Witam! Moja 2,5 Zosia od jakiegoś czasu(3-4 tygodnie) stała się dosyc
upiornym stworzeniem. Każdy zakaz czy "polecenie" (ubieramy się, jemy itd.,
itp)powoduje u niej napad szału- wrzask, rzucanie się na podłoge, bicie. Nie
pozwalam jej na to- zatrzymuję łapkę, odtawiam w miejsce odosobnienia, musi
sie uspokoić, przeprosić. Potem na spokojnie jej tłumaczę...Posiłkujemy się
uśmiechniętymi/płaczącymi słoneczkami przypinanymi na lodówce... Mam wrażenie
że jestem konsekwentna, ale... efekty są mizerne. A może dopiero wchodzimy w
ten czas kiedy to postępowanie zaczyna przynosić skutek.
Jednak w momentach bezsilności (mojej ocz.

)i skarajnego wyczerpania -
jestem w 5 mies. ciąży, która dosyć ciężko znoszę poprzednio nie byłam taka
padnięta- mówię jej, że ma się uspokoic bo przyjdzie brzydka pani (czytałyśmy
101 dalmatyńczyków disney'a- chodzi o Cruellę DeMon). Efekt jest
natychmiastowy....
Nie chcę jej dawać klapsów (choć parę niestety już zarobiła...)no i wtedy coś
stuknie, puknie i idzie Brzydka Pani... Idiotycznie się czuję bo wspominam o
niej także przy zasypianiu. Zwłaszcza tym po południu.
Rozważam czy nie przestać z tym "dziennym spaniem"-ale strasznie potem
marudzi-więc chyba potrzebuje tego snu. Z drugiej strony wieczorem nie
zasypia wcześniej niż po 40 -60 min. usypiania ok.21.30-22. A potem jeszcze
budzi się w nocy...
Poradźcie mi proszę coś bo oszaleję-ze zmęczemnnia i wyrzutów sumienia...
skib