Dodaj do ulubionych

Napady złości u 2,5-latka

07.06.03, 17:49
Jestem samotną matką 2,5-letniego chłopca, studiuję dziennie i wraz sunkiem
kursujemy między akademikiem a domem moich rodziców. Wszystko było w
porządku, z wyjątkiem ostatnich dwóch miesięcy, jakieś dwa dazy w tygodniu
dostaje szału np. wracając ze spaceeru zaczyna tupać nogami że chce iść inną
drogą jak się zgadzam to płacze i krzyczy że jednak nie chce iść tą drogą
którą wybrał ikończy się krzykiem i tupaniem na każdą kolejną propozycję. Nie
sposób go uspokoić, dodam że nigdy nie ukarałam dziecka klapsem,dlatego
trudno mi nawet tłumaczyć gdyż musiała bym go przekrzykiwać. Proszę o radę,
jaka może być przyczyna takiego nagłego napadu złości, żalu już sama nie
wiem, w sumie bez przuczyny.
Obserwuj wątek
    • aronka1 Re: Napady złości u 2,5-latka 07.06.03, 22:00
      Ewelinko, witaj w klubie!
      Chętnie bym Cię pocieszyła, ale pewnie mi się to nie uda. sad((
      Natalia ma też 2,5 roku i zachowuje się dokładnie tak samo!
      Tylko jeden przykład z wczoraj:
      -Ja chcie oglądać buzię! (burzę!)
      -Dobrze, chodź do okna, popatrzymy.
      -Nie, ja nie chcie oglądać buzi!
      -No to nie oglądaj.
      -Ja chcie oglądać buzię!
      -To idź, oglądaj.
      -Ja nie chcie oglądać.

      No i tak to właśnie wygląda. A to tylko jeden z wielu przykładów. Większość
      oczywiście wiąże się z rykiem i ogólną wściekłością. Ręce opadają...
      Cierpliwości, Ewelinko!!! Czego i sobie życzę...
      • magda-lu Re: Napady złości u 2,5-latka 07.06.03, 22:43
        U nas Miłosz(2,5) budzi sie rano z krzykiem "nie chcę na dwór" jak go dobudzam
        i tłumaczę, że jesteśmy w domu to krzyczy, że nie chce w domu.
        Na początku usiłowałam mu tłumaczyć, że to nielogiczne, żemożna być albo w
        domu, albo na dworzu. Ale to nie ma sensu. Teraz zakładam, ze to taki czas i
        przeczekuję. jak sie trochę uspokajato zagaduję go czymś innym. Tak wygląda
        idealna sytuacja, a oczywiście zdarzają się takie, że ,np wychodzimy z
        domuMiłosz nie chce, mi ze zdenerwowania wszystko leci z rąk, smaruję go kremem
        po bluzce, zapominam portfela i wybiegam na spacer w takim nastroju, że uch...
        Cóż...Życzę jak najmniej takich sytuacji i cierpliwości w przeczekiwaniu tzw.
        buntu dwulatka. Magda
        (nie wiem co się dzieje, ale jak chcę poprawićwyraz to zjada mi następne litery
        i dlatego niektóre wyrazy mi się "zlały")
    • majah76 Re: Napady złości u 2,5-latka 09.06.03, 00:51
      Niestety dwulatki takie bywają. To męczy i nas i samo dziecko. Dziecko musi
      przejść przez ten etap. Dzieci przeżywają "bunt" mniej lub bardziej burzliwie.
      Ja np w ogóle go nie przechodziłam, a moja córeczka chyba przeżywa to za siebie
      i za mnie... wink)))) Też są takie sytuacje, że sama nie wie czego chce i
      ma "pretensje" do całego świata, że taki a nie inny jest... wink I wrzask
      nieludzki, wierzganie,padanie na ziemię, nie da się takiej Oli nieść, wsadzić
      do wozka (pręży się,wygina i wyskakuje...). Wiec musi swoje "odsiedzieć" na
      ziemi, trawie, chodniku... Ja powolutku idę dalej albo czekam. Czasem uda mi
      się ją zabrać. No i przechodzi! Po takim "ataku" Ola znów uśmiechnięta i
      aniołek malutki smile))) Potem rozmawiamy trochę o tym. Tak juz jest.

      Jesli chodzi o nas i nasze nerwy, to ja np podchodzę do tego z humorem. I gdy
      inni przechodząc patrzą z przerażeniem, ja się uśmiecham. Szczerze... Tak jakby
      z rozbawieniem. I wtedy już nikt się nie wtrąca "klapsa jej, klapsa!!", "jaka
      niegrzeczna dziewczynka!" (jak czasem bywalo, myślałam że pobiję
      tych "życzliwych"). Tylko też sie usmiechają i przechodzą dalej bez slowa. To
      działa od niedawna, odkryłam takie działanie uśmiechu. A i Ola szybciej się
      uspokaja (niż wtedy, gdy byłam zdenerwowana przez nią i przez ludzi).

      Powodzenia! Przejdzie musmile)) Tylko spokojnie, spokojnie, spokojnie... Hmm,
      łatwo powiedzieć wink)))

      Majka, mama Oli (2,2)

      PS. Także baaardzo się śpieszę z wychodzeniem na spacer, "wszystko leci z rąk"
      znam to od roku mw.
      • umargos Re: Napady złości u 2,5-latka 13.06.03, 22:31
        Hejhej! Dobrze o pamietam...choc minęło już trochę lat. Moja sporo młodsza
        siostra...taki rodzinny pieszczoszek z racji duzej różnicy wieku międy nami
        miała takie napady. Kiedy zdarzało się jej w domu, że rzucała się na podłogę i
        zaczynała krzyczeć i kopać...wszyscy wychodzilismy i zamykalismy za sobą drzwi.
        Jak tylko się zorientowała, że nie ma publiczności przestawała. Nie minęły dwa
        tygodnie, a przestała całkiem.
        Pozdrawiam
        Ula
    • paliwodaj Re: Napady złości u 2,5-latka 22.06.03, 04:54
      Witam!
      Przerazacie mnie, mowicie ze wasze dzieci miewaja ataki agresjii w wieku 2+
      lat. Moj Wojtus ma 17 miesiecy i od miesiaca, "podkresla swoje zdanie".
      Krzyczy "nie" bo niewiele wiecej umie mowic, rzuca wszystkim i we wszystkich,
      pada na podloge i zaciska piastki drac sie niemilosiernie . Trwa to czasami
      ponad 30 minut. Szczegolnie gdy jest troche zmeczony, przeszkadza mu wszystko.
      Staram sie ignorowac jego zachowanie, ale nie przychodzi mi to latwo.
      Szczegolnie gdy slysze komentarze innych mam dzieci kilkumiesiecznych (ktore
      jeszcze nie przezyly napadow zlosci swoich pociech) typu: a twojemu Wojtusiowi
      to az buciki wczoraj pospadaly, tak kopal nozkami......
      Chyba musze sie uzbroic w cierpliwosc na dlugie miesiace...
      Pozdrawiam
      Aska
      • lidka_edziecko Re: Napady złości u 2,5-latka 23.06.03, 00:07
        Ja mam prawie 3 latka( w sierpniu)też straszny złośnik. Czasem naprawdę już nie
        mam na niego sił, ale klapsa nie dostał. Jestem zagorzałą przeciwniczką nawet
        tych niby niepozornych klapsów. Czasem zdarza mi się krzyknąć z czego nie
        jestem zadowolona, ale do tematu... wychodzimy dziś z kościoła, mały właśnie
        zainteresował się drzwiami, a ja mu każę wychodzić, no to ryk, wrzask, zaczął
        się prężyć, że ledwo go utrzymałam na rękach. Na dworze przechodzi obok nas
        pani i mówi "nad tym dzieckiem trzeba by popracować". Ręce mi opadły, nie
        zdążyłam nic powiedzieć.
        To tak gwoli reakcji na mojego złośnika.
        Może zaaplikujemy jakis nerwosolek? wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka