Dodaj do ulubionych

Materializm i mala kobietka

17.01.05, 09:44
Mam osmioletnia corke. Jej najlepsza przyjaciolka pochodzi z rodziny bardzo
zamoznej, w pierwszym pokoleniu. Popelnilam powazny blad, pozwalajac corce
czesto uczestniczyc w zyciu tej rodziny. Ich matka oczywiscie nie pracuje a
ja mam caly etat, wiec moglam cos dzieciom zaoferowac po 17 albo w weekendy..
co zreszta bylo zwykle odrzucane, bo tamta matka boi sie okropnie o dzieci i
nigdzie ich samych nie puszcza. Nie zauwazylam w pore niebezpieczenstwa
takiej sytuacji i moja corka chodzila dosc czesto po szkole do nich. Nie bylo
rewizyt.

I teraz moje dziecko pragnie zycia, jakie prowadzi tamta dziewczynka. Ma do
mnie pretensje ze pracuje, ze nie mam drogiego samochodu a przede wszystkim
ze nie spedzam czasu tak, jak tamci ( czyli codzienne wizyty w duzych
centarch handlowych, zakup ubran i zabawek, a reszta to tylko wypady do
restauracji lub zabawa w domu, gdy matka namietnie sprzata, prasuje,
gotuje..) . Nasze zycie uwaza za nudne. Nasz dom uwaza za pozbawiony
mozliwosci do zabaw ( bo nie ma tych zabawek, co tamta). Moj samochod jest
zly, bo nie da sie zlozyc dachu i nie ma systemu nawigacyjnego..
A najgorsze ze moje propozycje spedzania wolnego czasu sa kompletnie
beznadziejne..

Corka jest osoba bardzo samodzielna i zdecydowana. Wiem, ze mowie o tym
troche za wczesnie, ale widze, jak rosnie w niej determinacja do bycia
bogata. W dodatku doskonale widzi, jaka jest najprostsza i najskuteczniejsza
droga ku temu. Widze juz, jak kiedys sie sprzeda.
Rozmawialysmy o tym, dlaczego matka tamtej moze nie pracowac( ojciec rodziny
zarabia na to wszystko, dalej juz nie mowilam, ale dziecko samo czuje, ze
wszyscy bardzo sie ciesza, ze przez wiekszosc czasu go nie ma..).
Mimo to dziewczynka kompletnie nie rozumie mojej postawy ( zarabiam sama na
siebie i nie wyobrazam sobie inaczej. Jestem rowniez osoba zamozna, ale zyje
skromnie, dodatkowe pieniadze przeznaczam na realizacje duzych celow, nie
lubie otaczac sie przedmiotami a juz "zakupow" i centrow handlowych po prostu
nienawidze).. Nie rozumie ambicji i radosci z zycia na wlasna reke. I
niestety nie widzi innych wartosci i radosci w zyciu niz materialne.

Czy ktos moze mi poradzic, jak w dziecku zmniejszyc ta chec posiadania?
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 12:41
      Możesz wysłać córkę na kolonie (zimowisko dla zuchów organizowane przez
      harcerzy) żeby pobyła dłużej w towarzystwie dzieci z różnych rodzin. Ograniczyć
      drastycznie kontakty z bogatą koleżanką - będzie protestować ale z czasem jej
      minie.
      Ja bym wsyłała na całe wakacje na wieś, tylko taką sensowną, nie
      popegeerowską. Obserwowanie ciężkiej pracy fizycznej, innego klimatu
      społecznego, innych dzieci powinno ją troszkę wyprostować.

      Za dużo ośmiolatce o konsekwencjach wyborów życiowych nie wytłumaczysz, nie
      zrozumie bo jest za mała, ma niewielką wyobraźnię i zero doświadczeń życiowych.
      A ojciec Twojej córki? Rodzina tj. dziadkowie, ciotki,itd.? Może z nimi powinna
      spędzać więcej czasu.
      Reaguj, bo im córka będzie starsza tym trudniej i wyrośnie snobująca się,
      egoistyczna i oceniająca ludzi po portfelu pannica.
      • dafnezielona Re: Materializm i reszta rodziny 17.01.05, 13:40
        Az trudno uwierzyc jak wiele osob, nawet z najblizszego otoczenia, po cichu
        uwaza, ze nie ma to jak bogactwo. I w takiej jak nasza w tej chwili sytuacji ta
        tajemnica poliszynela wychodzi, bo podawane przez nich argumenty w rozmowie z
        mala " a dlaczego my nie mozemy byc tez tacy bogaci? Dlaczego mama musi
        pracowac?" sa nieszczere i no, niestety glupie, a dziecko logicznie myslec umie.

        Ja nie jestem (przynajmniej w moich oczach) "biedna" ze musze pracowac. Wiec
        jakby jestem "zla" ze dziecka pozbawiam pewnych "wartosci", jak plastikowy
        domek dla lalek ze sklepu itd. Nikt tego na glos nie mowi, ale z tych
        niezbornych argumentow, ktore czasem dochodza tez do moich uszu, to wynika
        wprost...

        Moze ktos ma pomysl na jakies argumenty, przyklady, a nawet zainscenizowane
        sytuacje, dzieki ktorym dziecko szybciej nabierze rozeznania co do wartosci
        rzeczywistych w swiecie.
        Masz racje Triss, brak jej doswiadczenia, wpadla na gleboka wode przez moja
        nieuwage i teraz potrzeba nam przyspieszonego kursu dla plywakow..

        • izunia6 Re: Materializm i reszta rodziny 17.01.05, 13:50
          Niestety trudna sprawa i jak wielu z nas ciągle dotyczy. Fajnie, że są ciągle
          jeszcze ludzie, dla których fakt, że mnie na coś stać, nie oznacza automatycznie
          kupić, mieć, pokazać się. A z koleżankami, z poprzestawianym systemem wartości
          trzeba cały czas walczyć, wkładac w głowę i powtarzać i tylko mieć pokorną
          nadzieje, że te nasze starania gdzieś tam się tlic będą.
          Może znaleźć kolejną koleżankę, troche bardziej "w naszym typie", może razem
          zorganizowac jakąś pomoc, może razem posegregować rzeczy dla kogoś
          potrzebującego, wysłać na obóz latem - też dobry pomysł. No i może znaleźć jakąś
          odskocznie, coś co mogłoby bardziej imponowac niż pieniądze. Zapisać córkę na
          taniec, grę na jakimś instrumencie, język obcy. Coś co by było tylko jej, co by
          robiła w innym towarzystwie.
    • shanti Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 13:46
      Takie sytaucje moga zdarzyc sie w każdej rodzinie (toutees proportion gardees
      zamoznosci), niemniej w rodzinach religijnych, znacznie mniej; poza tym w
      takich rodzinach łatwiej zareagowac, jest sie do czego odwołać
      • verdana Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 14:27
        A mnie jednak ta sytuacja zastanawia. Twoja córka najwyraxniej nie jest w
        stanie dostrzec w Twoich wartosciach i w Twoim trybie zycia niczego
        atrakcyjnego - co nie wydaje mi się typowe dla tego wieku. Nastolatki tak się
        zachowują, osmiolatki raczej nie.
        Ja bym jednak się powaznie zastanowiła, dlaczego. I nie przekonuja mnie
        argumenty, ze chodzi o pieniądze i tylko o pieniądze. Moze w domu Twoja córka
        się nudzi? Moze masz dla niej rzeczywiscie zbyt mało czasu? Moze narzekasz na
        swoja pracę i córka widzi tylko złe strony matki pracujacej poza domem? Może w
        domu dużo się mówi o pieniądzach, o tym na co nie starcza? Nie wiem, ale gdyby
        moje małe dziecko wolało cudzy tryb zycia od mojego, powaznie zastanowiłabym
        się, dlaczego - i na pewno nie sądziła, ze chodzi tylko o pieniadze.
        Mój syn (l. 10), który przyjaźnił się z kolega równie zamożnym, poproszony o
        konsultacje powiedział, ze powinnaś zacząć porównywać swoją córkę z tamtymi
        dziećmi na zasadzie "Czy chciałabyś być stale pod nadzorem mamy?
        Niesamodzielna? Rozpuszczona - a takich na ogół dzieci wcale nie lubią". To
        refleksja rówiesnika.
        Ja ze swej strony dodałabym gadkę feministyczną pt. "Co to za życie dla
        kobiety, stale przy garach, ja mam ciekawą pracę, nigdy nie chciałabym nie
        pracować".
        • dafnezielona Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 15:01
          Tak, ona sie w domu nudzi. Zabawa oznacza teraz dla niej rozkladanie i
          przekladanie przedmiotow ( dobry przyklad - wieloelementowy domek dla lalek z
          akcesoriami) a u nas tych plastikowych atrap nie ma.
          Zreszta najfajniejszy czas, jaki spedzaja razem uplywa na dojezdzie do centrum
          handlowego, polazeniu po sklepach, oczywiscie zakupie kolej rzeczy i
          triumfalnym ladowaniu w jakims barze na przekasce..

          Moje kultowe zderzenie z tamta matka to:
          Ona "Wezme ich do CentrumX, tam sie tak fajnie mozna pobawic w kaciku dla
          dzieci" A ja "Nie, nie, moge ich lepiej jutro wziasc razem do biblioteki dla
          dzieci". "Ee, a co one tam beda robic?". "Poogladamy ksiazki i gry (pozyczaja
          tez gry planszowe i komputerowe), wybierzemy cos do poczytania i do zabawy,
          pojedziemy do domu, zjemy cos a potem sprobujemy zagrac w taka pozyczona gre"
          "Nie, no wiesz moja A by sie nudzila"
          • triss_merigold6 Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 15:14
            Czy koleżnaka musi towarzyszyć córce cały czas? Ty jesteś rodzicem i Ty
            powinnaś regulować natężenie i rodzaj kontaktów towarzyskich dziecka. Dziecka
            nie nastolatka oczywiście.
            Nudzi się? Trudno. Upierałabym się konsekwentnie przy odseparowaniu dziewczynek
            od siebie nawet kosztem protestów i gniewu małej. Bądź trochę radykalna bo
            zrobisz sobie i córce (chociaż ona tego nie przewiduje) gorzej.
            • dafnezielona Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 15:26
              Nie musi. I wlasnie to mam zamiar zrobic - odseparowac.
              Ale szkoda mi ich, rozumiesz to sa dwie male dziewczynki, siedza sobie razem w
              lawce, maja swoje sekreciki i chca sie razem bawic po lekcjach. Prawdziwe
              przyjaciolki. I dziewczynka jest na prawde sympatyczna.

              Tylko ze albo ja sie zgodze, zeby moja corka poszla do nich i ich czasem
              kiedrowala tamta matka, albo nie bedzie spotkan. O tym juz z nia rozmawialam,
              choc bez stawiania ultimatum, tylko jako sugestie - ona nie da dziecka do nas i
              juz. Wiec ja powiem teraz " a ja tez nie dam" i te dwie dziewczynki baardzo
              dlugo, jesli nie niogdy, nie beda tego rozumiec i beda mialy zal. czy w takiej
              sytuacji corka przekona sie jeszcze z powrotem do mojego swiatopogladu i stylu
              zycia? Nie sadze.
          • verdana Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 15:40
            Wybacz Dafne - ale ja to rozumiem. Twoje propozycje spędzania czasu sa
            teoretycznie bardzo rozwijające i słuszne, ale faktycznie - wiekszość
            osmiolatków by się nudziła. Dla nich to kolejny dzień nauki, a nie przyjemność.
            A zabawki? Zabawki mają być dla przyjemnosci, a nie dla nauki, estetyki itd.
            Krytykuje Cię z głębokim bólem serca, bo dla mnie też nic lepzego dla dzieci
            niz biblioteka, ale...
            Ale czy Ty słuchasz swojej córki? Dla mnie jest oczywiste, ze czas wolny
            spędzany przeze mnie z dzieckiem ma być przede wszystkim atrakcyjny - przede
            wszystkim dla dziecka. Moge mieć rózne pomysły, ale w zasadzie to co robimy
            jest kompromisem. Ja nie chcę iść do supermarketu, a dziecko do biblioteki -
            nie idziemy ani tu, ani tu, albo raz tu, a raz tam.
            Wydaje mi się, ze w przypadku czasu spedzanego razem znacznie ważniejsze, by
            był przyjemny, niz kształcacy. Bo jesli dziecko będzie się ze mną nudziło, to w
            wieku nastoletnim nigdzie ze mną nie pójdzie. Stracę na nie wpływ. A jesli
            razem spedzimy miło czas - nawet w supermarkecie - to mój wpływ na dziecko
            będzie trwał.

        • agatka_s Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 15:39
          100 % zgody z verdaną, ja też mam 10-latka i coś mi tu nie gra. Jakoś inne są
          te "wartości" które w tym wieku dla dzieci są ważne. Jeżeli jest tak jak
          opisujesz to mam wrażenie,że problem tkwi gdzieś głębiej i wcale nie o
          pieniądze-zamożność tu chodzi.

          A tak w ogóle jezeli taki sposób spędzania czasu przez dziecko ci nie
          odpowiada, to poprostu nie uszczaj tam dziecka. Ja w życiu bym sie nie
          zgodziła aby dziecko zamiast przebywać na świeżym powietrzu, czy bawić się z
          rówieśnikami (nie mówiąc o rzeczach pozytecznych spędzało czas w centrum
          handlowym).

          My mieszkamy w zamożnym miejscu, ale w szkole dzieci są różne (i bardzo zamożne
          i mniej) ale nigdy nie słyszałam aby to kryterium miało jakiekolwiek znaczenie-
          kolegów ceni sie za koleżeńskość, sport (dobrze mieć w drużynie tego co szybko
          biega), pomysły, za dobrą naukę (jestem zdumiona że nie funkcjonuje pojęcia
          kujona i dobrych uczniów naprawde sie ceni) itp itd, jakoś nie zauważyłam aby
          kwestia zamożnosci miała dla dzieci w tym wieku jakieś znaczenie. Pewnie że
          fascynują się róznymi gadżetami ale tak samo game boyem za kilkaset złotych jak
          i kolekcją kapsli z soczków Kubuś (tj liczy się posiadanie, licytowanie kto ma
          wiecej itp ale wartość nie ma takiego znaczenia )

          Aha i jeszcze jedno, mój syn przez cały tydzień jest idealnie zajęty, od rana
          do wieczora, zajęciami ale i swoimi pasjami, hobby itp. Odwiedzanie centrum
          handlowego jako rozrywka a nie konieczność dla dziecka w tym wieku brzmi
          poprostu dla mnie kosmicznie !!! My nie możemy znaleźć pół godzinki aby
          wyskoczyć na łyżwy od 2 tygodni, bo ciągle coś się dzieje, a co dopiero
          wytracać czas na takie beznadziejne głupoty jak chodzenie do centrów po
          zakupy. Ja synowi kupuje wszystko "zaocznie" bo w sklepie nie wytrzyma dłuzej
          niz 10 minut.

          Mam takie wrażenie że zamożność znajomych jest raczej twoim problemem niż
          córki, bo jak znam dzieci z otoczenia mojego syna, to póki co zamożność ich ani
          ziębi ani grzeje...
          • aka10 Re: Materializm i mala kobietka 17.01.05, 16:55
            "O tym juz z nia rozmawialam,
            choc bez stawiania ultimatum, tylko jako sugestie - ona nie da dziecka do nas i
            juz."

            A ja jestem bardzo ciekawa,DLACZEGO nie da dziecka do Was.Dlaczego np. w sobote
            tamta nie moze przyjsc do Twojej i sie pobawic?
            Osobiscie byloby mi bardzo trudno pogodzic sie z tym faktem.Nie ufa Ci?Sadzi,ze
            sie cos zlego moze zdarzyc?Moze tamta mala powie swojej mamie,ze chce isc do
            Twojej,a nie zawsze u siebie w domu siedziec?
          • k4free Re: Materializm i mala kobietka 28.01.05, 14:00
            agatka_s napisała:

            > Ja synowi kupuje wszystko "zaocznie" bo w sklepie nie wytrzyma dłuzej
            > niz 10 minut.

            ...bo to chłopak
        • saskia123 Re: Materializm i mala kobietka 18.01.05, 08:59
          Nie zgadzam się z verdaną. Rodzice niekoniecznie są autorytetami dla dzieci w
          tym wieku. Właśnie na te lata rozwoju przypada okres największego wpływu
          środowiska. Pewna amerykańska psycholog, twierdzi nawet, że dominacja grupy
          rówieśniczej jest tak mocna, że możliwości wpływu rodziców spadają do marnych
          5%. Fascynacja tym co obce i błyszczące jest jak najbardziej typowa.
          Zgadzam się natomiast z Twoją drugą tezą. Tez starałabym się wykazać, że pod
          blichtrem kryje się pustka. Może jakoś sprytnie dałoby się poprowadzić córkę w
          tematy (nie rzeczy) którymi mogłaby zaimponować koleżance. Może niech pójdą
          wspólnie do teatru, albo bardziej snobistycznie na balet lup operę. Delikatnie
          wprowadź córkę w temat, poszperaj za ciekawostkami. Możliwe, że po spektaklu
          zauważy, że koleżanka ma niewiele do powiedzenia. Generalnie obrać kierunek
          ukazania marności rzeczy, a gloryfikacji innych wartości.
          Nie zgadzam się też z terapią szokową kontaktów na wsi. Spowodują tylko złość,
          totalną negację i obrazę na świat cały.
          To moje trzy grosze.
    • zraniony Twoja corka jest samotna 17.01.05, 19:00
      zajmij się nia bardziej, poczytaj, pośpiewajcie razem, pojedź z nią do lasu itd
      itd

      jeszcze moze się wszystko zmienić.

      Proponuję ci kupic ksiażkę Helen Bee Psychologia rozwoju oraz Anny Brzezińskiej
      również Psychologia rozwoju i poczytać szybciutko. Jesteś madra, wiec sama ten
      problem rozwiążesz.
      • dafnezielona "Boysiki to boysiki a girlsy to co insze.." ;) 18.01.05, 09:10
        .. Uslyszalam od jednej zamerykanizowanej znajomej, i choc uzyla intrygujacej
        formy wypowiedzi, to w powyzszej kwestii ma racje -
        Agatka, Verdana, wy macie chlopaczkow, ja tez mam syna w podobnym wieku i wiem,
        ze dla niego problem zamoznosci nie istnieje, i ze podobnie jak mnie, wolami go
        do sklepow trzeba ciagnac. Ale dziewczynki ... kultowa kreskowka mojej corki
        to "Odlotowe agentki".. akcja zaczyna i konczy sie w 90% odcinkow w centrum
        handlowym..

        Zraniony, moze masz racje, wiem ze poswiecalam w ostatnim okresie mniej niz
        zwykle czasu dzieciom. Ale na slowo las (moje ulubione miejsce!) corka sie
        wykrzywia. Czeka mnie jakis, na razie nieskrystalizowany kompromis w kwestii
        wspolnych przyjemnosci..

        Aka, tamta matka boi sie panicznie o swoje dzieci. Nie zostawia ich nigdy.
        Bogactwo ma swoje drugie oblicze - kilka lat temu mieli probe porwania.
        Ale mniejsza z tym, pominmy sprawe tamtej rodziny. Zdecydowalam juz, ze na
        nastepne zaproszenie od nich powiem nie. Niech sobie przyjdzie do nas z
        dzieckiem, jak nie moze zostawic. Dam jej kawe i niech sie "nudzi", o!
        • verdana Re: "Boysiki to boysiki a girlsy to co insze.." ; 18.01.05, 09:41
          Ja córkę też mam...
          Ale dla mnie główna sprawa, to rozmowy z córką - nie "wychowawcze", ale własnie
          rozmowy - o wszystkim i o niczym. Wtedy najlepiej dowiesz się, dlaczego córce
          odpowiada inny, a nie Twój tryb zycia.
          I znam tą książkę o wpływie rówieśników. Jest nieprawdziwa, choćby dlatego, ze
          rodzice mają ogromny wpływ w wieku 8 lat na dobór kolegów, szczególnie w
          Ameryce. Poprzez wybór szkoły, miejsca zamieszkania itd. Poza tym np. badania
          starszych nastolatków pokazują, ze w 70% dokonują takich samych wyborów
          politycznych, jak rodzice - jak widać wpływ domu jest duży.
          I naprawdę radzę robić więcej rzeczy, na które Twoje dziecko ma ochotę, a
          odpuscić rzeczy, których nie lubi. Nie ukrywam, że ja czasem pojechałabym z
          córką do supermarketu (co mówię pojechałabym... Przecież czasem jeżdżę),
          połaziła, pooglądała ciuchy, posmiała się, poplotkowała. Albo poszła
          pospacerować po handlowej ulicy. Pamietaj, ze supermarket to świetne miejsce
          dla "babskich rozmów". A o czym mozna pogadać w bibliotece? W operze? W
          teatrze? To cenne, ale nie buduje więzi.
          A poza tym - dlaczego pozwalasz oglądać seriale, których wymowa Ci nie
          odpowiada? Dlaczego dajesz się bawić z kolezanką, która ma na dziecko zły
          wpływ?
          • saskia123 Re: "Boysiki to boysiki a girlsy to co insze.." ; 18.01.05, 10:24
            Nie twierdzę, że owo dzieło jest kompendium wiedzy absolutnej. Twierdzę, że
            warto się nad nim pochylić i zastanowić, właśnie dlatego, żeby w odpowiednim
            czasie mieć kontrolę nad doborem kolegów. W przypadku dafne, ten błąd został
            już, zauważ, popełniony. O czym można pogadać w bibliotece i teatrze?
            Oczywiście o treści książek i spektaklu. A to przekłada się na wszelkie
            dziedziny, nawet na zakupy i supermarket. Przecież jesteś gorącą zwolenniczką
            tezy, że rozmawiać należy o wszystkim.
        • zraniony Re: "Boysiki to boysiki a girlsy to co insze.." ; 18.01.05, 21:53
          nie wiem czy mam rację, ale jakoś tak przez skorę to czuję.

          Czy nie masz takiej możliwości, zeby dziecka nie puszczać do tego domu? Czemu
          tak się stało, ze ona tam ciagle siedziała? sama sobie niestety jesteś winna
          moja droga.

          dziecko jest w takim wieku, że zarz pójdzie do gimnazjum, więc spokojnie, pozna
          nowych ludzi, ale odizolowałabym na jakiś czas od tamtej rodziny, tylko tak
          spokojnie, bez nerwow, stopniowo.
          I ja bym zrobiła tak jak napisałam we wczesniejszym liście, więcej poświęciła
          czasu dziecku. My dorośli nawet sobie nie zdajemy sprawy jakie dzieci sa
          samotne kiedy nie poswięcamy im uwagi, a potem dziwimy się, ze zaczynają ćpać
          lub popijac alkohol. Nasza wina niestety.
          Pozdrawiam
    • kallas Re: Materializm i mala kobietka 18.01.05, 09:38
      mam w domu podobną sytuację , przy czym moja 11 letnia córka , ma koleżankę o 2
      lata starszą i pochodząca właśnie z "bogatego domu". Bardzo szybko zauważyłam
      fascynację córki bogactwem rodziców koleżanki(domy, kominki, samochody). My
      należymy do ludzi średnio zamożnych , tzn nie martwimy się jak przetrwac od 1-
      szego do pierwszego , co roku wyjeżdżamy na wspólne wakacje i takie tam.
      Uważam , że jest ok. Ale nie dziwię się twojej córce , że woli bawić się u
      koleżanki , ponieważ z tego co napisałaś wnioskuję, że zabawki córka otrzymuje
      takie jak podobają się tobie a nie jej.

      "Wiec
      jakby jestem "zla" ze dziecka pozbawiam pewnych "wartosci", jak plastikowy
      domek dla lalek ze sklepu itd."


      wiesz ten plastikowy domek w jej wieku może być jedną z najważniejszych
      zabawek. Moja córka miał zawsze zabawki o jakich marzyła, nigdy nie siliłam się
      na źle pojetą oryginalność typu szmaciane lalki , czy drewniane klocki zamiast
      Lego. Ale ja zawsze rozmawiałam z córką , mam dla niej czas, wspólnie szalejemy
      na rowerze i nawet czasami zdarza mi się wałęsać z nia po hipermarketach. Ale
      ja wiem , że ona tego potrzebuje, bo tak robią wszystkie nastolatki. Dlatego
      wolę sama z nią iść na takie zakupy niż puścić ją z obcą kobietą , żeby
      patrzała przez szybę jak inni kupują. I wtedy nie dziw się , że córka wracając
      po takich zakupach ma do ciebie pretensje. Twoje wartości jak widać nie są jej
      wartościami. Nie potrafiłaś jej ich przekazać we właściwy sposób i pokazać jak
      są ważne dla ciebie. Rozmawiaj z córka póki jest czas, bo juz niedługo może być
      za późno........
      • dafnezielona Re: Materializm i mala kobietka 18.01.05, 10:16
        Corka ma domek dla lalek. Ma zegarek, rolki, klocki lego i nawet komorke. Ale
        to sa rzeczy o rozsadnych cenach. I dlatego z telefonu cieszyla sie tylko pare
        godzin, poki kolezanki nie powiedzialy jej, ze trzeba miec z gra i klapka, a
        najlepiej z wbudowanym aparatem fotograficznym ( nota bene wlasny aparat ma juz
        od dwoch lat, jak tylko wykazala chec robienia zdjec to jej sprezentowalismy)..
        To jest obrzydliwa chec posiadania, czy tez dowartosciowania sie poprzez
        przedmioty, ktore do ciebie naleza.

        Verdana, dziecko oglada ze cholerne "agentki" u babc, nieczulych na moje prosby
        i wytyki ( raz obejrzalysmy sobie we trzy- mam, ja i moja corka) taka
        kreskowke. Czy mam zakazac dziecku nie tylko spotykac sie z kolezanka ale i z
        wlasnymi przodkami w imie antymaterializmu?

        BAbcie mowia "to tylko bajeczka" a kiedy mowie o problemie z kolezanka to
        one "to tez jej kup taki domek" jakby zupelnie slepe na to, ze ten domek
        kosztuje tyle, ile ich mieiseczna pensja!
        • agatka_s Re: Materializm i mala kobietka 18.01.05, 10:54
          Moj syn 10 lat tez ma komorke, uzywa tylko do sytaucji awaryjnych kiedy czas
          powroyu jest nieokreslony i musimy sie jakos skontaktowac aby nie stal pod
          drzwiami.

          Duzo dzieci w klasie nosi jednak codziennie, i kiedys on mi zapodal taki
          tekst "a iksinski nosi komorke, i ma z aparatem", odpowiedzialam "a ty nie
          nosisz i nie masz aparatu", i na tym dyskusja sie skonczyla. Tak samo bylo z
          Game boyem, i innymi glupimi zabawkami. Tak samo z durnymi filmami, na ktore
          jest szlaban od zawsze, wiec nawet nie probuje (aczkolwiek teraz pozwalam mu
          coraz czesciej ogladac filmy typu Matrix, czy teraz Oceans Twelve na ktory juz
          sie szykuje od tygodnia- dla mnie bezwartosciowe, ale dla syna wrecz
          odwrotnie). Jestem konsekwentna od kiedy tylko powiedzial pierwsze slowo i syn
          poprostu wie ze "ze mną te numery nie przejda".

          Nie oszczedzam natomiast na sprzecie sportowym (zawsze najlepszej jakosci), na
          ksiązkach (wie ze zawsze kupie ksiazke jak mnie poprosi), edukacji, hobby,
          zdrowiu. I tak to synowi tlumacze, ze albo wydajemy na glupoty w stylu gadzety
          wyrzucane po 2-3 dniach, albo na porzadne, rzeczywiscie potrzebne rzeczy-
          wakacje, dobry sprzęt sportowy, itp. I mamy tu akurat zgodność poglądów.

