Dodaj do ulubionych

sprawa własności

22.09.06, 15:32
są dwie: dwulatka i półroczna
jest dużo zabawek, mała czasem doraczkuje do którejś i bawi się. Przychodzi
duża i zabiera, i mówi "oddaj to jest moje".
czy zabawki w domu są wspólne, czy wszystkie, czy również te kupione kiedyś
dla starszej? czy mniejsze wspólne a np rowerek mój? a jak wyrośnie z rowerka?
czy prosić starsza by dała sie pobawić młodszej czymś? czy młodszej kupować
inne nowe zabawki? jak reagujecie w tych sytuacjach?
ta półroczna jeszcze nie pyskuje ale czuję że niedługo zaczniesmile
acha, dwulatka w piasku chętnie bawi sie cudzymi zabawkami a często zabiera
dzieciom swoje zabawki (oddaj to moje)
?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: sprawa własności 22.09.06, 15:39
      kazda ma swoje zabawki.
      Jesli starsza nie chce sie już czyms bawić, zapytaj, czy zechce to oddac
      mlodszej, a w razie czego zaakceptuj, ze nie chce.
      Pytaj, w imieniu młodszej, czy starsza pozyczy jej swoja zabawkę.
      I na odwrot - pytaj mlodszej, czy starsza moze pobawić sie jej zabawką.
      Wydaje mi sie, ze poprzez rzeczy wyraża się też szacunek.
      • stypkaa Re: sprawa własności 22.09.06, 15:46
        > kazda ma swoje zabawki.

        Mnie ten problem będzie dotyczył gdzieś za rok, bo za 5 m-cy urodzi się nam
        drugie dziecko.
        I nie wyobrażam sobie na razie, żebym miała kupić np. drugi jeździk, bo tamten
        jest starszego czy drugi rowerek, czy osobny komplet klocków smile
        Moim zdaniem dobre jest wypośrodkowanie własności: tzn. zabawki są wspólne, ale
        każde ma kilka swoich ukochanych, o które trzeba się pytać jeśli chce się
        pobawić.
        • spurs1 Re: sprawa własności 22.09.06, 16:03
          stypkaa napisała:

          > > kazda ma swoje zabawki.
          >
          > Mnie ten problem będzie dotyczył gdzieś za rok, bo za 5 m-cy urodzi się nam
          > drugie dziecko.
          > I nie wyobrażam sobie na razie, żebym miała kupić np. drugi jeździk, bo
          tamten
          > jest starszego czy drugi rowerek, czy osobny komplet klocków smile
          > Moim zdaniem dobre jest wypośrodkowanie własności: tzn. zabawki są wspólne,
          ale
          >
          > każde ma kilka swoich ukochanych, o które trzeba się pytać jeśli chce się
          > pobawić.

          Muszę cię zmartwić ale metoda "współne zabawki" może okazać się nieskuteczna.
          Wiem coś na ten teamt jako ojciec dwóch chłopaków.i tak bęą kłótnie które będą
          prowadziły do nikąd. lepiej niech większość zabawek ma swojego własciciela.
          Drugi z rodzeństwa może się nimi bawić tylko za zgodą. Brzmi to strasznie ale
          fajnie funkcjonuje u nas. Chłopcy sie wymieniają zabwakami i nie ma problemu.
          Acha nie zapomij że gdy starsze dziecko "wyrośnie" z zabawki to oddanie go
          młodszemu może nastąpić TYLKO za zgodą. A to już jest w ogóle super. Starszy
          nie ma z tym problemu i nawet jest z tego dumny. I nie musimy kupować drugich
          klocków itp.
          Co do współnych zabawek to od czasu do czasu warto kupić coś co jest współne od
          samego poczatku. U nas np często współne są filmy na DVD lub gry komputerowe.
          Chłopakom wolno z nich korzystać (grać) pod warunkiem gdy uzgodną między sobą
          zasady korzystania. Pocżatkowo było ciężko ale po czasie świetnie nauczyli się
          współdziałać. Wiedzeli bowiem ze jeśli się nie dogadają to w ogóle beda nici z
          filmu lub gry. No ale tu rodzice muszą być stanowczy. Nasza zasda brzmi: JEST
          ZGODA jest GRA (DVD). Nie ma zgody nie ma DVD (GRY). Proste i osiąga się fajny
          cel. WSPÓŁPRACE rodzeństwa.
          • jacksparrow1 Re: sprawa własności 23.09.06, 22:26
            spurs1, zalezy jak sobie "ustawisz" dzieci
            I czym sie bawia
            Bo ja sobie nie wyobrazam kupowania identycznych zestawow klockow lego bo
            dzieciaki mi odmowia wspolpracy.Ale nie bede klamac mialam jazde ze corka nie
            chciala sie dzielic przez jakis czas zabawkami z bratem i to zabawkami ktorymi
            od jakiegos czasu sie nie bawila i on je znalazl w koszu z zabawkami, i
            oczywiscie bylo "bo to moje"Normalne zachowanie dziecka.Wyprostowane zostalo
            szybko.Staramy sie dzieciom kupowac zabawki zeby mogli sie bawic razem.Corka
            nie gustuje w lalkach , ale w budowaniu z lego wiec mamy ulatwione zadanie -
            mozna kupic dwa rozne zestawy i wszystkie klocki laduja w jednym wielkim pudle
            i nie ma to moje to twoje - to sa wspolne.Ale raz czy dwa byla akcja ze kupilo
            sie cos synowi i ona nie mogla sie tym bawic wlasnie dlatego bo uparcie nie
            pozwalala sie bawic czyms swoim, a bylo to na zasadzie - pies ogrodnika - sama
            sie nie bawila i jemu tez nie dala.Teraz dziecko zmadrzalo i pieknie sie
            dogaduja.I zawsze mozna podmienic zabawke - dla mlodszego bedzie to nowa
            zabawka od starszego rodzenstwa, a kupic cos nowego dla starszego.
            • nangaparbat3 Re: sprawa własności 23.09.06, 22:29
              >>>Ale nie bede klamac mialam jazde ze corka nie
              chciala sie dzielic przez jakis czas zabawkami z bratem i to zabawkami ktorymi
              od jakiegos czasu sie nie bawila i on je znalazl w koszu z zabawkami, i
              oczywiscie bylo "bo to moje"Normalne zachowanie dziecka.Wyprostowane zostalo
              szybko.


              a comasz na myśli pisząc "wyprostowane to zostało szybko"?
              • verdana Re: sprawa własności 24.09.06, 10:17
                Szybko zmusiła córke, żeby oddała zabawki.
                Bo w większosci domów zabawki tak naprawdę nie sa własnościa ani dziecka, ani
                dzieci, tylko rodzicow. I oni nimi dysponują.
                • jacksparrow1 Re: sprawa własności 24.09.06, 17:02
                  Otoz nie.Zabawki naleza do dzieciakow,bo dla nich je kupujemy.A wyprostowanie
                  polegalo na tym, ze zapytalam dziecko czy chcialaby zabym kupila cos dla brata
                  i zabronila sie jej bawic bo to jego zabawka.CZy chcialaby abymzrobila tak ze
                  wszystkimi zabawkami.I wytlumaczylam ze w tej chwili byloby to tak ze ona ma
                  zabawki wiec ona nie potrzebuje, a on nie ma wiec jemu nalezy kupic
                  nowe.Dziecko sobie sprawe przemyslalo i doszlo do wniosku ze jak odda swoje
                  zabawki bratu ktore absolutnie nie sa zniszczone dla niego beda to nowe
                  zabawki, a dla niej kupi sie cos nowego.I znowu razem tez moga sie bawic.
                  I jak przychodzi do zakupienia np zestawu klockow Lego to wybieramy dwa rozne
                  zastawy i jest wiele ubawu - oba zastawy sie uzupelniaja i dzieciaki maja ubaw
                  na 102.Wydaje mi sie ze kazdy rodzic musi przejsc przez faze"to moje, oddaj" i
                  dziecku najzwyczajniej w swiecie nalezy tlumaczyc.
                  Jedyna wspolna zabawka wszystkich domownikow to sa klocki Lego.
                  Pozdrawiam serdecznie
      • judytak Re: sprawa własności 22.09.06, 15:47
        nangaparbat3 napisała:

        > kazda ma swoje zabawki.

        a u nas inaczej

        jest kategoria zabawek "ogólnego użytku", które stoją na wierzchu i do których
        się odnosi zasada "jak ktoś się zajął, to się mu nie zabiera"

        jest też kategoria "zabawek na wyłączną własność", które należy chować w biurku
        albo trzymać na biurku, i których absolutnie nikomu innemu nie wolno ruszać
        (stolik z szufladą dostaje dziecko, mając ok. 2 lata, biurko rok-dwa później...)
        są to na ogół rzeczy, które łatwo jest zgubić, popsuć, połamać, zużyć

        pozdrawiam
        Judyta
    • scher Re: sprawa własności 24.09.06, 07:20
      U nas funkcjonuje zasada: kto pierwszy wziął, temu wolno się bawić - albo
      dzielić. O dzieleniu dużo rozmawiamy, więc funkcjonuje.

      Obaj chłopcy (3 i 7 lat) jakoś nie mają parcia na zabawki "na wyłączną
      wyłączność". Ustaliło się, że starszy raczej nie interesuje się dziecinnymi
      układankami, a i młodszy nie rusza mu rzeczy z piórnika.

      Sz.
      • verdana Re: sprawa własności 24.09.06, 10:03
        U mnie każde dziecko miało własne zabawki - o użytkowanie trzeba było poprosić
        właściciela. Były też zabawki wspólne - albo podarowane obojgu, albo takie,
        gdzie po prostu "utarło się", że są wspolne.
        Nigdy nie żądałam od starszego, by scedował cos na młodszą, choć często robił
        to z własnej woli.
        Uwazam, że dziecko powinno uczyć się zarowno tego, ze ma własne rzeczy, którymi
        może swobdnie dysponowac, jak i tego, ze nie wszystko jest jego i o pewne
        rzeczy trzeba prosić. Wydaje mi się to znacznie bardziej wychowawcze niż
        totalna wspólnota.
        • scher Re: sprawa własności 24.09.06, 10:56
          verdana napisała:

          > Uwazam, że dziecko powinno uczyć się zarowno tego, ze ma własne rzeczy,
          > którymi może swobdnie dysponowac, jak i tego, ze nie wszystko jest jego
          > i o pewne rzeczy trzeba prosić.

          Jakoś tak to wszystko u nas właśnie działa samo z siebie.

          Sz.
    • vharia Re: sprawa własności 24.09.06, 18:00
      Jestem za rozdziałem własności, ale takim "siostrzanym" czyli nie na bij-zabij.
      Każdy ma prawo do prywatności, ja sama nie dałabym własnej ukochanej córce
      wszystkiego na co palcem wskaże ze swojej szafy i ona młodszemu dziecku także
      nie musi. Jednak fakt istnienia takiego podziału jest piękną możliwością do
      uczenia dzielenia się tym, co mam. Pożyczania bez histerii i szanowania
      nieswoich rzeczy. Oddawania i ogólnie cywilizowanych zasad dotyczących
      poszanowania własności.

      Może ze względów oszczędnosciowych niektóre rzeczy tytułowałabym od razu jako
      wspólne (np. rower: jest wasz, teraz jeździsz na nim Ty a jak dorośnie-
      siostra). Ja miałam dużo większą róznicę wieku, więc obie z córką odkładałyśmy
      "wyrośnięte" rzeczy do schowka tytułując: dla brata.

      Narazie może być cieżko, bo dwulatek to, o ile pamiętam, świerzy odkrywca
      istnienia własności prywatnej, ale z czasem złagodzi swoje podejście. Niech obie
      mają swoje rzeczy. Taka sytuacja jest zdrowszasmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka