maksimum 02.05.06, 05:17 Oczywiscie daje im na cos,ale nie daje jakiejs scisle okreslonej sumy co tydzien.Uwazam,ze to balamuctwo i daje to dzieciom zle sygnaly. Niby za co im sie to kieszonkowe nalezy? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nchyb Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 08:22 święta racja. Za co dawać im to kieszonkowe. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy aby również jedzenie im dawać. Czy aby jest niezbędne? I za co im się należy? No bo przecież nie za sam fakt istnienia... A również pożywienie może im dać bardzo, oj bardzo złe sygnały... Odpowiedz Link Zgłoś
gintaras2 Kieszonkowe mają rację bytu... 02.05.06, 09:23 Myślę, że gdybyś spróbowała spojrzeć na tą sprawę pod innym kontem, mogłabyś dostrzec wiele pozytywów kieszonkowych. Kieszonkowe za nic się nie należy, nie jest zapłatą za wykonanie jakiejś pracy. Dziecko dostaje kieszonkowe dlatego, że należy do rodziny, a obowiązki wobec niej ma swoją drogą. Kiedy jedno z dzieci, pomimo iż wie że pewna czynność należy do jego obowiązków nie wykona jej, lekceważąc twoje zalecenia, możesz oddac częsc kieszonkowego drugiemu dziecku, ktore prace wykona. To boli i powoduje ze dziecko pamieta o swoich obowiazkach. Starsze dziecko powinno, moim zdaniem, dostawać wiecej niz młodsze. Inna sprawa to konsekwencja. Jesli dziecko dostaje do rodzica 10zl tygodniowo, te pieniadze musza mu starczyc do konca tygodnia. Jesli przyjdzie w polowie miesiaca i poprosi cie o pieniadze, mozesz mu powiedziec ze skoro wydalo musi poczekac do poniedzialku. Jesli dziecko bardzo pragnie jakiejs zabawki, mozesz mu zaproponowac zeby uzbieralo na nia z kieszonkowego. Licytacje typu, "kup mi ja teraz, a nie bede dostawal kieszonkowego, lub zaoszczędze" nie powinny uzyskac twojej akceptacji. W ten sposób dziecko uczy sie odmawiac sobie malych rzeczy oraz oszczednosci. Istnieje jeszcze wiele innych sposobow wykorzystania kieszonkowego. Nalezy tylko pamietac, zeby dziecko bylo przekonane ze nie dostaje tych pieniedzy dlatego ze na nie zasluzylo, tylko dlatego ze nalezy do rodziny. Pozdrawiam, Milena. Odpowiedz Link Zgłoś
igge Re: Kieszonkowe mają rację bytu... 02.05.06, 13:03 Ja daję co tydzień (o ile nie zapomnę i oni też) 6 zł sześciolatce i 9 zł dziewięciolatkowi. O ile sens dawania młodszemu dziecku jest problematyczny bo nigdzie nie chodzi sama i przypomina jej się jej kieszonkowe kiedy ja nie chcę jej czegoś kupić, o tyle starszy syn bardzo sensownie gospodaruje swoimi pieniędzmi. Są tygodnie kiedy na coś sobie oszczędza i razem z darowiznami od dziadków uzbierał sobie w ten sposób całkiem pokaźne kwoty. Po szkole zamiast czekać 25 minut na autobus na przystanku - wstępuje na ciacho do kawiarni. Kupuje ulubiony komiks, jakieś picie, słodycze. Zdarza się, że zafunduje mi kawę. Kupił ze dwa razy jakieś najtańsze gry komputerowe. Myślę, że oprócz nauki oszczędzania, gospodarowania finansami ma dużą frajdę z posiadania własnej kasy i nie musi zawsze prosić rodziców o każdy drobiazg co sprawia, że zakres naszej kontroli nad nim jest mniejszy a on czuje się doroślejszy. Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2401 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 04.05.06, 19:58 Witam Zgadzam się z gintaras2. Moje dziecko dostaje kieszonkowe w wysokości 10 zł miesięcznie. nie dostaje je za coś - dostaje je poto aby nauczyło się gospodarować pieniędzmi. Kupuje sobie za to słodycze, ale najczęściej te pieniądze wędrują do jego skarbonki. Do skarbonki wkłada również te pieniądze któe dostanie np okazyjnie od babci lub dziadka. Z tych pieniędzy kupuje sobie zabawki któe bardzo chce mieć a które przekraczaja nasze mozliwości finansowe lub zbiera sobie większą część kwoty a jakąś niewielką różnicę my mu dokładamy. Odkąd ma własne pieniądze zastanawia się na co warto wydac odłożone pieniądze, patrzy na zabawkę nie pod katem samej tylko ceny ale także tego jak jest wykonana czy warto wydac pieniądze na coś co jet tylko gadżetem z reklamy i np rozpadnie sie po kilku dniach. Uważam, że kieszonkowe jest dziecku potrzebne, ale to jak je wydaje w dużej mierze zależy od nas. Bo nie wystarczy dziecku dac pieniądze, trzeba je nauczyć jak je mądrze wydawać i być przy nim i pozwolić niekjiedy aby nauczyło sie na własnych błędach. Mój syn ma 9 lat kieszonkowe dostaje od roku. Być może kwota 10 zł miesięcznie nie jest zawrotną sumą ale jest wystarczająca aby mógł nauczyć się gospodarowania pieniędzmi Odpowiedz Link Zgłoś
awo Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 13:29 A za co dajesz im określone sumy? Bez sensu. Kieszonkowe uczy paru spraw: po piewsze uczy nienaciągania rodziców na kupienie czegoś. Kiedy wiedziałabyś, że zawsze kiedy trochę dłużej pojęczysz, to dostaniesz swoja upragnioną rzecz, to czy nie stosowałabyś marudzenia jako metody osiągnięcia celu? A jest to zła metoda, i tego uczy kieszonkowe. Po drugie - zupełnie inaczej gospodaruje się "własnymi" pieniędzmi, a zupełnie inaczej pieniędzmi rodziców. Przecież Twoje dziecko nie wie, ile tak naprawdę masz kasy, więc nie wie również, kiedy musisz mu powiedzieć STOP. Jest to dla niego niejasne - od czego to zależy? Chyba od długości marudzenia... Bo przecież czasem,jak się lepiej finansowo ukłąda w miesiącu, skłonna jesteś mu dać więcej, a czasem wkurzają Cię prośby nawet o niewielkie kwoty. (Ja tak mam). A jeśli masz jakąś własną sumę pieniędzy, to nagle zaczynasz rozumieć dokładnie różnicę między lalką za 20 a taką za 100 zł. Dorosły człowiek stara się kierować wskaźnikiem "efektywności" (chyba tak to się nazywa?) - czyli stosunkiem ceny do przyjemności z posiadania (zadowolenia z funkcjonalności, czy przydatności, oszczędzenia czasu itd.). Jeżeli dużo droższa lalka jest niewiele lepsza, skłonni jesteśmy jej nie kupować, bo "to się nie opłaca". I tego uczy się dziecko otrzymując kieszokowe. Mój syn (6 lat) mówi: "mamo, nie kupię tego loda za 4 zeta, bo ten za 2 jest tak samo dobry. I to się nie opłaca. Bo będę miał 2 za 2 zeta, to będę miał lepiej." A gdyby mnie naciągał, to pewnie też chciałby mieć 2 lody, ale te za 4 zeta. Oczywiście jest jeszcze mały i ma często decyzje nieprzemyślane - lecz może ich później żałować i czegoś się nauczyć. Bo jak się raz wyda pieniądze, to nie ma powrotu. Oczywiście ważna jest rola dorosłego: mówie mu na przykład "zobacz, kupiłeś grę za 50 zł i bawiłeś się tylko 2 dni. Może następnym razem kupisz sobie coś, czym będziesz się bawił dłużej? Np. paletki do tenisa, albo płetwy?" Aha- dostaje 5 zł/tydz. i czasem sobie składa, a czasem wydaje. Dobrze jest dziecku wymieniać drobne na duże banknoty, jak już sobie uskłada, wtedy nie chce ich rozmieniać. Odpowiedz Link Zgłoś
gazunia Re: Daję 02.05.06, 22:03 Moja córka jest w pierwszej klasie i odkąd rozpoczęła naukę do staje w każdy poniedziałek 20 złotych kieszonkowego. Skłamałabym pisząc, że nie wyciąga pieniędzy od nas ale na przykład "wspaniałe" gazetki Witcha kupuje za swoje. Poza tym jest zdecydowanie bardziej oszczędna ode mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
vharia Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 22:37 Odkąd nauczyła się przyzwoicie liczyć, czyli od zerówki ma swoją kasę, rozliczaną tygodniowo. Kwota mała, ale na 100% pewna, więc rządzi nią coraz lepiej. Do tego funkcjonuje rodzinna instytucja lokaty finansowej (nie bierze tygodniówek kilka razy z rzędu i dostaje uzbierane pieniądze plus premię). Poza tym na wiele rzeczy jej daję lub kupuję, bo tygodniówka nie ma powodować niezależności finansowej tylko pojecie o gospodarowaniu pieniędzmi. Odmawianie tego dziecku uważam za bzdurę. Odpowiedz Link Zgłoś
gazunia Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 02.05.06, 23:35 Zgadzam się w 100%. Tygodniówka nie oznacza, że nie kupię jej loda, zresztą jest bardziej oszczędna ode mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
madzialena22 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 00:10 Gintaras sama sobie zaprzeczasz!!! najpierw piszesz, ze kieszonkowe jest bo jest,ze nie jest to zapłata za wykonanie jakiejs pracy itp. Za chwilę piszesz,że jesli dziecko czegos nie wykona, to mozna cześc jego kieszonkowego oddac rodzeństwu,które swoje obowiązku wykonało. Gdzie tu logika i konsekwencja???? Ostatnio był taki artykuł przytaczany na tym forum (poszukajcie) o kieszonkowym. I jest zasada,ze jesli się je daje, to niezaleznie od wykonywanych obowiązków!!! jesli dziecko czegoś nie zrobi, nie powinno się ucinać kieszonkowego. Bo dziecko musi od małego wiedziec, ze za prace wykonywaną w domu dla samego siebie i członków rodziny nikt nigdy nam płacic nie będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum A gdzie instynkt samozachowawczy??? Zjesz cos? 03.05.06, 03:14 nchyb napisała: > święta racja. Za co dawać im to kieszonkowe. Widze,bratnia dusze spotkalem.Brawo!!!! > Na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy aby również jedzenie im dawać. Czy >aby jest niezbędne? I za co im się należy? No bo przecież nie za sam fakt > istnienia... > A również pożywienie może im dać bardzo, oj bardzo złe sygnały... I tu tez zgadzam sie z Toba w zupelnosci. Przeciez w dzieciakach trzeba wyrabiac instynkty zamozachowawcze i nie podstawiac im koryta pod nos do uprzykrzenia lecz poczekac az same wyglodniale jak wilki przyleca do kuchni i poprosza o jedzenie,a ja wtedy im mowie,to sobie sami robcie.I nauka nie idzie w las.Najpierw trzeba poczuc glod,by pomyslec o jedzeniu,a nie jak miec widmo babci lub tesciowej przed oczyma,ktora ma TYLKO jedno pytanie na ustach:"Zjesz cos?" i chodzi za Toba lub biednymi dzieciakami caly czas z talerzami pelnymi zarcia. Odpowiedz Link Zgłoś
nchyb Re: A gdzie instynkt samozachowawczy??? Zjesz cos 03.05.06, 07:53 > sami robcie.I nauka nie idzie w las.Najpierw trzeba poczuc glod,by pomyslec o > jedzeniu,a nie jak miec widmo babci lub tesciowej przed oczyma,ktora ma TYLKO > jedno pytanie na ustach:"Zjesz cos?" ciut co innego miałam na myśli, niemniej jednak racji sporo. W mojej rodzinie nie ma zmyuszania do jedzenia, dzieci jedzą, gdy sa głodne, we wmiarę regularnie ustalonych porach... Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 03:28 madzialena22 napisała: > Ostatnio był taki artykuł przytaczany na tym forum (poszukajcie) o > kieszonkowym. I jest zasada,ze jesli się je daje, to niezaleznie od > wykonywanych obowiązków!!! Ludzie,trzymajcie mnie za rece,bo sobie krzywde zrobie! Czyli daje sie kieszonkowe ZA NIC ?? To wlasnie do mnie nie dociera. > jesli dziecko czegoś nie zrobi, nie powinno się ucinać kieszonkowego. No to jak dzieciaka do pionu przywolac? > Bo dziecko musi od małego wiedziec, ze za prace > wykonywaną w domu dla samego siebie i członków rodziny nikt nigdy nam płacic > nie będzie. Zalezy za jaka prace.Sa prace,ktore naleza do ich stalych obowiazkow i tu zgoda,ale sa tez inne prace,gdy chcemy,zeby nas w czyms wyreczyly i wtedy nie zaszkodzi dac im pare groszy. Syn ma 11,5 roku i umowa jest taka,ze za testy powyzej 90% dostaje 1 doll.a za testy powyzej 95% 3 doll. W trzecim semestrze on mial conajmniej jeden test tygodniowo i niemal mnie zruinowal. W calym semestrze mial tylko jeden test ponizej 90%,no i wtedy ja wymyslilem,ze za testy ponizej 90% on mnie placi 1 doll. Corka (9lat)dostala na urodziny gitare i to byl najglupszy prezent jaki jej zrobilem,bo pare dni sie nia bawila,a teraz gitara lezy na szafie i czeka na lepsze lata. Gdybym jej dawal kieszonkowe,to pewno sama by sobie ta gitare kupila ijej los bylby taki sam. Ja uwazam,ze dzieci w tym wieku jeszcze nie maja lba jak wydawac pieniadze i dlatego dawanie im kieszonkowego mija sie z celem. Odpowiedz Link Zgłoś
cyborgus Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 03:49 nie zgadzam sie z Toba - dawanie pieniedzy za uczenie sie, to jest wg. mnie niedopuszczalne. Dziecko ma sie uczyc, bo to jest jego glowny obowiazek na tym etapie zycia, no i to jest jego przyszlosc. Jak dlugo bedziesz mu placisz, na studiach tez? Gdzie planujesz postawic granice, ze dosc? I co syn z tym zrobi? A jak sie obrazi? Kieszkonkowe natomiast - czyli okreslona suma pieniedzy ktora dziecko dostaje regularnie - uczy dzieci oszczednosci i gospodarowania pieniedzmi. Ucza sie ze fundusze sa ograniczone, i musza nauczyc sie podejmowac wybor, na co chca je spedzic. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 03.05.06, 15:54 cyborgus napisała: > nie zgadzam sie z Toba - dawanie pieniedzy za uczenie sie, to jest wg. mnie > niedopuszczalne. Dziecko ma sie uczyc, bo to jest jego glowny obowiazek na >tym etapie zycia, no i to jest jego przyszlosc. To jest calkiem ladnie sformulowane,ale nie kazdy dzieciak zdaje sobie z tego sprawe.Ja uwazam,ze extra motywacja jest jak najbardziej na miejscu. > Jak dlugo bedziesz mu placisz, na studiach tez? Czemu nie? Powinien sie nauczyc przykladac solidnie do wszystkiego corobi. > Gdzie planujesz postawic granice, ze dosc? Zadnych granic.Jak dlugo bedzie go to motywowalo,to bede tak robic. > I co syn z tym zrobi? A jak sie obrazi? Znasz kogos,kto sie obrazil na pieniadze? > Kieszkonkowe natomiast - czyli okreslona suma pieniedzy ktora dziecko dostaje > regularnie - uczy dzieci oszczednosci i gospodarowania pieniedzmi. To tak ucza was w raju pt EU,ze obowiazek swoja droga a pieniadze za cos innego. A co by sie stalo,gdyby obowiazek polaczyc z okreslona suma pieniedzy? > Ucza sie ze > fundusze sa ograniczone, i musza nauczyc sie podejmowac wybor, na co chca je > spedzic. Nie chodzi o wydawanie pieniedzy lecz o pozyskiwanie ich! Pieniadz jest miernikiem wartosci i powinien odzwierciedlac wartosc wkladu dziecka za to "kieszonkowe". Odpowiedz Link Zgłoś
dziubelek2 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 17.05.06, 11:38 no widzisz, ty uważasz, ze nie nalezy się kieszonkowe "za nic", a nalezy sikasa za dobre wyniki w nauce. a ja akurat swoim dzieciom cały czas tłumaczę, ze uczą się dla siebie, nie dla mnie i to czego się nauczą będzie procentować w przyszłości. a kieszonkowe mają malutkie, ale mają i o dziwo, zbierają te pieniądze - nie z myslą o własnych przyjemnościach, tylko o tym by móc za nie kupic prezent dla któregoś z członków rodziny (aktualnie na tapecie jest dzień matki). Odpowiedz Link Zgłoś
gintaras2 do madzialena22 03.05.06, 10:12 Gintaras sama sobie zaprzeczasz!!! najpierw piszesz, ze kieszonkowe jest bo jest,ze nie jest to zapłata za wykonanie jakiejs pracy itp. Za chwilę piszesz,że jesli dziecko czegos nie wykona, to mozna cześc jego kieszonkowego oddac rodzeństwu,które swoje obowiązku wykonało. Gdzie tu logika i konsekwencja???? Przepraszam, że moja wypowiedź została odczytana przez ciebie jako nie logiczna. Sama tego nie wymyśliłam, jest to teoria znanego i szanowanego psychologa Prof. Leman'a. Na początku też wydało mi się to nielogiczne. Ale po dłuższym zastanowieniu... 1. Dziecko dostaje pieniądze bo należy do rodziny. 2. Rodzice nadal mogę rozporządzać pieniędzmi dziecka w celach wychowawczych. Odpowiedz Link Zgłoś
nchyb Re: do madzialena22 03.05.06, 10:32 > Sama tego nie wymyśliłam, jest to teoria znanego i szanowanego psychologa Prof. > > Leman'a. Nie wszystkie teorie utytułowanych profesorów sa mądre i rozsądne... > 2. Rodzice nadal mogę rozporządzać pieniędzmi dziecka w celach wychowawczych. Rozporządzanie czyimś majątkiem nie działa wychowawczo. W tym konkretnym przypadku pokazuje tylko, kto rządzi i ma władzę. Rządzi, nie wychowuje jednak... Odpowiedz Link Zgłoś
gintaras2 Re: do madzialena22 03.05.06, 11:11 Może masz rację. W moim przypadku sprawdza się to rewelacyjnie. Oczywiście rozumiem, że trzeba miec ograniczone zaufanie do teorii wychowawczych, jednakże jedna z książek którą napisał jest, moim zdaniem, rewolucyjna w wielu aspektach i po zastosowaniu jego rad widze dobre rezultaty. www.rodzinna.pl/rodzinna/product_info.php?cPath=110000_110400_110408&products_id=641 Odpowiedz Link Zgłoś
gintaras2 Re: do nchyb 03.05.06, 11:35 Rozporządzanie czyimś majątkiem nie działa wychowawczo. W tym konkretnym przypadku pokazuje tylko, kto rządzi i ma władzę. Rządzi, nie wychowuje jednak... Kieszonkowe to nie jest majątek dzieci, tylko cały czas pieniądze rodzinne, których dziecko przecież nie zarabia tylko dostaje do rodziców. Uważam, że to ja razem z mężem rządzę i mam władzę i nie ma w tym zupełnie nic złego; ponieważ jej nie nadużywamy. W rodzinie panują pewne zasady, które dziecko musi respektować. To ja cały czas kontroluje zakupy ktore dziecko robi, obserwuję i i na tej podstawie ewentualnie pouczam. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans dawac 03.05.06, 14:08 jeszcze nie daje, bo dziecie male, ale bede dawala. ja dostawalam i liczylam kazda zlotowke, troche odkladalam na ksiazeczke (rodzice dawali mi maly % za oszczedzane pieniadze), troche sobie zostawialam na wlasne potrzeby, glownie slodycze i dziewczece bzdurki. Zawsze mialam jakis cel i na cos zbieralam i niekiedy dwa razy sie zastanowilam, czy kupic gume czy lizaka, ktore mnie oddalalyod kupienia przedmiotu marzen. Nauczylo mnie to gospodarnosci i odpowiedzialnosci i nienaciagania rodzicow, bo wiedzialam, ze to sa wyrzeczenia i ze trzeba oszczedzac i zostalo mi to do dzisiaj. Karty kredytowe splacam od razu, nienawidze miec dlugow i zawsze mi starcza do 1, bo wydaje tyle na ile mnie stac, albo mniej. Placenie dziecku za dobre wyniki w nauce jest bardzo niewychowawcze i niesprawiedliwe, to nie $$$$ powinny byc bodzcem do dobrych wynikow. Jak juz to placilabym za jakies ekstra roboty przy domu, ktore nie naleza do stalych obowiazkow, chociaz ja pewnie nie bede za to placic. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: dawac 03.05.06, 15:57 myelegans napisała: > Placenie dziecku za dobre wyniki w nauce jest bardzo niewychowawcze i > niesprawiedliwe, to nie $$$$ powinny byc bodzcem do dobrych wynikow. A jak pozniej sprawa w zyciu wyglada? Czy pensja w pracy ma byc odzwierciedleniem wkladu pracy,czy po prostu pracownikowi nalezy sie scisle okreslona suma czy sie stoi czy sie lezy? Odpowiedz Link Zgłoś
igge Re: dawac 03.05.06, 18:06 Nigdy nie płaciłabym dziecku za wyniki w nauce i za prace domowe. Jest członkiem rodziny więc mnóstwo rzeczy dla domu i dla rodziny robimy wspólnie, wymieniamy się obowiązkami. Uczy się bardzo dobrze więc jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy specjalnie go za to nagradzać, wie, że jestem z niego dumna i cieszę się z pochwał wychowawczyni na zebraniach ale nie jest to dla mnie jakaś super ważna sprawa, nie wtrącam się do jego nauki, on często nie informuje mnie o swoich ocenach. Gdy jego oszczędności czasami osiągają kwotę kilkuset zł - czasami proszę go o dołożenie się do jakiegoś rodzinnego zakupu. Tyle, że proszę a nie rzadzę się jego pieniędzmi. Tak było z kartą graficzną do komputera. Dostał pod choinkę grę, do której nasza stara karta graficzna okazała się za słaba - dołożył więc 200 zł od nowej i tak zakup był nieprzewidziany, kosztowny i potrzebny właściwie tylko do tej jego nowej gry. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: dawac. Jakie to staromodne. 04.05.06, 04:13 igge napisała: > Nigdy nie płaciłabym dziecku za wyniki w nauce i za prace domowe. Tego to juz zupelnie nie rozumiem. Zyjemy w swiecie materialnym i czym szybciej dzieci sie o tym dowiedza,tym lepiej dla nich. A od kiedy dzieci powinny zarabiac,nasuwa sie pytanie? Bo w USA bardzo duzo 15 latkow pracuje part-time,albo nawet przez cale wakacje. Nikt sie temu tu nie dziwi. > Jest > członkiem rodziny więc mnóstwo rzeczy dla domu i dla rodziny robimy wspólnie, > wymieniamy się obowiązkami. Uczy się bardzo dobrze więc jakoś nigdy nie > przyszło mi do głowy specjalnie go za to nagradzać, wie, że jestem z niego > dumna i cieszę się z pochwał wychowawczyni na zebraniach Na mnie jakos pochwaly nie dzialaja.Czuje sie wrecz zazenowany,gdy nauczycielki chwala moje dzieci na zebraniach. > ale nie jest to dla > mnie jakaś super ważna sprawa, nie wtrącam się do jego nauki, on często nie > informuje mnie o swoich ocenach. W Stanach wszystkie klasowki musza byc podpisane przez rodzicow,wiec nie ma jak ukryc stopni przed rodzicami. > Gdy jego oszczędności czasami osiągają kwotę > kilkuset zł - czasami proszę go o dołożenie się do jakiegoś rodzinnego zakupu. > Tyle, że proszę a nie rzadzę się jego pieniędzmi. Tak było z kartą graficzną do komputera. Dostał pod choinkę grę, do której nasza stara karta graficzna > okazała się za słaba - dołożył więc 200 zł od nowej i tak zakup był > nieprzewidziany, kosztowny i potrzebny właściwie tylko do tej jego nowej gry. Na razie korzystamy z jednego komputera,ale od nowego roku szkolnego obiecalem mu nowy komputer,bo widze,ze coraz czesciej z niego korzysta do odrabiania pracy domowej. Odpowiedz Link Zgłoś
nchyb Re: do nchyb 03.05.06, 17:03 > Kieszonkowe to nie jest majątek dzieci, tylko cały czas pieniądze rodzinne, > których dziecko przecież nie zarabia tylko dostaje do rodziców. Pieniądze, które otrzymuje niepracująca żona od pracującego męża to zdaniem wielu tych mężów ciągle jego pieniadze, którymi on ma ciągle prawo rozporządzać. Zapewne wielu tak myślących mężów miało rodziców sądzących, że kieszonkowe to ich pieniadze i to że je dziecku już dali - o niczym nie świadczy... Ja akurat nie zgadzam się z tym, ze kieszonkowe to pieniądze rodzinne. Kieszonkowe - to pieniądze dziecka. Bo inaczej nic tego dziecka by nie było. Wszystko otrzymane od rodziców możemy podciągnąć pod rodzinną sprawę, którą rodzice mogą rozporządzać. - Nie synku, to nie jest twoje autko. nie szkodzi, że je ci kupiłam, ale teraz zmieniam zdanie i skoro nie zjadłeś ładnie zupki, to autko dam twojemu kuzynowi... Odpowiedz Link Zgłoś
gintaras2 Re: do nchyb 03.05.06, 17:34 nchyb napisała: > > Kieszonkowe to nie jest majątek dzieci, tylko cały czas pieniądze rodzinn > e, > > których dziecko przecież nie zarabia tylko dostaje do rodziców. > Pieniądze, które otrzymuje niepracująca żona od pracującego męża to zdaniem > wielu tych mężów ciągle jego pieniadze, którymi on ma ciągle prawo > rozporządzać. Zapewne wielu tak myślących mężów miało rodziców sądzących, że > kieszonkowe to ich pieniadze i to że je dziecku już dali - o niczym nie > świadczy... > Ja akurat nie zgadzam się z tym, ze kieszonkowe to pieniądze rodzinne. > Kieszonkowe - to pieniądze dziecka. Bo inaczej nic tego dziecka by nie było. > Wszystko otrzymane od rodziców możemy podciągnąć pod rodzinną sprawę, którą > rodzice mogą rozporządzać. > - Nie synku, to nie jest twoje autko. nie szkodzi, że je ci kupiłam, ale teraz > zmieniam zdanie i skoro nie zjadłeś ładnie zupki, to autko dam twojemu > kuzynowi... Wybacz, że się z Tobą nie zgodze, ale ni jak przykład z mężem nie przekłada się na dzieci. Mąż i żona moga powinni byc partnerami, szkoda, że w niektórych rodzinach tak nie jest. Moim zdaniem, dzieci trzeba traktować inaczej niż współmałżonka. Kiedy przyjdzie czas będę je mogła traktowac po partnersku, ale to jeszcze nie teraz... Skoro nasze pieniądze są rodzinne to dlaczego dziecka miałyby nie być? No a przykład z zupką i autkiem przemilczę. Myślę, że poprostu się nie zrozumiałyśmy. Ja nie chciałam nikogo rozłościć i podejrzewam, że i Ty nie chciałaś mnie obrazić Odpowiedz Link Zgłoś
nchyb Re: do nchyb 04.05.06, 08:31 > Myślę, że poprostu się nie zrozumiałyśmy. Ja nie chciałam nikogo rozłościć i > podejrzewam, że i Ty nie chciałaś mnie obrazić Czy kogoś rozzłościłaś? Czy czujesz się obrażona? Czym? Ja po prostu mam inne zdanie na ten temat, Ty inne i tyle. A czyje dzieci na tym skorzystają? Hm, czas pokaże... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gopio1 Re: zapłata za naukę 04.05.06, 13:02 Dawanie dzieciom pieniedzy za dobre stopnie nie wychodzi nikomu na dobre i wiadomo tu juz od dosc dawna. Dziecko bardzo szybko odkrywa, ze moze odwrocic kota ogonem i zanim rodzice sie obejrza juz moga zostac zaszantazowani - jak mi nie bedziesz placil, to sie nie bede uczyc. W tej kwestii juz nie raz doszlo do tragedii... wychowawczej. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: zapłata za naukę. Starzy klecza przed dziecia 04.05.06, 15:32 gopio1 napisała: > Dawanie dzieciom pieniedzy za dobre stopnie nie wychodzi nikomu na dobre i >wiadomo tu juz od dosc > dawna. Dziecko bardzo szybko odkrywa, ze moze odwrocic kota ogonem i zanim >rodzice sie obejrza juz moga zostac zaszantazowani To pewno w Polsce jest taka moda. Szantazuja ci,ktorzy maja(w tym przypadku pieniadze) a nie ci ktorzy chca je miec. Domyslam sie,ze dzieciak nie jest za bardzo rozgarniety i nie idzie mu w szkole wiec wpada na pomysl,zeby mu placic,to sie troche podciagnie. Poza tym szantaz dziala dobrze TYLKO na naiwnych. Szantazujacy musi miec przewage emocjonalna nad szantazowanym,zeby mu sie udalo,a ja nie widze sposobu by kilkunastoletni dzieciak mial taka przewage nad doroslym wyksztalconym czlowiekiem. Szantaz niesie ze soba rowniez ryzyko,ze mozna wszystko przegrac. >- jak mi nie bedziesz placil, to sie nie bede uczyc. > W tej kwestii juz nie raz doszlo do tragedii... wychowawczej. Tak to bywa w rodzinach,gdzie rodzicom bylo pod gorke do szkoly i klecza przed dzieciakiem zeby zechcial sie uczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
cyborgus Re: zapłata za naukę. Starzy klecza przed dzieci 04.05.06, 18:32 tak jedziesz po innych rodzicach i ich nieumiejetnosci radzenia sobie z dziecmi, a ja jestem ciekawa co by twoj syn zrobil, gdybys mu teraz odcial kurek z pieniedzmi za nauke. Troche sie juz przyzwyczail, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: zapłata za naukę. Starzy klecza przed dzieci 08.05.06, 00:01 cyborgus napisała: > tak jedziesz po innych rodzicach i ich nieumiejetnosci radzenia sobie z > dziecmi, a ja jestem ciekawa co by twoj syn zrobil, gdybys mu teraz odcial > kurek z pieniedzmi za nauke. Troche sie juz przyzwyczail, nie? Fakt ze sie przyzwyczail,ale posluchaj co oni w szkole wymyslili. Jest to klasa o profilu ekonomiczym i dzieciaki mialy zrobic jakis projekt na wzor biznesu. Ojciec jednego z chlopakow ma maly sklepik z gazetami i slodyczami,wiec oni zebrali miedzy soba 100 doll. i kupili po cenach hurtowych slodycze za posrednictwem tego faceta i sprzedawali je w szkole na przerwach po konkurencyjnych cenach.Pozniej zobaczyli,ktore najlepiej ida i tych zamawiali najwiecej i biznes sie kreci.Ja mysle,ze oni sprzedaja taniej niz w sklepach i dlatego im dosc dobrze idzie. Odpowiedz Link Zgłoś
kulju Kieszonkowe nie - zaplata za nauke tak 04.05.06, 21:06 Ja jestem przeciwna dawaniu kieszonkowego, raczej wolalabym dac dziecku pieniadze za dobra nauke. Dawanie kieszonkowego dla mnie to dawanie pieniedzy za nic - czyli taka zapomoga. Wydaje mi sie, ze to przyzwyczajanie do otrzymywanie pieniedzy za nic. Ja nie bede na pewno dawac. Juz wole nagrodzic dobra nauke. To dodatkowa motywacja do nauki - uwazam ze kazdy srodek jest dobry, jesli dzieki niemu dziecko bedzie sie wiecej uczylo. W zyciu doroslym dobre wyniki np. w pracy sa nagradzane, wiec czemu nie mamy nagradzac dziecka za dobre wyniki w szkole. Natomiast nikt nigdy nie da mu nic za darmo w zyciu, wiec i ja nie bede do tego przyzwyczajac. Za dodatkowe prace w domu, ekstra, chetnie za to dam jakis pieniadz. Pozdr, Magda mama Adama 09.2003 i Olka 03.2006 Kanada Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 04.05.06, 21:29 Kieszonkowe ogranicza naszą kontrole nad dzieckiem, daje mu szansę podejmowania calkowicie samodzielnych decyzji. Nalezy mu sie jak ubranie, jedzenie, książki i zabawki i co tam jeszcze. Odrobina - z wiekiem coraz większa - finansowej swobody. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 04.05.06, 23:18 nangaparbat3 napisała: > Kieszonkowe ogranicza naszą kontrole nad dzieckiem, daje mu szansę >podejmowania calkowicie samodzielnych decyzji. > Nalezy mu sie jak ubranie, jedzenie, książki i zabawki i co tam jeszcze. A jak mu nie dam kieszonkowego ,to mnie do sadu poda? Kieszonkowe to jest wymysl liberalnych socjologow i takich rodzicow. To takie money for nothing,a pozniej trzeba bedzie mu jeszcze na piwo dac,bo wpadl w nalog. > Odrobina - z wiekiem coraz większa - finansowej swobody. Do wszystkiego trzeba samemu dojsc,nieprawdaz? Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 05.05.06, 18:14 maksimum napisał: > A jak mu nie dam kieszonkowego ,to mnie do sadu poda? To mi nie przyszlo do glowy - jeśli w relacjach rodzinnych trzeba się odwoływać do sądu, to znaczy, że rodzice ponieśli kleskę. > Kieszonkowe to jest wymysl liberalnych socjologow i takich rodzicow. Owaszem, uwazam się za liberalna matką i poczytuję to sobie za zaslugę. > To takie money for nothing,a pozniej trzeba bedzie mu jeszcze na piwo dac,bo > wpadl w nalog. W nałóg alkoholowy wpadają osoby nadmiernie kontrolowane przez rodziców (to wynika z amerykańskich badań, ktore w Polsce powtorzył prof. Gaś, i wyszło, że prawda). > > > Odrobina - z wiekiem coraz większa - finansowej swobody. > > Do wszystkiego trzeba samemu dojsc,nieprawdaz? Wlaśnie. Krok po kroku. Dlatego dobrze, kiedy dziecko dostaje pewna sume do własnej dyspozycji, z wiekiem coraz większą. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 07.05.06, 19:59 > W nałóg alkoholowy wpadają osoby nadmiernie kontrolowane przez rodziców (to > wynika z amerykańskich badań, ktore w Polsce powtorzył prof. Gaś, i wyszło, >że prawda). Mylisz skutki z przyczynami. W nalog wpadaja osoby,ktorych rodzice sa nalogowcami. Dziecko sie rodzi z nalogiem i ta zwiekszona kontrola nad nim nalogowych rodzicow nie daje rezultatow bo zew krwi zwycieza. Moj ojciec palil papierosy i przestal w wieku 40 lat.Pamietam jak sam chodzilem do kiosku kupowac mu papierosy.Ja tez palilem i przestalem w wieku 30 lat i nie przewiduje,by one mialy problemy z nalogami. > Wlaśnie. Krok po kroku. Dlatego dobrze, kiedy dziecko dostaje pewna sume do > własnej dyspozycji, z wiekiem coraz większą. Zamiast dostawac,dziecko moze zarabiac,krok po kroku coraz wieksza sume. Odpowiedz Link Zgłoś
wyczalkowska Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 07.05.06, 23:21 Dziecko ma obowiazek wykonywać rozne prace na rzecz rodziny niezaleznie od tego, czy dostaje kieszonkowe, czy nie. To wynika z faktu, ze należy do wspolnoty, której członkowie muszą sobie nawzajem pomagać i dbać o to, co wspolne. Nie powinno oczekiwać zapłaty za to, że posprząta czy przystrzyze trawnik. Bo i jak - gdybym ja, matka, nie miała grosz przy duszy, mialoby juz tego nie robić? Bo mu nie zapłacę? Płacennie za uslugi w najblizszekj rodzinie, której członkowie prowadza wspolne gospodarstwo, to grube przegiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 07.05.06, 23:55 > Płacennie za uslugi w najblizszekj rodzinie, > której członkowie prowadza wspolne gospodarstwo, to grube przegiecie. Tez prawda,ale czesto tak bywa,ze dzieciak ma czas wyliczony i wykonuje te uslugi kosztem gry w kosza w parku,lub zamiast ogladania TV. Odpowiedz Link Zgłoś
dziubelek2 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 17.05.06, 11:45 ciekawe, skąd bierzesz te teorie??? wiesz, moi rodzice i mojego męża palili - nigdy nie paliłam ani ja ani on. i zapewniam cię, ze w wielu polskich domach tak jest może to we wspaniałej ameryce człowiek rodzi sie z nałogiem, w polsce dzieci rodza się tylko z nałogiem ssania mleczka. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 18.05.06, 22:46 dziubelek2 napisała: > ciekawe, skąd bierzesz te teorie??? > > wiesz, moi rodzice i mojego męża palili - nigdy nie paliłam ani ja ani on. To jest wyjatkowa sytuacja. A przy okazji jak wasze rodzenstwo sobie radzi z tym nalogiem? > i zapewniam cię, ze w wielu polskich domach tak jest Moze akurat obracacie sie w dobrym towarzystwie,co nie znaczy,ze wszedzie tak jest. Odpowiedz Link Zgłoś
dziubelek2 Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 19.05.06, 09:18 moi bracia nie palą, jeden brat męża też nie, drugi tak. myslę, że na to człowiek ma te zwoje w głowie, zeby myslec samodzielnie - i dziecko, które wychowało się np. w rodzinie alkoholików, jeśłi ma choc troche instynktu samozachowawczego, nie powieli rodzicielskich "wzorów". Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Czy dajecie kieszonkowe i od kiedy? Bo ja NIE 19.05.06, 16:12 dziubelek2 napisała: > moi bracia nie palą, jeden brat męża też nie, drugi tak. > > myslę, że na to człowiek ma te zwoje w głowie, zeby myslec samodzielnie - i > dziecko, które wychowało się np. w rodzinie alkoholików, jeśłi ma choc >troche instynktu samozachowawczego, nie powieli rodzicielskich "wzorów". To tez prawda,bo jeden z moich kuzynow pil,a zadne z jego trojki dzieci nie pije.Za to u znajomego,ktory do tej pory walczy z nalogiem,wszystkie dzieci pija. Odpowiedz Link Zgłoś
kanna Będę dawała. 07.05.06, 10:41 Oczywiście, że będę dawała. Dzieci MUSZĄ uczyc sie świata dorosłych, a pieniadze są z nim nierozerwalnie związane. Nie bedę ingerowała, na co dzieci wydaja swoje pieniadze, choc oczywiście bedę je zachęcała do oszczędzania i bedę kontrolowała (zwłaszcza na początku) co kupują. Nie planuję obcinac kieszonkowego za karę, bo te pieniadze nie maja być środkiem kontroli nad dzieckiem, ale wdrażaniem ich do samodzielności i decydowania o sobie i swoich wydatkach. pozd. Ania Odpowiedz Link Zgłoś
mimka21 Re: :):) 07.05.06, 19:50 Za trzy dolce sie uczyc... A ja bylam prymusem za darmo. Kase w tym wieku to ja zarabialam inaczej - pilnowalam dzieci, strzyglam trawniki sasiadom, roznosilam ulotki. Za trzy dolce za test, to sorry - ale by mi sie oczu psuc nie chcialo. Za moje wyksztalcenie placa mi teraz - i to dobrze - moi klienci. A rodzice kieszonkowe mi zawsze dawali. I ja je tez dawac swoim dzieciom bede. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 07.05.06, 20:05 mimka21 napisała: > Za trzy dolce sie uczyc... A ja bylam prymusem za darmo. Kase w tym wieku to ja zarabialam inaczej - > pilnowalam dzieci, strzyglam trawniki sasiadom, roznosilam ulotki. A w jakim wieku pilnowalas dzieci? I sa to zajecia malo rozwojowe intelektualnie! > Za trzy dolce za test, to sorry - ale by > mi sie oczu psuc nie chcialo. On nigdy nie mial problemow z nauka.To jest taka extra motywacja. > Za moje wyksztalcenie placa mi teraz - i to dobrz > e - moi klienci. A rodzice > kieszonkowe mi zawsze dawali. I ja je tez dawac swoim dzieciom bede. Ja tez dostawalem,ale dawanie za nic nie przemawia do mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
mimka21 Re: :):) Money for nothink. 07.05.06, 20:48 > A w jakim wieku pilnowalas dzieci? > I sa to zajecia malo rozwojowe intelektualnie! Rozumiem ze zajmowanie sie wlasnymi dziecmi tez traktujesz jako malo rozwojowe? Wczesniej sam pisales, ze w Stanach 15-latki pracuja w pizzerii i sama nie wiem co tam jeszcze wymieniles - rozumiem, ze to zajecie bardziej rozwojowe? Sam fakt roznoszenia pizzy w Stanach tak stymuluje intelektualnie... Ja mialam 12 lat zaczelam pilnowalac dzieci sasiadki - dwojki maluchow. Zwykle gdy ona chciala isc do kina wieczorem a dzieci spaly. Moglam spokojnie czytac ksiazke, albo uczyc sie do klasowki - a to juz bardzo rozwojowe zajecie. Ale wczesniej jeszcze zbieralam zarobkowo truskawki, porzeczki, wisnie. > On nigdy nie mial problemow z nauka.To jest taka extra motywacja.< A nie mozesz go motywowac inaczej, na przyklad mowiac, ze ta nauka mu sie oplaci w przyszlosci, ze juz teraz sie oplaci, jesli bedzie udzielal komus korepetycji (moze nie teraz, ale za rok - dwa)? Teraz to Ty go nie motywujesz, tylko mu placisz. A przeciez nie masz za co mu placic - idac Twoim tokiem rozumowania - bo on nie pracuje dla Ciebie, tylko dla siebie. Wiec za co Ty mu wlasciwie placisz? Za prace, ktora i on i tak ma swiety obowiazek wykonac, i w ktorej to czynnosci wspiera go caly amerykanski system edukacyjny, finansowany z Twoich podatkow? Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 07.05.06, 23:53 > Wiec za co Ty mu wlasciwie placisz? Za prace, ktora i on i tak ma swiety >obowiazek wykonac, i w ktorej > to czynnosci wspiera go caly amerykanski system edukacyjny, finansowany z >Twoich podatkow? Zgadza sie. To jest moja forma dawania kieszonkowego i wydaje mnie sie,ze jest lepsza nic dawanie bezwarunkowe. System edukacyjny jest tu calkiem niezly i syn wrocil zachwycony wycieczka do Federal Reserve Bank of NY. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=41067443&a=41323739&t=1147038019451 Ten Polak ktory przesladowal moje dzieci w parku zawsze mial pieniadze przy sobie i sie nawet tym chwalil,ze mamusia mu dala.Przez 4 lata pobytu w amerykanskiej szkole nie potrafil zdac ESL(english as a second language) czyli chodzil na dodatkowe lekcje angielskiego,mimo ze i tak byl w najgorszej J.H. w okolicy.Oczywiscie pojdzie do najgorszego H.S. w okolicy i na tym sie jego kariera naukowa skonczy.W Polsce by mogl jeszcze dzieciakom podokuczac,bo tam przemoc jest dosc powszechna,ale tutaj szybko od kogos dostanie po lbie i zostanie glupi i zbuntowany.O takich ludziach sa wlasnie polish jokes w USA. Na pewno jego matce nie przyszlo do glowy,zeby zamiast kieszonkowego dawac mu pieniadze za lepsze stopnie. Odpowiedz Link Zgłoś
mimka21 Re: :):) Money for nothink. 08.05.06, 08:21 No wiec jednak dajesz mu kieszonkowe. No to swietnie. Po co ten dlugi watek? I co do tego ma jakis przyglup przesladujacy dzieci w parku? A gdyby matka mu tego kieszonkowego nie dawala, to milszy by byl? Chyba jedno i drugie (przesladowanie i kieszonkowe) maja sie do siebie, jak wol do karety. No dobra, to swietnie, ze u was w Stanach jest swietnie. U nas tez jest swietnie. Tosmy sobie pogadali. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 08.05.06, 15:45 mimka21 napisała: > No wiec jednak dajesz mu kieszonkowe. Zmuszam go przy okazji do wysilku za te pieniadze. > No to swietnie. Po co ten dlugi watek? Chcialem z jakimis ciekawymi ludzi pogadac. > I co do tego ma jakis przyglup przesladujacy dzieci w parku? Pewno nie ma dobrego przykladu w domu i rodzice daja mu szmalec niezaleznie od tego jak sie uczy i zachowuje,czyli kieszonkowe "po polsku". > A gdyby matka mu tego kieszonkowego nie dawala, to milszy by byl? Gdyby uzalezniala to od wynikow w szkole,to moze wiecej czasu spedzalby nad ksiazkami.Przy okazji domyslam sie,ze maja polska telewizje w domu zamiast dobrej kablowki amerykanskiej i dlatego dzieciak taki malo kumaty. > Chyba jedno i drugie (przesladowanie > i kieszonkowe) maja sie do siebie, jak wol do karety. W tym wypadku wol do karety maja sie jak polskie wychowanie do amerykanskiego wychowania. > No dobra, to swietnie, ze u was w Stanach jest swietnie. U nas tez jest swietnie. > Tosmy sobie pogadali. PS.Mozesz mnie jeszcze wytlumaczyc,dlaczego przy tak powszechnym dostepie do broni w USA ilosc morderstw w Polsce jest jednak wieksza niz w Stanach? www.nationmaster.com/graph-T/cri_mur_percap Odpowiedz Link Zgłoś
mimka21 Re: :):) Money for nothink. 09.05.06, 10:26 > PS.Mozesz mnie jeszcze wytlumaczyc,dlaczego przy tak powszechnym dostepie do > broni w USA ilosc morderstw w Polsce jest jednak wieksza niz w Stanach? Roznica ta, biorac pod uwage zamoznosc spoleczenstwa, ktora w Stanach jest wielokrotnie wyzsza, jak rowniez wydatki obu krajow na walke z przestepczoscia (w Stanach budzet nieco wiekszy - przyznasz racje, czy nie?) nie jest wielka. Polska na miejscu 20, Stany na 24. Dlaczego nie porownasz Stanow z Kanada, gdzie dochod na mieszkanca jest porownywalny? Kanada jest na miejscu 44. Francja na 40, a Niemcy na 49 miejscu. Wlasciwie wiekszosc krajow europejskich jest na odleglych miejscach - a Stany gdzies miedzy krajami rozwijajacymi sie: Bulgaria a Armenia. Polska jest na 20 miejscu, i uwazam, ze jest to w naszej sytuacji geo - socjo - ekonomicznej normalne. Bo na przyklad wszyscy nasi wschodni sasiedzi - mieszcza sie w pierwszej 10! (Bialorus, Litwa, Lotwa, Estonia, Rosja, Ukraina). Na tym tle wypadamy wrecz swietnie. Takze Twoj argument nie przemawia do mnie. Tak wysoka pozycja Stanow w tym rankingu jest raczej szokujaca: dwa razy latwiej stracic u was zycie niz w Kanadzie, Francji, czy Niemczech! Odpowiedz Link Zgłoś
mimka21 i jeszcze... 09.05.06, 10:47 W komentarzach ponizej ktos zwraca uwage, ze ponizsze statystyki odnosza sie do lat 1998 - 2000. Tak bylo - w najlepszym razie - szesc lat temu! Twoje wywody opieraja sie na nieaktualnych informacjach. Odpowiedz Link Zgłoś
ja-figa Re: :):) Money for nothink. 09.05.06, 11:47 tak sobie czytam ten post i cały czas troszke mi sie śmiac chce bo odnosze wrażenie ze jakos to niektórzy wyolbrzymiacie... a co do mojego pogladu.. moja mał ma dopiero tzry latka wiec jeszce za wczesnie na kieszonkowe ale zamierzam jej dawac za 2-3 latka . raz w tygodniu raczej ymboliczne sumki- aby np. miala na tzw swoje wydatki- jakies slodycze, napoje, czy kredki, kolorowanki itp. ale naprawde mysle o symbolicznych kwotach np 2 zl na tydzien.- przy czym ustalic bym chciala co za te pieniazki ona sobie kupuje, natomias ja juz nie. to uczy szacunku do pieniedzy i uczy gospodarnos, oraz bardzo waznej rzeczy- ze nic w zyciu nie jest za darmo. a jak bedzie cchiala zabawke drozsza...no coz postarm sie ja nauczyc ze dostaje pieniazki na gumy ale moze je np wrzucac do skarbonki i odkladac na wymarzona zabawke. ja bylam tak wychowana i uwarzam ze to byl swietny pomysl- znam wartosc pieniadza i zawsze szanowalam wszytko co sobie kupilam lub dostalam od innych bo wyobrazalam sobie ze tez musieli dlugo zbierac i odkladac pieniazki zebym np dostala prezent- i juz nie wazne bylo co to takiego wazne ze wiedzialm ze ktos myslal o mnie- bo przeciez tez musial odkladac te pieniazki jak ja. wydaje mi suie ze wystarczy ustalic zasady oraz kwote- to jest nauka zycia- owocuje na przyszlosc Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 02:07 ja-figa napisała: > tak sobie czytam ten post i cały czas troszke mi sie śmiac chce bo odnosze > wrażenie ze jakos to niektórzy wyolbrzymiacie... > a co do mojego pogladu.. moja mał ma dopiero tzry latka wiec jeszce za wczesnie > na kieszonkowe ale zamierzam jej dawac za 2-3 latka . raz w tygodniu raczej > ymboliczne sumki- aby np. miala na tzw swoje wydatki- jakies slodycze, >napoje, Tylko nie slodycze i coca-cola. Wlasnie dlatego nie daje swojej 9-latce,bo by sobie kupowala czekoladki i kit- katy. > czy kredki, kolorowanki itp. ale naprawde mysle o symbolicznych kwotach np 2 zl na tydzien.- przy czym ustalic bym chciala co za te pieniazki ona sobie >kupuje, Najbardziej nie moge odzalowac,ze na 9 urodziny naciagnela mnie na gitare i gitara niemal caly czas lezy na szafie. > natomias ja juz nie. to uczy szacunku do pieniedzy i uczy gospodarnos, oraz > bardzo waznej rzeczy- ze nic w zyciu nie jest za darmo. a jak bedzie cchiala > zabawke drozsza...no coz postarm sie ja nauczyc ze dostaje pieniazki na gumy > ale moze je np wrzucac do skarbonki i odkladac na wymarzona zabawke. ja bylam > tak wychowana i uwarzam ze to byl swietny pomysl- znam wartosc pieniadza i > zawsze szanowalam wszytko co sobie kupilam lub dostalam od innych bo > wyobrazalam sobie ze tez musieli dlugo zbierac i odkladac pieniazki zebym np > dostala prezent- i juz nie wazne bylo co to takiego wazne ze wiedzialm ze ktos myslal o mnie- bo przeciez tez musial odkladac te pieniazki jak ja. wydaje mi > suie ze wystarczy ustalic zasady oraz kwote- to jest nauka zycia- owocuje na > przyszlosc Wg mnie dzieciaki nie maja pojecia jak wydawac pieniadze,przynajmniej moja zdolna przeciez 9 latka. 11,5 letni syn juz wie co ile kosztuje i co kupic ,zeby nie przeplacic. Dalem mu 20 doll za te 94% na 3 okres. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 02:14 mimka21 napisała: > > PS.Mozesz mnie jeszcze wytlumaczyc,dlaczego przy tak powszechnym dostepie > do > > broni w USA ilosc morderstw w Polsce jest jednak wieksza niz w Stanach? > > Roznica ta, biorac pod uwage zamoznosc spoleczenstwa, ktora w Stanach jest wielokrotnie wyzsza, jak > rowniez wydatki obu krajow na walke z przestepczoscia (w Stanach budzet nieco wiekszy - przyznasz > racje, czy nie?) nie jest wielka. Polska na miejscu 20, Stany na 24. Dlaczego nie porownasz Stanow z > Kanada, gdzie dochod na mieszkanca jest porownywalny? Kanada jest na miejscu 44. Francja na 40, a > Niemcy na 49 miejscu. Wlasciwie wiekszosc krajow europejskich jest na odleglych miejscach - a Stany > gdzies miedzy krajami rozwijajacymi sie: Bulgaria a Armenia. Polska jest na 20 miejscu, i uwazam, ze > jest to w naszej sytuacji geo - socjo - ekonomicznej normalne. Te porownania zawodza,bo nigdzie na swiecie nie ma takiej dostepnosci do broni palnej jak w USA.Tu niemal kazdy ma arsenal.I to nie jakis jeden malokalibrowy pistolek w domu,ale ze 3 i do tego ze 3 strzelby. > Bo na przyklad w szyscy nasi wschodni > sasiedzi - mieszcza sie w pierwszej 10! (Bialorus, Litwa, Lotwa, Estonia, Rosja, Ukraina). Na tym tle > wypadamy wrecz swietnie. Takze Twoj argument nie przemawia do mnie. Tak wysoka pozycja Stanow w > tym rankingu jest raczej szokujaca: dwa razy latwiej stracic u was zycie niz >w Kanadzie, Francji, czy Niemczech! A wyobraz sobie,co by bylo w tych krajach,jakby kazdy tam mial bron. Odpowiedz Link Zgłoś
mimka21 Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 08:54 > A wyobraz sobie,co by bylo w tych krajach,jakby kazdy tam mial bron. Nie musze sobie wyobrazac: Szwajcaria, gdzie kazdy ma bron (kazdy mezczyzna w wieku poborowym posiada w domu caly arsenal), jest na 56 miejscu w tym rankingu. Nie posluguj sie jakas metna ideologia, w dodatku nie wiedzac, co chcesz udowodnic. Bzdury wypisujesz. Bez odzewu. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 10.05.06, 23:00 mimka21 napisała: > > > A wyobraz sobie,co by bylo w tych krajach,jakby kazdy tam mial bron. > > Nie musze sobie wyobrazac: Szwajcaria, gdzie kazdy ma bron (kazdy mezczyzna w w ieku poborowym > posiada w domu caly arsenal), jest na 56 miejscu w tym rankingu. Dobrze przy okazji jest przytoczyc jakiej zrodla ,z ktorych sie korzysta,np: www.swissinfo.org/eng/Swissinfo.html?siteSect=111&sid=4263352 Z tego zrodla wynika,ze na 8 mln Szwajcarow przypada tylko 1,2 mln broni palnej, czyli 15% ludnosci ma bron palna. > Nie posluguj sie jakas metna ideologia, w dodatku nie wiedzac, co chcesz >udowodnic. W USA natomiast w posiadaniu 296 mln ludzi jest az 192 mln szt broni palnej,co stanowi az 65% populacji z bronia palna. www.gwynnedyer.net/articles/Gwynne%20Dyer%20article_%20%20Brazil%20Guns.txt "There are only an estimated 17 million guns in private hands in Brazil, a country of 182 million people. By contrast, there are 192 million firearms in private hands in America, which has 296 million people." > Bzdury wypisujesz. Widzisz chyba golym okiem roznice miedzy 15% w Szwajcarii a 65% w USA dostepnosci do broni. Te 15% to moga byc calkiem przyzwoici ludzi w kazdym spoleczenstwie i moze to nie miec zadnego wplywu na przestepczosc. Co innego jak grubo ponad polowa ludnosci ma bron,to wtedy trafia ona do wszystkich. Nigdzie na swiecie nie ma takiej dostepnosci do broni palnej jak w USA. > Bez odzewu. Szkoda,bo ciekawe rzeczy piszesz. Pozdrawia Maciej. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 02:26 Money for NOTHING tylko jak to sie ma do kieszonkowego? Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 04:01 myelegans napisała: > Money for NOTHING No wlasnie,czy chodzilo mnie o bezmyslne dawanie pieniedzy dzieciom,czy raczej zmuszanie ich do myslenia by zarabialy na kieszonkowe? > tylko jak to sie ma do kieszonkowego? Bo ja daje synowi za stopnie,czyli thinking,a wiekszosc daje bezwarunkowo czyli no-thinking. Odpowiedz Link Zgłoś
fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 17:00 Maximum, Twój system dawania kieszonkowych jest dobry w Stanach, a polskie kieszonkowe "za nic" - w Polsce, bo przypuśćmy, że mama powie synkowi: za każdą 3 dostajęsz 1 zł, za 4 2 zł, a za 5 - 5 zł. No i u was synalek będzie pół wieczora kuł, a u nas napisze kilka ściąg, pozwala od innych zadania domowe i zbije majątek . Dziecko nie będzie w nauce widziało korzyści dla siebie, tylko będzie kombinowało i oszukiwało, żeby uzbierać kasę. To dopiero byłyby pieniądze za nic. a tak to dostaje określoną sumę np. raz w tygodniu czy miesiącu i może to też są pieniądze za nic, ale przynajmniej nie motywują do oszustw i nie narażają biednego rodzica na bankructwo. A zarabianie swoją drogą - jeśli synkowi z wiekiem nie starcza kieszonkowych, a rodzic mu nie chce albo nie może podwyższyć,wtedy można się zabrać za roznoszenie ulotek, zbieranie truskawek itp. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 11.05.06, 22:42 fatalna_jendza napisała: > Maximum, Twój system dawania kieszonkowych jest dobry w Stanach, a polskie > kieszonkowe "za nic" - w Polsce, bo przypuśćmy, że mama powie synkowi: za >każdą 3 dostajęsz 1 zł, za 4 2 zł, a za 5 - 5 zł. Ja w Polsce to wlasnie tak mialem,ze obok tego zwyklego kieszonkowego,to mialem extra za czworki i piatki. > No i u was synalek będzie pół > wieczora kuł, a u nas napisze kilka ściąg, pozwala od innych zadania domowe i > zbije majątek . Rzeczywiscie,to jest calkiem inne podejscie do nauki i zycia. Zdarzaja sie tez sciagajacy,ale to zazwyczaj jeden lub dwa przypadki na klase i nauczyciel szybko to wylapuje. Ja pamietam nauczyciela z historii,ktory Iskra sie nazywal i jemu nie przeszkadzalo,ze sie sciagalo,bo to niby mialo zaradnosci w zyciu uczyc. Nauczyciel od fizyki byl calkiem inny,on bral ludzi pod ambicje,ale i potrafil nagradzac. > Dziecko nie będzie w nauce widziało korzyści dla siebie, tylko będzie > kombinowało i oszukiwało, żeby uzbierać kasę. To dopiero byłyby pieniądze za >nic. Tutaj w szkolach pod tym wzgedem bardzo pilnuja i wszystkie powazniejsze prace sa sprawdzane komputerowo czy nie sa plagiatami. > a tak to dostaje określoną sumę np. raz w tygodniu czy miesiącu i może to też są pieniądze za nic, ale przynajmniej nie motywują do oszustw i nie narażają > biednego rodzica na bankructwo. Chec do oszustw ma sie w sobie wyniesiona z domu lub nagradzana srodowiskowo i tu widze wieksza role domu w opanowaniu zlych nawykow. > A zarabianie swoją drogą - jeśli synkowi z wiekiem nie starcza kieszonkowych, a rodzic mu nie chce albo nie może podwyższyć,wtedy można się zabrać za > roznoszenie ulotek, zbieranie truskawek itp. Moj syn juz to wlasnie robi,mimo ze ma dopiero 11,5 roku. Odpowiedz Link Zgłoś
fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 12.05.06, 23:01 maksimum napisał: > fatalna_jendza napisała: > > > Maximum, Twój system dawania kieszonkowych jest dobry w Stanach, a polski > e > > kieszonkowe "za nic" - w Polsce, bo przypuśćmy, że mama powie synkowi: za > > >każdą 3 dostajęsz 1 zł, za 4 2 zł, a za 5 - 5 zł. > > Ja w Polsce to wlasnie tak mialem,ze obok tego zwyklego kieszonkowego,to mialem > > extra za czworki i piatki. > > > No i u was synalek będzie pół > > wieczora kuł, a u nas napisze kilka ściąg, pozwala od innych zadania domo > we i > > zbije majątek . > > Rzeczywiscie,to jest calkiem inne podejscie do nauki i zycia. > Zdarzaja sie tez sciagajacy,ale to zazwyczaj jeden lub dwa przypadki na klase i > > nauczyciel szybko to wylapuje. U nas nauczyciel nie ma szans na wyłapanie wszystkich ściągających - bo ściąga 99% klasy > > > Dziecko nie będzie w nauce widziało korzyści dla siebie, tylko będzie > > kombinowało i oszukiwało, żeby uzbierać kasę. To dopiero byłyby pieniądze > za > >nic. > > Tutaj w szkolach pod tym wzgedem bardzo pilnuja i wszystkie powazniejsze prace > sa sprawdzane komputerowo czy nie sa plagiatami. A tutjaj nie > > > a tak to dostaje określoną sumę np. raz w tygodniu czy miesiącu i może to > też > są pieniądze za nic, ale przynajmniej nie motywują do oszustw i nie narażają > > biednego rodzica na bankructwo. > > Chec do oszustw ma sie w sobie wyniesiona z domu lub nagradzana srodowiskowo i > tu widze wieksza role domu w opanowaniu zlych nawykow. Ale jak dziecko trafi do szkoły, gdzie będą inni, którzy będą ściągać, oszukiwać, to automatycznie prędzej czy później i ono zacznie. Bo czemu niby ono jedno miałoby nie ściągać i kuć, gdy wszyscy inni wkładają w naukępołowę mniej wysiłku i mają nieraz lepsze oceny. U nas ściąganie to nawet nie "zły nawyk" - to po prostu zwykła rzecz. Jak mówi moja matematyczka, "ściąganie jest wpisane w definicję ucznia". A od ściągania zdarzają się gorsze rzeczy - zwiewanie z lekcji, chodzenie na przerwach na fajki itp. itd. Po prostu - nasze środowiska są inne. Twój system jest skuteczny w USA, a nassz w Polsce i nic tego nie zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 06:13 fatalna_jendza napisała: > Ale jak dziecko trafi do szkoły, gdzie będą inni, którzy będą ściągać, > oszukiwać, to automatycznie prędzej czy później i ono zacznie. Bo czemu niby ono > jedno miałoby nie ściągać i kuć, gdy wszyscy inni wkładają w naukępołowę mniej > wysiłku i mają nieraz lepsze oceny. Uwierz mi,czym lepsza szkola,tym mniej jest sciagania. Czym lepszy uczen,tym bardziej uczy sie dla siebie.Moj syn smial sie z jakiegos chlopaka czy dziewczyny co sciagali,bo przy tych wazniejszych testach czy egzaminach nie ma zadnych szans na sciaganie i wszyscy o tym wiedza. Do wszystkich lepszych szkol sa egzaminy i pytania sa tak ulozone,ze nie dasz rady sciagnac,bo sa to w wiekszosci pytania na inteligencje. Opowiadaly mnie dzieciaki jak zdawaly do Hunter College High School. www.hchs.hunter.cuny.edu/ To jest najlepszy H.S. publiczny w NYC i tak jak do pozostalych 6 najlepszych trzeba zdawac egzaminy.Dzieciaki mimo ze przerabialy program o rok na przod,mowily ze byly pytania z materialu,ktorego nigdy nie przerabiali,ani nawet z tego rok do przodu. Egzaminy bylyby za latwe,gdyby byly z przerobionego materialu, bo wtedy wlasnie moznaby przygotowac sciagi. > U nas ściąganie to nawet nie "zły nawyk" - to po prostu zwykła rzecz. Jak mówi > moja matematyczka, "ściąganie jest wpisane w definicję ucznia". To jest tylko glupie tlumaczenie,jesli ludzi nie stac na myslenie. > A od ściągania zdarzają się gorsze rzeczy - zwiewanie z lekcji, chodzenie na > przerwach na fajki itp. itd. W gorszych szkolach to sie zdarza. Od poniedzialku moj 11,5 letni syn zaczyna sie uczyc w szkole pisac na slepo. Przy codziennym korzystaniu z komputera,to jest koniecznoscia,a on nie chcial na ten kurs isc,bo chcial chodzic na ping-ponga. Ja mu wytlumaczylem,ze w ping-ponga i tak jest najlepszy i moze poczekac z tym do wakacji,apisanie na slepo jest koniecznoscia. > Po prostu - nasze środowiska są inne. Twój system jest skuteczny w USA, a >nassz w Polsce i nic tego nie zmieni. Oczywiscie,ze system polski bedzie ewoluowal w kierunku amerykanskiego,jesli MEN zechce brac przyklad z USA. Odpowiedz Link Zgłoś
fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 10:34 Znów mówisz o Ameryce - a mi chodzi o zwykłe polskie podstawówki i gimnazja. Moja szkoła jest uznawana za bardzo dobrą szkołę, ale jest za to duża. Nauczyciel nie jest wstanie wyłapać wszystkich ściągających w 30osobowej klasie. A co do amerykańskiego systemu szkolnictwa czy jak to się zwie, to baaaardzo mi się on podoba i chciałabym, żeby tak było w Polsce, ale, niestety, nic nie zwiastuje u nas większych zmian. Jak na razie to pan Romek wprowadził to, co już dawno istniało w szkołach, czyli np. blokada w szkolnych pracowniach na stromy o treści... nieprzeznaczonej dla uczniów Oraz podwyżki dla nauczycieli, które były już dawno przewidziane w budżecie na przyszły rok. Ojeju, miało być o kieszonkowym, a ja to już o polityce nawijać zaczynam Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 16:44 fatalna_jendza napisała: > Znów mówisz o Ameryce - a mi chodzi o zwykłe polskie podstawówki i gimnazja. > > Moja szkoła jest uznawana za bardzo dobrą szkołę, ale jest za to duża. IS 187,tam gdzie chodzi moj syn ,tez jest duza,bo uczeszcza do niej prawie 1,000 uczniow,zobacz enrollment: www.nycenet.edu/daa/SchoolReports/05asr/320187.pdf > Nauczyciel nie jest wstanie wyłapać wszystkich ściągających w 30osobowej >klasie. Klasy tez sa 30-osobowe. > A co do amerykańskiego systemu szkolnictwa czy jak to się zwie, to baaaardzo mi > się on podoba i chciałabym, żeby tak było w Polsce, ale, niestety, nic nie > zwiastuje u nas większych zmian. Jak na razie to pan Romek wprowadził to, co już dawno istniało w szkołach, czyli np. blokada w szkolnych pracowniach na stromy o > treści... nieprzeznaczonej dla uczniów Oraz podwyżki dla nauczycieli, >które były już dawno przewidziane w budżecie na przyszły rok. Tu nauczyciele dosc dobrze zarabiaja,bo okolo 40.000 doll rocznie i w dobrej szkole mozna popracowac,ale w podstawowkach,to trzeba miec nerwy ze stali i w innych gorszych szkolach,gdzie uczniowie przeszkadzaja. Odpowiedz Link Zgłoś
fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 16:49 U nas jest 1500 uczniów Odpowiedz Link Zgłoś
fatalna_jendza Re: :):) Money for nothink. 13.05.06, 16:51 > > Tu nauczyciele dosc dobrze zarabiaja,bo okolo 40.000 doll rocznie i w dobrej > szkole mozna popracowac,ale w podstawowkach,to trzeba miec nerwy ze stali i w > innych gorszych szkolach,gdzie uczniowie przeszkadzaja. > A to nie wiem ile zarabiają, ale i tak ciągle jęczą i narzekają, że muszą się z nami użerać za marne pieniądze Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Trudno zeby facet na budowie zarabial mniej niz na 15.05.06, 05:29 fatalna_jendza napisała: > A to nie wiem ile zarabiają, ale i tak ciągle jęczą i narzekają, że muszą się >z nami użerać za marne pieniądze Tutaj tez sie uzeraja,a zarobki powinny byc wypadkowa popyt-podaz,czyli zainteresowaniem ludzi zawodem nauczyciela. Trudno zeby facet na budowie zarabial mniej niz nauczyciel. Odpowiedz Link Zgłoś
hankam Re: :):) Money for nothing. 11.05.06, 17:23 Maksi, tak w ogóle, to "Money for nothing". Odpowiedz Link Zgłoś
jusytka to uczy oszczędzania !!! 12.05.06, 23:33 Bylismy w małym szoku podczas wakacji, jak nasi synkowie, którzy dostali od babci po 100zł oszczędzali swoje pieniążki. Wczesniej co chwile się czegoś domagały, a tak zaczęły pytać, co - ile kosztuje i zanim wydały cokolwiek dobrze sie zastanawiali czy rzeczywiscie warto )) Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: to uczy oszczędzania !!! 16.09.06, 22:04 Syn mial w ostatnia niedziele urodziny i poza prezentami dostal tez pieniadze. Z duma lezaly na wierzchu przez kilka dni ,az mu kazalem je schowac. Wydaje troche bez zastanowienia.Jak mu cos potrzeba,to kupuje w pierwszym sklepie,ktory spotka choc u nas jest spora roznica w cenach miedzy roznymi sklepami. Odpowiedz Link Zgłoś
nchyb Re: to uczy oszczędzania !!! 16.09.06, 22:22 > Wydaje troche bez zastanowienia.Jak mu cos potrzeba,to kupuje w pierwszym > sklepie,ktory spotka choc u nas jest spora roznica w cenach miedzy roznymi > sklepami. po prostu oszczędza. Nie wydaje pieniędzy na przejazdy z jednego sklepu do drugiego by porownać ceny, nie biega zdzierając zelówki, oszczędza czas i buty kupując w pierwszym sklepie. Możesz być dumny z zapobiegliwości syna... Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: to uczy oszczędzania !!! 20.01.07, 21:00 > po prostu oszczędza. Nie wydaje pieniędzy na przejazdy z jednego sklepu do > drugiego by porownać ceny, nie biega zdzierając zelówki, oszczędza czas i >buty kupując w pierwszym sklepie. Możesz być dumny z zapobiegliwości syna... Nawet o tym nie pomyslalem! Ciekawe czy syn przeanalizowal cala sytuacje tak jak Ty,czy raczej nie chce sie wysilac? PS.Poza tym miedzy sklepami moglby jezdzic na rowerze. Odpowiedz Link Zgłoś