luiza20
15.09.05, 14:45
Pisałam już na tym forum kilka razy, że mam w domu niezły „egzemplarz”.
Zaczynam zastanawiać się, czy na pewno właściwe się nim zajmowałam. Przez
ostatnie 2 lata synkiem opiekowała się babcia. Poświęcała mu całe 9 godzin,
czytała, objaśniała obrazki, budowała wieże z klocków itp. (przy okazji
trochę go rozpuściła - to jej jedyny wnuk). Synek jest b. żywy, trudno zając
go czymś na dłużej, ma tyle energii, że mało domu nie rozniesie. Kiedy pogoda
na to pozwala mały spędza większość dnia na dworze. Tam może do woli biegać,
podlewać kwiaty (uwielbia babrać się w wodzie), jeździ na rowerze jak szatan.
Zwykle dziadkowie zabierali go na 2 godziny do lasu, spacerowali, zbierali
grzyby itp. Kiedy wracałam z pracy przejmowałam pałeczkę – bawiłam się z
synem, starłam się wypełnić mu czas. Wreszcie od września mój łobuziak
poszedł do przedszkola i tu – konsternacja. Dzieci mówią wierszyki, śpiewają
piosenki, niektóre znają literki, a mój jak wychowany w dżungli. Po pierwsze
mówi słabo i fatalnie (przekręca wyrazy, nie wymawia wielu głosek, buduje
zdania wbrew wszelkim regułom), o znajomości literek nie ma mowy, bo ledwo
nauczył się kolorów. Poza tym wydaje mi się raczej bystry, ma doskonałą
pamięć, jest samodzielny i zaradny. Uwielbia majsterkowanie, prace w
ogrodzie, ale mam wrażenie, że to za mało. Oboje z mężem jesteśmy
wykształceni, cenimy wiedzę i intelekt, ale nie starałam się na silę wpajać
mu jakichś wiadomości. Poświęcamy mu dużo czasu, mówimy do niego, czytamy
odpowiednie do wieku książeczki. Chciałam , żeby miał beztroskie dzieciństwo
i chyba popełniłam błąd. Zamiast jeździec na rowerze po lesie powinnam była
bardziej zatroszczyć się o jego rozwój intelektualny. W tych czasach wyścig
szczurów zaczyna się już od przedszkola. Mamy licytują się, czyje dziecko
chodzi na angielski, które wcześniej zapisywało swoje imię, itp. A mnie
przykro tego słuchać. Być może mój syn nigdy nie będzie intelektualistą. Na
razie woli biegać niż czytać i ma gdzieś mamine rozterki. Nie mam jakichś
wybujałych ambicji, ale jak każda matka chciałabym, by moje dziecko zdobyło
wykształcenie, interesujący zawód, czuło się spełnione i szczęśliwe. Nie
wiem, czy większą krzywdą będzie dla niego gdy już teraz zacznę go „
trenować” w pisaniu własnego imienia, czy to że pozwolę mu rozwijać się w
jego własnym tempie i będzie w tyle za rówieśnikami. Dzieci potrafią być
okrutne, szybko zorientują się, że syn słabo mówi, więc nie nauczy się
wierszyka, że nie ma pojęcia, jak wygląda „A” i zaczną mu dokuczać. Sama nie
wiem, co tym wszystkim sądzić. Co jest lepsze dla dziecka i czy rzeczywiście
go zaniedbałam?