żal mi czasami...

11.09.06, 23:30
Czy ktoras z Was ma dziecko w typie "sierotka" tzn ze rowiesnicy czy inne
dzieci "skaczą mu po głowie"?.Ja mam 3 latka ktory w kontaktach z innymi
dziecmi jest spokojny i nigdy agresywny , chetny do zabawy , jednak zazwyczaj
to jemu wyrywane są zabawki ,to on jest popychany moze nawet odsuwany od
zabawy bo nie potrafi "przebojowo" napadac inne dzieci.Czasami obserwuje go
na placu zabaw i jest mi najnormalniej w swiecie zal mojego grzecznego
dziecka.
    • blamblam Re: żal mi czasami... 15.09.06, 11:15
      mam podobnie. co więcej mam wrażenie ze sama przyczyniłam sie do takiego stanu
      rzeczy. od małego uczyłam ze nie wolno zabierać, przepychac sie, bić, ze mozna
      bawic sie razem, ze trzeba poprosić jesli inne dziecko sie czymś bawi a synek
      też chce. No i efekt jest taki że poszedł do przedszkola i musze go teraz uczyc
      żeby nie dawał sobie zabierać (oddaje bo mysli ze bedzie sie bawił razem z
      innym dzieckiem a to dziecko zabiera mu zabwke i idzie w inyy kąt). Najgorsze
      jest jednak to że nauczyłam go ze nie wolno bić. No i teraz jak dostanie
      zabawką w glowe to mówi "nie wolno bić" co generalnie dzieci w jego wieku
      kompletnie olewają. mysle że jak by mocno oddal toby skutek był lepszy ale
      jestem przeciwna siłowemu rozwiazywaniu problemów, skoro go uczyłam że nie
      wolno bić to nie bede go uczyc że ma oddawać. niestety mam wrażenie ze
      większość dzieci jest mniej uspołecznionych a wielu (nie wszyscy) nie
      przykładaja wagi do tego jak ich dziecko sie zachowuje. nie pisze tu o
      rodzicach którzy reagują na bijące, gryzące lub sypiace paichem dziecko. Pisze
      o takich ktorzy nie reaguja dopoki nie piojawią sie łzy albo krew. No cóz prawa
      dzungli.
      • spurs1 Re: żal mi czasami... 15.09.06, 12:02
        > niestety mam wrażenie ze
        > większość dzieci jest mniej uspołecznionych a wielu (nie wszyscy) nie
        > przykładaja wagi do tego jak ich dziecko sie zachowuje

        A ja jestem ojcem takiego "mniej uspołecznionych dzieci". Nigdy nie wtrącałem
        się do ich zabaw z innymi dziećmi. Jak inaczej mają się nauczyć życia
        społecznego. Owszem mówię im o tym by nie biły innych dzieci i pouczam ich(ale
        w domu na spokojnie) gdy to robią . Nigdy jednak nie nauczę ich aby sie nie
        broniły. Od małego na słowa: Tata a kolega mnie bije odpowiadałem radź sobie
        sam- albo zawołaj brata niech ci pomoże.
        Takie jest życie. To nie są żadne prawa dzungli. Po prostu nasze dzieci o
        malenkiego muszą się uczyć jak żyć w społeczeństwie.
        Nie bardzo rozumiem tych wszystkich rodziców którzy ciągle poucają \maluchy w
        piaskownicy: tak nie wolno, oddaj łopatke, nie rzucaj wiaderkiem, nie szarp
        kolegi itd. Ciągła ingernecja rodziców uczy dzieci że w każdej chwili nastąpi
        jakaś interwencja która rozwiąże PROBLEM (z kolegą, zabawką itd).
        kiedyś jednak nastąpi moment że nie bedzie nas z dzieckiem na boisku, podwórku
        i wtedy takie dziecko nie będzie często wiedziało jak się zachować... bo
        przeciez nie ma mamusi lub tatusia.
        • stypkaa Re: żal mi czasami... 15.09.06, 12:17
          Owszem mówię im o tym by nie biły innych dzieci i pouczam ich(ale
          > w domu na spokojnie) gdy to robią
          Tzn. że w miejscu gdzie to się dzieje mogą lać inne dzieci, kopać, gryźć,
          wyrywac zabawki, a Ty im zwrócisz uwagę "na spokojnie w domu"??

          >Od małego na słowa: Tata a kolega mnie bije odpowiadałem radź sobie
          > sam- albo zawołaj brata niech ci pomoże.
          Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale radź sobie sam - czyli nalej kolegę, a
          jeśli sam nie dasz rady to zawołaj na pomoc brata - we dwóch dacie radę na
          pewno??

          No ciekawe dosyć podejście. I przyznam, że jeśli mój mąż chciałby tak
          wychowywać naszego syna to chyba bym mu zabroniła zbliżać się do niego.
          Ale na szczęście chyba ma inne zdanie niż Ty smile


          > Takie jest życie. To nie są żadne prawa dzungli.

          Oj chyba trochę są.

          >Po prostu nasze dzieci o
          > malenkiego muszą się uczyć jak żyć w społeczeństwie.
          Tak, uczą się zyć w społeczeństwie i najlepiej, żeby jeszcze nauczyły się
          rozwiązywac konflikty bez użycia siły.
          Co nie znaczy, że jeśli ktoś dzieciaka leje to ma nadstawić drugi policzek...
          • spurs1 Re: żal mi czasami... 15.09.06, 12:58
            > Tzn. że w miejscu gdzie to się dzieje mogą lać inne dzieci, kopać, gryźć,
            > wyrywac zabawki, a Ty im zwrócisz uwagę "na spokojnie w domu"??
            Nic takiego nie napisałem. To twoja nadinterpretacja. To takie proste.Jeśli
            moje dzieci sa agresorami to nie robię im kazań i awantur na podwórku przy
            innych ale natychmiast zabieram ich do domu. Gdy już ochłoną przeprowadzam
            rozmowę. Tak też można.

            Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale radź sobie sam - czyli nalej kolegę, a
            > jeśli sam nie dasz rady to zawołaj na pomoc brata - we dwóch dacie radę na
            > pewno??
            Dobrze zrozumiałaś. Jeżeli ktoś atakuje mojego syna to musi dawawać sobie sam
            radę.jesli trzeba to niech odda. Nie moze stać i czekać aż go zupełnie
            pobiją.Owszem mogę go obronić. Ale ja długo będe to robił. Kiedyś mnie nie
            będzie przy nim.Jeżli robi to silniejszy i starszy to dlaczego ma nie zawołać
            brata. Po to to go w końcu ma. mają sie tzryamć razem i pomagać sobie.


            > Tak, uczą się zyć w społeczeństwie i najlepiej, żeby jeszcze nauczyły się
            > rozwiązywac konflikty bez użycia siły.
            Pewnie ze tak. Ale to w idealnym życiu. Takiego nie ma. To że dzieci biją się,
            szarpią nie oznacza że wyrosną z nich bandyci itp.. Nie wierzę że ani ty ani
            twój mąż ani nikt z twoich znajomych nie bił sie w dzieciństwie. I co się
            stało. Pewnie nic. Wyrośliście z tego.

            >Co nie znaczy, że jeśli ktoś dzieciaka leje to ma nadstawić drugi policzek...

            No niestety musisz sie zdecydować. Najpierw ganisz mnie że pozwalam synowi na
            oddawanie kolegom a potem piszesz nie nadstawianie policzka to tez nie...
            Tylko nie pisz proszę o jakiś cudownych rozwiązaniach i o rozmowie itp. To w
            idealnym świecie.

            > Co nie znaczy, że jeśli ktoś dzieciaka leje to ma nadstawić drugi policzek...

            Pewnie że t
            • stypkaa Re: żal mi czasami... 15.09.06, 13:46
              > > Tzn. że w miejscu gdzie to się dzieje mogą lać inne dzieci, kopać, gryźć,
              >
              > > wyrywac zabawki, a Ty im zwrócisz uwagę "na spokojnie w domu"??
              > Nic takiego nie napisałem. To twoja nadinterpretacja.

              Może i naditerpretacja. Ale napisałeś też, że "nigdy nie wtrącasz się w zabawy
              Twoich dzieci z innymi". Więc chyba nie dziwisz się aż tak bardzo
              mojej "naditerpretacji"? Skoro się nie wtrącasz to można było zrozumieć, że
              pozwalasz swoim dzieciom na wszystko, niech sobie same radzą.
              To, że zabierasz ich natychmiast do domu napisałeś dopiero w kolejnym poście...


              > Dobrze zrozumiałaś. Jeżeli ktoś atakuje mojego syna to musi dawawać sobie sam
              > radę.jesli trzeba to niech odda. Nie moze stać i czekać aż go zupełnie
              > pobiją.Owszem mogę go obronić. Ale ja długo będe to robił. Kiedyś mnie nie
              > będzie przy nim.Jeżli robi to silniejszy i starszy to dlaczego ma nie zawołać
              > brata. Po to to go w końcu ma. mają sie tzryamć razem i pomagać sobie.

              Bardzo szlachetnie. Mają sobie pomagać. A czy przyjmujesz jako możliwą wersję,
              że kiedyś Twoje dziecko zacznie bić się z kimś, po czym jak stwierdzi, że nie
              daje rady to zawoła na pomoc brata? I to oni będą agresorami a nie to inne, być
              może większe dziecko?


              > > Tak, uczą się zyć w społeczeństwie i najlepiej, żeby jeszcze nauczyły się
              >
              > > rozwiązywac konflikty bez użycia siły.
              > Pewnie ze tak. Ale to w idealnym życiu. Takiego nie ma.
              Idealnego nie ma, owszem. Ale po co go jeszcze pogarszać uczeniem dzieci
              agresji?

              >Nie wierzę że ani ty ani
              > twój mąż ani nikt z twoich znajomych nie bił sie w dzieciństwie. I co się
              > stało. Pewnie nic. Wyrośliście z tego.
              Nie pamiętam czy ja się biłam. Ale podejrzewam, że raczej nie, bo jakoś w moim
              środowisku bili się raczej chłopcy, nie dziewczyny. A mój mąż - nie wiem, nie
              znałam go jako dziecka smile
              Natomiast to nie ma nic do rzeczy. To tak samo jakby powiedzieć, że mnie bili
              rodzice i wyrosłam na porządnego człowieka, więc czemu ja nie mam bić swoich
              dzieci?

              > >Co nie znaczy, że jeśli ktoś dzieciaka leje to ma nadstawić drugi policzek
              > ...
              >
              > No niestety musisz sie zdecydować. Najpierw ganisz mnie że pozwalam synowi na
              > oddawanie kolegom a potem piszesz nie nadstawianie policzka to tez nie...
              > Tylko nie pisz proszę o jakiś cudownych rozwiązaniach i o rozmowie itp. To w
              > idealnym świecie.

              Pomiędzy byciem sierotką i staniem biernie jak Cię leją a oddawaniem można
              jeszcze inne rzeczy zrobić. Ale ok, nie będę pisać, skoro dla Ciebie z góry to
              są jakieś cudowne rozwiązania dostępne tylko w idealnym świecie wink


    • bri Re: żal mi czasami... 15.09.06, 12:17
      Mi też jest żal takich dzieciaczków i tym bardziej załamuje mnie moja agresywna
      córeczka, która potrafi bez powodu przyłożyć innemu dziecku zabawką.
      • amma6 Re: żal mi czasami... 15.09.06, 13:48
        Ja mam dwie, starsza - typ sieroty. Młodsza - łobuziak, przewodnik stada. Obie
        przyprawiają mnie o palpitacje serca. Każda z innego powoadu. No cóż , ale
        takie jest życie. Czy jest sierotowate, czy nadmiernie ruchliwe, zawsze będzie
        coś w nas budziło niepokój. Byle tylko nie przesadzić, zapewnie i te
        sierotowate i te łobuzy przystosują się do życia z innymi.
Pełna wersja