Zostałam w piątek pochwalona przez wychowawczynię przedszkolną mojej
trzylatki za jej umiejętności. Nie powiem: z dumy spuchłam jak
paw

Ale... Nauczycielka chwaliła to, że moja córcia umie rysować
ludziki, auta (przypominają syrenkę nieco), słoneczka, umie
przyklejać za pomocą kleju, umie ciąć nożyczkami po prostej linii, z
masy solnej toczy kuleczki i wałeczki. Umie jeszcze liczyć do 10,
układać puzzle, zna trochę piosenek. Przyznam, że nigdy wcześniej
nie uważałam jej umiejętności za wyjątkowe. Wszystkie dzieci z
rodziny i znajomych w wieku mojej córci potrafiły robić podobne
rzeczy. Na moje zdziwienie pani powiedziała: proszę pani, niektóre
dzieci nawet kredek w ręku nie potrafią trzymać! No wiecie! Skoro
nie potrafią, znaczy, że nigdy nie trzymały. Więc ja nie rozumiem,
co opiekunowie takich dzieciaków z nimi robili? Ja się bawię z
dziewczynkami w te wszystkie różności z nudów, dla rozrywki, bo w
pochmurne dni zwariowałabym jakbym czegoś dzieciom do roboty nie
wymyśliła. Więc jak można nigdy dziecku trzyletniemu kredki do ręki
nie dać? Czy może mi to ktoś wytłumaczyć?