maja1116
02.10.07, 08:49
Nie wiem co mam robić.MAm dziś dużo pracy ale chyba przez to co się
dzieje nic nie zrobię.Odprowadziłam syna do szkoły ,i czego się
dowiaduję? Wczoraj przyniósł do szkoły scyzoryk.Cała klasa na nogi
postawiona,rodzice rozwścieczeni.Zapytałam go co zaniósł do
szkoły ,powiedział tylko że pieniążki które babcia mu dała,wiecej
nic.Pozniej zapytalam czy nosil do szkoly nozyk, kiwnal że
tak.Odwrocilam sie i wyszlam bez slowa. Syn ma 8 lat.Od 2 miesiecy
zachowuje sie strasznie.nic do niego nie dociera.Nie odrabia lekcji
bo nie utrzyma nawet ołówka w reku,taki jest uparty.Fanabery okazuje
wrzaskiem i krzykiem, czasami dotknac nie mogę bo tak krzyczy jak
bym go ze skory obdzierala. kilka razy zlapalam go na podpalaniu
zapałek ,za kazdym razem mowil ze wiecej nie bedzie, tak jak ze
wszystkim z reszta.w domu nic nie pomaga ,nie zmuszam go do wielkich
porzadkow, ma tylko sprzatnac po sobie majtki, skarpetki, ubranka
poskladac a nie rozwalac,spakowac ksiazki, odstawic talerzyk do
zlewu.
Karzę go ale tez nie pomagaja moje kary.za dokuczanie bratu nie
wychodzi na podworko lub nie oglada dobranocki.Nie kupuje mu
wszystkiego czego sobie zechce i nauczyl sie tego, ale kradnie mi
pieniadze ,zdazylo sie 100 i 50 zl ,a co drugi dzien prawie
wszystkie drobne wyciaga. Nawet nie wie ile to jest, bo niby jak ma
sie nauczyc jak nie chce.
nie obeszlo sie bez paska i klapsów, bo czasami tak potrafil
wyprowadzic z rownowagi ze myslalam ze nie ma innego ratunku ale i
to nie pomoglo. czy zostal nam tylko psycholog? czy jest jeszcze
jakas nadzieja ze to dzecko sie zmieni? ja nie moge dzis o nim nawet
myslec,płaczę od rana a tak naprawde od kilku tygodni.