          Choc czasem oczywiscie ulegam jakimś z mojego punktu widzenia bezsensownym
          zakupom(np buty do gry w halowa pilke za prawie 300 PLN, czy ostatnio frotki
          NIke za 30 PLN (taki kawałek szmatki z logo)), ale to są rzeczywiste marzenia,
          których zaspokojenie czyni mojego syna autentycznie szczęśliwym- z frotkami to
          nawet śpi i prawie się do nich modli...Są to poprostu tak wymarzone rzeczy i
          tak rzadko dozowane,że rzeczywiscie przez to cenione i szanowane przez moje
          dziecko.

          Musisz byc poprostu bardziej asertywna- czyli:albo -albo, jak coś uważasz za
          niedobre dla swego dziecka, to postępuj konsekwentnie, nie zgadzaj się na to
          nie pozwalaj- bo teraz to mam wrazenie ze zachowujesz sie tak
          troche "chcialabym i boje sie". 10 lat to wiek kiedy jeszcze mamy mozliwosc
          wplywania i ustalania regul, potem to juz z pewnoscia bedzie za pozno.
        • ka1311 Re: Materializm i mala kobietka 19.01.05, 08:47
          Tak o dłuższego czasu śledzę tę dyskusję i nasuwa mi się jeden wniosek: w
          stosunku do swojej córki przyjmujesz postawę "i tak to nic nie da, bo inni ją
          zepsują" Fakt, że córka się z Tobą nudzi, to faktycznie duży problem. I
          naprawdę nie polega on na tym, że babcia pozwala na jakiś film, mama koleżanki
          zabiera do centrum handlowego, a Ty taka biedna, bo tobie intelektualne
          rozrywki w głoweie a córka tego nie docenia. To nie tak! Wyobraź sobie zamianę
          ról i sytuację kiedy Twoja córka jest Twoją mamą, a Ty nią. Córka proponuje Ci
          wycieczkę do CH, a Ty tego pasjami nie cierpisz i się tam nudzisz, Ty wolałabyś
          do biblioteki, ale córkę otrząsa i mimo Twoich protestówzabiera Cie do CH. Tak
          to ona Twojej sympatii nie zdobędzie, prawda? I dokładnie jest tak samo w
          Twojej sytuacji. Dlaczego miałabyś nie pójść z córką do CH, pospacerować, zjeść
          dobre ciastko, poprzymierzać ciuchy. Niech ona zobaczy, że ma mamę, która "gada
          ludzkim głosem", a nie wiecznie umoralnia, wypytuje i zabrania.Najpierw musisz
          zdobyć jej zaufanie, a dopiero potem próbować zmienić jej poglądy.
          Jeśli zaś chodzi o przedmioty, które córka bardzo chce posiadać, to u nas jest
          to rozwiązane tak: córka dostaje takie wymarzone rzeczy na różne okazje:
          urodziny, mikołajki, pod choinkę, dzień dziecka itp. Za wyrwany ząb (bo w tym
          jest wieku) jakiś drobiazg, i to wszystko. Natomiast kiedy zbliżają się
          urodziny to staramy się wszyscy (babcie, ciotki itd.) spełnić jej marzenia i
          kupić faktycznie to co najbardziej jej się podoba. Plusem takiej sytuacji jest
          niewątpliwie fakt, że córka uczy się, że na coś trzeba poczekać, ale ma szansę
          to dostać. Nie jest tak, że jak tylko zachce to już ma. Ale nie może być też
          tak, że kupię jej coś, co niby jest takie jak ona pragnęła, ale nie do końca,
          bo raczej jest w moim guście. Oczywiście zdarzają się sytuacje kiedy córka chce
          coś na co nie możemy sobie pozwolić, ale jest już na tyle duża, że kojarzy
          wartość danej rzeczy i umie dodawać. Wtedy są dwa wyjścia: albo jest to na
          kilka okazji (np. mikołajki i gwiazdka lub prezent wspólny kilku osób), albo
          córka daje się przekonać, że po prostu nie jest to dobry pomysł.
          Takie działanie wymaga jednak konsekwencji i odrobiny wczucia się w jej
          położenie.
          • dafnezielona Radykalne poglady a wychowanie 19.01.05, 10:32
            Jestem wrogiem CD,supermarketow i MCDonaldow. Po krotkim pobycie w centrum
            czuje sie jak bardzo zle - jak ktos dokladnie wdeptany w bloto. Wiec nie chodze
            i nie zabieram dziecka w takie miejsca.
            Jakis czas temu widzac, ze dziecko ma z tym problem ze zyjemy
            inaczej,postanowilam, ze lepiej, gdy dziecko pozna pewne rzeczy i bedzie moglo
            samo wybrac. Niech idzie trzy razy na hamburgera z kims innym, a ze mna do
            stylowej restrauracji. Chce miec rozowa bluzeczke z Barbie wyszywana cekinami,
            prosze bardzo lepiej szybko kupic niz ma cale dziecinstwo tesknic do tego.
            Verdana kiedys powiedziala cos w stylu "wole, zeby dziecko marzylo o czyms
            wazniejszym, niz plastikowa lalka, wiec zaspokoje ta potrzebe, wtedy zapewne
            dziecko samo przekona sie ze az tak istotne to nie bylo"

            I minelo ponad pol roku i dziecku nie przechodzi.. Idziemy do restauracji,
            gdzie kucharz-artysta przyrzadza przepyszne potrawy na oczach zafascynowanej
            publicznosci a w wolnych chwilach siada z gitara, gra i spiewa.. Ale co tam, to
            w ogole nie jest ciekawe, przeciez lepiej jest pojsc do McD, bo "tam sie tak
            fajnie mozna pobawic na zjezdzalkach i w dodatku daja zabawki".
            Nie mowiac juz o wspolnym przygotowaniu posilkow, dziecko chce byc
            obslugiwane " bo X,T,L nie musza nic robic u siebie w domu!"

            Ja spedzam z dzieckiem mimo wszystko bardzo duzo czasu. Ale dla mnie spedzanie
            czasu nie polega tylko na tym, ze robimy cos latwego, "pod dziecko". Ale tez
            wymagam. Na przyklad razem sprzatamy ( a kolezanki w ogole nie maja obowiazkow
            w domu, mamy, babcie czy ktos-tam sie tym zajmuje).
            I najwazniejsze - uwazam ze dziecko w tym wieku powinno po prostu uczestniczyc
            w zyciu doroslych, oczywiscie w tym czasie sie mu tlumaczy, pokazuje,
            rozmawia.. czyli zamiast pojsc na plac zabaw z osmiolatka czesto biore ja ze
            soba tam, gdzie akurat mam cos do zrobienia - nawet jesli to jest sprawa
            urzedowa, ogladanie kolejnego mieszkania ( jestesmy w trakcie przeprowadzki)
            itd.. A niestety kolezanki pod kloszem, w ogole nie wiedza, co sie dzieje w ich
            domach, nie uczestnicza w zadnych zadaniach, a czas spedzaja jedynie na
            zorganizowanych przez matki zabawach.

            I dlatego zapytam jeszcze raz: czy widziciec jakis sposob, poza zmiana calego
            otoczenia, aby dziecko w wieku lat osmiu, dla ktorego rzeczywiscie szkola i
            kolezanki sa w tej chwili glownym autorytetem, przynajmniej zaakceptowalo
            isnienie czegos takiego jak dobry smak, duma, szacunek dla wlasnej odrebnosci?
            • verdana Re: Radykalne poglady a wychowanie 19.01.05, 10:59
              Widzę tu poważny problem - bo obie z córką macie zupełnie inne upodobania, a
              żadna z Was nie zamierza ustąpić.
              Rozumiem, ze jeśli nienawidzisz MCDonalds'ów i supermarketów do nich nie
              chodzisz. Ale córka też może, jak większość dzieci, nienawidzić wykwintnych
              restauracji - a chodzić z Tobą musi. A to ja nudzi i denerwuje, tak jak Ciebie
              hamburgerownia.
              Próbujesz wychować dziecko w "kulturze wyższej" - i to w teorii jest bardzo
              dobre. Ale ośmiolatki na ogół są jeszcze na poziomie mniej wysublimowanych
              rozrywek i robienie pewnych rzeczy "na siłę", przynosi wiecej szkody, niż
              pozytku. To, co dziecku proponujesz, jest - przynajmniej moim zdaniem - jeszcze
              nieodpowiednie dla jej wieku. Kucharz -artysta nie zainteresuje większosci
              ośmiolatków. Dla nich naprawdę bardziej atrakcyjna jest zjeżdżalnia i nie
              rozumiem, dlaczego temu się dziwić.
              I ja też jestem za tym, aby dziecko uczestniczyło w życiu rodziców - ale bez
              przesady. Można raz czy dwa załatwić sprawę urzędową, ale to nie powinna być
              reguła. Wydaje mi się, ze plac zabaw jest jednak miejscem dla ośmiolatki
              odpowiedniejszym.
              A przede wszystkim, co mnie niepokoi, z Twoich wypowiedzi bije pogarda dla
              wyborów córki. Dla głupich barów, zjeżdżalni, placów zabaw, ulubionych filmów -
              czyli tego, co lubi zasadnicza wiekszość dzieci w tym wieku (a potem z tego
              wyrasta). Twoja córka nie uznaje Twojego systemu wartości - ale prawdę mówiąc
              Ty też nie jesteś skłonna uznać jej systemu, choćby w drobnej części. Musi więc
              znaleźć kogoś kto ją i jej wybory przynajmniej w części zaakceptuje - a to nie
              jesteś Ty. I to fatalnie.
              Twoja córka ma lat osiem. Wybory jakich dokonuje są typowymi wyborami dziecka,
              a nie dorosłej intelektualistki. Ty nie pozwalasz jej być dzieckiem, chcesz,
              aby była odpowiedzialna, pracowita i zajmowała się mądrymi, kształcącymi
              rozrywkami. To za wcześnie! Ona jest po prostu za mała!
              I nie jest tak, ze Twoja córka ma wybór. Bowiem dałaś jej wybór w gruncie
              rzeczy następujacy - albo robisz to, co mnie interesuje ze mną, albo to co
              Ciebie interesuje - z kim innym. No więc, ja nieszczególnie się dziwię, że
              dziecko wybiera kogo innego. Wyobraź sobie, że to nie Twoja córka, tylko
              przyjaciółka, a Ty nie uwzglednasz jej wyborów. Jesteś skłonna iść z nią tylko
              tam, gdzie Ty chcesz, a jej wybory uwazasz za głupie i nieodpowiednie.
              Wybacz ostre słowa, tym bardziej, że w gruncie rzeczy całkowicie się z Tobą
              zgadzam co do celów wychowania. Jednak obawiam się, że masz wszelkie szanse
              stracić wpływ na dziecko, o ile nadal nie będziesz skłonna do kompromisów. A
              wtedy w wieku dojrzewania może dojść do prawdziwego dramatu.
            • ka1311 Re: Radykalne poglady a wychowanie 19.01.05, 11:13
              Nie jestem mamą, która rozpuszcza swoje dzieci. Wręcz przeciwnie jestem raczej
              terrorystką - wymagającą, konsekwentną, o poglądach raczej konserwatywnych, co
              nie zmienia faktu, że zarówno moja córka jak i jej koleżanki bardzo chętnie
              spędzają czas u nas w domu. Wynika to z prostego faktu: u nas zawsze dzieje się
              coś fajnego: pieczemy razem ciasteczka (razem oznacza totalny haos w kuchni,
              pannice umorusane po uszy, ale z zapałem wycinają ciasteczka, układają na
              blasze, smarują jajkiem i jest super), a potem stwierdzam: "No moje panny! Jak
              kucharz ugotował to i musi posprzątać. Dalej do dzieła!Wszystkie naczynia do
              zmywarki, wycieramy blaty, zamiatamy podłogę. Migiem!" Kolżanki dostają po
              pudełeczku ciastek do domu i już w progu dumnie obwieszczają, że one same to
              upiekły. Albo robimy pachnące dekoracje świąteczne z pomarańczy i goździków,
              albo sadzimy w ogrodZie (z reguły po 15 minutach pannice idą bawić się na
              huśtawki, a ja kończę dzieło zadowolona, że mam spokój). Albo robimy przetwory -
              to dopiero jest frajda. Rzecz w tym, że takie domowe są 100 razy lepsze niż
              kupne i dzieci to czują. Ze wspólnych zajęć przypominam sobie jeszcze malowanie
              placu zabaw (dzieci ubrane w worki na śmieci, żeby się farbą nie pochlapały),
              szycie ubrań dla lalek, teatr kukiełkowy z własnoręcznie wykonanych kukiełek z
              warzyw i zbędnych gałganów. Rzecz w tym, że ja "niestety" w większości w tym
              uczestniczę, a też pracuję i mam co robić w domu. Ale mam też męża, który
              czasem przejmuje dyżur nad dziećmi. Z czasem umieją bawić się same.
            • zuzaba Re: Radykalne poglady a wychowanie 19.01.05, 15:47
              Od siebie mogę dodać, że jako dziecko-dziewczę młode zdarzyło mi się: chodzić
              do McDonalda i bardzo lubić takie jedzenie, nabyć sporo kiczowatych gadżetów i
              ubrań, czytać prymitywne pisemka dla dziewcząt. Nie odbiło się to na mojej
              młodzieńczości i dorosłościw żaden sposób, preferuję zdrowe jedzenie,
              elegancko podane, dobrą literaturę i mam dobry gust. Tak, jak moja mama.
              Myślę, że wartościowsze będzie szanowanie wyborów córki (czyli wspólny spacer
              po CH czy posiłek w Mc) z jednoczesnym pokazywaniem swoich. Pamiętam, że
              najbardziej byłam mamie wdzięczna, gdy chodziła ze mną w takie właśnie
              nieakceptowane miejsca. Jednocześnie widziałam co dla niej było ważne i to
              przejęłam. Ponadto dziecko ma okresowo naturę buntownika, im bardziej będziesz
              mu "wciskać" swój dobry smak, tym bardziej może to odrzucać.
            • joannab-o Re: Radykalne poglady a wychowanie 22.01.05, 12:51
              > I dlatego zapytam jeszcze raz: czy widziciec jakis sposob, poza zmiana calego
              > otoczenia, aby dziecko w wieku lat osmiu, dla ktorego rzeczywiscie szkola i
              > kolezanki sa w tej chwili glownym autorytetem, przynajmniej zaakceptowalo
              > isnienie czegos takiego jak dobry smak, duma, szacunek dla wlasnej odrebnosci?

              Dafne, chyba tu jest sedno sprawy. Zdaje Ci się, że proponujesz córce wartości
              radykalnie odrębne od wartości rodziców koleżanki, a tymczasem i tu i tu chodzi
              o PRESTIŻ, o wyznaczaną przez zewnętrzne oznaki własną "wartość". Jeden chodzi w
              drogich butach a inny z trudną książką pod pachą... Różnica dla mnie żadna, a i
              pożytek porównywalny.

              "Dobry smak, duma, szacunek dla wlasnej odrębnosci" to nie są wartości dla
              8-letniego dziecka (o ile dla kogokolwiek są). W ten sposób wzmacniasz
              oddziaływanie sąsiadów, bo oni i za nimi Twoja córka z pewnością uważają, ze
              wykazują dobry smak i odczuwają dumę i szacunek dla własnej odrębnoścismile).
              Jeżeli chcesz naprawdę zmieniać sposób myślenia dziecka to musisz mu proponować
              wartości nieegoistyczne.
              joanna
    • dafnezielona Odpowiedni czas 19.01.05, 12:43
      Ka, opisujesz metody i zachowania ktore i ja uprawialam. Jak corka miala lat
      szesc, byla w takich momentach przeszczesliwa. Ale wydaje mi sie, ze juz czas
      na cos innego - Verdana, pomysl tak szczerze, czy przed dwoma laty chodzilas
      jeszcze z synem na plac zabaw ? Owszem, niech idzie na sama czy z kolezankami,
      ale ja tam jestem kompletnie zbedna i w ogole nie "poswiecam dziecku czasu" jak
      tam siedze, tylko po prostu go marnuje..

      Natomiast masz racje, co do tej pogardy i niecheci do kompromisow. To niszczy
      nasze stosunki, ale jednak mysle ze jest nieuniknione. Nie zmuszam, zeby
      chodzila ze mna, owszem, raz musi sprobowac, ale jesli sie jej dana rozrywka
      nie podoba, wiecej ze mna nie idzie.. Niestety wachlarz mozliwosci powoli sie
      zaciesnia. Intensywnie szukam zajec, rzeczy ktore spodobaja sie nam obu.

      Ja wiem, to co mnie razi i nie zgadzam sie jest przez wielu akceptowane, jesli
      nie aktywnie, to przynajmniej "przymykaja oko". Ale gdyby bylo przyjete, w
      naszym spoleczenstwie, ze chodzimy na korride albo walki kogutow, to w imie
      porozumienia z dzieckiem chodzilybyscie czasem?
      • verdana Re: Odpowiedni czas 19.01.05, 13:07
        Tak, oczywiscie, że chodziłam na place zabaw. Nie te obok domu, to absurd
        oczywiście. Ale do sal zabaw (nienawidzę), na atrakcyjne a odległe place zabaw
        w parkach. Brałam książkę i chodziłam, klnąc w duchu.
        Chodziłam na głupie kreskówki, których raczej nie lubię ( z pewnymi wyjątkami).
        Chodziłam do ZOO (i chodzę nadal). A ZOO nie znoszę. Nie wykluczam, ze
        poszłabym z dzieckiem na corridę, o ile wszyscy by już na niej były, a dla
        dziecka byłoby to naprawdę ważne. Poszłabym mówiąc mu potem, co o tym sądzę.
        Nie da się zrobić nonkonformisty z ośmio-dzięsieciolatka, tak jak nie da się
        utrzymać przez dwie godziny na miejscu dwulatka. To taki okres w życiu
        człowieka, kiedy musi mniej-wiecej robić to co jego koledzy. Ja się starałam,
        żeby mniej - fakt. Ale nie wcale. Dziecko, które ma całkowicie inne
        zainteresowania, poglądy itd. od innych dzieci zdarza sie rzadko. I wtedy
        rodzice martwią się, że nie ma kolegów i nie jest akceptowane.
        Pogarda dla wyborów dziecka (a obawiam się, ze coraz bardzie i dla dziecka)
        nie jest nieunikniona. Powinnaś zaakceptować to, ze córka ma lat osiem, nie
        osiemnaście. Ona po prostu lubi to, co inne dzieci w jej wieku. I nie ma sensu
        nawet "proponować" rzeczy, które absolutnie do tego wieku nie przystają - bo to
        jak czytanie za trudnej książki. Za dwa lata książka by się spodobała, a tak
        dziecko uzna ja za nudną i nigdy do niej nie wróci.
        Wybacz jeszcze raz - ale w stosunkach pomiedzy ludźmi, nieżaleznie od ich wieku
        i relacji, kompromisy są nieuniknione. Uważam, że nie można wychować dziecka,
        absolutnie nie akceptująć żadnego z proponowanych przez niego sposobów
        wspólnego spędzania czasu. Córka odrzuca Twoje propozycje może nie zawsze
        dlatego, ze jej się nie podobają. Ale nauczyłaa ją bardzo starannie, że jeśli
        człowiek czegoś nie lubi, to tego nie robi i tym pogardza. Jeśli nie chcesz
        nigdy z nią iść tam gdzie ona ma ochotę, to znaczy, że uczysz ją, że cudze
        chęci i wybory nie mają znaczenia - liczy się tylko to, co człowiek sam
        wybierze. I tak naprawdę odniosłaś sukces wychowawczy - córka konsekwentnie
        realizuje Twoje przesłanie - nie te jawne, ale te ukryte. Nie robi nigdy tego
        czego nie lubi, nie idzie na kompromis, nie liczy się z cudzymi upodobaniami.
        Jak Ty.
        • agatka_s Re: Odpowiedni czas 19.01.05, 13:36
          oj dafne dafne

          Powoli nie wiem o co Ci chodzi...

          Ja swojemu synowi wcale nie wymyślam spoisobów spędzania czasu, nie planuje,
          nie zastanawiam się czy to "kultura wyższa" (byliśmy na balecie) czy "niższa"
          (wypożyczanie filmu typu "Aniołki Charliego"). Oj tak jakoś to idzie
          naturalnie i instynktownie, raz robimy to, innym razem tamto, raz razem- bo
          oboje coś lubimy (np jazda na nartach czy łyżwach), innym razem osobno (na
          przykład często oglądamy telewizor na 2 odbiorniki- w jednym mecz, w drugim "M
          jak Miłość"(no cóż czasem coś głupiego też można obejrzeć) ...). Syn poza tym,
          ma całkiem zdecydowany charakter i nie specjalnie da się "wmanewrować" w coś co
          go nie interesuje, no i OK. Ja też bym się nie dała.

          Poza tym nie nalezy też za bardzo przejmować się tym "wspólnym spędzaniem
          czasu"- dzieci w tym wieku potrzebują raczej bezpieczeństwa że rodzice gdzieś
          tam są na horyzoncie, niż akurat rodziców 24 godzinę na dobę w swojej orbicie.
          Spędzanie wspólnie czasu bo tak NELEŻY, a nie bo dla obu stron to przyjemność
          to jakiś absurd. Jeżeli nie chcesz chodzić do centrów handlowych to nie chodź,
          ale nie miej z tego tytułu ani wyrzutów sumienia- że ty nie, ani pretensji do
          kogoś (w tym i córki)-że tak. Bo to co prezentujesz teraz to takie "mieć
          ciastko i zjeść ciastko". Tak długo nie pożyjesz, stres Cie pokona.

          Odpuść córce, pozwól jej być dzieckiem, pogódź się że poki co nie podziela
          twoich sposobów spędzania wolnego czasu i tyle. Wyrośnie zmądrzeje i kiedyś
          pewnie będziecie najlepszymi kumpelkami, ale pewnie musi do tego dojrzeć. A ty
          też ze swojej strony postaraj się w sobie odnalęźć dziecko- mnie np pójście na
          łyżwy i wygłupianie się daje siłę na pół tygodnia, a wspólny basen-bez pływania
          tylko takie tam chlapanie się-na drugie pół. Kreskówki czasem też nie są
          najgorszą rozrywką...Odkąd zbliżyłam się "poziomem" do mojego dziecka czuje się
          zdecydowanie bardziej zrelaksowana i szczęśliwa.

          Pozdrawiam
          • hic_mulier Cel 19.01.05, 14:12
            Tak czytam i oczom nie wierzę jak głupie potrafią być matki. Dafne to już dno
            ale rozsadna zwykle Verdana też chyba oszalała wprawdzie część uwag całkiem do
            rzeczy ale jak mozna powiedzieć że dafne ma w porzadku cele wychowawcze!
            Przecież ona chce wychować a własciwie nie wychować bo nie wychowuje tylko
            zabrania durną zadzierającą nosa snobkę która nie ma pojecia o życiu zwykłych
            ludzi i zwykłym spedzaniu czasu tylko to biblioteki chadza i słucha super
            kelnerów grajacych na gitarze. Swoją droga ta opisywana restauracja to super
            snobistyczny obciach nikt przy zdrowych zmysłach tam by nie poszedł do
            restauracji normalni ludzie idą jeść i pogadać a nie na cyrk w wykonaniu
            kucharza. A chyba głownym celem Dafne jest przekonanie córki ze ona i córka sa
            ponad wszystkich ludzi i powinny nie zadawać się z motłochem w supermarketach
            tylko wzniosle przebywac w wysublimowanych centrach rozrywki kulturalnej dla
            wspaniałych elit. Dobrze że córka zwiewa bedzie o jedna egzaltowaną
            pogardzajacą wszystkimi maniaczkę mniej.
            A w ogóle pisanie ze się pogardza ośmiolatką może świadczyć tylko o tym że
            Dafne jest wredna albo głupia i nie wiem co lepsze
            • ardzuna Re: Cel 28.01.05, 02:23
              hic_mulier napisała:

              > rzeczy ale jak mozna powiedzieć że dafne ma w porzadku cele wychowawcze!
              > Przecież ona chce wychować a własciwie nie wychować bo nie wychowuje tylko
              > zabrania durną zadzierającą nosa snobkę która nie ma pojecia o życiu zwykłych
              > ludzi i zwykłym spedzaniu czasu tylko to biblioteki chadza i słucha super
              > kelnerów grajacych na gitarze.

              Zupełnie jakbym czytała przeciętniaków, którzy do muzeum nigdy nie pojdą, a
              tylko za złe mają tym, co chodzą, bo ich to kłuje w oczy i wprowadza w
              kompleksu - więc lepiej oskarżyć ich o snobizm. Jeszcze brakuje tylko
              sformułowania "bułkę przez bibułkę", które często słyszałam z ust takich osób.
              Wybacz, ale ten twój post jest ponizej jakiegokolwiek poziomu. A to forum chyba
              nie ma służyć wyzywaniu innych, tylko rzeczowej i pełnej szacunku rozmowie.
            • meevee hic_mulier 28.01.05, 10:02
              oto przykład wypowiedzi osoby której jedyną rozrywką i hobby jest chodzenie po
              supermarketach.
      • ka1311 Re: Odpowiedni czas 19.01.05, 18:15
        > Ka, opisujesz metody i zachowania ktore i ja uprawialam. Jak corka miala lat
        > szesc, byla w takich momentach przeszczesliwa. Ale wydaje mi sie, ze juz czas
        > na cos innego

        Uważam, że się mylisz. 8 lat to naprawdę jeszcze dziecko i nie rób na siłę z
        niej starej baby, która chadza na wernisaże i do opery i mierżą ją McD i
        tandeta w CH. Dziewczynki w wieku 8 lat często bawią się jeszcze lalkami,
        dostają "głupawki" od kiwnięcia palcem i dobrze. Oby jak najdłużej tak było.
        Dorosłą to ona będzie jeszcze wiele lat, a dzieciństwo nie wróci. Myślę, że dla
        Was obu zdecydowanie byłoby powrócić do ciasteczkowych szaleństw, zabaw i
        wygłupów. Myślę, że dorosły też dla zdrowia psychicznego powinien od czasu do
        czasu "wyluzować" i stać się na powrót dzieciakiem. Takie chwile beztroskiego
        taplania się w wodzie, budowania zamków z piasku, czy zbierania liści w parku
        jesienią są niezapomniane i bardzo zcalają rodzinę. Nie trać tego przez
        wydoroślanie córki na siłę.
    • wieczna-gosia Re: Materializm i mala kobietka 19.01.05, 21:52
      Dafne,
      jak rozumiem kolezanka twojej corki jest mila sympatyczna i nie chcesz
      rozdzielac dziewczynek. I ja uwazam ze slusznie. To przyjaciolka twojej corki,
      dla nniej wazna.

      Podobne meki jak ty przechodzilam i ja- dzieci kochaja w tym wieku byc klonami
      kolegow. Ja myy mamy duuuzo dzieci, ja nie pracuje, w dodatku jestesmy sredno
      zamozni wink))
      Moje dziecko kontestowalo swiadomie WSZYSTKO co mogla robic ze mna.

      Co zrobilam?

      Nic.

      Proponowalam, nie pasowalo- robilam to sama. Chciala spedzac u przyjaciolki cale
      dnie? No problemo. Olalam chociaz serce mi krwawilo. jednoczesnie informowalam
      ja np o tym, ze uwazam ze supermarkety to syf. Albo ze nie kupie gadzetu
      kosztujacego pol mojej pensji, poniewaz nie widze potrzeby. Rozumiem ze koledzy
      maja- ale ja nie jestem wszystimi rodzicami wink

      Uwazam ze niebezpieczne jest myslenie o dziecku w ten sposob:
      Wiem, ze mowie o tym
      > troche za wczesnie, ale widze, jak rosnie w niej determinacja do bycia
      > bogata. W dodatku doskonale widzi, jaka jest najprostsza i najskuteczniejsza
      > droga ku temu. Widze juz, jak kiedys sie sprzeda.

      co to znaczy sprzeda???? co to znaczy ze widzisz??? KObieto!! to 8 letnia
      dziewczynka zafascynowana przyjaciolka!!
      Ja na twoim miejscu robilabym swoje. Pochodzilabym do supermarketu wykazujac
      mimochodem bezsensownosc takiej rozrywki- on ok kupimy bluzke, dwie trzy. I co
      potem? to jest nudne.

      Ja osobiscie uwazam, ze byc moze jestes osoba zbyt pryncypialna jak na strawnosc
      8- latki. Ale to jeszcze nie zbrodnia. BYc moze wg osmiolatki masz beznadziejne
      propozycje spedzania czasu. Byc moze fajnie byloby gdybys daja sobie pokazac co
      wlasciwie jest fascynujacego w mcdonaldsie (pewnie glownie to ze tam nie
      chodzicie wink ja raz na pol roku przerabiam teksty ze w MD jest fajowo, wiec
      chodzimy i po 3-4 razach jest spokoj..)
      Ale z drugiej strony- nic na sile. Tylko ze jesli zachowuje pewna pryncypialnosc
      pogladow- to moje dziecko tez ma do nich prawo wink))

      U nas sie wyprostowalo w kazdym razie i mam normalna niematerialna corke wink
      • kuku-007 Re: Materializm i mala kobietka 21.01.05, 09:19
        Widzę tu duży problem, ale to ty go masz, droga dafne. Brak szacunku i pogarda
        dla cudzych wyborów to poważna ułomność charakteru, tym smutniejsza, jeżeli
        odnosi się do własnego dziecka. Wiele osob napisało tu mnóstwo mądrych rzeczy,
        o szacunku właśnie, tolerancji, wyluzowaniu, więc nie bedę sie powtarzać.
        Zwłaszcza, że ty w ogóle na to nie reagujesz, widząc swoją jedynie słuszna
        rację. Tylko kilka spostrzezeń: jak to jest, ze twoje dziecko ma tylko jedną
        koleżankę? A moze warto włożyć trochę wysiłku i zaprosić kilka dziewczynek z
        klasy żeby mogły się bliżej poznać? Może powstaną nowe przyjaźnie, które
        skierują uwagę twojej córki na zupełnie inne rzeczy? Różnorodność jest cenna,
        co dzień przekonuje sie o tym ja i moje dziecko (10 lat), które ma wielu
        różnych kolegow. Jeden np. lubi gry komputerowe, drugi - czytać, trzeci jest
        świetnym pływakiem. I ok. Dziecko wie, że każdy ma w sobie coś cennego, choćby
        była to tylko umiejętność wymieniania się pokemonami (piszę - tylko, ale dla
        mojego dziecka - aż i ja to szanuję, chociaz o pokemonach myślę to samo, co ty
        o MD i moje dziecko o tym wie. Ale on myśli inaczej, a ja to szanuję.)
        Zdziwiła mnie twoja uwaga o marnowaniu czasu na placu zabaw. Ja nie uważałam,
        ze marnuje czas - mogłam obserwować, jak syn się bawi, z kim, jak się odzywa do
        kolegów, tzn. jak jest zsocjalizowany. Jak mnie to znudziło, czytałam. Nie
        uczestniczyłam w zabawie, ale dziecku bylo miło, że jestem w poblizu i on może
        popisać się przede mna, jak umie łazic po drzewach.
        Wybacz, ale to, co proponujesz dziecku jest dla niego po prostu nudne. Nie ma w
        tym radosci, to jakis totalny przymus, wynikający najprawdopodobniej z twojego
        strachu i kompleksów. Jak ty byłaś wychowywana, w jakiej atmosferze? odpowiedz
        sobie sama.
        Ośmiolatka woli póść do MD, bo dzieci w jej wieku tam chodzą. Bo zjeżdżalnie są
        fajne. Bo gadżety są fajne. Bo można spotkać tam inne dzieci. Btw. u mnie
        świetnym pomysłem było obejrzenie z dzieckiem filmu "supersize me". I chodzenie
        do MD natychmiast się skończyło. Teraz syn opowiada kolegom, co jest w
        tym "jedzeniu" i ile ono jest warte. Można powiedzieć, że został ekspertem.
        Mam wrażenie, że ty swoje dziecko juz osądziłaś ("sprzeda się") i tylko
        czekasz, aż twoje prorocze słowa sie spełnia. A jeżeli nie? Jeśli z dziewczynki
        w różowej bluzce z cekinami wyrośnie szczęśliwa kobieta ze świetnym gustem?
        Trochę głupio,prawda?
        Współczuje temu dziecku, któremu odmawiasz prawa do bycia dzieckiem i prawa do
        myślenia po swojemu. Współczuje tobie, bo jezeli nic się nie zmieni... bunt
        nastolatki jeszcze przed toba.
        kuku
        • ardzuna Re: Materializm i mala kobietka 28.01.05, 02:29
          kuku-007 napisała:

          > Widzę tu duży problem, ale to ty go masz, droga dafne. Brak szacunku i
          pogarda
          > dla cudzych wyborów to poważna ułomność charakteru, tym smutniejsza, jeżeli
          > odnosi się do własnego dziecka.

          Za to w odniesieniu do innych osób z forum jest jak najbardziej w porządku,
          droga kuku? Bo właśnie taką postawę prezentujesz. Przyganiał kocioł garnkowi,
          moja droga.

          > rację. Tylko kilka spostrzezeń: jak to jest, ze twoje dziecko ma tylko jedną
          > koleżankę? A moze warto włożyć trochę wysiłku i zaprosić kilka dziewczynek z
          > klasy żeby mogły się bliżej poznać?

          Wiesz, moze tego nie pamiętasz ze swojego dzieciństwa, ale ja pamiętam okres w
          którym fascynowałam się przyjaciółką, która była moim guru. Tysiąc innych
          dziewczynek nie liczyło sie wcale, choćby stanely na glowie.

          > świetnym pływakiem. I ok. Dziecko wie, że każdy ma w sobie coś cennego,
          choćby
          > była to tylko umiejętność wymieniania się pokemonami

          Jakie fajne zaklęcie, ale niestety nieprawdziwe. To dorośli mają takie hasełka.
          Dzieci z jednymi dziećmi się bawią, inne potrafią bojkotować i być przy tym
          dość okrutne.
          • cixi Re: Materializm i mala kobietka 28.01.05, 11:10
            Nie będę cię tutaj pouczać, bo myślę, że nie tędy droga. Dam ci przykład z
            mojego życia: moja mama też dużo pracowała, wracała bardzo późno do domu, a jak
            już wróciła to nic jej się nie chciało i rzadko robiliśmy razem z rodziną coś
            fajnego. Poza tym zanim się wyszykowała to na spacer w niedzielę wychodziliśmy
            po 15:00. Ale dużo ojcu opowiadała o swojej pracy a ja chcąc nie chcąc
            słyszałam i jakoś w mojej głowie się ułożyło, że mama ma pasjonującą pracę, że
            jest kimś ważnym (potem mnie i moich znajomych zatrudniała w swojej firmie,
            żebyśmy mogli dorobić). Ponieważ ona żyła pracą to i my nią żyliśmy. I ja sobie
            teraz nie wyobrażam, żeby mieć nieciekawą pracę. Pieniądze są ważne, żeby
            dawały poczucie bezpieczeństwa, ale praca daje mi prawdziwe poczucie spełnienia.
            Za młodu nie znosiłam matki (byłam bardzo krytyczna wobec niej), ale ją we
            wszystkim naśladowałam i do tej pory tak robię. Nie zawsze świadomie. Moja
            jedyna rada jest abyś wciągnęła dziecko w to co cię bardzo pasjonuje, nawet
            jeśli nie będzie rozumiała o czym mówisz, wyczuje pasję w twoim tonie, zobaczy
            jak zmieniasz się w takiego człowieka, którego chce się podziwiać. Zaproś
            znajomych z pracy - niech dziecko widzi, że jesteś otoczona ludźmi, którzy cię
            szanują. Albo wyjedź z nią i swoimi znajomymi (którzy cię naprawdę cenią) na
            kilka dni i róbcie to co lubicie najbardziej. Nic nie dadzą umoralniające
            pogaduszki, twoje dziecko musi poznać jaka jesteś w swoim otoczeniu, żeby
            zrozumieć że twój styl życia jest satysfakcjonujący i przynajmniej równie
            atrakcyjny jak życie mamy jej koleżanki.
            Pozdrawiam
            Cixi
            • grzalka Re: Materializm i mala kobietka 28.01.05, 16:50
              Wiem, ze mowie o tym
              > troche za wczesnie, ale widze, jak rosnie w niej determinacja do bycia
              > bogata. W dodatku doskonale widzi, jaka jest najprostsza i najskuteczniejsza
              > droga ku temu. Widze juz, jak kiedys sie sprzeda.

              Dafne zielona smile Twoja córeczka ma 8 lat, ona naprawdę przejdzie jeszcze wiele
              etapów. Ja w szkole podstawowej miałam przyjaciółkę, która miała wszystko w
              sensie materialnym- (ojciec w Niemczech)- no, pławiła sie w luksusie po prostu.
              I ja tez miałam fioła na punkcie rzeczy i posiadania (pamiętam, jak wyobrażałam
              sobie co mam). Naprawdę nic mi z tego nie zostało smile).
              Miałam tez faze na kościół, wiare i zostanie zakonnica- tata był przerażony, im
              bardziej próbował mnie "wyprostować" tym bardziej ja się utwierdzałam w
              przekonaniu, że mnie nie rozumie i że jest okropny. W końcu dał sobie spokój
              (niedawno mi powiedział, że w końcu dotarło do niego, że jeśli 11-latka głosi
              takie poglądy, to niekoniecznie musi znaczyć, że tak juz będzie zawsze) i było
              ok. Przeszło mi oczywiscie.
              Dafne, ona ma 8 lat- będzie chodzic do innej szkoły, będzie miała inne
              koleżanki, będzie miała inne "poglądy". Naprawdę, za bardzo się tym martwisz.
              pozdrawiam ciepłosmile
          • kuku-007 Re: Materializm i mala kobietka 29.01.05, 20:47
            Za to w odniesieniu do innych osób z forum jest jak najbardziej w porządku,
            > droga kuku? Bo właśnie taką postawę prezentujesz. Przyganiał kocioł garnkowi,
            > moja droga.

            Nie za bardzo rozumiem. MOzna jaśniej?

            Wiesz, moze tego nie pamiętasz ze swojego dzieciństwa, ale ja pamiętam okres w
            > którym fascynowałam się przyjaciółką, która była moim guru. Tysiąc innych
            > dziewczynek nie liczyło sie wcale, choćby stanely na glowie

            Pamiętam to doskonale, nie było to w końcu aż tak dawno temu smile Rozumiem
            fascynację. Jednak z wypowiedzi dafne wynikało, że jej corka spotyka się tylko
            z jedną koleżanką, nie wiem, czy z wyboru, czy z musu - bo jest tylko jedna.
            Uważam, że zawsze lepiej mieć wybór.

            Jakie fajne zaklęcie, ale niestety nieprawdziwe. To dorośli mają takie hasełka.
            >
            W moim życiu się sprawdzają i dlatego polecam. Jeżeli w Twoim nie - trudno.
            Podobne przyciąga podobne, wiesz?
            kuku
            • ardzuna Re: Materializm i mala kobietka 29.01.05, 22:18
              kuku-007 napisała:

              > Za to w odniesieniu do innych osób z forum jest jak najbardziej w porządku,
              > > droga kuku? Bo właśnie taką postawę prezentujesz. Przyganiał kocioł garnk
              > owi,
              > > moja droga.
              >
              > Nie za bardzo rozumiem. MOzna jaśniej?

              Proszę bardzo. Brak szacunku i pogarda dla wyborów dafne aż bije z twojego
              postu.

              > Pamiętam to doskonale, nie było to w końcu aż tak dawno temu smile Rozumiem
              > fascynację. Jednak z wypowiedzi dafne wynikało, że jej corka spotyka się
              tylko
              > z jedną koleżanką, nie wiem, czy z wyboru, czy z musu - bo jest tylko jedna.
              > Uważam, że zawsze lepiej mieć wybór.

              Moim zdaniem wynika z niego to, ze jest zafascynowana jedną koleżanką.

              > Jakie fajne zaklęcie, ale niestety nieprawdziwe. To dorośli mają takie
              hasełka.
              > >
              > W moim życiu się sprawdzają i dlatego polecam. Jeżeli w Twoim nie - trudno.
              > Podobne przyciąga podobne, wiesz?

              Bardzo jesteś mądra, ale niestety mam profesjonalne przygotowanie pedagogiczne,
              które dosyc dobrze obejmuje również procesy grupowe i muszę Cię poinformować,
              że nie ma podstaw do tak idealistycznego podejścia do dzieci, które - tak jak
              dorośli - potrafią byc bardzo różne.
              • dafnezielona Dwa tygodnie kwarantanny.. 31.01.05, 09:19
                .. i poskutkowalo: kolezanka przychodzi do nas!
                Moja corka "zaklepala" ze mna wspolne robienie domowych frytek z jej ulubionym
                sosem smietanowo-pietruszkowym ( przygotowuje sama smile

                A w kwestii zakupow w centrach wpadlam na genialny pomysl, jak "zdalnie" miec
                wplyw na przebieg takiego wyjscia i zostalam sponsorem - w zeszlym tygodniu
                umowilam corke z nasza opiekunka do najmlodszego synka - nie bylo ich PIEC
                GODZIN.. podobno nie daly rade wejsc do wszystkich sklepow w centrum .. Obie
                wrocily przeszczesliwe, z "lupem", z ktorego dla mnie wiekszosc stanowia
                smieci, ale - ugryzlam sie w jezyk. Za to po przymierzeniu blizej
                nieokreslownej liczby bluzeczek corka przerzucila sie z rozu na pomaranczowy -
                co mnie ogromnie cieszy..

                Dziekuje za Wasze, bardzo rozne, ale przydatne rady - wiele z nich rzeczywiscie
                dalo mi do myslenia. A pare "rodzynkow" przeczytalam z rozbawieniem - nie
                wiedzialam, ze moj problem wywola takie emocje.
                • ka1311 Re: Dwa tygodnie kwarantanny.. 31.01.05, 11:01
                  No i super. Wilk syty, a owca cała smile))) Tylko swoją drogą ciekawe kto jest
                  wilkiem, a kto owcą wink A tak na poważnie to naprawdę z radością przeczytałam to
                  co napisałaś.
    • peachess w sumie wyhodowałaś sobie klona, dafne 29.01.05, 11:31
      tak samo jak ty pogardzasz nowobogackimi w galeriach handlowych tak samo twoja
      córcia pogardza frajerami którzy chodzą do biblioteki zamiast kupić sobie buty
      za 8 baniek.
      tego napewno ją nauczyłaś: gardzenia ludźmi.

      robi dokładnie to samo co ty - tylko w drugą stronę, bo buntuje się przeciwko
      twojej tresurze - serio tego nie widzisz?!
      wasze stosunki są chore, bo ty nie jesteś dla niej matką tylko jakimś pieprzonym
      wychowawcą. wiem, o czym mówię.
      rób tak dalej, a za 8-10 lat twoja córunia będzie pustą lalą bez uczuć albo
      aspołeczną jednostką ćpającą żeby zrobić sobie dobrze.
      • ardzuna Re: w sumie wyhodowałaś sobie klona, dafne 29.01.05, 17:30
        peachess napisała:

        > tak samo jak ty pogardzasz nowobogackimi w galeriach handlowych tak samo twoja
        > córcia pogardza frajerami którzy chodzą do biblioteki zamiast kupić sobie buty
        > za 8 baniek.
        > tego napewno ją nauczyłaś: gardzenia ludźmi.

        Rany, opamiętajcie sie ludzie! To dziecko ma dopiero 8 lat, nie 18, i
        przechodzi fascynację czymś, czego nie ma w domu, a inne rzeczy ją nudzą.
        Przestańcie wmawiać dafne, że jest nienormalna, to wy macie ze sobą problem.
        Zrezta sądzę, że dafne już dawno tego nie czyta, bo przyszła po życzliwą
        poradę, a trafiła na bandę frustratów, którzy są "mundrzy", wystawiają diagnozę
        psychologiczną po przeczytaniu zaledwie kilku postów, ale za to z olbrzymią
        pewnościa siebie, i odregowują swoje kompleksy.
    • archi_joa Re: Materializm i mala kobietka 05.02.05, 01:51
      rozumiem, że bardzo przejmujesz sie córką, ale 8 lat to wg mnie jeszcze naprawde
      małe dziecko ... z tego, co pamietam, w tym wieku wogóle nie interesowały mnie
      ciuchy czy inne nastoletnie rozrywki...łaziłam po drzewach, zbierałam tysiące
      jakiś bibelotów, bawiłam się klockami lego i tez bardzo imponowała mi bogata
      kolezanka-a własciwie przyjaciółka-sąsiadka, jedna klasa, jedna ławka...
      ale minęlo pare lat i tak mniej-wiecej w wieku 12-13 lat(ale to bywa różnie)
      zaczełam kształtowac swoja osobowosc, zwracac uwage na wartosci wyzsze- nauke,
      książki, przyjazn. powolutku zaczełam rozumiec dorosłych i ich oczekiwania...
      ale wtedy cos straciłam-ta dziecieca naiwnosc, wiare w to, że swiat jest taki
      prosty, taki dobry
      8 lat to jeszcze malenstwo...pozwól je byc dzieckiem...i odnajdz radość w
      spełnianiu jej marzeń, chodzeniu po CH, i w innych takich głupotach...
      teraz potrzebuje przede wszystkim akceptacji rówieśników, na indywidualizm
      trzeba jeszcze poczekać...tak ze 4-5 lat
      aha..i moim zdaniem to bzdura, że jesli teraz fascynuje sie bogactwem kolezanki,
      to kiedys bedzie tylko to cenic...spóbuj wysłac a na jakies kolonie-moze pozna
      inne dzieci i inne wartosci- w tym wieku naprawde wazne jest tylko to co mówia
      inni (kolezanki) ...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka