Dodaj do ulubionych

Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE!!!

02.05.06, 05:17
Oczywiscie daje im na cos,ale nie daje jakiejs scisle okreslonej sumy co
tydzien.Uwazam,ze to balamuctwo i daje to dzieciom zle sygnaly.
Niby za co im sie to kieszonkowe nalezy?
Obserwuj wątek
    • nchyb Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 08:22
      święta racja. Za co dawać im to kieszonkowe.
      Na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy aby również jedzenie im dawać. Czy aby
      jest niezbędne? I za co im się należy? No bo przecież nie za sam fakt
      istnienia...
      A również pożywienie może im dać bardzo, oj bardzo złe sygnały...
      • gintaras2 Kieszonkowe mają rację bytu... 02.05.06, 09:23
        Myślę, że gdybyś spróbowała spojrzeć na tą sprawę pod innym kontem, mogłabyś
        dostrzec wiele pozytywów kieszonkowych.
        Kieszonkowe za nic się nie należy, nie jest zapłatą za wykonanie jakiejś pracy.
        Dziecko dostaje kieszonkowe dlatego, że należy do rodziny, a obowiązki wobec
        niej ma swoją drogą.
        Kiedy jedno z dzieci, pomimo iż wie że pewna czynność należy do jego obowiązków
        nie wykona jej, lekceważąc twoje zalecenia, możesz oddac częsc kieszonkowego
        drugiemu dziecku, ktore prace wykona. To boli i powoduje ze dziecko pamieta o
        swoich obowiazkach. Starsze dziecko powinno, moim zdaniem, dostawać wiecej niz
        młodsze.
        Inna sprawa to konsekwencja. Jesli dziecko dostaje do rodzica 10zl tygodniowo,
        te pieniadze musza mu starczyc do konca tygodnia. Jesli przyjdzie w polowie
        miesiaca i poprosi cie o pieniadze, mozesz mu powiedziec ze skoro wydalo musi
        poczekac do poniedzialku.
        Jesli dziecko bardzo pragnie jakiejs zabawki, mozesz mu zaproponowac zeby
        uzbieralo na nia z kieszonkowego. Licytacje typu, "kup mi ja teraz, a nie bede
        dostawal kieszonkowego, lub zaoszczędze" nie powinny uzyskac twojej akceptacji.
        W ten sposób dziecko uczy sie odmawiac sobie malych rzeczy oraz oszczednosci.
        Istnieje jeszcze wiele innych sposobow wykorzystania kieszonkowego.
        Nalezy tylko pamietac, zeby dziecko bylo przekonane ze nie dostaje tych
        pieniedzy dlatego ze na nie zasluzylo, tylko dlatego ze nalezy do rodziny.
        Pozdrawiam, Milena.

        • igge Re: Kieszonkowe mają rację bytu... 02.05.06, 13:03
          Ja daję co tydzień (o ile nie zapomnę i oni też) 6 zł sześciolatce i 9 zł
          dziewięciolatkowi. O ile sens dawania młodszemu dziecku jest problematyczny bo
          nigdzie nie chodzi sama i przypomina jej się jej kieszonkowe kiedy ja nie chcę
          jej czegoś kupić, o tyle starszy syn bardzo sensownie gospodaruje swoimi
          pieniędzmi. Są tygodnie kiedy na coś sobie oszczędza i razem z darowiznami od
          dziadków uzbierał sobie w ten sposób całkiem pokaźne kwoty. Po szkole zamiast
          czekać 25 minut na autobus na przystanku - wstępuje na ciacho do kawiarni.
          Kupuje ulubiony komiks, jakieś picie, słodycze. Zdarza się, że zafunduje mi
          kawę. Kupił ze dwa razy jakieś najtańsze gry komputerowe. Myślę, że oprócz
          nauki oszczędzania, gospodarowania finansami ma dużą frajdę z posiadania
          własnej kasy i nie musi zawsze prosić rodziców o każdy drobiazg co sprawia, że
          zakres naszej kontroli nad nim jest mniejszy a on czuje się
          doroślejszy.
      • agnieszka2401 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 04.05.06, 19:58
        Witam Zgadzam się z gintaras2. Moje dziecko dostaje kieszonkowe w wysokości 10
        zł miesięcznie. nie dostaje je za coś - dostaje je poto aby nauczyło się
        gospodarować pieniędzmi. Kupuje sobie za to słodycze, ale najczęściej te
        pieniądze wędrują do jego skarbonki. Do skarbonki wkłada również te pieniądze
        któe dostanie np okazyjnie od babci lub dziadka. Z tych pieniędzy kupuje sobie
        zabawki któe bardzo chce mieć a które przekraczaja nasze mozliwości finansowe
        lub zbiera sobie większą część kwoty a jakąś niewielką różnicę my mu dokładamy.
        Odkąd ma własne pieniądze zastanawia się na co warto wydac odłożone pieniądze,
        patrzy na zabawkę nie pod katem samej tylko ceny ale także tego jak jest
        wykonana czy warto wydac pieniądze na coś co jet tylko gadżetem z reklamy i np
        rozpadnie sie po kilku dniach. Uważam, że kieszonkowe jest dziecku potrzebne,
        ale to jak je wydaje w dużej mierze zależy od nas. Bo nie wystarczy dziecku dac
        pieniądze, trzeba je nauczyć jak je mądrze wydawać i być przy nim i pozwolić
        niekjiedy aby nauczyło sie na własnych błędach. Mój syn ma 9 lat kieszonkowe
        dostaje od roku. Być może kwota 10 zł miesięcznie nie jest zawrotną sumą ale
        jest wystarczająca aby mógł nauczyć się gospodarowania pieniędzmi
    • awo Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 13:29
      A za co dajesz im określone sumy?
      Bez sensu.
      Kieszonkowe uczy paru spraw: po piewsze uczy nienaciągania rodziców na kupienie
      czegoś. Kiedy wiedziałabyś, że zawsze kiedy trochę dłużej pojęczysz, to
      dostaniesz swoja upragnioną rzecz, to czy nie stosowałabyś marudzenia jako
      metody osiągnięcia celu? A jest to zła metoda, i tego uczy kieszonkowe.

      Po drugie - zupełnie inaczej gospodaruje się "własnymi" pieniędzmi, a zupełnie
      inaczej pieniędzmi rodziców. Przecież Twoje dziecko nie wie, ile tak naprawdę
      masz kasy, więc nie wie również, kiedy musisz mu powiedzieć STOP.
      Jest to dla niego niejasne - od czego to zależy? Chyba od długości marudzenia...
      Bo przecież czasem,jak się lepiej finansowo ukłąda w miesiącu, skłonna jesteś mu
      dać więcej, a czasem wkurzają Cię prośby nawet o niewielkie kwoty. (Ja tak mam).
      A jeśli masz jakąś własną sumę pieniędzy, to nagle zaczynasz rozumieć dokładnie
      różnicę między lalką za 20 a taką za 100 zł.
      Dorosły człowiek stara się kierować wskaźnikiem "efektywności" (chyba tak to się
      nazywa?) - czyli stosunkiem ceny do przyjemności z posiadania (zadowolenia z
      funkcjonalności, czy przydatności, oszczędzenia czasu itd.). Jeżeli dużo droższa
      lalka jest niewiele lepsza, skłonni jesteśmy jej nie kupować, bo "to się nie
      opłaca". I tego uczy się dziecko otrzymując kieszokowe. Mój syn (6 lat) mówi:
      "mamo, nie kupię tego loda za 4 zeta, bo ten za 2 jest tak samo dobry. I to się
      nie opłaca. Bo będę miał 2 za 2 zeta, to będę miał lepiej."
      A gdyby mnie naciągał, to pewnie też chciałby mieć 2 lody, ale te za 4 zeta.
      Oczywiście jest jeszcze mały i ma często decyzje nieprzemyślane - lecz może ich
      później żałować i czegoś się nauczyć. Bo jak się raz wyda pieniądze, to nie ma
      powrotu.
      Oczywiście ważna jest rola dorosłego: mówie mu na przykład "zobacz, kupiłeś grę
      za 50 zł i bawiłeś się tylko 2 dni. Może następnym razem kupisz sobie coś, czym
      będziesz się bawił dłużej? Np. paletki do tenisa, albo płetwy?"

      Aha- dostaje 5 zł/tydz. i czasem sobie składa, a czasem wydaje. Dobrze jest
      dziecku wymieniać drobne na duże banknoty, jak już sobie uskłada, wtedy nie chce
      ich rozmieniać.
    • gazunia Re: Daję 02.05.06, 22:03
      Moja córka jest w pierwszej klasie i odkąd rozpoczęła naukę do staje w każdy
      poniedziałek 20 złotych kieszonkowego. Skłamałabym pisząc, że nie wyciąga
      pieniędzy od nas ale na przykład "wspaniałe" gazetki Witcha kupuje za swoje.
      Poza tym jest zdecydowanie bardziej oszczędna ode mnie.
    • vharia Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 22:37
      Odkąd nauczyła się przyzwoicie liczyć, czyli od zerówki ma swoją kasę,
      rozliczaną tygodniowo. Kwota mała, ale na 100% pewna, więc rządzi nią coraz
      lepiej. Do tego funkcjonuje rodzinna instytucja lokaty finansowej (nie bierze
      tygodniówek kilka razy z rzędu i dostaje uzbierane pieniądze plus premię). Poza
      tym na wiele rzeczy jej daję lub kupuję, bo tygodniówka nie ma powodować
      niezależności finansowej tylko pojecie o gospodarowaniu pieniędzmi. Odmawianie
      tego dziecku uważam za bzdurę.
      • gazunia Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 23:35
        Zgadzam się w 100%. Tygodniówka nie oznacza, że nie kupię jej loda, zresztą
        jest bardziej oszczędna ode mnie.
    • madzialena22 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 00:10
      Gintaras sama sobie zaprzeczasz!!!
      najpierw piszesz, ze kieszonkowe jest bo jest,ze nie jest to zapłata za
      wykonanie jakiejs pracy itp. Za chwilę piszesz,że jesli dziecko czegos nie
      wykona, to mozna cześc jego kieszonkowego oddac rodzeństwu,które swoje
      obowiązku wykonało. Gdzie tu logika i konsekwencja????

      Ostatnio był taki artykuł przytaczany na tym forum (poszukajcie) o
      kieszonkowym. I jest zasada,ze jesli się je daje, to niezaleznie od
      wykonywanych obowiązków!!! jesli dziecko czegoś nie zrobi, nie powinno się
      ucinać kieszonkowego. Bo dziecko musi od małego wiedziec, ze za prace
      wykonywaną w domu dla samego siebie i członków rodziny nikt nigdy nam płacic
      nie będzie.
      • maksimum A gdzie instynkt samozachowawczy??? Zjesz cos? 03.05.06, 03:14
        nchyb napisała:

        > święta racja. Za co dawać im to kieszonkowe.

        Widze,bratnia dusze spotkalem.Brawo!!!!

        > Na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy aby również jedzenie im dawać. Czy
        >aby jest niezbędne? I za co im się należy? No bo przecież nie za sam fakt
        > istnienia...
        > A również pożywienie może im dać bardzo, oj bardzo złe sygnały...

        I tu tez zgadzam sie z Toba w zupelnosci.
        Przeciez w dzieciakach trzeba wyrabiac instynkty zamozachowawcze i nie
        podstawiac im koryta pod nos do uprzykrzenia lecz poczekac az same wyglodniale
        jak wilki przyleca do kuchni i poprosza o jedzenie,a ja wtedy im mowie,to sobie
        sami robcie.I nauka nie idzie w las.Najpierw trzeba poczuc glod,by pomyslec o
        jedzeniu,a nie jak miec widmo babci lub tesciowej przed oczyma,ktora ma TYLKO
        jedno pytanie na ustach:"Zjesz cos?" i chodzi za Toba lub biednymi dzieciakami
        caly czas z talerzami pelnymi zarcia.
        • nchyb Re: A gdzie instynkt samozachowawczy??? Zjesz cos 03.05.06, 07:53
          > sami robcie.I nauka nie idzie w las.Najpierw trzeba poczuc glod,by pomyslec o
          > jedzeniu,a nie jak miec widmo babci lub tesciowej przed oczyma,ktora ma TYLKO
          > jedno pytanie na ustach:"Zjesz cos?"
          ciut co innego miałam na myśli, niemniej jednak racji sporo. W mojej rodzinie
          nie ma zmyuszania do jedzenia, dzieci jedzą, gdy sa głodne, we wmiarę
          regularnie ustalonych porach...
      • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 03:28
        madzialena22 napisała:

        > Ostatnio był taki artykuł przytaczany na tym forum (poszukajcie) o
        > kieszonkowym. I jest zasada,ze jesli się je daje, to niezaleznie od
        > wykonywanych obowiązków!!!

        Ludzie,trzymajcie mnie za rece,bo sobie krzywde zrobie!
        Czyli daje sie kieszonkowe ZA NIC ??
        To wlasnie do mnie nie dociera.

        > jesli dziecko czegoś nie zrobi, nie powinno się ucinać kieszonkowego.

        No to jak dzieciaka do pionu przywolac?

        > Bo dziecko musi od małego wiedziec, ze za prace
        > wykonywaną w domu dla samego siebie i członków rodziny nikt nigdy nam płacic
        > nie będzie.

        Zalezy za jaka prace.Sa prace,ktore naleza do ich stalych obowiazkow i tu
        zgoda,ale sa tez inne prace,gdy chcemy,zeby nas w czyms wyreczyly i wtedy nie
        zaszkodzi dac im pare groszy.
        Syn ma 11,5 roku i umowa jest taka,ze za testy powyzej 90% dostaje 1 doll.a za
        testy powyzej 95% 3 doll.
        W trzecim semestrze on mial conajmniej jeden test tygodniowo i niemal mnie
        zruinowal.
        W calym semestrze mial tylko jeden test ponizej 90%,no i wtedy ja wymyslilem,ze
        za testy ponizej 90% on mnie placi 1 doll.
        Corka (9lat)dostala na urodziny gitare i to byl najglupszy prezent jaki jej
        zrobilem,bo pare dni sie nia bawila,a teraz gitara lezy na szafie i czeka na
        lepsze lata.
        Gdybym jej dawal kieszonkowe,to pewno sama by sobie ta gitare kupila ijej los
        bylby taki sam.
        Ja uwazam,ze dzieci w tym wieku jeszcze nie maja lba jak wydawac pieniadze i
        dlatego dawanie im kieszonkowego mija sie z celem.
        • cyborgus Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 03:49
          nie zgadzam sie z Toba - dawanie pieniedzy za uczenie sie, to jest wg. mnie
          niedopuszczalne. Dziecko ma sie uczyc, bo to jest jego glowny obowiazek na tym
          etapie zycia, no i to jest jego przyszlosc.
          Jak dlugo bedziesz mu placisz, na studiach tez? Gdzie planujesz postawic
          granice, ze dosc? I co syn z tym zrobi? A jak sie obrazi?

          Kieszkonkowe natomiast - czyli okreslona suma pieniedzy ktora dziecko dostaje
          regularnie - uczy dzieci oszczednosci i gospodarowania pieniedzmi. Ucza sie ze
          fundusze sa ograniczone, i musza nauczyc sie podejmowac wybor, na co chca je
          spedzic.
          • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 15:54
            cyborgus napisała:

            > nie zgadzam sie z Toba - dawanie pieniedzy za uczenie sie, to jest wg. mnie
            > niedopuszczalne. Dziecko ma sie uczyc, bo to jest jego glowny obowiazek na
            >tym etapie zycia, no i to jest jego przyszlosc.

            To jest calkiem ladnie sformulowane,ale nie kazdy dzieciak zdaje sobie z tego
            sprawe.Ja uwazam,ze extra motywacja jest jak najbardziej na miejscu.

            > Jak dlugo bedziesz mu placisz, na studiach tez?

            Czemu nie? Powinien sie nauczyc przykladac solidnie do wszystkiego corobi.

            > Gdzie planujesz postawic granice, ze dosc?

            Zadnych granic.Jak dlugo bedzie go to motywowalo,to bede tak robic.

            > I co syn z tym zrobi? A jak sie obrazi?

            Znasz kogos,kto sie obrazil na pieniadze?

            > Kieszkonkowe natomiast - czyli okreslona suma pieniedzy ktora dziecko dostaje
            > regularnie - uczy dzieci oszczednosci i gospodarowania pieniedzmi.

            To tak ucza was w raju pt EU,ze obowiazek swoja droga a pieniadze za cos innego.
            A co by sie stalo,gdyby obowiazek polaczyc z okreslona suma pieniedzy?

            > Ucza sie ze
            > fundusze sa ograniczone, i musza nauczyc sie podejmowac wybor, na co chca je
            > spedzic.

            Nie chodzi o wydawanie pieniedzy lecz o pozyskiwanie ich!
            Pieniadz jest miernikiem wartosci i powinien odzwierciedlac wartosc wkladu
            dziecka za to "kieszonkowe".
        • dziubelek2 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 17.05.06, 11:38
          no widzisz, ty uważasz, ze nie nalezy się kieszonkowe "za nic", a nalezy sikasa
          za dobre wyniki w nauce. a ja akurat swoim dzieciom cały czas tłumaczę, ze uczą
          się dla siebie, nie dla mnie i to czego się nauczą będzie procentować w
          przyszłości.

          a kieszonkowe
          mają malutkie, ale mają i o dziwo, zbierają te pieniądze - nie z myslą o
          własnych przyjemnościach, tylko o tym by móc za nie kupic prezent dla któregoś
          z członków rodziny (aktualnie na tapecie jest dzień matki).
      • gintaras2 do madzialena22 03.05.06, 10:12
        Gintaras sama sobie zaprzeczasz!!!
        najpierw piszesz, ze kieszonkowe jest bo jest,ze nie jest to zapłata za
        wykonanie jakiejs pracy itp. Za chwilę piszesz,że jesli dziecko czegos nie
        wykona, to mozna cześc jego kieszonkowego oddac rodzeństwu,które swoje
        obowiązku wykonało. Gdzie tu logika i konsekwencja????

        Przepraszam, że moja wypowiedź została odczytana przez ciebie jako nie logiczna.
        Sama tego nie wymyśliłam, jest to teoria znanego i szanowanego psychologa Prof.
        Leman'a.
        Na początku też wydało mi się to nielogiczne. Ale po dłuższym zastanowieniu...
        1. Dziecko dostaje pieniądze bo należy do rodziny.
        2. Rodzice nadal mogę rozporządzać pieniędzmi dziecka w celach wychowawczych.
        • nchyb Re: do madzialena22 03.05.06, 10:32
          > Sama tego nie wymyśliłam, jest to teoria znanego i szanowanego psychologa
          Prof.
          >
          > Leman'a.
          Nie wszystkie teorie utytułowanych profesorów sa mądre i rozsądne...


          > 2. Rodzice nadal mogę rozporządzać pieniędzmi dziecka w celach wychowawczych.
          Rozporządzanie czyimś majątkiem nie działa wychowawczo. W tym konkretnym
          przypadku pokazuje tylko, kto rządzi i ma władzę. Rządzi, nie wychowuje
          jednak...
          • gintaras2 Re: do madzialena22 03.05.06, 11:11
            Może masz rację. W moim przypadku sprawdza się to rewelacyjnie. Oczywiście
            rozumiem, że trzeba miec ograniczone zaufanie do teorii wychowawczych, jednakże
            jedna z książek którą napisał jest, moim zdaniem, rewolucyjna w wielu aspektach
            i po zastosowaniu jego rad widze dobre rezultaty.
            www.rodzinna.pl/rodzinna/product_info.php?cPath=110000_110400_110408&products_id=641
          • gintaras2 Re: do nchyb 03.05.06, 11:35
            Rozporządzanie czyimś majątkiem nie działa wychowawczo. W tym konkretnym
            przypadku pokazuje tylko, kto rządzi i ma władzę. Rządzi, nie wychowuje
            jednak...

            Kieszonkowe to nie jest majątek dzieci, tylko cały czas pieniądze rodzinne,
            których dziecko przecież nie zarabia tylko dostaje do rodziców. Uważam, że to
            ja razem z mężem rządzę i mam władzę i nie ma w tym zupełnie nic złego;
            ponieważ jej nie nadużywamy. W rodzinie panują pewne zasady, które dziecko musi
            respektować. To ja cały czas kontroluje zakupy ktore dziecko robi, obserwuję i
            i na tej podstawie ewentualnie pouczam.
            • myelegans dawac 03.05.06, 14:08
              jeszcze nie daje, bo dziecie male, ale bede dawala. ja dostawalam i liczylam
              kazda zlotowke, troche odkladalam na ksiazeczke (rodzice dawali mi maly % za
              oszczedzane pieniadze), troche sobie zostawialam na wlasne potrzeby, glownie
              slodycze i dziewczece bzdurki. Zawsze mialam jakis cel i na cos zbieralam i
              niekiedy dwa razy sie zastanowilam, czy kupic gume czy lizaka, ktore mnie
              oddalalyod kupienia przedmiotu marzen.
              Nauczylo mnie to gospodarnosci i odpowiedzialnosci i nienaciagania rodzicow, bo
              wiedzialam, ze to sa wyrzeczenia i ze trzeba oszczedzac i zostalo mi to do
              dzisiaj. Karty kredytowe splacam od razu, nienawidze miec dlugow i zawsze mi
              starcza do 1, bo wydaje tyle na ile mnie stac, albo mniej.

              Placenie dziecku za dobre wyniki w nauce jest bardzo niewychowawcze i
              niesprawiedliwe, to nie $$$$ powinny byc bodzcem do dobrych wynikow. Jak juz to
              placilabym za jakies ekstra roboty przy domu, ktore nie naleza do stalych
              obowiazkow, chociaz ja pewnie nie bede za to placic.
              • maksimum Re: dawac 03.05.06, 15:57
                myelegans napisała:

                > Placenie dziecku za dobre wyniki w nauce jest bardzo niewychowawcze i
                > niesprawiedliwe, to nie $$$$ powinny byc bodzcem do dobrych wynikow.

                A jak pozniej sprawa w zyciu wyglada?
                Czy pensja w pracy ma byc odzwierciedleniem wkladu pracy,czy po prostu
                pracownikowi nalezy sie scisle okreslona suma czy sie stoi czy sie lezy?
              • igge Re: dawac 03.05.06, 18:06
                Nigdy nie płaciłabym dziecku za wyniki w nauce i za prace domowe. Jest
                członkiem rodziny więc mnóstwo rzeczy dla domu i dla rodziny robimy wspólnie,
                wymieniamy się obowiązkami. Uczy się bardzo dobrze więc jakoś nigdy nie
                przyszło mi do głowy specjalnie go za to nagradzać, wie, że jestem z niego
                dumna i cieszę się z pochwał wychowawczyni na zebraniach ale nie jest to dla
                mnie jakaś super ważna sprawa, nie wtrącam się do jego nauki, on często nie
                informuje mnie o swoich ocenach. Gdy jego oszczędności czasami osiągają kwotę
                kilkuset zł - czasami proszę go o dołożenie się do jakiegoś rodzinnego zakupu.
                Tyle, że proszę a nie rzadzę się jego pieniędzmi. Tak było z kartą graficzną do
                komputera. Dostał pod choinkę grę, do której nasza stara karta graficzna
                okazała się za słaba - dołożył więc 200 zł od nowej i tak zakup był
                nieprzewidziany, kosztowny i potrzebny właściwie tylko do tej jego nowej gry.
                • maksimum Re: dawac. Jakie to staromodne. 04.05.06, 04:13
                  igge napisała:

                  > Nigdy nie płaciłabym dziecku za wyniki w nauce i za prace domowe.

                  Tego to juz zupelnie nie rozumiem.
                  Zyjemy w swiecie materialnym i czym szybciej dzieci sie o tym dowiedza,tym
                  lepiej dla nich.
                  A od kiedy dzieci powinny zarabiac,nasuwa sie pytanie?
                  Bo w USA bardzo duzo 15 latkow pracuje part-time,albo nawet przez cale wakacje.
                  Nikt sie temu tu nie dziwi.


                  > Jest
                  > członkiem rodziny więc mnóstwo rzeczy dla domu i dla rodziny robimy wspólnie,
                  > wymieniamy się obowiązkami. Uczy się bardzo dobrze więc jakoś nigdy nie
                  > przyszło mi do głowy specjalnie go za to nagradzać, wie, że jestem z niego
                  > dumna i cieszę się z pochwał wychowawczyni na zebraniach

                  Na mnie jakos pochwaly nie dzialaja.Czuje sie wrecz zazenowany,gdy nauczycielki
                  chwala moje dzieci na zebraniach.

                  > ale nie jest to dla
                  > mnie jakaś super ważna sprawa, nie wtrącam się do jego nauki, on często nie
                  > informuje mnie o swoich ocenach.

                  W Stanach wszystkie klasowki musza byc podpisane przez rodzicow,wiec nie ma jak
                  ukryc stopni przed rodzicami.

                  > Gdy jego oszczędności czasami osiągają kwotę
                  > kilkuset zł - czasami proszę go o dołożenie się do jakiegoś rodzinnego
                  zakupu.
                  > Tyle, że proszę a nie rzadzę się jego pieniędzmi. Tak było z kartą graficzną
                  do komputera. Dostał pod choinkę grę, do której nasza stara karta graficzna
                  > okazała się za słaba - dołożył więc 200 zł od nowej i tak zakup był
                  > nieprzewidziany, kosztowny i potrzebny właściwie tylko do tej jego nowej gry.

                  Na razie korzystamy z jednego komputera,ale od nowego roku szkolnego obiecalem
                  mu nowy komputer,bo widze,ze coraz czesciej z niego korzysta do odrabiania
                  pracy domowej.
            • nchyb Re: do nchyb 03.05.06, 17:03
              > Kieszonkowe to nie jest majątek dzieci, tylko cały czas pieniądze rodzinne,
              > których dziecko przecież nie zarabia tylko dostaje do rodziców.
              Pieniądze, które otrzymuje niepracująca żona od pracującego męża to zdaniem
              wielu tych mężów ciągle jego pieniadze, którymi on ma ciągle prawo
              rozporządzać. Zapewne wielu tak myślących mężów miało rodziców sądzących, że
              kieszonkowe to ich pieniadze i to że je dziecku już dali - o niczym nie
              świadczy...
              Ja akurat nie zgadzam się z tym, ze kieszonkowe to pieniądze rodzinne.
              Kieszonkowe - to pieniądze dziecka. Bo inaczej nic tego dziecka by nie było.
              Wszystko otrzymane od rodziców możemy podciągnąć pod rodzinną sprawę, którą
              rodzice mogą rozporządzać.
              - Nie synku, to nie jest twoje autko. nie szkodzi, że je ci kupiłam, ale teraz
              zmieniam zdanie i skoro nie zjadłeś ładnie zupki, to autko dam twojemu
              kuzynowi... sad
              • gintaras2 Re: do nchyb 03.05.06, 17:34
                nchyb napisała:

                > > Kieszonkowe to nie jest majątek dzieci, tylko cały czas pieniądze rodzinn
                > e,
                > > których dziecko przecież nie zarabia tylko dostaje do rodziców.
                > Pieniądze, które otrzymuje niepracująca żona od pracującego męża to zdaniem
                > wielu tych mężów ciągle jego pieniadze, którymi on ma ciągle prawo
                > rozporządzać. Zapewne wielu tak myślących mężów miało rodziców sądzących, że
                > kieszonkowe to ich pieniadze i to że je dziecku już dali - o niczym nie
                > świadczy...
                > Ja akurat nie zgadzam się z tym, ze kieszonkowe to pieniądze rodzinne.
                > Kieszonkowe - to pieniądze dziecka. Bo inaczej nic tego dziecka by nie było.
                > Wszystko otrzymane od rodziców możemy podciągnąć pod rodzinną sprawę, którą
                > rodzice mogą rozporządzać.
                > - Nie synku, to nie jest twoje autko. nie szkodzi, że je ci kupiłam, ale
                teraz
                > zmieniam zdanie i skoro nie zjadłeś ładnie zupki, to autko dam twojemu
                > kuzynowi... sad
                Wybacz, że się z Tobą nie zgodze, ale ni jak przykład z mężem nie przekłada się
                na dzieci. Mąż i żona moga powinni byc partnerami, szkoda, że w niektórych
                rodzinach tak nie jest. Moim zdaniem, dzieci trzeba traktować inaczej niż
                współmałżonka. Kiedy przyjdzie czas będę je mogła traktowac po partnersku, ale
                to jeszcze nie teraz...
                Skoro nasze pieniądze są rodzinne to dlaczego dziecka miałyby nie być?
                No a przykład z zupką i autkiem przemilczę.
                Myślę, że poprostu się nie zrozumiałyśmy. Ja nie chciałam nikogo rozłościć i
                podejrzewam, że i Ty nie chciałaś mnie obrazićsmile
                • nchyb Re: do nchyb 04.05.06, 08:31
                  > Myślę, że poprostu się nie zrozumiałyśmy. Ja nie chciałam nikogo rozłościć i
                  > podejrzewam, że i Ty nie chciałaś mnie obrazićsmile
                  Czy kogoś rozzłościłaś? Czy czujesz się obrażona? Czym?
                  Ja po prostu mam inne zdanie na ten temat, Ty inne i tyle. A czyje dzieci na
                  tym skorzystają? Hm, czas pokaże...
                  Pozdrawiam smile
    • gopio1 Re: zapłata za naukę 04.05.06, 13:02
      Dawanie dzieciom pieniedzy za dobre stopnie nie wychodzi nikomu na dobre i wiadomo tu juz od dosc
      dawna. Dziecko bardzo szybko odkrywa, ze moze odwrocic kota ogonem i zanim rodzice sie obejrza juz
      moga zostac zaszantazowani - jak mi nie bedziesz placil, to sie nie bede uczyc. W tej kwestii juz nie raz
      doszlo do tragedii... wychowawczej.
      • maksimum Re: zapłata za naukę. Starzy klecza przed dziecia 04.05.06, 15:32
        gopio1 napisała:

        > Dawanie dzieciom pieniedzy za dobre stopnie nie wychodzi nikomu na dobre i
        >wiadomo tu juz od dosc
        > dawna. Dziecko bardzo szybko odkrywa, ze moze odwrocic kota ogonem i zanim
        >rodzice sie obejrza juz moga zostac zaszantazowani

        To pewno w Polsce jest taka moda.
        Szantazuja ci,ktorzy maja(w tym przypadku pieniadze) a nie ci ktorzy chca je
        miec.
        Domyslam sie,ze dzieciak nie jest za bardzo rozgarniety i nie idzie mu w szkole
        wiec wpada na pomysl,zeby mu placic,to sie troche podciagnie.
        Poza tym szantaz dziala dobrze TYLKO na naiwnych.
        Szantazujacy musi miec przewage emocjonalna nad szantazowanym,zeby mu sie
        udalo,a ja nie widze sposobu by kilkunastoletni dzieciak mial taka przewage nad
        doroslym wyksztalconym czlowiekiem.
        Szantaz niesie ze soba rowniez ryzyko,ze mozna wszystko przegrac.

        >- jak mi nie bedziesz placil, to sie nie bede uczyc.
        > W tej kwestii juz nie raz doszlo do tragedii... wychowawczej.

        Tak to bywa w rodzinach,gdzie rodzicom bylo pod gorke do szkoly i klecza przed
        dzieciakiem zeby zechcial sie uczyc.
        • cyborgus Re: zapłata za naukę. Starzy klecza przed dzieci 04.05.06, 18:32
          tak jedziesz po innych rodzicach i ich nieumiejetnosci radzenia sobie z
          dziecmi, a ja jestem ciekawa co by twoj syn zrobil, gdybys mu teraz odcial
          kurek z pieniedzmi za nauke. Troche sie juz przyzwyczail, nie?
          • maksimum Re: zapłata za naukę. Starzy klecza przed dzieci 08.05.06, 00:01
            cyborgus napisała:

            > tak jedziesz po innych rodzicach i ich nieumiejetnosci radzenia sobie z
            > dziecmi, a ja jestem ciekawa co by twoj syn zrobil, gdybys mu teraz odcial
            > kurek z pieniedzmi za nauke. Troche sie juz przyzwyczail, nie?

            Fakt ze sie przyzwyczail,ale posluchaj co oni w szkole wymyslili.
            Jest to klasa o profilu ekonomiczym i dzieciaki mialy zrobic jakis projekt na
            wzor biznesu.
            Ojciec jednego z chlopakow ma maly sklepik z gazetami i slodyczami,wiec oni
            zebrali miedzy soba 100 doll. i kupili po cenach hurtowych slodycze za
            posrednictwem tego faceta i sprzedawali je w szkole na przerwach po
            konkurencyjnych cenach.Pozniej zobaczyli,ktore najlepiej ida i tych zamawiali
            najwiecej i biznes sie kreci.Ja mysle,ze oni sprzedaja taniej niz w sklepach i
            dlatego im dosc dobrze idzie.
    • kulju Kieszonkowe nie - zaplata za nauke tak 04.05.06, 21:06
      Ja jestem przeciwna dawaniu kieszonkowego, raczej wolalabym dac dziecku
      pieniadze za dobra nauke.
      Dawanie kieszonkowego dla mnie to dawanie pieniedzy za nic - czyli taka
      zapomoga. Wydaje mi sie, ze to przyzwyczajanie do otrzymywanie pieniedzy za nic.
      Ja nie bede na pewno dawac. Juz wole nagrodzic dobra nauke. To dodatkowa
      motywacja do nauki - uwazam ze kazdy srodek jest dobry, jesli dzieki niemu
      dziecko bedzie sie wiecej uczylo. W zyciu doroslym dobre wyniki np. w pracy sa
      nagradzane, wiec czemu nie mamy nagradzac dziecka za dobre wyniki w szkole.
      Natomiast nikt nigdy nie da mu nic za darmo w zyciu, wiec i ja nie bede do tego
      przyzwyczajac. Za dodatkowe prace w domu, ekstra, chetnie za to dam jakis pieniadz.
      Pozdr,
      Magda mama Adama 09.2003 i Olka 03.2006 Kanada
    • nangaparbat3 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 04.05.06, 21:29
      Kieszonkowe ogranicza naszą kontrole nad dzieckiem, daje mu szansę podejmowania
      calkowicie samodzielnych decyzji.
      Nalezy mu sie jak ubranie, jedzenie, książki i zabawki i co tam jeszcze.
      Odrobina - z wiekiem coraz większa - finansowej swobody.
      • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 04.05.06, 23:18
        nangaparbat3 napisała:

        > Kieszonkowe ogranicza naszą kontrole nad dzieckiem, daje mu szansę
        >podejmowania calkowicie samodzielnych decyzji.
        > Nalezy mu sie jak ubranie, jedzenie, książki i zabawki i co tam jeszcze.

        A jak mu nie dam kieszonkowego ,to mnie do sadu poda?
        Kieszonkowe to jest wymysl liberalnych socjologow i takich rodzicow.
        To takie money for nothing,a pozniej trzeba bedzie mu jeszcze na piwo dac,bo
        wpadl w nalog.

        > Odrobina - z wiekiem coraz większa - finansowej swobody.

        Do wszystkiego trzeba samemu dojsc,nieprawdaz?
        • nangaparbat3 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 05.05.06, 18:14
          maksimum napisał:

          > A jak mu nie dam kieszonkowego ,to mnie do sadu poda?
          To mi nie przyszlo do glowy - jeśli w relacjach rodzinnych trzeba się odwoływać
          do sądu, to znaczy, że rodzice ponieśli kleskę.
          > Kieszonkowe to jest wymysl liberalnych socjologow i takich rodzicow.
          Owaszem, uwazam się za liberalna matką i poczytuję to sobie za zaslugę.
          > To takie money for nothing,a pozniej trzeba bedzie mu jeszcze na piwo dac,bo
          > wpadl w nalog.
          W nałóg alkoholowy wpadają osoby nadmiernie kontrolowane przez rodziców (to
          wynika z amerykańskich badań, ktore w Polsce powtorzył prof. Gaś, i wyszło, że
          prawda).

          >
          > > Odrobina - z wiekiem coraz większa - finansowej swobody.
          >
          > Do wszystkiego trzeba samemu dojsc,nieprawdaz?

          Wlaśnie. Krok po kroku. Dlatego dobrze, kiedy dziecko dostaje pewna sume do
          własnej dyspozycji, z wiekiem coraz większą.
          • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 07.05.06, 19:59
            > W nałóg alkoholowy wpadają osoby nadmiernie kontrolowane przez rodziców (to
            > wynika z amerykańskich badań, ktore w Polsce powtorzył prof. Gaś, i wyszło,
            >że prawda).

            Mylisz skutki z przyczynami.
            W nalog wpadaja osoby,ktorych rodzice sa nalogowcami.
            Dziecko sie rodzi z nalogiem i ta zwiekszona kontrola nad nim nalogowych
            rodzicow nie daje rezultatow bo zew krwi zwycieza.
            Moj ojciec palil papierosy i przestal w wieku 40 lat.Pamietam jak sam
            chodzilem do kiosku kupowac mu papierosy.Ja tez palilem i przestalem w wieku 30
            lat i nie przewiduje,by one mialy problemy z nalogami.

            > Wlaśnie. Krok po kroku. Dlatego dobrze, kiedy dziecko dostaje pewna sume do
            > własnej dyspozycji, z wiekiem coraz większą.

            Zamiast dostawac,dziecko moze zarabiac,krok po kroku coraz wieksza sume.
            • wyczalkowska Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 07.05.06, 23:21
              Dziecko ma obowiazek wykonywać rozne prace na rzecz rodziny niezaleznie od
              tego, czy dostaje kieszonkowe, czy nie. To wynika z faktu, ze należy do
              wspolnoty, której członkowie muszą sobie nawzajem pomagać i dbać o to, co
              wspolne. Nie powinno oczekiwać zapłaty za to, że posprząta czy przystrzyze
              trawnik. Bo i jak - gdybym ja, matka, nie miała grosz przy duszy, mialoby juz
              tego nie robić? Bo mu nie zapłacę? Płacennie za uslugi w najblizszekj rodzinie,
              której członkowie prowadza wspolne gospodarstwo, to grube przegiecie.
              • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 07.05.06, 23:55
                > Płacennie za uslugi w najblizszekj rodzinie,
                > której członkowie prowadza wspolne gospodarstwo, to grube przegiecie.

                Tez prawda,ale czesto tak bywa,ze dzieciak ma czas wyliczony i wykonuje te
                uslugi kosztem gry w kosza w parku,lub zamiast ogladania TV.
            • dziubelek2 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 17.05.06, 11:45
              ciekawe, skąd bierzesz te teorie???

              wiesz, moi rodzice i mojego męża palili - nigdy nie paliłam ani ja ani on.

              i zapewniam cię, ze w wielu polskich domach tak jesttongue_out

              może to we wspaniałej ameryce człowiek rodzi sie z nałogiem, w polsce dzieci
              rodza się tylko z nałogiem ssania mleczka.
              • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 18.05.06, 22:46
                dziubelek2 napisała:

                > ciekawe, skąd bierzesz te teorie???
                >
                > wiesz, moi rodzice i mojego męża palili - nigdy nie paliłam ani ja ani on.

                To jest wyjatkowa sytuacja.
                A przy okazji jak wasze rodzenstwo sobie radzi z tym nalogiem?

                > i zapewniam cię, ze w wielu polskich domach tak jesttongue_out

                Moze akurat obracacie sie w dobrym towarzystwie,co nie znaczy,ze wszedzie tak
                jest.
                • dziubelek2 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 19.05.06, 09:18
                  moi bracia nie palą, jeden brat męża też nie, drugi tak.

                  myslę, że na to człowiek ma te zwoje w głowie, zeby myslec samodzielnie - i
                  dziecko, które wychowało się np. w rodzinie alkoholików, jeśłi ma choc troche
                  instynktu samozachowawczego, nie powieli rodzicielskich "wzorów".
                  • maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 19.05.06, 16:12
                    dziubelek2 napisała:

                    > moi bracia nie palą, jeden brat męża też nie, drugi tak.
                    >
                    > myslę, że na to człowiek ma te zwoje w głowie, zeby myslec samodzielnie - i
                    > dziecko, które wychowało się np. w rodzinie alkoholików, jeśłi ma choc
                    >troche instynktu samozachowawczego, nie powieli rodzicielskich "wzorów".

                    To tez prawda,bo jeden z moich kuzynow pil,a zadne z jego trojki dzieci nie
                    pije.Za to u znajomego,ktory do tej pory walczy z nalogiem,wszystkie dzieci
                    pija.
    • kanna Będę dawała. 07.05.06, 10:41
      Oczywiście, że będę dawała. Dzieci MUSZĄ uczyc sie świata dorosłych, a
      pieniadze są z nim nierozerwalnie związane. Nie bedę ingerowała, na co dzieci
      wydaja swoje pieniadze, choc oczywiście bedę je zachęcała do oszczędzania i
      bedę kontrolowała (zwłaszcza na początku) co kupują.
      Nie planuję obcinac kieszonkowego za karę, bo te pieniadze nie maja być
      środkiem kontroli nad dzieckiem, ale wdrażaniem ich do samodzielności i
      decydowania o sobie i swoich wydatkach.

      pozd. Ania
      • beti222 :):) 07.05.06, 13:09
        • mimka21 Re: :):) 07.05.06, 19:50
          Za trzy dolce sie uczyc... A ja bylam prymusem za darmo. Kase w tym wieku to ja zarabialam inaczej -
          pilnowalam dzieci, strzyglam trawniki sasiadom, roznosilam ulotki. Za trzy dolce za test, to sorry - ale by
          mi sie oczu psuc nie chcialo. Za moje wyksztalcenie placa mi teraz - i to dobrze - moi klienci. A rodzice
          kieszonkowe mi zawsze dawali. I ja je tez dawac swoim dzieciom bede.
          • maksimum Re: :):) Money for nothink. 07.05.06, 20:05
            mimka21 napisała:

            > Za trzy dolce sie uczyc... A ja bylam prymusem za darmo. Kase w tym wieku to
            ja zarabialam inaczej -
            > pilnowalam dzieci, strzyglam trawniki sasiadom, roznosilam ulotki.

            A w jakim wieku pilnowalas dzieci?
            I sa to zajecia malo rozwojowe intelektualnie!

            > Za trzy dolce za test, to sorry - ale by
            > mi sie oczu psuc nie chcialo.

            On nigdy nie mial problemow z nauka.To jest taka extra motywacja.

            > Za moje wyksztalcenie placa mi teraz - i to dobrz
            > e - moi klienci. A rodzice
            > kieszonkowe mi zawsze dawali. I ja je tez dawac swoim dzieciom bede.

            Ja tez dostawalem,ale dawanie za nic nie przemawia do mnie.
            • mimka21 Re: :):) Money for nothink. 07.05.06, 20:48
              > A w jakim wieku pilnowalas dzieci?
              > I sa to zajecia malo rozwojowe intelektualnie!
              Rozumiem ze zajmowanie sie wlasnymi dziecmi tez traktujesz jako malo rozwojowe?
              Wczesniej sam pisales, ze w Stanach 15-latki pracuja w pizzerii i sama nie wiem co tam jeszcze
              wymieniles - rozumiem, ze to zajecie bardziej rozwojowe? Sam fakt roznoszenia pizzy w Stanach tak
              stymuluje intelektualnie...
              Ja mialam 12 lat zaczelam pilnowalac dzieci sasiadki - dwojki maluchow. Zwykle gdy ona chciala isc do
              kina wieczorem a dzieci spalysmile. Moglam spokojnie czytac ksiazke, albo uczyc sie do klasowki - a to juz
              bardzo rozwojowe zajeciesmile. Ale wczesniej jeszcze zbieralam zarobkowo truskawki, porzeczki, wisnie.
              > On nigdy nie mial problemow z nauka.To jest taka extra motywacja.<
              A nie mozesz go motywowac inaczej, na przyklad mowiac, ze ta nauka mu sie oplaci w przyszlosci, ze
              juz teraz sie oplaci, jesli bedzie udzielal komus korepetycji (moze nie teraz, ale za rok - dwa)? Teraz to
              Ty go nie motywujesz, tylko mu placisz. A przeciez nie masz za co mu placic - idac Twoim tokiem
              rozumowania - bo on nie pracuje dla Ciebie, tylko dla siebie.
              Wiec za co Ty mu wlasciwie placisz? Za prace, ktora i on i tak ma swiety obowiazek wykonac, i w ktorej
              to czynnosci wspiera go caly amerykanski system edukacyjny, finansowany z Twoich podatkow?
              • maksimum Re: :):) Money for nothink. 07.05.06, 23:53
                > Wiec za co Ty mu wlasciwie placisz? Za prace, ktora i on i tak ma swiety
                >obowiazek wykonac, i w ktorej
                > to czynnosci wspiera go caly amerykanski system edukacyjny, finansowany z
                >Twoich podatkow?

                Zgadza sie.
                To jest moja forma dawania kieszonkowego i wydaje mnie sie,ze jest lepsza nic
                dawanie bezwarunkowe.
                System edukacyjny jest tu calkiem niezly i syn wrocil zachwycony wycieczka do
                Federal Reserve Bank of NY.
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=41067443&a=41323739&t=1147038019451

                Ten Polak ktory przesladowal moje dzieci w parku zawsze mial pieniadze przy
                sobie i sie nawet tym chwalil,ze mamusia mu dala.Przez 4 lata pobytu w
                amerykanskiej szkole nie potrafil zdac ESL(english as a second language) czyli
                chodzil na dodatkowe lekcje angielskiego,mimo ze i tak byl w najgorszej J.H.
                w okolicy.Oczywiscie pojdzie do najgorszego H.S. w okolicy i na tym sie jego
                kariera naukowa skonczy.W Polsce by mogl jeszcze dzieciakom podokuczac,bo tam
                przemoc jest dosc powszechna,ale tutaj szybko od kogos dostanie po lbie i
                zostanie glupi i zbuntowany.O takich ludziach sa wlasnie polish jokes w USA.
                Na pewno jego matce nie przyszlo do glowy,zeby zamiast kieszonkowego dawac mu
                pieniadze za lepsze stopnie.
                • mimka21 Re: :):) Money for nothink. 08.05.06, 08:21
                  No wiec jednak dajesz mu kieszonkowe.
                  No to swietnie. Po co ten dlugi watek? I co do tego ma jakis przyglup przesladujacy dzieci w parku? A
                  gdyby matka mu tego kieszonkowego nie dawala, to milszy by byl? Chyba jedno i drugie (przesladowanie
                  i kieszonkowe) maja sie do siebie, jak wol do karety.
                  No dobra, to swietnie, ze u was w Stanach jest swietnie. U nas tez jest swietnie.
                  Tosmy sobie pogadali.
                  • maksimum Re: :):) Money for nothink. 08.05.06, 15:45
                    mimka21 napisała:

                    > No wiec jednak dajesz mu kieszonkowe.

                    Zmuszam go przy okazji do wysilku za te pieniadze.

                    > No to swietnie. Po co ten dlugi watek?

                    Chcialem z jakimis ciekawymi ludzi pogadac.

                    > I co do tego ma jakis przyglup przesladujacy dzieci w parku?

                    Pewno nie ma dobrego przykladu w domu i rodzice daja mu szmalec niezaleznie od
                    tego jak sie uczy i zachowuje,czyli kieszonkowe "po polsku".

                    > A gdyby matka mu tego kieszonkowego nie dawala, to milszy by byl?

                    Gdyby uzalezniala to od wynikow w szkole,to moze wiecej czasu spedzalby nad
                    ksiazkami.Przy okazji domyslam sie,ze maja polska telewizje w domu zamiast
                    dobrej kablowki amerykanskiej i dlatego dzieciak taki malo kumaty.

                    > Chyba jedno i drugie (przesladowanie
                    > i kieszonkowe) maja sie do siebie, jak wol do karety.

                    W tym wypadku wol do karety maja sie jak polskie wychowanie do amerykanskiego
                    wychowania.

                    > No dobra, to swietnie, ze u was w Stanach jest swietnie. U nas tez jest
                    swietnie.
                    > Tosmy sobie pogadali.

                    PS.Mozesz mnie jeszcze wytlumaczyc,dlaczego przy tak powszechnym dostepie do
                    broni w USA ilosc morderstw w Polsce jest jednak wieksza niz w Stanach?

                    www.nationmaster.com/graph-T/cri_mur_percap

                    • mimka21 Re: :):) Money for nothink. 09.05.06, 10:26
                      > PS.Mozesz mnie jeszcze wytlumaczyc,dlaczego przy tak powszechnym dostepie do
                      > broni w USA ilosc morderstw w Polsce jest jednak wieksza niz w Stanach?

                      Roznica ta, biorac pod uwage zamoznosc spoleczenstwa, ktora w Stanach jest wielokrotnie wyzsza, jak
                      rowniez wydatki obu krajow na walke z przestepczoscia (w Stanach budzet nieco wiekszy - przyznasz
                      racje, czy nie?) nie jest wielka. Polska na miejscu 20, Stany na 24. Dlaczego nie porownasz Stanow z
                      Kanada, gdzie dochod na mieszkanca jest porownywalny? Kanada jest na miejscu 44. Francja na 40, a
                      Niemcy na 49 miejscu. Wlasciwie wiekszosc krajow europejskich jest na odleglych miejscach - a Stany
                      gdzies miedzy krajami rozwijajacymi sie: Bulgaria a Armenia. Polska jest na 20 miejscu, i uwazam, ze
                      jest to w naszej sytuacji geo - socjo - ekonomicznej normalne. Bo na przyklad wszyscy nasi wschodni
                      sasiedzi - mieszcza sie w pierwszej 10! (Bialorus, Litwa, Lotwa, Estonia, Rosja, Ukraina). Na tym tle
                      wypadamy wrecz swietnie. Takze Twoj argument nie przemawia do mnie. Tak wysoka pozycja Stanow w
                      tym rankingu jest raczej szokujaca: dwa razy latwiej stracic u was zycie niz w Kanadzie, Francji, czy
                      Niemczech!


                      • mimka21 i jeszcze... 09.05.06, 10:47
                        W komentarzach ponizej ktos zwraca uwage, ze ponizsze statystyki odnosza sie do lat 1998 - 2000.
                        Tak bylo - w najlepszym razie - szesc lat temu!
                        Twoje wywody opieraja sie na nieaktualnych informacjach.
                      • ja-figa Re: :):) Money for nothink. 09.05.06, 11:47
                        tak sobie czytam ten post i cały czas troszke mi sie śmiac chce bo odnosze
                        wrażenie ze jakos to niektórzy wyolbrzymiacie...
                        a co do mojego pogladu.. moja mał ma dopiero tzry latka wiec jeszce za wczesnie
                        na kieszonkowe ale zamierzam jej dawac za 2-3 latka . raz w tygodniu raczej
                        ymboliczne sumki- aby np. miala na tzw swoje wydatki- jakies slodycze, napoje,
                        czy kredki, kolorowanki itp. ale naprawde mysle o symbolicznych kwotach np 2 zl
                        na tydzien.- przy czym ustalic bym chciala co za te pieniazki ona sobie kupuje,
                        natomias ja juz nie. to uczy szacunku do pieniedzy i uczy gospodarnos, oraz
                        bardzo waznej rzeczy- ze nic w zyciu nie jest za darmo. a jak bedzie cchiala
                        zabawke drozsza...no coz postarm sie ja nauczyc ze dostaje pieniazki na gumy
                        ale moze je np wrzucac do skarbonki i odkladac na wymarzona zabawke. ja bylam
                        tak wychowana i uwarzam ze to byl swietny pomysl- znam wartosc pieniadza i
                        zawsze szanowalam wszytko co sobie kupilam lub dostalam od innych bo
                        wyobrazalam sobie ze tez musieli dlugo zbierac i odkladac pieniazki zebym np
                        dostala prezent- i juz nie wazne bylo co to takiego wazne ze wiedzialm ze ktos
                        myslal o mnie- bo przeciez tez musial odkladac te pieniazki jak ja.smile wydaje mi
                        suie ze wystarczy ustalic zasady oraz kwote- to jest nauka zycia- owocuje na
                        przyszloscsmile
                        • maksimum Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 02:07
                          ja-figa napisała:

                          > tak sobie czytam ten post i cały czas troszke mi sie śmiac chce bo odnosze
                          > wrażenie ze jakos to niektórzy wyolbrzymiacie...
                          > a co do mojego pogladu.. moja mał ma dopiero tzry latka wiec jeszce za
                          wczesnie
                          > na kieszonkowe ale zamierzam jej dawac za 2-3 latka . raz w tygodniu raczej
                          > ymboliczne sumki- aby np. miala na tzw swoje wydatki- jakies slodycze,
                          >napoje,

                          Tylko nie slodycze i coca-cola.
                          Wlasnie dlatego nie daje swojej 9-latce,bo by sobie kupowala czekoladki i kit-
                          katy.

                          > czy kredki, kolorowanki itp. ale naprawde mysle o symbolicznych kwotach np 2
                          zl na tydzien.- przy czym ustalic bym chciala co za te pieniazki ona sobie
                          >kupuje,

                          Najbardziej nie moge odzalowac,ze na 9 urodziny naciagnela mnie na gitare i
                          gitara niemal caly czas lezy na szafie.

                          > natomias ja juz nie. to uczy szacunku do pieniedzy i uczy gospodarnos, oraz
                          > bardzo waznej rzeczy- ze nic w zyciu nie jest za darmo. a jak bedzie cchiala
                          > zabawke drozsza...no coz postarm sie ja nauczyc ze dostaje pieniazki na gumy
                          > ale moze je np wrzucac do skarbonki i odkladac na wymarzona zabawke. ja bylam
                          > tak wychowana i uwarzam ze to byl swietny pomysl- znam wartosc pieniadza i
                          > zawsze szanowalam wszytko co sobie kupilam lub dostalam od innych bo
                          > wyobrazalam sobie ze tez musieli dlugo zbierac i odkladac pieniazki zebym np
                          > dostala prezent- i juz nie wazne bylo co to takiego wazne ze wiedzialm ze
                          ktos myslal o mnie- bo przeciez tez musial odkladac te pieniazki jak ja.smile
                          wydaje mi
                          > suie ze wystarczy ustalic zasady oraz kwote- to jest nauka zycia- owocuje na
                          > przyszloscsmile

                          Wg mnie dzieciaki nie maja pojecia jak wydawac pieniadze,przynajmniej moja
                          zdolna przeciez 9 latka.
                          11,5 letni syn juz wie co ile kosztuje i co kupic ,zeby nie przeplacic.
                          Dalem mu 20 doll za te 94% na 3 okres.
                      • maksimum Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 02:14
                        mimka21 napisała:

                        > > PS.Mozesz mnie jeszcze wytlumaczyc,dlaczego przy tak powszechnym dostepie
                        > do
                        > > broni w USA ilosc morderstw w Polsce jest jednak wieksza niz w Stanach?
                        >
                        > Roznica ta, biorac pod uwage zamoznosc spoleczenstwa, ktora w Stanach jest
                        wielokrotnie wyzsza, jak
                        > rowniez wydatki obu krajow na walke z przestepczoscia (w Stanach budzet nieco
                        wiekszy - przyznasz
                        > racje, czy nie?) nie jest wielka. Polska na miejscu 20, Stany na 24. Dlaczego
                        nie porownasz Stanow z
                        > Kanada, gdzie dochod na mieszkanca jest porownywalny? Kanada jest na miejscu
                        44. Francja na 40, a
                        > Niemcy na 49 miejscu. Wlasciwie wiekszosc krajow europejskich jest na
                        odleglych miejscach - a Stany
                        > gdzies miedzy krajami rozwijajacymi sie: Bulgaria a Armenia. Polska jest na
                        20 miejscu, i uwazam, ze
                        > jest to w naszej sytuacji geo - socjo - ekonomicznej normalne.

                        Te porownania zawodza,bo nigdzie na swiecie nie ma takiej dostepnosci do broni
                        palnej jak w USA.Tu niemal kazdy ma arsenal.I to nie jakis jeden malokalibrowy
                        pistolek w domu,ale ze 3 i do tego ze 3 strzelby.


                        > Bo na przyklad w szyscy nasi wschodni
                        > sasiedzi - mieszcza sie w pierwszej 10! (Bialorus, Litwa, Lotwa, Estonia,
                        Rosja, Ukraina). Na tym tle
                        > wypadamy wrecz swietnie. Takze Twoj argument nie przemawia do mnie. Tak
                        wysoka pozycja Stanow w
                        > tym rankingu jest raczej szokujaca: dwa razy latwiej stracic u was zycie niz
                        >w Kanadzie, Francji, czy Niemczech!

                        A wyobraz sobie,co by bylo w tych krajach,jakby kazdy tam mial bron.

                        • mimka21 Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 08:54

                          > A wyobraz sobie,co by bylo w tych krajach,jakby kazdy tam mial bron.

                          Nie musze sobie wyobrazac: Szwajcaria, gdzie kazdy ma bron (kazdy mezczyzna w wieku poborowym
                          posiada w domu caly arsenal), jest na 56 miejscu w tym rankingu.
                          Nie posluguj sie jakas metna ideologia, w dodatku nie wiedzac, co chcesz udowodnic.
                          Bzdury wypisujesz.
                          Bez odzewu.
                          • maksimum Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 23:00
                            mimka21 napisała:

                            >
                            > > A wyobraz sobie,co by bylo w tych krajach,jakby kazdy tam mial bron.
                            >
                            > Nie musze sobie wyobrazac: Szwajcaria, gdzie kazdy ma bron (kazdy mezczyzna w
                            w ieku poborowym
                            > posiada w domu caly arsenal), jest na 56 miejscu w tym rankingu.

                            Dobrze przy okazji jest przytoczyc jakiej zrodla ,z ktorych sie korzysta,np:
                            www.swissinfo.org/eng/Swissinfo.html?siteSect=111&sid=4263352
                            Z tego zrodla wynika,ze na 8 mln Szwajcarow przypada tylko 1,2 mln broni palnej,
                            czyli 15% ludnosci ma bron palna.

                            > Nie posluguj sie jakas metna ideologia, w dodatku nie wiedzac, co chcesz
                            >udowodnic.

                            W USA natomiast w posiadaniu 296 mln ludzi jest az 192 mln szt broni palnej,co
                            stanowi az 65% populacji z bronia palna.
                            www.gwynnedyer.net/articles/Gwynne%20Dyer%20article_%20%20Brazil%20Guns.txt

                            "There are only an estimated 17 million guns in private hands in
                            Brazil, a country of 182 million people. By contrast, there are 192 million
                            firearms in private hands in America, which has 296 million people."

                            > Bzdury wypisujesz.

                            Widzisz chyba golym okiem roznice miedzy 15% w Szwajcarii a 65% w USA
                            dostepnosci do broni.
                            Te 15% to moga byc calkiem przyzwoici ludzi w kazdym spoleczenstwie i moze to
                            nie miec zadnego wplywu na przestepczosc.
                            Co innego jak grubo ponad polowa ludnosci ma bron,to wtedy trafia ona do
                            wszystkich.
                            Nigdzie na swiecie nie ma takiej dostepnosci do broni palnej jak w USA.

                            > Bez odzewu.

                            Szkoda,bo ciekawe rzeczy piszesz.
                            Pozdrawia Maciej.
                            • myelegans Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 02:26
                              Money for NOTHING

                              tylko jak to sie ma do kieszonkowego?
                              • maksimum Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 04:01
                                myelegans napisała:

                                > Money for NOTHING

                                No wlasnie,czy chodzilo mnie o bezmyslne dawanie pieniedzy dzieciom,czy raczej
                                zmuszanie ich do myslenia by zarabialy na kieszonkowe?

                                > tylko jak to sie ma do kieszonkowego?

                                Bo ja daje synowi za stopnie,czyli thinking,a wiekszosc daje bezwarunkowo czyli
                                no-thinking.
                                • fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 17:00
                                  Maximum, Twój system dawania kieszonkowych jest dobry w Stanach, a polskie
                                  kieszonkowe "za nic" - w Polsce, bo przypuśćmy, że mama powie synkowi: za każdą
                                  3 dostajęsz 1 zł, za 4 2 zł, a za 5 - 5 zł. No i u was synalek będzie pół
                                  wieczora kuł, a u nas napisze kilka ściąg, pozwala od innych zadania domowe i
                                  zbije majątek wink.
                                  Dziecko nie będzie w nauce widziało korzyści dla siebie, tylko będzie
                                  kombinowało i oszukiwało, żeby uzbierać kasę. To dopiero byłyby pieniądze za nic.
                                  a tak to dostaje określoną sumę np. raz w tygodniu czy miesiącu i może to też są
                                  pieniądze za nic, ale przynajmniej nie motywują do oszustw i nie narażają
                                  biednego rodzica na bankructwo.
                                  A zarabianie swoją drogą - jeśli synkowi z wiekiem nie starcza kieszonkowych, a
                                  rodzic mu nie chce albo nie może podwyższyć,wtedy można się zabrać za
                                  roznoszenie ulotek, zbieranie truskawek itp.
                                  • maksimum Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 22:42
                                    fatalna_jendza napisała:

                                    > Maximum, Twój system dawania kieszonkowych jest dobry w Stanach, a polskie
                                    > kieszonkowe "za nic" - w Polsce, bo przypuśćmy, że mama powie synkowi: za
                                    >każdą 3 dostajęsz 1 zł, za 4 2 zł, a za 5 - 5 zł.

                                    Ja w Polsce to wlasnie tak mialem,ze obok tego zwyklego kieszonkowego,to mialem
                                    extra za czworki i piatki.

                                    > No i u was synalek będzie pół
                                    > wieczora kuł, a u nas napisze kilka ściąg, pozwala od innych zadania domowe i
                                    > zbije majątek wink.

                                    Rzeczywiscie,to jest calkiem inne podejscie do nauki i zycia.
                                    Zdarzaja sie tez sciagajacy,ale to zazwyczaj jeden lub dwa przypadki na klase i
                                    nauczyciel szybko to wylapuje.
                                    Ja pamietam nauczyciela z historii,ktory Iskra sie nazywal i jemu nie
                                    przeszkadzalo,ze sie sciagalo,bo to niby mialo zaradnosci w zyciu uczyc.
                                    Nauczyciel od fizyki byl calkiem inny,on bral ludzi pod ambicje,ale i potrafil
                                    nagradzac.

                                    > Dziecko nie będzie w nauce widziało korzyści dla siebie, tylko będzie
                                    > kombinowało i oszukiwało, żeby uzbierać kasę. To dopiero byłyby pieniądze za
                                    >nic.

                                    Tutaj w szkolach pod tym wzgedem bardzo pilnuja i wszystkie powazniejsze prace
                                    sa sprawdzane komputerowo czy nie sa plagiatami.

                                    > a tak to dostaje określoną sumę np. raz w tygodniu czy miesiącu i może to też
                                    są pieniądze za nic, ale przynajmniej nie motywują do oszustw i nie narażają
                                    > biednego rodzica na bankructwo.

                                    Chec do oszustw ma sie w sobie wyniesiona z domu lub nagradzana srodowiskowo i
                                    tu widze wieksza role domu w opanowaniu zlych nawykow.

                                    > A zarabianie swoją drogą - jeśli synkowi z wiekiem nie starcza kieszonkowych,
                                    a rodzic mu nie chce albo nie może podwyższyć,wtedy można się zabrać za
                                    > roznoszenie ulotek, zbieranie truskawek itp.

                                    Moj syn juz to wlasnie robi,mimo ze ma dopiero 11,5 roku.
                                    • fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 12.05.06, 23:01
                                      maksimum napisał:

                                      > fatalna_jendza napisała:
                                      >
                                      > > Maximum, Twój system dawania kieszonkowych jest dobry w Stanach, a polski
                                      > e
                                      > > kieszonkowe "za nic" - w Polsce, bo przypuśćmy, że mama powie synkowi: za
                                      >
                                      > >każdą 3 dostajęsz 1 zł, za 4 2 zł, a za 5 - 5 zł.
                                      >
                                      > Ja w Polsce to wlasnie tak mialem,ze obok tego zwyklego kieszonkowego,to mialem
                                      >
                                      > extra za czworki i piatki.
                                      >
                                      > > No i u was synalek będzie pół
                                      > > wieczora kuł, a u nas napisze kilka ściąg, pozwala od innych zadania domo
                                      > we i
                                      > > zbije majątek wink.
                                      >
                                      > Rzeczywiscie,to jest calkiem inne podejscie do nauki i zycia.
                                      > Zdarzaja sie tez sciagajacy,ale to zazwyczaj jeden lub dwa przypadki na klase i
                                      >
                                      > nauczyciel szybko to wylapuje.
                                      U nas nauczyciel nie ma szans na wyłapanie wszystkich ściągających - bo ściąga
                                      99% klasy smile
                                      >
                                      > > Dziecko nie będzie w nauce widziało korzyści dla siebie, tylko będzie
                                      > > kombinowało i oszukiwało, żeby uzbierać kasę. To dopiero byłyby pieniądze
                                      > za
                                      > >nic.
                                      >
                                      > Tutaj w szkolach pod tym wzgedem bardzo pilnuja i wszystkie powazniejsze prace
                                      > sa sprawdzane komputerowo czy nie sa plagiatami.
                                      A tutjaj nie smile
                                      >
                                      > > a tak to dostaje określoną sumę np. raz w tygodniu czy miesiącu i może to
                                      > też
                                      > są pieniądze za nic, ale przynajmniej nie motywują do oszustw i nie narażają
                                      > > biednego rodzica na bankructwo.
                                      >
                                      > Chec do oszustw ma sie w sobie wyniesiona z domu lub nagradzana srodowiskowo i
                                      > tu widze wieksza role domu w opanowaniu zlych nawykow.

                                      Ale jak dziecko trafi do szkoły, gdzie będą inni, którzy będą ściągać,
                                      oszukiwać, to automatycznie prędzej czy później i ono zacznie. Bo czemu niby ono
                                      jedno miałoby nie ściągać i kuć, gdy wszyscy inni wkładają w naukępołowę mniej
                                      wysiłku i mają nieraz lepsze oceny.

                                      U nas ściąganie to nawet nie "zły nawyk" - to po prostu zwykła rzecz. Jak mówi
                                      moja matematyczka, "ściąganie jest wpisane w definicję ucznia".
                                      A od ściągania zdarzają się gorsze rzeczy - zwiewanie z lekcji, chodzenie na
                                      przerwach na fajki itp. itd.

                                      Po prostu - nasze środowiska są inne. Twój system jest skuteczny w USA, a nassz
                                      w Polsce i nic tego nie zmieni.
                                      • maksimum Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 06:13
                                        fatalna_jendza napisała:

                                        > Ale jak dziecko trafi do szkoły, gdzie będą inni, którzy będą ściągać,
                                        > oszukiwać, to automatycznie prędzej czy później i ono zacznie. Bo czemu niby
                                        ono
                                        > jedno miałoby nie ściągać i kuć, gdy wszyscy inni wkładają w naukępołowę mniej
                                        > wysiłku i mają nieraz lepsze oceny.

                                        Uwierz mi,czym lepsza szkola,tym mniej jest sciagania.
                                        Czym lepszy uczen,tym bardziej uczy sie dla siebie.Moj syn smial sie z jakiegos
                                        chlopaka czy dziewczyny co sciagali,bo przy tych wazniejszych testach czy
                                        egzaminach nie ma zadnych szans na sciaganie i wszyscy o tym wiedza.
                                        Do wszystkich lepszych szkol sa egzaminy i pytania sa tak ulozone,ze nie dasz
                                        rady sciagnac,bo sa to w wiekszosci pytania na inteligencje.
                                        Opowiadaly mnie dzieciaki jak zdawaly do Hunter College High School.
                                        www.hchs.hunter.cuny.edu/
                                        To jest najlepszy H.S. publiczny w NYC i tak jak do pozostalych 6 najlepszych
                                        trzeba zdawac egzaminy.Dzieciaki mimo ze przerabialy program o rok na
                                        przod,mowily ze byly pytania z materialu,ktorego nigdy nie przerabiali,ani
                                        nawet z tego rok do przodu.
                                        Egzaminy bylyby za latwe,gdyby byly z przerobionego materialu, bo wtedy wlasnie
                                        moznaby przygotowac sciagi.

                                        > U nas ściąganie to nawet nie "zły nawyk" - to po prostu zwykła rzecz. Jak mówi
                                        > moja matematyczka, "ściąganie jest wpisane w definicję ucznia".

                                        To jest tylko glupie tlumaczenie,jesli ludzi nie stac na myslenie.

                                        > A od ściągania zdarzają się gorsze rzeczy - zwiewanie z lekcji, chodzenie na
                                        > przerwach na fajki itp. itd.

                                        W gorszych szkolach to sie zdarza.
                                        Od poniedzialku moj 11,5 letni syn zaczyna sie uczyc w szkole pisac na slepo.
                                        Przy codziennym korzystaniu z komputera,to jest koniecznoscia,a on nie chcial
                                        na ten kurs isc,bo chcial chodzic na ping-ponga.
                                        Ja mu wytlumaczylem,ze w ping-ponga i tak jest najlepszy i moze poczekac z tym
                                        do wakacji,apisanie na slepo jest koniecznoscia.

                                        > Po prostu - nasze środowiska są inne. Twój system jest skuteczny w USA, a
                                        >nassz w Polsce i nic tego nie zmieni.

                                        Oczywiscie,ze system polski bedzie ewoluowal w kierunku amerykanskiego,jesli
                                        MEN zechce brac przyklad z USA.
                                        • fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 10:34
                                          Znów mówisz o Ameryce - a mi chodzi o zwykłe polskie podstawówki i gimnazja.

                                          Moja szkoła jest uznawana za bardzo dobrą szkołę, ale jest za to duża.
                                          Nauczyciel nie jest wstanie wyłapać wszystkich ściągających w 30osobowej klasie.

                                          A co do amerykańskiego systemu szkolnictwa czy jak to się zwie, to baaaardzo mi
                                          się on podoba i chciałabym, żeby tak było w Polsce, ale, niestety, nic nie
                                          zwiastuje u nas większych zmian. Jak na razie to pan Romek wprowadził to, co już
                                          dawno istniało w szkołach, czyli np. blokada w szkolnych pracowniach na stromy o
                                          treści... nieprzeznaczonej dla uczniów smile Oraz podwyżki dla nauczycieli, które
                                          były już dawno przewidziane w budżecie na przyszły rok.

                                          Ojeju, miało być o kieszonkowym, a ja to już o polityce nawijać zaczynam tongue_out
                                          • maksimum Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 16:44
                                            fatalna_jendza napisała:

                                            > Znów mówisz o Ameryce - a mi chodzi o zwykłe polskie podstawówki i gimnazja.
                                            >
                                            > Moja szkoła jest uznawana za bardzo dobrą szkołę, ale jest za to duża.

                                            IS 187,tam gdzie chodzi moj syn ,tez jest duza,bo uczeszcza do niej prawie
                                            1,000 uczniow,zobacz enrollment:
                                            www.nycenet.edu/daa/SchoolReports/05asr/320187.pdf
                                            > Nauczyciel nie jest wstanie wyłapać wszystkich ściągających w 30osobowej
                                            >klasie.

                                            Klasy tez sa 30-osobowe.

                                            > A co do amerykańskiego systemu szkolnictwa czy jak to się zwie, to baaaardzo
                                            mi
                                            > się on podoba i chciałabym, żeby tak było w Polsce, ale, niestety, nic nie
                                            > zwiastuje u nas większych zmian. Jak na razie to pan Romek wprowadził to, co
                                            już dawno istniało w szkołach, czyli np. blokada w szkolnych pracowniach na
                                            stromy o
                                            > treści... nieprzeznaczonej dla uczniów smile Oraz podwyżki dla nauczycieli,
                                            >które były już dawno przewidziane w budżecie na przyszły rok.

                                            Tu nauczyciele dosc dobrze zarabiaja,bo okolo 40.000 doll rocznie i w dobrej
                                            szkole mozna popracowac,ale w podstawowkach,to trzeba miec nerwy ze stali i w
                                            innych gorszych szkolach,gdzie uczniowie przeszkadzaja.
                                            • fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 16:49
                                              U nas jest 1500 uczniów smile
                                            • fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 16:51

                                              >
                                              > Tu nauczyciele dosc dobrze zarabiaja,bo okolo 40.000 doll rocznie i w dobrej
                                              > szkole mozna popracowac,ale w podstawowkach,to trzeba miec nerwy ze stali i w
                                              > innych gorszych szkolach,gdzie uczniowie przeszkadzaja.
                                              >

                                              A to nie wiem ile zarabiają, ale i tak ciągle jęczą i narzekają, że muszą się z
                                              nami użerać za marne pieniądze tongue_out
                                              • maksimum Trudno zeby facet na budowie zarabial mniej niz na 15.05.06, 05:29
                                                fatalna_jendza napisała:

                                                > A to nie wiem ile zarabiają, ale i tak ciągle jęczą i narzekają, że muszą się
                                                >z nami użerać za marne pieniądze tongue_out

                                                Tutaj tez sie uzeraja,a zarobki powinny byc wypadkowa popyt-podaz,czyli
                                                zainteresowaniem ludzi zawodem nauczyciela.
                                                Trudno zeby facet na budowie zarabial mniej niz nauczyciel.
            • hankam Re: :):) Money for nothing. 11.05.06, 17:23
              Maksi, tak w ogóle, to "Money for nothing".
              • jusytka to uczy oszczędzania !!! 12.05.06, 23:33
                Bylismy w małym szoku podczas wakacji, jak nasi synkowie, którzy dostali od
                babci po 100zł oszczędzali swoje pieniążki. Wczesniej co chwile się czegoś
                domagały, a tak zaczęły pytać, co - ile kosztuje i zanim wydały cokolwiek dobrze
                sie zastanawiali czy rzeczywiscie warto smile))
                • maksimum Re: to uczy oszczędzania !!! 16.09.06, 22:04
                  Syn mial w ostatnia niedziele urodziny i poza prezentami dostal tez pieniadze.
                  Z duma lezaly na wierzchu przez kilka dni ,az mu kazalem je schowac.
                  Wydaje troche bez zastanowienia.Jak mu cos potrzeba,to kupuje w pierwszym
                  sklepie,ktory spotka choc u nas jest spora roznica w cenach miedzy roznymi
                  sklepami.
                  • nchyb Re: to uczy oszczędzania !!! 16.09.06, 22:22
                    > Wydaje troche bez zastanowienia.Jak mu cos potrzeba,to kupuje w pierwszym
                    > sklepie,ktory spotka choc u nas jest spora roznica w cenach miedzy roznymi
                    > sklepami.
                    po prostu oszczędza. Nie wydaje pieniędzy na przejazdy z jednego sklepu do
                    drugiego by porownać ceny, nie biega zdzierając zelówki, oszczędza czas i buty
                    kupując w pierwszym sklepie. Możesz być dumny z zapobiegliwości syna...
                    • maksimum Re: to uczy oszczędzania !!! 20.01.07, 21:00
                      > po prostu oszczędza. Nie wydaje pieniędzy na przejazdy z jednego sklepu do
                      > drugiego by porownać ceny, nie biega zdzierając zelówki, oszczędza czas i
                      >buty kupując w pierwszym sklepie. Możesz być dumny z zapobiegliwości syna...

                      Nawet o tym nie pomyslalem!
                      Ciekawe czy syn przeanalizowal cala sytuacje tak jak Ty,czy raczej nie chce sie
                      wysilac?

                      PS.Poza tym miedzy sklepami moglby jezdzic na rowerze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka