Dodaj do ulubionych

straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co robić

04.12.06, 15:38
Witam! Moja 2,5 Zosia od jakiegoś czasu(3-4 tygodnie) stała się dosyc
upiornym stworzeniem. Każdy zakaz czy "polecenie" (ubieramy się, jemy itd.,
itp)powoduje u niej napad szału- wrzask, rzucanie się na podłoge, bicie. Nie
pozwalam jej na to- zatrzymuję łapkę, odtawiam w miejsce odosobnienia, musi
sie uspokoić, przeprosić. Potem na spokojnie jej tłumaczę...Posiłkujemy się
uśmiechniętymi/płaczącymi słoneczkami przypinanymi na lodówce... Mam wrażenie
że jestem konsekwentna, ale... efekty są mizerne. A może dopiero wchodzimy w
ten czas kiedy to postępowanie zaczyna przynosić skutek.
Jednak w momentach bezsilności (mojej ocz.uncertain)i skarajnego wyczerpania -
jestem w 5 mies. ciąży, która dosyć ciężko znoszę poprzednio nie byłam taka
padnięta- mówię jej, że ma się uspokoic bo przyjdzie brzydka pani (czytałyśmy
101 dalmatyńczyków disney'a- chodzi o Cruellę DeMon). Efekt jest
natychmiastowy....
Nie chcę jej dawać klapsów (choć parę niestety już zarobiła...)no i wtedy coś
stuknie, puknie i idzie Brzydka Pani... Idiotycznie się czuję bo wspominam o
niej także przy zasypianiu. Zwłaszcza tym po południu.

Rozważam czy nie przestać z tym "dziennym spaniem"-ale strasznie potem
marudzi-więc chyba potrzebuje tego snu. Z drugiej strony wieczorem nie
zasypia wcześniej niż po 40 -60 min. usypiania ok.21.30-22. A potem jeszcze
budzi się w nocy...

Poradźcie mi proszę coś bo oszaleję-ze zmęczemnnia i wyrzutów sumienia...

skib
Obserwuj wątek
    • green_land Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 16:02
      Wydaje mi się, że jakiś specjalnych błędów nie robisz. Jasne, że masz dośc, bo
      trudno od Ciebie wymagac, byś miała zawsze cierpliwośc i wyrozumiałośc,
      szczególnie, gdy jesteś w ciąży. Czasami, gdy moje sposoby nie dziąłają,
      zastanawiam sie, co mogę robic nie tak. Czy chciałabym, by mnie traktowano
      niepoważnie, wymagano bezwzględnego posłuszeństwa, tłumiono moje uczucia,
      nawet, gdy nie do końca są pozytywne. Wtedy trochę mi łatwiej zrozumiec moje
      małe półdiablę.
      Wyczytałam w jakiejś książce, że dzieci przechodzą wiele okresów w swoim
      dorastaniu, także okres buntu agresji, mówienia "nie" .One się uczą, jak daleko
      mogą się posunąc. I jeżeli uda im się zrobic mały kroczek, to za chwilę próbują
      posunąc się jeszcze dalej. Z początku tego nie dostrzegamy, ale za jakiś czas,
      może się okazac, że mamy w domu małego tyrana i rozbójnika. Może jsteeś zbyt
      konsekwentna? Możę warto czasami pokazac dziecku, że przebaczasz i nie
      stosujesz kary, którą normalnie by dostała? Może zamiast wysłac do kąta,
      przytulic? To dla niej może byc trudny okres, będzie nowy dzidzius, może to
      stąd się wzięło, a do tego zbiegło z trudniejszym okresem w jej dorastaniu?
      A może odpuścisz usypianie? Ja tego właściwie nigdy nie robiłam(z wyjątkiem
      okresu niemowlęctwa) bo po prostu nie miałam sił. Biegała, aż padła, a
      najczęsciej szła spac wtedy, kiedy my(ok.22). No i szybko wtedy zasypiała, a ja
      nie traciłam czasu na mękę usypiania. W dzien tez raczej jej nie kładłam, jak
      była zmęczona, sama padała i o 17, ale wtedy starałam się by spała do 45'. Ale
      każde dziecko jest inne, więc może u Ciebie się nie da zastosowac czegoś
      podobnego.
      Pozdrawiam
      • gan33 Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 16:10
        A ja uważam że takie straszenie jest okropne. Postaw się w jej sytuacji,
        najbliższa jej osoba robi takie rzeczy to przy kim dziecko ma czuć się
        bezpiecznie? A efekt uzyskujesz bo twoją córkę paraliżuje strach. Jesli nie
        przestaniesz to psycholog będzie miał zarobek i to niezły. Jest wiele metod
        pozytywnego wpływania na dziecko ta ze straszeniem do nich nie należy.
        • pal_ma Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 19:03
          No pewno, że działa. Ze strachu.
          Wiem, że jest Ci ciężko i nie mam zamiaru Cię umoralniać, ale idziesz na skróty.
          Taki strach może być gorszy, niż wrzaśnięcie.
          Te słoneczka na lodówce.....za wcześnie! Ona nie rozumie nic z tego, to jest
          tresura.
          Nie wiem, jak sobie z dwójką poradzisz, to będzie dopiero jazda.
          • mmaammaa Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 19:21
            hmmm...wiem to, a sytuacja została opisana po to aby tak nie było. Może jakiś
            przykład drogi NIE na skróty -jakiegoś sposobu który spawdził się u Ciebie.
            Może metoda która nie jest tresurą, a daje efekty - nie będę ignorować tych
            zachowań bąbla, bo to tez nie jest dobre... Tak więc zwyczajnie proszę o rady.uncertain
            • pal_ma Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 21:03
              Wydawało mi się po prostu oczywiste, że po tak małych dzieciach nie można się
              spodziewać, że zrozumieją nasze perswazje w lot. Cierpliwość, tłumaczenie
              stosowane do wieku, kary dosłownie to wtedy, gdy dziecko rozumie za co i
              dlaczego. I tak przez kilkanaście lat. Sorry. sad
              Ja nie miałabym serca przestraszyć mojego sześciolatka. A bywa naprawdę ciężko.
    • roseanne Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 19:17
      no i po co straszysz?
      kiedys sie ktos nieurodziwy pojawi w drzwiach, jakas daleka ciotka, kuzynka i
      co wtedy?
      • roseanne Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 23:28
        sytuacja ze straszeniem byla w mojej rodzinie.... kuzynka przez pare lat sie
        boczyla
        moj syn przestal sypiac w dzien w wieku 14 miesiecy - swiat sie nie zawalil,
        jest nastolatkiem teraz, nadal malo sypia

        namawianie do zajec traktowac albo jak zabawe - kto pierwszy, albo do ilu zdaze
        policzyc, az cos bedzie zrobione
        albo jak normalna kolej rzeczy - musze isc do sklepu, trzeba sie ubrac bo jest
        zimno, jak nie pojdziemy nie bedzie z czego zrobic podwieczorku, kolacji
        • mmaammaa Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 23:59
          hmmm.. to właśnie staram się robić. Brzydka Pani to ostateczność, bo po 40
          minutach tłumaczenia zwyczajnie, brzydko mówiąc, szlak mnie trafia a ten mały
          upiorek pólnagi zwiewa mi po mieszkaniu, wciska się w zakamarki a że siły ma
          jak słoń nie chce się z nią szarpać i... przychodzi pora na brzydką pania sad
    • asia889 Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 04.12.06, 19:57
      Wszystkie krytykują, a żadna nic nie poradzi sensownego.

      2,5 roku to taki wiek, że dziecko jest uparte i chce rządzić, targają nim silne emocje. Trzeba to przetrwać (jakieś pół roku). Upór trzeba jakoś obchodzić. Zamiast poleceń możesz używać zachęt typu "jak zjesz to pójdziemy na spacerek". Życzę dużo, duuuużo cierpliwości, na tym etapie jest to bardzo ważne.
    • karanissa Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 05.12.06, 09:18
      Oj nie, tylko nie straszenie. Dziala - ale na krotka mete.

      U nas sprawdzala sie zamiana uciazliwych czynnosci typu mycie, ubieranie w
      zabawe - czyli np. "skaczemy do lazienki jak kroliczki" albo "lecimy jak mala
      muszka i duza muszka" czy inne takie. Do jedzenia nie zmuszam, ale gdy
      widzialam, ze synek zaczyna sie bawic jedzeniem i ociagac, pytam sie: "jesz
      jeszcze, czy dajemy pieskowi?" Zazwyczaj pomaga.

      No i dobry sposob to ten juz zacytowany: "jesli sie nie ubierzesz, to nie
      wyjdziemy na plac zabaw. Co wolisz: ubrac sie szybko i wyjsc sie bawic, czy
      siedziec w domu w pizamie?" Zawsze skutkowalo.
    • stypkaa Rozumiem Cię... 05.12.06, 09:38
      doskonale. Sytuację mamy podobną, mój mały ma niecałe dwa lata, a ja jestem w 7
      m-cu ciąży. Mam o tyle dobrą sytuację, że pracuję jeszcze. I jeszcze z m-c będę
      pracować, bo po prostu w pracy odpoczywam. Naładuję akumulatory i potem mam o
      wieeeele więcej cierpliwości do małego. A uparciuch z niego tez zaczyna się
      robić.
      Ale NIGDY go nie straszyłam. I uważam, że to jest baaardzo zła metoda. Działa,
      owszem, ale na zasadzie podobnej jak działają klapsy - ze strachu dziecko
      czegoś tam nie robi, albo coś tam zrobi.
      Przede wszystkim to Ty musisz nad sobą popracować i postarać się uzbroić w
      anielską cierpliwość. Wiem jakie to jest trudne, zwłaszcza w ciąży. Uwierz mi,
      ja też mam chwile załamania, ale zawsze staram się panować nad swoimi emocjami
      przy dziecku.
      Dla niego też sytuacja jest bardzo ciężka. Przechodzi trudny okres, do tego
      mama nie ma tyle sił co dawniej na różne zabawy.
      Spróbuj może polecenia zamienić w prośby, zabawę. Powiem może po krótce jak to
      u nas wygląda.
      Jedzenie - zazwyczaj staram się, aby między posiłkami głównymi minęło sporo
      czasu, żeby mały miał możliwość zgłodnieć. Wtedy do jedzenia nie trzeba go
      namawiać. Sam się dopomina i zjada, aż miło patrzeć. Od jakiegoś czasu staramy
      się tez, żeby jadł sam. Kaszki robimy gęstsze, zupy też, żeby nie spadały z
      łyżki, z drugim daniem radzi sobie juz całkiem nieźle.
      Moje zadanie to jest posadzenie go w foteliku, postawienie talerza, danie
      odpowiedniego sztućca, założenia śliniaka. Dalej radzi sobie sam. Nie zmuszam
      go do jedzenia. Je tyle ile chce. Jesli nie chce to nie je. Ale nie dostaje też
      nic innego. Miewa dni "głodówki" np. nie zje ani obiadu ani kolacji, ale
      zazwyczaj po jednym takim dniu w następne ma apetyt taki aż miło smile
      Ubieranie - najpierw po prostu mówię, że trzeba się przebrać. Jesli jest kupa,
      to tłumaczę, że pupa będzie szczypała jeśli za długo będzie kupka, że trzeba ją
      wyrzucić etc. Jeśli idziemy na dwór a on mi ucieka i nie chce się ubrać to sama
      zaczynam sie ubierać i wychodzić, wtedy zazwyczaj momentalnie jest przy mnie i
      daje się ubrać. Jeśli jest naprawdę baardzo oporny, co czasami sie zdarza to
      próbuję go czymś zająć. U nas rewalacyjnie działają książeczki, proszę go, żeby
      pokazał mi np. gdzie jest krówka czy świnka i on szuka w książeczce, a ja
      spokojnie mogę zrobić wszystko co muszę.
      Bicie - konsekwentnie i bardzo stanowczo powtarzam, że nie wolno. Zatrzymuję
      ręce lub nogi, mówię, że boli.
      Histeria, wrzask - jeśli jest z powodu tego, że czegoś mu wcześniej zabroniłam
      to po prostu ignoruję. Zazwyczaj przechodzi szybko, jesli nie zwraca się na to
      uwagi.
      Usypianie - u nas nie ma czegoś takiego, mały jest kładziony do łóżeczka, czyta
      się mu kilka książeczek, daje wodę do picia, włącza kołysanki i wychodzi.
      Zwykle usypia w ciągu kilkunastu minut, przedtem wiercąc się po swoim łóżeczku.
      Jeśli płacze lub wola mnie zawsze do niego idę, uspokajam, kładę na podusię,
      daję misia i znów wychodzę.
      No i tak to wygląda mniej więcej u nas. Może coś z tego uda Ci się zastosować
      także i u Twojej małej.
      Pozdrawiam, trzymaj się i przede wszystkim uzbrój się w cierpliwość smile
      • laicrist Re: Rozumiem Cię... 05.12.06, 11:28
        E tam, straszne straszenie - moje pokolenie bylo wychowane
        na "uwazaj bo baba-jaga przyjdzie" i jakos nie bylo zle.

        Mysle ze odrobina konsekwencji sie przyda przy tym wychodzeniu.
        Mozesz powiedziec dzieciaczkowi "kochanie, jak nie kupimy jedzonka
        to nie bedzie na kolacje nic" - ucieka? ok, to nie idziecie do sklepu,
        a na kolacje jest cos, czego dziecko nie lubi. Potem mowisz ze
        zdziwieniem "ale slonko, ja mowilam, ze jak nie pojdziemy to nie
        bedzie, mamusia nie ma sily biegac za toba caly czas". Tak ze mna robila
        mam moja - ja szybko jednak nauczylam sie to ignorowac, bo mieszkalimy
        przez jakis czas jeszcze z dziadkami i wiedzialam, ze kochana babcia
        i tak mi dostarczy, to co bede chciala (ah, te babcie, teraz moja 'surowa'
        mama robi mi to samo, na co sie na swoja mame zloscila wink) takze jesli
        nie macie dziadkow na glowie to polecam smile.

        Ja na przyklad mialam cyrki z jedzeniem mojego synka - zreszta do teraz
        jest niejadkiem. Do teraz jak pare dni pod rzad ma muchy w nosie i
        jak mowie ze jest rosolek to mowi "zrob mi pomidorowa" a jak przerobie
        ow rosolek to nagle mu sie go zachciewa. Po paru dniach serwuje wylacznie
        rzeczy ktorych nie lubi i mowie "jak ty sie nie przejmujesz, ze mamusia
        sie stara i gotuje, to ja teraz sie nie przejmue ze ty nie lubisz".
        I tak jak po 'glodowkach' wink Stypki - apetyt wraca jak reka odjal.

        Wiem, ze wychowanie dziecka to powazna sprawa, ale ja czesto swiadomie
        miewalam fochy, zeby moj synus widzial, ze nie tylko on tak umie.

        A straszyc strasze, tylko inaczej. Mowie mu, ze jak bedzie duzo chorowal to
        o wyjazdach i wycieczkach moze zapomniec. I co? Najpierw ryk, a teraz to
        dotarlo, ze nie mowilam tego po to, zeby na wycieczke nie puscic. Rano
        sniadanie zjedzone wzorowo, do tego herbatka z cytrynka. Rutinoscorbin
        zobaczyl w reklamie to sie uparl ze tez chce i sam po jednym lyka co dzien.
        Postanowil mnie wziac sposobem, ze jak strasze, ze czegos nie bedzie, to
        on mi pokaze (mowie: bedzie balagan, to Mateusza nie zapraszamy... juz nie
        ryczy tylko wie, ze posprzatac swoj pokoj trzeba... z czasem to juz cale
        mieszkanie na ochotnika chce odkurzac...). Tyklo my troche starsi jestesmy
        (syn 7 lat smile) wiec my juz sobie na wiecej pozwalamy smile)

        pozdrawiam i zycze suckesow
        Ewa

        p.s. nie daj sie!! smile
        • laicrist Re: Rozumiem Cię... 05.12.06, 11:29
          "apetyt wraca jak reka odjal" ... niezla jestem big_grin
    • bri Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 05.12.06, 11:22
      A nie wystarczy, kiedy zapowiadasz po prostu, że jeśli Cię nie posłucha to
      dostanie karę? Wkrótce przestanie wierzyć w Cruellę i co wtedy? wink
      • bri Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 05.12.06, 11:33
        Moja córka ma 21 miesięcy ale doskonale rozumie, kiedy mówię, że jeśli mnie nie
        posłucha to dostanie karę. Wygląda to u nas tak: "Córeczko, przyjdź do mnie bo
        muszę Ci założyć skarpetki". Brak reakcji. "Przyjdź do mnie zanim doliczę do
        trzech bo pójdziesz za karę do swojego pokoju". Brak reakcji. "Raz.... dwa...."
        i zazwyczaj na tym etapie jest już przy mnie.

        Za karę siedzi w swoim pokoju przez 2 minuty. Bywa, że się nie posłucha i znosi
        karę bez żadnych protestów.

        To co ja robię to też straszenie (karą) i o tyle to lepsze moim zdaniem od
        Twojej metody, że kara jest ściśle określona i nie jest to raczej nic
        przerażająco tajemniczego, co się może jej śnić po nocach. Po drugie mogę tą
        karę zastosować a Tobie ciężko byłoby raczej naprawdę ściągnąć Cruellę do domu.

        Ale w ogóle to myślę, że nic strasznego się nie stanie nawet jeśli będziesz ją
        dalej straszyć Cruellą. Rodzice tak robią na całym świecie od wieków.
    • marghe_72 Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 05.12.06, 13:03
      Straszyć mozesz, pod waruinkiem, że czymś realnym - a mianowicie
      konsekwencjami big_grin
      Nierealnymi postaciami, nierealnymi karami nic nie wskórasz oprócz chwilowego
      spokoju spowodowanego strachem

      Nie chcesz sie ubrać - nie będzie spaceru
      nie zjesz - bedziesz głodna
      niew ubierzesz się - zmarzniesz itp
      Wiadomo, że nie zawsze taką metodę da się zastoswoać, wtedy od biedy można
      uruchomić inne kary - ale nie straszenie big_grin
      a jakie kary? To już musisz sama sobie wypracować, grunt,zeby były adekwatne
      do przewinienia i konsekwentnie stosowane

      Cierpliwości - Ona z tego wyrośnie
      A straszenie Brzydką PAnią jest kłamstwem (bo przeciez zadna Pani nigdy nie
      przychodzi.. prędzej czy póxniej Ona to zrozumie), chyba nie chcesz wychowywac
      córki na klamstwie? smile
      • aluc howgh :) 05.12.06, 15:30
        w niektórych kwestiach do znudzenia zgadzam sięz marghe

        co do ubierania - bardzo skutecznym (u nas, co prawda w stosunku do prawie
        pięciolatka) i w dodatku całkiem możliwym do zrealizowania straszakiem w
        kwestii ubierania jest groźba, że jak się nie ubierze w ciągu określonego czasu
        (np. aż my się ubierzemy albo umyjemy zęby albo ubierzemy mlodsze rodzeństwo)
        to wychodzi tak jak stoi

        bo dwulatka to ja po prostu łapię i ubieram pod dobrowolnym przymusem wink
        • marghe_72 Re: howgh :) 06.12.06, 11:12
          aluc napisała:

          > w niektórych kwestiach do znudzenia zgadzam sięz marghe
          >
          o nie, moja droga, to zazwyczaj ja się pod Tobą podpisuję smile
    • akastel Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 05.12.06, 15:25
      Oj, jak ja Cie dobrze rozumiem. Coreczka 2 lata i 5 miesiecy, a ja w 4 miesiacu
      ciazy. Tez bywa ciezko. Ja tez strasze konsekwencjami, tak jak w poscie wyzej:
      - nie ubierzesz sie, nie pojdziemy na spacer itp. Zdarza mi sie tez ubierac i
      powoli wychodzic.
      Poza tym stosuje kary w postaci odeslania jej do pokoju (najczesciej
      wyniesienia, bo sama nie chce isc) lub odstawienia do kata. Jesli nie chce
      wykonac jakiegos polecenia, to mowie jej, ze bedzie kara. Po karze biore ja na
      kolana, rozmawiamy krociutko, ze jej zachowanie bylo zle, ona mnie przeprasza,
      a ja, jesli stracilam cierpliwosc i np. dalam jej klapsa - rowniez przepraszam.
      To wszystko bardzo trudne, nie mozna tresowac dzieci, ale trzeba od nich
      wymagac. Staram sie ja tez duzo przytulac w ramach rekompensaty i mowic, ze ja
      kocham.
      Niestety, bywa, ze trace cierpliwosc i zdarza sie klaps albo glosny krzyk.
      Ciezko jest w ciazy przy dwulatku. Pozniej czuje sie beznadziejnie. Ale
      pocieszam sie tym, ze nikt nie jest doskonaly i przeciez staram sie, jak moge.
    • kura17 Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 06.12.06, 12:43
      a probowalas, zamiast straszyc, tlumaczyc, czy przekonywac - rozsmieszac? ja sie
      tego nauczylam od mojej tesciowej i czesto dziala (ale ZANIM dziecko wpadnie w
      furie, ze musi zrobic cos, czego nie chce, czyli na poczatku sprzeciwu). jak sie
      nie chce ubrac/przebrac, to lapie w pol, podnosze do gory, gilgotam albo krece
      sie z nim dookola, smieje sie i wolam glosno cos absurdalnego lub robie miny -
      po to, by go rozsmieszyc. czesto wtedy zapomina o protestach i smieje sie w glos smile
      albo jak czegos odmawiam, to nie robie tego smiertelnie powaznie, tylko, na
      przyklad, wyspiewuje "nie, nie. nie" na jakas melodie, smieje sie i robie z nim
      cos smiesznego - ciagne za uszka, drapie w nos, pukam delikatnie swoim czolem w
      jego czolo... po prostu zmieniam atmosfere z ciezkiej w lekka smile u nas dziala

      ``````````````````
      kurczak: 03.03.05
    • magda2204 Re: straszę moje dziecko:-(((...ale działa-co rob 08.12.06, 07:52
      Ja tez mam czesto problem z ubraniem i wychodzeniam z domu. Ja znalazlam taka
      metode, staram sie mu wytlumaczyc co bedziemy robic np. idziemy na zakupy,
      prosze go o pomoc, jest zachwycony gdy moze sam np. wybrac makaron i zaniesc do
      kasy a potem niesc w siateczce do domu. Teraz z checia chodzi do sklepu,
      Podobnie jest z innymi sprawami. Wydaje mi sie, ze dla niego to wielka
      przygoda smile)
      Juz rano jak wstanie opowiadam mu co bedziemy dzisiaj robic itp ( jak wiem, ze
      mam duzo spraw do zalatwienia i bez jego wspolpracy nie dam rady). Jest bardzo
      przejety np. pokazaniem biletu w autobusie, wrzuceniem listu do skrzynki itp.
      A jezeli to nie dziala, co sie niestety zdarza, a jak mam gorszy dzien i
      tlumaczenie mi nie idzie to przewaznie tez niestety strasze, ale tylko kara.
      nie bardzie bajki - dziala. Gdy nie chce myc zabko- to mowi ze w takim razie
      nie bedzie lizakow. A gdy jest czym bardzo zajete, zabawa lub bajka itp. to
      zawze tlumacze, ze zabawki i tak na niego zawsze czekaja, bajki tez i jak
      wrocimy to beda grzecznie na niego czekac tak jak je zostawilismy. Dziala,
      mowimy papa i idziemy. Czasami tez zabieramy ulubiona zabawke, ksiazke, a jak
      idziemy na obiad to przymusowo kredki i papier.
      Jezeli chodzi o jedzenie to nie zmuszam. NIe mam juz sily, przewaznie gotuje
      to co lubi najbardziej i jakos nam idzie. Tylko z miesem mamy problem, ale tez
      jest juz lepij jak maz powiedzial malemu, ze od mieska sie dobrze rosnie. Maly
      marzy o prowadzeniu samochodu i juz sie nie moze doczekac wiec ostatnio
      palaszuje kotleciki i mowi , ze roznie powolutku.
      Na kazdego malucha trzeba znalesc swoj wlasny sposob. Wiem ze czasami ciezko>
      Ja jak nie daje sobie rady i wiem ze jego konkretne zachowanie wyprowadza mnie
      z rownowagi, to stram sie zaczac od poczatku. Bo inaczej zauwazylam ze nawet
      najmniejszy protest wywoluje i mnie zlosc.
      Zycze dozo cierpliwosci.
      I jeszcze jedno u mnie naprzyklad nie sprawdzilo sie wychodzenie do pokoju lub
      kata, bo potem jak nie chcial czegos zrobic to sam szedl i oczekiwal ze juz
      jest zwolniony z obowiazku wiec szybko sobie dalam spokuj, bo co mam powiedziec
      dziecku, ktore samo stoi w kacie sad ze i tak cos musi zrobic.
      • turzyca posilki bez stresu 08.12.06, 15:24
        Moja Mama zawsze powtarza, ze zadne dziecko jeszcze nigdy sie nie zaglodzilo.
        Starala sie zostawic nam wybor. Jak tylko moglysmy podejmowac same decyzje, to
        starala sie je uszanowac. Owszem mowila, ze np nalezy zjesc choc jeden kawalek
        miesa, ale ten kawalek moglysmy same wybrac i mogl byc zupelnie malutki. Albo
        moglysmy zjesc te salatke na ktora mialysmy ochote, a zupelnie pominac druga. A
        jak dziecko w ogole nie chcialo jesc to uznawala, ze widocznie ma taka potrzebe
        (przeciez Wam, doroslym, tez zdarza sie zrobic sobie dzien glodowki, kiedy
        prawie nic nie jecie, bo np zoladek protestuje, prawda?) i nie przymuszala do
        jedzenia.
        System przejelo sporo osob, bo po prostu sie sprawdza.

        Zreszta pocwiczcie empatie. Przypomnijcie sobie jak to milo, jak idzie sie do
        jakiejs kuzynki, a ona naklada Wam olbrzymia porcje czegos, co Wam nie smakuje i
        obraza sie, ze nie jecie. Dzieci czuja to samo. Oczywiscie musza byc pewne
        reguly, zeby nie skonczylo sie na samych cukierkach, ale nie trzeba dziecka
        przymuszac do jedzenia, glod zmusza do tego o wiele lepiej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka