2-latek - pomocy

25.01.06, 13:08
Na pewno prawie wszystkie mamy 2-latkow maja ten problem, ale moze ktores
mialy jakis sposob na to, poza "przeczekaniem" smile
Moj 2-latek nie reaguje na zadne prosby ani polecenia, ma w nosie tlumaczenie,
ze musze go ubrac do przedszkola, za na dwor trzeba wziac czapke, ze trzeba
zjesc obiadek, ze trzeba umyc zabki. Nie reaguje, albo ucieka, albo wrzeszczy,
kopie, bile po twarzy... Nie moge mu zmienic pieluchy bez walki. Mam juz dosc.
Nie chce na niego krzyczec, nie chce stosowac przemocy (ale inaczej chodzilby
z brudna pielucha godzinami i wszedzie smierdzi kupa sad. Nie chce, zeby mu
sie skojarzylo, ze silniejszy ma wladze tylko dlatego, ze jest wiekszy. Chce,
zeby zrozumial. Zeby zaczal sluchac i stosowac sie do regul. Nie mam chyba
zbyt duzych wymagan... Czy ktoras z was poradzila sobie z tym? Jak? Pomozcie,
bo nie mam juz sil...

---
"Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
    • mama_kotula Re: 2-latek - pomocy 25.01.06, 13:37
      Co do ubierania - ja proponowałam, aby paskud sam się ubrał (i dyskretnie mu
      pomagałam, co by szybciej było), a jak nie chciał, zaczęłam mu po prostu
      ubierać kombinezon na piżamę, był ciężko zszokowany i stanowczo zaprotestował.
      Podobnie przy jedzeniu - wręczałam łyżkę i mówiłam, aby zjadł sam, jak
      absolutnie nie chciał - zabierałam talerz i dawałam, jak poprosił (co z reguły
      następowało po kilkunastu minutach).
      Co do czapki - nie było dyskusji, mówiłam, że bez czapki nie ma wyjścia (przez
      kilka dni kisiliśmy się w domu), w końcu się przekonał.
      • oleniek Re: 2-latek - pomocy 26.01.06, 20:42
        Witaj
        nie miałam może aż tak drastycznych scen, ale i mnie się zdarzają perełki.
        Na wrzask i stwierdzenie np "tego nie ubiorę - a jest nagi" mówię, że w takim
        razie zostawiam go sam na sam z rajtuzami, a jak zmieni zdanie to ma przyjść No
        i wychodzę. - albo próbóje sam się ubrać, albo przychodzi, a ja nie komentuję

        Histerię wszelkiego gatunku staram się nie zauważać - wychodzę. Jak nie ma
        widowni to mu przechodzi.
        Fochy w stylu" nie będę pił z tego kubeczka tylko z tamtego! nie z tamtego
        tylko z jeszcze innego" kwituję "albo z tego, albo z żadnego" Albo się nie
        obraża smile albo obraża, ale i tak dyskretnie zmienia zdanie za parę minut, a ja
        nie kometuję.

        Pocieszam się, że im jest starszy (2lata i 8 miesięcy) tym mniej mam walki o
        władzę, a częściej daje się go przekonać argumentami.
        Z pieluchą zrobiłabym tak: nasmarowałabym rano pożądnie pupę i siusiaka oliwką
        i założyła pampka, a jak nie będzie chciał się przewinąć to niech z nim łazi (u
        nas rekord padł, jak Marek miał 1,5roku -7 godzin w dzień. Też nie chciał
        zmienić. W końcy pampek przemókł, i wyglądał jak wielki obwarzanek między
        nogami. smile))))) no i odpowiednio ważył,a o wygodzie nie wspomnę. Aha żeby nie
        wyglądało, że z Tobą "wygrał", bo zrezygnowałaś z przewinięcia jak powiedział
        nie, dodaj po jego "nie" np "ach rozumiem, chcesz mi powiedzieć, że pampers
        jeszcze nie jest mokry i ciężki i jest Ci w nim wygodnie. Dobrzesmile Jak będzie
        niewygodny to mi o tym powiesz, Tak?" Pocałuj i zignoruj, spytaj za godzine itd

        A może już pora żeby spróbować odstawić pampki? Byłby to jakiś plus. Jak Ci
        ucieknie, bez założonego pampka to niech tak chodzi. Tylko pozabezpieczaj meble
        tapicerowane smile)

        Napisz za miesiąc, ćzy coś się zminiłosmile
        • oleniek Re: 2-latek - pomocy 26.01.06, 20:50
          Aha dodam , że dwulatek jest jeszcze za mały, żeby "rozumiał" i żeby trafiały
          do niego nasze (logiczne skądinąd) argumenty. Za to potrzebuje jasnych,
          nieprzekraczalnych granic.

          Jak nie chce jeść Powiedz ze zrozumieniem" ach jeszcze nie jesteś głodny.
          Dobrze zjesz później, ale pamiętaj nie będzie żadnych słodyczy" i przegłódź go
          godzinkę. Może rzeczywiście nie był głodny.

          Co do mycia zębów. Ja mojemu zaczęłam uprzyjemniać tę chwilę opowiadzaniem o
          bakteriach "mieciu" i "zdzisiu", które mają wieeeelkie wiertarki i robią
          właśnie dziury w zębach... Zwykle minutkę opisuję, potem mały jest tak
          wsłuchany, że automatycznie otwiera paszczę a ja opowiadam o super szczoteczce
          i uciekających bakteriach. Ach no i przecież można je potem "łapać" po
          pokoju smile))

          I nie martw się, ja jestem czasem na skraju wyczerpania nerwowego i niestety
          zdaża mi się nieraz "huknąć" i wrzasnąc, a i parę klapsów też było sad(((
          • majaw2004 Re: 2-latek - pomocy 28.01.06, 02:01
            A ja mam dokładnie to samo z moja córcią,tóra teraz w lutym skończy 2
            latka.Czasami bywaja dni prawie bezkonfliktowe,ale najczęściej to ja poprostu
            sobie włosy wyrywam z niemocy...wtedy nie chce jeść i zykle prawie
            godzinę(czasami dłużej)siedzimy w kuchni żeby zjadła chociaż trochę,czapki
            nie,do pampersa tak się wyginała ,kopała,wrzeszczała,że prawie obie z tej walki
            wychodziłyśmy z płaczemsmileale znalazłam sposób i zakładam pampersy majteczki i
            juz jeden problem mniej,do samochodu chętnie by weszła,ale ten fotelik!ostatnio
            leżała na podłodze w aucie bo nie chciała w nim usiąść!Jestem już powoli
            wyczerpana jej fochami<ale jest jeszcze na tyle mała że nie rozumie arumentów
            typu:jak zjesz zupkę to oglądniemy bajeczkę bo jak tylko usłyszy słowo np>bajka
            batonik huśtawka klocki to od razu przestaje się słuchać i chce to co jej
            zaproponowałam a z jedzenia i tak nici!wydaje mi się że to kiedyś przechodzi ale
            pewnie do tego czasu ja osiwieję!!!!pozdrawiam cię i jak znajdziesz sposób jak
            poskromić złośnika to daj znaćsmile
            • pairen Re: 2-latek - pomocy 28.01.06, 11:18
              przeczytałam Język dwulatka Tracy Hogg Melinda Blau. Jest tam dużo wskazówek
              jak poskromić takie dzieciaczki iczego one właściwie oczekują po takim
              zachowaniu. Polecam..
    • szymeczka Re: 2-latek - pomocy 28.01.06, 21:48
      Witam! Mam podobne problemy. Juz przezylam turlanie sie po podlodze w
      supermarkecie przez mojego dwulatka. Dobrym rozwiazaniem jest tlumaczyc, choc
      wiem, ze on mnie w danej chwili nie slucha. Gdy to nie pomaga, to po prosrtu
      daje mu wyladowac emocje placzem, a gdy sie uspokoi, tlumacze mu, że postapil
      nieladnie i ze mamusi bylo przykrop, gdy bil i krzyczal. Wtedy on troszke
      zmieknie. Rowniez nie jestem zwolenniczka kar cielesnych, bowiem w ten sposob
      rodzi sie agresja u dziecka. Po prostu, jak najwiecej tlumaczyc, ale nie wtedy,
      kiedy on krzyczy i biega, tylko wtedy, gdy emocje w nim juz sie ustabilizuja,
      dziecko sie uspokoi, wez go na kolana, przytul i powiedz co ci sprawilo bol.
      Pytaj tez czy bedzie sie jeszcze tak zachowywal. Innym dobrym soposobem jest
      zakaz np. ogladania bajki. Dziecko bedzie plakalo i krzyczalo, a ty musisz byc
      konsekwentna i powiedziec mu, dlaczego tej bajki mu nie pozwolisz obejrzec.
      • mamakluska Re: 2-latek - pomocy 30.01.06, 11:51
        Witajcie,
        mój Klusek ma 2 i pół roku i niestety mam ten sam problem, wczoraj dał taki
        popis że mielismy z mężem dość, skończyło się na wzięcu tabletek przez nas. To
        co opisujecie wcale mnie nie dziwi bo mam to samo i modlę sie o to zeby to sie
        zmieniło. Juz nawet myslę o psychologu zeby przyszedł i poobserwował dziecko.
        My z sikaniem nie mamy juz problemu, oduczylismy dziecko na urlopie w
        przyczepie campingowej nad morzem kiedy miał 2 lata i udalo się. U nas
        generalnie jest problem ze sprzątaniem zabawek, nie jestesmy go w stanie żadną
        rzeczą zmusic do tego zeby jedno posprzątał i wziął drugie, nie pomaga nawet
        wyrzucenie za drzwi pozostałych zabawek z ostrzeżeniem :"że jak tych nie
        posprzatasz to te też tata wyrzuci". Wtedy rzuca sie na podłoge i urządza
        sceny. Nie wiem gdzie tkwi błąd czy to jest cena jaka sie płaci za wychowywanie
        przez dziadków bo fakt jest taki ze pozwalają mu na wszystko. Już sama nie wiem
        czy karcic, dawać klapsy czy tłumaczyć, tylko ile można tłumaczyć?? Ja juz nie
        ma mam siły i chyba zwariuję.

        Pozdrawiam
        anita
        • mesia2508 Re: 2-latek - pomocy 30.01.06, 20:19
          wiesz, my zamiast straszyć wyrzuceniem zabawek, na oczach dzieci spakowaliśmy
          wszystko z podłogi do worków na śmieci i wynieśliśmy. Oczywiście były schowane
          do piwnicy a nie wyrzucone, ale podziałało rewelacyjnie, tym bardziej, że w
          wyniesionych rzeczach była ulubiona przytulanka córeczki. Płakali strasznie,
          serce mi prawie pękło, ale przetrzymałam. Od tej pory nie muszę straszyć, że
          wyrzucę, po prostu po kilku prośbach wchodzę z workiem na śmieci i czekam na
          reakcję dzieci.
          Zabawki po jakimś miesiącu przyniosła im w nocy czarodziejka z krainy
          wyrzuconych zabawek :o)
    • blamblam Re: 2-latek - pomocy 30.01.06, 15:34
      no cóż ja cały czas się borykam z podobnymi sytuacjami.
      rozróżniam jednak 2 sprawy: te, o ktrych pozwalam decydować synkowi i te, co do
      których ustąpic nie moge. Więc np. musi się ubrać jak jest zimno i musi umyć
      zęby. Są jednak rzeczy o których moze zdecydować dziecko. nie chce jesć - nie
      ma problemu - zabieram talerz i daje jedzenie za godzinę, dwie lub jak sie
      upomni wczesniej, moze wybrac koszulkę i spodnie które załozy (daje 2-3 do
      wyboru), moze pić z kubka z którego chce, moze jeść łyżka jaką chce. Jesli
      chodzi o ubranie i jedzenie tez stawiam na samodzielność, wręczam majtki i
      mówie: nie pamietam jak sie je zaklada, moze Ty pamietasz? o jaki duzy chłopiec
      sam zaklada majtki. Jak sobie nie radzi pomagam, najważniejsze żeby zaczął.

      Generalnie mam taki tryb postępowania: uprzedam synka że musimy coś zrobić
      (ubrać sie, zjeść, wykąpać sie), następnie jeśli pojawia sie opór stosuję
      tłumaczenie dlaczego trzeba, że rodzice i inne autorytety (np ulubiony
      zajączek) też tak robią (zajączek moze myć zeby, ubierać sie kapac, nawet
      pampersa mozna mu założyc), daje wybór (np w kwestii ubrabnia, jedzenia,
      picia), zagaduje (np poczytamy ksiażeczke, obejrzymy bajeczke, policzymy guziki
      na koszulce, policzymy samochodziki na rajstopkach - myślę że mozna to
      zasstosować też przy zakładaniu pieluchy - mają zazwyczaj jakieś rysunki na
      pasku), probuję udawać ze nie wiem jak sie zakłada koszulkę, zakładam koszulkę
      na nogi i dziwię sie zę coś jest nie tak i pytam jak byc powinno, namawiam
      zebyśmy zrobili coś razem (np mycie zębów, ubieranie rano). Asortyment
      wykorzystuję w zależnosci od potrzeb i czasu jakim dysponuję. Jak nic nie
      działa stosuję rozwiazanie siłowe. Uprzedzedzam wczesniej ze tak zrobie (np
      ubiore albo umyję zeby na siłę) a potem tłumacze dlaczego tak zrobiłam. bywa
      różnie czasem sposobiki skutkują czasem kończy sie wielkim protestem i
      histerią. Na szczęscie rzadko niemniej jednak powoduje to u mnie ogromny
      steres.
      Dla nas największym problemem jest jednak kwestia siusiania. Synek zalatwia sie
      na sedes ale zanim to zrobi, trzyma do ostatnij chwili. dopiero jak nie moze
      wytrzymać idzie do łazienki. No i tu jestem bezradna. Żadne motywacje i
      tłumaczenia nie działają, a przeciez go nie zmuszę.
Pełna wersja