Dodaj do ulubionych

Dość osobliwy problem...

19.01.06, 12:45
Jestem mamą wspaniałych bliźniaków- Kamyka i Patrysia, ale mam z nimi mały
problem, który jest tak niewiarygodny, że aż samej trudno mi w to uwierzyć.
Otóż, oprócz nich mam też starszą córkę- Michalinę (14 lat). Ona i bliźniaki
uwielbiają się ponad wszelkie normy. Na przykład taka sytuacja: bliźniaki
rzucają się kaszką (teraz mają cztery lata, wtedy dwa). Wchodzę, patrzę na
bałagan, oddycham głeboko starając się nie wkurzyć i mówię tekstem z
poradnika do wychowywania dzieci: "Ale bałagan... musimy wam zmienić
koszulki". Dzieciątka w ryk. Wyrywają się, krzyczą, że nie chcą, ogólnie
zapanował chaos. Wchodzi Michalina. Patrzy na bałagan i na braciszków, po
czym mówi spokojnie: "Bliźniaki, może pójdziemy teraz zmienić koszulki?". Te
się natychmiast uspokajają i mówią "Zgoda". Ciekawe, nie? Nie mogłam uwierzyć
własnym oczom. A takich przykładów jest wiele więcej.
Gdy bliźniaki były małe, zasypiały tylko wtedy, gdy w pobliżu była Michalina,
a jeszcze lepiej- gdy im coś śpiewała. Bajki? Tylko Michalina! Jak ja im
próbowałam coś opowiedzieć lub przeczytać- ryk. Gdy brała się do tego
Michalina- cisza, słuchanie w skupieniu, czasami wybuchy śmiechu.
Przyglądałam się temu i zazdrość mnie zżerała (nie mam zbyt bujnej wyobraźni,
w przeciwieństwie do córki- ona umie opowiedzieć długą bajeczkę wymyśloną w
kilka chwil, albo wyklepać "Czerwonego Kapturka" w swojej własnej wersji).
Michalinka na sfrustrowaną opieką nad braćmi nie wygląda- umie tak rozłożyć
sobie czas, by starczyło jej na wszystko: szkoła, przyjaciele, czas wolny...
ale bliźniaki są zawsze na pierwszym miejscu. Rozwiązuje spory w sposób który
zadowala obie strony konfliktu ("Kamil, ty pobaw się teraz tą ciężarówką, a
ty Patryk chodź, zagramy w łapki"), opowiada bajki, śpiewa piosenki, ogląda
kreskówki... Bliźiaki dobrze się czują w towarzystwie siostrzyczki, a ona
dobrze się czuje w ich towarzystwie. Zazdrość mnie zżera... nie wiecie, co
zrobić, żeby bliźniaki zbliżyły się też do mnie (i przy okazji nie wiecie,
jak Michalina to robi, że tak ją kochają)? Pomóżcie, proszę!
PS. Raz próbowałam ich wziąć na spacer bez siostry- powiedziałam: "Chodźcie,
pójdziemy na lody i plac zabaw" (to było w lecie), a oni na to: "A będzie
Michasia?". Wiem, powinnam się cieszyć, że tak się kochają i nie ma
bezustannej wojny podjazdowej... ale jak mówiłam, strasznie zazdroszczę
Michalinie!
Obserwuj wątek
    • scania81 Re: Dość osobliwy problem... 19.01.06, 12:55
      aniołku!
      wyluzuj!
      kiedyś Michasia zacznie umawiac sie na randki, odstawi maluchy i sytuacja sie
      ustabilizuje. a jak do tej pory to ja bym tobie zazdrosciła nie jejsmile wspaniale
      wychowałas córkę, bedzie świetna mamą. nie próbuj bliźniakom odebrac siostry,
      spróbuj córkę czymś zainteresować, moze jakies zajęcia pozaszkolne? a maluchy
      weź do mcdonalda, albo innego niewychowawczego miejsca, gdzie będą mogły ciebie
      tez poznac jako kumpla, a nie tylko mamę, puść wodzy fantazji. Powodzenia,
      trzymam kciuki, czekam na dalsze opisy waszych perypetiismile
    • mamablizniakow2 Re: Dość osobliwy problem... 19.01.06, 14:23
      Nie spodziewałam się tak szybkiej odpowiedzi smile!
      Niesety, próbowałam już zabrać chłopaków do McDonalda. Zamówiłam dwa zestawy
      dla nich, dla siebie cheeseburgera... ale skończyło się na tym, że te dwa
      zestawy ja musiałam zjeść, bo bliźniaki nie zjadły nic a nic, wypiły tylko
      połowę coli... i bezustannie się dopytywali, czemu nie ma z nimi Michaliny.
      Wkurzyłam się i powiedziałam, żeby następnym razem poszli z Michaliną, skoro
      tak ją lubią... i poszli w następnym tygodniu. Michalina należy do oszczędnych,
      więc miała pieniądze, nie musiała mnie prosić. Dzieci zjadły całe zestawy do
      okruszynki, ogólnie bawili się setnie! A ze mną to nie chcieli...
      Michasia już raz chodziła z chłopakiem, przez trzy miesiące (nie pochwalam
      chodzenia w tym wieku- miała trzynaście lat- ale cóż, chłopak był przyzwoity,
      miły, więc co nam szkodzi spróbować. A poza tym wiem z doświadczeń własnych, że
      gdybym spróbowała zabronić, zaczęłaby się spotykać po kryjomu- ja tak
      robiłam!), ale potem się rozstali. A przez ten cały czas ani na jotę nie
      odstawiła braci. Załamanie.
      Ale dzięki za dobre rady!
      PS. Przypomniałam sobie, że dzisiaj w nocy bliźniaki się obudziły i zaczęły
      krzyczeć, że w szafie siedzi im jakiś potwór. Ja nie należę niestety do takich,
      co podrywają się z łóżka w środku nocy natychmniast jak usłyszą wrzaski, a
      Michasia ma pokój obok braci... więc jak ja dopiero wstawałam, usłyszałam
      wybuchy śmiechu moich dzieci. Nawet nie musiałam patrzeć, co je tak rozbawiło,
      bo dobrze wiedziałam. Michalina ma własny spokój na wyganianie potworów z
      szafy. Gdy kładzie się spać, ma pod ręką starą "magiczną" trzepaczkę do dywanów
      (jeszcze po MOJEJ prababci) właśnie na takie okazje. Bliźniaki się budzą,
      wrzeszczą ze strachu, Michasia natychmiast się zrywa i leci z trzepaczką.
      Wchodzi powoli do pokoju i pyta braciszków, gdzie te straszydła. Te mówią, że
      np. w szafie albo pod łóżkiem, Michalina tam zagląda, mówi im, żeby mówili, gdy
      duch ucieknie z szafy lub spod łóżka, i wali trzepaczką w ścianę od szafki albo
      podłogę pod łóżkiem. Minuta- bliźniaki mówią, że strach ucieka, Michasia się
      podrywa i macha trzepaczką, jedną ręką otwierając okno. Wali trzepaczką
      powietrze i duch zwiewa na zewnątrz. Okna zamknięte, dzieci się śmieją, po czym
      natychmiast zasypiają znowu. Ten obrzęd odbywa się tak błyskawicznie, że ja
      nawet nie zdążę dojść do przytomności.
      Chyba jestem złą matką...
      Dzięki za odpowiedzi!
      • atra1 Re: Dość osobliwy problem... 20.01.06, 13:00
        Nie mam dzieci, więć pewnie i nie mam racji, ale MIchasia mi się wydaje postacią literacką a nie dziewczynkąsmile Z "Wiedźmikołaja", tam też był manewr wypędzania strachów trzepaczką.
        A poważnie- i rozumiem Tweoje smutki, ale też chyba z wrodzonego lenistwa mówię - korzystaj, bo masz zapewne więcej nieco czasu dlasiebie.
        • scania81 Re: Dość osobliwy problem... 21.01.06, 09:47
          atra1 napisała:

          > Nie mam dzieci, więć pewnie i nie mam racji, ale MIchasia mi się wydaje postaci
          > ą literacką a nie dziewczynkąsmile Z "Wiedźmikołaja", tam też był manewr wypędzani
          > a strachów trzepaczką.
          > A poważnie- i rozumiem Tweoje smutki, ale też chyba z wrodzonego lenistwa mówię
          > - korzystaj, bo masz zapewne więcej nieco czasu dlasiebie.
          >


          właśnie chciałam to napisać!

          też kocham czytać Pratchetta i polecam go mamie kochającej sie trójkismile

          oby tylko mała nie miała takiego dziadka, jak w książcebig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
    • m.online Re: Dość osobliwy problem... 19.01.06, 14:41
      hehhehehehehe Ty się ciesz!
      wyobraź sobie taką sytuację, że bliźniaki Miśki nie lubią, Miśka ich też nie, z
      Toba toczą wojnę na kaszki, do tego córa zamiast pomóc - obraża się i leci do
      koleżanek. Ty się wściekasz, dzieci ryczą, wszyscy nieszczęśliwi.
      Rodzeństwo ma (przy układach normalnych, przyjaznych) specyficzną więź. Wiadomo,
      że "wolą" siebie, niż starych. Dziwne by było, gdyby było inaczej. Na randki
      razem na pewno nie będą chodzić, ale mozesz być spokojna, że w życiu bedą się
      trzymać razem i będzie im przez to łatwiej.
      A Ty i tak jesteś niezastąpiona - to cecha matki.
      • mamaanieli Re: Dość osobliwy problem... 19.01.06, 20:42
        Błagam, wypożycz mi Michasięsmile
    • mika_p Nie ty jedna ;-) 19.01.06, 20:46
      U mnie co prawda młodsza jeszcze za młoda na takie posłuszeństwo, ale poczytaj
      Cruellę:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=34141959&v=2&s=0
      • psylwia Re: Nie ty jedna ;-) 19.01.06, 23:54
        niby to wygląda wszystko super, ale jest w tym coś niepokojącego, chłopcy
        traktują siostrę jak matkę ?????
        kiedyś na studiach pani psycholog dała nam przykład podobnej rodziny- matka tak
        bardzo bała się że siostra będzie zazdrosna o brata ,że wciągnęła ją we
        wszystkie czynności które przy nim wykonywała, ale przegięła , bo po pewnym
        czasie zupełnie straciła nad wszystkim kontrolę a przejęła ją córka
        polecałabym wizytę u psychologa, bo moim zdaniem te relacje są zaburzone
        • kahana1 Re: Nie ty jedna ;-) 20.01.06, 15:28
          Zgadzam się z tym, co napisała psylwia.
          Czujesz niepokój i nie powinnaś tego ignorować.
          Nie zaszkodzi poradzić się specjalisty- nic nie tracisz, a możesz wiele zyskać.
    • metrluba Re: Dość osobliwy problem... 19.01.06, 23:59
      mamablizniakow2 napisała:

      Wiem, powinnam się cieszyć, że tak się kochają i nie ma
      > bezustannej wojny podjazdowej... ale jak mówiłam, strasznie zazdroszczę
      > Michalinie!

      A ja sobie nie zazdroszczę, tyle mam jeszcze roboty dzisiaj, buuu! sad((

      Michalina
    • izabela.tauzowska Re: Dość osobliwy problem... 20.01.06, 12:30
      Też jestem mamą czteroletnich bliżniaczek i chciałam Ci coś napisać. Doskonale
      rozumiem co czujesz, bo podobna sytuacja zaistniałam w moim domu, kiedy dzieci
      były bardzo małe. Miałam do pomocy Panią, która starała się zastępowac mnie
      jako mamę, nawet wtedy gdy byłam z dziećmi. Ja byłam właściwe ciągle z nimi bo
      nie pracowałam, a Pani miała mi pomagać w tzw. prowadzeniu domu.Gdy dziecko
      zapłakało i wolało mamę to wtedy biegła ta pani, choć ja byłam dwa metry
      dalej.Oczywiście dzieci ją uwielbiały bo rozpieszczała je strasznie, nosiła na
      rękach, dawała słodycze, czego ja nie pochwalałam. Tak jak Ty byłam zazdrosna o
      uczucia dzieci. Intuicyjnie czułam, że sytuacja nie jest prawidłowa i
      rozstałyśmy się. Parę miesięcy póżniej przeczytałam w jakieś mądrej książce, że
      tak mały dzieci powinny być uczuciowo związane z jedną osobą tzn. dziecko
      utożsamia się z mamą, która sie nim opiekuje i oczywiście z ojcem też. Nie
      korzystna była taka sutuacja, jaka miała miejsce u nas, gdy dzieci miały
      dwie "mamy". Po prostu Pani wchodziłam zupełnie nieproszona w moją rolę i to
      nie było dla nikogo dobre.Napisałam to wszystko aby powiedzieć Ci, jak
      doskonale rozumiem Twoje uczucia i to, że jest Ci bardzo przykro. Niemniej
      jednak sytacja jest ot tyle inna, że bliżniaki kochają mocno swoją siostrę i
      właściwie niczego w tej sprawie nie należy robić.Przyjmij to jak dar od losu i
      popatrz na dobre strony takiego układu.Są rodziny, w których dzieci się
      nienawidzą i potem latami nie utrzymują ze sobą kotaktu.TY masz troje
      kochających się dzieci. To prawdziwy skarb. Pomyśl o moich słowach gdy będzie
      Ci przykro. Pozdrawiam serdecznie.Iza
      • roza06 Re: Dość osobliwy problem... 20.01.06, 13:06
        Ja co prawda nie mam blizniaków, ale mam dwie córki 3 i prawie 8 letnią. Obie
        co prawda czasami strasznie sie kłócą ale ogolnie widzę że bardzo sie kochają.
        Młodsza czasami woli pójść przytulić się do starszej, mówi że ją kocha, lubią
        sie razem bawić, razem czytaja bajki, dziela sie zabawkami. ja cieszę sie z
        tego bo uważam że więzi miedzy rodzeństwem są bardzo ważne. Zresztą często
        przecież jest tak że matki chodzą do pracy, sprzątają, gotuja itp. i moga nie
        mieć zbyt wiele czasu na zajęcie się dzieckiem, a (tak jak sama piszesz)
        starsze rodzeństwo mimo że chodzi do szkoły to jednak tego czasu mają troche
        więcej.
        Moje stosunki z rodzeństwem nie są zbyt bliskie i zawsze z tego powodu było mi
        przykro.
        Poza tym to chyba normalne że młodsze dzieci są niemalże zakochane w starszych.
        Ja nie martwołabym się tym o czym piszesz a ten post o pójściu do psychologa
        wydaje mi sie bezsensu. Przeciez nie będziesz teraz na siłę odciagać dzieci od
        siebie bo możesz tym zrobić im krzywdę.Pozdrowienia
        • renka14 świetna dziewczyna 20.01.06, 14:27
          ludzie, nie mieszajcie tych psychologów we wszystko, gratuluję Ci Michasi
          serdecznie, wspaniale ją wychowałaś, powiedz sobie, że dzięki Tobie i siostrze
          chłopcy wyrosną na porządnych ludzi, a gdyby byli w konflikcie z nią stałoby
          się może inaczej, patrzysz na miłość i ciesz się z tego, a zazdrości nie okazuj
          bo jeszcze zobaczą
          • grzalka nie wierzę 21.01.06, 11:56
            no nie wierzę i już, że to prawda, a jeśli to prawda, to że matka może być
            zazdrosna o swoją córkę
            • psylwia Re: nie wierzę 21.01.06, 21:54
              no, cóż wszyscy widzą tą całą sytuację tak różowo
              ale problem jest i najlepiej czuje to i wie o tym autorka postu
              oczywiście można z tym nic nie robić , można uznać , że to normalne , że dzieci
              nie chcą nic zrobić z mamą , a wszystko z siostrą
              jeśli autorka nie jest zadowolona i usatysfakcjonowana takim życiem to powinna
              coś zmienić i już!
              • roza06 Re: nie wierzę 22.01.06, 00:17
                Tak to może powinna oddać corkę do domu dziecka? Wtedy będzie miała spokój.
    • ennkaa Re: Dość osobliwy problem... 22.01.06, 21:41
      Ale się super to czyta! No aż się wzruszyłam! Mateusz też jest super
      braciszkiem, ale z racji jego wieku ( 3 latka) zupełnie inaczej "zajmuje " się
      siostryczką. Gratuluję wspaniałej córki i dzieciom wspaniałej mamy, która ją
      super wychowała! Ja w wieku 14 lat bym uciekła na widok przedszkolaka gdzie
      pieprz rośnie!
      A Twoja zazdrość? Nie mija gdzy tak patrzysz jak im czyta książeczkę a one są
      wpatrzone w starszą SIOSTRĘ?
    • w_ania Re: Dość osobliwy problem... 26.01.06, 11:24
      A może zabierz blixniaki gdzieś na spacer sama jak zaczna pytac o siostrę to
      powiedz że bedzie na nie czekała np w parku. Umów się z córką w parku wcześniej
      żeby nie byli zawiedzeni. I tak stopniowo przyzwyczajaj ich że gdzieś z nimi
      sama jedziesz cos sama z nimi robisz albo zakupy albo lody a potem na was czeka
      Michasia.
      Myślę że powoli się przyzwyczaja że wszysy sie potraficie bawić. Musisz im
      pokazać że też potrafisz kulac się po podłodze mazgać w błocie (no może
      przesadziłam ale pokazać że potrafisz byc fajną mamą)pozwól im na troche wiecej
      czasami to nic że bedziesz sprzatac. Ale wszystko ma swoje granice nie pozwól
      wejść na głowę. Mam 2 córki młodsza ma 1 rok a starsza 3 lata. Młosdsza
      wpatrzona w starsza jak w obrazek ale obie są zazdrosne o mamę.Jeśli jedna
      siedzi mi na kolanach druga też musi Jest to czasem zabawne ale i męczące.
      Starsza czasem odpycha młodszą i kończy się płaczem ale ogólnie nie jest źle.
      Zawsze staram się wymyslic zabawe gdzie wszyscy się bawimy np. w stary niedźwieź
      raz starsza jest niedźwiedziem a raz mama a młosza z mamą goni albo ucieka przed
      niedźwiedziem. Chwytam ją za rączki i uciekamy - śmiechu co nie miara i to obie!!.
      Próbuj ale nie denerwuj się kiedy nie chcą bo tylko pogłębiasz przepaść między
      sobą a córką - podświadomie. Pamiętaj że ona wchodzi w okres dojrzewania i buntu
      może być za chwilę różnie.
      Ania
    • aniko16 Re: Dość osobliwy problem... 26.01.06, 13:53
      Twój opis czyta się jak żywcem wyciągnięty ze Wspaniałego Świata Disney'a, a
      ten świat jak wiemy istnieje tylko w wyobraźni ... Chyba tylko chcesz widzieć
      tą sytuacje tak idealnie jak ją opisałaś. Absolutnie nie wierzę aby 14-latka
      wcieliła się w rolę (dojrzałej i mądrej!) matki bez uszczerbku jak piszesz dla
      jej własnego życia towarzyskiego, szkolnego, relacji z Wami itp. Nie podzielam
      tez poglądu gdzieś wyżej wyrażonego, że to jej aktywne zajmowanie się dziećmi w
      wieku 14 lat spowoduje, że będzie świetną matką. Raczej bym się
      obawiała "wypalenia".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka