Dodaj do ulubionych

W niedzielę poszłam na plac zabaw....

21.08.06, 23:13
W niedzielę poszłam sama z dwójką dzieci na palc zabaw i....było fajnie
dopóki Asia spokojnie siedziała w wózku a Ala jakoś w miarę się mnie słuchała
i było mało dzieci.
Ale kiedy przybywało dzieci, Asia zrobiła się marudna w wózku.
Wyjęłam Asię i chodziłam z nią po placu, ale ile można więc posadziłam ją na
piasku(mamy taki fajny plażowy) było spoko dopóki nie uciekała mi. Ala cały
czas się bawiła z dziecmi, biegała a ja starałam się mieć na oku jedną i
drugą z tym, że częściej patrzyłam na Asię, bo pakuje wszystko co ma w rączce
do buzi łącznie z kamieniami. Nagle nie wiedzę Ali, rozgladam się i ...nie ma
jej nigdzie. Biorę Asię, wkładam do wózka - płacz, ze mnie się leje, bo
słońce grzeje, a na placu zero drzewa, przy okazji przy wózku zaczyna kręcić
się mnóstwo os, uciekam z wózkiem szukając Ali, nagla widzę czuprynę swego
dziecka, myślę jest, schowała się za pewną górką, za nią stoją toj-toje,
zostawiam wóżek przy górce, lecę na górkę, patrzę....jest, biorę za rękę i
tłumaczę, ze tak nie wolno, uciekać, chować się, bo...itd. W między czasie
nie zauważyłam jak na moim ręku na zgięciu łokcia usiadła przeklęta osa,
zginam rękę i czuję piekileny ból, patrzę, no ładnie osa mnie użądliła. Nie
panikuję, nie jestem uczulona i nieraz byłam użądlona przez osy, ale ręka
boli.
Zdenerwowana na osę i trochę na Alę mówię, że idziemy do domku, Ala histeria:
ona nie chce do domu, płacz, wrzaski, wstyd na cały plac zabaw i okoliczne
osiedle. Mówię do niej dobrze to Ty zostań, a mama z Asią idzie do domu, ona
w płacz i mówi, ze już idzie z nami do domu.
Dziś jest poniedziałek, a ja nadal nie doszłam do siebie po tym wyjściu -
jeszcze jestem zmęczona.
Ufff
Obserwuj wątek
    • azzure1 Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 01:34
      No to ładnie mnie zdołowałaś...Jak tak mają wyglądać wyjscia z dwójką, to chyba
      będziemy siedzieć w domu...Bo już teraz jest wielki ryk, jak wychodzimy z parku,
      a jeszcze młodszy się nie włącza.
    • monika_oli Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 08:27
      Ja myślę, że to był po prostu gorszy dzień i tyle. Następnym razem będzie
      lepiejsmile Dziewczynki (głównie starsza) przyzwyczają się do nowej sytuacji.
      Musisz tylko jasno wyznaczyć granice gdzie wolno chodzić i co robić - wiem, że
      nie jest to proste, ale po pewnym czasie zapanujesz nad córeczkami. Ja też nie
      raz wracałam z dziewczynami 'na syrenie' do domu - szczególnie po dłuższej
      nieobecności na placu zabaw (jak chodzimy codziennie, to jest ok). Początkowo
      bardzo się tym denerwowałam, ale teraz sobie odpuściłam. Najczęściej same
      chodzimy na plac zabaw - mąż bywa z nami sporadycznie. I nie myśl sobie, że
      moje córeczki to są aniołki - starsza uwielbie wysokie konstrukcje, a mała
      wcina piach, pety z papierosów i inne świństwa kiedy tylko na moment spuszczę
      ją z oka. Jak jeszcze Oliwia była mała, to wypatrzyłam dość odległy, ale duży i
      ogrodzony plac zabaw i praktycznie tylko tam chodzimy. Od początku córeczka ma
      też zakaz wchodzenia na jedną zjeżdżalnie - uchowała się tam taka stara, i
      potwornie wysoka, cała z rurek i metalu, która początkowo bardzo ją kusiła, ale
      teraz nawet nie zwraca na nią uwagi.
      Jakiś czas temu odważyłam się też np na wypady autobusami i jest mi z tym
      dobrze, bo wreszcie przestałam być uwiązana tylko do mojej okolicy - jeździmy
      do parku czy nawet knajpy na spotkania z innymi mamami z mojego miasta, byłyśmy
      na otwarciu galerii w dużym centrum handlowym.
      Fakt z zachowaniem dziewczyn bywa różnie, ale im bardziej ja 'wrzucam na luz',
      mam dobry humor i nie czepiem się za byle co, to i one są jakieś grzeczniejszetongue_out
      Pozdrawiam
      m.
      • hanti Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 08:48
        ja już byłam sama z trójką i nie było tak źle, starszakom z góry zapowiedziałam
        ża karda próba ucieczki z placu zabaw zakończy się karą smile))) no i biegali sobie
        po placu zabaw, a ja siedziałam sobie na ławce z Syśką przy piersi smile) Potem
        jeszcze poszliśmy na spacer, ale to jest akurat łatwe do zrealizowania, boo
        dziewczynki wkładam do wózka, a Kuba to już fajny facet i można się z nim
        dogadać smile)
    • deotyma11 Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 17:12
      Ja wychodzę sama z dwójką praktycznie codziennie. I jest całkiem nieźle. Przede
      wszystkim trzeba starsze uczyć od początku, że nie wolno przekraczać magicznych
      granic placu zabaw samemu (u nas to tylko krawężnik). Staram się mieć oczy
      dookoła głowy. Na trudne powroty do domu mam zwierzątko do pchania na patyku ze
      sobą - zawsze skutkuje. No i błogosławię podwójny wózek.
      Próbuj dalej i nie zniechęcaj się. Na pewno będzie dobrze
      • hanti Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 18:56
        deotyma11 napisała:

        > No i błogosławię podwójny wózek.
        >

        tak, tak cudowne to urządzenie smile))))))))) ja bez niego życia sobie nie
        wyobrzażam, bo coedziennie maszerujemy 40 min do parku, więc tylko Kuby muszę
        pilnować, ale to już fajny facet jest więc dogadujemy się, a dziewczyny jadą
        sobie w wózku smile))))))
        • natalia433 Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 20:46
          ja tez codziennie wychodze sama z dwójką, wyszłam juz sama na spacer trzy dni
          po wyjsciu ze szpitala z mała i tak juz zostało( oczywiście jak mąż ma wolne to
          chodzimy razem)
          raz jest lepiej a raz jest gorzej np. dzisiaj spacerowalismy trzy godzinki,
          dzieciaki ganiały na placu zabaw , potem mała odpoczywała troche w wózku, były
          pogodne i grzeczne ale sa dni które wyglądaja tak jak ten który opisałas latam
          za jednym wypatrujac drugiego i przychodze do domy wykończona, swoja droga to
          przypomniałas mi pewna sytuacje która zdarzyła nam się 2-3 miesiace temu:

          o tuz wyszlismy na spacer, mała w wózku a Dawid na nogach, postanowiłam zajść
          do "Biedronki" kupić maluchom soczek i chrupki, Dawid się uparł że wejdzie po
          schodach, w końcu ustapiłam twierdząc że lecąć obok na podjazd dla wózków i tak
          będe szybciej przy wejściu niż on, no i poleciałam na ten podjazd tracąc moje
          dziecko z oczu na ledwo pół minutki i SZOK!!! nie było go, ani na schodach ani
          przy wejśćiu poprostu znikł, wleciałam do sklepu przeleciałam cały pasaż a
          dziecka nie było, łzy cisneły mi do oczu, trzęsłam się jak galareta, nie
          wiedziałam czy szukac synka w sklepie czy na ulicy, chodziło mi po głowie
          tysiąc mysli naraz z porwaniem mojego dziecka łącznie, pytałam wszystkich
          ludzi czy nie widzieli chłopca ale nikt go nie widział co dobiło mnie już
          totalnie, wyszłam ze sklepu płacząc ,wołam synka i nagle jakas kobieta
          wybiegła ze sklepu krzycząc że między półkami chodzi malutki chłopiec,
          poleciałam i to był mój syn , wesoły i usmiechniety, z jajkiem niespodzianka w
          ręku stwierdził że chciał sobie ja własnie kupić, poczułam ulge nie do opisania
          ale spaceru odechciało mi się na dobre, teraz pilnuje moich dzieci jak oka w
          głowie.
          • oliwia244 Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 22.08.06, 22:57
            ja mam młodsze dziecko wózkowe wiec owe problemy są mi jeszcze obce
            starsza placu zabaw opuszczac nie chce ale młodsza w wózku grzecznie siedzi i
            tylko sie uśmiecha wiec nie jest źle
            mam nadzieje , ze jak gabrysia bedzie juz chodzaca to martynka bedzie na tyle
            mądra, ze juz nie bede miala problemów.
            wsumie i tak nie mam ich za wiele

            co do "gubienia" dzieci z oczu... zdarzylo mi sie to dwa razy: przed świetami
            Bożego narodzenia w markecie - 1,5 roczna martynka postanowila chodzic swoimi
            scierzkami i w tym roku na plazy nad morzem... a własnie takiej sytuacji
            podczas wyjazdy obawialam sie najbrdziej!
            w obu przypadkach szybko sie znalazła ale uczucie starchu towarzyszace mi w
            tamtych chwilach jest nie do zapomnienia!
        • deotyma11 Hanti 23.08.06, 16:42
          A tak z ciekawości zapytam: kupiłaś to nowe pegperego? I jak go oceniasz?
          • hanti Re: Hanti 23.08.06, 20:43
            nie, w końcu kupiłam Haucka Roadster SL Duo , bo dziewczyny siedzą obok siebie
            więc nie będzie awantur kto siedzi z przodu, przednie koła są skrętne 360
            stopni, koła duże pomowane, a wózek lekki 16 kg smile
            Wózeczek tańszy o połowę i nie musiałam czekać kilku tygodni na sprowadzenie go,
            w ciągu 24 godzin miałam wózek w domu.
            Czysta rewelacja, ma tylko jeden minus, krótki podnóżek i KArolki nóżki wiszą z
            wózka, ale już wiem jak temu zaradzić smile misimu tylko wspawać jedną dłuższą
            rurkę i będzie oki smile))))
            Tak to wygląda:
            www.bazarek.info/hauck_duo/hauck_duo.jpg
    • jeangrey Re: W niedzielę poszłam na plac zabaw.... 23.08.06, 12:59
      A ja się za cholerę nie potrafię rozdwoić. A mam takie dwa egzemplarze, z których starsze boi się wszystkiego a młodsze niczego. Efekt jest taki, ze Starsze co chwilę mnie woła, bo pies, bo osa, bo wlazła na drabinkę i boi się zejść, a młodsze włazi dosłownie wszędzie i właśnie w momencie, kiedy próbuję namówić starsze do samodzielnego zejścia z drabinek, wlazło na górę na zjeżdżalnię. big_grin
      To taka typowa scena z naszego wyjścia na spacer. Idę jak muszę, na szczęście są obie wybiegane w żłobku i przedszkolu a w weekend idziemy rodzinne we czwórkę smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka