze robi tylko to, na co ma ochotę i uważa za słuszne,
          > będzie naprawdę szczęśliwym dzieckiem.

          Nie wiem, dlaczego ciągle mi przypisujesz taki cel wychowania. Ja tylko nie chcę wychować żadnego dziecka na takie, które robi wyłącznie to, co każą mu rodzice i nauczyciele. Nie znaczy to, że nie uczy się współpracy, współdziałania, wrażliwości na innych. Nie sądzę, żeby robienie rzeczy, na które się nie ma ochoty przynosiło komukolwiek korzyść. To jedna z przyczyn rozwodów "o nic" - gdy małżonkowie nie mają ochoty, ale dostosowują się do partnera, a po paru latach odkrywają, że żyją nie swoim życiem, że duszą się w zwiazku - i jeszcze obwiniają za to współmałżonka. To częste. Znacznie zdrowsze związki tworzą osoby, które wiedzą czego chcą i potrafią o to zawalczyć.

          Czy można stworzyć rodzinę z kimś, kto
          > od dziecka jest przygotowany tylko na to, aby nie słuchać poleceń i zawsze sam
          > decyduje, co robi?

          Można. Tacy ludzie nazywają się - odpowiedzialni. To, że nie słuchają poleceń nie oznacza, że nie potrafią współpracować.

          > Ciekawe, ze ta refleksja zaczęła sie w momencie, gdy tak wychowane dziecko prze
          > stało osiągać sukcesy - choć wydaje sie, że brak rywalizacji powinien tu stanow
          > ić fundament wychowania.

          Nie. Nie rozumiem skąd w tobie tyle złośliwości. Rok szkolny się dopiero zaczął, nie mam pojęcia, czy mały odniesie jakiś sukces i jak w tym roku będzie mu szło w szkole. Refleksja zaczęła się kiedy znajoma nauczycielka stwierdziła, że uczeń który uczy się sam,nawet intensywnie, robi to zbyt przypadkowo i chaotycznie i powinien mieć kierownictwo. Że z pewnością ma problemy w szkole jako "zdolny, ale leniwy" i nieprzyjemności z powodu nieodrobionych prac domowych oraz słabo napisanych klasówek (to prawda, szkoła jest jednym z punktów krytycznych, jako rodzice miewamy dość szkoły, która uważa, ze powinniśmy "coś" z tym zrobić) - co jej zdaniem doprowadzi do buntu. Że nawet gdy syn rozumie konsekwencje pały za brak pracy i się na nie godzi - to i tak przed lekcją odczuwa silne napięcie. Że ma problemy z nauczycielami, którzy gdy słyszą, że uczniowi z ich przedmiotu wystarczy trójka lub, że nie przygotowywał się do klasówki, bo wyjechał na turniej szachowy- to traktują to jako osobistą obrazę.
          Jednym słowem - że dla dobra dziecka lepiej go zmusić do nauki, niż narażać na stres szkolny, bo nauczyciele nie będą w stanie zrozumieć jego postawy. Oraz, że w konsekwencji przeżyjemy wzmożony bunt gimnazjalisty - jako protest przeciwko temu, co przeżyje w szkole, jeśli nie dostosuje się do jej wymogów. Innymi słowy - mniejszą traumą będzie nasz rodziców nadzór i autorytarne działanie - typu najpierw zadanie z matematyki, potem wariacje systemów feudalnych, niż to co przeżyje w szkole. To mówi doświadczony pedagog, który niejedno widział. Jej zdaniem jeśli w tym roku nauczyciele będą naciskać na oceny, a będą, my zaś nie, już za chwilę dzieciak programowo zacznie obrywać pały - od niektórych nauczycieli w ramach pomsty za "lekceważenie przedmiotu", od innych dlatego, że celowo przestanie robić nawet program minimum. Nic dziwnego, że się zastanawiam. Nie wiem - pierwszy raz mam do czynienia ze szkołą jaka jest gimnazjum. Pierwszy rok był trudny, ale miałam nadzieję, że pewne sprawy mamy za sobą i ze moje dziecko zostanie zaakceptowane i nikomu jego taka czy inna ocena nie przeszkadza.
      • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 08:57
        > Jak sądzę, masz zdrowe dzieci. Nie wiem czy mając chore dziecko z którym trzeb
        > a kilka razy dziennie ćwiczyć trzymałabyś się powyższych postanowień.

        Jeden z synów jest po urazie kręgosłupa, po wieloletniej intensywnej rehabilitacji i wciąż potrzebuje systematycznej pracy. Najmłodszy syn - wcześniactwo, wylew, asymetria wcześniacza, regularna rehabilitacja pod kątem przywracania symetrii ciała, jak i kompensowania skutków wylewu.
        Trzymam się postanowień, choć kosztuje mnie to wiele. Nigdy nie zmuszam dzieci do ćwiczeń, motywuję. Kiedy zgłaszają niechęć - uznaję, że to sygnał, że coś jest nie tak. W przypadku młodszego okazało się, że taka obserwacja reakcji dziecka jest dobra informacją zwrotną, pozwalająca lepiej i efektywniej planować ćwiczenia. Nastolatek ćwiczy program minimum, jest w fazie buntu, czasem olewa ćwiczenia. Ma do tego prawo, zdrowie fizyczne jest ważne - podobnie jak psychiczne. Mały też ma dni, kiedy nie ćwiczy i już. Robimy wtedy inne rzeczy. Jak najwięcej ćwiczeń wprowadzamy w ciągu dnia w formie zabawy. Nie robimy bloku pod tytułem - "teraz godzina ćwiczeń", bo wymagałoby to zmuszania dziecka, do koncentracji uwagi ponad jego możliwości rozwojowe. Efekty są dobre, asymetria od dawna za nami. Zanim udało mi się znaleźć rehabilitantów pracujących w ten sposób z dziećmi i mogących nauczyć mnie współpracy z dziećmi, zamiast zmuszania ich do ćwiczeń naprawdę się naszukałam. Radzę na wstępie dziękować rehabilitantom, którzy stosują elementy vojty.
    • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 09.09.13, 22:03
      Jest to opinia zarówno moja jak i jego nauczycieli.

      A jaka jest opinia dzieciątka? Być może - wyciągając się z jednych przedmiotów na piątki czy czwórki, straciłby te swoje szóstki (czyli swoje atuty) i średnia wyszłaby taka sama.
      Moim zdaniem - jeśli dziecko uczy się przyzwoicie samo z siebie i ogarnia własna naukę - nie ma powodu do nerwowych ruchów. Uczeń gimnazjum spędza w szkole ponad 30h, z jakim takim odrabianiem lekcji i uczeniem się, czasem zajęciami pozaszkolnymi typu języki - pracuje więcej niż etatowy pracownik.Często więcej niż ów mądrzący się nauczyciel, widzący wyłącznie swój przedmiot.
      Areszt domowy i ścisły nadzór sprawdza się może w przypadku delikwentów zagrożonych pałami - pod warunkiem, że jednak chcą się wyciągnąć, ale trochę brakuje im dyscypliny. Jeśli nie chcą - nic nie pomoże.
      BTW: Kilka lat temu uzgodniłam ze starszym dzieckiem taryfikator za stopnie, dosyć motywujący m(i moim, i jej zdaniem). Wiem, że się starała - ale średnia z ocen w obu semestrach różniła się o 0,001... wink
      • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 10:19
        morekac napisała:

        > Jest to opinia zarówno moja jak i jego nauczycieli.
        >
        > A jaka jest opinia dzieciątka?

        Młody twierdzi, że nie chce mu się poświęcać czasu na wykuwanie niektórych rzeczy i są przedmioty z których tróje go satysfakcjonują. Nie ma zamiaru rysować pani od plastyki arcydzieł pod jej kierunkiem, więc rysuje rysunek przez pięć minut, bo uważa poświęcenie na to dwóch godzin za głupotę. Wystarczy mu mierna lub trója. Ma opory przed robieniem prac domowych z przedmiotów ścisłych, jeśli już coś umie - a że umie potwierdzają oceny z klasówek - równoważone pałami za brak prac domowych.
        W sumie, żeby dostosować się do wymogów szkolnych potrzebowałby około dwóch godzin dziennie, tak, żeby systematycznie odrabiać prace, wykuwać na czas słówka, doczytać lekcje, robić rysunki, wyćwiczyć melodię na flecie na 5, czy co tam jeszcze. Nie wiem, czy te dwie godziny dziennie są warte celu, jakim miałoby być podwyższenie średniej z około cztery na około pięć. U większości nauczycieli trzeba na wyższe oceny włożyć naprawdę dużo pracy i nie chodzi o wymagania co do wiedzy, tylko spełnienie oczekiwań nauczycieli - utrzymanie zeszytów, prowadzenie ćwiczeń perfekcyjnym pismem i robienie ładnych dopracowanych rysunków, większość uczniów ze średnią wokół 5 pracuje naprawdę ciężko przez cały tydzień. Gdyby wystarczyły same oceny z klasówek mielibyśmy święty spokój - bo do nauki jako takiej byłabym w stanie dziecko nakłonić. Ale w roli ucznia pedantycznie prowadzącego zeszyty i systematycznie uzupełniającego ćwiczenia jakoś go nie widzę.
        • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 10:24
          Innymi słowy - nie chcesz rady, jak zmotywować dziecko do nauki, tylko chcesz pochwalić sie, jakie masz zdolne dziecko i doskonałe metody wychowawcze.
          I że podczas gdy inne dzieci są zamęczane pracą, Twoje dziecko kwitnie i się rozwija.
          Innymi słowy, to jest kolejny wątek o doskonałej matce i doskonałych dzieciach, a nie rzeczowe pytanie o motywowanie do nauki - raczej pokazanie nam wszystkim, ze motywowanie jest bez sensu.
          No i jeszcze jedna uwaga - jednak robienie rzeczy, których sie nie lubi ma głęboki sens. Na przykład nie sądzę, abyś lubiła rehabilitowanie dziecka.
          • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 12:32
            verdana napisała:

            > Innymi słowy - nie chcesz rady, jak zmotywować dziecko do nauki,

            Nie wiem dlaczego wciąż przypisujesz mi jakieś intencje. Muszę rozstrzygnąć dylemat - czy motywować dziecko do zwiększonej pracy, czy nie. Czy zagrożenia o których mówi znajomy pedagog są realne - czy nie. Niestety w mojej opinii są, bo problemy na tym tle się pojawiły już w ubiegłym roku szkolnym. Jest mi ciężko na duszy, gdy muszę iść do szkoły w której znów wysłucham, że syn mógłby starać się lepiej i wiem, że część nauczycieli nie przyjmie mojego stanowiska, że nie ma takiego obowiązku i nie robi nic złego, nawet jeśli dostaje jedynki za brak prac i nieprzygotowanie, czy pisze klasówkę poniżej swoich możliwości (za to na miarę swoich chęci).
            Nie mają tu znaczenia moje osobiste ambicje - ważne żeby mój syn dobrze czuł się w szkole, bo spędza w niej bardzo dużo czasu. Znajoma, która zjadła zęby w nauczaniu młodzieży twierdzi, że dopóki młody nie spełni choć częściowo oczekiwań nauczycieli, nie będzie miał spokoju. I będzie chodził z tym samym ciężkim uczuciem do szkoły z jakim ja wybieram się na szkolne zebranie. Sądzi więc, że dla jego dobra powinnam zająć stanowisko zbliżone do nauczycieli i zacząć wymagać systematycznej nauki szkolnej.

            Jak dotąd w wątku niektóre osoby stwierdziły, że nie sensu zmuszać dziecka do pracy, po to, żeby miało lepsze oceny. Ja uważam podobnie, ale dotąd nie dostrzegałam płynących stąd zagrożeń - taka postawa może rodzic (i w gimnazjum mojego syna rodzi) problemy dziecka w szkole.
            Camel udzielił rady, której nie jestem w stanie zastosować - bo od dawna jak to ujął olewam dziecko, tylko ja to widzę tak, że pozwalam mu na samodzielność. Niby mogłabym przyznać młodemu kieszonkowe, po to, żeby mieć mu co zabierać, żeby mieć narzędzie nacisku, kiedy nie będzie chciał np. uzupełnić ćwiczeń z matematyki, albo narysować rysunku tak jak pani kazała. Tylko, że jakoś mi się to nie widzi i nie sądzę, żeby to było wychowawcze. Nie sądzę też żeby zadziałało w przypadku mojego syna.

            Nikt inny jak dotąd nie udzielił mi rady: słuchaj, gdy dziecko nie widzi sensu uczenia się, a nauczyciele piłują, robię tak a tak i wtedy jednak się uczy. To i to zadziałało. Możesz też spróbować tak i tak. Jak napisałam - kompletnie nie mam pojęcia jak mogłabym się do tego zabrać, nigdy nie stanęłam w obliczu potrzeby przełamania oporu i niechęci dziecka do stałego wykonywania czegoś w czym nie widzi sensu. Widzę też jednak, że nie robiąc nic spowoduję, że syn będzie miał w szkle problemy, które będą narastać.

            > No i jeszcze jedna uwaga - jednak robienie rzeczy, których sie nie lubi ma głęb
            > oki sens. Na przykład nie sądzę, abyś lubiła rehabilitowanie dziecka.

            Jest różnie - są dni kiedy sprawia mi to przyjemność, są takie, kiedy po prostu wykonuję swój obowiązek, są takie, gdy proszę o to inne osoby. Rzecz w tym, że ma to głęboki sens, więc mam też motywację, żeby to robić.
            Takiego sensu nie widzę w dopasowywaniu się do wymogów nauczycieli, tylko po to, żeby zamiast 3 mieć na semestr 5, zwłaszcza przy bardzo dużym nakładzie pracy, który nie prowadzi do żadnego efektu, poza wyższą średnią. Nie jestem w stanie przekonać syna, że ma to sens, bo sama w to nie wierzę. Więc mogę jedynie tak na niego wpłynąć, aby przełamał się i stanął do rywalizacji o stopnie, nawet jeśli uważa to za stratę czasu - po to aby uniknąć problemów z nauczycielami, nieprzyjemnych komentarzy do jedynej, czy słabszych ocen.

            Moje dziecko nie jest doskonałe - i piszę o tym otwarcie, dostaje jedynki, nie odrabia prac domowych i kalkuluje jak w miarę możliwie najniższych nakładów uzyskać w miarę znośny efekt. Ja też nie jestem idealna matką - nie wiem jak zareagować w tej sytuacji, czuję się bezradna wobec nauczycieli, którzy stawiają takie wymogi i mimo moich starań nie przyjmują mojej i dziecka postawy.
            Jeśli mam być szczera - przeraża mnie też, że jeśli teraz zaangażuję się w to, żeby syn miał lepsze stopnie (bo sam się nie zaangażuje) - to dojdzie mi nowy obowiązek, pilnowanie zeszytów, sprawdzanie terminów klasówek, przepytywanie ze słówek, pewnie także i kłótnie z dzieckiem. Szczerze mówiąc - nie chce mi się. Nie dlatego, że nie lubię uczyć, bo lubię, ale nie widzę sensu w zmuszaniu kogoś do nauki. I nie chce mi się marnować godziny dziennie na nadzór.



            • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 12:57
              . Jest mi ciężko na duszy, gdy muszę iść do szkoły w której znów wysłucham, że syn mógłby starać się lepiej i wiem, że część nauczycieli nie przyjmie mojego stanowiska, że nie ma takiego obowiązku i nie robi nic złego, nawet jeśli dostaje jedynki za brak prac i nieprzygotowanie, czy pisze klasówkę poniżej swoich możliwości (za to na miarę swoich chęci).

              Jest na to jeden sposób - nie latać po nauczycielach... Wtedy wysłuchujesz marudzenia wyłącznie wychowawcy...
              • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 13:26
                Nie latam. Na wywiadówki chodzimy z mężem na zmianę. Jednak zdarza się, że nauczyciel chce z nami porozmawiać i wtedy nie bardzo jest wyjście, trzeba iść. Wtedy głównie słyszymy, że nie odrabia prac domowych, mógłby mieć piątkę, a ma trzy. Czasem także, że syn otwarcie mówi, że nie przygotowywał się do sprawdziany bo wystarcza mu trója - i jest to zarzut. Z niektórymi nauczycielami udało się porozumieć, inni nadal wywierają presję.

                Pomijając, że na zebraniu też zawsze dostajemy listę nauczycieli proszących o konsultacje. Ogólnie zebrania w naszej szkole mają charakter motywacyjny dla rodziców, słyszymy, że dzieciom trzeba przykręcać śrubę, pilnować, motywować. Kompletna paranoja jest podobno pod tym kątem w klasie trzeciej. Rozmawiałam z rodzicami innych gimnazjalistów, twierdzą, że mają podobnie i że większość nauczycieli kładzie nacisk na oceny i wywiera presje zarówno na rodziców jak i na uczniów. Oraz że "oceny" dostaje się wtedy, gdy włoży się naprawdę dużo pracy.
                • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 18:08
                  Wiesz, uważam, że jeśli dziecko nie rozrabia, nie ma pał - to naprawdę chodzenie po nauczycielach można sobie darować. Nauczyciel to przeżyje, najwyżej uzna cię za matkę mało dbającą o edukację syna. Chyba mają za dużo czasu - a może to szkoła niepubliczna i grono pedagogiczne musi się wykazać...
                  Co do tego 'motywowania' rodziców - naprawdę mam czasami wrażenie, że nauczyciele przerzucają edukację dzieci na rodziców... Z moich doświadczeń wynika, że im bardziej nauczyciel narzeka na uczniów, tym większy sprawiają mu kłopot. Ci sami uczniowie pracują jednak z zapałem z innym nauczycielem...
                  • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 19:07
                    Szkoła jest publiczna. W sumie nie wpadłam na pomysł, że mogę olać zaproszenie do szkoły, chyba za bardzo się przejęłam rolą smile Dziękuję ci, na pewno skorzystam z rady. W sumie jedna z mam z klasy nigdy nie chodzi, na zebrania wpada na chwilę, przepraszając, że zaraz musi wyjść - i nawet gdy jej pociecha rozrabia - dają jej spokój, bo i tak wiadomo, że nie przyjdzie smile
            • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 14:06
              Może zatem zapytać syna, czy dobrze sie czuje z trójami w szkole? Podejrzewam, ze tak, mój czuł sie doskonale. Wygląda na to, jakby komunikacja między Tobą a synem szwankowała, skoro nie wiesz, czy zależy mu na ocenach, czy nie. Ważne jest też, czy nie odrabia lekcji z lenistwa i dlatego, że ma lepsze rzeczy do roboty (ja właśnie dlatego nie odrabiałam), czy też dlatego,z ę nauczyłaś go, ze polecenia nie są istotne i jeśli sie nie ma ochoty, nie ma się obowiązku ich wypełniać. To spora różnica, bo w pierwszym wypadku młody człowiek nie odrabia lekcji, ale ma poczucie, ze jest nie do końca w porządku i ze lekcje , tak naprawdę, powinno sie odrabiać. W tym drugim wypadku nie - ma świadomość, że nie odrabia lekcji, bo mu sie nie chce i że tak jest własnie dobrze, bo człowiek nie ma obowiązku słuchać cudzych poleceń. O ile ta pierwsza postawa jest dla mnie zrozumiała i do zaakceptowania, ta druga jednak wymaga zmiany sposobu myślenia.
              Co do lepszych ocen jestem zwolenniczką w ogóle nie zwracania na nie uwagi, niestety - to nie działa w przypadku egzaminów. Czyli, jeśli dziecko ma ambicje to musi jednak nauczyć się do egzaminu, bo nie dostanie sie do wybranej szkoły, a w liceum grozi to wręcz oblaniem matury. I to jest akurat zgodne z tym, co piszesz - uczenie się na piątkę niepotrzebnych rzeczy nie ma sensu, w uczeniu sie, aby zdać egzamin jest sens (choć uczenie sie bzdur bywa bezsensowne i tu i tu). Pytanie - czy Twoje dziecko potrafi sie przestawić na uczenie sie do egzaminu, jeśli nie uczyło sie dla ocen? Moje potrafiły, wiele innych - nie.
              Jesli chodzi o wywiadówki, to polecam zwalić to na męża i więcej nie odwiedzać szkoły - od czasu, gdy to zrobiłam, moje życie stało sie lepsze.
              • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 14:31
                verdana napisała:

                > Może zatem zapytać syna, czy dobrze sie czuje z trójami w szkole? Podejrzewam,
                > ze tak, mój czuł sie doskonale. Wygląda na to, jakby komunikacja między Tobą a
                > synem szwankowała, skoro nie wiesz, czy zależy mu na ocenach, czy nie.

                Wiem - nie zależy. Woli robić inne rzeczy, niż poświęcać czas na walkę o wyższą ocenę, czy systematyczne robienie prac domowych. Jak pisałam - szkoła mu przeszkadza w nauce.

                Co do nauki do egzaminu - w tym roku chodzi na zajęcia przygotowujące do językowego - bo ocenił, że potrzebuje dwóch lat, żeby się przygotować, w ramach testów humanistycznych startuje w olimpiadzie i liczy na efekt w przyszłym roku - w tym chce się otrzaskać i zobaczyć jak to jest i na czym ewentualnie polegnie, w przyszłym roku planuje przygotowanie do testów. Nie mam powodów wątpić, że to zrobi - zależy mu na dobrym wyniku i planuje strategicznie.

                Co do wywiadówek i kontaktów ze szkołą - najczęściej chodzimy na zmianę, czasem razem. Jak będę czuła, że mam dość to może i faktycznie poproszę go, żeby wziął całość kontaktów ze szkołą na swoją męską klatę.

                Mam do ciebie jeszcze pytanie, bo widzę że dość dobrze "przerobiłaś" temat presji na oceny i rozsądnie podchodzisz do tematu. Co robiłaś w sytuacji, gdy nauczyciel zaczynał naciskać na ciebie lub dziecko, żeby "starało się bardziej"? Z tym mam chyba największy problem.

                • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 14:44
                  Szkoła przeszkadza w nauce niemal wszystkim dzieciom nastawionym na nieszkolną wiedzę.. Daj synowi spokój, po co mu piątki? Kto będzie go w pracy rozliczał z ocen w gimnazjum?
                  No, ja wiem, co robiłam, gdy nauczyciel marudził - wysyłałam męża. Inaczej sie przejmowałam, a to fatalnie odbijało się na dzieciach. Przy "staraniu sie bardziej" , ja bym po prostu powiedziała "Może to Pan sam powie synowi, bo ja jestem matką i nie znam szkolnych wymagań, moim zdaniem syn uczy się wystarczająco dużo (drobne kłamstewko - uczy się czego innego, ale wystarczająco, prawda?)".
                  • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 19:11
                    > No, ja wiem, co robiłam, gdy nauczyciel marudził - wysyłałam męża. Inaczej sie
                    > przejmowałam, a to fatalnie odbijało się na dzieciach. Przy "staraniu sie bard
                    > ziej" , ja bym po prostu powiedziała "Może to Pan sam powie synowi, bo ja jeste
                    > m matką i nie znam szkolnych wymagań, moim zdaniem syn uczy się wystarczająco d
                    > użo (drobne kłamstewko - uczy się czego innego, ale wystarczająco, prawda?)".

                    Dziękuję. Ładnie i asertywnie smile I chyba faktycznie daruję sobie pobyty w szkole, mąż sobie lepiej poradzi, bo jest zawsze bardziej zajęty aspektem towarzyskim i rozmawianiem z dawno nie widzianymi kuplami, niż słuchaniem nauczycieli, w kolejkach do nauczycieli nie stoi, twierdząc, ze nie zdążył i prosi potem wychowawczynię żeby im to przekazała (a ja mu za to bywa robiłam wyrzuty smile. Mi chyba wrócił syndrom wzorowej uczennicy.
                    Cóż uczyć się trzeba od najlepszych - naprawdę dzięki smile
                    • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 20:01
                      Widzisz, jak się przydaje bycie marną uczennicą, i dzieckiem marnych uczniówsmile
                • joannab-o Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.09.13, 19:38
                  Pod koniec poprzedniego roku szkolnego musiałam bronić syna, uczącego się podobnie jak Twój. Tłumaczyłam, że on się uczy w optymalny, najbardziej dla siebie korzystny i efektywny sposób, a kiedy przyjdzie czas (i potrzeba uzyskania dobrej średniej) to sam będzie wiedział, że trzeba się postarać o stopnie, bo działa racjonalnie.
                  Pozostaliśmy z nauczycielami przy swoich stanowiskach, ale chyba pokazałam, że wiem co robię, nie zaniedbuję edukacji dzieci i uzyskałam przedłużenie kredytu zaufania dla syna.




                  • bergamotka77 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 01:33
                    szczerze przeraza mnie twoja postawa - nie chodzi o szkole tylko tworzenie czlowieka ktory robi wylacznie to, na co ma ochote, na wlasnych zasadach i nie uznaje dostosowania sie do czegokolwiek i kogolwiek. Wroze duze problemy w dalszej edukacji i pracy chyba ze zawsze bedzie wylacznie szefem. Moze tez wskutek tego tumiwisizmu zaprzepascic swoje zdolnosci i inteligencje, wierz mi nauczyciele szybciej przepchna w razie problemow ucznia slabszego ale bardziej ambitnego i zaangazowanego niz olewajacego zdolniache. Wybor nalezy do was.
                    • joannab-o Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 09:00
                      Jednocześnie pewnie uważasz, że dobrze jest, jeśli ktoś lubi się uczyć, ma pasje, do końca życia zachowuje ciekawość świata, dostaje pensję za to co i tak uwielbia robić? Taki jest mój cel wychowawczy w zakresie edukacji i tę drogę uważam za dającą największe prawdopodobieństwo jego osiągnięcia.
                      Moje najstarsze dziecko właśnie poszło na studia (MISMaP) i jak dotąd nie żałuję swojego "tumiwisizmu" wink
                      • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 09:58
                        wierz mi nauczyciele szybciej przepchna w razie problemow ucznia slabszego ale bardziej ambitnego i zaangazowanego niz olewajacego zdolniache

                        Dlaczego uważasz, że trzeba ich przepychać na siłę?
                        Myślę, że jeśli ktoś uczy się na tróje, to nie potrzebuje przeciągania na siłę. To są po prostu uczniowie, którzy nie bywają zagrożeni, aczkolwiek nauczyciele (i rodzice zapewne też) byliby szczęśliwsi, gdyby mieli szóstki.
                        • joa66 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 11:05
                          aczkolwiek nauczyciele (i rodzice zapewne też) byliby szczęśliwsi, gdyby mieli szóstki.

                          Albo pały i wtedy można powiedzieć "a nie mówiłam?" wink

                          Co do całości wątku - warto zwrócić uwagę czy dziecko ma strategię dostania się do wybranej szkoły .
                      • kanga_roo Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 10:56
                        nie miałabym nic przeciwko układowi, w którym dziecko angażuje się w naukę przedmiotów, które go interesują, w innych ogarniając niezbędne minimum, natomiast, jak nieniawidzę zadań domowych, tak uważam, że nie odrabianie ich oznacza nie wywiązywanie się z obowiązków.
                        uważam, że warto się nauczyć - a w szkole jest na to czas - ogarniania także niekoniecznie przyjemnych zadań. umiejętność wykonania nielubianego zadania przy minimum nakładów (czas, praca umysłowa i fizyczna) przydaje się w życiu bardzo.
                        raczej nikt w pracy zawodowej nie będzie się przejmował, że facet nie wykonał obliczeń, przypisów czy innych żmudnych i nudnych czynności, bo mu się nie chciało tracić czasu na pierdoły. powstaje tu obraz osoby do wyższych celów stworzonej tongue_out
                        • joannab-o Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 11:14
                          natomiast,
                          > jak nieniawidzę zadań domowych, tak uważam, że nie odrabianie ich oznacza nie
                          > wywiązywanie się z obowiązków.
                          > uważam, że warto się nauczyć - a w szkole jest na to czas - ogarniania także ni
                          > ekoniecznie przyjemnych zadań. umiejętność wykonania nielubianego zadania przy
                          > minimum nakładów (czas, praca umysłowa i fizyczna) przydaje się w życiu bardzo.
                          Zgadzam się i nie jest tak, ze moje dzieci programowo i za przyzwoleniem nie odrabiają lekcji. Ale zdarza się, bo z jednej strony roztrzepanie, a z drugiej demoralizujący wpływ szkoły - kolegów, którzy nie odrabiają i części nauczycieli, którzy nie egzekwują odrabiania albo zupełnie rezygnują z przekonywania na rzecz kija i marchewki.
                          W młodszych klasach dzieci odrabiają lekcje pod wpływem przyzwyczajenia i ulegając przymusowi zewnętrznemu. W pewnym momencie wyzwalają się spod tego przymusu i musi nastąpić przejście na sterowanie wewnętrzne. W czasie przejściowym wink trzeba dziecko przekonywać (do tego, o czym napisałaś), ale nie można za bardzo naciskać, bo to jest z natury sprzeczne z wewnątrzsterownością. Po prostu dziecko musi dojrzeć.
                          • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 11:33
                            O ile nie mam wątpliwości, że dzieci w pierwszych klasach powinny być uczone odrabiania lekcji, jako wywiązywania sie z obowiązków, o tyle nie jestem przekonana, czy trzeba to egzekwować w klasach starszych. Nie, nie dlatego,że jak sie nie chce odrabiać, to się nie musi - w ogóle, jako zasadę. Po prostu dlatego, że tych lekcji jest za dużo. Dziecko, które dojrzeje do tego, ze wewnątrzsterownie musi wywiązać sie z wszystkich szkolnych obowiązków, albo zwariuje, alb przestanie mieć czas na rzeczy ważniejsze, albo zamieni się w neurotycznego pracoholika (oczywiście, są ludzie, którzy odrabiali lekcje i pozostali normalni, ale pisze tu o sporym prawdopodobieństwie).
                            Poza tym nie porównujmy pracy ze szkołą. Szkoła to praca przymusowa, a zatem obowiązki w tego typu pracy nie zostały przyjęte dobrowolnie.
                            • joannab-o Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 12:13
                              Zgoda.
                              Tyle, że dla mnie pracoholizm jest dowodem braku dojrzałości i wewnątrzsterowności. Definiuję wewnątrzsterowność nie według kryterium gdzie jest centrum decyzyjne, tylko według tego czy decyzje podejmowane są w wolny sposób i na podstawie oceny ich zgodności z uznanymi wartościami. Dlatego, jeśli zajdzie kolizja wartości (tu np. obowiązkowści i ochrony własnego zdrowia psychicznego czy fizycznego), dziecko wypracuje kompromis.
                              • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 14:30
                                Problem w tym, ze wewnątrzsterowność dziecka jest zaburzana przez wymagania szkolno-rodzicielskie. Czyli ideałem dla szkoły i dla wielu rodziców jest to, aby wytworzyć przymus wewnętrzny, skłaniający dziecko do wypełniania wszystkich obowiązków szkolnych.
                                • pam_71 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 14:59
                                  verdana napisała:

                                  > Problem w tym, ze wewnątrzsterowność dziecka jest zaburzana przez wymagania szk
                                  > olno-rodzicielskie. Czyli ideałem dla szkoły i dla wielu rodziców jest to, aby
                                  > wytworzyć przymus wewnętrzny, skłaniający dziecko do wypełniania wszystkich obo
                                  > wiązków szkolnych.


                                  Czy uważasz, ze wyrobienie takiego nawyku u dziecka jest czymś nagannym/nieporządanym ?
                                  • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 19:23
                                    pam_71 napisała:

                                    >> verdana napisała: Czyli ideałem dla szkoły i dla wielu rodziców jest to
                                    >> , aby wytworzyć przymus wewnętrzny, skłaniający dziecko do wypełniania wszystkich >>obowiązków szkolnych.

                                    > Czy uważasz, ze wyrobienie takiego nawyku u dziecka jest czymś nagannym/nieporz
                                    > ądanym ?

                                    Wiem, że pytanie jest do verdany i sama jestem ciekawa jej wypowiedzi. Zastanowiło mnie to. Osobiście uważam, że wytworzenie wewnętrznego przymusu do wywiązywania się ze wszystkich obowiązków szkolnych byłoby moją porażką wychowawczą. Oznaczałoby to, że wciągnęłam dziecko w wyścig szczurów i to taki, w którym nie ma nagrody. Prymusi z lat mojej nauki szkolnej nie radzą sobie lepiej niż inni, za to "ci inni" mieli szczęśliwszą młodość.
                                  • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 20:30
                                    Moim zdaniem równie ważną umiejętnością jest podział na rzeczy, które muszą być zrobione zaraz i natychmiast oraz na rzeczy, które mogą poczekać/mogą być zrobione nieco mniej starannie. Po prostu ustawianie priorytetów.
                                    • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 09:29
                                      morekac napisała:

                                      > Moim zdaniem równie ważną umiejętnością jest podział na rzeczy, które muszą być
                                      > zrobione zaraz i natychmiast oraz na rzeczy, które mogą poczekać/mogą być zrob
                                      > ione nieco mniej starannie. Po prostu ustawianie priorytetów.

                                      1)ważne i pilne - lepiej nie dopuszczać by takie powstały
                                      2) ważne nie pilne - najbardziej porzadane bo jest dość czasu na właściwą realizacje
                                      3) mało ważne i pilne - robimy poprostu w 3 kolejności
                                      4)mało ważne i niepilne - wogóle sie tym nie zajmujemy . najczęściej rozwiąza sie same .
                                      to oczywiście uproszczenie
                  • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 11:27
                    joannab-o napisała:

                    > Pod koniec poprzedniego roku szkolnego musiałam bronić syna, uczącego się podob
                    > nie jak Twój. Tłumaczyłam, że on się uczy w optymalny, najbardziej dla siebie k
                    > orzystny i efektywny sposób, a kiedy przyjdzie czas (i potrzeba uzyskania dobre
                    > j średniej) to sam będzie wiedział, że trzeba się postarać o stopnie, bo działa
                    > racjonalnie.
                    > Pozostaliśmy z nauczycielami przy swoich stanowiskach, ale chyba pokazałam, że
                    > wiem co robię, nie zaniedbuję edukacji dzieci i uzyskałam przedłużenie kredytu
                    > zaufania dla syna.

                    uważaj , bo uwalą go po złości żeby wyszło na ich . trzeba było przytakiwać a pomądrzyć sie na forum wink heheh
    • pam_71 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 14:58
      A czy systematyczne odrabianie zadań domowych przez syna jest tak wielkim poświęceniem ? W drugiej klasie gimnazjum ? Tym bardziej, ze jak piszesz, większość z nich jest dla niego łatwa i zajmuje góra 5min. ;-p
      • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 15:41
        Tak, uważam, zę jest niepożądane, ponieważ zgodnie z prawem rzymskim Lex neminem cogit ad impossibilia - prawo nikogo nie zmusza do rzeczy niemożliwych. Szkoła zmusza. Większość starszych uczniów, jeśli ma odrobić sumiennie wszystko, a nie ma doskonałej pamięci, albo nie jest wybitnie zdolne do przyswajania szkolnej wiedzy, będzie siedziało nad lekcjami większość czasu, ucząc sie rzeczy potrzebnych i kompletnie zbędnych. Młodemu człowiekowi potrzebne jest nie tylko wyuczenie sie programu szkolnego od do z, ale także życie towarzyskie, kultura, czas wolny i odpoczynek, patrzenie w sufit, sport, o rozwijaniu własnych zainteresowań i uczeniu sie rzeczy pożytecznych nie wspomnę.
        • bergamotka77 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 18:18
          przesadzasz - inteligencja zaklada umiejetne uczenie sie rzeczy najwazniejszych - selekcja informacji. Ludzie zdolni a taki podobno jest syn autorki szybko robia to co konieczne i maja czas na poszerzanie zainteresowan. Ale nie oznacza to zlewania czesci przedmiotow przez nieodrabianie. Wierzcie mi znam co najmniej dwie osoby ktore prze olewanie powtarzaly klase - osoby bardzo zdolne i minimum wysilku z ich strony spowodowalby brak straty roku. Ale ich wybor - szkoda mi ich bylo, bo to byly osoby zdolne ale uczace sie wybiorczo. No i ktos sie w liceum na tym nie poznal i uwalil obie. Szkola to etap kiedy trzeba czasem zrobic cos wbrew sobie, bo takie sa wymogi. Potem szanowny syn autorki pojdzie do pracy i powie ze nie bedzie przychodzil na 9 bo nie ma na to ochoty a z zalozenia nie robi nic wbrew sobie i moze ew. na 11 przybyc, po obowiazkowej jodze. I mu podziekuja, no ale moze mamusia zamozna i utrzyma albo da prace...
          • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 19:33
            bergamotka77 napisała:

            Potem szanowny syn autorki pojdzie do pr
            > acy i powie ze nie bedzie przychodzil na 9 bo nie ma na to ochoty a z zalozenia
            > nie robi nic wbrew sobie i moze ew. na 11 przybyc, po obowiazkowej jodze. I mu
            > podziekuja, no ale moze mamusia zamozna i utrzyma albo da prace...

            Mam nadzieję, że to zrobi. We wszystkich swoich pracach (a przepracowałam już sporo lat) zawsze negowałam pomysł siedzenia przy biurko od do. Czasem naprawdę nie ma nic do roboty - tak odkryłam m.in. to forum. Rozumiem, że w fabryce, przy taśmie to ma sens, ale np. gdy odpowiadasz za umowy, a np. przez kolejne trzy dni nie ma żadnych kontraktów, to jest to bez sensu.
            Miałam rożnych przełożonych, ale zazwyczaj udawało mi się przejść na coś w rodzaju elastycznego czasu pracy, ruchomych godzin pracy, a także - gdy syn chorował, miał wypadek, potrzebował rehabilitacji - na wykonywanie części pracy w domu. Wole być rozliczania z zadań, niż z siedzenia przy biurku. Gdy mi się nie udawało - zmieniałam pracę, gry i pasjanse szybko mnie nudzą, podobnie jak godzinne przerwy na palenie w towarzystwie wciąż tych samych osób. To niezdrowe albo dla płuc, albo dla kręgosłupa.

            Dlatego wychowuję syna tak, aby był zdolny do tego, aby oceniać swoją sytuację i próbować zmieniać to, co da się zmienić.
        • pam_71 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 08:49
          verdana napisała:

          > Tak, uważam, zę jest niepożądane, ponieważ zgodnie z prawem rzymskim Lex nemine
          > m cogit ad impossibilia - prawo nikogo nie zmusza do rzeczy niemożliwych. Szkoł
          > a zmusza. Większość starszych uczniów, jeśli ma odrobić sumiennie wszystko, a
          > nie ma doskonałej pamięci, albo nie jest wybitnie zdolne do przyswajania szkoln
          > ej wiedzy, będzie siedziało nad lekcjami większość czasu, ucząc sie rzeczy potr
          > zebnych i kompletnie zbędnych. Młodemu człowiekowi potrzebne jest nie tylko wyu
          > czenie sie programu szkolnego od do z, ale także życie towarzyskie, kultura, c
          > zas wolny i odpoczynek, patrzenie w sufit, sport, o rozwijaniu własnych zainter
          > esowań i uczeniu sie rzeczy pożytecznych nie wspomnę.

          Doskonale zdaję sobie sprawę, ze na wyższym etapie edukacji bez podziału na priorytety (przedmioty dające przepustkę na wymarzone studia) nie da się przeżyć w szkole wink Nie wydaje mi się natomiast, aby 2kl GIM była już tym momentem, kiedy dziecko jest w stanie określić swoje przyszłą drogę i potrafi dokonać 100% trafnych wyborów czego się uczyć, a co olać. Tez jestem przeciwnikiem "wyścigu szczurów" i pracy do upadłego. Jestem jednak za interwencją w momencie, gdy jak na dłoni widać, ze dziecko nie wykorzystuje swojego potencjału, bo zwyczajnie mu się nie chce (lenistwo).
          Tak czy siak - uczulałabym na monitorowanie przynajmniej matematyki. Na maturze przedmiot obowiązkowy, a niestety w momencie gdy uczeń nie zrozumie jednego kawałka efekt domina gwarantowany.
          Pozdr
          • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 09:59
            pam_71 napisała:
            ) Nie wydaje mi się natomiast, aby 2kl GIM była już tym momentem, kie
            > dy dziecko jest w stanie określić swoje przyszłą drogę i potrafi dokonać 100% t
            > rafnych wyborów czego się uczyć, a co olać.

            ale chodzi o proste wybory np. ciśniemy przedmioty ścisłe czy języki . mysle ze to już mozna zrobić w podstawówce .

            . Jestem jednak za interwencją w momencie, gdy jak
            > na dłoni widać, ze dziecko nie wykorzystuje swojego potencjału, bo zwyczajnie m
            > u się nie chce (lenistwo).

            a żeby rozpoznać ten potencjał to najpierw trzeba mocno docisnąć kolanem by lenistwo nie miało wpływu na efekty.

            > Tak czy siak - uczulałabym na monitorowanie przynajmniej matematyki. Na maturze
            > przedmiot obowiązkowy, a niestety w momencie gdy uczeń nie zrozumie jednego ka
            > wałka efekt domina gwarantowany.

            matematyki jeśli celem jest jedynie matura . jeśli celem są jakieś studia na kierunkach ścisłych to i inne potrzebne tam przedmioty.
            • pam_71 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 10:17
              jotde3 napisał:

              > pam_71 napisała:
              > ) Nie wydaje mi się natomiast, aby 2kl GIM była już tym momentem, kie
              > > dy dziecko jest w stanie określić swoje przyszłą drogę i potrafi dokonać
              > 100% t
              > > rafnych wyborów czego się uczyć, a co olać.
              >
              > ale chodzi o proste wybory np. ciśniemy przedmioty ścisłe czy języki . mysle ze
              > to już mozna zrobić w podstawówce .

              Tylko, ze są to wybory ogólne i na zasadzie : ten przedmiot lubię (bo Pani fajna) lub/i przychodzi mi z łatwością jego nauka (bo Pani ciekawie opowiada na lekcji). A nie - chcę zostać programistą/projektantem więc w pierwszej kolejności stawiam na naukę przedmiotów ścisłych. W części przypadków obie drogi kiedyś się zejdą, ale na własnym przykładzie wiem, ze nie muszą wink

              > . Jestem jednak za interwencją w momencie, gdy jak
              > > na dłoni widać, ze dziecko nie wykorzystuje swojego potencjału, bo zwycza
              > jnie m
              > > u się nie chce (lenistwo).
              >
              > a żeby rozpoznać ten potencjał to najpierw trzeba mocno docisnąć kolanem by len
              > istwo nie miało wpływu na efekty.

              Niekoniecznie. Zwykle jest tak, ze lubimy to co przychodzi nam naturalnie, z łatwością, czym się interesujemy czyli nie ma potrzeby dociskania, żeby zobaczyć w czym dziecko jest naprawdę dobre.

              • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 11:01
                pam_71 napisała:
                > Tylko, ze są to wybory ogólne i na zasadzie : ten przedmiot lubię (bo Pani fajn
                > a) lub/i przychodzi mi z łatwością jego nauka (bo Pani ciekawie opowiada na lek
                > cji). A nie - chcę zostać programistą/projektantem więc w pierwszej kolejności
                > stawiam na naukę przedmiotów ścisłych. W części przypadków obie drogi kiedyś si
                > ę zejdą, ale na własnym przykładzie wiem, ze nie muszą wink

                no tak, nieuważnie przeczytałem . miałem na myśli nasze wybory a nie dziecka .
                my określamy po dociścnięciu kolanem co trzeba odpuścić a co nie .

                > > a żeby rozpoznać ten potencjał to najpierw trzeba mocno docisnąć kolanem
                > by len
                > > istwo nie miało wpływu na efekty.
                >
                > Niekoniecznie. Zwykle jest tak, ze lubimy to co przychodzi nam naturalnie, z ła
                > twością, czym się interesujemy czyli nie ma potrzeby dociskania, żeby zobaczyć
                > w czym dziecko jest naprawdę dobre.

                no to mój syn i jego koledzy zostaną albo piłkarzami albo zawodowymi graczami na konsolach , przychodzi im to z łatwością i naturalnie jak nic innego wink

                • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 11:41
                  > my określamy po dociścnięciu kolanem co trzeba odpuścić a co nie .

                  przedmioty ścisłe wyróżnił bym tu szczególnie bo ktoś kto ma zdolności językowe łatwo bedzie sie slizgał tam gdzie trzeba gadać z tej prostej przyczyny że gadanie ćwiczy sie cały czas a matmy nie i zdolności zdolnościami ale jak nie bedzie kontaktu z przedmitem bo ważniejsze bedą inne sprawy to sie mozna do przedmiotu zrazić mimo zdolności .
    • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.09.13, 19:56
      Dziękuję wam wszystkim za wasze wypowiedzi. Dały mi dużo do myślenia. Przede wszystkim uświadomiłam sobie, że mam problem z tym, że za bardzo przejmuję się opinią nauczycieli o sobie. Nawet jeśli któryś uzna mnie za matkę, która nie przejmuje się edukacją syna - to rzeczywiście - co z tego?
      Osobnym problemem są prace domowe. Większość z nich nie jest aż tak czasochłonna, zresztą kto powiedział, że mają być wykonane tip-top? Przekonuje mnie argument, że jest to jednak jakaś lekcja obowiązkowości. Detale i nudne czynności występują nawet w najbardziej pasjonujących pracach. Nie zawsze ma się sekretarkę. Sądzę, że przekonywanie jest dobrym pomysłem - tak, żeby nie wpaść w pułapkę syndromu rodzica, któremu zależy bardziej niż dziecku i sterowanie zewnętrzne, to dobrze opisała joanna (dziekuję)

      "W młodszych klasach dzieci odrabiają lekcje pod wpływem przyzwyczajenia i ulegając przymusowi zewnętrznemu. W pewnym momencie wyzwalają się spod tego przymusu i musi nastąpić przejście na sterowanie wewnętrzne. W czasie przejściowym trzeba dziecko przekonywać (do tego, o czym napisałaś), ale nie można za bardzo naciskać, bo to jest z natury sprzeczne z wewnątrzsterownością. Po prostu dziecko musi dojrzeć."

      I myślę, że z racji buntu postaram się, żeby przekonującym, obok nas był także jakiś sensowny zewnętrzny autorytet, o czym trafnie napisał camel.

      Tak więc: tak jak dotąd odpuszczamy sobie rywalizację o piątki, na zebrania chodzi mąż, skupiam uwagę na tym, aby raczej wesprzeć syna w jego planie przygotowania się do egzaminów (i pomóc w jego realizacji), ale równocześnie zaczynam przekonywać go o sensowności systematyczniejszego odrabiania prac. Korzystam przy tym z zewnętrznych autorytetów.
      A ja robię sobie psychoanalizę i rozliczam się przed sobą z syndromu prymuski - gdyby nie dziewczyny z forum nie wpadłabym na pomysł, że nie muszę przejmować się opinią każdego z nauczycieli smile Hm...chyba włączę sobie stare płyty - w młodości byłam punkiem, może powinnam zaczerpnąć z dawnej siebie, bo się szybko postarzeję (i jędzą zostanę), albo na koncert pojadę. I dam mężowi wolna rękę i przestanę mieć pretensje, jeśli nie będzie w stanie powtórzyć słowo w słowo prelekcji wychowawcy (należą mu się przeprosiny i duże piwo).

      Raz jeszcze bardzo wam dziękuję, dzięki szerokiemu spektrum poglądów miałam szansę spojrzeć na sprawę z takich perspektyw, na które ja sama bym raczej nie wpadła. I znaleźć alternatywę wobec mojej postawy wyjściowej - albo olewka, albo ciężka praca nad młodym - brrr...(nadmierna polaryzacja to moja specjalność smile
      • kanga_roo Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 09:47
        zauważyłam, że często z jakiegoś nielubianego, narzuconego zadania można wyciągnąć fajną naukę - niekoniecznie zgodną z założeniem, ale cenną. to też przydatna umiejętność - przyjrzeć się trudności i rozegrać ją z korzyścią dla siebie. jeśli będzie się trudności (w tym przypadku: nużących zadań domowych, ale to może być cokolwiek) unikać, małe szanse na to, by nauczyć sie je wykorzystywać dla siebie.
        pamiętacie Ciri?
        "Nie odbijesz wahadła lecz odbijesz siebie od niego"
    • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 09:09
      twojabogini napisała:
      > Dylemat jaki muszę rozstrzygnąć polega na tym, że moje dziecko (13 lat) nie osi
      > ąga takich efektów w szkole (ocen), jakie mogłoby by mieć, gdyby więcej pracowa
      > ło. Jest to opinia zarówno moja jak i jego nauczycieli. Oceny nie są złe, są pr
      > zedmioty z których ma szóstki, są takie gdzie osiąga tróje, średnia oscyluje wo
      > kół 4

      jak 6tki ma z matematyki,fizyki, chemi ,j. polskiego i j.obcego
      a z religi, wf, muzyki i plastyki ma truje to sie nie wtracaj smile
      jeśli jest odwrotnie to wcale oceny nie "nie nie są złe ".

      • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 09:14
        > jeśli jest odwrotnie to wcale oceny nie " nie są złe ".
        • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 09:17
          jotde3 napisał:

          > > jeśli jest odwrotnie to wcale oceny " nie są złe ".

          za duzo tych przeczeń było .
          coś sie nie wyspałem smile
    • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 10:17
      twojabogini napisała:

      > Dylemat jaki muszę rozstrzygnąć polega na tym, że moje dziecko (13 lat) nie osi
      > ąga takich efektów w szkole (ocen), jakie mogłoby by mieć, gdyby więcej pracowa
      > ło.

      a czy pracuje w/g ciebie dostatecznie dużo i efektywnie , bez patrzenia w sufit ?

      > kół 4. W ocenie nauczycieli, gdyby się postarał mógłby mieć same 5.

      to są zwykłe ich gadki , każdemu powiedzą że jak sie postara itd wink

      > Jeśli sądzicie, że w opisanej sytuacji warto jednak zmotywować dziecko do więks
      > zego wysiłku

      jak sie nie uczy dość dużo i mało efektywnie ( bez skupienia, koncentracji ) to można spróbować
      bo to może nauczy go jak pracować

      - jakie stosujecie metody? Na tym polu (przymuszania dzieci do cze
      > gokolwiek wbrew ich woli) jestem zupełnie zielona i nie mam pojęcia jak miałaby
      > m się do tego zabrać...

      no cóż masz 13 latka i jakąś historie wychowania go.może zacznij gderać smile
    • jkl13 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 11:12
      W jednym z postów napisałaś:
      "Jest różnie - są dni kiedy sprawia mi to przyjemność, są takie, kiedy po prostu wykonuję swój obowiązek, są takie, gdy proszę o to inne osoby. Rzecz w tym, że ma to głęboki sens, więc mam też motywację, żeby to robić.
      Takiego sensu nie widzę w dopasowywaniu się do wymogów nauczycieli, tylko po to, żeby zamiast 3 mieć na semestr 5, zwłaszcza przy bardzo dużym nakładzie pracy, który nie prowadzi do żadnego efektu, poza wyższą średnią. Nie jestem w stanie przekonać syna, że ma to sens, bo sama w to nie wierzę. Więc mogę jedynie tak na niego wpłynąć, aby przełamał się i stanął do rywalizacji o stopnie, nawet jeśli uważa to za stratę czasu - po to aby uniknąć problemów z nauczycielami, nieprzyjemnych komentarzy do jedynej, czy słabszych ocen"

      Ale poprawa relacji szkolnych syna (także z nauczycielami) ma dla ciebie sens, prawda? Chciałabyś, aby syn lepiej czuł się w szkole? Może taką motywację mu przedstaw - że ma bardziej przyłożyć się do nauki szkolnej nie po to, aby mieć lepsze stopnie, ale po to, by było mu w tej szkole lepiej. Aby z lżejszym sercem do niech chodził. Aby po prostu było mu w niej przyjemniej.
      Jeśli natomiast synowi na tym nie zależy, tzn. dobrze mu jest tak, jak jest (chociaż w to wątpię), to nic nie zdziałasz. Bo to jest jego bilans zysków i strat. I to on musi rozważyć, czy warto poświęcić np. godzinę dziennie więcej na bezsensowne jego zdaniem zadania domowe po to, aby szkoła była przyjemniejsza, czy też nie opłaca mu się to zupełnie.
      Musicie szczerze z synem porozmawiać, ale decyzja i tak moim zdaniem należy do niego.
      • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:06
        Ja mam wrażenie, ze nie chodzi tu o sens posiadania lepszych stopni dla syna, który wcale w szkole nie czuje sie z trójkami źle. Tylko o sens bycia postrzeganym jako "dobra matka, troszcząca sie o naukę dziecka".
        • pam_71 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:13
          verdana napisała:

          > Ja mam wrażenie, ze nie chodzi tu o sens posiadania lepszych stopni dla syna, k
          > tóry wcale w szkole nie czuje sie z trójkami źle. Tylko o sens bycia postrzegan
          > ym jako "dobra matka, troszcząca sie o naukę dziecka".

          Bo przez taki pryzmat (ocen dziecka) często definiuje się dobre/złe matki wink
          W całej sytuacji jedyne czego bym się obawiała to zamknięcia jakiejś furtki na dalszym etapie edukacji przez lenistwo. Wtedy będzie bolało. I dziecko i rodzica.
          • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:18
            Nie sądzę - to nie jest tego typu lenistwo, które zamyka drogę do dalszej edukacji. Być może nawet przeciwnie - nastolatek rozwijający aktywnie własne zainteresowania może nie dostać sie do najlepszego gimnazjum czy liceum, ale potem na studiach mieć prawdziwe sukcesy - bo jego sposób nauki jest znacznie bardziej dostosowany do wyższych studiów.
            • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:52
              verdana napisała:

              > Nie sądzę - to nie jest tego typu lenistwo, które zamyka drogę do dalszej eduka
              > cji. Być może nawet przeciwnie - nastolatek rozwijający aktywnie własne zainter
              > esowania może nie dostać sie do najlepszego gimnazjum czy liceum, ale potem na
              > studiach mieć prawdziwe sukcesy - bo jego sposób nauki jest znacznie bardziej d
              > ostosowany do wyższych studiów.

              czy w tym wątku mówimy o takim uczniu co ma średnią 4 bo rozwija własne zainteresowania mogące wpłynąć na jego sukcesy na wyższych studiach ?

              • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:59
                > czy w tym wątku mówimy o takim uczniu co ma średnią 4 bo rozwija własne zai
                > nteresowania mogące wpłynąć na jego sukcesy na wyższych studiach ?

                jako że autorka pisze "Jak to ujął - szkoła przeszkadza mu w nauce. Czas którego nie poświęca na naukę (a nie poświęca niemal wcale) przeznacza na całkiem konstruktywne zajęcia, gra w szachy, pisze swoją książkę, sporo czyta, kiedy zainteresuje go jakiś temat - pogłębia swoją wiedzę na jego temat. Na naukę pozaszkolną przeznacza sporo czasu."

                wiec wychodzi że tak .
            • pam_71 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 15:08
              verdana napisała:

              > Nie sądzę - to nie jest tego typu lenistwo, które zamyka drogę do dalszej eduka
              > cji. Być może nawet przeciwnie - nastolatek rozwijający aktywnie własne zainter
              > esowania może nie dostać sie do najlepszego gimnazjum czy liceum, ale potem na
              > studiach mieć prawdziwe sukcesy
              - bo jego sposób nauki jest znacznie bardziej d
              > ostosowany do wyższych studiów.

              Pod warunkiem, ze jest to faktycznie twórcze zainteresowanie, a nie przechodzenie kolejnych poziomów gier na PS3 ;-p
              • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 15:16
                Ale autorka wątku dość wyraźnie napisała, czym zajmuje się jej syn. I A dla mojej własnej, prywatnej córki, najbardziej opłacalnym zawodowo posunięciem było spędzanie wagarów w kinie, a nie dwa fakultetysmile
                • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 16:26
                  verdana napisała:

                  > Ale autorka wątku dość wyraźnie napisała, czym zajmuje się jej syn.

                  no napisała . i jeśli tak jest no to faktycznie . jeśli .

                  I A dla moj
                  > ej własnej, prywatnej córki, najbardziej opłacalnym zawodowo posunięciem było s
                  > pędzanie wagarów w kinie, a nie dwa fakultetysmile

                  ale to wyjątek . wiele osób spedzało tak wagary i jak sie domyslam zawodowo nie było to dobre posunięcie .
                  a z czego to te fakultety ?bo moja siostra ma 3 lub 4 ale nie np. jedne z fizyki jądrowe a drugie z biochemi tylko rózne cuda po awfie . to naprawde może być nic takiego i niema sie najczęściej czym tak jarać by to ciągle powtarzać .
              • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 16:40
                pam_71 napisała:
                > Pod warunkiem, ze jest to faktycznie twórcze zainteresowanie, a nie przechodzen
                > ie kolejnych poziomów gier na PS3 ;-p

                a to najczęsciej jedyna pasja i dlatego należy docisnąc kolanem a nie patrzeć że dzieciątko samo polubi i to bedzie ten znak święty wink
          • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:32
            pam_71 napisała:
            > Bo przez taki pryzmat (ocen dziecka) często definiuje się dobre/złe matki wink

            odkąd dla wiekszości nie ma problemu z nakarmieniem i ubraniem dzieci to jest to dośc zrozumiałe .natura każe nam dbać o potomstwo a edukacja to teraz najważniejszy sposób .

            > W całej sytuacji jedyne czego bym się obawiała to zamknięcia jakiejś furtki na
            > dalszym etapie edukacji przez lenistwo. Wtedy będzie bolało. I dziecko i rodzic
            > a.

            i nauczenia sie lenistwa zamiast pracy .
          • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 12:44
            W całej sytuacji jedyne czego bym się obawiała to zamknięcia jakiejś furtki na dalszym etapie edukacji przez lenistwo. Wtedy będzie bolało. I dziecko i rodzica.

            Cóż, w tej chwili dalszą edukację można sobie utrudnić niewłaściwym wybraniem profilu w LO.
            Moim zdaniem lepiej jest mieć do czynienia z dzieckiem, które ma sprecyzowane zainteresowania i mniej więcej wie, co chciałoby robić (nawet jeśli ma mniej punktów niżby mógł) niż z dzieckiem, które - owszem - dostanie się do najlepszego LO w okolicy, tylko nie bardzo będzie wiedziało, jakie miałoby wybrać rozszerzenie.
    • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.09.13, 17:07
      twojabogini podsumowując twój wypadek to masz 13 latka w typie humanisty który dba o to co trzeba i dlatego nie ma sensu go do niczego już przymuszać , szczególnie że u 13 latka to już dawno po ptakach skoro nie robiłaś tego wcześniej .
      nie zawsze tak jest i dlatego twój wątek powinien mieć raczej tytuł " czy i jak mam zmotywować swoje dziecko do podniesienia średniej ocen "
    • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 14.09.13, 22:28
      Z góry przepraszam, ze nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi i byc może cos z tego co napisze było skomentowane.
      Moim zdaniem mimo wszystko powinnas motywować dziecko do nauki na poziomie jego możliwości ze wszystkich przedmiotów.
      Pierwszy powód to taki, ze drogę do dobrego liceum otwierają dobre oceny z gimnazjum i tu nic sie nie da zrobic, jak chce iść do dobrej szkoły MUSI miec dobre oceny i dobry wynik z egazminow gimnazjalnych (a te sa i z przedmiotów humanistycznych i ścisłych), po drugie człowiek powinien miec podstawowa wiedzę z rożnych dziedzin, nie tylko tego co go interesuje, nie musi byc człowiekiem renesansu, ale podstawy na poziomie gimnazjum należałoby znać. Rzuca mnie jak humanista nie potrafi policzyć procentów, a matematyk z tytułem doktora mnie bardzo wie kim był Bułhakow.
      Jesli jest taki bystry jak piszesz umówcie sie, ze np. nie bedzie miec z ocen gorszych niż 4/5na semestr z przedniotów, ktorych nie lubi, a z tych, ktore lubi powinien miec 5/6.
      Jesli w gimnazjum nie opanuje podstaw to w liceum bedzie tylko gorzej.
      Jak motywować? To zależy od dziecka. Moja córkę w tym samym chyba wieku, należy odholowac do pokoju i odpytac, bo jej sie zawsze wydaje, ze już wszystko umiewink
      Ona zwyczajnie potrzebuje bata nad głowa, co wychodziło w rożnych naszych rozmowach i razem do tego dochodzilysmy. Przestraszyla sie jak powiedziałam, ze sama ma zajmie sie swoją edukacja o bedzie mi wszystko jedno jaka ma ocenę. Dopiero wtedy wzięła sie za naukę.
      Ja zreszta miałam podobnie i do rodzicow mam pretensje, ze tego bata zabrakło, bo sama 'bystrośc' nie zawsze wystarczy. Moich rodzicow właśnie uspokajało, to ze miałam dobre oceny i sama ogarnialam szkolne tematy. Gdyby mnie zmusili do nauki, osiagnelabym jeszcze wiecej, a tak 5 minut sie uczyłam, a potem czytałam gazety dla nastolatek, wsuniete w zeszytsmile efekt jest taki, ze skończyłam dwa kierunki studiów, ale gdyby mnie zmotywowali zrobiłbym, to samo tylko, ze np. Na Oxfordzie
      • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 14.09.13, 23:31
        Wiesz, ale moim zdaniem znacznie lepiej jest skupić się na jak najlepszych stopniach z przedmiotów punktowanych w rekrutacji i powtórce do egzaminu, a nie na próbie osiągnięcia piątki z chemii zamiast czwórki. Wbrew pozorom czas stracony na 5 zadanie z czegoś tam (i poprawę punktacji o jakieś 0,1 pkt) może uniemożliwić powtórkę z innego działu z tego samego przedmiotu i stratę kilku ważnych punktów z egzaminu, może utrudnić wyciągnięcie się na lepszy stopień z przedmiotu liczonego w rekrutacji (w Warszawie to strata 6 punktów)...
        • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 07:44
          Jesli nie bedzie uczył sie tej chemii, to na egzaminie nie zda jej dobrze i straci duzo wiecej niż 0,1 pkt, a raczej marne szanse, ze przed samym egzaminem nagle nauczy sie wszystkiego.
          Ta systematycznosc jest ważna zwłaszcza przy przedmiotach ścisłych, bo mając 'dziury' w wiedzy z polskiego, historii czy WOSu, mozna przy odrobinie szczęścia zdać całkiem nieźle, ale już braki w matematyce, chemii czy fizyce trudniej jest ukryć.

          Autorka napisała, ze jej zdaniem syn bystry, wiec przy odrobinie wysiłku, powinien poprawić oceny z tych nielubianych przedmiotów o jeden stopień, skupiając sie na wiedzy, a już ewentualnie dopuszczając jakies pracochlonne bzdury typu referat o bhp w pracowni.

          Zadaniem rodzicow jest zmotywowac do tej odrobiny wysiłku, bo dzieciakom w tym wieku jest sie łatwo pogubic. To jak motywować to już zależy od dziecka i tego jak funkcjonuje rodzina, jednym wystarczy rozmowa, innym potrzebny jest nadzór albo korepetycje, a komuś innemu jakies nagrody.
          Na mnie np. najlepiej działy częste sprawdziany i kartkówki i surowi nauczyciele, bo w domu to jak pisałam nie miałam żadnego nadzoru poza głupim idź do lekcji.

          Zreszta przynajmniej w warszawskim systemie rekrutacji, zawsze brane sa pod uwagę polski i matematyka, wiec i humanisci i ścisłe umysły muszą pocierpiec.
          • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 07:53
            Tak mi teraz przyszło do głowy, ze rodzic musi byc trochę jak dobry trener pływaka. Chociaż zawodnik kocha pływać i w tym chce osiągać sukcesy, to musi przypilnowac, zeby nie odpuszczal na siłowni, bo chociaż nie chce zdobywać medali w podnoszeniu ciężarów, to nie moze tego 'olac', bo nie lubi sie pocic.
            I tak musi pokombinowac, zeby przyszły mistrz pływania i na siłowni dał z siebie wszystkosmile
            • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 09:28
              mamma_2012 napisała:

              > Tak mi teraz przyszło do głowy, ze rodzic musi byc trochę jak dobry trener pływ
              > aka. Chociaż zawodnik kocha pływać i w tym chce osiągać sukcesy, to musi przypi
              > lnowac, zeby nie odpuszczal na siłowni, bo chociaż nie chce zdobywać medali w p
              > odnoszeniu ciężarów, to nie moze tego 'olac', bo nie lubi sie pocic.
              > I tak musi pokombinowac, zeby przyszły mistrz pływania i na siłowni dał z siebi
              > e wszystkosmile

              niestety , w sytuacji autorki ( wiek syna i wcześniejszy brak działania w tym wzgledzie ) to obawiam sie że zostaje jedynie gdreanie jako metoda .
          • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 08:41
            Nie chodzi o nieuczenie się chemii - chodzi o to, że wyciąganie jej za wszelką cenę z czwórki na piątkę niewiele da w tym konkretnym przypadku, a sporo może kosztować. W tym czasie można powtarzać chemię z lat ubiegłych - egzamin jest z 3 lat, a nie tylko z bieżącej nauki.
          • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 09:05
            powin
            > ien poprawić oceny z tych nielubianych przedmiotów o jeden stopień,
            Poprawianie tych ocen o jeden stopień da mu aż punkt więcej do LO, maksymalnie 3- a poprawianie ocen z kilku przedmiotów wcale nie jest małym wysiłkiem.
            Owszem, w III klasie warto tłuc dzieciakowi do głowy , że nie warto łapać pał za nieodrobione prace domowe, ale też nie przesadzałabym z ponadnormatywnym przesiadywaniem nad nielubianymi przedmiotami - bo nie starczy czasu, żeby wyciągnąć się na szóstkę z rekrutacyjnych przedmiotów. Oraz na powtórzenie materiału z klas 1-2.
      • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 09:08
        > Pierwszy powód to taki, ze drogę do dobrego liceum otwierają dobre oceny z gimn
        > azjum i tu nic sie nie da zrobic, jak chce iść do dobrej szkoły MUSI miec dobre
        > oceny i dobry wynik z egazminow gimnazjalnych (a te sa i z przedmiotów humanis
        > tycznych i ścisłych),

        ale po co dobre liceum ? jak jest tak jak rozopznaje to autorka ( ja w to wątpie bo nie otrzymałem odpowiedzi na pytanie o udział poszczególnych przedmiotów w średniej 4 . ale nie bede z tym dyskutował ) to jej syn uczy sie porządnie , ma coś co go interesuje (historia) i skończy pewnie jakieś humanistyczny kierunek studiuw. kogo bedzie ovchodziło po jakim jest liceum ?

        po drugie człowiek powinien miec podstawowa wiedzę z rożn
        > ych dziedzin,Rzuca mnie jak humanist
        > a nie potrafi policzyć procentów, a matematyk z tytułem doktora mnie bardzo wie
        > kim był Bułhakow.

        a po co powinien ? żeby cie nie rzucało ? no rozumiem że liczenie procentów jest ważne w życiu jak ma sie jakieś oszczędności czy bierze kredyt ale ten bułakow to już nikomu po nic .
        • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 10:12
          Pytanie po co mam wiedzieć i uczyć sie bzdur czesto zadają gimnazjaliści... pózniej nikt nie ma wątpliwości.
          Po to, ze swiat jest ciekawy i mając wiedzę z różnych dziedzin widzimy i rozumiemy wiecej i trudniej jest nas ogłupic.
          Dlatego, ze potem jest sie posłem, a człowiek nie wie, kiedy było Powstanie Warszawskie.
          Ze humanista wpłaca pieniadze do Amber Gold, bo nie zna postaw ekonomii.
          Czy wiesz, ze rodzice 4 klasistów posylaja dzieci na korepetycje, bo nie potrafią wykonywać operacji na ulamkach?
          Nie każdy musi znać całki i rozwiązywać macierzy, czy tez pamiętać daty wszystkich bitew perskich, bo to bez sensu, ale podstawy z roznych dziedzin powinien znać każdy normalnie funkcjonujący człowiek
          • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:03
            > Po to, ze swiat jest ciekawy i mając wiedzę z różnych dziedzin widzimy i rozumi
            > emy wiecej i trudniej jest nas ogłupic.

            nie uważam żeby informacje dostarczone uczniom w gimnazjum ich od tego ustrzegły , tzn . one pomagają ale tylko tym ciekawym i sceptycznym , reszta pozostaje głupia mimo zapamietania wiedzy .


            > Dlatego, ze potem jest sie posłem, a człowiek nie wie, kiedy było Powstanie War
            > szawskie.

            czy mówimy o edukowaniu posłów ?

            > Ze humanista wpłaca pieniadze do Amber Gold, bo nie zna postaw ekonomii.

            ale tam nie była potrzebna ekonomia a jedynie świadomość że nie ma darmowych obiadów ( że nie ma nic za darmo mówiąc bardziej ludowo )

            > Czy wiesz, ze rodzice 4 klasistów posylaja dzieci na korepetycje, bo nie potraf
            > ią wykonywać operacji na ulamkach?

            ja wątpie jedynie znaczenie humanstycznej "wiedzy" gimnazjalnej . ale chętnie zmienie zdanie .
          • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 17:18
            Czy wiesz, ze rodzice 4 klasistów posylaja dzieci na korepetycje, bo nie potraf
            > ią wykonywać operacji na ulamkach?
            Akurat czwartoklasiści się tego uczą i najgorzej to świadczy o ich nauczycielu, przykro mi.

            Akurat o powstaniu warszawskim i tak nie uczą się w gimnazjum. Daty to zresztą pikuś - gorzej, że do wielu osób nie dociera, jakie były rezultaty tego czy innego powstania...

            Ze humanista wpłaca pieniadze do Amber Gold, bo nie zna postaw ekonomii.
            Ekonomii nie ma w programie szkolnym (może poza technikum ekonomicznym). Być może nie wpłacił ktoś, to zamiast stukać daty powstań na historię , czytał sobie historię gospodarczą świata. Bo takie historię zdarzają się nader często - i lipne akcje, piramidki i piramidy finansowe czy nadmierne rozdmuchane ceny czegoś tam, głębokie kryzysy - to nie jest wymysł XXI w... nawet nie XX-tego. To wszystko już było - w XIX, XVIII, czasem i XVII wieku.
        • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 10:34
          No tak przy średniej 4 to z nielubianych przedmiotów moze miec 3 (nie daj boze rzutem na taśmę wyciągane z miernych), a to już budzi niepokój nauczycieli i powinno zaniepokoił nawet najbardziej wyluzowanych rodziców.
          Ciekawa jestem jak sobie poradził na teście 6klasisty, to jest jakis tam wskaźnik
          • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:16
            mamma_2012 napisała:

            > No tak przy średniej 4 to z nielubianych przedmiotów moze miec 3 (nie daj boze
            > rzutem na taśmę wyciągane z miernych), a to już budzi niepokój nauczycieli i po
            > winno zaniepokoił nawet najbardziej wyluzowanych rodziców.
            > Ciekawa jestem jak sobie poradził na teście 6klasisty, to jest jakis tam wskaźn
            > ik

            no właśnie , jakoś autorka znikła i nie chce rozwiać ważnych wątpliwości co do jej oceny nauki swojego potomstwa . a to jest podstawą dalszych posunięć . i tak jak jest tak fajnie jak pisze to gderanie i serdeczne pochylenie sie nad synkiem wystarczy a jak nie jest wcale tak fajnie to mimo 13 lat trzeba wziąść za d.... , przynajmniej spróbować ( czyli darcie japy )
    • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 09:54
      Przeczytałam trochę wiecej wpisów i musze Ci powiedziec, ze niestety chyba szykują Ci sie poważne problemy. To co napisze bedzie oparte na moich doświadczeniach jako matki gimnazjalistki, swoich osobistych doświadczeniach jako leniwej uczennicy i znajomosci realiów szkoły od drugiej strony (nie jestem nauczycielem, ale miałam swego czasu sporo wspólnego z edukacja). Z góry przepraszam jesli przekaz bedzie chaotyczny, ale mam sporo przemyśleń i mnóstwo podobnych historii w pamięci

      Najpierw odpowiedz sobie na kilka pytań:
      1. Dlaczego mój syn nie chce sie odrabiać prac domowych i uczyć z pewnych przedmiotów czy nie jest tak, ze ich nudnosc jest wymówka, bo tak naprawde sa dla niego trudne?
      Ma dobre oceny z klasówej, a z innych elementów sprawdzania wiedzy już nie? Ano, zdarza sie, ze nauczyciel robi klasówki z gotowych testów, a dzieciaki dobrze wiedza co na nich bedzie, albo dowiadują sie od innych klas co było i sobie przekazują wiedzę, względnie jest dobry w ściąganiu. Jesli dla kogoś przedmiot nie jest trudny prace domowa machinie od niechcenia w pare minut. Ja nie twierdze, ze tak jest, ale mówię Ci, ze tak bywa i warto zachowań czujność i myśleć o rożnych możliwościach.

      2. Czy nie wpadłas w pułapkę myślenia 'zdolny, ale leniwy'.
      Jest to bardzo wygodna wymówka dla nas rodziców pozwalająca wytłumaczyć porażki dziecka, a jednocześnie zachować poczucie, ze jest wyjątkowe i ma wielkie możliwości.
      Nauczyciele niestety czesto utwierdzają nas w tym przekonaniu, bo po pierwsze mało kto jest zdolny do powiedzenia, pani/pana dziecko jest sredniakiem i musi duzo pracować, zeby miec przyzwoite wyniki, a po drugie wydaje im sie, ze takie stwierdzenie ma element motywujacy.

      Prawda jest taka, ze większość z nas to średniacy, czego nie widać czytając wypowiedzi w internecie, gdzie zdecydowana większość ludzi pisze o możliwościach swoich dzieci jako wyjątkowych. Podobnie jest z obrazem dzieci jaki rodzice przedstawiają w rozmowach indywidualnych.
      Czesto jest tak, ze dziecko na początku nauki radzi sobie nieźle, rodzice słyszą, ze jest dobrze, pomimo, ze dziecko nic nie robi, czyli bestia jest zdolna. Tyle, ze dla duzej grupy dzieci początki sa lekkie, łatwe i przyjemne, bo i wymagania nie sa wysokie, a zaangażowanie dzieci większe (wtedy wazne jest dla nich zdanie rodzicow i pani)

      Nawet jesli dziecko rzeczywiście ma duże możliwości, to same możliwości nie wystarcza. Jednego z bystrzejszych młodzieńców jakich było mi dane spotkac opiniowalam w sprawie umieszczenia w Ośrodku Wychowawczym, inny przez dwa razy powtarzał klasę. W systemie edukacji trzeba wykazać sie wiedza, a nie możliwościami.
      I znów, nie wiem jak jest u Ciebie, pisze Ci jak bywa.

      3. Jaki mam wpływ na syna? Czy przez te wszystkie lata zyskalam takie zaufanie/ autorytet/ pozycje, ze teraz bede mogła pokierować jego postępowaniem. Czy moje argumenty zostaną wysłuchane i uwzględnione? Czy bede musiała poszukać innych narzędzi wpływu niż rozmowa?

      4. Czy mój liberalny model wychowania, nie wymknął sie spod kontroli? Zdarza sie tak, ze dając dziecku coraz większa wolność i samodzielność, dochodzimy do momentu, kiedy dziecko o wszystkim decyduje i samo ustala dla siebie zasady. Czy nie jest tak, ze w zasadzie wycofalam sie z oddziaływania na dziecko tłumacząc sie tym, ze szanuje jego wolność i wierząc w zdolność do podejmowania dobrych decyzji. Znów to tylko propozycja do przemyśleń, bo u moze u Was wszystko jest ok.

      Przeczytałam, ze szkoda Ci czasu na naukę z synem, kontrolowanie jego zeszytów i odpytywańie go. Jednocześnie rozważasz ograniczenie kontaktów ze szkołaą, bo sa dla Ciebie nieprzyjemne, a cała odpowiedzialność za własną edukację spada na 13 latka.
      To naprawde olbrzymie dla niego obciążenie i moze sobie z tym nie poradzić.

      Co sie dzieje jesli dziecko dostaje złe oceny? Nawet jesli wie, ze sie nie uczył, nie odrabial prac domowych itd. dostając jedynkę czuje złość lub przynajmniej dyskomfort, zaczyna nie lubić nauczyciela i przedmiotu, wiec jeszcze bardziej mu sie nie chce.
      Problemy szkolne sie nawarstwiaja sie.
      Dziecko nagle jest w konflikcie z nauczycielami (ktorzy jeszcze zauważają, ze nie interesujesz sie nauka syna, bo ograniczylas kontakt ze szkola), dzwonią do Ciebie i zapraszają na indywidualne spotkania itd. W którymś momencie zaczynasz odczuwać złość na syna, dalej możliwe sa rożne scenariusze.
      Poza tym w szkole czesto jest tak, ze dzieciaki lepiej i gorzej uczące sie łącza sie w grupy i niestety jest to moment, kiedy łatwo jest 'wpaść w złe towarzystwo' i zacząć robic różne głupoty.

      Konkluzje:
      1. Zaangażuj sie w edukację syna, znajdź czas i motywacje
      2. Nie uciekaj od trudnych rozmów z nauczycielami, ich oceny sytuacji tez warto posłuchać
      3. Nikt nie napisze Ci gotowego algorytmu motywowania dziecka, zwłaszcza jesli wybrałas trudny, liberalny model rodzicielstwo. Musisz zrobic cos, zeby mu pomoc pokonać trudności, bo sam moze nie dać rady, bo on ma dopiero 13 lat

      Dzieci w tym wieku potrzebują pomocy. Czy wiesz, ze w szkołach, gdzie wprowadzono tabelki zachowania u problemowych dzieci (nauczyciel na każdej lekcji wpisuje informację zwrotną o zachowaniu, pracy na lekckji itd) czesto, zwłaszcza chłopcy, sami przychoda i proszą, ze tez tak chcą? Dają znać M. In, ze chcą kontroli.

      • verdana Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 10:57
        No cóż, nie jestem gimnazjalistką i też zadaję pytanie po co sie uczyć wielu bzdur i niepotrzebnych informacji.
        Za to widzę trochę studentów, gdzie rodzice byli bardzo zaangażowani w edukację. I okazuje sie, ze zaangażowaniem można nauczyć wszystkiego, prócz samodzielności intelektualnej.
        • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:11
          verdana napisała:
          > . I okazuje sie, ze zaangażowaniem można nauczyć wszystkiego, prócz samodzielno
          > ści intelektualnej.

          samodzielność intelektualna jest dostacznie stymulowana przez życie wiec już nic nie można zrobić bo stoi ona niemal zawsze blisko maksymalnego możliwego poziomu ( mówimy o polsce dziś )
          .ale ona nie musi być celem bezpośrednim .
          bo czy np. brak głodu wpływa samodzielność intelektualną ? chyba mozliwe ?
          a czy wczesne sukcesy wpływają na wiare w siebie a przez to wiekszą samodzielnośc intelektualną ? też możliwe . ale nie pewne .
          • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:20
            > .ale ona nie musi być celem bezpośrednim .

            ona nie musi być nawet wogóle celem a możliwym efektem ubocznym ( pożądanym ) .
        • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:16
          Pewnie, ze mozna spotkac wykształconych idiotów i niewykształconych mędrców, niemniej jednak łatwiej jest rozumieć rzeczywistość i funkcjonować w społeczeństwie mając trochę wiedzy z różnych dziedzin.
          Idąc do lekarza nie musi mi on tłumaczyć budowy serca, bo ja pamietam ja ze szkoły, w sklepie nie wyciągam kalkulatora, zeby policzyć ile towar kosztuje po przecenie, w banku wiem co to jest procent składany itd. Ja zwyczajnej jestem zdania, ze trudniej jest ogłupic osobę, która wie wiecej od tej, ktora wie mniejwink
          Nie musze znać dat urodzin i śmierci Picassa czy Van gogha, ale wiem kim byli i co tworzyli, a spora cześć ludzi (nie tylko nie wie). Pewnie, ze mozna bez tego żyć, ale ani ja tak nie chce i wolałabym, zeby moje dzieci tez nie ograniczaly sie do imion i biografii członków 1D (i tu cud, bo córka, ktorej daty słabo wchodzą do głowy o północy wymienia wszystkie fakty z datami itp.)
          • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:32
            mamma_2012 napisała:

            > Pewnie, ze mozna spotkac wykształconych idiotów i niewykształconych mędrców, ni
            > emniej jednak łatwiej jest rozumieć rzeczywistość i funkcjonować w społeczeństw
            > ie mając trochę wiedzy z różnych dziedzin.

            ale nie można mieć całej wiedzy , dlatego np. dla mnie procent jest ważny a Buhałkow nieważny. .


            > Idąc do lekarza nie musi mi on tłumaczyć budowy serca, bo ja pamietam ja ze szk
            > oły, w sklepie nie wyciągam kalkulatora, zeby policzyć ile towar kosztuje po pr
            > zecenie, w banku wiem co to jest procent składany itd. Ja zwyczajnej jestem zda
            > nia, ze trudniej jest ogłupic osobę, która wie wiecej od tej, ktora wie mniejwink

            mówisz o ważnej podstawowej wiedzy . ale niby syn autorki jest dobrym uczniem( czwórkowym wink wiec zakładam że z tym jest oki.

            > Nie musze znać dat urodzin i śmierci Picassa czy Van gogha, ale wiem kim byli i
            > co tworzyli, a spora cześć ludzi (nie tylko nie wie). Pewnie, ze mozna bez teg
            > o żyć, ale ani ja tak nie chce i wolałabym,

            są ludzie którym to niepotrzebne a i tak wiedzą bo to poprostu część kultury popularnej .


            zeby moje dzieci tez nie ograniczal
            > y sie do imion i biografii członków 1D (i tu cud, bo córka, ktorej daty słabo w
            > chodzą do głowy o północy wymienia wszystkie fakty z datami itp.)

            ??? 1D ?
            • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:39
              > mówisz o ważnej podstawowej wiedzy . ale niby syn autorki jest dobrym uczniem(
              > czwórkowym wink wiec zakładam że z tym jest oki.

              mówiłaś też o budowie serca , no a on chyba z bioli 3 ma ? ale i tak uważam że budowa serca i tak sie w telewizji przewija często że każdy wie i bez szkoły . a już chyba każdy zainteresowany ( np. wizyta u lekarza ) może sobie znaleść w internecie.
              • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 12:04
                W internecie mozna znalezc wszystko i olać szkołętongue_out
                Jestem takim trochę człowiekiem renesansu (no poza rysowaniem i muzykowaniem), tak tez chce wychować dzieci i obstaje przy tym, ze funkcjonując na pewnym poziomie warto byc takim erudyta w wersji basic.
                Nie wyobrazasz sobie jak wybiórczo młodzież potrafi oglądać tv, czytać gazety, czy używać internetu w efekcie omijając wszelkie informacje, ktore mimochodem powinny obijac sie im o uszy, gdybym z nie widziała i nie słyszała sama to bym nie uwierzyławink
                • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 13:18
                  mamma_2012 napisała:

                  > W internecie mozna znalezc wszystko i olać szkołętongue_out
                  > Jestem takim trochę człowiekiem renesansu (no poza rysowaniem i muzykowaniem),
                  > tak tez chce wychować dzieci i obstaje przy tym, ze funkcjonując na pewnym pozi
                  > omie
                  warto byc takim erudyta w wersji basic.

                  a ja jestem taka osobą co lubi pytać "po co ?" smile
                  pozatym -na pewnym poziomie ? poziomie snobstwa ? rozumiem i cenie snobstwo pozyteczność snobstwa w pewnych okolicznościach i jak np. mój syn miał by szefa i ten szef by grał w golfa to i ja mu bym to doradzał , jak by kolekcjonował obrazy to zalecał bym lekture o malarstwie ( ale wówczas z powodu świadomości to nie snobstwo a wyrachowanie , snobstwo to wtedy jak robimy to bez swiadomości celu właśnie dla takiego niby " bycia na pewnym poziomie czyli przyjmujemy wartości gruby do której aspirujemy bezkrytycznie jako własne )
                  • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 14:10
                    Snobstwa?! Ja akurat miałam na myśli poziom ludzi z którymi sie spotykamy, a mi sie zdarza rozmawiać z bardzo madrymi i wyedukowanymi ludźmi (czasem naukowcami pasjonatami, którzy bynajmniej nie maja imponujących majątków)

                    Kiedys byłam na imprezie na ktorej byli głównie absolwenci prawa (adwokaci, sedziowie, prokuratorzy z tego samego rocznika)i wywiązała sie jakas dyskusja nt. historii, oni od niechcenia rzucali sobie faktami, opiniami itp. a ja sie czułam jak głupia blondynka jak oczekiwali usłyszeć już moje zdańie (historia nigdy nie była moja pasja), pewnie na imprezie informatyków czułabym sie podobnie.
                    Nie musze byc alfa i omega, ale cieszę sie, ze mam jakies tam pojęcie o swiecie i chciałabym by potomstwo miało podobnie. Zreszta ja z tych, którym tego mózg zawsze imponował bardziej niż rozbudowana klata;p
                    • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 17:38
                      a ja sie czuła
                      > m jak głupia blondynka jak oczekiwali usłyszeć już moje zdańie (historia nigdy
                      > nie była moja pasja),
                      Domniemywam, że uczyłaś się tej historii w pocie czoła, może nawet na przyzwoite stopnie, a i tak nie miałaś pojęcia o temacie, jak przyszło co do czego. To jest chyba argument, że nie warto ani sobie, ani dziecku wypruwać flaków z powodu oceny 3 zamiast 4.
                      • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 18:10
                        No właśnie nie uczyłam sie w pocie czoła, bo moi rodzice mi pozostawiali mi decyzje czego sie uczę, a pan od historii robił klasowki na ktorych mozna było używać książek, bo byl nowoczesny (wlasnie wrocil z hameryki) i zależało mu na nauczeniu nas kojarzenia faktów, a nie dat itp.
                        Niestety w moim wypadku nie było sukcesu pedagogicznego, bo byłam biegła w laniu wody, a to sie sprawdzało na jego klasówkachsmile
                        Ja i w szkole i w domu miałam duzo swobody odnośnie tego jak sie uczę, czego i kiedy, dlatego z czystym sumieniem moge powiedziec, ze nie u wszystkich to sie sprawdza. Pan od fizyki był wredny i surowy i do tej pory co nieco pamietam. Jak ojciec razu pewnego opierniczyl mnie za cos tam z matemetyki to od razu jakoś łatwiej mi było zrozumieć temat.
                        Ja zwyczajnie potrzebowałam, kija a nie marchewki. Tacy nienormalni ludzie tez sawink
                        • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 18:56
                          Moim zdaniem - bardzo dobrze cię uczył. Doprawdy - nie rozumiem i chyba nigdy nie pojmę - dlaczego za znajomość historii uważa się przede wszystkim znajomość dat, kilku suchych faktów czy kilku nazwisk, bo już cała reszta typu przyczyny-skutki-nauka na przyszłość specjalnie ceniona nie jest.
                          Trafiłaś po prostu na imprezę branżową - nie miałoby zapewne znaczenia, czy miałaś z historii 6 czy naciągany dopuszczający, i tak byś nie sprostała ludziom przelicytowującym się w kazusach...
                          Byłam w matfizie i fizyki się uczyłam - pamiętam jeden wzór - na prędkość. Z matematyki też pamiętam właściwie tylko to, co używam.
                          • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 19:36
                            To nie były kazusy, tylko teksty w stylu, zachowal sie jak Francja w czterdziestymktoryms, a ja poker face, bo nic nie kumamwink
                            • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 19:50
                              EEE... możliwe że normalnie tak sobie slangują. Może zresztą na prawie mają/mieli jakąś historię i wykładowcę budzącego grozę, używającego tego typu wyrażeń. Są lepsi od ciebie w tej czy tamtej dziedzinie, ty bijesz ich o głowę w innej, o której oni z kolei nie mają zielonego pojęcia. Normalne życie, nie ma sensu wpadać w kompleksy.
                              Miałabyś tę wiedzę, gdyby historia była twoją pasją i czytywałbyś książki z okresu II WŚ....
                            • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 20:54
                              mamma_2012 napisała:

                              > To nie były kazusy, tylko teksty w stylu, zachowal sie jak Francja w czterdzies
                              > tymktoryms, a ja poker face, bo nic nie kumamwink

                              chcieli cie przelecieć wink hehehe
                            • oliwia_5000 Re: Motywowanie dzieci do nauki 02.12.13, 14:54
                              ja zmotywowałam synka listem od Mikołaja tutaj
                    • jotde3 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 20:51
                      mamma_2012 napisała:

                      mamma_2012 napisała:

                      > Snobstwa?! Ja akurat miałam na myśli poziom ludzi z którymi sie spotykamy, a mi
                      > sie zdarza rozmawiać z bardzo madrymi i wyedukowanymi ludźmi (czasem naukowcam
                      > i pasjonatami, którzy bynajmniej nie maja imponujących majątków)

                      > Kiedys byłam na imprezie na ktorej byli głównie absolwenci prawa (adwokaci, sed
                      > ziowie, prokuratorzy z tego samego rocznika)i wywiązała sie jakas dyskusja nt.
                      > historii, oni od niechcenia rzucali sobie faktami, opiniami itp. a ja sie czuła
                      > m jak głupia blondynka jak oczekiwali usłyszeć już moje zdańie (historia nigdy
                      > nie była moja pasja), pewnie na imprezie informatyków czułabym sie podobnie.

                      nie trzeba mieć zdania na każdy temat . to że czujesz sie żle to twój problem .



                    • jakw Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.10.13, 23:10
                      mamma_2012 napisała:

                      > oni od niechcenia rzucali sobie faktami, opiniami itp. a ja sie czuła
                      > m jak głupia blondynka jak oczekiwali usłyszeć już moje zdańie (historia nigdy
                      > nie była moja pasja), pewnie na imprezie informatyków czułabym sie podobnie.
                      Na imprezach informatyków jedyna wymagana wiedza to ta o C2H5OH. No, może jeszcze trochę nt samochodów - najważniejsze, żeby silnik był 2.0 , a do tego alufelgi wink
            • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 15.09.13, 11:57
              One directionwink taki boysband dla nastolatek
              Właśnie wczoraj miałam z nią rozmowę i pokazywałam jej, ze takie zespoły powstają co 20 lat, najpierw Beatlesi, za moich czasów New Kids on the Block, a teraz 1D
    • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 09.10.13, 23:17
      Dawno nie zaglądałam, a tu watek się rozwinął.
      W kwestii ocen młodego: przoduje z historii, ma dużą wiedzę z tego zakresu i stale ją pogłębia na własną rękę (5-6), jest dobry z matmy, czuje liczby (efekt: 4-5) i dobrze radzi sobie z przedmiotów ścisłych, gdy chodzi o wykonanie zadań, zastosowanie wzorów, równania reakcji, ale często odmawia kucia na pamięć np. informacji o tym gdzie w przemyśle metale znajdują zastosowanie, zwykle dostaje z tego rodzaju materiału 2 lub 3 - na zasadzie, że kiedyś widział jakiś film i elementarną wiedzę wykazał. Średnia z tych przedmiotów oscyluje wokół 3/4. Jak twierdzi uczy się tego co potrzeba, żeby rozumieć istotę przedmiotu i w sumie raczej tak jest, pamięciówki typu pierwiastki, symbole w fizyce, wzory opanowuje szybko i bez przymuszania. Geografia - 5, ale tylko dlatego, że ucząc się historii nauczył się przy okazji geografii, nie wkłada w to wysiłku. Biologia - 3/4 (dużo materiału pamięciowego, gdy przysiądzie ma 5/6, ale zazwyczaj odmawia). WOS - podobnie. Plastyka, muzyka, technika - masakra. Olewa wykonywanie prac, nie aspiruje na wyże niż 5. Z historii sztuki miał 6, z prac plastycznych 2/3. W-f: mierna, niektórych ćwiczeń nie może wykonywać, bo jest po urazie kręgosłupa, ma osiągnięcia sportowe pozaszkolne, gra w tenisa, ma na koncie wygrane. W tym roku dałam sobie spokój i poprosiłam o zwolnienie na cały rok, mam dość tłumaczenia w-fiscie, co to są przykurcze mięśni i dlaczego młody nie wykona skoku przez kozła. Polski - prace klasowe- wypracowania - 5, prace pisemne - 5 -6, dyktanda 3, (dyslektyk).
      • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.10.13, 08:59
        To ma niezłe oceny przecież. A dyslektycy miewają problemy z nauczeniem się grania na czymkolwiek, a przede wszystkim - z czytaniem zapisu nut (bo im się te robaczki na linijkach plączą...) oraz z pracami plastycznymi. Osobiście jestem szczęśliwa, że dziecię nie ma już plastyki, muzyki i zajęć artystycznych - notorycznie była z tego zagrożona (latałam do szkoły i wymuszałam odpytywanie z teorii, to była w stanie opanować)...Nie dlatego, że nie chciała - nie była w stanie...
        • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.10.13, 14:44
          morekac napisała:

          > To ma niezłe oceny przecież.

          Moim zdaniem też. Zdecydowałam odpuścić i popracować nie z dzieckiem, a z nauczycielami, tak aby przestali naciskać na dziecko, żeby z czwórek wyciągało się na pięć komentarzami o lenistwie, braku chęci, czy lekceważeniu przedmiotu. Jeśli wystarcza mu ocena trzy - ja to akceptuję, podobnie jak przygodne jedynki, które zawsze poprawia.

          A dyslektycy miewają problemy z nauczeniem się gra
          > nia na czymkolwiek, a przede wszystkim - z czytaniem zapisu nut (bo im się te r
          > obaczki na linijkach plączą...) oraz z pracami plastycznymi.

          Poprosiłam poradnię pedagogiczną o uszczegółowienie opinii. Wiedza o dysleksji jest nadal mało popularna, wielu nauczycieli sądzi, że ogranicza się to do problemów z ortografią.

          >Osobiście jestem s
          > zczęśliwa, że dziecię nie ma już plastyki, muzyki i zajęć artystycznych - notor
          > ycznie była z tego zagrożona (latałam do szkoły i wymuszałam odpytywanie z teor
          > ii, to była w stanie opanować)...Nie dlatego, że nie chciała - nie była w stan
          > ie...

          Dziękuję za podpowiedź - spróbuję pójść tą drogą. Może w ten sposób podskoczyłaby małemu średnia, na której szkole w końcu tak zależy wink

          Pozostaje mi zatem do rozwiązania problem prac domowych. Mały część robi, części nie. Jako wyłamujący się jest często kontrolowany i wpada. Zresztą nie kryje się z nieodrabianiem i uparcie odmawia ćwiczenia czegoś, co już umie i przepisywania treści książki do zeszytów ćwiczeń.
          Współpracuję z pedagogiem i z psychologiem, lokalna poradnia okazała się naprawdę sprawna i pracują w niej kompetentne osoby. Myślę, że wspólnie da się wypracować jakieś rozwiązanie, do zaakceptowania i przez szkołę i przez syna.
          Pierwszym pomysłem była zmiana rodzaju prac domowych - na kreatywne i wymagające opanowania dodatkowego materiału, ale to nie ma szansy przejść. Zaraz podniosą się głosy, że to dodatkowa praca do nauczyciela, a ich doba nie jest z gumy, co z dyscypliną, a co jak inne dzieci też odmówią...Tylko nastolatki mają gumowe doby...
          • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.10.13, 19:42
            Daj na luz - mam wrażenie, że nauczyciele tak marudzą, bo nazbyt chętnie do nich latasz.
            BTW: też bym nie łaziła do szkoły w/s muzyki, plastyki czy innych - gdyby nie to, że dziecko bywało zagrożone poprawką z tych właśnie przedmiotów (czy historia zna takie przypadki jak poprawka z w/w?!). A nawet nie dała sobie tej pracy namalować czy zrobić makiety... Bo nie.
            • twojabogini Re: Motywowanie dzieci do nauki 10.10.13, 20:04
              morekac napisała:

              > Daj na luz - mam wrażenie, że nauczyciele tak marudzą, bo nazbyt chętnie do nic
              > h latasz.

              Fakt, gdy w ubiegłym roku dostawałam prośbę od nauczyciela - obowiązkowo stawiałam się w szkole. W tym roku kontakty ze szkołą wziął na siebie mój mąż, zapowiadając już na pierwszym zebraniu, że żona w tym roku nie da rady, bo więcej pracuje, a on też w sprawie pierdół przychodził nie będzie. Jego męska praca jest widać szanowana, bo nie wezwano go nawet, gdy młody dość poważnie naruszył regulamin bijąc się z kolegą.

              Co do łażenia w sprawie muzyk itp. mój młody był w ubiegłym roku zagrożony z w-fu i zajęć artystycznych. Pomimo zaświadczenia, że po wypadku ma obniżoną sprawność w zakresie manualnym, nie może pewnych ćwiczeń wykonywać, a niektóre wykona, ale słabo, że jest stale rehabilitowany (i ma tą nieszczęsna dysleksję). No to latałam. I pewnie w tym roku tez będzie trzeba - ale zaczynamy od prośby do poradni o doprecyzowanie trudności dyslektyka w ramach prac plastycznych i wskazania właściwych i odpowiednich do możliwości dziecka kryteriów oceny. Może mężowi to wszystko lepiej pójdzie.
              Jak już pisałam sądzę, że sensowna jest twoja propozycja odpytywania z materiału pamięciowego i młody pewnie z ulgą by na to poszedł. Na razie jest postrzegany jako ten, który mógłby, ale niektóre przedmioty olewa, bo woli historię, matmę, a tzw. dodatki, uważa za zbędne. Sądzę, że niektórzy nauczyciele mogą mieć kompleks z powodu przedmiotu, którego nauczają i dlatego traktują sprawę tak ambicjonalnie. Bo skoro ma 6 z historii, i solidne 4 z matmy - to 3 z plastyki oznacza zlewkę, no bo mógłby...No nie mógłby.
            • angazetka Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.10.13, 12:30
              Znam przypadek poprawki z w-fu i to w klasie maturalnej, więc...
              • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.10.13, 13:06
                A ja mam najgorsza ocenę na świadectwie maturalnym wlasnie z plastyki, bo mi sie nie chciało rysunków przynosić, a nie wiedziałam, ze ocena z ktorejstam klasy jest wpisywana na świadectwo maturalne. A i ja wcale nie jestem z tego dumna i był to średnio mądry pomysł na wyrażenie młodzieńczego buntu (chociaż czytam, ze wszyscy sie licytuja jak to zle sie uczyli, jak olewali szkole, a jak dobrze skończyli smile
                Znam tez kogoś kto nie zdał w LO z wiedzy o kulturze.
                • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.10.13, 17:58
                  Trzeba było wybrać liceum, w którym nie było plastyki... Twoje dobre samopoczucie nie byłoby zagrożone. wink
                • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.10.13, 18:32
                  Za moich czasów plastyka była w każdym LO. Facet nie wymagał dzieł sztuki a jedynie jakis tam paru kresek i minimalnego zaangażowania, ale ja oczywiscie musiałam pokazać mu, ze mam ważniejsze sprawy na głowie niż plastyka.
                  Koleżanka (późniejsza studentka polskiego odpowiednika ASP, jak dobrze pamietam, dała ciała równie mocno co ja). Wyszlysmy na frajerki, a nie ma luzaczkiwink
                  • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 11.10.13, 19:50
                    U mnie nie było, na bank. Byłam w mat-fizie ćwierć wieku temu...Teraz też zdarza się tylko w niektórych klasach czy szkołach.
                • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.10.13, 09:15
                  A tak ogólnie to naprawdę myślę, że to, jaką ocenę miało się z jakiegoś tam przedmiotu nie ma większego znaczenia w dorosłym życiu (bo albo człowiekowi jest to niepotrzebne, albo douczy się, bo potrzebuje) - i może być to co najwyżej powodem do skrzętnego ukrywania świadectwa maturalnego, jeśli wcześniej mówiło się dziecku "Hoho, ja to zawsze miałam same piątki".
                  Ogólnie mam wrażenie, że ci, którzy twierdzą, że ktoś tam uczył się tak sobie, a potem nagle osiagnął niebywałe sukcesy, nawet naukowe - zapominają, że człowiek może uczyć się i po ukończeniu szkoły, że czasem premiowana jest wiedza pozaszkolna, a w życiu liczą się nie tylko stopnie - ale chociażby umiejętności społeczne.
                  • mamma_2012 Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.10.13, 09:49
                    Moje świadectwo samo sie skrzętnie ukrylo, wiec nawet ja sama nie pamietam jaka miałam ocenę, pamietam tylko, ze najgorsza.
                    I pamietam właśnie nasze ostentacyjnie 'olanie' plastyki (pewnie padło na plastyke, bo właśnie sie nam taka bzdurna wydawała, konsekwencja mogła byc tylko zła ocena, jak przyszło co do czego to facet zachował sie w stosunku do nas tak jak my w stosunku do niego i nici z poprawiania-generalnie była to cenna lekcja).

                    Oceny nie sa celem, trzeba tylko tak wycyrklowac, zeby nie zamknęły czy nie utrudniały dalszej edukacji.
                    Podstawowa wiedza z rożnych dziedzin, nie tylko tych, ktore nas pasjonuja, jest moim zdaniem jest dość ważna i pomaga funkcjonować w swiecie.
                    Natomiast daleka jestem od mówienia dziecku, tego sie nie ucz, to nie wazne, chrzan oceny. Do tego i tak samo dojdzie i nie warto tego przyspieszać.
                    Oczywiscie nie mówię o dzieciach, ktore dostają nerwowych spazmow, bo pani postawiła im 5-, bo to sa szczególne przypadki, wymagające oddzielnego traktowaniasmile
                    • morekac Re: Motywowanie dzieci do nauki 12.10.13, 19:20
                      Zawsze można przysiąść i się douczyć - trzeba tylko chcieć i wierzyć, że to możliwe. Powiedzmy sobie - wiedza szkolna to nie jest wiedza tajemna, zasadniczo większość z tego można pojąć. Owszem, czasami wymaga to pracy, i to sporo.
    • twojabogini Re: Polecam 10.10.13, 14:56
      Szukając rozwiązań i rzetelnych informacji trafiłam na interesujący i wieloaspektowy poradnik ,Jak radzić sobie ze szkołą, z serii Polityki, Ja My Oni. Ma tą ogromną zaletę, że uwzględnia reali polskiej edukacji.
      Kiedy czytałam poradniki brytyjskie byłam bliska załamania, niemal żadne z proponowanych rozwiązań nie wchodzą w grę (zindywidualizowanie pracy z uczniem, praca nad jego mocnymi stronami i znacznie większe jego obciążenia z tego, w czym jest już dobry, włączenie zainteresowań ucznia w obszar zainteresowania szkoły oraz zakres oceny, bazowanie na mocnych stronach i zainteresowaniach ucznia, np. z biologii mógłby przygotowywać referaty o historycznych postaciach, oraz np. o poziomie wiedzy z danego obszaru np. 100, 200 lat temu, wykorzystanie zainteresowań dziecka w pracy na rzecz społeczności szkolnej, aby czuł się wartościowym członkiem wspólnoty, odpuszczenie uczniowi tych przedmiotów, które go nie interesują w tym sensie, że zakreśla się uczniowi minimum, które wystarczy na stopień dostateczny i konsekwentnie wymaga jego opanowania). Ech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka