Dodaj do ulubionych

Odpowiedzialność nastolatków

15.02.06, 18:36
Co zrobic,gdy u nastoletniej dziewczyny zabrakło odpowiedzialnosci?I nie sa
to błache wybryki.Przez to narodził sie brak zaufania do niej.
Obserwuj wątek
    • joanna9920 Re: Odpowiedzialność nastolatków 15.02.06, 21:51
      zalezy ile ma lat i za co ma byc odpowiedzialna
    • acorns Bardziej ogólnie się już chyba nie dało napisać :) 16.02.06, 00:25
      Może napisz coś więcej. Ile lat dziewczyna, co robi, dlaczego to robi, od
      którego momentu zaczęła to robić? Wtedy będzie można pomyśleć nad problemem.
    • nchyb Re: Odpowiedzialność nastolatków 16.02.06, 07:58
      jak dla mnie - zbyt ogólnikowy ten post, by wyrobić sobie opinię. Wiele
      znanychmi nastolatek (nie wyłączając mnie samej przed dwudziestu laty)
      olbrzymią odpowiedzialnością się nie szczycą i to było i jest normalne. Więc na
      czym polegała aż tak olbrzymia nieodpowiedzialność i stracone zaufanie?
      Czy aby nie za wielkie słowa tu padają?
      • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków 17.02.06, 12:21



        .Większe problemy zaczęły się w 2kl gimnazjum, liczyły się te osoby, które
        posiadały kase, markowe ciuchy mogły łazić po dyskotekach i nie wracać na noc
        do domu,nauka zeszła prawie do podziemia. Tak w każdym razie widziała to moja
        córka. Mój punkt widzenia był trochę inny owszem część klasy była taka jak
        opisywała moja córka, ale reszta były to normalne dzieciaki. Tylko ze ona nie
        chciał się z nimi zadawać. Czułam jak by przeszła jakieś pranie mózgu,nic do
        niej nie docierało dotychczasowe wartości nie miały dla niej żadnego znaczenia,
        miała dość bycia grzeczną dziewczynką, jak to nazwała.Odsunęła się od nas i od
        klasy. Byłam nawet z nią u psychologa nic nie dało, miałam wrażenie jak bym mu
        przeszkadzała, stwierdził ze nic jej nie jest. Nasze rozmowy zaczęły kończyć
        się kłótnią,nie mogłam do niej dotrzeć ani sprostać jej wymagania.Zaczęła
        poszukiwać mocnych wrażeń. Narkotyki w porę udało mi się temu zaradzić, ale nie
        jestem pewna na jak długo,czy dalej nie będzie chciała spróbować. Odbierałam ja
        już z komisariatu za picie alkoholu w miejscu publicznym, to nie
        wszystko...Teraz jest w 1 kl. Technikum Gastronomicznego, trochę się wyciszyła,
        ale we mnie ten strach pozostał.








        • acorns Re: Odpowiedzialność nastolatków 17.02.06, 14:13
          Bycie grzeczną dziewczynką jest bardzo nudne smile Wcale się Twojej córce nie
          dziwię, że miała dość. Jak sama zauważyłaś, w klasie były dwie grupy, czyli
          ludzie "normalni" i "wszechmogący". Jeśli ci wszechmogący mogli iść na całą noc
          na imprezę, mogli mieć fajne ciuchy, to czemu Twoja córka miałaby nie mieć i
          nie móc? Tak to wyglądało z jej punktu widzenia, bo tak to widzą nastolatki.
          One żyją bardziej dniem dzisiejszym niż przyszłością. Straciłaś u niej
          autorytet bo w momencie jej buntu stałaś jej na drodze do wolności, stałaś się
          przeszkodą. Moim zdaniem umknął Ci ten moment w którym Twoja córka z małej
          grzecznej dziewczynki stała się nastolatką. Problemy tego typu nie zaczynają
          się nagle. Wcześniej musiały być jakieś sygnały, które zlekceważyłaś, tak jak
          gaz zanim wybuchnie, da się go wyczuć w powietrzu. Trzynasto czy
          czternastolatka nie jest już dziewczynką tylko nastolatką i trzeba z nią
          rozmawiać jak z nastolatką a nie jak z dzieckiem. I trzeba przede wszystkim
          rozmawiać a nie wygłaszać nudne monologi zaczynające się od słów "jak ja byłam
          w twoim wieku to...". Teraz masz dobry moment, bo ona trochę przycichła. Może
          to zmiana środowiska miała wpływ na to przycichnięcie. Środowisko może mieć
          ogromny wpływ na młodego człowieka. Zwłaszcza gdy on sam nie czuje się zbyt
          pewnie i szuka akceptacji upodabniając się do innych. Większość ludzi tak
          właśnie sięga po pierwszy narkotyk, pierwszy papieros, pierwszy alkohol.
          Niestety, bardzo wielu rodziców stosuje zakazy i zamordyzm, zakazy się biorą z
          jakichś chorych urojeń, dzieci w wieku lat nastu mają swoje zdanie na ten
          temat, rodzice tracą autorytet, jest bunt i jest problem. A ja przyznam
          najczęściej rację zbuntowanemu nastolatkowi bo jak uzasadnić nakaz powrotu z
          imprezy o 22giej stosowany wobec piętnastolatka? Albo dyktowanie trzynastolatce
          jak ma się ubierać i może jeszcze które majtki i skarpety ma założyć? Jeszcze
          bardzo często dochodzi do tego wpajanie dzieciom przez rodziców pewnych
          wartości, które zostały im wpojone przez dziadków a dziadkom przez pradziadków,
          a teraz mamy XXI wiek, wszystko się zmienia i to co było właściwe dla naszych
          przodków, dla naszych dzieci może oznaczać po prostu obciach. Ponieważ zmienia
          się środowisko i otoczenie, żadna wartość nie jest uniwersalna i ponadczasowa.
          Poza ludzkim życiem, które niezmiennie jest wartością najwyższą. Zanim się
          zacznie dzieciom cokolwiek wpajać, należy się upewnić czy to co nam wpojono
          jest aby na pewno dobre teraz w XXI wieku. Dopiero takie rozeznanie pozwoli nam
          zamienić się ze zgredów i wapniaków w autorytety, których dzieci będą słuchać
          bo chcą słuchać, a nie dlatego że muszą. Wówczas z politowaniem popatrzą na
          rówieśniczkę, która pije, pali, i daje dupy każdemu chętnemu. W innym wypadku
          taka osobniczka może stać się autorytetem a wówczas współczuję rodzicom...
          • cynta Re: Odpowiedzialność nastolatków 17.02.06, 23:22
            To dosc niebywale (!) ale zgodze sie w ogolnosci z Acornsem, w tym temacie.
            Dziecko sie stale rozwija i trzeba z nim podazac, z gory zakladajac ze nie
            bedzie takie jak my, ani takie jakbysmy chcieli, patrzec i obserwowac i uczyc
            sie je akceptowac od poczatku jako inna istote a nie nasze przedluzenie. Wtedy
            latwiej jest utrzymac kontakt z nim czy z nia i miec jakis tam wplyw na to co
            sie dzieje. To jak z hamowaniem: jak docisniesz do dechy to pare razy wyjdzie i
            staniesz ale kiedys stracisz kontrole i nic z hamowania nie wyjdzie, auto
            potoczy sie wlasnym torem zgodnym z prawami fizyki. Moze lepiej dociskac
            pomalutku, a ze autko stanie troszke tak na srodku skrzyzowania to juz
            mniejsza, bo bylo ciagle pod kontrola. Tak tez i z dziecmi jest, zwlaszcza tymi
            starszymi. Moze sprobuj porozmawiac z corka: zapytaj otwarcie co sie jej w
            tobie nie podoba, dlaczego nie zwraca uwagi na to co ty czujesz, jak by chciala
            zeby bylo, jaka ona chcialaby byc matka. Moze z tych odpowiedzi wywnioskujesz
            jak dalej postepowac, moze jakas radykalna zmiana powinna nastapic? Moze jestes
            za surowa, za malo "cool"? ;o))
            • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 10:27
              cynta napisała:



              > Moze sprobuj porozmawiac z corka: zapytaj otwarcie co sie jej w
              > tobie nie podoba, dlaczego nie zwraca uwagi na to co ty czujesz, jak by
              chciala
              > zeby bylo, jaka ona chcialaby byc matka. Moze z tych odpowiedzi wywnioskujesz
              > jak dalej postepowac, moze jakas radykalna zmiana powinna nastapic? Moze
              jestes
              > za surowa, za malo "cool"? ;o))

              Do rozmowy trzeba dwojga a moje dziewczę nie zawsze chce rozmawiać na nurtujący
              mnie i ja problem. Jestem przeciwniczką zrzędzenia i prowadzenia monologu pod
              nosem. Jednak kiedy tylko mi się udaje staram się jak najwięcej porozmawiać na
              spokojnie.
              Ona też mi to powiedziała ,że za mało jestem ,,cool”, kiedy odmówiłam jej kupna
              najnowszego telefonu komórkowego(starszy model już posiadała)z powodu braków
              funduszy. Zaproponowała aby jej go kupić na bazarze od złodziei ,ja jej na to,
              że dla mnie to jest prawie jak kradzież na co się nie zgadzam. No cóż posiadam
              pewne zasady ,które wychodzą z obiegu
              • cynta Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 14:01
                No, no to nie znaczy byc "cool". W mniemaniu moich corek to oznacza ze nie jest
                sie nadopiekunczym, ze pozwala sie na rzeczy ktore moznaby zabronic a i ze
                ubiera sie tak bardziej mlodiezowo, jakies tam piosenki obecnie na czasie sie
                zna itp. Wszystko to w celu pozostania w kontakcie, zeby bylo o czym pogadac czy
                rozpoczac konwersacje. Jezeli twoja corka nie chce rozmawiac to zaproponuj jej
                napisanie odpowiedzi na twoje pytania a zeby to uzyskac to juz bym uzyla drobny
                szantaz: dostaniez 20zl na kino (przykladowo, pewnie to duzo wiecej ale ja nie
                znam realiow polskich w takich szczegolach) jak uzyskam odpowiedzi na te
                pytania, moze wtedy zdecyduje sie mowic. Jak to sie tutaj mowi trzeba sobie
                bitwy wybierac: czyli walczyc o to co naprawde wazne i odpuszczac to co nie jest
                tak bardzo. Np. na sylwestra moja 16 spytala o ktorej ma wrocic, mnie nie robilo
                zadnej roznicy czy to bedzie 1, 2, 3 nad ranem, wiec sie jej spytalam kiedy ona
                chce wrocic, obcielam 15 min z jej czasu tak dla zasady i wyszlam na "cool"
                kiedy rodzice kolezanki postawili jakac konkretna 12:45 nie wiadomo dlaczego.
                Znalam faceta ktory wprowadzil swoim nastolatkom bardzo obostrzona zasade
                moszenia pantofli w domu, przestrzegal tego religijnie, robil afery o
                nieposlusznosc tylko po to aby jego dzieci skoncentrowaly sie na lamaniu tej
                wlasnie zasady... a nie innych, i udalo mu sie duzo waznych rzeczy osiagnac, a
                ze pantofli nie nosili... o well.. wytrwalosci zycze
          • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 10:24
            > Bycie grzeczną dziewczynką jest bardzo nudne smile

            Ja tez tak uważam, ale to nieznaczny ze od razu trzeba zacząć palić, pić, ćpać
            włóczyć się po nocach w szemranym towarzystwie i olewać rodziców którzy się
            martwią i nie zgadzają się na to.

            ludzie "normalni" i "wszechmogący".
            Oni na pewno nie byli i nie są wszechmogący.

            > Moim zdaniem umknął Ci ten moment w którym Twoja córka z małej
            > grzecznej dziewczynki stała się nastolatką. Problemy tego typu nie zaczynają
            > się nagle.
            Myślę że nie przegapiłam tego momentu tylko w porę zauważyłam ze zmierza nie w
            tym kierunku którym powinna. Co właśnie jej się nie podobało.

            > czternastolatka nie jest już dziewczynką tylko nastolatką i trzeba z nią
            > rozmawiać jak z nastolatką a nie jak z dzieckiem. I trzeba przede wszystkim
            > rozmawiać a nie wygłaszać nudne monologi zaczynające się od słów "jak ja
            byłam
            > w twoim wieku to...".
            Wcześniej rozmawiałyśmy ze sobą bardzo dużo ,nie było tematów tabu i nigdy nie
            zaczynałam rozmowy od ,,Jak ja byłam w twoim...".Potem były trochę ostrzejsze
            dyskusje na temat jej wybryków i przyznaję ze puszczały mi nerwy.


            Teraz masz dobry moment, bo ona trochę przycichła. Może
            > to zmiana środowiska miała wpływ na to przycichnięcie. Środowisko może mieć
            > ogromny wpływ na młodego człowieka. Zwłaszcza gdy on sam nie czuje się zbyt
            > pewnie i szuka akceptacji upodabniając się do innych.
            Pewnie tak sama mówi ,że w tej klasie są trochę inni ludzie , z tamtymi
            osobami straciła kontakt . Z tego co się zorientowałam przestała być dla nich
            atrakcyjna, ponieważ nie mogła być tak rozrywkowa jak oni sobie by tego
            życzyli, bo ja na to nie pozwalałam.

            . A ja przyznam
            > najczęściej rację zbuntowanemu nastolatkowi bo jak uzasadnić nakaz powrotu z
            > imprezy o 22giej stosowany wobec piętnastolatka? Albo dyktowanie
            trzynastolatce
            jak ma się ubierać i może jeszcze które majtki i skarpety ma założyć?

            Czasami mi się zdarzyło wtrącić jak było –10 stopni na dworze aby się cieplej
            ubrała. Co do powrotów do domu bywało różnie to zależało gdzie i z kim .


            > się środowisko i otoczenie, żadna wartość nie jest uniwersalna i
            ponadczasowa.
            > zacznie dzieciom cokolwiek wpajać, należy się upewnić czy to co nam wpojono
            jest aby na pewno dobre teraz w XXI wieku.
            Pewne wartości nie powinny się zmieniać niezależnie od wieku w którym żyjemy
            jak i od środowiska w jakim przebywamy. Choćby ocenianie człowieka pod względem
            jego posiadania a nie jego zachowania. Nie kradnij to tez jest wartość która
            nie powinna się zmieniać i jeszcze kilka innych.
          • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 10:30
            Przepraszam pomyliły mi się linijki, odpowiedz jest trochę niżej. PozdrawiamJ
        • u_la_la Re: Odpowiedzialność nastolatków 17.02.06, 14:19
          no widzę, że faktycznie dała ci popalić.
          Wydaje mi się, że w tym wieku bardzo ważne są zainteresowania. Jesli dzieciak
          ma jakąś pasję, to wyżywa się w innej formie niż na dyskotekach.

          Szkoda, że psycholog nie umiał ci pomóc.
        • nchyb Re: Odpowiedzialność nastolatków 17.02.06, 15:49
          Hm, jak na razie nie dopatrzyłam się w jej postępowaniu jakiś przeraźliwych
          aktów nieodpowiezialności. Bardziej to chyba wyolbrzymiasz i przeżywasz, niż to
          warte...

          Dodatkowo wspominasz:
          > Teraz jest w 1 kl. Technikum Gastronomicznego, trochę się wyciszyła,
          > > ale we mnie ten strach pozostał.
          Tak myślę, że Ty nie potrafisz zapomnieć i wybaczyć dawnych wybryków i kto wie,
          czy do końca życia nie będziesz jej nieodpowiedzialności wypominać. I ciągle
          ten brak zaufania... To nie wróży najlepiej, może powodować, ze ona stwierdzi
          iż nie warto się starać, bo Ty i tak będziesz się czepiać, nie mieć zaufania i
          dawne grzeszki wypominać...

          Więc co do rad - moim zdaniem (a znam to z doświadczeń mojej mamy, która ze mną
          lekko nie miała, ale twierdziła, że i tak najgorzej nie było...) nie wypominaj
          już dawnych grzeszków, chwal za obecne osiągnięcia, nie okazuj ciągle tego
          strachu przed najgorszym.
          Pierwsza klasa technikum to takna oko ok. 16 lat. To niejest małe dziecko, to
          jest nastolatka, która ma potrzebę manifestowania swojej dorosłości, a a ciągłe
          okazywanie jej braku zaufania temu nie sprzyja...

          > klasy. Byłam nawet z nią u psychologa nic nie dało, miałam wrażenie jak bym
          mu
          > przeszkadzała, stwierdził ze nic jej nie jest.
          Bardzo możliwe, że córce nic nie było. tyle, że nie wszystkie nastolatki
          pokornie akceptują wartości swoich rodziców, większość dla zasady je odrzuca
          (do czasu). A czy na pewno nic te wizyty nie dały, w końcu sama piszesz, że
          obecnie córka się wyciszyła. Więc jednak może coś dały.
          No i teraz, czego oczekujesz teraz od córki? Ciągłego umartwiania się za dawne
          grzechy? Nierealne... Więc czego?

          Przy okazji, naprawde nie byłam lepsza od Twojej córki (a może i gorsza, ale
          publicznie grzechów nie wypowiem...), ale jednak ani jako nastoletnia matka,
          ani jako młodociana kryminalistka nie skończyłam. Li-dko, więcej zaufania do
          córki, takie zaufanie, a także wiedza, że mama zawsze będzie kochać i wspierać,
          to bardzo dużo dla dziecka,nawet tego najbardziej zbuntowanego...
          Pozdrawiam serdecznie...
          • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 10:25
            nchyb napisała:

            > Hm, jak na razie nie dopatrzyłam się w jej postępowaniu jakiś przeraźliwych
            > aktów nieodpowiezialności. Bardziej to chyba wyolbrzymiasz i przeżywasz, niż
            to
            > warte...
            Mam taka nadzieję, ze tylko na tym się skończy. Wszystkich jej wybryków i tak
            nie opisałam

            > No i teraz, czego oczekujesz teraz od córki? Ciągłego umartwiania się za
            dawne
            > grzechy? Nierealne... Więc czego?
            Chciałam tylko napisać ,ze ten lek o moją córkę gdzieś we mnie tkwi i trudno
            się go pozbyć. Ale to nie znaczy, że ciągle go demonstruję i jej wypomina błędy
            jakie popełniła lub jeszcze popełni. Powiedziałam jej, że chciałabym aby była
            szczęśliwa i nie popełniła takiego błędu którego ani ona, ani ja nie będziemy w
            stanie naprawić. Zadałam jej pytanie ,czego ona ode mnie oczekuje i od siebie?
            Jeszcze nie uzyskałam odpowiedzi.

            > Przy okazji, naprawde nie byłam lepsza od Twojej córki (a może i gorsza, ale
            > publicznie grzechów nie wypowiem...), ale jednak ani jako nastoletnia matka,
            > ani jako młodociana kryminalistka nie skończyłam. Li-dko, więcej zaufania do
            > córki, takie zaufanie, a także wiedza, że mama zawsze będzie kochać i
            wspierać,
            Zawsze jej to mówiłam i powtarzam ,że nie zależnie od tego co zrobi , robiła
            zawsze będę ja kochać i starać się ją wspierać jeżeli będzie taka potrzeba.

            Pozdrawiam i mam nadzieję, że mojej córce już przeszło teraz będzie już tylko
            lepiejJ
            • nchyb Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 11:42
              > Pozdrawiam i mam nadzieję, że mojej córce już przeszło teraz będzie już tylko
              > lepiejJ
              Trzymam za to mocno kciuki i również pozdrawiam - Was obie - smile
          • li-dka Re: Do Nchyba 21.02.06, 13:18
            Jeszcze małe pytanie jeśli można. Jak twoja mama te wszystkie twoje wybryki
            traktowała? Jak dawała sobie z nimi radę?smile

            • nchyb Li-dko... 21.02.06, 13:45
              Hm, większość po prostu przeczekiwała, zakładając, że skoro ona sama ze swoich
              burz i naporów wyrosła, to pewnie i ja w końcu zmądrzeję i wyrosnę.

              Ogólnie, zawsze stawała po mojej stronie - w sporach z nauczycielami w szkole,
              z władzą wykonawczą, z rodzicami innych dzieci i nastolatków i resztą
              nastolatków.
              Zakładała, i chyba słusznie, że wszystkie moje wyskoki ( a było ich nie mało)
              wynikają bardziej z braku wyobraźni o konsekwencjach, z głupoty i nastoletniej
              burzy hormonów, niż z prawdziwej potrzeby czynienia czegoś niedobrego...

              I moja mama zawsze twierdziła, że to iż jakiś dzieci i nastolatków nie
              przyłapano na piciu, seksie, narkotykach, czy ściąganiu na klasówce w szkole
              nie oznacza, ze tego nie robili, ale po prostu część miała szczęście i ich na
              tym nie przyłapano...

              Pierwszy raz byłam pijana w wieku ok. 15 lat, na urodzinach koleżanki.
              Wszystkie 8 byłyśmy pijaniuteńkie, upiłyśmy się nieprzerobionym jeszcze
              zacierem na bimber. Pewnie i mama coś zobaczyła, ale komentarzy w związku z tym
              sobie nie przypominam. Z naszej tamtej grupy 7 z nas nie ma żadnych problemów z
              alkoholem, z czego 2 są całkowitymi abstynentkami (nie uważam tego za rozsądne,
              ale to inna sprawa... smile)
              A jedna, której rodzice po upiciu się zrobili olbrzymią awanturę i była bardzo
              pilnowana - ma pewne problemy... I teraz możnaby dyskutować, czy ma problemy z
              alkoholem, bo w zbyt wczesnym wieku spróbowała tegoż, czy też może dlatego, że
              jej rodzina jeszcze przez 5 lat pilnowała, by dziewczyna nie miała okazji nawet
              kropli szampana na Sylwestra wypić...

              Inna sytuacja, mamy po 16 lat, jesteśmy na tzw. wakacyjnym OHP w innym mieście,
              w dzien pracujemy w sklepach i zarabiamy na dalsze wakacje, wieczorem nudzimy
              się. Więc nasza grupka 5 dziewczyn z pokoju wyszła przez okno i udała się na
              pobliską dyskotekę, skąd wróciła ok. północy, w dodatku odprowadona (dla
              bezpieczeństwa) przez kilku chłopców poznanych na tej dyskotece. Aferę
              uczyniono wielką. Wezwano naszych rodziców. Jedną rodzice zabrali do domu, by
              chronićją przed dalszą deprawacją z naszej strony (żeby było smieszniej - to
              była ta, która wyjście zaproponowała), dwie rdzice objechali, moja mama i mojej
              koleżanki tylko zadzwoniły i po upewnieniu się, czy nic nam nie jest (wezwanie
              było takie - że rodzice nie wiedzieli, o co chodzi, czy aby nie o wypadek)
              darowały sobie jakiekolwiek umaralniające gadki. Przypomniały nam, że jesteśmy
              pod opieką innych osób, a także, że jak już wychodzimy, to i wracać powinnyśmy
              tak, by nas nie przyłapano.

              Efekt - ta zabrana urodziła dziecko w wieku 17 lat...
              A ja jeszcze w wieku 18 lat przedkładałam dobrą rozrywkę w wieczonym czytaniu
              książek, niż w cotygodniowych wyprawach z chłopakiem na disco... Ale chodziłam
              czasmai... (z reguły, gdy nie miałam ciekawej książi... smile0

              I to by było na tyle
              • nchyb Re: Li-dko... 21.02.06, 13:47
                > z władzą wykonawczą, z rodzicami innych dzieci i nastolatków i resztą
                > nastolatków
                Miało być - resztą rodziny...
        • maksimum Odpowiedzialność nastolatków A JAK JEST W USA 18.02.06, 00:05
          li-dka napisała:

          >
          >
          >
          > .Większe problemy zaczęły się w 2kl gimnazjum, liczyły się te osoby, które
          > posiadały kase, markowe ciuchy mogły łazić po dyskotekach i nie wracać na noc
          > do domu,nauka zeszła prawie do podziemia.

          Za wpuszczenie maloletnich na dyskoteke w Stanach zamykaja taki klub,no alo to
          sa Stany i nie ma sie co na innych krajach wzorowac.
          Tam gdzie jest podawany alkohol,nie wpuszcza nikogo ponizej 21 lat.
          To wytlumacz mi jak ona wchodzila na dyskoteki??

          > Tak w każdym razie widziała to moja
          > córka. Mój punkt widzenia był trochę inny owszem część klasy była taka jak
          > opisywała moja córka, ale reszta były to normalne dzieciaki. Tylko ze ona nie
          > chciał się z nimi zadawać. Czułam jak by przeszła jakieś pranie mózgu,nic do
          > niej nie docierało dotychczasowe wartości nie miały dla niej żadnego
          >znaczenia,

          Bo juz wtedy cpala.

          > miała dość bycia grzeczną dziewczynką, jak to nazwała.Odsunęła się od nas i
          >od klasy.

          Nie dawala sobie rady w szkole i zwrocila sie w strone cpania i balunkow.

          > Byłam nawet z nią u psychologa nic nie dało, miałam wrażenie jak bym mu
          > przeszkadzała, stwierdził ze nic jej nie jest. Nasze rozmowy zaczęły kończyć
          > się kłótnią,nie mogłam do niej dotrzeć ani sprostać jej wymagania.Zaczęła
          > poszukiwać mocnych wrażeń. Narkotyki w porę udało mi się temu zaradzić, ale
          nie
          > jestem pewna na jak długo,czy dalej nie będzie chciała spróbować. Odbierałam
          >ja już z komisariatu za picie alkoholu w miejscu publicznym,

          Ja bym sie nie spieszyl i poczekal ,az spedzi tam cala noc.

          > to nie
          > wszystko...Teraz jest w 1 kl. Technikum Gastronomicznego, trochę się
          >wyciszyła, ale we mnie ten strach pozostał.

          Ona tez sie przestraszyla,bo cpaniem i balunkami calego zycia sie nie wypelni.
          Ty sama wiesz,ze corka nie jest za zdolna i jedynym ratunkiem dla takich
          dzieci jest uczciwosc i pracowitosc.
          A sa przyklady na to,ze mozna calkiem niezle zyc bedac uczciwym.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=36189633&a=36929033
          • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków A JAK JEST W USA 21.02.06, 10:50
            Kiedyś ktoś mądry mi powiedział że na wychowanie małego dziecka maja wpływ
            rodzice i geny. A na nastolatka społeczeństwo ,geny i na końcu rodzice.
            Aczkolwiek ja swój udział próbuje wykorzystać jak najlepiej umiem. Jeszcze moja
            córka nie ćpa, tylko miała taki pomysł. Co do dyskotek to chodziła na szkolne,
            na inne w tym towarzystwie wypady nie pozwalałam.Zycie w USA ma dwie strony,to
            tak na marginesie.
            Pozdrawiam
    • dorota711 Re: Odpowiedzialność nastolatków 20.02.06, 18:03
      napisze, jak to wyglada z perspektywy osoby prawie nastoletniej (20 lat)...wiem,
      ze rodzice sie przejmuja wybrykami swoich dzieciakow, ale to nieodzowny element
      mlodosci..nie chce powiedziec przez to, ze cala mlodziez jest zbuntowana, ale
      zdecydowana jej wiekszosc.... ja bylam raczej spokojna dziewczyna... a
      przynajmniej takie staralam sie sprawiac wrazenie... dopiero jako pelnoletnia
      sprobowalam alkoholu i fajek..dragow nigdy... teraz troche zaluje tego mojego
      grzecznego zycia - mam ciagle wrazenie, ze sie nie wyszalalam, teraz odkrywam
      to, co inni znali juz dawno..i powodem nie byly wcale zakazy moich rodzicow.. po
      prostu ich autorytet a szczegolnie ojca byl tak silny, ze mimo ich przyzwolenia
      i dosyc liberalnego wychowania znalam granice... dlatego uwazam, ze wiele
      nastolatkow mimo buntu potrzebuje miec w kims oparcie, potrzebuje niezachwianych
      zasad i jesli reguly te beda konsekwentnie wpajane, to dzieciak w pewnym
      momencie zaakceptuje je, ale dopiero wowczas gdy minie bunt... ja obecnie
      korzystam z zycia napewno bardziej niz jak bylam malolata, ale jednoczesnie mam
      pewne zasady, ktorych nigdy nie lamie, np. nigdy nie trace nad soba kontroli
      • acorns Re: Odpowiedzialność nastolatków 20.02.06, 20:23
        > potrzebuje niezachwianych zasad i jesli reguly te beda konsekwentnie wpajane,
        > to dzieciak pewnym momencie zaakceptuje je, ale dopiero wowczas gdy minie
        > bunt...

        Nie może być stałych zasad w zmiennym otoczeniu. Nie mówię tu o zasadach
        nadrzędnych, ale o zasadach bardziej szczegółowych, które stosujemy w życiu
        codziennym. To co miało sens dnia 20 lutego 2001 roku może być zupełnie bez
        sensu dziś, 20 lutego 2006 roku, ponieważ zmieniły się czynniki. "Konsekwentne
        wpajanie" zasad słusznych w danym momencie owszem sprawi, że one zostaną
        zaakceptowane i przyswojone po okresie buntu. Niestety, zostaną już na zawsze
        lub będą bardzo trudne do zmiany pomimo zmian w środowisku. Czyli po prostu
        będziemy mieli kolejnego nieżyciowego wapniaka i kolejny bunt przeciw zasadom
        przez niego ustalonym, bo jego dzieci się zbuntują. A ja buntu nie będę miał,
        bo zasady ustalane są na daną chwilę i tylko tam, gdzie są potrzebne. Punkt
        odniesienia zmienia się cały czas, bo Młoda jest coraz starsza i coraz bardziej
        dojrzała, więc zasady nie mogą być sztywne.
      • li-dka Re: Odpowiedzialność nastolatków 21.02.06, 11:01
        Nie bardzo rozumiem czego żałujesz ,jesteś jeszcze bardzo młoda i na wszystko
        masz czas. Moja córka jest jeszcze młodsza 16lat i nie powinna zaczynać życia
        od tyłu.Powodzenia w dorosłym zyciu zyczę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka