Dodaj do ulubionych

Pozostawianie dzieci bez opieki

07.03.08, 19:21
Właśnie się dowiedziałam, że pozostawienie dziecka do lat 7 bez opieki jest
przestępstwem. I dobrze, bo nieodpowiedzialnych rodziców nie brakuje. Może
zanim matka wyskoczy "na minutkę" do sklepu, albo zostawi przed sklepem
5-latka "opiekującego się" wózkiem z młodszym rodzeństwem, to dwa razy się
zastanowi...

Szkoda tylko, że się o tym nie trąbi!
Kobieta wychodząc z porodówki powinna, oprócz sterty ulotek reklamowych,
dostać taką informację. I mieć świadomość, że za takie pozostawienie (nawet
całkiem dużego dziecka), grozi jej za to kara. Beztroskich mamuś jest bez
liku, niestety.
Obserwuj wątek
    • scher Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 07.03.08, 19:33
      gopio1 napisała:

      > Właśnie się dowiedziałam, że pozostawienie dziecka do lat 7 bez
      > opieki jest przestępstwem.

      Wykroczeniem.
      • ibulka Re: wam się chyba nudzi dziewczyny... 07.03.08, 19:41
        setny wątek na ten sam temat? co masz na celu, wywołanie kolejnej burzy,
        przerzucania się argumentami?

        boszszzz...
        • gopio1 Re: wam się chyba nudzi dziewczyny... 07.03.08, 19:58
          ibulka napisała:
          > setny wątek na ten sam temat?

          Naprawde setny? To zalinkuj mi pozostałe 99.
          Patrząc po tematach - nie wiedzę ani jednego.
    • paszczakowna1 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 07.03.08, 20:36
      Dzieworództwo u naczelnych nie występuje.
      • ibulka Re: gopio1 07.03.08, 20:47
        przenośnia, wiesz co to jest? smile

        na wychowaniu nie ma o tym może, nie wiem, na emamie toczą się boje co jakiś
        czas, kiedy dziecko skoczy z okna pod nieobecność opiekuna. proponuję poczytać
        tam, zyskasz odpowiedzi na swoje pytania.
        • gopio1 Re: gopio1 07.03.08, 21:06
          ibulka napisała:
          > tam, zyskasz odpowiedzi na swoje pytania.

          Ale ja w tej kwestii nie mam żadnych pytań!
          Gdzie widzisz jakieś moje pytanie?

          > na wychowaniu nie ma o tym może, nie wiem, na emamie
          Ale ja nie piszę na emamie tylko na wychowaniu, a tu jak jak słusznie zauważyłaś
          nie ma takiego wątku.
          Czego się czepiasz?
          • artjoasia Re: gopio1 08.03.08, 15:39
            Jest na Wychowaniu, ten o "partnerstwie" na przykład. Wypadanie przez okno,
            pożary, utonięcia i co tylko chcesz. Przewałkowane na wszystkie możliwe strony.
            I cieszę się, że wychowałam się w czasach, kiedy nikt jeszcze żadnych durnych
            przepisów nie wymyślał.
            • kropkacom Re: gopio1 08.03.08, 18:43
              Tak z czystej ciekawości, czemu Twoim zdaniem to głupi przepis?
              • artjoasia Re: gopio1 08.03.08, 19:37
                No nieeee, i TY mi takie pytania zadajesz?!?... Nie będę się kłócić drugi raz o
                to samo, bo już mi natchnienie twórcze siadło.

                Może nie sam przepis, tylko ISTNIENIE takich przepisów uważam za głupie.
                Podobnie jak kaski rowerowe, pieski na smyczy i inne tego typu regulacje prawne.
                Po prostu nienawidzę biurokratyzacji i instytucjonalizacji wszystkiego jak leci.
                Zero swobody, udusić się można!
                • kropkacom Re: gopio1 08.03.08, 22:23
                  > Zero swobody, udusić się można!

                  Na księżycu chyba nie ma żadnych regulacji. Droga wolna!
            • grzalka Re: gopio1 08.03.08, 21:02
              artjoasia napisała:


              > I cieszę się, że wychowałam się w czasach, kiedy nikt jeszcze
              żadnych durnych
              > przepisów nie wymyślał.

              no to nie wiem, kiedy Ty się urodziłaś, bo ja jestem rocznik 75 i
              wtedy juz ten przepis był
              • artjoasia Re: gopio1 08.03.08, 21:34
                Autorka wątku twierdzi, że przestępstwem jest pozostawienie dziecka do lat 7 bez opieki, kiedy wyskakuje się na parę minut do sklepu na przykład. Przepis W TAKIM brzmieniu nie istniał ani w r. 75, ani wcześniej, ani później. Być może pojawił się teraz, nic mi o tym nie wiadomo.
                Znam natomiast przepis mówiący, że wykroczeniem jest pozostawienie bez opieki dziecka do lat 7 W SYTUACJI ZAGROŻENIA ZDROWIA. Taka subtelna różnica.
                Rocznik 67 się kłania. smile
                • gaja78 Re: gopio1 09.03.08, 00:04
                  artjoasia napisała:

                  > Znam natomiast przepis mówiący, że wykroczeniem jest pozostawienie bez opieki d
                  > ziecka do lat 7 W SYTUACJI ZAGROŻENIA ZDROWIA. Taka subtelna różnica.
                  > Rocznik 67 się kłania. smile

                  A co to jest sytuacja zagrożenia zdrowia ?
                  • mruwa9 Re: gopio1 09.03.08, 00:37
                    i czemu beztroskie mamuski? A tatusiowie ?
                    • kropkacom Re: gopio1 09.03.08, 06:55
                      I beztroskie mamy i beztroscy tatusiowie. Widać zostało uznane że zostawianie
                      dziecka do 7 lat bez opieki jest dla niego potencjalnym zagrożeniem zdrowia. I
                      słusznie. Czemu akurat 7 lat? Bo po pierwsze, jakąś granice musiano przyjąć
                      (podobnie można spytać czemu od 18 lat akurat jest sie dla prawa pełnoletnim).
                      Po drugie, w wieku 7 lat dziecko rozpoczynało dotąd naukę w pierwszej klasie i
                      to uznano za moment kiedy zaczyna być bardziej samodzielne.
                      • mruwa9 nie o to chodzi 09.03.08, 11:05
                        nie kwestionuje prawnej regulacjio obowiazku zapewnienia dziecku
                        opieki i bezpeiczenstwa. Pytam jedynie, dlaczego w pierwszym poscie
                        padl komentarz o beztroskich i nieodpowiedzialnych mamuskach, a nie
                        o beztroskich i nieodpowiedzialnych rodzicach? Dlaczego w polskim
                        spoleczerntswie ciagle uwaza sie, ze sprawowanie opieki nad
                        dzieckiem jest wylqacznie lub przede wszystkim obowiazkiem matki?
                        Przypomina mi sie niedawna tragedia, gdy malzenstwo , ktore mialo
                        sprawowac opieke nad 4-letnai dziewczynka sasiadow czy znajomych,
                        zarabalo dziecko siekiera. Z pozniejszych doniesien prasowych
                        wynikalo, ze matce (!) postawiono zarzut niezapewnienia opieki nad
                        dzieckiem, chyba nawet ja aresztowano, a ojca pozostawionow
                        spokoju. Trudno o bardziej drastyczny przyklad stereotypowego
                        traktowania plci i rol spolecznych w Polsce. Wszystkiego dobrego z
                        okazji wczorajszego Miedzynarodowego Dnia Kobiet sad
                        • gumitex Re: nie o to chodzi 09.03.08, 16:46
                          A propos prawnych regulacji - jakiś czas temu odbierałam nowe
                          mieszkanie i zwróciłam uwagę, że barierka umożliwia dziecku
                          wspinanie się. Okazało się, że super bezpieczne muszą być budynki
                          typu szkoła, przedszkole itp. Natomiast w budynkach mieszkalnych
                          zakłada się, że dziecko jest pod ciągłą opieką. Czyli ustawodawca
                          zakłada, że matka i ojciec przez 100% czasu mają dziecko na oku,
                          także gdy śpią. I jeśli są sami z dzieckiem, to albo zabierają je ze
                          sobą do toalety, albo w ogóle z niej nie korzystają, aż pojawi się
                          zmiennik.
                        • gopio1 Re: nie o to chodzi 09.03.08, 19:27
                          > dlaczego w pierwszym poscie padl komentarz o beztroskich
                          > i nieodpowiedzialnych mamuskach, a nie o beztroskich
                          > i nieodpowiedzialnych rodzicach?

                          Masz rację, przepraszam. Sama nie lubię tego typu uogólnień.
                          Oczywiście chodzi mi o rodziców, choć niewątpliwie to matki częściej zostają z
                          dziećmi sam na sam.
                  • artjoasia Re: gopio1 10.03.08, 13:20
                    > A co to jest sytuacja zagrożenia zdrowia ?

                    Zagrożenie zdrowia lub życia to coś, co na dobrą sprawę można stwierdzić dopiero po fakcie. Można tylko ubolewać nad tym, że tego typu sformułowanie stwarza szerokie pole do różnego rodzaju nadinterpretacji.

                    Miałam na myśli jedynie to, że pozostawianie dziecka bez opieki (np. w mieszkaniu ze wszelkimi możliwymi zabezpieczeniami) samo w sobie nie jest karalne i pisanie o tym w ten sposób uważam za wprowadzanie w błąd.
    • alabama8 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 10.03.08, 10:22
      gopio1,
      Samotnie wychowujesz dziecko. W pobliżu ani cioci, ani babci.
      Dziecko aktualnie chore, powiedzmy że od 3 dni ma gorączkę pod 38'.
      Tobie właśnie zaczeło się zapalenie zatok, nic nie widzisz na oczy z
      bólu. Gorączkę masz pod 40'. Udało się sprowadzic lekarza do domu,
      masz już receptę na leki, jest styczeń, godzina 2 w nocy.
      Jesteś przecież odpowiedzialną mamuśką ... co robisz?

      • mruwa9 odpowiadam niepytana, 10.03.08, 10:39
        O 2 w nocy nie chadzam do apteki. Zreszta szansa, ze w przypadku
        zapalenia zatok lekarz przybedzie w ogole na wizyte domowa( a o 2 w
        nocy to w ogole) jest jedynie teoretyczna, to:
        1. Biore lek przeciwbolowy i czekam, do rana,'
        2. Rano pakuje dziecko i jedziemy razem do apteki. A zapewne
        wczesniej do przychodni bo przy probie zamowienia wizyty domowej z
        tak blahego powodu zostalabym przez lekarza wysmiana.

        Jestem na codzien w takiej sytuacji i nie widze dramatu. Mam chore
        dziecko, goraczkuje od wczraj, ja tez i jakos udalo sie zarowno
        rozwiezc pozostale dzieci do szkoly, przedszkola, a za pare godzin
        bedzie kurs w przeciwnym kierunku. No problem. Po drodze zapewne
        jeszcze wdepniemy po podstawowe zakupy.
        • alabama8 Re: odpowiadam niepytana, 10.03.08, 11:48
          noo ... skoro podstawą tej dyskusji jest kwestia odpowiedzialności,
          to rzeczywiście widzę teraz że nie wszyscy powinni się tu
          wypowiadac. Oczywiście zostawienie dziecka samego w domu jest be,
          ale ciąganie ze sobą chorego jak ogon bo pozostałe trzeba rozwieźc
          do przedszkola i szkoły, i bo trzeba "wdepnąc" na zakupy - jest jak
          najbardziej ok. Nie ma problemu. Szczęśliwie dzis ładna pogoda, a
          dziecko tylko gorączkuje. Pewnikiem gdyby to był mroźny luty, a
          dzieko miało by rotawirusa z gorączką i sraczką też by nie było
          problemu. Miska w rękę i pampers na dupę i w drogę.


          • mama303 Re: odpowiadam niepytana, 10.03.08, 12:02
            Alabama a co Ty na pustelni jakiejś żyjesz. Warto czasem poprosić o
            pomoc sąsiada, znajomych itd.
            • ciociacesia właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko czek 11.03.08, 13:25
              tylko czeka zeby bachorka popilnowac bo sika po nogach na widok małych dzieci -
              a tu jak na złosc w bloku sami emeryci smile
              • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 11.03.08, 13:41
                ciociacesia napisała:

                > tylko czeka zeby bachorka popilnowac bo sika po nogach na widok
                małych dzieci -
                > a tu jak na złosc w bloku sami emeryci smile

                Nie musi sikac po nogach ani byc tez młoda żeby zerknąc na dziecko.
                • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 12.03.08, 12:06
                  >
                  > Nie musi sikac po nogach ani byc tez młoda żeby zerknąc na dziecko.

                  Ale może się zwyczajnie nie zgodzić.

                  A może w bloku sami alkoholicy mieszkają?

                  Zresztą, zostawianie dziecka pod opieką obcej osoby też nie jest specjalnie
                  odpowiedzialne i też nie raz zostało na forach omówione na zasadzie "jakim
                  idiotą trzeba być by tak robic" , szczególnie po sprawie morderstwa dokonanego
                  na małym dziecku przez sąsiadów...
                  • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 12.03.08, 14:11
                    sir.vimes napisała:


                    > Ale może się zwyczajnie nie zgodzić.

                    No jasne że może, ale warto chyba sie o tym przekonać a nie zgóry
                    zakładac że sie nie zgodzi.

                    > A może w bloku sami alkoholicy mieszkają?

                    Jasne i pedofile i mordercy małych dzieci smile
                    Ludzie z reguły są chętni do pomocy. Doświadczyłam tego nie raz.
                    • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 12.03.08, 14:42
                      owszem, tez tego doświadczyłam.

                      I wcale nie sugeruję , że każdy sasiad to podejrzany typ. Bardziej prawdopodobne
                      , ze sąsiadów nie będzie w domu, po prostu. A przede wszystkim - sugeruję, że
                      skrytykować da się wszystko.

                      Każde zachowanie można napiętnować jako nieodpowiedzialne. I często trzeba
                      wybrać między jednym niezachwycającym zachowaniem a drugim - zostawić śpiące
                      dziecko samo czy zabierać chore do apteki? Zostawić pod opieką obcej osoby czy
                      nie? Wyjść do taksówkarza , który przywiózł leki samej czy ciągnąć ze sobą
                      gorączkujące dziecko (bo przecież zostawione nawet na 5 minut z pewnością
                      zadławi się wymiocinami). Sikać , jak dziecko jest chore czy warować przy jego
                      łózku w pampersie? ;P

                      • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 12.03.08, 18:53
                        sir.vimes napisała:

                        > trzeba
                        > wybrać między jednym niezachwycającym zachowaniem a drugim -
                        zostawić śpiące
                        > dziecko samo czy zabierać chore do apteki? Zostawić pod opieką
                        obcej osoby czy
                        > nie? Wyjść do taksówkarza , który przywiózł leki samej czy ciągnąć
                        ze sobą
                        > gorączkujące dziecko (bo przecież zostawione nawet na 5 minut z
                        pewnością
                        > zadławi się wymiocinami). Sikać , jak dziecko jest chore czy
                        warować przy jego
                        > łózku w pampersie?
                        Moim zdaniem sprowadzasz to do absurdu. Ja nie miałabym problemu z
                        wyborem, co zrobić w żadnej z opisanych przez Ciebie sytuacji.
                        • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 12.03.08, 19:02
                          Oczywiście , ze sprowadzam to do absurdu.

                          Bo absurdem jest dla mnie ocenianie w sposób skrajny trudnych sytuacji , których
                          na dodatek nie byliśmy świadkami, a takie oceny są sednem tego wątku (typu"
                          tylko idiota zostawia gorączkujące dziecko na 5 minut" - cóż, wg wielu osób
                          "tylko dureń ciągnie gorączkujące dziecko na dwór" a według jeszcze innych
                          "tylko matoł będąc chorym zajmuje się dzieckiem" - co z tego wynika?)).

                          • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 12.03.08, 19:09
                            sir.vimes napisała:

                            co z tego wynika?)).

                            Wyniko z tego tylko tyle,że ludzie różne maja podejscie do róznych
                            spraw np. do zapewnienia bezpieczeństwa dziecku. I tyle
                            • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 13.03.08, 12:01
                              I szanujmy to.

                              • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 13.03.08, 20:58
                                sir.vimes napisała:

                                > I szanujmy to.

                                Ja np.nie potrafie szanować beztroskiego albo mało rozsadnego
                                podejscia do bezpieczeństwa dziecka ale Ty możesz sobie szanować, co
                                tam chcesz.
                                Pozdrawiam
                                • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 14.03.08, 11:26
                                  No widzisz. więc jednak dla ciebie nie sa moje wymyślone dylematy tak absurdalne
                                  jak sie zdaje.

                                  Ja nie widze powodu przekonywać kogos , ze wieksza glupota jest np. wyciąganie
                                  chorego dziecka na dwór niż zostawienie na 3 minuty lub na odwrót. Są to
                                  sytuacje graniczne, ekstremalne, rzadkie - kazda z nas ma jakies prefernecje w
                                  tej kwestii , ale i jeden i drugi wybór może okazać się błedny. Bo, oczywiście,
                                  dziecko w gorączce ciągnięte nie wiadmo po co pod dom, moze rozchorować się
                                  jeszcze bardziej (i jest na to ogromna szansa) ale jest tez minimalna możliwość
                                  , ze coś mu sie w ciągu tych trzech minut samotności stanie.

                                  I wtedy na forum ryczeć się będzie i bluzgać "jak można było zostawić
                                  dziecko"??? Jeśli jednak wyciągnie na klatkę dziecko dostanie ciężkiego
                                  zapalenia płuc i , powiedzmy, umrze na forum przeczytamy "co za kretynizm -
                                  ciągać dziecko chore na klatkę, matka sama sobie winna!"

                                  Dlatego ja zakładam , ze i ta ciągnąca na klatjkę i ta zostawiająca na 4 minuty
                                  w jakiś sposób wie co robi - postępuje wg własnego rozsądku, wg własnych
                                  doświadczeń, wybierając z dwóch nieidealnych opcji. Bo cóż, nie zawsze ta
                                  idealna możliwość istnieje.

                                  I powtarzam - współczuję dziewczynom, które muszą mieć takie dylematy.
                                  • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 14.03.08, 14:08
                                    sir.vimes napisała:

                                    > Ja nie widze powodu przekonywać kogos , ze wieksza glupota jest
                                    np. wyciąganie
                                    > chorego dziecka na dwór niż zostawienie na 3 minuty lub na odwrót.
                                    Są to
                                    > sytuacje graniczne, ekstremalne, rzadkie

                                    Poszukaj trzeciego rozwiązania.
                                    • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 14.03.08, 15:08
                                      Widzisz, JA go nie muszę szukać.

                                      mam idealne rozwiązania.

                                      Ale nie każdy ma możliwośc skorzystania akurat z moich rozwiazań.

                                      • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 14.03.08, 22:03
                                        sir.vimes napisała:

                                        > Widzisz, JA go nie muszę szukać.
                                        >
                                        > mam idealne rozwiązania.

                                        No Ok. to niech inni którzy tych idealnych rozwiązań nie mają
                                        szukają. Bo napewno jakies trzecie rozwiązanie jest.
                                        • sir.vimes Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 15.03.08, 10:34
                                          Ale jeżeli nie znajdą - to i tak nie znaczy, że są nieodpowiedzialnymi idiotami.
                                          • mama303 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 16.03.08, 08:42
                                            sir.vimes napisała:

                                            > Ale jeżeli nie znajdą - to i tak nie znaczy, że są
                                            nieodpowiedzialnymi idiotami
                                            Kazdy sobie może okreslić takich "niezaradnych" jak tam chce.
                                  • gaja78 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 14.03.08, 18:32
                                    sir.vimes napisała:

                                    > I wtedy na forum ryczeć się będzie i bluzgać "jak można było zostawić
                                    dziecko"??? Jeśli jednak wyciągnie na klatkę dziecko dostanie ciężkiego
                                    zapalenia płuc i , powiedzmy, umrze na forum przeczytamy "co za kretynizm -
                                    ciągać dziecko chore na klatkę, matka sama sobie winna!"

                                    Widzisz to nie do końca tak. Są sytuacje, w których można udzielić pierwszej
                                    pomocy, obserwować i reagować. Są sytuacje, w których nie można zrobić nic, by
                                    zapobiec nieszczęściu.

                                    Do tych pierwszych należy pójście do apteki z chorym dzieckiem. Można najpierw
                                    dziecku zbić temperaturę poniżej 38,5 (jak się nie daje zbijać to przecież
                                    wypada i tak lecieć do lekarza albo wzywać wizytę domową). I potem pójść do
                                    apteki. A po powrocie do domu obserwować ze szczególną uwagą.

                                    Do tych drugich należy pozostawienie chorego dziecka samego. Bo jeśli wystąpi
                                    zagrożenie, to będąc nieobecnymi w domu nie możemy zrobić nic, żeby to
                                    zagrożenie minimalizować czy zupełnie zażegnać. Nie możemy zrobić kompletnie
                                    nic, gdy dziecko zwymiotuje i zadławi się.

                                    Masz rację, że jedna i druga sytuacja może mieć niebezpieczne konsekwencje.
                                    Pytanie tylko, w której z nich mamy większe szanse pomóc dziecku w razie
                                    wystąpienia bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia.

                                    > Dlatego ja zakładam , ze i ta ciągnąca na klatjkę i ta zostawiająca na 4 minuty
                                    > w jakiś sposób wie co robi - postępuje wg własnego rozsądku, wg własnych
                                    > doświadczeń, wybierając z dwóch nieidealnych opcji.

                                    Każdej matce wydaje się że wie co robi. Zawsze. Co nie zmienia faktu, że
                                    nieszczęścia się zdarzają. Dlatego nie zgadzam się, że każdy powinien postępować
                                    tak, jak mu intuicja i własne obserwacje podpowiadają. Powinien postępować tak,
                                    by minimalizować ryzyko. A ryzyko można ocenić chociażby czytając poradniki czy
                                    rozmawiając z lekarzem - co się może zdarzyć, jakie to może mieć konsekwencje. I
                                    z tej obiektywnej zewnętrznej wiedzy wyciągnąć logiczne wnioski, dodać do tego
                                    swoją intuicję i dopiero podjąć decyzję.
                                    • kropkacom Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 14.03.08, 18:54
                                      > > I wtedy na forum ryczeć się będzie i bluzgać "jak można było zostawić
                                      > dziecko"??? Jeśli jednak wyciągnie na klatkę dziecko dostanie ciężkiego
                                      > zapalenia płuc i , powiedzmy, umrze na forum przeczytamy "co za kretynizm

                                      Nie wiem co by musiało się wydarzyć żebym w XXI wieku, w dobie komórek,
                                      mieszkając w mieście musiała chore dziecko zostawić samo w domu aby pobiec po
                                      leki. Bij zabij ale nie wiem. Możliwości działania jest zbyt sporo. W
                                      ostateczności mogę zadzwonić po karetkę (nawet jeśli potem musiałabym za nią
                                      zapłacić).
                              • gopio1 Re: właśnie, sąsiadke spytać, taka sąsiadka tylko 13.03.08, 22:19
                                mama303 napisała:
                                > Wyniko z tego tylko tyle,że ludzie różne maja podejscie do róznych
                                spraw np. do zapewnienia bezpieczeństwa dziecku. I tyle

                                sir.vimes napisała:
                                > I szanujmy to.

                                Nie wszystko należy szanować. Trudno szanować rodziców, którzy krzywdzą własne
                                dzieci, katują, głodzą - bo takie mają podejście.
                                Niektóre sprawy są regulowane prawnie - i dobrze - człowiek wbrew pozorom nie
                                zawsze może robic co chce, bo to jego życie. No, może robic i może, ale musi sie
                                liczyc z konsekwencjami.
                                • sir.vimes Gopio 14.03.08, 11:18
                                  w takim razie odnieś sie z łaski swojej do sytuacji, którą wymyśliłam n a
                                  potrzebyn waątku- tej z taki.

                                  zamiawiasz w nocy leki przez taki. Chore dziecko śpi, lezy. Musisz zejśc pod dom
                                  , odebrać leki, zapłacić.

                                  Ubierasz chore dziecko, wyciagasz je z łózka i idziesz znim? Czy idziesz sama,
                                  zostawiając dziecko na przynajamniej 3-4 minuty?

                                  • mama303 Re: Gopio 14.03.08, 14:06
                                    sir.vimes napisała:

                                    to może ja sie odniosę - prosze łaskawie i grzecznie kierowce żeby
                                    mi przyniósł te leki bo mam w domu dziecko z gorączką. ja bym
                                    napewno tak zrobiła. Zaraz napiszesz że oczywiscie ten kierowca
                                    napewno odmówi... a ja nie uwierzę, w razie czego zapłace za
                                    przyniesienie tych lekarstw.
                                    • sir.vimes Re: Gopio 14.03.08, 15:07
                                      To jest jakaś opcja,

                                      ale oczywiście może odmówić.
                                  • gopio1 Re: Gopio 14.03.08, 18:02
                                    sir.vimes napisała:
                                    > Ubierasz chore dziecko, wyciagasz je z łózka i idziesz znim?
                                    > Czy idziesz sama, zostawiając dziecko na przynajamniej 3-4 minuty?

                                    Ani jedno ani drugie. Usługa zakupów przez taksówkarzy polega właśnie na tym, że
                                    powinni (jeśli nie muszą) dostarczyć Ci towar do domu. Wyobrazasz sobie, ze
                                    osoba z zapaleniem płuc (na przykład) schodzi do taksówki po leki? Gdyby mogła
                                    zejść, to pewnie sama by się pofatygowała do apteki...
                                    • sir.vimes Re: Gopio 15.03.08, 10:10
                                      Cóż,
                                      nie w każdym mieście i nie w każdej korporacji jest taka opcja.

                • ciociacesia wiem ze nie musi 21.03.08, 13:07
                  ale ja akurat bardzo chetna byłam smile tylko zbyt niesmiała zeby sie
                  narzucac - jeszcze pomysla ze wariatka, albo diecko-porywaczka
                  teraz bede sama miec problem od drugiej strony - bo jak ja sasiadke
                  poprosze jak ja nawet szefa zeby o urlop prosic to sie zbierac musze
                  przez kilka dni, a na ty jestesmy i atmosfera w pracy jest luzna
                  mocno smile
            • zonka77 Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 12:14
              No ja bym jednak zadzwoniła - po teściową, mam też ze 3 koleżanki zmotoryzowane,
              w ostateczności po taksówkę. O, mogłabym mojego pastora prosić lub jego żonę -
              przyjechaliby na 100% smile
              Bywałam w sytuacji kiedy córka była chora a mąż w kilkudniowej delegacji a ja
              bez jedzenia. Po prostu dzwoniłam. Tak, zdarzyło mi się również poprosić
              sąsiadkę o drobne zakupy i to za kasę którą oddałam później. Mała miała wtedy 4
              lata i nie wchodziło w grę zostawienie jej samej w mieszkaniu na 11 piętrze.
              Teraz moja córka ma 7 lat, mieszkamy bezpiecznie - parter, budynek ogrodzony
              zamykana brama.
              I nie zostawiłabym jej samej jeszcze niestety. I nie puściłabym jej samej do
              sklepu. I nie zostawiam jej samej w aucie kiedy idę do sklepu. Może dla tego że
              ja sama jako dziecko miewałam okropne pomysły - a byłam starsza. Tak, przeżyłam
              - miałam szczęście.
              Np jak mama wychodziła to potrafiłam prać porysowane długopisem lalki w chlorze
              (wykukałam gdzie mama chowa)
              Kiedyś włożyłam łebek do piecyka od spodu bo chciałam zobaczyć jak się płomień
              zapala. Skończyło się na lekkim poparzeniu i spalonych rzęsach. O wybrykach przy
              oknie (4 piętro) nie wspomnę - więcej szczęścia niż rozumu sad
              kiedyś usiłowałam podgrzać zupę - podgrzałam ale zapomniałam zgasić kuchenki.
              Zupa i garczek się spaliły, mama wpadła do mieszkania bo dym poczuła (u sąsiadki
              była) Miałam chyba z 8 lat. Byłam strasznie roztrzepana i moja córka też jest.
              • srebrnarybka Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 15:36
                To może warto poprawcować nad tym, żeby córka nie była roztrzepana?
                Nie tylko po to, by zostawała sama w domu (zresztą normalnie chowana
                7latka w moim pojęciu już doskonale może), ale tak w ogóle? Może
                jednak pewna koncetracja i odpowiedzialność tak w ogóle w życiu się
                przydaje i warto tego uczyć od najmłodszych lat?
                • gaja78 Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 18:37
                  srebrnarybka napisała:

                  > To może warto poprawcować nad tym, żeby córka nie była roztrzepana?

                  Pewne rzeczy są kwestią charakteru. Można pracować nad wyrobieniem pewnych
                  nawyków, ale nie wolno liczyć na to, że da się dziecko zmienić o 180 stopni. Bo
                  myśląc w ten sposób można zrobić dziecku dużą krzywdę, która już zawsze będzie
                  się za nim ciągnęła.
                  • srebrnarybka Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 18:46
                    Jaką krzywdę wyrządza się dziecku ucząc je systematyczności? Moim
                    zdaniem krzywdę wyrządza się nie ucząc, bo utrudnia się dziecku
                    wyrobienie tej cechy, która bardzo przydaje się w życiu.
                    • gaja78 Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 18:53
                      srebrnarybka napisała:

                      > Jaką krzywdę wyrządza się dziecku ucząc je systematyczności? Moim
                      > zdaniem krzywdę wyrządza się nie ucząc, bo utrudnia się dziecku
                      > wyrobienie tej cechy, która bardzo przydaje się w życiu.

                      Ja się z tym zgadzam. Można i trzeba uczyć systematyczności.

                      Nie wolno liczyć na to, że uda się zrobić dziecko nieroztrzepane z dziecka
                      roztrzepanego z natury. Można natomiast uczyć dziecko roztrzepane, że
                      systematyczność jest bardzo przydatną cechą.
                      • srebrnarybka Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 20:49
                        Zrobić dziecka się nie da, ale jeśli się je uczy systematyczności,
                        to stanie się mniej roztrzepane.
                        • gaja78 Re: odpowiadam niepytana, 14.03.08, 22:25
                          srebrnarybka napisała:

                          > Zrobić dziecka się nie da, ale jeśli się je uczy systematyczności,
                          > to stanie się mniej roztrzepane.

                          Roztrzepanie trzeba zaakceptować, jak dla mnie innej opcji nie ma. I dodatkowo
                          uczyć systematyczności zaznaczając na każdym kroku, że to tylko dodatkowy poziom
                          kontrolowania swojego zachowania, a nie oczekiwanie, że dziecko stanie się inne
                          niż jest z natury.
                          • zonka77 srebrnarybka ty sobie chyba żartujesz 18.03.08, 13:59
                            Podaj mi sposoby na nauczenie córki aby nie była roztrzepana. Mnie się do
                            dzisiaj nie udało zmienić mojego charakteru mimo wielkich chęci - oczywiście
                            nauczyłam się z wiekiem nad sobą panować ale to przyszło z wiekiem.
                            Mojej mamie też się chwilami wydawało że mnie nauczy - nic bardziej mylnego.
                            Idąc do szkoły potrafiłam wejść w znak drogowy, zamyślić się tak że zamiast do
                            domu dochodziłam w zupełnie inne miejsce. Przewracanie się - siniaki i
                            obtłuczone kolana to była codzienność. Raz szłam tak zamyślona że wlazłam pod
                            smochód niemal - skończyło się na obtarciach i to owszem wstrząsnęło mną na tyle
                            że bardzo uważałam na drodze...jakiś tydzień. Czasem sobie żartuję że to tylko
                            Boża opieka sprawiła że mnie się nic w dzieciństwie nie stało. Takie były czasy
                            - kochałam mamę bardzo ale zawsze uważałam że ryzykowała moim bezpieczeństwem
                            zostawiając mnie samą w domu od małego i pozwalając np samej chodzić i wracać do
                            szkoły jużo ile pamiętam po paru miesiącach pierwszej klasy. A droga była długa
                            i przez ruchliwe ulice.
                            Moja córka wchodzi w futrynę gdy drzwi są szeroko otwarte, wywraca się na
                            prostej drodze, dokładnie tak jak ja. Ja również do dzisiaj potrafię się potknąć
                            o nic i rozwalić głowę o nic. Mój mąż już nic nie komentuje tylko przytula i
                            mówi "cała moja żona"
                            No i co mam zrobić ze sobą Twoim zdaniem?
                            Owszem moja córka jest inteligentym dzieckiem. Odważnym i fajnym. Jednak bywa
                            nieskoordynowana i zamyślona. Roztrzepana. Na co dzień potrafi się zachować i
                            bardzo odpowiedzialnie i mądrze a zaraz potem tak głupio że trudno to zrozumieć.
                            Chyba nie będę jej uczyć "nieroztrzepania" zostawiając ją w tym celu samą. Ona
                            się bardzo angażuje umysłowo w coś co robi - jak rysuje to muszę jej nieraz
                            kilka razy powtórzyć zanim mnie usłyszy.

                            Owszem uczę ją samodzielności. Wie co zrobić jeśli się zgubi, zna na pamięć
                            adres, numery telefonów. Wie co robić jeśli ktoś będzie ją zaczepiał. nie
                            otworzy drzwi nikomu póki nie zobaczy i nie usłyszy kto to - wpuszcza zresztą
                            tylko tatę, nikogo innego. I musi go wyrażnie zobaczyć i usłyszeć. Teoretycznie
                            jest na tyle odpowiedzialna żeby sama zostać. Ale w praktyce nie wiem, nie mam
                            zamiaru się dowiedzieć w strasznych okolicznościach że jednak nie była. Nic nie
                            straci nie zostając sama w domu jeszcze jakiś czas. Nic nie straci nie włócząc
                            się sama po ulicach.
                            W swojej zerówce jest jednym z najbardziej samodzielnych i zaradnych dzieci. Ale
                            jest też najbardziej pomysłowa i nie zawsze potrafi przewidzieć konsekwencje.
                            • mamamamba zonka 77 19.03.08, 15:38
                              ....z opisu wnosze, ze masz bardzo fajna core!! smile oczywiscie ,ze
                              nie-roztrzepnosci nie mozna sie nauczyc, ma sie to we krwi..! mnie tez sie
                              przydarzaja rzeczy, ktore nikomu innemu... staram sie bardzo, ale zawsze cos
                              takiego sie stanie.. hehe. dolaczam do klubu roztrzepanych big_grin
              • mam_dosc_only Moze to sie wydac glupie, ale taksowkarza 15.03.08, 15:46
                mozna tez poprosic! Mowie powaznie. Ja mialam awarie.dzwonie na taxi
                mowie ze mam taka sprawe, daja mi kom. do goscia, ja jemu liste
                zakupow (same niezbedne) i facet za pol godziny jest pod drzwiami.
                Do rachunku za taxe doliczyl moze 10 zl. Dla mnie super wyjscie z
                patowej sytuacji kiedy nie mam jak zrobic zakupow.
                Łucja
          • mruwa9 dramat ukladasz, 10.03.08, 12:29
            ze zacytuje wieszcza..
            Co sie stanie przeziebionemu dziecku wyprowadzonemu na dwor? Bedzie
            zasmarkane 2 dni dluzej? I co z tego? Ze ma goraczke? Od czego sa
            leki przeciwgoraczkowe? Rotawirus? Najwyzej zanieczysci mi tapicerke
            w aucie, podczas, gdy pozostawione samo w domu moze nie przezyc
            mojej nieobecnosci, jesli zechce bawic sie kuchenka gazowa czy
            pomachac z parapetu okna na 10 pietrze. Jakos bez pomocy z zewnatrz
            od 10 lat sobie sami radzimy w takich sytuacjach calkiem czesto
            (rozumiesz, przedszkola,szkoly..8 infekcji rocznie na dziecko..) i
            ja jakos nie widze problemu. Szukasz dziury w calym.
          • alabama8 Re: odpowiadam niepytana, 10.03.08, 14:49
            Kurcze,
            usiłuję wam uświadomic, a głównie autorce wątku że póki zaczniesz
            kogoś oceniac i nazywac per "mamuśka" to najpierw wejdź w jego buty.
            Przykład o nagłej chorobie jest z życia wzięty. Najpierw cały dzień
            szwendałam się po przychodniach - ja chora, z chorym dzieckiem w
            wózku i nie otrzymałam pomocy. Wieczorem byłam już w takim stanie że
            z trudem stałam na własnych nogach. Dziecko na dworzu natychmiast
            dostawało ataku kaszlu - ostre powietrze tak działa. O 2 w nocy
            udało mi się sprowadzic lekarza i nie wyobrażam sobie że byłabym
            wtedy w stanie spakowac małego w wózek, poleciec na drugi koniec
            miasta do apteki i wrócic o własnych siłach pchając wózek z
            dzieckiem duszącym się od kaszlu.
            Takie życie. Bezpieczniej zostawic dziecko w domu. Tak uznałam. To
            nie "bezmyślna mamuśka" ale osoba która rozważa wszelki za i
            przeciw.
            • mruwa9 Re: odpowiadam niepytana, 10.03.08, 15:14
              A teraz wyobraz sobie taka sytuacje: jak sama przyznalas, w ciagu
              dnia ledwo trzymalas sie na nogach, wiec zapewne o 2 w nocy Twoja
              kondycja psychofizyczna nie mogla byc lepsza, tylko gorsza. I w
              takiej sytuacji zostawiasz samo dziecko i jedziesz do apteki. Po
              drodze ulegasz wypadkowi lub jestes ofiara napadu, ladujesz w
              szpitalu nieprzytomna (ze nie kontynuuje jeszcze drastyczniejszego
              scenariusza) i zanim ktokolwiek dojdzie do tego, jakie sa Twoje
              personalia i gdzie mieszkasz , nie mowiac o odwiedzeniu Twojego
              domu, dziecko umiera z glodu, straszliwie przerazone, albo obudzi
              sie w srodku nocy i szuka Ciebie, byc moze rowniez za oknem, albo
              probujac sie wydostac z lozeczka, upadajac na glowke (efekt-zlamanie
              kosci czaszki, stluczenie mozgu, zlamany kregoslup szyjny= na wozku
              inwalidzkim do konca zycia) lub smierc). Albo w domu wybucha pozar i
              nikomu nie przychodzi do glowy szukac dziecka w Twoim
              mieszkaniu..takie makabryczne scenariusze mozna mnozyc. Tamtym razem
              Ci sie udalo, ale czasem sie nie udaje i wtedy jest tragedia, ktorej
              po prostu mozna bylo uniknac. Ale to te scenariusze trzeba brac pod
              uwage, zanim sie zostawi male dziecko samo w domu.
              • wieczna-gosia Re: odpowiadam niepytana, 11.03.08, 07:03
                Po
                > drodze ulegasz wypadkowi lub jestes ofiara napadu, ladujesz w
                > szpitalu nieprzytomna (ze nie kontynuuje jeszcze drastyczniejszego
                > scenariusza)

                za to zabranie dziecka wyklucza ulegniecie wypadkowi smile
                jedzie dziewczyna do apteki ergo ma ze soba dokumenty, ma tez recepte a na niej
                pesel, ustalenie jej tozsamosci jest proste.

                jak juz bierzemy pod uwage wszystie scenariusze, to wezmy wszystkie takze
                ulegniecie wypadkowi wraz z dzieckiem, a tak przezyloby chociaz ono.....

                nie no laski nie wpadajmy w paranoje- oczywiscie ze pozostawienie w domu samego
                dziecka jest wykroczeniem, ale prawo jest dla ludzi- wszystko zalezy od wieku i
                temperamentu dziecka, od miejsca gdzie wychodzimy, ja akurat nocna apteke mam
                daleko i predziej bym zadzwonila po taksowkarza i dala mu recepte do realizacji
                niz jechala tam sama, ale jakbym miala aptekle nocna na osiedlu- raczej bym tam
                poszla, z tym ze rano bo uwazam ze wloczenie sie o 3 w nocy nie jest dobrym
                pomyslem. Ale wtedy nie wykluczam ze poszlabym jednak sama. Za to najmlodszy ma
                3 i pol roku i z pewnoscia ani w wieku 6 ani 7 lat nie bedzie sie zupelnie
                nadawal do pozostawienia w samotnosci smile
            • mama303 Re: odpowiadam niepytana, 10.03.08, 20:57
              alabama8 napisała:

              > Wieczorem byłam już w takim stanie że
              > z trudem stałam na własnych nogach.

              Tym bardziej bym nie zostawiła. A jak bys tak w drodze do apteki
              zasłabła?
              • sir.vimes Re: odpowiadam niepytana, 11.03.08, 15:08
                A jakby zasłabła sama z dzieckiem?
                • mama303 Re: odpowiadam niepytana, 12.03.08, 08:47
                  sir.vimes napisała:

                  > A jakby zasłabła sama z dzieckiem?
                  Ciekawe dlaczego lekarze każą pozostawac w domu w przypadku złego
                  samopoczucia?
                  • sir.vimes Re: odpowiadam niepytana, 12.03.08, 11:58
                    Nie jestem ciekawa bo wiem.

                    Ale pytam z ciekawości - czy jak mama zasłabnie przy dziecku to tez jest
                    nieodpowiedzialna? Np. w wątku na tym forum czy na emamie niektórzy nieźle
                    pojechali po kobiecie z cukrzycą , której 3 latek, gdy zasłabła, zadzwonił na
                    pogotowie.

                    I tak sobie myśle, że nieodpowiedzialnie to jest chorować, w ogóle - żyć jest
                    średnio odpowiedzialnie bo życie generuje masę problemów wink

                    Bywam chora z chorym dzieckiem (najczęściej chorujemy razem), najczęściej mąż
                    robi co trzeba (czyli gotuje obiad, kupuje leki, wzywa lekarza itp, jak sprawa
                    była naprawdę poważna a dziecko młodsze - zostawał w domu), mam też
                    przyjaciółkę, siostrę chętne do pomocy i naprawdę musiałby być jakiś ogólno
                    rodzinno-towarzyski kataklizm by nie miał mi kto lekarstw kupić.

                    I zapewne w takiej sytuacji zadzwoniłabym do taxi, by pan kupił co trzeba i
                    przywiózł pod dom. Ale wyjście pod dom by odebrać od taksówkarza leki, też
                    mogłoby być przez niektórych odebrane jako skrajna nieodpowiedzialność.
                    A na 100% nie zabierałabym gorączkującego dziecka nawet na klatkę schodową.

                    Szkoda mi dziewczyn , które muszą chore latać do apteki i jeszcze przeżywać
                    dyemat - co zrobić z dzieckiem, targać chore w pokasłujący tłum, czy zostawić i
                    bać się , że coś się stanie.

                    • mama303 Re: odpowiadam niepytana, 12.03.08, 14:19
                      sir.vimes napisała:

                      > czy jak mama zasłabnie przy dziecku to tez jest
                      > nieodpowiedzialna?

                      Powinna zrobic wszystko aby nie zasłabnąć np. jak sie bardzo źle
                      czuje to siedzieć w domu, nie łazic nigdzie, jak tylko może wezwac
                      jakieś wsparcie.

      • gaja78 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 10.03.08, 10:47
        alabama8 napisała:

        > gopio1,
        > Samotnie wychowujesz dziecko. W pobliżu ani cioci, ani babci.
        > Dziecko aktualnie chore, powiedzmy że od 3 dni ma gorączkę pod 38'.
        > Tobie właśnie zaczeło się zapalenie zatok, nic nie widzisz na oczy z
        > bólu. Gorączkę masz pod 40'. Udało się sprowadzic lekarza do domu,
        > masz już receptę na leki, jest styczeń, godzina 2 w nocy.
        > Jesteś przecież odpowiedzialną mamuśką ... co robisz?
        >

        O ile w ogóle nie powinno zostawiać się dziecka samego w domu, o tyle
        pozostawienie dziecka z gorączką nawet na 5 minut jest szczególnie niebezpieczne.
        Ubrałabym dziecko i poszła razem z nim do apteki. Nawet w styczniu, nawet o 2 w
        nocy. To narażanie na mniejsze niebezpieczeństwo niż pozostawienie dziecka
        samego. Dlaczego utrzymująca się od 3 dni gorączka nie miałaby skoczyć nagle do
        40 stopni ? Właśnie w ciągu tych 5 minut ? Dlaczego dziecko miałoby nie
        zwymiotować i nie zadławić się wymiocinami ? Właśnie w ciągu 5 minut ?
      • ana5695 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 10.03.08, 12:25
        Biore leki przeciwbolowe i zbijam goraczke ,rano powtorka ubieram
        dziecko ,pakujemy siebie do auta i jazda.Brak auta ,to do wozka i do
        apteki.Tylko czemu 2 w nocy?
      • gopio1 Bezsensowny przykład. 10.03.08, 17:08
        No błagam Cię...
        Gorączkujące dziecko bez opieki to już chyba tylko idiota zostawi...
        • grzalka Re: Bezsensowny przykład. 10.03.08, 17:15
          rozwiązań jest mnóstwo, można chociażbny firmę taksówkową poprosić o
          przywiezienie leku z apteki o 2 w nocy- drożej, ale i tak taniej niż
          ewentualne koszty gdyby się coś stało (dziecku/matce)
        • gaja78 Re: Bezsensowny przykład. 10.03.08, 21:46
          gopio1 napisała:

          > No błagam Cię...
          > Gorączkujące dziecko bez opieki to już chyba tylko idiota zostawi...
          >

          Zgadzam się. Brak wiedzy i wyobraźni. Kosmiczny.
        • atrust Re: Bezsensowny przykład. 11.03.08, 14:48
          Widocznie ja jestem taka idiotka i zostawilam 4 letnie dziecko,z
          silna goraczka,same na 15 minut w domu.W tym czasie polecialam po
          pomoc do rodziny blisko mieszkajacej.Nie mialam telefonu w
          domu,dziecko bylo tak slabe,ze opcja zabrania go ze soba
          odpadala.Wedlug mnie postapilam rozsadnie,wtedy nie bylo innego
          wyjscia.
      • awianna Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 11.03.08, 12:58
        Cała dyskusja zeszła na jakąś jedną wielką dywagację. 7 letniego dziecka nie
        zostawiłabym samego w domu ale 10-letnie już tak. To pewnie też jest kwestia
        tego, jak dziecko jest dojrzałe, bo może niektóre 7 latki są bardziej
        predestynowane do zostania samemu niż 10 latki, ale na pewno nie zostawiłabym
        samego niemowlaka. Oczywiście, ja mowię tylko hipotetycznie, bo moja Klara ma
        dopiero 3-lata i nie zostawiam jej samej, ale rzeczywiscie nie nalezy popadać
        też w skrajności.
        • awianna Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 11.03.08, 20:25
          Nota bene znalazłam artykuł na temat zostawiania dzieci samych w domu.
          www.smyk.com/index.php?option=com_dlarodzicow&task=artykul&id=257&Itemid=48
          Może komuś to coś rozjaśni.
          • juo555 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:01
            dzieki za artykulik bardzo fajny moze troche pobierzny ale fajny nawet nie
            wiedzialam ze tam maja forum cuda na kiju tamwink

            ja na pewno nie zostawie swojego Jurka samego dopoki wiem ze bedzie w stanie
            sobie nic nie zrobic...ale pamietam ze jak ja bylma mala to wlasnie klucze na
            szyje i sama wszystko od pierwszej klasy ja tak na pewno nie chce zrobic...
      • xtra.vaganza Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 11.03.08, 21:49
        alabama8 napisała:

        > gopio1,
        > Samotnie wychowujesz dziecko. W pobliżu ani cioci, ani babci.


        Ani cioci, ani babci, ani meza, ani brata, ani siostry, ani mamy,
        ani taty, ani nawet jednej przyjaciolki czy chociaz kolezanki,
        zupelnie nikogo bliskiego?

        To kosmos jak dla mnie. To trzeba sobie na taki uklad solidnie
        zapracowac. Jesli Ty tak masz, to wpolczucie szczere, ale jak dla
        mnie jestes alien.
        pozdro

      • mam_dosc_only Do_ Alabama_ 8_ ! 16.03.08, 16:36
        Juz pisalam wyzej ale moze nie czytalas. Wiesz co ja bym zrobila w
        takiej sytuacji.Powiem ci bo juz to sprawdzilam.Dzwonie na
        taksowke,facet do mnie przyjezdza.Zbiegasz na dol z recepta,dajesz
        mu.Dajesz mala zaliczke na leki.On wraca z lekiem z nocnej
        apteki.Kasuje Cie za kurs i drobna przysluge.To na prawde zaden
        problem.Sama to kiedys wzielam z tego albo innego forum.Taksiarze
        zrobia to bez problemu.To dla niego kurs jak kazdy,jeszcze lepszy
        niz normalny bo w dwie strony.Moze troche kasy wiecej wydasz ale co
        z tego skoro po pierwsze bedziesz spokojna o dziecko a po drugie nie
        musisz sie z domu ruszac?Mowie Ci wyproboj.Nie jestem matka idelana
        ale corki nigdy jeszcze nie zostawilam samej i nigdy nie zrobie tego
        dopoki nie bedzie na tyle duza zeby sobie poradzic sama podczas
        mojej nieobecnosci.Nie chodzi o to ze jej sie cos moze stac samej
        jak spi w domu ale przeciez cos moze sie tobie stac w nocy na ulicy
        a wtedy tragedia gotowa.Zwlaszcza ze jak piszesz, mialas 40 stopni
        goraczki!
        Nie ma co tragizowac ale trzeba przewidywac.
        Pozdrawiam
        • mam_dosc_only Re: Do_ Alabama_ 8_ ! 16.03.08, 16:38
          I jeszcze cos.Swietnie cie rozumiem bo sama mieszkam w nowym
          miescie.Jestem tu zuuupelnie sama a meza nie ma prawie caly tydzien.
    • maadzik3 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 11.03.08, 13:46
      Takich watkow jest mnostwo. A zapewne wiekszosc z nas w wieku 7 lat do szkoly i
      ze szkoly chodzila samodzielnie i z kluczem na szyi. I jakos zyjemy. Co nie jest
      nawolywaniem do beztroski i zostawiania dzieci (zwlaszcza malenkich), ale
      scenariuszy, dzieciecych charakterow itp. jest sporo i po to czlowiek ma rozum
      zeby go uzywal.
    • 4-mexx Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 12.03.08, 05:24
      czesto na forum gazety czytam o podobnych tematach.I nie ma dla mnie zadnych
      argumentow na pozostawienie dziecka (no nie wiem, przynajmniej 10-letniego)
      nawet na minute samego w domu, w dobie informacji na temat wszelakich
      nieszczesc...no nie wyobrazam sobie, nie ma na to ZADNYCH argumentow
    • camel_3d serio? 12.03.08, 11:15
      kurcze..a mnie wysylano w wieku 5 lat po zakupy... (tzn glownie po chlebsmile) i
      maslo). Jezu moja rodzina to byli przestepcysmile
      • ana5695 Re: Camel 12.03.08, 12:00
        A ty wysylasz swojego pieciolatka po zakupy?Tylko nie zapomnij dac
        mu wyliczone pieniadze.smilesmile
        • wieczna-gosia Re: Camel 12.03.08, 20:25
          ja wysylalam 6 latke z 7 latka, co po latach (jedna ma 16 a druga 15) jest mi
          wypominane przez starsza ze mlodsza mogla wszystko szybciej niz ona pierworodna....

          Dla mnie z kolei informacja ze ktos zostawi dopiero 10 latka w domu to jakis
          kosmos, no ale ja 5 letnie dziecko wyslalam na kolonie zuchowa (owszem ze
          starszsza siostra zuchenka i dwiema starszymi siostrami harcerkami na obozie
          obok, ale bez mamusi) i w mojej ocenie na dziecko ktore zaprosza w mieszaniu
          pozar pod nieobecnosc rodzicow trzeba sobie zapracowac, gdyz nie wierze ze
          wszystkie dzieci to szatany w typie mojego syna. I samotne pozostawienie corejk
          owocuje: wyzartymi slodyczami, ogoklnym balaganem, okruszkami w moim lozku,
          zawieszonym komputerem, ale zeby pozarem to nie. Nie wpuszczaja obcych bo wiedza
          ze ja mam klucze, mamy obgadana sprawe panow, ktorzy twoerdza ze sa z policji,
          gazowni, sa przyjaciolmi mamy. I po prostu zamykam drzwi i tyle, oczywiscie
          niezbyt dlugo i z telefonem przy uchu ale przepraszam bardzo samodzielnosci tez
          sie trzeba nauczyc i tego ze mamy nie ma pod reka tez. I wydaje mi sie ze 7
          latek spokojnie jest w stanie strawic info ze matka poszla do sklepu i nie
          zrobic w domu pozaru, ani nie wyleciec przez okno. Rozsadny 6 latek tez, a nawet
          zaryzykuje twierdzenie ze 5 spokojny tez. Moj syn z pewnoscia nie smile ale jego 4
          spostry- spokojnie tak.
          • sir.vimes Re: Camel 14.03.08, 11:31
            I wydaje mi sie ze 7
            latek spokojnie jest w stanie strawic info ze matka poszla do sklepu i nie
            zrobic w domu pozaru, ani nie wyleciec przez okno.

            Podpisuję się.

            "i w mojej ocenie na dziecko ktore zaprosza w mieszaniu
            > pozar pod nieobecnosc rodzicow trzeba sobie zapracowac"

            I pod tym też.

            Ale , szczerze mówiąc , jak czytam o pięciolatkach dojeżdżających do przedszkola
            w dziecinnym wózeczku tudziez 4 latkach, które mają masę czasu by nauczyć się
            wypróżniać do nocnika - to nie dziwię sie , ze później tak hodowany, jak
            zwierzątko, siedmiolatek nie wie, że nie otwiera się okna pod nieobecność rodziców.
            Jak przez pieć lat jest sie za malutkim by chodzić i za malutkim by pojać do
            czego słyży nocnik to rzeczywiście - w wieku lat 10 można być za malutkim na
            samotne 15 minut w domu czy samodzielne przejście przez jezdnię.

            • gaja78 Re: Camel 14.03.08, 18:41
              sir.vimes napisała:

              > Ale , szczerze mówiąc , jak czytam o pięciolatkach dojeżdżających do
              przedszkola w dziecinnym wózeczku tudziez 4 latkach, które mają masę czasu by
              nauczyć się wypróżniać do nocnika (...)

              Akurat teoria, że 4-latek ma jeszcze czas na kontrolowane wypróżnianie się, nie
              wywodzi się z czyichś teorii wychowawczych, ale z nauki zwanej fizjologią.
              • sir.vimes Re: Camel 15.03.08, 10:14
                > Akurat teoria, że 4-latek ma jeszcze czas na kontrolowane wypróżnianie się, nie
                > wywodzi się z czyichś teorii wychowawczych, ale z nauki zwanej fizjologią.
                >

                Chciałabym więc poczytać jakąkolwiek książkę tudzież pracę NAUKOWĄ na ten temat.
                Bo nie chodzi o to, że dziecku może zdarzyć się "przykry wypadek" tylko o
                czterolatka, któremu NIE ZDARZA się robić kupki inaczej niż do pileuchy. Ten
                przypadek byłomawiany na forum niedawno - dziecko kontrolowało zwieracze,
                wiedziało, ze będzie sie wypróżniać - i zakładano mu w tym celu pampersa. Bo nie
                chciał innego rozwiązania (nocnik).
                • gaja78 Re: Camel 15.03.08, 14:13
                  sir.vimes napisała:


                  > Chciałabym więc poczytać jakąkolwiek książkę tudzież pracę NAUKOWĄ na ten temat.
                  > Bo nie chodzi o to, że dziecku może zdarzyć się "przykry wypadek" tylko o
                  > czterolatka, któremu NIE ZDARZA się robić kupki inaczej niż do pileuchy. Ten
                  > przypadek byłomawiany na forum niedawno - dziecko kontrolowało zwieracze,
                  > wiedziało, ze będzie sie wypróżniać - i zakładano mu w tym celu pampersa. Bo ni
                  > e
                  > chciał innego rozwiązania (nocnik).

                  Niestety ja ci takich źródeł nie podam. Opieram swoją wiedzę na tym, co mówi
                  poradnik dzieciowy. A że poradnik dzieciowy ma dobrą opinię również w
                  środowiskach lekarskich, to ja mu ufam jeśli mówi to co napisałam wcześniej.

                  Ad. nie załatwiania się inaczej niż do pieluchy - jeśli chodzi o wypróżnianie
                  się, to jest to proces fizjologiczny niezwykle silnie związany z psychiką. I
                  tutaj nie trzeba daleko szukać przykładów, istnieje znana od dawien dawna
                  przypadłość zwana zaparciami nawykowymi. Może mieć przyczyny fizyczne (ból), a
                  może mieć przyczyny psychologiczne. Jeśli strach przed wizytą w przedszkolnej
                  czy szkolnej ubikacji potrafi skutecznie hamować wypróżnianie się nawet u
                  nastolatka (co jest zjawiskiem znanym w medycynie), to dlaczego w przypadku
                  czterolatka tym czynnikiem blokującym nie miałby być nocnik ?
                  • srebrnarybka Re: Camel 15.03.08, 14:34
                    Więc dlatego trzeba umiejętnie odpieluchowywać. Sądzę, że 4latek,
                    który załatwia się do pieluchy, ma znacznie większe szanse na lęki
                    związane z wypróżnianiem, niż mniejsze dziecko, bo znacznie bardziej
                    świadomie będzie przeżywał to przestawienie się i znacznie bardziej
                    przeżywa fakt, że jest jeszcze taki dziecinny, niż roczniak, który o
                    tym nie myśli.
                    Co do stresswania, karania i klapsów - znane mi dzieci wcześnie
                    przyzwyczajane do nocnika nie bywały karane za niezrobienie kupy czy
                    kupę w majtki, natomiast były nagradzane za kupę taką, jak trzeba.
                    To zdaje się nawet bezstressowe wychowanie dopuszcza.
                    • mama303 Re: Camel 16.03.08, 08:41
                      srebrnarybka napisała:

                      > Więc dlatego trzeba umiejętnie odpieluchowywać.

                      Pięknie sie pisze, ale czasem trudno wprowadzić w praktyce. Moja
                      córka akurat była w tym względzie dość pojętna bo opanowała tę
                      sztukę własciwie w jeden dzień smile bez moich specjalnych zabiegów
                      ale moja siostra miała z synkiem straszne problemy i bardzo długo
                      uczył sie tej sztuki a takie opinie jak Twoja dodatkowo stresowały
                      matke i oczywiscie dziecko. Teraz mały ma 6 lat i wpadki sie nie
                      zdarzają. Trwało długo ale sie udało smile

                      Aha za kupe nie powinno sie ani nagradzać ani karać bo to powoduje
                      niepotrzebne emocje niesprzyjajace opanowaniu tej sztuki.
              • srebrnarybka Re: Camel 15.03.08, 10:56
                Cóż, w strasznych czasach czarnej pedagogiki w latach 60tych, kiedy
                byłam małym dzieckiem, normą było odpieluchowywanie dziecka ok. 1
                roku, kiedy już mogło usiąść na nocniku i wszytkie dzieci były
                zdolne się tego nauczyć. Rozumiem, że powinnam wytoczyć mojej matce
                sprawę sądową o to, jak strasznie mnie skrzywdziła tym, że
                załatwiałam się na nocnik mając ok. roku i zażądać odszkodowania za
                straty morlane i fizyczne wywołane tym dramatem. Rozumiem, że tak
                drastyczne postępowanie głęboko wypaczyło moją osobowość i dlatego
                jestem taka niereformowalna.
                • gaja78 Re: Camel 15.03.08, 10:59
                  srebrnarybka napisała:

                  > Cóż, w strasznych czasach czarnej pedagogiki w latach 60tych, kiedy
                  > byłam małym dzieckiem, normą było odpieluchowywanie dziecka ok. 1
                  > roku, kiedy już mogło usiąść na nocniku i wszytkie dzieci były
                  > zdolne się tego nauczyć. Rozumiem, że powinnam wytoczyć mojej matce
                  > sprawę sądową o to, jak strasznie mnie skrzywdziła tym, że
                  > załatwiałam się na nocnik mając ok. roku i zażądać odszkodowania za
                  > straty morlane i fizyczne wywołane tym dramatem. Rozumiem, że tak
                  > drastyczne postępowanie głęboko wypaczyło moją osobowość i dlatego
                  > jestem taka niereformowalna.

                  A kto tu mówi o krzywdzeniu ? Ja na pewno nie. Wiem że kiedyś norma była do
                  roku. A pieluchy były tetrowe i trzeba było je prać tongue_out
                  • srebrnarybka Re: Camel 15.03.08, 11:13
                    Myślę po prostu, że im szybciej nauczy się dziecko jakiejś
                    sprawności, która pomaga w życiu, tym bardziej żyje ono pełnią
                    życia. Więc po prostu myślę, że dzieciom, które od 1 roku zycia
                    załatwiały się na nocnik, było w życiu łatwiej, bo
                    1. nie śmieli się z nich koledzy,
                    2. łatwiej uczyły się zasad higieny.
                    3. myślę, że zdrowiej załatwić się na nocnik i mieć od razy podtartą
                    pupę, niż biegać w zafjdanym pampersie. Oczywiście niby opiekunowie
                    powinni go zaraz zmienić, ale łatwiej mogą nie zauważyć, że dziecko
                    zrobiło kupę, niż wtedy, gdy się je sadza na nocniku.
                    4. łatwiej też zorganizaować jakąś wycieczkę, wyjazd, wczasy, wysłać
                    dziecko do cioci czy babci (to nie musi być zsyłka czy "podrzucnie",
                    może być też atrakcja).
                    5. dziecko 3-4 letnie, któremu trzeba zmieniać pampersy, a które
                    przecież wie, że dorośli i starsze dzieci załatwiają się inaczej,
                    może czuć się tym faktem upokorzone, może mu to zaniżać samoocenę,
                    że oto ono jest jeszcze takie malutkie i głupiutkie, bliższe
                    niemowlakowi niż np. 7 latkowi.

                    Co do pieluch tetrowych i prania:
                    rozumiem, że sugerujesz, że kiedyś wcześniej odpieluchowywano dzieci
                    przede wszystkim dla wygody matek, bo podtarcie pupy jest mniejszym
                    wysiłkiem niż podtarcie i umycie pupy oraz wypranie pieluchy
                    tetrowej. Może masz trochę racji, ale nie widzę nic złego w tym, że
                    i matki dążą do tego, by sobie uprościć czynności opiekuńcze wobec
                    dzieci, jeśli nie dzieje się to kosztem dzieci.
                    Natomiast w epoce pampersów można postawić inną teorię: może dzieci
                    odpieluchowuj się późno dlatego, że prościej wymienić pampersa, niż
                    podcierać pupę? Więc robi się tak, żeby ta ostatnia potrzeba
                    wystąpiła jak najpóźniej? I może to jest dopiero wygodnictwo kosztem
                    dzieci.
                    A generalnie mój wpis dotyczył czego innego: skoro dzieci ok. 1 roku
                    są zdolne nauczyć się załątwiania na nocnik, to dlaczego ich tego
                    nie uczyć? Nie rozumiem.
                    • gaja78 Re: Camel 15.03.08, 11:15
                      srebrnarybka napisała:

                      > Myślę po prostu, że im szybciej nauczy się dziecko jakiejś
                      > sprawności (...)

                      Może pełne prawo mieć swoje zdanie na ten temat. Twoje zdanie, twoje dziecko,
                      twoja sprawa. Pozwolisz że reszta świata będzie się opierała na zdaniu ekspertów
                      ? Lekarzy, psychologów, etc.
                      • srebrnarybka Re: Camel 15.03.08, 11:17
                        to roczne dziecko jest w stanie nauczyć się wypróżniania czy nie? Bo
                        sama przyznałaś, że była kiedyś norma do roku i dzieci były w stanie
                        się tego nauczyć, a teraz lekarze i psycholodzy twierdzą, że może to
                        trwać dłużej niż 4 lata. To co - nastąpiła ewolucja człowieka i
                        fizjologia dzisiejszych dzieci jest inna niż 40 lat temu?
                        • gaja78 Re: Camel 15.03.08, 11:21
                          srebrnarybka napisała:

                          > to roczne dziecko jest w stanie nauczyć się wypróżniania czy nie?

                          Można je w tym kierunku wytresować. Metodą nagród i kar. Ale niewiele będzie to
                          miało wspólnego z fizjologią.
                          • gaja78 Ps. Poza tym 15.03.08, 11:24
                            Bardzo wiele już było dyskusji, w których zwolennicy teorii "roczne dizecko może
                            się samo załatwiać do nocniku" przyznawali, że towarzyszyły temu wpadki typu
                            zasikane majtki czy kupa w majtkach. I że dzieciom przechodziło to np. w wieku 2
                            lat. Znaczy się mało efektywne to załatwianie się do nocnika było w okolicach
                            roku. Efekt tresowania przy braku odpowiednio rozwiniętej fizjologii. I tyle.
                            • srebrnarybka Re: Ps. Poza tym 15.03.08, 11:30
                              A dzieciom odpieluchowywanym później wpadki się nie zdarzają?
                              Przecież forum pełne takich problmeów, mimo, że dzieci są później
                              odpieluchowywane.
                              • gaja78 Re: Ps. Poza tym 15.03.08, 13:52
                                srebrnarybka napisała:

                                > A dzieciom odpieluchowywanym później wpadki się nie zdarzają?
                                > Przecież forum pełne takich problmeów, mimo, że dzieci są później
                                > odpieluchowywane.

                                Wpadki zdarzają się wszystkim dzieciom. Czy były wcześnie czy późno
                                odpieluchowane. Każde dziecko będzie miewało wpadki do momentu osiągnięcia
                                pewnego stopnia dojrzałości przez ich fizjologię.
                                • srebrnarybka Re: Ps. Poza tym 15.03.08, 14:23
                                  Ja też tak uważam. Ale w takim razie co stoi na przeszkodzie, by
                                  odpieluchowywać dzieci, jak tylko mogą usiąść na nocniku, a w każdym
                                  razie wcześniej, niż w wieku 4 lat?
                                  • gaja78 Re: Ps. Poza tym 16.03.08, 01:56
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Ja też tak uważam. Ale w takim razie co stoi na przeszkodzie, by
                                    > odpieluchowywać dzieci, jak tylko mogą usiąść na nocniku, a w każdym
                                    > razie wcześniej, niż w wieku 4 lat?

                                    Nic. I takich dzieci jest wiele. Takich odpieluchowanych dosć wcześnie. Kto
                                    powiedział że ich nie ma ?

                                    Ale nie ze wszystkimi się tak da. I tyle.
                          • srebrnarybka Re: Camel 15.03.08, 11:27
                            Znaczy powinnam jednak wytoczyć matce sprawę sądową o to, że mnie
                            wytresowała wykrzywiając w ten sposób moją osobowść?
                            • gaja78 Re: Camel 15.03.08, 13:57
                              srebrnarybka napisała:

                              > Znaczy powinnam jednak wytoczyć matce sprawę sądową o to, że mnie
                              > wytresowała wykrzywiając w ten sposób moją osobowść?

                              Oceniaj to jak chcesz.
                              Ja swojej nie mam zamiaru wytaczać procesu za taką a nie inną naukę robienia na
                              nocnik. Chociaż brały w tym udział również klapsy, gdy zdarzyła mi się wpadka.
                              Trudno, było minęło, ja tak robić nie zamierzam.

                              Dziś moja matka przyznaje, że wiele się już pod koniec tych lat 70-tych mówiło o
                              tym, że nie wolno niczego przyspieszać w temacie naturalnej fizjologii u dzieci.
                              Ale ona słuchała swojej babci, która to z kolei opierała się na wiedzy ze swoich
                              czasów. A wiedza ta, którą moja matka posiada w formie poradnika z lat 60-tych,
                              uwzględniała właśnie tresurę w temacie nauki nocnikowania za pomocą klapsów uncertain
                              • gaja78 *błąd 15.03.08, 13:59
                                gaja78 napisała:

                                > Ale ona słuchała swojej babci,

                                powinno być: swojej matki (a mojej babci).
                                • srebrnarybka Re: *błąd 15.03.08, 14:28
                                  Nie dostawałam sobie żadnych klapsów związanych z nocnikiem. Klapsy
                                  dostawałąm, i owszem, za ŚWIADOME nieposłuszeństwo, a o tym nie
                                  można mówić przy wpadce nocnikowej u małego dziecka, więc nie miało
                                  to nic wspólnego z nocnikiem.
                                  Nie widzę w tym nic nagannego, że mama radziła się babci, a nie
                                  współczesnych sobie poradników. Efekt wychowania siebie przez babcię
                                  mogła ocenić i widocznie uznała, że jest zasowalający, jakie będą
                                  efekty wychowania nowatorskich podręczników - okaże się w
                                  przyszłości.
                            • mama303 Re: Camel 16.03.08, 08:49
                              srebrnarybka napisała:

                              > Znaczy powinnam jednak wytoczyć matce sprawę sądową o to, że mnie
                              > wytresowała wykrzywiając w ten sposób moją osobowść?


                              Przeciez niewiele pamietasz z tego okresu, może bardzo wiele Cie to
                              kosztowało i niepotrzebnie.
                              • srebrnarybka Re: Camel 16.03.08, 23:34
                                To, że od chwili urodzenia aż do dzisiaj, czyli nieco mniej, niż pół
                                wieku, stale się rozwijam, cały czas kosztuje mnie spory wysiłek.
                                Taki jest los człowieka i to jest piękne. Nie da się stać
                                człowiekiem bez kosztów. Kosztowała mnie nauka wstawania,chodzenia,
                                mówienia, skakania, jedzenia łyżką i widelcem, ubierania się,
                                wiązania butów, rycowania, malowania, mycia, pisania czytania,
                                liczenia, nauka szkolna, nauka pływania, nauka języków obcych,
                                chodzenia po górach (z miernymi wynikami), prasowania, gotowania,
                                przyszywania guzików, robienia na drutach, cerowania, studia wyższe
                                i praca naukowa. I wiem, że ten wysiłek w każdym z wymienionych
                                wypadków warto bylo podejmować, bo sprawności, które dzięki temu
                                nabylam, wzbogacają moje człowieczeństwo. Nie rozumiem, dlaczego
                                więc czymś strasznym miałby być wysiłek włożony w to, by załatwiać
                                się na nocnik, dzięki czemu miałam znacznie ułatwione życie jako
                                kilkuletnie dziecko (możliwość podróży, odwiedzania znajomych, zabaw
                                na podwórku, biegania po plaży etc. etc.). Nie rozumiem więc,
                                dlaczego nauka ta miała być "niepotrzebna", gdy pożytki z niej są
                                oczywiste?
                                • ciociacesia no tak ale przeciez ty uwazasz 21.03.08, 15:05
                                  ze to nienormalne ze dorosły człowiek lubi spedzac czas ze swoja
                                  matka smile
                                  • srebrnarybka Re: no tak ale przeciez ty uwazasz 21.03.08, 15:16
                                    Co ma do rzeczy moja matka? Przecież nie ona uczyła mnie pracy
                                    naukowej. Piszę o tym, że człowiek całe życie rozwija się i uczy
                                    różnych rzeczy, które wzbogacają jego człowieczeństwo, ale dzieje
                                    się to kosztem wysiłku. A nauczyciele się zmieniają, raz jest to
                                    matka (wysadzanie na nocnik), a w innym zakresie promotor pracy
                                    doktorskiej.
                      • babcia47 Re: Camel 15.03.08, 14:50
                        wypowiadałam się na ten temat juz nie raz..owszem moze psychologowie
                        się wypowiadaja ale jakoś dziwnie zbiegło sie to z wprowadzeniem na
                        rynek pieluch jednorazowych..wsześniej przez całe pokolenia dziwnym
                        trafem nabywały tej umiejetnosci do roku czasu (z mozliwymi
                        wpadkami, ale te zdarzaja się równiez dorosłym!! np. w nocy i to
                        niekoniecznie ze schorzeniami)Od jakis 20 lat okazało sie, że dzieci
                        dziwnie conęły sie w rozwoju jeżeli chodzi o wiek opanowania
                        zwierachy..Moje dzieci ok. roku świadomie wołały o nocnik: "mama
                        eee" lub "mama sii" a nauka czystosci nie miała nic wspólnego z
                        tresura..bo tym określeniem mozna tez w takim razie opisać nauke
                        samodzielnego jedzenia(łyzka w łapke", mówienia czy czego
                        kolwiek..bo zawsze mozna ustalić, ze dziecko jest w tym wieku tak
                        głupiutkie, że niczego nie jest w stanie sie nauczyć i wykonywac to
                        świadomie!!..jak chce sie psa uderzyc kij sie zawsze znajdzie..a to,
                        że czyjeś dziecko ma jakieś schorzenie, które mu nie pozwala na
                        opanowanie tego w wieku rok-półtora, lub jeżeli czyjaś mama
                        niekonieczne madre metody stosowała przy nauce..to nie znaczy, że to
                        nie działa!! ponoć wyjatki potwierdzaja regułę..
                        • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 15:10
                          www.edziecko.pl/male_dziecko/1,79338,1323743.html
                          • babcia47 Re: Camel 15.03.08, 15:19
                            a ja Ci moge wrzucić stadko innych linków gdzie sie mówi o tym, że
                            wczesniejsza nauka nie zaszkodzi i do tego wypowiedzi matek 1 czy
                            1,5 roczniaków, które aktualnie wychowyją dzieci, maluchy świadomie
                            prosza o nocnik i odbyło się to bez "tresury"..papier wytrzyma
                            wszystko a kazdy szuka potwierdzenie własnych tez..za mną przemawia
                            doświadczenie i fakt, że moi synowie jakos nigdy nie traktowali
                            spraw "nocnikowych" jako traumy tylko jak czynnośc związana z
                            zachowaniem czystości..podobnie jak mycie zębów, rączek po
                            skorzystaniu z nocnika czy przed jedzenim, kapiel..itd..mam
                            wrazenie, że to obecne mamy nagłaśniaja ten temat i robia z
                            niego "problem", żeby siebie usprawiedliwić..choć to niepotrzebne to
                            sprawa matki kiedy zacznie dziecko tego uczyc..ale dorabianie do
                            tego teorii to juz naduzycie!! bo dziecko jest w stanie opanować tą
                            czynność świadomie do roku zycia!! (oczywiscie poza przypadkami
                            chorobowymi)
                            • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 15:23
                              Czekam na linki smile
                              • babcia47 Re: Camel 15.03.08, 15:35
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=76789557&v=2&s=0
                                • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 15:38
                                  babciu linki do artykułów proszę a nie na fora smile)) Bo może od razu zalinkuj
                                  swoje wypowiedzi smile)
                                  • babcia47 Re: Camel 15.03.08, 17:03
                                    wrzuciłam, ale nie przeszły..czyżby kwestia konkurencji między
                                    portalami?
                                    • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 17:07
                                      > wrzuciłam, ale nie przeszły..czyżby kwestia konkurencji między
                                      > portalami?

                                      A przez co miały przejść? Napisz na mój priv jak chcesz smile
                                      • babcia47 Re: Camel 15.03.08, 17:25
                                        dziecko.interia.pl/pierwsze-lata/pora-na-nocnik/news/koniec-z-pielucha,584474,3989
                                        • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 18:25
                                          babciu, w tym linku jest tylko stwierdzenie że dzieci uczą sie sztuki
                                          załatwiania potrzeb różnym trybem. Owszem wspomniany jest ów magiczny roczek ale
                                          to mi nic nie daje. Naprawdę nie znalazłam żadnego artykułu potwierdzającego
                                          tezę że mając rok dziecko samodzielnie korzysta z nocnika, a co więcej, jest do
                                          tego gotowe.

                                          "Większość dzieci zaczyna korzystać z sukcesami z nocnika mniej więcej w drugim
                                          roku życia. Wiek 18 miesięcy jest przyjęty jako uśredniony, a nie ostateczny.
                                          Niektórzy rodzice chcą sadzać dziecko na nocnik ledwo ono nauczy się w ogóle
                                          siadać. To duży błąd! To, że Twoja pociecha usiądzie na komendę na nocniku i
                                          nawet zrobi siku, nie jest to oznaka, bynajmniej, że jest ona już gotowa aby
                                          pożegnać się z pieluchą – bo nie jest gotowa na to ani fizycznie ani
                                          neurologicznie i psychicznie "

                                          www.babyboom.pl/dzieci_1_2/wychowanie/czas_na_nocnik.html
                                          • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 18:29
                                            Powiedzieć o dziecku że samodzielnie korzysta z nocnika można powiedzieć wtedy
                                            jeśli maluch: samodzielnie sygnalizuje potrzeby fizjologiczne, potrafi wstrzymać
                                            je na chwile, siada na nocnik wcześniej zdejmując samodzielnie majtki. I to nie
                                            jest mój wymysł.
                                            • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 18:30
                                              Powiedzieć napisało mi się dwa razy sad(
                                            • gaja78 Re: Camel 16.03.08, 02:03
                                              kropkacom napisała:

                                              > Powiedzieć o dziecku że samodzielnie korzysta z nocnika można powiedzieć wtedy
                                              > jeśli maluch: samodzielnie sygnalizuje potrzeby fizjologiczne, potrafi wstrzyma
                                              > ć
                                              > je na chwile, siada na nocnik wcześniej zdejmując samodzielnie majtki. I to nie
                                              > jest mój wymysł.

                                              No dokładnie.
                                              Ale widzisz, dla Babci najwyraźniej nauka o fizjologii człowieka ogranicza się
                                              do obserwacji jej własnych dzieci. Ja wierzę że jej dzieci szybko samodzielnie
                                              się załatwiały na nocniku, ale to nie znaczy, że wyznaczają średnią statystyczną.
                                              • mama303 Re: Camel 16.03.08, 09:01
                                                gaja78 napisała:

                                                > No dokładnie.
                                                > Ale widzisz, dla Babci najwyraźniej nauka o fizjologii człowieka
                                                ogranicza się
                                                > do obserwacji jej własnych dzieci.

                                                No a poza tym Babcia jest przywiązana do starych teorii i nie bardzo
                                                może to zmienić.
                                                • kropkacom Re: Camel 16.03.08, 09:16
                                                  > No a poza tym Babcia jest przywiązana do starych teorii i nie bardzo
                                                  > może to zmienić.

                                                  A jakie są stare teorie? Nie widzę żadnych poza: pozbądź się szybko pieluchy
                                                  tetrowej. Tetra to nie pampers. Szybko przecieka, ciężko ją umieścić w majtkach
                                                  czy ceratce, trzeba prać i suszyć. Nie widzę tu myślenia o dziecku. Kto tam by
                                                  czekał na jakąś dojrzałość. I babcia może sobie pisać że jej dzieci zrzucały
                                                  tetrę bez stresu i na własne życzenie. Ja znam ciągle nasiadówki na nocniku i
                                                  stres popuszczania.
                                                  • mama303 Re: Camel 16.03.08, 09:18
                                                    kropkacom napisała:

                                                    >
                                                    > A jakie są stare teorie?

                                                    Stare teorie mówią że roczne dziecko nalezy na siłę uczyc robienia
                                                    do nocnika. Oczywiscie bardziej dla wygody matki, nie dziecka.
                                                  • kropkacom Re: Camel 16.03.08, 09:28
                                                    Można dziecko od raczku przecież przyzwyczajać do nocnika. Pokazywać i
                                                    opowiadać. Około półtora roku zdejmować pieluchę na jakiś czas. Ale wymagać od
                                                    rocznego dziecka żeby panowało nad czymś do czego nie jest gotowe to przesada.
                                                    Dziecko w tym wieku ma przede wszystkim doskonalić chodzenie a nie przesiadywać
                                                    na nocniku.
                                                  • mama303 Re: Camel 16.03.08, 09:38
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > Ale wymagać od
                                                    > rocznego dziecka żeby panowało nad czymś do czego nie jest gotowe
                                                    to przesada.
                                                    > Dziecko w tym wieku ma przede wszystkim doskonalić chodzenie a nie
                                                    przesiadywać
                                                    > na nocniku.
                                                    Jesli chodzi o mnie to całkowicie sie z Tobą zgadzam
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 16.03.08, 23:45
                                                    czyli roczne dziecko ma nie jeść i nie spać, bo tego się nie robi
                                                    codząc? Większość ludzkości nauczyła się chodzić, mimo, że była
                                                    uczona załatwiania się na nocnik około roku.
                                                  • gaja78 Re: Camel 16.03.08, 12:31
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > A jakie są stare teorie? Nie widzę żadnych poza: pozbądź się szybko pieluchy
                                                    > tetrowej. Tetra to nie pampers. Szybko przecieka, ciężko ją umieścić w majtkach
                                                    > czy ceratce, trzeba prać i suszyć. Nie widzę tu myślenia o dziecku. Kto tam by
                                                    > czekał na jakąś dojrzałość. I babcia może sobie pisać że jej dzieci zrzucały
                                                    > tetrę bez stresu i na własne życzenie. Ja znam ciągle nasiadówki na nocniku i
                                                    > stres popuszczania.

                                                    I są to teorie matek. Medycyna w czasie, gdy babcia odpieluchowywała swoje
                                                    dzieci, krzyczała już, że dzieci nie wolno namawiać do nocnika, jeśli nie są na
                                                    to gotowe fizjologicznie. Info od mojej matki, która niedawno się przyznała, że
                                                    tej medycyny z premedytacją nie słuchała (głównie za sprawą babci i niechęci do
                                                    pieluch tetrowych) ;P
                                                  • mama303 Re: Camel 16.03.08, 14:30
                                                    gaja78 napisała:


                                                    > I są to teorie matek. Medycyna w czasie, gdy babcia
                                                    odpieluchowywała swoje
                                                    > dzieci, krzyczała już, że dzieci nie wolno namawiać do nocnika,
                                                    jeśli nie są na
                                                    > to gotowe fizjologicznie.

                                                    Moja mama uległa tej teorii a teraz przyznaje w dyskusjach ze mną że
                                                    to głupie było i tyle.
                                                    Moja mama długoletni pedagog przedszkolny uważa w ogóle że czasy sie
                                                    zmieniły na korzyśc dzieci - mamy teraz bardziej wsłuchują sie w
                                                    dzieci i uważa to za postęp.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 16.03.08, 23:43
                                                    A jakie są stare teorie? Nie widzę żadnych poza: pozbądź się szybko
                                                    pieluchy
                                                    > tetrowej. Tetra to nie pampers. Szybko przecieka, ciężko ją
                                                    umieścić w majtkach
                                                    > czy ceratce, trzeba prać i suszyć. Nie widzę tu myślenia o
                                                    dziecku. Kto tam by
                                                    > czekał na jakąś dojrzałość. I babcia może sobie pisać że jej
                                                    dzieci zrzucały
                                                    > tetrę bez stresu i na własne życzenie. Ja znam ciągle nasiadówki
                                                    na nocniku i
                                                    > stres popuszczania.

                                                    Dlaczego nie widzisz myślenia o dziecku? To dla dziecka było lepiej
                                                    chodzić w mokrych, przeciekającyhc pieluchach czy nauczyć się
                                                    załatwiać na nocnik?
                                                    Same piszecie, że "stres popuszczania" zdarza się i starszym
                                                    dzieciom. W ogóle co za problem - każdy, jak się czegoś uczy, to
                                                    jeszcze nie umie i ma prawo mu się nie udać i taki stress czeka przy
                                                    wszystkim - przy nauce chodzenia i nauce chińskiego. W czym problem?
                                                    Nasiadówki na nocniku - cóż, siedzenia na nocniku bywało i rodzajem
                                                    przyjemności, a matka, która "wsłuchuje się w dziecko", wie, kiedy
                                                    ma ono zwykłą porę wypróżniania, więc należy regularnie przed tą
                                                    porą sadzać dziecko na nocnik. Sprzyjają temu też regularne posiłki.
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 00:10
                                                    srebrnarybka, uczyć się można wtedy kiedy na to jest się gotowym. Poczytaj jakie
                                                    etapy rozwoju dziecko przechodzi. Do roczku powinno raczkować a potem chodzić a
                                                    nie siedzieć na nocniku. Układ moczowy musi dojrzeć do świadomej nauki
                                                    korzystania z nocnika. Dziecko musi umieć choć na chwile wstrzymać mocz. To że
                                                    matka wpatruje się w malucha i biega za nim z nocnikiem nie jest równoznaczne z
                                                    umiejętnością korzystania z niego.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 00:24
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > srebrnarybka, uczyć się można wtedy kiedy na to jest się gotowym.
                                                    Poczytaj jaki
                                                    > e
                                                    > etapy rozwoju dziecko przechodzi. Do roczku powinno raczkować a
                                                    potem chodzić a
                                                    > nie siedzieć na nocniku. Układ moczowy musi dojrzeć do świadomej
                                                    nauki
                                                    > korzystania z nocnika. Dziecko musi umieć choć na chwile wstrzymać
                                                    mocz. To że
                                                    > matka wpatruje się w malucha i biega za nim z nocnikiem nie jest
                                                    równoznaczne z
                                                    > umiejętnością korzystania z niego.

                                                    - to jakim cudem ja i wszyscy moi rówieśnicy nauczyli się załatwiać
                                                    do nocnika ok. roku>
                                                    - nikt nie twierdzi, że roczne dzecko ma 24 godziny siedzieć na
                                                    nocniku. Powinno być sadzane przed najczęstszą porą wypróżnień, rano
                                                    po przebudzeniu, i w porach, kiedy mozna spodziewać się załątwiania
                                                    potrzeb fizjologicznych.
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 00:27
                                                    Podaj mi jeden powód czemu wbrew temu co wiem o rozwoju dziecka mam niespełna
                                                    rocznego dzieciaka odpieluchowywać. Jeden powód.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 00:33
                                                    Dlatego, że nabycie jakiejś sprawności jest zawsze korzystne dla
                                                    człowieka (a dziecko chyba jest człowiekiem?).
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 08:15
                                                    Tę sprawność i tak każde dziecko nabędzie. Ja pytam co korzystnego jest w
                                                    nabyciu jej w momencie kiedy zgodnie z rozwojem dziecko jest jeszcze na to nie
                                                    gotowe. Czemu mamy się wbrew naturze tak spieszyć z zrzuceniem pieluchy? Jakiś
                                                    sensowny argument proszę.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 08:46
                                                    Tę sprawność i tak każde dziecko nabędzie. Ja pytam co korzystnego
                                                    jest w
                                                    > nabyciu jej w momencie kiedy zgodnie z rozwojem dziecko jest
                                                    jeszcze na to nie
                                                    > gotowe. Czemu mamy się wbrew naturze tak spieszyć z zrzuceniem
                                                    pieluchy? Jakiś
                                                    > sensowny argument proszę.

                                                    - co to znaczy: niegotowe, skoro od wieków dzieci uczyły się w tym
                                                    wieku i większości się udawało? Czy nie przyszło Ci do głowy, że
                                                    teorie bywają błędne?
                                                    - co jest korzystnego dla dziecka: pisałam już parę razy, ale
                                                    powtórzę:
                                                    1. skłąda się na cały proces przyspieszania usamodzielniania się
                                                    dziecka, a to chyba jest celem wychowania.
                                                    2. Wydaje mi się znacznie mniej stresujące opanowanie tej
                                                    umiejętności w czasie, kiedy dziecko jest malutkie, i nie będzie
                                                    wiele pamiętało z całego procesu uczenia go nocnikowania ni robienie
                                                    teatru z 3 czy 4 latkiem, który doskonale już będzie pamiętał, że
                                                    cała rodzina go uczy.
                                                    3. wysżza samoocena dziecka, powiedzmy, 2letniego, kóre wie, że
                                                    załatwia się podobnie jak rodzice, a nie zupełnie inaczej, bo jest
                                                    malutkie.
                                                    4. Większa łatwość podróżowania z dzieckiem, które w razie czego
                                                    można wysadzić na kibelku trzymając, by nie wpadło, niż bawić się w
                                                    przewijanie. Wbrew pozorom są z tego pożytki nie tylko dla rodziców,
                                                    ale i dla dziecka, bo wskutek tego rodzina ma większą swobodę
                                                    zaprojektownai np. wakacji, a to jest korzystne dla dziecka.
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 09:06
                                                    Słuchaj, załóżmy że jesteś dzieckiem i Twoje ciało nie może jeszcze panować nad
                                                    układem moczowym i masz się teraz uczyć korzystania z nocnika. A teraz wystarczy
                                                    trochę poczekać i możesz już powstrzymać na chwile siusianie i czy nie miej
                                                    stresująca jest nauka wtedy gdy Twoje ciało ci w tym pomaga a nie przeszkadza?
                                                    Nauka kiedy dziecko ma roczek wygląda tak że to mama uczy sie zauważać kiedy jej
                                                    dziecko chce siusiu. Dziecko ani nie zawoła, ani samo nie siądzie na nocnik, nie
                                                    zdejmie majtek itd.

                                                    Odnośnie samooceny. Dzieci cieszą się jak uda im się zrobić coś samodzielnie a
                                                    nie bo mama zauważyła że już. Córka po kilku niedanych próbach siadła jednego
                                                    dnia na nocnik zrobiła co trzeba i tak zostało. Nie biegałam za nią z nocnikiem.
                                                    Cieszyła się bardzo.

                                                    Myślę że dziecko ma gdzieś czy Ty masz komfort podróżowania ze względu na brak
                                                    pieluch.
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 09:25
                                                    "W psychologii określa się edukacje nocniczkowa mianem "trening czystości". Jest
                                                    to okres nauki korzystania z nocniczka, potem toalety, umiejętności trzymania
                                                    moczu. Dziecko w tym okresie nabywa umiejętności, które dodają mu pewność siebie
                                                    i poczucie kontroli własnego ciała.

                                                    Wiele lat temu - gdy my drogie mamy byłyśmy dziećmi, pediatrzy zalecali, aby
                                                    taki trening rozpocząć jak najwcześniej, nawet w okresie niemowlęcym. Mamy miały
                                                    swoje sukcesy, ale to były ich sukcesy a nie sukcesy ich dzieci. Tetrowe
                                                    pieluszki motywowały do tego, by jak najszybciej malec nauczył się korzystać z
                                                    nocnika. Skutek był taki, że roczne dziecko umiało zrobić na nocniczek siusiu a
                                                    nawet kupkę, był to jednak wynik dobrze "wytrenowanej" mamy, a nie umiejętności
                                                    dziecka.

                                                    W dzisiejszych czasach - pomimo krytyki ze strony starszego pokolenia - nie uczy
                                                    się dziecka siadania na nocniku przed upływem 2 -2,5 roku. Jest to umiejętność
                                                    wynikająca z dojrzałości układu nerwowego, a nie z wytrwałości czy konsekwencji
                                                    mamy i taty w sadzaniu na nocnik. Dziecko powinno być gotowe fizycznie i
                                                    psychicznie, powinno dojrzeć do nocnika."
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 09:29
                                                    > Słuchaj, załóżmy że jesteś dzieckiem i Twoje ciało nie może
                                                    jeszcze panować nad
                                                    > układem moczowym i masz się teraz uczyć korzystania z nocnika. A
                                                    teraz wystarcz
                                                    > y
                                                    > trochę poczekać i możesz już powstrzymać na chwile siusianie i czy
                                                    nie miej
                                                    > stresująca jest nauka wtedy gdy Twoje ciało ci w tym pomaga a nie
                                                    przeszkadza?

                                                    - Nie muszę zakładać, że jestem dieckiem, bo kiedyś nim bylam i
                                                    kiedyś, ok. roczku nauczono, mnie załątwiania się na nocnik. I jakoś
                                                    się tego nauczylam bez stresów.

                                                    > Nauka kiedy dziecko ma roczek wygląda tak że to mama uczy sie
                                                    zauważać kiedy je
                                                    > j
                                                    > dziecko chce siusiu.

                                                    - roczne dziecko mama uczy wszystkiego, więc niby dlaczego nauka
                                                    siusiania ma być akurat jakimś upokorzeniem?

                                                    Dziecko ani nie zawoła, ani samo nie siądzie na nocnik, ni
                                                    > e
                                                    > zdejmie majtek itd.

                                                    Jak jest nauczone, to zawoła, po zdjęciu majtek sam roczniak
                                                    siądzie, bo przecież w ogóle siada, a i zdejmowania majtek się
                                                    powoli uczy. Przecież takie "wysadziny" odbywają się pod kontrolę
                                                    opiekuna.

                                                    >
                                                    > Odnośnie samooceny. Dzieci cieszą się jak uda im się zrobić coś
                                                    samodzielnie a
                                                    > nie bo mama zauważyła że już. Córka po kilku niedanych próbach
                                                    siadła jednego
                                                    > dnia na nocnik zrobiła co trzeba i tak zostało. Nie biegałam za
                                                    nią z nocnikiem
                                                    > .
                                                    > Cieszyła się bardzo.

                                                    - Co słyszę: niedane próby? Przecież wg Twojej teorii nie powinno
                                                    być żadnych nieudanych prób. Może się cieszyła, ale sądzę, że te
                                                    nieuadane próby dla diecka starszego, bardziej świadomego, co się
                                                    wokół niego dziecje, byly bardziej stresujące, niż dla roczniaka. A
                                                    poza tym moim zdaniem świadomość dizecka 2 czy 3 letniego, które
                                                    wie, że rodzice i starsze dzieci nie korzystają z pieluch, a ono
                                                    jeszcze tak, musi być bardzo dołująca, bo pokazuje mu dobitnie,
                                                    jakie jest jeszcze malutkie, głupiutkie i jak jeszcze mało umie. Ale
                                                    zdaje się, że w dzisiejszym bezstresowym wychowaniu o to właśnie
                                                    chodzi, żeby możliwie opóźniać rozwój dziecka, by mamy miały taką
                                                    śmiezną lalkę do zabawy.

                                                    Myślę że dziecko ma gdzieś czy Ty masz komfort podróżowania ze
                                                    względu na brak
                                                    > pieluch.

                                                    - dziecko ma gdzieś, tylko ja, nie mając odpowiedniego komfortu,
                                                    pewnych podróży po prostu nie podejmę. I w ten sposób rodzina, także
                                                    dziecko, zostaje pozbawione czegoś, co mogło być dla niego i reszty
                                                    rodziny fajne czy pożyteczne. To, że dziecko nie wie, że nie
                                                    zdecydowaliśmy się na jakąś wycieczkę ze względu na pieluchy, nie
                                                    znaczy, że nie poniosło straty, skoro wycieczka mogła być
                                                    przyjemnością i dla dziecka. Nie mówiąc o tym, że i dla dziecka jest
                                                    dobre, jeżeli rodzina zrobiła sobie coś fajnego.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 09:40
                                                    > Nauka kiedy dziecko ma roczek wygląda tak że to mama uczy sie
                                                    > zauważać kiedy je
                                                    > > j
                                                    > > dziecko chce siusiu.
                                                    >
                                                    > - roczne dziecko mama uczy wszystkiego, więc niby dlaczego nauka
                                                    > siusiania ma być akurat jakimś upokorzeniem?

                                                    - nie doczytałam dobrze, zrozumiałam, że chodzi o to, że mama uczy
                                                    dziecko. Natomiast co do tego, że uczy się sama, kiedy jej dziecko
                                                    chce: nie widzę w tym nic nagannego, wręcz przeciwnie, pożytek.
                                                    Jeżeli mama ma wiedzieć, kiedy dziecko chce piersi, niby dlaczego ma
                                                    nie wiedzieć, kiedy chce siusiu? Poza tym są pory "logiczne" -
                                                    dłużysz czas już nie było wsadzone, dużo piło, etc. etc.
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 09:44
                                                    To dziecko ma się nauczyć korzystać z nocnika a nie mama bawić się w jasnowidza.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 09:52

                                                    To dziecko ma się nauczyć korzystać z nocnika a nie mama bawić się w
                                                    jasnowidza

                                                    - a ja sądzę, że to mama ma nauczyć dziecko korzystać z nocnika, tak
                                                    jak wieku i inych rzeczy. Bo mama jest od tego, by naucyzć dziecko
                                                    żyć w świecie ludzi.

                                                    Co do kompleksu pielichwego: nie mieliby go i dorośli, gdyby dzieci
                                                    były odpieluchowywane wcześniej i nikt nie miałby okazji oglądać
                                                    całkiem duzych dzieci z pampersami.
                                                    A co do samooceny dzieci: dzieci na ogół chcą być samodzielne,
                                                    domagają się "ja siam" i chcą pokazać, że są tak samo dobre, jak
                                                    dorośli. Więc dlaczego sztucznie utrudniać im nauczenie się czegoś,
                                                    czego potrafią się nauczyć i w co mogłyby robić, jak każdy człowiek?
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 09:41
                                                    Masz dobrą pamięć że pamiętasz tak dokładnie roczek.
                                                    Dziecka nie uczy sie wszystkiego od razu. Uczyłaś roczne dziecko jeść widelcem i
                                                    nożem?

                                                    > - Co słyszę: niedane próby? Przecież wg Twojej teorii nie powinno
                                                    > być żadnych nieudanych prób.

                                                    Jak już pisałam, nie biegałam za dzieckiem z nocnikiem i nie wysadzałam. Nocnik
                                                    stał w widocznym miejscu a a mała miała kilka razy zdjęta pieluchę i po prostu
                                                    pewnego dnia usiadła i zrobiła. Więcej nie było pieluchy.

                                                    > 2 czy 3 letniego, które
                                                    > wie, że rodzice i starsze dzieci nie korzystają z pieluch,

                                                    Widzę że nie znasz dzieci. To dorośli mają problem z kompleksem pieluchy.

                                                  • babcia47 Re: Camel 17.03.08, 10:32
                                                    bardzo podobają mi sie te kategoryczne stwierdzenia o tym, że
                                                    dziecko "napewno" nie jest dojrzałe do opanowania tej sztuki przed
                                                    ukończeniem roku, "napewno" było tresowane, "napewno" nie wołało
                                                    swiadomie itd...ciekawe jak to się udawało przez całe
                                                    dziesięciolecia i czemu całe pokolenia nie maja traumy na punkcie
                                                    nocnika i załatwiania potrzeb fizjologicznych..Z ironią
                                                    wypowiedziałaś sie na temat wypowiedzi obecnych matek na forum,
                                                    kt.órym równiez bez problemu ta sztuka sie udała..widać jeżeli fakty
                                                    przeczom wyznawanym przez Ciebie teoriom..tym gorzej dla faktów. W
                                                    wielu poradnikach jest tez powiedziane, że dziecko MOŻE nauczyc się
                                                    tego ok roku!! Juz pisałam, że nowe podejście do wieku kiedy dziecko
                                                    mozna zacząć uczyć siadania na nocnik "dziwnie" się zbiegło z
                                                    momentem pojawienia na rynku pieluch jednorazowych!! 26 lat temu w
                                                    podręcznikach pielęgnacji i wychowania dzieci zalecało się
                                                    rozpoczęcie nauki wtedy, gdy dziecko zaczyna pewnie siedzieć..i nie
                                                    było mowy o "przesiadywaniu" godzinami na nocniku!!za to
                                                    jednorazówki trzeba było "zdobywać" i na naszym rynku były w
                                                    śladowych ilościach i mało nadajace sie do urzytku.. Zgadzam się
                                                    równiez ze Srebrnąrybka, że dziecko, które wyrażało stanowczy
                                                    protest w tym wieku spokojnie mozna było zwolnić z tej nauki na
                                                    jakis czas..i powrócić np. po miesiącu (miałam tak z młodszym synem,
                                                    którego nieopatrznie posadziłam na zbyt zimnym za pierwszym razem)
                                                    po wznowieniu nauki dziecko nie pamietało poprzedniego doswiadczenia
                                                    i do roku mieliśmy problem z głowy!! Cały proces wliczając w to
                                                    odpieluchowanie w nocy i "awarie" zakonczył się zgodnie z tym co
                                                    mówią obecni "fachowcy" w ciagu roku..tyle trwa niezależnie od tego
                                                    czy zacznie sie w wieku 7-8 miesiecy czy 17-18..i łatwiej to
                                                    przeprowadzić gdy dziecko nie czuje jeszcze żadnego nacisku..a
                                                    pozatym kiedy nie jest jeszcze tak ruchliwe, że posadzenie go na
                                                    nocniku odbiera jako karę lub niedogodność..bo woli pobiegać..
                                                  • gaja78 Re: Camel 17.03.08, 10:50
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > mozna zacząć uczyć siadania na nocnik "dziwnie" się zbiegło z
                                                    > momentem pojawienia na rynku pieluch jednorazowych!! 26 lat temu w
                                                    > podręcznikach pielęgnacji i wychowania dzieci zalecało się
                                                    > rozpoczęcie nauki wtedy, gdy dziecko zaczyna pewnie siedzieć..

                                                    Moja matka twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca 26 lat temu. Zalecano
                                                    uczenie sadzania na nocnik po nabyciu umiejętności siedzenia, ale w latach
                                                    50-tych i 60-tych. Pod koniec lat 70-tych wiedziano już, że takie postępowanie
                                                    jest szkodliwe. Przy czym nie było takiego dostępu do informacji jak teraz, więc
                                                    większość matek (w tym moja) słuchała raczej dobrych rad swoich matek a nie
                                                    tego, co mówiła medycyna.

                                                    > śladowych ilościach i mało nadajace sie do urzytku.. Zgadzam się
                                                    > równiez ze Srebrnąrybka, że dziecko, które wyrażało stanowczy
                                                    > protest w tym wieku spokojnie mozna było zwolnić z tej nauki na
                                                    > jakis czas..i powrócić np. po miesiącu (miałam tak z młodszym synem,
                                                    > którego nieopatrznie posadziłam na zbyt zimnym za pierwszym razem)
                                                    > po wznowieniu nauki dziecko nie pamietało poprzedniego doswiadczenia
                                                    > i do roku mieliśmy problem z głowy!! Cały proces wliczając w to
                                                    > odpieluchowanie w nocy i "awarie" zakonczył się zgodnie z tym co
                                                    > mówią obecni "fachowcy" w ciagu roku..

                                                    Babciu po prostu twoje dzieci tak miały i tyle. Nie wszystkie jednak mają na
                                                    tyle dojrzałą fizjologię, by nie sikać w nocy. Moja Ala wciąż ma mokrą pieluchę
                                                    w środku nocy, a ma już 2 lata i 2 miesiące. Wierzę, że twoje dzieci tak nie
                                                    miały. Same z siebie (bo przecież niesikania w nocy nie da się nauczyć).

                                                    Pragnę tylko przypomnieć, że cała dyskusja zaczęła się od ironicznego
                                                    odniesienia się do 4-latków wypróżniających się do pieluchy. Tymczasem nic w tym
                                                    dziwnego nie ma, takie dzieci się zdarzają i tyle. U jednych przyczyną jest brak
                                                    wystarczającej kontroli nad potrzebą fizjologiczną, u innych - psychiczna
                                                    blokada. W obydwu przypadkach lekarze zalecają uzbrojenie się w cierpliwość.
                                                    Więc co, lekarze też ulegają nowoczesnej modzie ? Są przepłacani przez
                                                    producentów pieluch ? Nie. Lekarze po prostu wiedzą, jak różne bywają dzieci i
                                                    nie ma jednej miarki dla wszystkich. Jedno dziecko będzie załatwiało sie na
                                                    nocnik w wieku 1 roku, inne w wieku 2 lat, jeszcze inne w wieku 3-4 lat. I tyle.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 11:05
                                                    Pod koniec lat 70-tych wiedziano już, że takie postępowanie
                                                    > jest szkodliwe.

                                                    - ja cały cas nie mogę pojąć, na czym polega ta szkodliwość?

                                                    Moja Ala wciąż ma mokrą pieluchę
                                                    > w środku nocy, a ma już 2 lata i 2 miesiące.

                                                    - czy sadzasz ją na nocniczku tuż przed położniem spać? Jeśli zrobi
                                                    siusiu tuż przed snem, to będzie miała dłużej pusty pęcherz i
                                                    większa szansa, że siusiu nie zrobi, bo nie będzie miała czym. A jak
                                                    zrobi - trudno, oczwiście żadne karania jej za to nie ma sensu i
                                                    byłoby absurddalne, bo nie można karać za coś zrobionego
                                                    nieświadomie.
                                                  • gaja78 Re: Camel 17.03.08, 11:44
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - czy sadzasz ją na nocniczku tuż przed położniem spać? Jeśli zrobi
                                                    > siusiu tuż przed snem, to będzie miała dłużej pusty pęcherz i
                                                    > większa szansa, że siusiu nie zrobi, bo nie będzie miała czym. A jak
                                                    > zrobi - trudno, oczwiście żadne karania jej za to nie ma sensu i
                                                    > byłoby absurddalne, bo nie można karać za coś zrobionego
                                                    > nieświadomie.

                                                    Żartujesz ? Ona ucieka na widok nocnika. Nienawidzi go. A nikt jej nigdy do
                                                    nocnika nie przymuszał. Taki charakter. Jasno daje do zrozumienia że nie jest
                                                    gotowa.
                                                    Nie da się robić w bambuko pt. tu masz stoliczek tu masz kredki i posiedź sobie
                                                    na nocniczku. Zwyczajnie nie daje sie ogłupiać.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 16:21
                                                    Żartujesz ? Ona ucieka na widok nocnika. Nienawidzi go. A nikt jej
                                                    nigdy do
                                                    > nocnika nie przymuszał. Taki charakter. Jasno daje do zrozumienia
                                                    że nie jest
                                                    > gotowa.
                                                    > Nie da się robić w bambuko pt. tu masz stoliczek tu masz kredki i
                                                    posiedź sobie
                                                    > na nocniczku. Zwyczajnie nie daje sie ogłupiać.

                                                    - co jej zrobiłaś, że nienawidzi nocnika? Widzisz, dziecko roczne
                                                    nie ma kiedy nocnika znienawidzieć i ile strseów mu to oszczędza.
                                                    I dlaczego nauczenie dziecka załatwiania się na nocnik miałoby je
                                                    ogłupiać. Moim zdaniem wręcz przeciwnie: dziecko, któe więcej umie,
                                                    jest mądrzejsze. Oczywiście wierzę, że Twoje dziecko jest bardzo
                                                    mądre w innych dziedzinach, ale dlaczego nie pozwolić mu zdobyć
                                                    jeszcze jednej sprawności?
                                                  • gaja78 Re: Camel 17.03.08, 16:30
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - co jej zrobiłaś, że nienawidzi nocnika?

                                                    Nic. Kiedyś sama z własnej woli siadała na nocnik, czasem (przypadkiem) nawet
                                                    się załatwiała do niego. A potem jej się odmieniło. Tak po prostu.

                                                    > I dlaczego nauczenie dziecka załatwiania się na nocnik miałoby je
                                                    > ogłupiać. Moim zdaniem wręcz przeciwnie: dziecko, któe więcej umie,
                                                    > jest mądrzejsze. Oczywiście wierzę, że Twoje dziecko jest bardzo
                                                    > mądre w innych dziedzinach, ale dlaczego nie pozwolić mu zdobyć
                                                    > jeszcze jednej sprawności?

                                                    Ależ ja jej pozwalam. Tylko ona nie chce. I co z tym fantem byś zrobiła ?
                                                  • mama303 Re: Camel 17.03.08, 21:51
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - co jej zrobiłaś, że nienawidzi nocnika?

                                                    Nie musiała nic robić, moja tez nienawidziła -niewygodny był i nikt
                                                    dorosły go nie uzywał i odrazu siadała na sedes smile, który bardzo
                                                    lubiła smile
                                                  • gaja78 Re: Camel 17.03.08, 11:25
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - co to znaczy: niegotowe, skoro od wieków dzieci uczyły się w tym
                                                    > wieku i większości się udawało? Czy nie przyszło Ci do głowy, że
                                                    > teorie bywają błędne?

                                                    Srebrnarybko, ta "teoria" ma już przynajmniej 30 lat. I ma sie całkiem dobrze.
                                                    "Niegotowe" oznacza, że nie potrafi rozpoznać potrzeby fizjologicznej i
                                                    wstrzymać jej na krótki czas.
                                                    Natomiast można niegotowe dziecko wytresować tak, by załatwiało się o
                                                    określonych porach czy po określonych czynnościach, czemu na alarm biją lekarze
                                                    i psycholodzy.

                                                    > - co jest korzystnego dla dziecka: pisałam już parę razy, ale
                                                    > powtórzę:
                                                    > 1. skłąda się na cały proces przyspieszania usamodzielniania się
                                                    > dziecka, a to chyba jest celem wychowania.

                                                    Celem wychowania jest usamodzielnianie dziecka. Próby przyspieszania procesu
                                                    miewają zazwyczaj negatywne skutki.

                                                    > 2. Wydaje mi się znacznie mniej stresujące opanowanie tej
                                                    > umiejętności w czasie, kiedy dziecko jest malutkie, i nie będzie
                                                    > wiele pamiętało z całego procesu uczenia go nocnikowania

                                                    TOBIE się wydaje, bo nie masz zwyczajnie wiedzy w temacie. Czytałaś coś
                                                    współczesnego w tym temacie ? Znasz w ogóle podstawy stanowiska, które krytykujesz ?

                                                    Cytat od znajomego psychologa: "nocnikowanie na
                                                    silę przed 2 rokiem życia owocuje silnymi napięciami mięśni (głownie
                                                    gruszkowatych) w dnie miednicy, co jest szczególnie niebezpieczne dla kobiet,
                                                    ponieważ prowadzi do zablokowania miednicy, skrzywienia kręgosłupa i innych
                                                    nieprzyjemnych schorzeń układu ruchu."

                                                    > 3. wysżza samoocena dziecka, powiedzmy, 2letniego, kóre wie, że
                                                    > załatwia się podobnie jak rodzice, a nie zupełnie inaczej, bo jest
                                                    > malutkie.

                                                    No powiedzmy że jest w tym ziarno prawdy. Malutkie smile

                                                    > 4. Większa łatwość podróżowania z dzieckiem, które w razie czego
                                                    > można wysadzić na kibelku trzymając, by nie wpadło, niż bawić się w
                                                    > przewijanie. Wbrew pozorom są z tego pożytki nie tylko dla rodziców,
                                                    > ale i dla dziecka, bo wskutek tego rodzina ma większą swobodę
                                                    > zaprojektownai np. wakacji, a to jest korzystne dla dziecka.

                                                    Pampersy na tyłku mojej dwulatki w żaden sposób nie ograniczają mojej swobody w
                                                    planowaniu wakacji. Nietrafiony argument.

                                                    Czyli na razie mamy argument o być może korzystnym wpływie odpieluchowania
                                                    dziecka na jego samoocenę. Tylko. Prawdę mówiąc na dobrą samoocenę ma większe
                                                    szanse dziecko, które samo pewnego dnia mówi "nie" pieluchom i siada na nocnik
                                                    niż dziecko, które uczy się tego od roku w atmosferze spełnienia oczekiwań rodziców.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 16:25
                                                    Cytat od znajomego psychologa: "nocnikowanie na
                                                    > silę przed 2 rokiem życia owocuje silnymi napięciami mięśni
                                                    (głownie
                                                    > gruszkowatych) w dnie miednicy, co jest szczególnie niebezpieczne
                                                    dla kobiet,
                                                    > ponieważ prowadzi do zablokowania miednicy, skrzywienia kręgosłupa
                                                    i innych
                                                    > nieprzyjemnych schorzeń układu ruchu."

                                                    - dlaczego teraz, gdy dzieci są później odpieluhowywane, jest dużo
                                                    większa liczba skrzywień kręgosłupa niż kiedyś?
                                                  • gaja78 Re: Camel 17.03.08, 16:31
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - dlaczego teraz, gdy dzieci są później odpieluhowywane, jest dużo
                                                    > większa liczba skrzywień kręgosłupa niż kiedyś?

                                                    1. A jest ?
                                                    2. Uwzględniasz fakt, że obecnie dzieci więcej czasu spędzają w pozycji
                                                    siedzącej przed telewizorem/komputerem niż kiedyś ?
                                                  • mama303 Re: Camel 17.03.08, 21:52
                                                    srebrnarybka napisała:


                                                    >
                                                    > - dlaczego teraz, gdy dzieci są później odpieluhowywane, jest dużo
                                                    > większa liczba skrzywień kręgosłupa niż kiedyś?
                                                    Bo kiedys to olewano podobnie jak np. krzywe zęby.
                                                • srebrnarybka Re: Camel 16.03.08, 23:38
                                                  A dlaczego miałaby zmieniać, skoro dzięku tym teoriom dobrze
                                                  wychowała dwóch synów? Czy to nie dowód, że teorie się sprawdziły?
                                              • srebrnarybka Re: Camel 16.03.08, 23:37
                                                Ale nie ulega wątpliwości, że kiedyś świadomie dzieci
                                                odpieluchowywano wcześniej.
                                                • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 00:02
                                                  > Ale nie ulega wątpliwości, że kiedyś świadomie dzieci
                                                  > odpieluchowywano wcześniej.

                                                  Ale tylko dlatego że były tetry a nie dlatego że dzieci wtedy były wcześniej do
                                                  tego gotowe. Odpieluchowywano bo to było na rękę matkom.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 00:05
                                                    Gdyby dzieci nie były gotowe, to by się nie udawało, a udawało się
                                                    powszechnie.
                                                    A na rękę to matkom jest teraz nie odpieluchowywać, bo nie muszą
                                                    dziecka niczego uczyć, ani podcierać pupy roczniakowi po załatwieniu
                                                    się na nocnik, tylko wystarczy zmienić pampersa i to nie za często,
                                                    bo on nie przesiąka od razu. I to jest dowodem lenistwa. Nie
                                                    widziałabym zresztą nic złego w ułatwianiu sobie życia przez matki,
                                                    gdyby nie opóźniało to rozwoju dzieci.
                                                  • kropkacom Re: Camel 17.03.08, 00:22
                                                    > A na rękę to matkom jest teraz nie odpieluchowywać, bo nie muszą
                                                    > dziecka niczego uczyć, ani podcierać pupy roczniakowi po załatwieniu
                                                    > się na nocnik, tylko wystarczy zmienić pampersa i to nie za często,

                                                    Myślisz ze jak kupę do pieluchy mały zrobił to mu pupy nie musiałam myć? Pampers
                                                    sam ją umył? Po każdej zmianie mia pupkę przecierana. Lenistwo to uczenie
                                                    dziecka czegoś na co nie jest gotowe tylko po to żeby terowej pieluchy nie prac.
                                                  • srebrnarybka Re: Camel 17.03.08, 00:30
                                                    nie wiedziałam, że lenistwem jest uczenie dziecka czegokolwiek.
                            • kropkacom Re: Camel 15.03.08, 15:25
                              Znaczy linki w sprawie że dziecko jest w stanie opanować tą
                              czynność świadomie do roku życia.
                    • gaja78 Re: Camel 15.03.08, 11:20
                      srebrnarybka napisała:

                      > A generalnie mój wpis dotyczył czego innego: skoro dzieci ok. 1 roku
                      > są zdolne nauczyć się załątwiania na nocnik, to dlaczego ich tego
                      > nie uczyć? Nie rozumiem.

                      A jak to się robi ?
            • ana5695 Re: Camel 15.03.08, 21:18
              A co o dzieciach wciagnietych do samochodu ,czy liczycie na to ze
              wam taka rzecz sie nie przydazy i ze wasze dzieci to nie dotyczy?To
              sie nie zdarza tylko na filmach w mojej miejscowosci to sie
              zdarzylo.Dlatego pewnie mam wyobraznie i nie puszczalam malego
              dziecka na zakupy.
              • srebrnarybka Re: Camel 15.03.08, 23:14
                W całkiem dużej miejscowości pod tytułem Łódź w latach 70 tych, gdy
                byłam nastolatką, zdarzało się, że menele stojący w każdej bramie, a
                tam każdy dom ma bramę, bo jest stara zabudowa, w biały dzień
                wciągali przchodzące ulicą nastolatki wracające ze szkoły do tych
                bram i gwałcili. Pomocy z takiej bramy nie ma jak się dowołać, bo
                wejścia do mieszkań są dopiero z klatki schodowej. Ale mimo to nikt
                nastolatek nie odprowadzał do szkoły, były tylko uczone, że należy
                iść chodnikiem jak najbliżej jezdni i w razie czego krzyczeć
                wniebogłosy. I ostatecznie większości, także mnie, udawało się
                uniknąć gwałtu. Ale trudno, by do 50 tki czy 60 tki kobieta nie
                mogła po Łodzi chodzić samodzielnie.
                Nie zachęcam do przedwczesneog wysyłania małych dzieci po zakupy.
                Ale uważam, że należy je uczyć samodzielności, bo prędzej czy
                później będą musiały sobie radzić.
    • iziula1 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 12.03.08, 17:02
      gopio1 napisała:

      > Właśnie się dowiedziałam, że pozostawienie dziecka do lat 7 bez
      opieki jest
      > przestępstwem. >
      > Kobieta wychodząc z porodówki powinna, oprócz sterty ulotek
      reklamowych,
      > dostać taką informację. I mieć świadomość, że za takie
      pozostawienie (nawet
      > całkiem dużego dziecka), grozi jej za to kara.


      Beztroskich mamuś jest bez
      > liku, niestety.
      >

      No widzisz jakie te baby sa nieodpowiedzialne i głupie!!!!

      Zapominasz jednak że za dziecko odpowiedzialność ponoszą OBYDWOJE
      rodzice.
      Nigdzie nie jest zapisane o wyłącznej odpowiedzialności kobiety.




    • gopio1 Halo, halo!!!!!!! 13.03.08, 22:36
      Pozostawienie dziecka bez opieki jest karalne. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. Nawet wtedy, gdy dziecku nic sie nie stanie. Powiedzcie, czy kazda matka o tym wie? Ja się dowiedziałam w zeszłym tygoniu, a jestem matką od prawie 6 lat. Zastanawiam się dlaczego ludziom się o tym nie mówi? Niktórzy nie mają wątpliwości, że pozostawiać małego dziecka samego po prostu nie można - bez względu na wszystko. Ale z powyzszych wypowiedzi wynika, że wiele osób tego po prostu nie wie. Dlaczego? Dlaczego ludziom się tego nie wpaja? Żadnej prewencji, za to ogromny szum medialny jak wydarzy się tragedia. I pytania gdzie byli rodzice? Dlaczego? A ja pytam dlaczego rodzicom się o tym nie mówi?

      Mówi się, że warto karmic piersią. Wydaje się setki ulotek na ten temat.
      Mówi się, że nie wolno dzieci bić. Są akcje typu Kocham. Nie biję.
      Mówi się, żeby czytać dzieciom książki. Codziennie.
      A tak prozaicznej rzeczy jak bezpieczenstwo się jakoś nie nagłaśnia...
      • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 13.03.08, 22:52
        To może bądź tak dobra i podaj dokładne brzmienie tego przepisu albo
        przynajmniej źródło informacji!
        • zonka77 polecam do poczytania 14.03.08, 12:39
          www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=4431
          Przestrogi:

          * Do 10. roku życia dziecko nie powinno samo zostawać w domu. Starsze musi
          wiedzieć, gdzie są rodzice i potrafić do nich zadzwonić.
          * Kiedy ktoś puka do drzwi, dziecku nie wolno ich otwierać.
          * Kiedy dziecko jest zaczepiane przez obcego, natychmiast powinno krzyczeć.
          * Starsze dzieci nie powinny jeździć okazjami.
          * Dziecko nie powinno nosić koszulki z wydrukowanym imieniem. Ktoś zwróci się do
          niego po imieniu, a ono pomyśli, że to znajomy.

          Jeszcze z innego artykułu:

          Główną przyczyną zaginięć mniejszych dzieci jest wciąż brak opieki. Dzieci
          często pozostają same na podwórku, nawet późnym wieczorem czy wałęsają się po
          ulicach. Nietrudno wtedy o nieszczęśliwy wypadek: utopienie, zabłąkanie w lesie
          czy wypadek samochodowy. Dzieci bywają czasem ofiarami przestępstw.
          • zonka77 Re: polecam do poczytania 14.03.08, 12:43
            Oczywiście pewnie większość rodziców wypuszczających 5 letnie dzieciaki do
            sklepu napisałoby że wracają bezpiecznie i jest ok.

            Ja jednak nie puszczam - kilka lat temu byłam na pogrzebie takiego 5 latka.
            Zwykłe osiedle, nieruchliwy parking. Chłopiec szedł do osiedlowego sklepiku na
            końcu długiego parkingu. Bagażówka, kierowca szukający nr bloku...nie widział
            malucha. Ten zginął na miejscu bo nagle skręcił na środek drogi i auto
            przejechało po nim - wcale nie szybko.

            To był dużo młodszy brat mojego kolegi. I wiem że mimo upływu lat jego mama jest
            strzępkiem człowieka bo nie potrafi sobie wybaczyć że wysłała 5 latka po zakupy.
        • gopio1 Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 18:05
          artjoasia napisała:
          > To może bądź tak dobra i podaj dokładne brzmienie tego przepisu
          > albo przynajmniej źródło informacji!

          Podałabym, ale nie lubię jak ktoś pisze do mnie takim tonem, więc sobie sama
          pogoogluj.
          • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:28
            > artjoasia napisała:
            > > To może bądź tak dobra i podaj dokładne brzmienie tego przepisu
            > > albo przynajmniej źródło informacji!
            >
            > Podałabym, ale nie lubię jak ktoś pisze do mnie takim tonem, więc sobie sama
            > pogoogluj.
            >


            Naprawdę zaintrygował mnie Twój tok myślenia i zastanawiam się, czego takiego
            strasznego doszukałaś się w tonie mojej wypowiedzi. Czyżbym napisała coś
            niegrzecznego? Obraźliwego? Wulgarnego? Po prostu poprosiłam Cię, żebyś swoją
            tezę poparła jakimiś konkretami, bo bez tego dyskusja jest raczej
            bezprzedmiotowa. Jak dotąd tylko stwierdziłaś autorytatywnie, że tak jest i już
            - i wybacz, jest to dla mnie dość mało wiarygodne, napisać na forum można
            wszystko. Skoro twierdzisz, że tak jest i że Ty o tym wiesz na 100%, to chyba
            wypadałoby to jakoś uzasadnić, nie sądzisz?

      • iziula1 Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 15:30
        gopio1 napisała:

        > Pozostawienie dziecka bez opieki jest karalne. Grozi za to do 5
        lat pozbawienia
        > wolności. Nawet wtedy, gdy dziecku nic sie nie stanie.
        Powiedzcie, czy kazda matka o tym wie?

        A dlaczego TYLKO matka? Gopio, pytam już po raz kolejny dlaczego
        obwiniasz i nakładasz obowiązki względem dziecka tylko na barki
        kobiety.
        Bądz łaskawa zauważyć że OBOWIĄZKIEM OBYDWOJGA RODZICÓW jest
        zapewnienie opieki dziecku!

        Więc swój apel kieruj do OBYDWOJGA rodziców.
        • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 17:44
          > Więc swój apel kieruj do OBYDWOJGA rodziców.

          Apel kieruje się do rodzica pod którego opieką pozostaje akurat dziecko. To
          chyba logiczne. Jeśli akurat ojciec jest w pracy to trudno obwiniać go że matka
          która miała sie zająć maluchem go nie dopilnowała. I na odwrót oczywiście.
        • gopio1 Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 17:55
          iziula1 napisała:
          > Więc swój apel kieruj do OBYDWOJGA rodziców

          Kieruję. Tylko, ze pozostawianie samych małych dzieci to głównie domena matek -
          z racji tego, że to matki się głównie zajmują dziecmi pod nieobecność ojców,
          rzadko jest odwrotnie. A już zostawianie samych śpiących kilkumiesięczniaków, w
          celu skoczenia po zakupy czy wyjścia na spacer z psem (osobiście znam taką
          panią) jest wyłącznie winą matek - bedących wtedy na macierzyńskim.

          Więc się tak nie irytuj. Piszę z przyzwyczjenia. Znam kilkudziesięciu rodziców i
          w żadnym z tych przypadków ojciec sam nie zostaje z dzieckiem dłużej niz 2-3
          godziny. A wtedy raczej nie ma palącej potrzeby żeby gdzieś wyjść. Natomiast
          matki potrafią spędzać z dziećmi całe dnie, tygodnie bez innej pomocy dorosłego
          - i to im najczęściej przychodzi do głowy pomysł chwilowego pozostawienia bez
          opieki Malucha.
          • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 18:52
            To może problem polega na tym, że matki spędzają z dziećmi tak dużo
            czasu, że nie starcza go im na inne sprawy, także ważne dla rodziny
            (zakupy czy nawet spacer z psem)? I może ojciec wychodzący do pracy
            powinien się zastanowić, jak matka zorganizuje sobie zakupy i opiekę
            nad dzieckiem? Jeśli się nad tym nie zastanawia, to jest
            współodpowiedzialny.
            • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 18:58
              > To może problem polega na tym, że matki spędzają z dziećmi tak dużo
              > czasu, że nie starcza go im na inne sprawy, także ważne dla rodziny
              > (zakupy czy nawet spacer z psem)? I może ojciec wychodzący do pracy
              > powinien się zastanowić, jak matka zorganizuje sobie zakupy i opiekę
              > nad dzieckiem? Jeśli się nad tym nie zastanawia, to jest
              > współodpowiedzialny.

              Żadne zakupy nie są aż tak ważne żeby ktokolwiek uznał współwinę męża: bo żona
              zostawiła dziecko bo musiała koniecznie do warzywnego.
              • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 14.03.08, 20:53
                Jeżeli to jest nieplanowany incydent, to tak. Ale jeżeli mąż
                regularnie zwala zakupy na żonę i nie myśli o tym, że ona musi
                jednocześnie opiekować się dzieckiem i jest problem, jak to
                zorganizować, to wina jest obustronna. Oboje wiedzę, że trzeba
                zorganizować zakupy, opiekę nad dzieckiem i zarobić na życie. I
                oboje powinni zaplanować, jak to zrobić, by dziecko miało opiekę.
                Czy mąż wychodzący do pracy sądzi, że to, co je, spada samo z nieba
                czy też samo przychodzi do domu?
                • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 08:13
                  > Jeżeli to jest nieplanowany incydent, to tak. Ale jeżeli mąż
                  > regularnie zwala zakupy na żonę i nie myśli o tym, że ona musi
                  > jednocześnie opiekować się dzieckiem i jest problem, jak to
                  > zorganizować, to wina jest obustronna.

                  Może ja dziwna jestem ale w życiu bym do takiej sytuacji nie dopuściła. Skoro by
                  odmawiał robienia zakupów to ja bym je też przestała je robić. Raz cz dwa nie
                  było by chleba w domu to by przemyślał sprawę. No ale wiem że niektóre kobiety
                  pozwalają na takie sytuacje że wszystko jest na ich głowie. Tylko czyja to wina?
                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 08:33
                    Skoro b
                    > y
                    > odmawiał robienia zakupów to ja bym je też przestała je robić. Raz
                    cz dwa nie
                    > było by chleba w domu to by przemyślał sprawę.

                    - jakbyś przestała całkiem robić zakupy, to w domu nie byłoby nie
                    tylko chleba, ale także pampersów, jedzenia dla dziecka, proszku do
                    prania, by dziecku uprać ubranie etc. etc. Zresztą Ty też nie
                    wytrzymałabyś bez chleba więcej niż 2-3 dni. Oczywiście, że małych
                    dzieci nie należy zostawiać samych w domu (myślę o małych, a nie o
                    10 latkach, o których tu pisano), i oczywiście, że trzeba regularnie
                    robić zakupy. I wobec tego oboje rodzice powinnu ustalić, jak tę
                    sprawę rozwiązuję, a możliwości jest co nie co. Jeżli nie ustalili,
                    to oboją ponoszą odpowiedzialność za to, że dziecko się regularnie
                    zostawia.

                    No ale wiem że niektóre kobiety
                    > pozwalają na takie sytuacje że wszystko jest na ich głowie. Tylko
                    czyja to win
                    > a?

                    - wina rozpowszechnionego stereotypu, wbijanego do głowy podczas
                    wychowania, że rodziną, dziećmi, zakupami, praniem, sprzątaniem,
                    gotowaniem etc. zajmuje się wyłącznie kobieta, a rola męża i ojca w
                    rodzicnie ogranicza się do dawania kasy i spłodzenia potomstwa. Tak
                    sądzi z grubsza większość kobiet i mężczyzn i podporządowują się
                    temu stereotypowi. I wobec tego powstają takie sytuacje, że kobiety
                    muszą zostawiać dzieci, których z jakichś powodów nie mogą wziąć na
                    zakupy.
                    • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 08:56
                      > - jakbyś przestała całkiem robić zakupy, to w domu nie byłoby nie
                      > tylko chleba, ale także pampersów, jedzenia dla dziecka, proszku do

                      Nie rozumiem? Robisz te wszystkie zakupy codziennie? Po jednym pampersie
                      dziennie? Po kubeczku proszku? A tak poważnie, gdybym chciała zrobić dwudniową
                      absencje zakupowa to zabrakło by jedynie świeżego chlebka. Nie samym chlebem
                      człowiek żyje.

                      > to oboją ponoszą odpowiedzialność za to, że dziecko się regularnie
                      > zostawia.

                      Mam dwoje dzieci i to nie problem wziąć je ze sobą do sklepu. Nigdy nie
                      zostawiałam ich samych w domu (teraz maja 5 lat). Jeśli są chore to korzystam z
                      zapasów lub robie zakupy kiedy mąż jest w domu lub obciążam tym właśnie męża.
                      Wszystko jest kwestią organizacji. To nie jest trudne.

                      > Tak
                      > sądzi z grubsza większość kobiet i mężczyzn i podporządowują się
                      > temu stereotypowi. I wobec tego powstają takie sytuacje, że kobiety
                      > muszą zostawiać dzieci, których z jakichś powodów nie mogą wziąć na

                      W moim otoczeniu nie ma kobiet które by powielały takie stereotypy.
                      • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 10:52
                        1. Zakupów można nie robić codziennie, ale zakupy robi się
                        regularnie. Można raz czegoś nie kupić, czy kupić później, ale nie
                        można w ogóle zaprzestać robienia zakupów.
                        2. "Wszystko jest kwestią organizacji."
                        - przecież o tym właśnie cały czas piszę. Ale za tę organizację
                        ponoszą odpowiedizalność oboje rodzice, bo oboje wiedzą, że trzeab
                        pójśc do pracy, zrobić zakupy i zapewnić dzieciom opiekę. I oboje
                        powinni ustalić, jak to zorganizować. Jeżeli matka regularnie
                        zostawia dzieci wychodząc po zakupy, bo "musi" (zresztą poważnie -
                        zakupy zrobić musi), to znaczy, że organizacja szwankuje, a za to
                        ponoszą odpowiedzialność oboje rodzice, a nie tylko matka, podczas,
                        gdy beztroski tatuś wychodzi do pracy i sądzi, że jedzenie i piwo,
                        które pije do meczu, samo przychodzi.
                        3. > Tak
                        > > sądzi z grubsza większość kobiet i mężczyzn i podporządowują się
                        > > temu stereotypowi. I wobec tego powstają takie sytuacje, że
                        kobiety
                        > > muszą zostawiać dzieci, których z jakichś powodów nie mogą wziąć
                        na
                        >
                        > W moim otoczeniu nie ma kobiet które by powielały takie
                        stereotypy.

                        - pisałać kiedyś, że mieszkasz w Brnie, może tam jest inaczej, ale w
                        moim środowisku w Polsce (inteligencja, najczęściej pracownicy
                        aukowi) w dużym mieście takie stereotypy są powszechne. Nie mówiąc
                        już o mniejszych miasteczkach i środowiskach mniej "nowoczesnych",
                        gdzie każdy wie, że baba jest od garów i dzieci, a facet od tego,
                        żeby po pracy usiąść z piwem przed TV i oglądać mecz. I w ten sposób
                        wychowuje się dzieci: dziewczynki uczy się opiekować się lalkami,
                        bawić w sklep i gospodarstwo, a chłopców uczy się majsterkowania
                        albo gry w piłkę. Chyba żyjemy w innym świecie.
                        • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:13
                          srebrnarybka napisała:

                          > 2. "Wszystko jest kwestią organizacji."
                          > - przecież o tym właśnie cały czas piszę. Ale za tę organizację
                          > ponoszą odpowiedizalność oboje rodzice, bo oboje wiedzą, że trzeab
                          > pójśc do pracy, zrobić zakupy i zapewnić dzieciom opiekę.

                          Znaczy się oboje rodzice są odpowiedzialni za pozostawienie dziecka samego przez
                          jedno z nich. I oboje rodzice są odpowiedzialni za to, jak jedno z nich wykonuje
                          swoją pracę poza domem, pracę z której jest w tej rodzinie dochód. Czy tak ?

                          I oboje
                          > powinni ustalić, jak to zorganizować. Jeżeli matka regularnie
                          > zostawia dzieci wychodząc po zakupy, bo "musi" (zresztą poważnie -
                          > zakupy zrobić musi), to znaczy, że organizacja szwankuje, a za to
                          > ponoszą odpowiedzialność oboje rodzice, a nie tylko matka, podczas,
                          > gdy beztroski tatuś wychodzi do pracy i sądzi, że jedzenie i piwo,
                          > które pije do meczu, samo przychodzi.

                          A jeśli jeden rodzic robi drugiemu rodzicowi rano kanapki do pracy i poza tym tą
                          pracą się nie interesuje, nie pomaga z organizowaniu jej,
                          to oznacza że w tym domu szwankuje organizacja. Prawda ? ;P Bo przecież powinien
                          sam się interesować pracą tego drugiego rodzica, pomagać mu.
                          • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:26
                            I oboje rodzice są odpowiedzialni za to, jak jedno z nich wykonuj
                            > e
                            > swoją pracę poza domem, pracę z której jest w tej rodzinie dochód.
                            Czy tak ?

                            - właśnie tak. Bo zarówno praca zarobkowa, z której rodzina czerpie
                            dochód, jak i zrobienie zakupów na uzytek tejże rodziny, wymagają
                            wyjścia z domu. Dlatgo oboje rodzice powinni zorganizować te zajęcia
                            tak, by dzieci miały opiekę. Piszecie tu cały czas z kpiną, że
                            matka "muiała" wyjść po zakupy, natomiast nikt nie kpi z tego, że
                            ojciec "musiał" wyjśc do pracy, chociaż oba wyjścia są tak samo
                            konieczne dla rodziny.

                            A jeśli jeden rodzic robi drugiemu rodzicowi rano kanapki do pracy i
                            poza tym t
                            > ą
                            > pracą się nie interesuje, nie pomaga z organizowaniu jej,
                            > to oznacza że w tym domu szwankuje organizacja. Prawda ? ;P Bo
                            przecież powinie
                            > n
                            > sam się interesować pracą tego drugiego rodzica, pomagać mu.

                            - jeżeli jedno z rodziców robi drugiemu kanapki do pracy, to i tak w
                            niej pomaga. Ja stwierdzam, że w rodzinie istnieją trzy równie ważne
                            zadania: zapewnienie jej utrzymania, zrobienie zakupów i opieka nad
                            dziećmi. I jest rzeczą obojga rodziców, by te rzeczy zorganizować
                            tak, by nie kolidowały.
                            Zaś co do nieinteresowania się jednego z rodziców pracą drugiego -
                            to sprawa na inny wątek, ale też uważam, że to nie jest dobrze.
                            Praca jest ważną częścią życia człowieka, nie tylko sposobem
                            zapewnienia utrzymania i dlatego dobrze jest, jeśli małżonkowie
                            interesują się wzajemnie swoją pracą. Inaczej ważne obszary swego
                            życia przeżywają osobno. Ale oczywiście to już nie dotyczy
                            (bezpośrednio) wychowania dzieci, taki problem może być też w
                            małżeństwie bezdizetnym.
                            • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:30
                              Ja się w zasadzie z tobą zgadzam. Ale co innego interesowanie się, a co innego
                              jasna odpowiedzialność każdego z rodziców za wykonywane przez niego czynności.
                              Jak jedno jest w pracy a drugie zajmuje się dzieckiem, to nie ma bata, to drugie
                              jest odpowiedzialne za dziecko w danym czasie. Koniec kropka. Odpowiedzialność
                              zbiorowa to żadna odpowiedzialność uncertain

                              Moralnie, etycznie można to rozstrzygać inaczej. Ale fizycznie za dziecko
                              odpowiedzialny jest opiekun, który tym dzieckiem się w danym momencie zajmuje i
                              jeśli pozostawia dziecko bez opieki, to nie można tu mówić o odpowiedzialności
                              zbiorowej.
                              • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:40
                                A ja uważam, że bat powinien być. Za organizację dnia powinni
                                odpowiadać oboje rodzice. Nieobecny w prayc ojciec mógłby być
                                zwolniony od opowiedzialności tylko w sytuacji, której nie można
                                było przed jego wyjściem przewidzień: np. do matki telefonuje
                                przyjaciółka, że właśnie po drugiej stronie ulicy jest superpromocja
                                towarów skądinąd potrzebnych w rodzinie, i matka wyskakuje, by
                                skorzystać z okazji, o której nie wiedziałam wcześniej. Ale jeśli
                                zostawianie dzieci po to, żeby zrobić zakupy, jest w tej rodzinie
                                rwyczajem, to za istnienie takiego zwyczaju odpowiedzialność ponosi
                                też ojciec, bo albo taki zwyczaj z matką uzgodnił, czyli jest to i
                                jego decyzja, albo nie interesował się tym, jak matka zapewnia
                                dzieciom opiekę pod jeog nieobecność, a to także dowodzi braku
                                odpowiedzialności. Gdyby sądy za takie rzeczy karały po równo, to
                                ojcowie zaczęliby się intreresować, jak się robi zakupy.
                                • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 09:11
                                  srebrnarybka napisała:

                                  > A ja uważam, że bat powinien być. Za organizację dnia powinni
                                  > odpowiadać oboje rodzice.

                                  Ale jeżeli nawet ojciec jest skrajnie nieodpowiedzialny i ma w d...
                                  czy żona ma jak zrobic zapupy czy nie to i tak nie zwalnie to
                                  matki /a może tym bardziej jej nie zwalnia/ z rozsądku. No ktos musi
                                  mysleć w domu, czy tak?
                                  • mama303 errata 16.03.08, 09:16
                                    mama303 napisała:

                                    >zapupy
                                    Przepraszam za literówki - oczywiscie zakupy
                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 23:47
                                    To ojciec ma być zwolniony z odpowiedzialności dlatego, że jest
                                    srajnie nieodpowiedzialny i wychodząc do pracy nie zastanawia się
                                    nad tym, w jaki sposób żona zrobi zakupy?
                                • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 09:14
                                  srebrnarybka napisała:

                                  > Gdyby sądy za takie rzeczy karały po równo, to
                                  > ojcowie zaczęliby się intreresować, jak się robi zakupy.

                                  Nie ma po równo, kazdy ma prawo być osadzony sprawiedliwie.
                                  U nas akurat maz czesciej bywa z dzieckiem i gdyby mi dzieciaka
                                  zostawił samego i poleciał po zakupy to ja chyba sama bym go do sądu
                                  podała. smile
                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 23:52
                                    W tym wypadku sprawiedliwość wymaga ukarania obojga rodziców, a nie
                                    tylko matki, która jest tylko wykonawcą pewnego planu funkcjonowania
                                    rodziny.

                                    U nas akurat maz czesciej bywa z dzieckiem i gdyby m i dzieciaka
                                    > zostawił samego i poleciał po zakupy to ja chyba sama bym go do
                                    sądu
                                    > podała. smile

                                    Co to znaczy "mi dzieciaKa"? Komu zrobiłby krzydwę: dziecku czy
                                    Tobie (zakładając, że w ogóle byłaby jaaś krzywda)? Chyba przede
                                    wszystkim dziecku, a nie Tobie. Gdyby mi ktoś ukradł 1000 zł, to by
                                    m i ukradł, ale gdyby skrzydził moje dziecko, to skrzywdziłby
                                    dziecko, a nie m i dziecko. Bo to dziecko doznałoby krzywdy, a ja
                                    dopiero rykoszetem. I w tym zdaje się tkwi problem: że dziecko jest
                                    jak ten 1000 zł - perłą w koronie i traktujecie je jak ulubioną
                                    własność.
                                    • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:13
                                      > W tym wypadku sprawiedliwość wymaga ukarania obojga rodziców, a nie
                                      > tylko matki, która jest tylko wykonawcą pewnego planu funkcjonowania
                                      > rodziny.

                                      Poczytaj co pisze tu jedna z pań. Ona męża nawet nie wtajemnicza skąd w domu
                                      rano świeży chlebek na stole. Chłopina może nawet nie wiedzieć że zostawia
                                      dziecko i biegnie do sklepu.
                                      • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:31
                                        Poczytaj co pisze tu jedna z pań. Ona męża nawet nie wtajemnicza
                                        skąd w domu
                                        > rano świeży chlebek na stole. Chłopina może nawet nie wiedzieć że
                                        zostawia
                                        > dziecko i biegnie do sklepu.

                                        - doorosły facet nie musi być w to wtajemniczany. On powienienjuz tę
                                        słodką tejamnicę znać. Jak nie zna - jego problem.
                                    • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 19:33
                                      srebrnarybka napisała:

                                      > Co to znaczy "mi dzieciaKa"? Komu zrobiłby krzydwę: dziecku czy
                                      > Tobie (zakładając, że w ogóle byłaby jaaś krzywda)? Chyba przede
                                      > wszystkim dziecku, a nie Tobie.

                                      Słowo "mi" jest takie istotne dla Ciebie? smile to wyrzuc go z łaski
                                      swojej z mojej wypowiedzi - przeciez wiesz Srebrna o co mi chodziło -
                                      że nie poczuwam sie do odpowiedzialnosci w takiej sytuacji i sama
                                      bym podała do sądu ukochanego za brak rozsądku i narażenie dziecka
                                      na niebezpieczeństwo.
                                      • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 23:33
                                        A ja sądzę, że dziecku potrzebny jest rozsądny ojciec na wolności, a
                                        nie w więzieniu. Więc gdyby ojciec dziecka zrobił coś
                                        nieodpowiedzilanego w trakcie opieki nad dzieckiem, to próbowałabym
                                        najpierw go przekonywać, by postępował bardziej odpowiedzialnie, a
                                        nie pozbawiała dziecka ojca. Nie mówiąc o tym, że zalażałoby mi nie
                                        tylko na dziecku, ale i na mężu. I dziecko potrzebuje też
                                        kochających rodziców.
                        • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:38
                          > - pisałać kiedyś, że mieszkasz w Brnie, może tam jest inaczej, ale w
                          > moim środowisku w Polsce (inteligencja, najczęściej pracownicy
                          > aukowi) w dużym mieście takie stereotypy są powszechne.

                          Ja akurat nie pisze o Czechach ale o Polakach. Wiadomo że jak facet pracuje
                          zawodowo a kobieta pracuje w domu to ona więcej czasu na gotowanie itd.(i na
                          odwrót). Ale zakupy to akurat obowiązek obojga. I naprawdę nie znam nikogo kto
                          miał by z tym problem w małżeństwie. A zwłaszcza taki problem żeby dziecko
                          zostawiać samo w domu i biec do warzywniaka.

                          > Chyba żyjemy w innym świecie.

                          Takie mam wrażenie.
                          • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:42
                            przejrzyj sobie nawet elementarze szkolne, nawet obecnie używane.
                            Polecam świetną książkę Anny Landau-Czajki, Co Alicja odkrywa po
                            własnej stronie lustra? na temat tego, jak przedstawia się dzieciom
                            świat w elementarzech poczynając od końca XVIII w., a kończąc na
                            całkiem współczesnych.
                            • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 11:45
                              > własnej stronie lustra? na temat tego, jak przedstawia się dzieciom
                              > świat w elementarzech poczynając od końca XVIII w., a kończąc na
                              > całkiem współczesnych.

                              A ja nadal nie znam małżeństwa gdzie robienie zakupów to tylko obowiązek kobiety.
                              • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 12:06
                                Z tego wynika, że powinnam Cię zaprosić na swoje imieniny. Przykro
                                mi, ale nie chcę się rozkonspirowywać, mieszkam daleko od Brna, a
                                imieniny mam za wiele miesięcy, więc jednak.
                              • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 12:16
                                > A ja nadal nie znam małżeństwa gdzie robienie zakupów to tylko obowiązek kobiet
                                > y.

                                Wiesz co, mój chłop owszem, robi zakupy, ale tylko takie większe, co tydzień czy dwa. Niestety nie wszystko można kupić na zapas. Jest mnóstwo drobiazgów, które trzeba kupować codziennie albo co drugi dzień, żeby było świeże. Wyobraź sobie, że mój mąż, który wcale nie jest jakimś ćwierćinteligentem ani półanalfabetą, nigdy się nie zastanawiał, skąd się właściwie w domu świeży chleb bierze. I nie widzę powodu, żeby mu tym głowę zawracać - bo przecież on swoją część zakupów odpracowuje.
                                • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 14:25
                                  > mój mąż, który wcale nie jest jakimś ćwierćinteligentem ani półanalfabet
                                  > ą, nigdy się nie zastanawiał, skąd się właściwie w domu świeży chleb bierze.

                                  To może go oświeć lepiej bo nie ma się w sumie czym chwalić. Świeży chlebek
                                  fajna rzecz ale jak nie ma to świat się nie zawali. Jakbyś nie mogła pójść do
                                  sklepy to by za ciebie nie poszedł?
                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 14:48
                                    Nie chwalę się, tylko stwierdzam fakt. Poszedłby, oczywiście, w ekstremalnej
                                    sytuacji. Jednak na codzień to raczej mało realne, kiedy wraca z pracy o północy
                                    albo i później.
                                    I w ogóle nie dociera do mnie problem robienia zakupów. Większość z nas ma
                                    pewnie jakiś sklep w najbliższej okolicy i pójście do tego sklepu nie zajmuje
                                    więcej czasu, niż na przykład kąpiel (wtedy dziecko też zostaje samo!) czy
                                    ugotowanie obiadu. Natomiast pójście do tego sklepu z dzieckiem to już cała wyprawa.
                                    • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:01
                                      > I w ogóle nie dociera do mnie problem robienia zakupów. Większość z nas ma
                                      > pewnie jakiś sklep w najbliższej okolicy i pójście do tego sklepu nie zajmuje
                                      > więcej czasu, niż na przykład kąpiel (wtedy dziecko też zostaje samo!) czy
                                      > ugotowanie obiadu. Natomiast pójście do tego sklepu z dzieckiem to już cała wyp
                                      > rawa.

                                      W czasie kąpieli dziecka też wychodzisz z domu?
                                      Ja też nie widzę problemu zakupowego ale pojmuje ten temat inaczej niż Ty. Żadne
                                      zakupy nie zmusiły by mnie do zostawienia samych w domu moich bliźniaków (5lat).
                                      Tym bardziej gdyby były chore. Nie widzę też problemu w wyjściu ze zdrowym
                                      dzieckiem do sklepu (a nawet z dwójką).
                                      • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:17
                                        Miałam na myśli własną kąpiel czy mycie głowy - przecież kiedy jestem w łazience
                                        i w dodatku woda leci, to w zyciu nie usłyszę, co w tym czasie robi moje dziecko.
                                        Moja córka jest jeszcze w takim wieku, że w razie czego zostawiam ją w kojcu. I
                                        jeśli tylko nie ma w zasięgu ręki niczego, co mogłaby połknąć, wepchnąć do nosa
                                        czy owinąć wokół szyi, to nie widzę problemu. I jakoś nie czuję się zbrodniarką.
                                        Od urodzenia jest przyzwyczajona do tego, że nie waruję przy niej 24 godziny na
                                        dobę, potrafi się sobą zająć, nie płacze i wcale nie jest z tego powodu
                                        nieszczęśliwa.
                                        Chorego dziecka raczej bym nie zostawiła, ale nie z powodu jakichś
                                        wyimaginowanych zagrożeń - raczej dlatego, że chore dziecko może płakać,
                                        marudzić, potrzebować bliskości.
                                        Będąc na działce też jej nie zostawiałam (miała wtedy 8-11 miesięcy). Tam do
                                        najbliższego sklepu mam 5 kilometrów, w dodatku w domu paliło się w piecu, więc
                                        nie uważałam tego za bezpieczne.
                                    • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:09
                                      na portalu TVN jest informacja o pożarze..matka wyszła po drewno!!
                                      żeby dzieciom nie było zimno..w tym czasie powstał pożar w
                                      pomieszczeniu gdzie dzieci przebywały:5-cio latek i jego siostry 1,5
                                      roku i 3 miesiace..półtoraroczną siostre wyprowadził na zewnątrz a
                                      malą wyniósł do sa siedniego pokoju gdzie ogień jeszcze nie
                                      dotarł..Taki mały pieciolatek a potrafił zachowac się jak dorosły!!
                                      a z drugiej strony jaki wybór miała matka? siedzieć w pomieszczeniu
                                      i zamarzać z dziećmi? powody powstania pozaru nie sa jeszcze znane..
                                      • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:14
                                        > na portalu TVN jest informacja o pożarze..matka wyszła po drewno!!
                                        > żeby dzieciom nie było zimno..

                                        Mieszkasz w bloku to chyba nie musisz takich wyborów dokonywać, prawda?
                                        Oczywiście podziwiam chłopca ale co będzie jak się okaże że to on spowodował pożar?
                                        • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:27
                                          mieszkam w domu..mam dwa piece w tym na węgiel, koks i inne takie..i
                                          właśnie sie zastanawiam co miałabym zrobic, gdybym miała tylko jeden
                                          i musiała zejśc do kotłowni zeby przerusztować piec, dorzucić
                                          paliwa..powinnam wnuka zabrać ze sobą? tam jest jednak zimno, bo
                                          działa nawiew z zewnątrz (wymagany przepisami) o tym ze jest brudno,
                                          unosi sie pył weglowy (widac to potem na chusteczce do nosa) i nie
                                          ma gdzie połozyć czy zostawić małego dziecka..a dobra chwilę te
                                          czynnosci zajmują!! pewnie nie krócej niż przyniesienie drewna z
                                          komórki..
                                          a co do tego pożaru to było pomieszczenie gospodarcze
                                          przystosowywane do celów mieszkalnych..mozliwe, że do ogrzewania
                                          służyła tzw. "koza", zreszta co by nie było..a jeżeli to nie wina
                                          tego 5-ciolatka???
                                          • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:32
                                            No właśnie, ja przecież wychodziłam po drzewo! Czasem musiałam też trochę
                                            porąbać, bo mi zabrakło. Wychodziłam wyrzucić popiół. Wychodziłam do szopy.
                                            Wychodziłam wyrzucić śmieci. W piecu się hajcowało aż miło, dziecko samo w kojcu.
                                            • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:36
                                              > No właśnie, ja przecież wychodziłam po drzewo! Czasem musiałam też trochę
                                              > porąbać, bo mi zabrakło. Wychodziłam wyrzucić popiół. Wychodziłam do szopy.
                                              > Wychodziłam wyrzucić śmieci. W piecu się hajcowało aż miło, dziecko samo w kojc
                                              > u.

                                              To się ciesz że nic się nie stało.
                                              • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:53
                                                A dlaczego miałoby się stać? Dokładnie to samo może się stać, kiedy jestem w
                                                łazience czy ubikacji.
                                                Po prostu nie uważam za "wychodzenie" sytuacji, kiedy jestem w pobliżu i trwa
                                                to kilka minut.
                                                • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 15:59
                                                  Matki tego pięciolatka tez nie było kilka minut. Co by było jeśli w domu było by
                                                  tylko niemowlę albo kilkulatek który nie zareagował odpowiednio? Ja wiem że są
                                                  sytuacje że trzeba wyjść ale większość z nas ma wybór.
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 16:12
                                                    Mimo wszystko prawdopodobieństwo takiego wypadku jest wyjątkowo małe - gdyby zdarzało sie to na każdym kroku, to przecież media by o tym nie trąbiły... Nie zamierzam sugerować się tym, że gdzieś komuś coś takiego się zdarzyło. Przy takim podejściu nie pozostawałoby nic innego, jak tylko się powiesić chyba. Zresztą życie samo w sobie jest niebezpieczne - od tego się umiera przecież.
                                                    I nikt mi nie wmówi, że pożar rozprzestrzenia się w ciągu kilku minut. Tamta matka może po prostu nie zauważyła wcześniej, że gdzieś tam coś się tli godzinami. Może instalacja nie była regularnie konserwowana.

                                                    A przyniesienie drewna z dzieckiem, które jeszcze nie chodzi, jest technicznie niewykonalne.
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 17:02
                                                    piszą włąśnie, ze ogień błyskawicznie objął meble..zanim dotarła do
                                                    palącego się pomieszczenia łóżeczko najmłodszej było spalone
                                                    całkowicie..
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 17:54
                                                    Może trafiło po drodze na jakieś materiały łatwopalne?

                                                    Kilka lat temu o mało sama nie wywołałam pożaru - dymiło się i śmierdziało przez jakieś 2 godziny, ale przez ten czas nic nie zdążyło się zapalić. Po prostu robotnicy którzy 40 lat temu budowali domek, najwyraźniej poszli na łatwiznę. Piec był zbyt blisko drewnianej ściany, rura łącząca piec z kominem dotykała bezpośrednio do desek i w dodatku było to sprytnie zamaskowane taką ozdobną płytą - zawsze byłam pewna, że pod spodem jest coś niepalnego. Pewnego dnia nagle zza pieca zaczęły się wydobywać kłęby dymu. Okazało się, że w tej rurze prowadzącej do komina zrobiła się dziura o średnicy ok. 10 cm , właśnie przy samych deskach. I te deski, stare i zeschnięte, przez te 2 godziny nawet nie zaczęły się smażyć! A pierwsze objawy było widać już jakieś 10 lat wcześniej - piec stopniowo coraz gorzej działał, coraz trudniej było rozpalić, bo nie chciał złapać ciągu, zaczęło się coraz bardziej dymić przy rozpalaniu. No, ale za głupia byłam. W każdym razie trochę trudno mi uwierzyć, że coś takiego może stać się nagle - natychmiast zapala się właściwie tylko benzyna. No, może jeszcze papier, ale też nie każdy.
                                                    Chyba że ogień został zaprószony w innym pomieszczeniu i przez dłuższy czas nikt tam nie zaglądał...
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 18:07
                                                    wystarczy, że wypadł żar z paleniska a pod piecem lub w jego okolicy
                                                    były jakieś przedmioty łatwopalne..a było to pomieszczenie w
                                                    trakcie "przystosowywania", deski podłogi mogły być pokryte świerzo
                                                    lakierem (opary) lub blisko pieca suszyc sie ciuszki lib byc
                                                    zgromadzony materiał na podpałkę..wiele nie trzeba..
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 18:23
                                                    No tak, mogło tak być. Zwłaszcza opary lakieru. Podpałka też niezła. Ja nigdy
                                                    nie zostawiam otwartych drzwiczek, tam niby taka duża blacha leży, ale potrafi
                                                    "strzelać" dalej.

                                                    I znowu mi sortowanie padło, epidemia jakaś czy co?
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 02:17
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Mimo wszystko prawdopodobieństwo takiego wypadku jest wyjątkowo małe - gdyby zd
                                                    > arzało sie to na każdym kroku, to przecież media by o tym nie trąbiły...

                                                    Ja myślę że media o tym trąbią właśnie dlatego, że takie wypadki zdarzają sie
                                                    często.

                                                    > I nikt mi nie wmówi, że pożar rozprzestrzenia się w ciągu kilku minut. Tamta ma
                                                    > tka może po prostu nie zauważyła wcześniej, że gdzieś tam coś się tli godzinami.

                                                    To żart ? big_grinDD

                                                    > A przyniesienie drewna z dzieckiem, które jeszcze nie chodzi, jest technicznie
                                                    > niewykonalne.

                                                    No nie wiem. Dla mnie jest. Wystarczy:
                                                    - wsadzić dziecko do wózka,
                                                    - wyjść z wózkiem na dwór,
                                                    - narąbać drewna,
                                                    - zanieść drewno pod drzwi domu,
                                                    - wprowadzić wózek do mieszkania,
                                                    - wypakować dziecko z wózka,
                                                    - wnieść drewno do domu.

                                                    Czy coś tutaj wydaje się być szczególnie trudne ? Jeśli tak, chyba powinnam
                                                    zacząć myśleć o sobie jak o supermence ;PPP
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:21
                                                    > > I nikt mi nie wmówi, że pożar rozprzestrzenia się w ciągu kilku minut. Ta
                                                    > mta ma
                                                    > > tka może po prostu nie zauważyła wcześniej, że gdzieś tam coś się tli god
                                                    > zinami.
                                                    >
                                                    > To żart ? big_grinDD


                                                    Nie, to nie żart, w żadnym wypadku!


                                                    > No nie wiem. Dla mnie jest. Wystarczy:
                                                    > - wsadzić dziecko do wózka,
                                                    > - wyjść z wózkiem na dwór,
                                                    > - narąbać drewna,
                                                    > - zanieść drewno pod drzwi domu,
                                                    > - wprowadzić wózek do mieszkania,
                                                    > - wypakować dziecko z wózka,
                                                    > - wnieść drewno do domu.
                                                    >
                                                    > Czy coś tutaj wydaje się być szczególnie trudne ? Jeśli tak, chyba powinnam
                                                    > zacząć myśleć o sobie jak o supermence ;PPP


                                                    Można. Tylko PO CO poświęcać pół godziny na czynność, którą można wykonać w parę
                                                    minut??? Niech będzie - jesteś supermenką, a ja jestem dla odmiany leniwa,
                                                    wygodna i wyrodna.
                                                  • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:34
                                                    > Można. Tylko PO CO poświęcać pół godziny na czynność, którą można wykonać w par
                                                    > ę
                                                    > minut???

                                                    Bo czasami warto poświęcić więcej czasu niż potem czegoś żałować.
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:47
                                                    > Bo czasami warto poświęcić więcej czasu niż potem czegoś żałować.

                                                    Można i tak. Jednak jeśli nie ma żadnego REALNEGO zagrożenia, to nie widzę sensu
                                                    popadania w paranoję.
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 12:35
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Można. Tylko PO CO poświęcać pół godziny na czynność, którą można wykonać w par
                                                    > ę
                                                    > minut??? Niech będzie - jesteś supermenką, a ja jestem dla odmiany leniwa,
                                                    > wygodna i wyrodna.

                                                    To kiepski argument - z tym lenistwem i wygodą. Bo ja tu widzę świetną okazję do
                                                    odpękania codziennego spaceru na świeżym powietrzu ;P
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 23:59
                                                    A co by było, gdyby matka była w domu? Czy zdołałaby uratować
                                                    wszystkie dzieci? Często w takich sytuacjach i dorośli tracą głowę?
                                                    Chociaż oczywiście nie zachęcam do zostawiania zieci w domu.
                                                • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 02:12
                                                  artjoasia napisała:

                                                  > A dlaczego miałoby się stać? Dokładnie to samo może się stać, kiedy jestem w
                                                  > łazience czy ubikacji.

                                                  Dokładnie.
                                                  Dlatego wolę, aby ryzykowna sytuacja zachodziła jak najrzadziej. Jak ryzykowna
                                                  sytuacja nie jest uzależnione bezpośrednio od mojej fizjologii, to jej po prostu
                                                  nie stwarzam.

                                                  BTW zazwyczaj nie sikam tak głośno, żeby nie słyszeć co robi dziecko smile
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:28
                                                    > BTW zazwyczaj nie sikam tak głośno, żeby nie słyszeć co robi dziecko smile
                                                    >

                                                    A ja mam ubikację w drugim końcu mieszkania, w dodatku mury są przedwojenne,
                                                    bardzo grube. I mam zwyczaj chodzić tam z książką albo krzyżówką, żeby sobie
                                                    uprzyjemnić te mało interesujące czynności, więc zazwyczaj trochę to trwa...
                                                    Pewnie dzikie wrzaski bym usłyszała, ale cichych odgłosów raczej nie.
                                                    Zadławieniu czy uduszeniu nie muszą towarzyszyć duże ilości decybeli.
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 12:36
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > A ja mam ubikację w drugim końcu mieszkania, w dodatku mury są przedwojenne,
                                                    > bardzo grube. I mam zwyczaj chodzić tam z książką albo krzyżówką, żeby sobie
                                                    > uprzyjemnić te mało interesujące czynności, więc zazwyczaj trochę to trwa...
                                                    > Pewnie dzikie wrzaski bym usłyszała, ale cichych odgłosów raczej nie.
                                                    > Zadławieniu czy uduszeniu nie muszą towarzyszyć duże ilości decybeli.

                                                    I to jest argument za tym, by stwarzać ryzykowne sytuacje częściej niż wymaga
                                                    tego twoja fizjologia ?
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 12:55
                                                    Nie. Argumentów za stwarzaniem RYZYKOWNYCH sytuacji nie ma i być nie może. Po
                                                    prostu nie doszukuję się ryzyka tam, gdzie go nie ma.
                                                    A dziecko wiele razy w ciągu dnia jest poza kontrolą i niekoniecznie musi się to
                                                    wiązać z wychodzeniem z domu.
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 13:15
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Nie. Argumentów za stwarzaniem RYZYKOWNYCH sytuacji nie ma i być nie może. Po
                                                    > prostu nie doszukuję się ryzyka tam, gdzie go nie ma.
                                                    > A dziecko wiele razy w ciągu dnia jest poza kontrolą i niekoniecznie musi się t
                                                    > o
                                                    > wiązać z wychodzeniem z domu.

                                                    I po raz kolejny dochodzimy do sedna sprawy.
                                                    Dla mnie ryzykowna jest każda sytuacja, w której w razie czego ja nie jestem
                                                    zdolna do udzielenia pomocy dziecku. Ryzyko jest a priori.

                                                    Dla ciebie ryzykowna jest tylko ta sytuacja, co do której masz jakieś
                                                    doświadczenie własne, sytuacja która już kiedyś okazała się być ryzykowną, bo
                                                    miała przykre konsekwencje. Ocena a posteriori.

                                                    Problem tylko w tym, że prawdopodobnie każdy z rodziców, którego dziecko spotkał
                                                    smutny bądź tragiczny wypadek pod nieobecność rodzica, oceniali ryzyko sytuacji
                                                    a posteriori.

                                                    A wszelkie przepisy regulujące sprawę karalności pozostawiania dzieci bez opieki
                                                    są po to, by zmusić ludzi do sposobu myślenia a priori w tej materii.
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 14:15
                                                    > Dla ciebie ryzykowna jest tylko ta sytuacja, co do której masz jakieś
                                                    > doświadczenie własne, sytuacja która już kiedyś okazała się być ryzykowną, bo
                                                    > miała przykre konsekwencje. Ocena a posteriori.

                                                    Niezupełnie. Nie tyle doświadczenie własne, co raczej jakiekolwiek przesłanki
                                                    świadczące o możliwości zagrożenia. Na przykład wybuchu gazu obawiałabym się
                                                    wtedy, gdybym wiedziała, że instalacja jest niesprawna czy nieszczelna.
                                                    Zawalenia się budynku obawiałabym się wtedy, gdybym wiedziała o jakichś wadach
                                                    konstrukcyjnych. I tak dalej. I chociaż tego typu rzeczy oczywiście MOGĄ się
                                                    zdarzyć i zdarzają się, to jednak nie będę brała takiej ewentualności pod uwagę,
                                                    jeżeli nie mam żadnego sensownego powodu.
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 14:28
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > > Dla ciebie ryzykowna jest tylko ta sytuacja, co do której masz jakieś
                                                    > > doświadczenie własne, sytuacja która już kiedyś okazała się być ryzykowną
                                                    > , bo
                                                    > > miała przykre konsekwencje. Ocena a posteriori.
                                                    >
                                                    > Niezupełnie. Nie tyle doświadczenie własne, co raczej jakiekolwiek przesłanki
                                                    > świadczące o możliwości zagrożenia. Na przykład wybuchu gazu obawiałabym się
                                                    > wtedy, gdybym wiedziała, że instalacja jest niesprawna czy nieszczelna.
                                                    > Zawalenia się budynku obawiałabym się wtedy, gdybym wiedziała o jakichś wadach
                                                    > konstrukcyjnych. I tak dalej. I chociaż tego typu rzeczy oczywiście MOGĄ się
                                                    > zdarzyć i zdarzają się, to jednak nie będę brała takiej ewentualności pod uwagę
                                                    > ,
                                                    > jeżeli nie mam żadnego sensownego powodu.

                                                    Ale to wciąż ty te przesłanki oceniasz. Oceniasz możliwość pozostawienia dziecka
                                                    bez opieki w danej sytuacji. Ja nie czuję się na siłach do podejmowania
                                                    odpowiedzialności takiej oceny. Dla mnie każde pozostawienie bez opieki jest tak
                                                    samo ryzykowne. Bez wnikania w szczegóły. A priori. Dopuszczam do wyobraźni
                                                    szeroki margines nieprzewidywalnych pomysłów dziecka. Choć czasem okazywało się
                                                    niestety, że wciąż zbyt wąski sad
                                                  • gaja78 Ps. 16.03.08, 14:32
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > Ale to wciąż ty te przesłanki oceniasz. Oceniasz możliwość pozostawienia dzieck
                                                    > a
                                                    > bez opieki w danej sytuacji.

                                                    Chodzi mi chyba o coś na kształt zasady ograniczonego zaufania. Do siebie samej,
                                                    do możliwości swojej percepcji, oceny, wyobraźni. Jeśli ktoś nie zachowuje tej
                                                    zasady w stopniu wykluczającym możliwość pozostawienia dziecka bez opieki,
                                                    uważam to za niebezpieczne dla dziecka.
                                                  • srebrnarybka Re: Ps. 17.03.08, 00:14
                                                    Chodzi mi chyba o coś na kształt zasady ograniczonego zaufania. Do
                                                    siebie samej

                                                    - otóż to. A ja uważam, że matka powinna mieć do siebie samej
                                                    zaufanie, by móc skutecnzie wychowywać dziecko.
                                                  • kropkacom Re: Ps. 17.03.08, 00:16
                                                    Ja mam zaufanie do siebie i nie wybiegam z duszą na ramieniu do sklepu
                                                    zostawiając dziecko samopas.
                                                  • srebrnarybka Re: Ps. 17.03.08, 00:19
                                                    O zasadzie ograniczoneog zaufania pisała Gaja. Zresztą faktycznie to
                                                    nie ma związku.
                                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 15:18
                                                    > Ale to wciąż ty te przesłanki oceniasz. Oceniasz możliwość pozostawienia dzieck
                                                    > a
                                                    > bez opieki w danej sytuacji. Ja nie czuję się na siłach do podejmowania
                                                    > odpowiedzialności takiej oceny. Dla mnie każde pozostawienie bez opieki jest ta
                                                    > k
                                                    > samo ryzykowne. Bez wnikania w szczegóły. A priori. Dopuszczam do wyobraźni
                                                    > szeroki margines nieprzewidywalnych pomysłów dziecka. Choć czasem okazywało się
                                                    > niestety, że wciąż zbyt wąski sad

                                                    Oczywiście, że ja oceniam - jak dotąd nikt lepszego sposobu nie wymyślił.
                                                    Zresztą nawet gdyby istniały jakieś maszyny analityczne do oceny stopnia
                                                    zagrożenia, to ta analiza odbywałaby sie zapewne na podobnej zasadzie: na
                                                    podstawie realnych przesłanek, a nie zbyt wybujałej wyobraźni. I nawet wtedy
                                                    można by było znaleźć się akurat w tym ułamku procenta ryzyka...

                                                    A tak na marginesie: moje poglądy nie wynikają z tego, że jestem stara i
                                                    bezmyślna, ani z tego, że miałam więcej szczęścia niż rozumu i nigdy nic mi się
                                                    złego nie stało. To po prostu taki mój prywatny bilans zysków i strat,
                                                    wynikających ze skrajnych postaw moich rodziców. Mój ojciec miał taką "ułańską
                                                    fantazję", miał skłonności do zachowań nie tylko ryzykownych, ale nawet
                                                    ryzykanckich. I chociaż zawsze miał takie wewnętrzne przekonanie, że kontroluje
                                                    sytuację, to jednak niektóre jego poczynania dla osoby postronnej byłyby na
                                                    pewno mrożące krew w żyłach. Za to matka zawsze była skrajnie nadopiekuńcza i
                                                    skłonna do paniki (histeryczne "Jezus Maria" nie tylko w sytuacjach
                                                    niebezpiecznych, ale nawet w drobiazgach typu krzywo ukrojony chleb). Ojciec
                                                    zginął w wypadku kiedy miałam 8 lat (tak, z własnej winy, alkohol + ryzykanctwo
                                                    + przeświadczenie, że jest świetnym kierowcą) i wtedy wpływy matki przeważyły. I
                                                    teraz jako osoba dorosła wiem, że z dwojga złego znacznie bardziej szkodliwa
                                                    okazała się postawa matki. Niestety ze skutkami tej nadopiekuńczości walczę do
                                                    dziś. I nie zawsze mi się udaje. A tego minimum odwagi i zaufania do siebie
                                                    nauczyłam się wtedy, kiedy ojciec jeszcze żył.
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 15:35
                                                    artjoasia napisała:

                                                    chleb). Ojciec
                                                    > zginął w wypadku kiedy miałam 8 lat (tak, z własnej winy, alkohol + ryzykanctwo
                                                    > + przeświadczenie, że jest świetnym kierowcą) i wtedy wpływy matki przeważyły.
                                                    > I
                                                    > teraz jako osoba dorosła wiem, że z dwojga złego znacznie bardziej szkodliwa
                                                    > okazała się postawa matki. Niestety ze skutkami tej nadopiekuńczości walczę do
                                                    > dziś. I nie zawsze mi się udaje. A tego minimum odwagi i zaufania do siebie
                                                    > nauczyłam się wtedy, kiedy ojciec jeszcze żył.


                                                    To chyba koniec dyskusji, bo mnie ręce opadły. Zatkało mnie normalnie.
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:16
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > artjoasia napisała:
                                                    >
                                                    > chleb). Ojciec
                                                    > > zginął w wypadku kiedy miałam 8 lat (tak, z własnej winy,
                                                    alkohol + ryzyk
                                                    > anctwo
                                                    > > + przeświadczenie, że jest świetnym kierowcą) i wtedy wpływy
                                                    matki przewa
                                                    > żyły.
                                                    > > I
                                                    > > teraz jako osoba dorosła wiem, że z dwojga złego znacznie
                                                    bardziej szkodl
                                                    > iwa
                                                    > > okazała się postawa matki. Niestety ze skutkami tej
                                                    nadopiekuńczości walc
                                                    > zę do
                                                    > > dziś. I nie zawsze mi się udaje. A tego minimum odwagi i
                                                    zaufania do sieb
                                                    > ie
                                                    > > nauczyłam się wtedy, kiedy ojciec jeszcze żył.
                                                    >
                                                    >
                                                    > To chyba koniec dyskusji, bo mnie ręce opadły. Zatkało mnie
                                                    normalnie.

                                                    - co Cię tak zdumiało? Ja też uważam, że nadopiekuńczość jest gorsza
                                                    niż lekkie zaniedbywanie.
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:12
                                                    A czy nie przychodzi Ci do głowy, że dziecko może ulec wypadkowi
                                                    także w obecności rodziców, gdy oni próbują udzielić mu pomocy, ale
                                                    nie są w stanie? Czyli ryzyko a priori występuje też podczas
                                                    obecności rodzicó, chociaż oczywiście mniejsze.
                                                  • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:15
                                                    > A czy nie przychodzi Ci do głowy, że dziecko może ulec wypadkowi
                                                    > także w obecności rodziców, gdy oni próbują udzielić mu pomocy, ale
                                                    > nie są w stanie?

                                                    Przychodzi. A jak ma ewentualnie pomóc taki rodzic dziecku jak go w pobliżu nie ma?
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:21
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > > A czy nie przychodzi Ci do głowy, że dziecko może ulec wypadkowi
                                                    > > także w obecności rodziców, gdy oni próbują udzielić mu pomocy,
                                                    ale
                                                    > > nie są w stanie?
                                                    >
                                                    > Przychodzi. A jak ma ewentualnie pomóc taki rodzic dziecku jak go
                                                    w pobliżu nie
                                                    > ma?


                                                    - właśnie na tym polega ocena prawdopodobieństwa, o której pisze
                                                    Joasia.
                                                  • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 21:03
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - właśnie na tym polega ocena prawdopodobieństwa, o której pisze
                                                    > Joasia.
                                                    No to kiedy jest większe prawdopodobieństwo udzielenia pomocy
                                                    dziecku? jak są czy jak nie ma przy nim rodziców?
                                                  • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 14:22
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > A dziecko wiele razy w ciągu dnia jest poza kontrolą i
                                                    niekoniecznie musi się t
                                                    > o
                                                    > wiązać z wychodzeniem z domu.

                                                    To zminimalizuj te ilość bo nie ma się czym chwalić. Jak moja mała
                                                    była w wieku Twojego dziecka to nie spuszczałam jej z oczu /chyba że
                                                    spałam ja, ale wtedy i ona spała/

                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:18
                                                    chyba że
                                                    > spałam ja, ale wtedy i ona spała/

                                                    - jesteś pewna? Pamiętam 2 wypadki wypadnięć z okna, gdy matka
                                                    spała. Rozumiem, że rodzice małego dziecka powinni spać na zmianę?
                                                  • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 21:01
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > chyba że
                                                    > > spałam ja, ale wtedy i ona spała/
                                                    >
                                                    > - jesteś pewna?

                                                    Oczywiście że jestem pewna, budzilam sie swego czasu na każde
                                                    poruszenie dziecka.
                                                    Ale wiem do czego zmierzasz... ja juz kiedyś pytałam Cie - czy
                                                    jeżeli nawet na trzeźwo ludzie maja wypadki drogowe to oznacza to,
                                                    że maja jeżdzic po pijaku bo i tak nie przewidzą wszystkiego na
                                                    trzeźo???
                                                    podarzajac dalej tym tropem - czy jezeli nawet w obecnosci rodziców
                                                    dziecku może sie zdarzyc wypadek, to oznacza to że nie ma sensu
                                                    zapewnic mu nalezytej opieki bo i tak nie przewidzimy wszystkiego???
                                                    Czy możesz odpowiedzieć?
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:09
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > artjoasia napisała:
                                                    >
                                                    > > A ja mam ubikację w drugim końcu mieszkania, w dodatku mury są
                                                    przedwojen
                                                    > ne,
                                                    > > bardzo grube. I mam zwyczaj chodzić tam z książką albo
                                                    krzyżówką, żeby so
                                                    > bie
                                                    > > uprzyjemnić te mało interesujące czynności, więc zazwyczaj
                                                    trochę to trwa
                                                    > ...
                                                    > > Pewnie dzikie wrzaski bym usłyszała, ale cichych odgłosów raczej
                                                    nie.
                                                    > > Zadławieniu czy uduszeniu nie muszą towarzyszyć duże ilości
                                                    decybeli.
                                                    >
                                                    > I to jest argument za tym, by stwarzać ryzykowne sytuacje częściej
                                                    niż wymaga
                                                    > tego twoja fizjologia ?

                                                    - raz już napisałam: jeżeli wychodzenie matki do ubikacji i
                                                    zostawianie dziecka w kojcu w bezpiecznym pokoju stwarza zagrożenie,
                                                    to nie można do tego dopuścić. Trzeba więc wprowadzić obowiązek, by
                                                    jednym małym dzieckiem do lat 7 opiekowały się stale 2 osoby na
                                                    zmianę. I odpowiedzialni rodzice mają to zapewnić.
                                                    Jeżeli się tego nie wymaga, to znaczy, że wychodzenie matki do
                                                    ubikacji przy odpowiednim zabezpieczeniu nie stanowi zagrożenia. A
                                                    skoro do ubikacji, to w pewnych sytuacjach i np. na schody, do
                                                    skryznki pocztowej cy sklepu w budynku. Chociaż oczywiście rozsądek
                                                    i rozwaga konieczne.
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 10:43
                                                    Trzeba więc wprowadzić obowiązek, by
                                                    > jednym małym dzieckiem do lat 7 opiekowały się stale 2 osoby na
                                                    > zmianę. I odpowiedzialni rodzice mają to zapewnić.
                                                    To ja bym poszła dalej!! Co najmniej po 2 osoby na kazdą 12-to
                                                    godzinną zmianę, bo jedna moze przecież zasłabnąć albo dostać zawału
                                                    i dziecko zostanie bez opeki...
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 10:58
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Trzeba więc wprowadzić obowiązek, by
                                                    > > jednym małym dzieckiem do lat 7 opiekowały się stale 2 osoby na
                                                    > > zmianę. I odpowiedzialni rodzice mają to zapewnić.
                                                    > To ja bym poszła dalej!! Co najmniej po 2 osoby na kazdą 12-to
                                                    > godzinną zmianę, bo jedna moze przecież zasłabnąć albo dostać zawału
                                                    > i dziecko zostanie bez opeki...

                                                    Zauważyłyście, jak niewiele osób w kolejnym wątku ma ochotę na dyskusję z wami
                                                    na ten temat ? Ja jeszcze w poprzednim długim wątku czułam potrzebę
                                                    sprzeciwiania się takim poglądom, ale to przecież nie ma sensu. Nie ma sensu z
                                                    tym dyskutować, bo jest to poza obszarem rzeczy podlegających dyskusji. Poważny
                                                    problem pozostawiania dzieci bez opieki w okolicznościach potencjalnego
                                                    zagrożenia życia i zdrowia przerabiacie na groteskę. To nie ma nic wspólnego z
                                                    rzeczową dyskusją, skoro z jednej strony stoi prawo i obiektywne fakty typu
                                                    "tragedia zdarzyła się pod nieobecność rodziców", a z drugiej samoutwierdzanie
                                                    się w wygodnych dla siebie teoriach i dowodzenie ich pojedynczymi przypadkami
                                                    swoich dzieci.

                                                    Każdy rodzic dziecka, które zrobiło sobie krzywdę pod nieobecność tego rodzica,
                                                    prawdopodobnie był przekonany o tym, że zostawia dziecko w bezpiecznym
                                                    otoczeniu. Nawet pijany rodzic tak myśli.
                                                    Ale żeby to przyjąć do wiadomości, trzeba by wskoczyć na nieco wyższy poziom
                                                    pojmowania świata niż przekonanie o własnej nieomylności.
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:10
                                                    Poważny
                                                    > problem pozostawiania dzieci bez opieki w okolicznościach
                                                    potencjalnego
                                                    > zagrożenia życia i zdrowia przerabiacie na groteskę.

                                                    - żadna z nas nie zalecała zostawiania dzieci "w okolicznościach
                                                    potencjalnego
                                                    > zagrożenia życia i zdrowia". Mowa była o sytuacjach, gdy takie
                                                    zagrożenie jest bliskie zeru. I o tym, że uczenie dziecka
                                                    samodzielności zmniejsza liczbę takich sytuacji, bo dziecko uczone
                                                    samodzielności jest mniej zagrożone niż takie, którego się nie uczy
                                                    bezpiecznych zachowań, ale tego, że zawsze ma tylko liczyć na
                                                    rodziców. Natomiast kwestia, kiedy takie zagrożenie występuje, a
                                                    kiedy nie, to już szczegóły, które każda matka może ocenić najlepiej
                                                    znając swoje dziecko.
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:33
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Poważny
                                                    > > problem pozostawiania dzieci bez opieki w okolicznościach
                                                    > potencjalnego
                                                    > > zagrożenia życia i zdrowia przerabiacie na groteskę.
                                                    >
                                                    > - żadna z nas nie zalecała zostawiania dzieci "w okolicznościach
                                                    > potencjalnego
                                                    > > zagrożenia życia i zdrowia". Mowa była o sytuacjach, gdy takie
                                                    > zagrożenie jest bliskie zeru. I o tym, że uczenie dziecka
                                                    > samodzielności zmniejsza liczbę takich sytuacji, bo dziecko uczone
                                                    > samodzielności jest mniej zagrożone niż takie, którego się nie uczy
                                                    > bezpiecznych zachowań, ale tego, że zawsze ma tylko liczyć na
                                                    > rodziców. Natomiast kwestia, kiedy takie zagrożenie występuje, a
                                                    > kiedy nie, to już szczegóły, które każda matka może ocenić najlepiej
                                                    > znając swoje dziecko.

                                                    Na tym właśnie polega ta uprawiana m.in. przez ciebie groteska.

                                                    Nie potrafisz pojąć, że KAŻDA matka, która pozostawiła dziecko bez opieki i temu
                                                    dziecku coś się stało, oceniała zagrożenie na poziomie bliskim zeru. Rozumiesz ?
                                                    Matka, która gdzieś wyszła pozostawiając malutkie dzieci, które to dzieci
                                                    później wypadły przez okno (ten wypadek w którym dziewczynka przeżyła bo upadła
                                                    na talerz anteny) BYŁA PEWNA że zostawia dzieci w bezpiecznych warunkach.
                                                    Dlatego właśnie potrzebne jest prawo, które jasno mówi, że dzieci nie wolno do 7
                                                    lat zostawiać samych. Bo my rodzice jesteśmy ludźmi, którzy nie są NIEOMYLNI i
                                                    zwyczajnie mogą źle ocenić sytuację ...

                                                    I teraz spróbuj sobie odpowiedzieć na pytanie: jakie masz podstawy sądzić, że ty
                                                    jesteś mniej nieomylna niż ta kobieta, której dzieci wyleciały z okna ? Był z
                                                    nią wywiad w telewizji, kobieta zadbana, nie sprawiała wrażenia matki
                                                    patologicznej. Normalna matka. Dlaczego sądzisz, że ty nigdy nie popełnisz błędu
                                                    w ocenie sytuacji, skoro innym zwykłym ludziom to się zdarza ?
                                                    Przecież chociażby w tej dyskusji widać, jak różnie różni ludzie oceniają różne
                                                    sytuacje. Twój punkt widzenia a mój na przykład. Nie powoduje to u ciebie
                                                    refleksji, że subiektywna ocena jakiejś sytuacji często bywa nieadekwatna ?
                                                    Jeśli ja coś oceniam jako ryzykowne a ty oceniasz to jako nieryzykowne, to jaka
                                                    jest obiektywna prawda ? Któraś z nas myli się kompletnie czy może prawda leży
                                                    po środku i obie się trochę mylimy ? A skoro się trochę mylimy w teorii, to
                                                    dlaczego miałybyśmy sie nigdy nie pomylić w praktyce ?
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 16:48
                                                    Nie potrafisz pojąć, że KAŻDA matka, która pozostawiła dziecko bez
                                                    opieki i tem
                                                    > u
                                                    > dziecku coś się stało, oceniała zagrożenie na poziomie bliskim
                                                    zeru. Rozumiesz
                                                    > ?

                                                    - nie potrafię pojąć, bo nie każda matka, która zostawia dzieci bez
                                                    opieki, zastanawia się nad ich bezpieczeńśtwem. Istnieją, wcale nie
                                                    tak nieliczne, matki patologiczne, które bezpieczeństwo dzieci i w
                                                    ogóle dzieci mają w dużym poważaniu. W miejscowości pod tytułem
                                                    Łódź, gdzie mieszkałam jako nastolatka, dozorczyni kamienicy, gdzie
                                                    mieszkałam, zostawiła na podwórcku dwoje kilkuletnich dzieci,
                                                    zamknęla dozorcówkę i poszła na parę dni w tango. Dziećmi zajmowali
                                                    się sąsiedzi, potem zjawił się konkubent dozorczyni i ojciec
                                                    młodszego dziecka i zajął się obojgiem. I taką matkę rzeczywiście
                                                    powinno się ukrać.
                                                  • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 00:02
                                                    Dziecku wszystko jedno, czy ulegnia wypadkowi, gdy matka była w
                                                    ubikacji, czy na zakupach. Jeżeli uważamy, że zostawienie dziecka na
                                                    kilka minut w bezpiecznym pokoju, zajętego zabawą i wyjście do
                                                    innego pomieszczenia jest niebezpieczne, to należy tak zorganizować,
                                                    żeby nie było takich sytuacji. Czyli obowiązek stałej obecności
                                                    dwóch osób w domu, gdzie jest dziecko do lat 7. Niedorzeczne? Obecne
                                                    pomysły też kiedyś wydawały się niedorzeczne.
                                              • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 15.03.08, 17:13
                                                sądzisz, że "zamrożenie" dziecka jest mniej szkodliwe od narażenia
                                                na pożar?? Juz gdzieś tu pisałam, że najlepiej by było nie przecinać
                                                pępowiny po porodzie lub przykleic dziecko zaraz po do matki takim
                                                klejem by wytrzymał do 18-tki..wszystko należy robić z wyobraźnią
                                                ale też nie należy przesadzać, bo w którymś momencie zacznie to byc
                                                paranoją!! Ja się mimo wszystko cieszę, że wychowywałam się w
                                                czasach kiedy mimo większych zagrożeń fizycznych (nie było tylu
                                                technicznych udogodnień) i może bezpieczniejszych pod względem
                                                zagrożeń ze strony innych ludzi (ze wskazaniem na "może")i te
                                                przepisy nie obowiazywały..dzięki temu miałam normalne dzieciństwo,
                                                z zabawami na podwórku,koleżankami i kolegami, zdobywaniem
                                                umiejetności, które przydały sie przez całe życie, nauką
                                                zaradności..itd..bez mamy wiszacej nieustannie nade mną,
                                                zabraniajacej sie brudzic, bić (a co, tłukłam sie czasem)czy zabaw,
                                                które mogłyby spowodować, ze się "spocę"
                                          • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 02:10
                                            babcia47 napisała:

                                            > mieszkam w domu..mam dwa piece w tym na węgiel, koks i inne takie..i
                                            > właśnie sie zastanawiam co miałabym zrobic, gdybym miała tylko jeden
                                            > i musiała zejśc do kotłowni zeby przerusztować piec, dorzucić
                                            > paliwa..powinnam wnuka zabrać ze sobą? tam jest jednak zimno, bo
                                            > działa nawiew z zewnątrz (wymagany przepisami) o tym ze jest brudno,
                                            > unosi sie pył weglowy (widac to potem na chusteczce do nosa) i nie
                                            > ma gdzie połozyć czy zostawić małego dziecka..a dobra chwilę te
                                            > czynnosci zajmują!! pewnie nie krócej niż przyniesienie drewna z
                                            > komórki..

                                            Moi rodzice mieszkają w domu jednorodzinnym. Mają piec węglowy w piwnicy.
                                            Ilekroć zostawiam u nich moją Alę, mojej matce nie sprawia szczególnej trudności
                                            ubranie jej w sweter/kurtkę i zejście razem z nią do piwnicy. I potrafi jej
                                            znaleźć zajęcie na te 10-15 minut, w ciągu których musi coś zrobić wokół pieca.

                                            I naprawdę się przy tym nie męczy ! <szok normalnie>
                                            • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:01
                                              ciekawe jakie mam znaleźć zajęcie 2 miesięcznemu niemowlakowi..i
                                              gdzie go położyć? na stercie koksu czy węgla? a może obok paleniska,
                                              bo tylko tam mam troche wolnej przestrzeni?? Twoje rady pod tytułem
                                              ileż to razy mozna dziecko ubrac w kurteczke, wsadzić w wózek..i
                                              zabrac do drewutni czy do kotłowni zahaczaja o lekka
                                              paranoję..szczególnie, ze zaden niemowlak nie lubi tego typu
                                              czynności..toz dla odmiany dostałby traumy na tle nieustannego
                                              ubierania i rozbierania!!..a w przypadku dziecka starszego ciągłego
                                              przerywania zabawy i zmuszania do nielubianej czynności, zajmowania
                                              go na pół godziny czyms dla niego uciążliwym i nieprzyjemnym..w
                                              sytuacji kiedy sama czynność (bez angazowania się w "zapakowanie i
                                              rozpakowanie" dziecka) może zająć 5 minut..
                                        • srebrnarybka Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 23:56
                                          Oczywiście podziwiam chłopca ale co będzie jak się okaże że to on
                                          spowodował po
                                          > żar?

                                          - oczywiście może się tak okazać, ale dlaczego z góry to zakładasz?
                                          Chłopiec mieszkający zapewne od urodzenia w tym budynku penwie
                                          wiedział, że ogień jest niebezpieczny i się nie zbliżał.
                                      • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 09:24
                                        babcia47 napisała:

                                        >pieciolatek a potrafił zachowac się jak dorosły!!

                                        Biedne dziecko - taka odpowiedzielność na niego spadła a jakby tak z
                                        rykiem wybiegł z domu i zostawił siostry to juz nie wzbudziłby
                                        Twojego podziwu co?
                                        To tylko małe dziecko, pamietaj nie musi zachowac sie bohatersko
                                        • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 12:37
                                          mama303 napisała:

                                          > babcia47 napisała:
                                          >
                                          > >pieciolatek a potrafił zachowac się jak dorosły!!
                                          >
                                          > Biedne dziecko - taka odpowiedzielność na niego spadła a jakby tak z
                                          > rykiem wybiegł z domu i zostawił siostry to juz nie wzbudziłby
                                          > Twojego podziwu co?
                                          > To tylko małe dziecko, pamietaj nie musi zachowac sie bohatersko

                                          Mnie też rusza to podkreślanie "dorosłości" malucha. Dla tego malucha to
                                          niewątpliwa trauma. Szczerze wątpię czy cieszy się ze swego bohaterstwa uncertain//
                                          • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 10:52
                                            a mnie zadziwia..Wasze zdziwienie, że 5-ciolatek był w stanie
                                            zachować się odpowiedzialnie!!To tez jakis znak obecnych czasów..a
                                            moze wychowanie, że dzieci traktuje się jak komplentych głupców
                                            tylko dlatego, ze maja mało lat!! Jeżeli nie wiecie..to napisze Wam,
                                            że jeszcze przed I Wojna Światową dzieci nawet ponizej 6 lat
                                            pracowały zarobkowo..w skrajnych przypadkach nawet w kopalniach i
                                            nie były traktowane jak wytresowane małpki tylko jak pracownicy
                                            słabsi fizycznie. Małe dzieci zajmowały sie opieką nad młodszym
                                            rodzeństwem i prowadzeniem domu..nie pisze tego bo to pochwalam, bo
                                            takie to były czasy..jednak rodzice mogli mieć do nich zaufanie bo
                                            własny rozum potrafiły wykorzystywać równie dobrze jak dorośli..a
                                            czasem lepiej. Owszem śmiertelnośc wśród dzieci była wysoka i
                                            krótszy statystycznie okres życia..ale medycyna również była w
                                            powijakach, nie było szczepień ochronnych, antybiotyków i panoszyły
                                            sie choroby o których Wy mozecie jedynie w książkach poczytać
                                            • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:08
                                              babcia47 napisała:

                                              > a mnie zadziwia..Wasze zdziwienie, że 5-ciolatek był w stanie
                                              > zachować się odpowiedzialnie!!To tez jakis znak obecnych czasów..

                                              Mnie to nie zadziwia. 5-latek myśli jak najbardziej logicznie w dziedzinie
                                              ograniczonej jego wyobraźnią i abstrakcją myślenia. Posiada również jakąś
                                              empatię. Jeśli widzi w pomieszczeniu dym/ogień, wie gdzie są drzwi wyjściowe a w
                                              łóżeczku jest niemowlę, to jest wysoce prawdopodobne, że ucieknie razem z tym
                                              niemowlakiem z pomieszczenia. I tyle.

                                              > moze wychowanie, że dzieci traktuje się jak komplentych głupców
                                              > tylko dlatego, ze maja mało lat!! Jeżeli nie wiecie..to napisze Wam,
                                              > że jeszcze przed I Wojna Światową dzieci nawet ponizej 6 lat
                                              > pracowały zarobkowo..w skrajnych przypadkach nawet w kopalniach i
                                              > nie były traktowane jak wytresowane małpki tylko jak pracownicy
                                              > słabsi fizycznie. Małe dzieci zajmowały sie opieką nad młodszym
                                              > rodzeństwem i prowadzeniem domu..nie pisze tego bo to pochwalam, bo
                                              > takie to były czasy..jednak rodzice mogli mieć do nich zaufanie bo
                                              > własny rozum potrafiły wykorzystywać równie dobrze jak dorośli..a
                                              > czasem lepiej. Owszem śmiertelnośc wśród dzieci była wysoka i
                                              > krótszy statystycznie okres życia..ale medycyna również była w
                                              > powijakach, nie było szczepień ochronnych, antybiotyków i panoszyły
                                              > sie choroby o których Wy mozecie jedynie w książkach poczytać

                                              Ty również możesz o tym tylko w książkach poczytać.
                                              I do tego kiepskich, bo takie bzdury wypisujesz że nóż się w kieszeni otwiera.
                                              Ignorancja na całego. Znów zaczyna się niebezpieczny grunt. Myślałam że
                                              cywilizacja nieco się do przodu posunęła i w pewnych zjawiskach nie godzi sie
                                              doszukiwać pozytywnych stron czy dowodów na teorie wychowawcze (!!!). A ty
                                              właśnie to robisz: "nie pochwalam tego, ale ...". Wstyd. Jeśli dopuszczasz do
                                              swojego wnioskowania takie argumenty, to naprawdę ... chyba masz problem z
                                              pojęciem "empatia". I z zasadami.
                                              • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:30
                                                > Ty również możesz o tym tylko w książkach poczytać.
                                                nie tylko, bo są całe obszary współczesnego świata gdzie niestety
                                                dzieci do dziś musza wykonywac to o czym pisałam..tamto było o
                                                realiach europejskich, choć np. na wsi bywa tak tez i dzisiaj..choć
                                                na szczęście nie jest to regułą
                                                "nie pochwalam tego, ale ...". Wstyd. ..napisałam to obawiając się i
                                                słusznie, że wyciągniesz takie wnioski jakie wyciągnęłaś!!
                                                A wracajac jeszcze przewidywania zagrożenia..Moje dzieci nigdy nie
                                                naraziły sie na niebezpieczeństwo pozostając na chwile same..za to
                                                wystarczyło, że pozostawiłam młodszego z dwoma babciami..i uległ
                                                powaznemu poparzeniu..jedna z babć postawiła w zasiegu łapki właśnie
                                                zalana wrzątkiem herbatę..babcie były od siebie ok metra, a dziecko
                                                między nimi..tego nie przewidziałam, mimo, ze latami od urodzenia
                                                starszego zawsze napoje podawałam podstygniete, własnie zalane
                                                napoje były odstawiane na półke do ostygnięcia, a dzieci były
                                                pilnowane by się nie zblizały..innym razem u drugiej babci starszy
                                                był przenoszony przez dziadka nad ławą w chwili gdy babcia stawiała
                                                gorącą kawę..nóżka wylądowała w szklance..Za kazdym razem byłam w
                                                sąsiednim pomieszczeniu..lub w tym samym ale to był moment!!!
                                                • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:40
                                                  babcia47 napisała:

                                                  > "nie pochwalam tego, ale ...". Wstyd. ..napisałam to obawiając się i
                                                  > słusznie, że wyciągniesz takie wnioski jakie wyciągnęłaś!!

                                                  A czego się spodziewałaś ? Że twoje zastrzeżenie "Nie pochwalam tego" wystarczy
                                                  na uzasadnienie wykorzystywania w argumentacji czegoś, co uwłacza ludzkiej
                                                  godności ? Żeby z resztą tylko godności. Po prostu nie przekracza sie granicy,
                                                  za którą zaczyna sie łamanie praw człowieka, w szczególności dzieci.

                                                  > A wracajac jeszcze przewidywania zagrożenia..Moje dzieci nigdy nie
                                                  > naraziły sie na niebezpieczeństwo pozostając na chwile same..za to
                                                  > wystarczyło, że pozostawiłam młodszego z dwoma babciami..i uległ
                                                  > powaznemu poparzeniu..jedna z babć postawiła w zasiegu łapki właśnie
                                                  > zalana wrzątkiem herbatę..babcie były od siebie ok metra, a dziecko
                                                  > między nimi..tego nie przewidziałam, mimo, ze latami od urodzenia
                                                  > starszego zawsze napoje podawałam podstygniete, własnie zalane
                                                  > napoje były odstawiane na półke do ostygnięcia, a dzieci były
                                                  > pilnowane by się nie zblizały..innym razem u drugiej babci starszy
                                                  > był przenoszony przez dziadka nad ławą w chwili gdy babcia stawiała
                                                  > gorącą kawę..nóżka wylądowała w szklance..Za kazdym razem byłam w
                                                  > sąsiednim pomieszczeniu..lub w tym samym ale to był moment!!!

                                                  NO I ?
                                                  Do czego zmierzasz ? Uważasz że ten przykład to dowód na to, że w obecności
                                                  dorosłych dziecko jest tak samo bezpieczne jak pozostawione w samotności ? Czy o
                                                  co chodzi ?
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 12:01
                                                    dokładnie!! po pierwsze, że nie wymierzysz żadną miara
                                                    odpowiedzialności osoby dorosłej, która opiekuje się dzieckiem..i
                                                    nie przewidzisz nawet wszystkich sytuacji, które moga zdarzyć się w
                                                    Twojej obecności..
                                                    Kiedy chodziłam z młodszym na zmiany opatrunku do szpitala (wypisali
                                                    nas po tygodniu ale "bylismy na stanie") zachodziłam do
                                                    zaprzyjaźnionej koleżanki, która miała córke o 3 miesiące
                                                    młodszą..kiedyś jak przyszłam była trzecia nasza koleżanka i po
                                                    wejściu zauważyłam, że zapadło kłopotlewe milczenie na
                                                    chwile..Tydzień później ówczesna gospodynie przyleciała do mnie po
                                                    rade co zrobic, bo jej córka uległa identycznemu poparzeniu stojąc
                                                    przy niej!!..Koleżanka, która była w czasie naszej wizyty
                                                    powiedziała mi potem, że właśnie tamta wyrażała opinie pod tytułem:
                                                    jak dziecko mogło się poparzyc w obecności dwuch babć i
                                                    matki...niestety szybko dowiedziała się jak to możliwe..
                                                  • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 21:29
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > dokładnie!! po pierwsze, że nie wymierzysz żadną miara
                                                    > odpowiedzialności osoby dorosłej, która opiekuje się dzieckiem..i
                                                    > nie przewidzisz nawet wszystkich sytuacji, które moga zdarzyć się
                                                    w
                                                    > Twojej obecności..


                                                    Nie wymierzysz odpowiedzialnosci osoby dorosłej ale wymierzysz
                                                    dziecka i dlatego możesz zostawic je samo?
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 12:03
                                                    "Nie pochwalam tego" wystarczy
                                                    > na uzasadnienie wykorzystywania w argumentacji czegoś, co uwłacza
                                                    ludzkiej
                                                    > godności
                                                    jak dla Ciebie moge napisac równiez, że mnie to oburza..ale to nie
                                                    zmieniłoby realiów tamtych czasów a tym bardziej tego, że obecnie
                                                    dzieci zupełnie niezasłużenie są traktowane jak bezmyslne
                                                    zwierzątka..albo i gorzej..
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 12:51
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > jak dla Ciebie moge napisac równiez, że mnie to oburza..ale to nie
                                                    > zmieniłoby realiów tamtych czasów a tym bardziej tego, że obecnie
                                                    > dzieci zupełnie niezasłużenie są traktowane jak bezmyslne
                                                    > zwierzątka..albo i gorzej..

                                                    Żyjesz w swoim matrixie sie tyle. Stwarzasz teorię a potem próbujesz znaleźć na
                                                    nią dowody. Dzieci nie są traktowane jak bezmyślne zwierzątka. Ani za twoich
                                                    czasów tak nie było, ani teraz.
                                                    Problem polega na tym, że ty zostawiałaś dzieci bez opieki i dorabiasz do tego
                                                    ideologię. Ani moja babcia, ani moja matka tego nie robiły. Dla nich to
                                                    niepojęte. Podobnie jak dla innych, starszych ode mnie członków rodziny.
                                                    Podobnie jak w rodzinach moich znajomych. To nie jest kwestia czasów. Jedni
                                                    rodzice dopuszczali i nadal dopuszczają możliwość zostawiania dzieci samych w
                                                    domu, inni nie.
                                                    Kwestia priorytetów i wyobraźni, ot co.
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 13:46
                                                    akurat poza bezwzgledną koniecznością..nie zostawiałam..jeżeli juz
                                                    to na chwilę..kiedy schodziłam po wegiel do piwnicy (mieszkałam
                                                    wtedy na 3-cim pietrze) i zabranie ze sobą kilkumiesięcznego dziecka
                                                    i dwulatka to by była ciężka paranoja..szczególnie, ze targałam
                                                    wiadro i weglarkę..no i drewno na podpałke na wierzchu..no owszem wg
                                                    Ciebie mogłam niemowle sobie zamotac na plecach (próbowałam ale mi
                                                    nie wychodziło a chust takich jak teraz nie było) drugie za rączke i
                                                    tak co najmniej dwa razy sie przelecieć przez 4 kondygnacje..bardzo
                                                    dobrze by to zrobiło dzieciom, szczególnie jak przechodziły
                                                    świnkę..małe powikłania w ramach przeziebienia pewnie byłyby lepsze
                                                    niz zostawienie ich na 5 minut, za to oni na dzieci a ja na wnuki
                                                    nie mielibyśmy szans..Kto tu przekracza granice wyobraźni????
                                                    PS.Męża nie było do dyspozycji, bo sie wojsko upomniało..
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 13:58
                                                    i jeszcze odnośnie matrixu..moi rodzice w wieku 14 lat odeszli z
                                                    domu, bo wtedy w tym wieku konczyło się podstawówke (7 klas) i zeby
                                                    się dalej uczyc musieli oboje wyjechać na drugi koniec
                                                    Polski..Owszem mieszkali w internacie ale nikt sie nad nimi
                                                    nie "wytrząsał" i do tego jako dzieci tzw "kułaków"(czyli rolników,
                                                    którzy nie chcieli przystąpić do spółdzielni) nie mieli prawa do
                                                    stypendiów i ulg w opłatach..musieli sami zadbac o dorobienie sobie
                                                    na utrzymanie, bo ich rodziców nie było stać na pokrycie wszystkich
                                                    kosztów (pochodzili z wielodzietnych ubogich rodzin jak większość
                                                    ówczesnej młodzieży)..i dali radę, ale do samodzielnosci byli
                                                    wdrażani od najmłodszych lat! Wyobraź sobie teraz obecnego 14-latka
                                                    postawionego przed takim problemem..a nawet 18-tolatka..skoro do 7
                                                    lat dziecko jest wychowywane prawie jak niemowlę..
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 14:32
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > i jeszcze odnośnie matrixu..moi rodzice w wieku 14 lat odeszli z
                                                    > domu, bo wtedy w tym wieku konczyło się podstawówke (7 klas) i zeby
                                                    > się dalej uczyc musieli oboje wyjechać na drugi koniec
                                                    > Polski..Owszem mieszkali w internacie ale nikt sie nad nimi
                                                    > nie "wytrząsał" i do tego jako dzieci tzw "kułaków"(czyli rolników,
                                                    > którzy nie chcieli przystąpić do spółdzielni) nie mieli prawa do
                                                    > stypendiów i ulg w opłatach..musieli sami zadbac o dorobienie sobie
                                                    > na utrzymanie, bo ich rodziców nie było stać na pokrycie wszystkich
                                                    > kosztów (pochodzili z wielodzietnych ubogich rodzin jak większość
                                                    > ówczesnej młodzieży)..i dali radę, ale do samodzielnosci byli
                                                    > wdrażani od najmłodszych lat! Wyobraź sobie teraz obecnego 14-latka
                                                    > postawionego przed takim problemem..a nawet 18-tolatka..skoro do 7
                                                    > lat dziecko jest wychowywane prawie jak niemowlę..

                                                    I co z tego ?
                                                    Prawda jest taka, że nie jesteś w stanie wykazać związku pomiędzy opisaną jak
                                                    wyżej sytuacją a kwestią pozostawiania dzieci do opieki do lat 7. Nie wykażesz
                                                    bezpośredniego związku. Bo on nie istnieje.
                                                    Może statystycznie istnieje jakaś korelacja, bo rodziny, w których pozostawia
                                                    się kilkulatki bez opieki, to często rodziny patologiczne. A dzieci z tych
                                                    rodzin są szybko samodzielne, bo na przykład w domu nie ma co jeść, a jeść jak
                                                    wiadomo trzeba. No i jakaś tam wysoka wartość funkcji korelacji wyjdzie. Ale
                                                    zobacz że nawet w tym przypadku nie ma związku przyczynowo-skutkowego:
                                                    <pozostawienie dziecka samego> -> <szybka samodzielność>

                                                    To tak jak ze zwiększoną przestępczością i jedzeniem lodów. Klasyczny przykład
                                                    absurdalnego wnioskowania. Upały podobno zwiększają poziom agresji i obserwuje
                                                    się większa ilość przestępstw czy jakoś tak. Jednocześnie podczas upałów jemy
                                                    więcej lodów. A jak ktoś nie umie analizować logicznie faktów i do tego jest
                                                    przeciwnikiem jedzenia lodów, to może stwierdzić: jedzenie lodów powoduje wzrost
                                                    przestępczości. tongue_out


                                                    Wykaż mi proszę bezpośredni związek między samodzielnością w życiu dorosłym a
                                                    pozostawianiem dziecka w wieku żłobkowym i przedszkolnym bez opieki. Racjonalnie.
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 15:11
                                                    Wykaż mi proszę bezpośredni związek między samodzielnością w życiu
                                                    dorosłym a
                                                    > pozostawianiem dziecka w wieku żłobkowym i przedszkolnym bez
                                                    opieki. Racjonalni
                                                    > e.
                                                    wystarczy ja wrócisz na watek, który wałkowałyśmy 2 tygodnie
                                                    temu..tam już sporo na ten temat zostało napisane..a w skrócie:
                                                    czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał..
                                                    > Może statystycznie istnieje jakaś korelacja, bo rodziny, w których
                                                    pozostawia
                                                    > się kilkulatki bez opieki, to często rodziny patologiczne. A
                                                    dzieci z tych
                                                    > rodzin są szybko samodzielne, bo na przykład w domu nie ma co
                                                    jeść, a jeść jak
                                                    > wiadomo trzeba.
                                                    Stwierdzenie, ze rodzina w której dzieci musza dbać o siebie i
                                                    innych jest z gruntu patologiczna wyklucza wszelka dyskusje..bo w
                                                    ten sposób to mozemy sobie juz tylko jeszcze łopatką przywalić..
                                                    Dla mnie patologia jest sprowadzanie dziecka do poziomu bezmyslnego
                                                    i całkowicie nieodpowiedziałnego stworzenia..a że tak nie jest
                                                    zauwazył juz Korczak (polecam lekturę jego dzieł zebranych) i to, że
                                                    był Wychowawcą w sierocińcu wcale nie zmienia faktu, że jego
                                                    obserwacje są ponadczasowe, że również dzieciom należy sie szacunek
                                                    i zaufanie..zaufanie w ich mozliwości poznawcze, w ich
                                                    odpowiedzialność..inaczej pozostaje nam trzymac za rączke dziecko co
                                                    najmniej do pełnoletności, bo w sumie więcej bezmyślnych wypadków
                                                    przytrafia sie nastolatkom niz maluchom..
                                                  • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 15:38
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > wystarczy ja wrócisz na watek, który wałkowałyśmy 2 tygodnie
                                                    > temu..tam już sporo na ten temat zostało napisane..a w skrócie:
                                                    > czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał..

                                                    Nie, w tamtym wątku też nie wykazałaś związku przyczynowo-skutkowego miedzy
                                                    pozostawianiem dzieci bez opieki a samodzielnością w życiu dorosłym. Jeśli taki
                                                    związek istnieje, to wywód logiczny nie powinien ci zająć więcej niż 5 linijek.
                                                    A skoro nie potrafisz tego jasno streścić, to znaczy że poruszasz się w szumie
                                                    informacyjnym, który interpretujesz na własny użytek.

                                                    "Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał" to bardzo mądre zdanie,
                                                    jasno określające związek przyczynowo skutkowy. Problem tylko w tym, że nie wiem
                                                    jak to logicznie powiązać z zagadnieniem pozostawiania dzieci bez opieki.
                                                    Niniejszym twoje wyjaśnienie wydaje się być mętne.

                                                    > Stwierdzenie, ze rodzina w której dzieci musza dbać o siebie i
                                                    > innych jest z gruntu patologiczna wyklucza wszelka dyskusje..

                                                    Fakt nr 1: napisałam, że w wielu patologicznych rodzinach dzieci stają się
                                                    szybko samodzielne, bo w domu nie ma co jeść a jeść jak wiadomo trzeba.

                                                    Fakt nr 2: definicja słowa patologiczny według słownika języka polskiego:
                                                    «nieprawidłowe zjawiska występujące w życiu społecznym»

                                                    Pytanie: Czy uważasz, że istnienie domu, w którym dzieci nie mają co jeść, jest
                                                    prawidłowym czy nieprawidłowym zjawiskiem społecznym w kraju o poziomie rozwoju
                                                    jak w Polsce ?

                                                    Po odpowiedzi na to pytanie możesz mi wyjaśnić, do którego fragmentu mojej
                                                    wypowiedzi odnosi się to zdanie:

                                                    "Stwierdzenie, ze rodzina w której dzieci musza dbać o siebie i
                                                    innych jest z gruntu patologiczna wyklucza wszelka dyskusje.."

                                                    ?

                                                    > Dla mnie patologia jest sprowadzanie dziecka do poziomu bezmyslnego
                                                    > i całkowicie nieodpowiedziałnego stworzenia..a że tak nie jest
                                                    > zauwazył juz Korczak (polecam lekturę jego dzieł zebranych) i to, że był
                                                    Wychowawcą w sierocińcu wcale nie zmienia faktu, że jego
                                                    > obserwacje są ponadczasowe, że również dzieciom należy sie szacunek
                                                    > i zaufanie..zaufanie w ich mozliwości poznawcze, w ich
                                                    > odpowiedzialność..inaczej pozostaje nam trzymac za rączke dziecko co
                                                    > najmniej do pełnoletności, bo w sumie więcej bezmyślnych wypadków
                                                    > przytrafia sie nastolatkom niz maluchom..

                                                    Pytanie nr 1, rzeczowe: Czy uważasz, że brak przyzwolenia na pozostawianie
                                                    dziecka w wieku przedszkolnym bez opieki jest równoznaczne z:
                                                    - sprowadzaniem dziecka do poziomu bezmyslnego i całkowicie nieodpowiedzialnego
                                                    stworzenia,
                                                    - brakiem szacunku dla dziecka

                                                    ?

                                                    Pytanie nr 2, podchwytliwie-manipulacyjne: który rodzic wykazuje więcej szacunku
                                                    i zaufania dla własnego dziecka: ten który wysadza ledwie siedzące dziecko na
                                                    nocniku, czy ten który pozwala dziecku na samodzielną decyzję w kwestii
                                                    odpieluchowania ? tongue_out
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 16:16
                                                    za Wiki:"Dewiacja społeczna (Patologia społeczna), Dewiacja
                                                    społeczna - odchylenie od reguł działania społecznego, postępowanie
                                                    niezgodne z przyjętymi w społeczeństwie lub jego części normami lub
                                                    wartościami.
                                                    Zwana jest również społeczną dezorganizacją, oznacza stan zakłócenia
                                                    równowagi społecznej, czego przejawem jest osłabienie więzi
                                                    społecznych, utrudnienia w realizacji pewnych wartości i potrzeb,
                                                    zachwianie systemu norm, oraz nieskuteczność kontroli społecznej."
                                                    jak widać jest tu słowo POSTĘPOWANIE NIEZGODNE Z..a nie sądzę, by
                                                    faktycznie większość rodzin wielodzietnych czy ubogich w tym sensie
                                                    wyczerpywało znamiona pojecia "rodzina patologiczna"
                                                    Fakt, że dzieci w rodzinach ubogich czy wielodzietnych mogą/musza
                                                    wcześnie sie usamodzielnić i zasługiwac na zaufanie nie świadczy o
                                                    tym, że w takim kierunku nie mozna stymulować dziecka w
                                                    rodzinie "zdrowej", majacej co jeść, na opiekunke i na to by mama
                                                    pozostawała z dzieckiem nieustannie w domu
                                                    > "Stwierdzenie, ze rodzina w której dzieci musza dbać o siebie i
                                                    > innych jest z gruntu patologiczna wyklucza wszelka dyskusje.."
                                                    zwracam honor..nie zauważyłam słowa "często"..
                                                    > Pytanie nr 1, rzeczowe: Czy uważasz, że brak przyzwolenia na
                                                    pozostawianie
                                                    > dziecka w wieku przedszkolnym bez opieki jest równoznaczne z:
                                                    > - sprowadzaniem dziecka do poziomu bezmyslnego i całkowicie
                                                    nieodpowiedzialneg o stworzenia, - brakiem szacunku dla dziecka
                                                    Tak jeżeli dziecko zostało "sprawdzone" w danej sytuacji(temat
                                                    ze "starego wątku)bo rodzić z góry zakłada, że pierwsze co zrobi to
                                                    zachowa sie całkowicie nieodpowiedzialnie..

                                                    > Pytanie nr 2, podchwytliwie-manipulacyjne: który rodzic wykazuje
                                                    więcej szacunk u i zaufania dla własnego dziecka: ten który wysadza
                                                    ledwie siedzące dziecko na nocniku, czy ten który pozwala dziecku na
                                                    samodzielną decyzję w kwestii odpieluchowania ? tongue_out
                                                    Jeżeli rodzic nie da szansy (nie sprawdzi) czy dziecko ma chęć
                                                    nauczyc sie tego wcześniej(jak np. moi synowie czy dzieci
                                                    współczesnych matek z wątku do którego link wkleiłam wyzej)..to
                                                    jednak chyba ten pierwszy, bo dał dziecku szansę i zadał sobie choc
                                                    minimalny trud sprawdzenia czy dziecko nie ma na to ochoty..mozliwe,
                                                    ze choć nie umie tego jeszcze powiedzieć wcale mu w tym pampersie
                                                    nie jest tak wygodnie a i nie wszystkie tak super chłoną..

                                                  • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 21:35
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > jak dla Ciebie moge napisac równiez, że mnie to oburza..ale to nie
                                                    > zmieniłoby realiów tamtych czasów a tym bardziej tego, że obecnie
                                                    > dzieci zupełnie niezasłużenie są traktowane jak bezmyslne
                                                    > zwierzątka..albo i gorzej..

                                                    E tam gadanie, to kiedys dzieci nie miały prawa głosu jak rybki.
                                                    Teraz dzieciaki sa madrzejsze, wygadane, odważne. Tak twierdzi moja
                                                    mama - emerytowany pedagog przedszkolny. Ona tez twierdzi że kiedyś
                                                    dzieciaki czesciej sikały w majtki a i kupy nie rzadko sie zdarzały.
                                                    Teraz to sie zdarza dużo rzadziej - może to efekt nowych,
                                                    madrzejszych metod odpieluchowania.
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 18.03.08, 12:30
                                                    Ty i Twoja mama musiałyscie przebywać w szczególnym srodowisku, bo
                                                    ja takich sytuacji nie pamiętam ani z okresu przedszkola
                                                    ("pamiętam"od niespełna 2 roku zycia), ani szkoły czy podwórka na
                                                    którym bawiły sie wtedy wszystkie dzieci)ani z okresu kiedy proces
                                                    edukacyjny przechodziły moje dzieci w latach 80-90-tych. W
                                                    przedszkolu tylko w najmłodszej grupie była pani, która pomagała
                                                    przy dzieciach, którym (co normalne) czasem zdarzały
                                                    sie "awarie"(mam na musli jednostkowe sytuacje) lub w opiece nad
                                                    maluchami, które miały problemy z przystosowaniem się w przedszkolu
                                                    (byłam w komitecie rodzicielskim przedszkola i uczestniczyłam w
                                                    radach pedagogicznych). W szkole utrzymywałam stały kontakt z
                                                    wychowawczyniami, które niestety były b.gadatliwe na temat
                                                    wszystkich dzieci..piszę niestety, bo o niektórych nie powinny moim
                                                    zdaniem mówić, ale o problemach takich o których mówi Twoja mama
                                                    (z "awariami")nie słyszałam ani od nich ani od swoich dzieci.
                                                    Co do teorii, że kiedys dzieci były jak rybki..to oczywiscie
                                                    zalezało od rodziny w której się wychowywały..i każdy ma swoje
                                                    doświadczenia, ja za czyjeś nie mogę odpowiadać.. jednak miały duzo
                                                    wiecej swobody i mozliwości decydowania o sobie (to piszę z własnego
                                                    doświadczenia)może dlatego, ze były bardziej samodzielne i dojrzałe
                                                    a wiec godne zaufania??
                                                  • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 19.03.08, 21:30
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Ty i Twoja mama musiałyscie przebywać w szczególnym srodowisku, bo
                                                    > ja takich sytuacji nie pamiętam ani z okresu przedszkola

                                                    W żadnym szczególnym. Moja mama jak pisałam jest emerytowanym
                                                    pedagogiem przedszkolnym i to sa jej spostrzeżenia.

                                                    > W przedszkolu tylko w najmłodszej grupie była pani, która pomagała
                                                    > przy dzieciach, którym (co normalne) czasem zdarzały
                                                    > sie "awarie"

                                                    Awarie były na porzadku dziennym tylko mniej sie tym przejmowano a
                                                    dzieciaki czesto nawet ubrania na zmiane nie miały.

                                                    > ze były bardziej samodzielne i dojrzałe
                                                    > a wiec godne zaufania??

                                                    Nic z tych rzeczy. Czy Ty w ogóle obcujesz obecnie z maluchami?
                                                  • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 19.03.08, 23:28
                                                    Awarie były na porzadku dziennym tylko mniej sie tym przejmowano a
                                                    dzieciaki czesto nawet ubrania na zmiane nie miały.

                                                    taki obowiazek był w ówczesnych złobkach..do przedszkola dzieci,
                                                    które nie panowały nad zwieraczami nie przyjmowano!..moi dwaj
                                                    synowie chodzili do przedszkola starszy 3 lata młodszy 5 lat
                                                    (zamienilismy żłobek po 5 miesiacach na "przedwczesne" przedszkole z
                                                    powodu nieprzyjaznej opiekunki, chodził 1,5 roku do "maluchów")
                                                    tylko jeden raz jeden z synów musiał wracać w dreskach do zajęć
                                                    gimnastycznych, bo mu sie trafiła "awaria"
                                            • mama303 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 21:20
                                              babcia47 napisała:

                                              > a mnie zadziwia..Wasze zdziwienie, że 5-ciolatek był w stanie
                                              > zachować się odpowiedzialnie!!

                                              Nie zadziwia mnie, nie zadziwiłoby tez gdyby uciekł z płaczem
                                              zastawiajac swoje siostry.
                                • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 02:06
                                  artjoasia napisała:

                                  > > A ja nadal nie znam małżeństwa gdzie robienie zakupów to tylko obowiązek
                                  > kobiet
                                  > > y.
                                  >
                                  > Wiesz co, mój chłop owszem, robi zakupy, ale tylko takie większe, co tydzień cz
                                  > y dwa. Niestety nie wszystko można kupić na zapas. Jest mnóstwo drobiazgów, któ
                                  > re trzeba kupować codziennie albo co drugi dzień, żeby było świeże. Wyobraź sob
                                  > ie, że mój mąż, który wcale nie jest jakimś ćwierćinteligentem ani półanalfabet
                                  > ą, nigdy się nie zastanawiał, skąd się właściwie w domu świeży chleb bierze. I
                                  > nie widzę powodu, żeby mu tym głowę zawracać - bo przecież on swoją część zakup
                                  > ów odpracowuje.

                                  No widzisz. A mój się zastanawia. Może dlatego nie mam problemów z precyzyjnym
                                  określeniem, kto w danym momencie/sytuacji jest odpowiedzialny za dziecko i
                                  ewentualne pozostawienie go bez opieki.
                                  • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:43
                                    > No widzisz. A mój się zastanawia. Może dlatego nie mam problemów z precyzyjnym
                                    > określeniem, kto w danym momencie/sytuacji jest odpowiedzialny za dziecko i
                                    > ewentualne pozostawienie go bez opieki.

                                    Gdybym uważała to za problem, to z pewnością też bym tak postępowała. Jednak nie mam zamiaru szukać dziury w całym. Dla mnie zejście po chleb (sklep w moim bloku na dole) żadnym problemem nie jest i raczej nie będzie i nie uważam tego za pozostawianie dziecka bez opieki.

                                    W tej chwili też właściwie mogę powiedzieć, że moja córka jest bez opieki. Siedzę sobie przy kompie, a ona jest sama w drugim pokoju. Siedzi na podłodze obłożona zabawkami i nie-zabawkami, jest bardzo zajęta i nie domaga sie towarzystwa. Drze się tylko wtedy, kiedy coś jej gdzieś wpadnie i nie może dosięgnąć. Nie ma możliwości, żeby z czegoś spadła albo dobrała się do okna czy jakichś niebezpiecznych przedmiotów. To, że jest cisza, wcale nie musi oznaczać, że nic się nie stało. I co - mam co minutę latać i sprawdzać? No w życiu.
                                    • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:51
                                      Nikt nie karze chodzić Ci do niej co pięć minut czy brać ją do ubikacji(z
                                      opowieści Twoich o toalecie myślałam że w domku jednorodzinnym mieszkasz a nie w
                                      bloku smile. Jednak między zostawieniem dziecka w drugim pokoju a pozostawieniem go
                                      samego w domu jest różnica. Ale to Twoje życie i twoje wybory.
                                      • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 10:57
                                        I jeszcze jedno, przed rozmowami na forum nie zdawałam sobie sprawy z tego że
                                        dziś jeszcze ktoś zostawia kilkulatki same w domu. Że kiedyś tak robiono to
                                        przyswoiłam ale dziś myślałam że robią to tylko rodziny patologiczne. Chociaż
                                        dla mnie to trochę patologia żeby świeży chleb był ważniejszy niż dziecko.
                                        • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 11:17
                                          > I jeszcze jedno, przed rozmowami na forum nie zdawałam sobie sprawy z tego że
                                          > dziś jeszcze ktoś zostawia kilkulatki same w domu. Że kiedyś tak robiono to
                                          > przyswoiłam ale dziś myślałam że robią to tylko rodziny patologiczne. Chociaż
                                          > dla mnie to trochę patologia żeby świeży chleb był ważniejszy niż dziecko.


                                          A czy uważasz, że w ciągu ostatnich 20, 30 czy 40 lat psychika małych dzieci
                                          uległa jakiejś gwałtownej ewolucji i dzieci rodzą się zupełnie inne niż kiedyś?
                                          Moim zdaniem jest raczej przeciwnie - dzieci są takie same, a zmieniło się
                                          jedynie to, że teraz mamy całą gamę przeróżnych zabezpieczeń, które jeszcze w
                                          czasach mojego dzieciństwa nie istniały. Więc chyba jest to różnica na duży
                                          plus? Natomiast na minus zmieniło się bezpieczeństwo na zewnątrz, ale to już
                                          inna sprawa.
                                          • kropkacom Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 12:09
                                            Myślałam że zmieniła się świadomość rodziców i priorytety. Moja babcia nie
                                            myślała o zagrożeniach wychowując swoje dzieci a najważniejszy dla niej był
                                            porządek w domu i obiadek na stole. Dziadek w domu nic nie robił. Może nawet
                                            chciał ale babcia traktowała go gorzej niż dziecko. A o bezpieczeństwie dziecka
                                            zaczęła myśleć dopiero przy wnukach. Mnie z siostrą nigdy nie spuszczała z oczu.
                                            • babcia47 Re: Halo, halo!!!!!!! 17.03.08, 11:12
                                              Jak Ty oceniasz włąsna babcie to Twoja sprawa..znasz ja lepiej! Ja
                                              nigdy bym nie zaryzykowała stwierdzenia, że jakaś kobieta nie
                                              myślała o bezpieczeństwie swoich dzieci (są wyjątki ale te zazwyczaj
                                              potwierdzaja regułę)Moja babcia zabezpieczała je w inny sposób!
                                              Ucząc zachowań bezpiecznych dla dziecka..a wypadki zawsze sie mogą
                                              zdarzyc nawet w najbardziej zabezpieczonym domu i w obecności
                                              dorosłego..to jest statystyka!! Kiedy urodziłam pierworodnego w tym
                                              roku przyszło na świat ok 750 tysięcy dzieci..Pamiętam co wtedy
                                              powiedziano analizując ten szczyt urodzeń..że statystycznie do
                                              pełnoletności dozyje ok 650 tysięcy..reszta umrze w wyniku chorób i
                                              wypadków (w domu, na podwórku, w wypadkach komunikacyjnych, utonie)
                                              przez najblizsze 18 lat..czy to się potwierdziło nie wiem, ale tak
                                              działa statystyka..
                                    • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 12:44
                                      artjoasia napisała:

                                      > Dla mnie zejście po chleb (sklep w moim bl
                                      > oku na dole) żadnym problemem nie jest i raczej nie będzie i nie uważam tego za
                                      > pozostawianie dziecka bez opieki.

                                      Artjoasiu ale pojęcie pozostawienia bez opieki nie jest czymś subiektywnym, co
                                      możemy sobie definiować według własnego uznania. Pozostawienie bez opieki to
                                      pozostawienie dziecka samego. Jeśli dziecko pod opieką dorosłego coś sobie zrobi
                                      czy zamierza zrobić, dorosły może zareagować, zapobiec, pomóc. Jeśli dziecko
                                      jest bez opieki, dorosły zareagować nie może. A do tego by móc zareagować
                                      potrzebna jest jego fizyczna obecność. Wytłumacz mi zatem proszę, w jaki to
                                      sposób twoje pójście do sklepu nie jest pozostawianiem dziecka bez opieki ?

                                      > W tej chwili też właściwie mogę powiedzieć, że moja córka jest bez opieki. Sied
                                      > zę sobie przy kompie, a ona jest sama w drugim pokoju. Siedzi na podłodze obłoż
                                      > ona zabawkami i nie-zabawkami, jest bardzo zajęta i nie domaga sie towarzystwa.
                                      > Drze się tylko wtedy, kiedy coś jej gdzieś wpadnie i nie może dosięgnąć. Nie m
                                      > a możliwości, żeby z czegoś spadła albo dobrała się do okna czy jakichś niebezp
                                      > iecznych przedmiotów. To, że jest cisza, wcale nie musi oznaczać, że nic się ni
                                      > e stało. I co - mam co minutę latać i sprawdzać? No w życiu.

                                      A możesz podać przykład czegoś, co by się mogło stać dziecku, a ty byś tego nie
                                      usłyszała będąc w drugim pokoju ? Zakładam że drzwi od pokoi są otwarte.
                                      • artjoasia Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 14:34
                                        > A możesz podać przykład czegoś, co by się mogło stać dziecku, a ty byś tego nie
                                        > usłyszała będąc w drugim pokoju ? Zakładam że drzwi od pokoi są otwarte.

                                        Uduszenie na przykład. Powiedzmy rajstopkami, które ostatnio zdejmuje z dużym
                                        upodobaniem.
                                        Nagły atak jakiejś choroby, która wcześniej nie dawała żadnych objawów, nie
                                        wiem, epilepsja czy coś z sercem. Omdlenie, zasłabnięcie.
                                        Zatrucie gazem, który dostał się do mieszkania przez przewody wentylacyjne.
                                        Zadławienie jakąś częścią zabawki, która wcale nie nie jest tak bezpieczna i
                                        trwała, jak twierdzi producent.
                                        Niefortunny upadek - uderzenie głową o podłogę czy ścianę.

                                        A drzwi są zamknięte. Tylko ten jeden pokój jest bezpieczny, reszta mieszkania
                                        raczej nie.

                                        >Jeśli dziecko
                                        > jest bez opieki, dorosły zareagować nie może. A do tego by móc zareagować
                                        > potrzebna jest jego fizyczna obecność. Wytłumacz mi zatem proszę, w jaki to
                                        > sposób twoje pójście do sklepu nie jest pozostawianiem dziecka bez opieki ?

                                        Formalnie oczywiście masz rację. Jednak w takim razie musiałabym uznać za
                                        pozostawianie bez opieki każde wyjście do łazienki, kiedy biorę prysznic czy
                                        myję głowę. Zero kontaktu wzrokowego i słuchowego, zero możliwości reakcji. I
                                        trwa 3 razy dłużej, niż owo nieszczęsne kupienie chleba.



                                        • gaja78 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 15:02
                                          artjoasia napisała:

                                          > Uduszenie na przykład. Powiedzmy rajstopkami, które ostatnio zdejmuje z dużym
                                          > upodobaniem.
                                          > Nagły atak jakiejś choroby, która wcześniej nie dawała żadnych objawów, nie
                                          > wiem, epilepsja czy coś z sercem. Omdlenie, zasłabnięcie.
                                          > Zatrucie gazem, który dostał się do mieszkania przez przewody wentylacyjne.
                                          > Zadławienie jakąś częścią zabawki, która wcale nie nie jest tak bezpieczna i
                                          > trwała, jak twierdzi producent.
                                          > Niefortunny upadek - uderzenie głową o podłogę czy ścianę.

                                          Ok, wymienione sytuacje mogą zdarzyć się w kompletnej ciszy, ale jest to bardzo
                                          mało prawdopodobne. Zwłaszcza uderzenie głową o podłogę lub ścianę smile Jednak nie
                                          wykluczam takie możliwości.

                                          W razie którejkolwiek z wymienionej sytuacji dziecko może również kaszleć,
                                          wołać, płakać, wymiotować. A to już bezgłośne czynności nie są. Może również
                                          przyjść do mnie i powiedzieć że coś się stało, że się źle czuje. Jest to jakoś
                                          prawdopodobne.

                                          Wychodząc z domu bez dziecka dobrowolnie zgadzam się na to, by odebrać sobie
                                          możliwość usłyszenia czegokolwiek oraz dziecku - przyjścia do mnie po pomoc.
                                          Prawda ? Czyli jednak zwiększam ryzyko.


                                          > A drzwi są zamknięte. Tylko ten jeden pokój jest bezpieczny, reszta mieszkania
                                          > raczej nie.

                                          Nie dopuszczam takiej możliwości, by moje (2-letnie) dziecko bawiło się samo w
                                          zamkniętym pokoju. Z powodów jak wyżej. Wolę zwiększać sobie szanse usłyszenia
                                          dziecka, niż ją minimalizować. A pomieszczenia mało bezpieczne ( w moim
                                          przypadku kuchnię, łazienkę, toaletę) zamykam. Przedpokój zorganizowałam tak, by
                                          był bezpieczny.

                                          > Formalnie oczywiście masz rację. Jednak w takim razie musiałabym uznać za
                                          > pozostawianie bez opieki każde wyjście do łazienki, kiedy biorę prysznic czy
                                          > myję głowę. Zero kontaktu wzrokowego i słuchowego, zero możliwości reakcji. I
                                          > trwa 3 razy dłużej, niż owo nieszczęsne kupienie chleba.

                                          Jeśli jestem sama z dzieckiem w domu, mój prysznic jest krótki.
                                          Będąc w toalecie nie domykam drzwi, by lepiej słyszeć co się dzieje.
                                          Mycie głowy to 2 minuty. Bo każda z tych czynności jest właściwie pozostawieniem
                                          dziecka bez opieki. Więc minimalizuję czas ich trwania jednocześnie zwiększając
                                          sobie szanse na usłyszenie dziecka (niedomknięte drzwi).

                                          I to wszystko nie wymaga ode mnie szczególnego wysiłku. Naprawdę nie wiem o czym
                                          mówisz porównując te czynności z wychodzeniem po chleb sad

                                          Piszesz tak, jakbyś była niewolnikiem swojego mieszkania i czynności, jakie w
                                          nim wykonujesz.
                  • ana5695 Re: Halo, halo!!!!!!! 16.03.08, 11:27
                    Faceta trzeba sobie wychowac i wcale on sie o to nie obrazi.Ale
                    lekcje zaczynamy w wieku panienskim ,nie po slubie.Ja sie z mezem
                    dziele obowiazkami i mam to gdzies ze mu sie cos nie podoba.Smutne
                    jest to ze kobiety dla swietego spokoju robia wszystko.Wiem
                    doskonale ze nie kazda ma butny charakter ,ale czy taka kobieta ma
                    zamiar cale zycie byc na wszystkich etatach?
    • malenstwo.2 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 15.03.08, 08:52
      no to ja jakiś potwór jestem. Zostawiam mojego (teraz 9 letniego
      syna ) samego w domu od dawna. jak miał około 6 lat wychodziłam do
      sklepu na osiedlu ( 15 minut z duszą na ramieniu!!!!!) Każde wyjscie
      poprzedzała rozmowa o wszystkim , co może być :pukanie do drzwi,
      nagły hałas itp. Teraz zostaje na duzo dłużej( godzina). Telefony do
      mnie i ojca zna na pamięć. Nie boi się i jest na prawdę samodzielny.
      Potrafi nawet sobie zrobić kanapkę ( z nutellą z pokrojonego
      chleba). Efetk jest taki, że nie bałam się posłać go na kolonie w
      zeszłe wakacje, bo oboje wiedzieliśmy, że da sobie radę.
      Jeszcze dodam, że nie zostawiam go samego, bo lubię. po prostu
      czsami nie miałam wyjscia - nowoczesne blokowiska swieca pustkami do
      południa, więc poszukanie sąsiadki, by została z dzieckiem na chwilę
      na czas zakupów to abstrakcja, ciaganie nie najmłodszej babci z
      drugiego końca miasta też. Aha - moj syn jak zostaje sam jest taki
      tym przejęty, że zachowyje się dwa razy bardziej odpowiedzialnie niz
      gdy jest ze mną.
      • kropkacom Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 15.03.08, 09:00
        > no to ja jakiś potwór jestem. Zostawiam mojego (teraz 9 letniego
        > syna ) samego w domu od dawna. jak miał około 6 lat wychodziłam do
        > sklepu na osiedlu ( 15 minut z duszą na ramieniu!!!!!)

        To nie mogłaś wziąć dziecko ze sobą? Masz więcej dzieci czy tylko to jedno? No
        ale może lubiłaś klimaty typu: "z duszą na ramieniu!". Ja mam bliźniaki i chodzą
        ze mną wszędzie (do spokojnych nie należą).

        • malenstwo.2 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 15.03.08, 09:09
          nie mogłam, chory był
          To nie o to chodzi, ze mi się nie chce
          Czsem po prostu nie moge
          • kropkacom Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 15.03.08, 09:29
            Napisałaś Twój post tak jakbyś go regularnie zostawiała dziecko w wieku 6 lat bo
            musiałaś zrobić zakupy. Nie wiem czy rozmawiamy tu o niepełnosprawnym dziecku bo
            jeśli o "zwykłej" chorobie to ja jakoś sobie radziłam (o czym już pisałam) bez
            zostawiania dzieci samych. Pisałaś też że nie czułaś się z tą sytuacja
            komfortowo więc może wato było coś w tym kierunku zrobić. Zorganizować mu opiekę.
      • mama303 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 16.03.08, 09:35
        malenstwo.2 napisała:

        > jak miał około 6 lat wychodziłam do
        > sklepu na osiedlu ( 15 minut z duszą na ramieniu!!!!!)

        Skad zatem ta "dusza na ramieniu" jesli mały taki samodzielny i
        odpowiedzialny??
        • wieczna-gosia Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 16.03.08, 22:19
          6 letnie dziecko pozostawialam w domu bez duszy. Tzn pierwszy raz oczywiscie z
          dusza bo pierwszyraz zawsze boli. 16 latke pozostawiam sama na 2 dni tez bez duszy.
          • to.ja.kas Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 15:53
            Moja córka jak miała rok z hakiem poza nocami obywała sie bez
            pieluchy,
            jak miała 6 lat bawiła sie z dziecmi na podwórku pod domem i czasami
            zostawała sama w domu. Teraz ma 16 lat i zostaje czasem sama na
            weekend. Na obóz harcerski gdzie spi sie w namiotach a latryny sobie
            dzieciarnia samo kopie pojechała pierwszy raz jak miała lat
            7.....jestem wyrodna matka i nie wiem tylko dlaczego moja córka
            zdrowa, nieznerwicowana, nie popuszcza, nie boi sie łazienki 9ba
            czasem mysle, ze mogłaby w niej mieszkac), i jakim cudem ona jeszcze
            żyje.
            A czy się o nia martwie i się boję jak jest sama???
            Pewnie, że tak. Jak jade od mojej mamy a mam 36 lat to zawsze moja
            mama prosi "błagam jedz ostroznie ja sie tak boje i zaraz po
            przyjezdzie do domu zadzwon ze wszystko ok", jak lece samolotem ma
            tak samo....nie przyszło jednak do głowy ani jej ani mi na to by
            ograniczyc moja samodzielność z powodu jej strachu o mnie.
            • wieczna-gosia Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 15:59
              jesli chodzi o pieluchy to ja akurat zupelnie nie mam cisneinia w zwiazku z tym
              moj 4 letni syn dopiero teraz sie nauczyl. reszta dzieciarni w podobnym wieku
              gdyz do wysadzania co 15 minut iscierania podlogi to ja nerwow nie mam, wiec
              odpieluszkowywalam w wieku takim gdy wystarczylo powiedziec "masz sikac do
              kibelka, rozumiesz?" i rozumialy smile
              • to.ja.kas Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:07
                Nie wiem dlaczego zakładasz ze to była taka mordega ze musiałam
                scierac podłoge co 15 minut???? Moze Twoje dzieci miały cos z
                pecherzem?
                Naleze do leniwych i wygodnych. A córce wystarczyło parę razy
                pokazać by się nauczyła. Wtedy już sama chodziła i jak biegała po
                mieszkaniu potrafiła sciagnac sobie gatki i siasc na
                nocnik....Nocnik nie był dla niej stresem nic a nic i napewno nie
                była to tresura.

                Co do nowych teorii...obecnie karmi sie dzieci antybiotykami, co im
                szkodzi i rutinoscorbinem lub specyfikami podobnymi mimo, ze to
                placebo i lekarze o tym wiedzą ...ciekawe dlaczego???smile)))
                I ciekawe dlaczego wróiło sie do czosnku, baniek a za namiary na
                lekarza co to zamiast antybiotyku da banki kobitki całuja sie po
                rekach.
                O nadwrazliwych przewodach pokarmowych co to sie je leczy tym, że
                podaje sie "zabite" jajapasozytrów tez wiadomo, ale propaguje sie
                sterylna czystosc....takie są nowoczesne teorie - dokładnie takie
                same jak nowe - niekóre dobre niekóre złe i nie wszystko złoto co
                sie swieci....co do psychologii to wiecie dlaczego niepowtarza sie
                eksperymentów? Bo nie ma szansy na powtórzenie wyników...ot taka to
                nauka tongue_outPPP
                • babcia47 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:26
                  ja to piszę od miesiąca (o odpieluchowaniu przed upływem roku) ale
                  doczekałam sie tylko stwierdzenia, że katowałam i tresowałam
                  dzieci..mimo, że nam to przeszło równie bezstresowo i niezauwazalnie
                  jak nauka samodzielnego jedzenia, mycia, sprzatania zabawek..i inne
                  czynności, których obecne mamy uczą w tym samym czasie..ale napisane
                  jest w "mądrych książkach",że dopiero dziecko powyzejwoła
                  świadomie..i żaden argument czy własny przykład nie jest w stanie
                  udowodnić, że dziecko może to robic juz w okolicy roku..i co gorsza
                  20 lat temu tak robiła większość!! argumentem jest to, ze niektóre
                  dzieci (jak obecnie) miewały z tym kłopoty
                  • babcia47 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:34
                    powyżej półtora roku miało być..a przy okazji często pisze, że w
                    wyjątkowych sytuacjach może to potrwać do 5-go roku życia..i wiele
                    mam traktuje to (sytuacje patologiczne) jako normalny termin.
                    Dziecko zamiast zdobywać sprawności odpowiednie dla swojego wieku
                    dopiero powyzej 2-3 lat zaczyna byc uczone "obsługi nocnika"..i
                    jedno załapuje w mig (jak i dzieci ponizej roku) a inne nie i widząc
                    nacisk otoczenia (np. przedszkole, czy dalsza rodzina) dopiero wtedy
                    rozumiejac, ze cos mu nie wychodzi zaczyna sie stresować..z nabyciem
                    traumy włącznie
                  • to.ja.kas Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:36
                    Poszłam z moja Mała na bilans roczny.
                    Wczesniej byłysmy gdzie w pizza hut, ja jadłam pizze, moja Mała
                    zjadła samo ciasto (Boze jak ona to uwielbiała), trzymała przed
                    wejsciem do lekarza skóre chleba, ale zabrałam jej jak wchodzilismy
                    do gabinetu.
                    No i usłyszłam "dziecko rozwija sie doskonale, mozna powoli
                    wprowadzac piezywo " smile)))))))))))))
                    Myslałam, ze padę ze smiechu tam w gabinecie, ale podziekowałam i
                    poszłysmy do domu.
                    Nigdy nie miksowałam zupek (w zwiazku z czym nie ma Mała wady
                    wymowy, dwukrotny wzrost wad wymowy w przeciagu 10 lat to powod min
                    porzecieranym żarciem ze słoiczka), nie dezynfekowałam butelek i
                    moczków i nie wyparzałam niczego wokół niej....Mała zdrowa, bez
                    alergii, wychowana ze zwierzetami (i to z grożnymi kotami co skaczą
                    do gardła jak człowiek śpi tongue_outP), mało tego zupki zaczeła jesc w
                    wieku 3,5 miesiaca a pierwsza zupa była pomamłana fasolowa ....

                    Ja mysle, ze poza patologicznymi rodzinami i zaniedbaniami rodzice
                    maja swój rozum.
                    A dzieci naprawdę nie sa takie głupie na jakie kreuje sie je w
                    naszych czasach o czym mozna poczytać w literaturze zarówno naukowej
                    jak i pieknej....daleko nie trzeba szukać....obrońcy Lwowa i
                    Powstańcy Warszawy to czesto dzieci 12 letnie. Ale poza takimi
                    dramatycznymi przykładami mozna poszukac innych na to, ze dzieci
                    myślą. O ile sie ich nie odmóżdża i nie myśli się i nie czuje za
                    nich.
                  • gaja78 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:39
                    babcia47 napisała:

                    > ja to piszę od miesiąca (o odpieluchowaniu przed upływem roku) ale
                    > doczekałam sie tylko stwierdzenia, że katowałam i tresowałam
                    > dzieci..mimo, że nam to przeszło równie bezstresowo i niezauwazalnie
                    > jak nauka samodzielnego jedzenia, mycia, sprzatania zabawek..i inne
                    > czynności, których obecne mamy uczą w tym samym czasie..ale napisane
                    > jest w "mądrych książkach",że dopiero dziecko powyzejwoła
                    > świadomie..i żaden argument czy własny przykład nie jest w stanie
                    > udowodnić, że dziecko może to robic juz w okolicy roku..i co gorsza
                    > 20 lat temu tak robiła większość!! argumentem jest to, ze niektóre
                    > dzieci (jak obecnie) miewały z tym kłopoty

                    Nie Babciu, przekręcasz fakty.
                    Nikt nie neguje możliwości samodzielnego załatwiania się na nocnik przez
                    roczniaka. Jedno dziecko może tą dojrzałość osiągnąć zarówno w wieku roku jak i
                    3 lat.

                    Twoje dzieci osiągnęły tą dojrzałość wcześnie - takie geny widocznie. Moja Ala
                    ma ponad 2 lata i jeszcze do końca nie kontroluje ani oddawania moczu, ani
                    wypróżniania się. Inne dziecko kontroluje oddawanie moczu ale nie wypróżnianie w
                    wieku 3-4 lat. A jeszcze inne niby potrafi kontrolować wszystko, ale ma
                    psychiczną blokadę przed wypróżnianiem się do nocnika w wieku 4 lat, która
                    magicznie znika w wieku np. 4.5 lat.

                    Wszystko to mieści się w granicach normy. Żaden przypadek nie świadczy o tym, że
                    dziecko jest gorsze czy lepsze, że ma gorszych czy lepszych rodziców. Żadne z
                    tych zachowań fizjologicznych dzieci nie uprawnia do wydawania osądów na temat
                    samodzielności dzieci oraz odpowiedzialności rodziców.
                    • gaja78 *błąd 17.03.08, 16:43
                      gaja78 napisała:

                      > Nikt nie neguje możliwości samodzielnego załatwiania się na nocnik przez
                      > roczniaka. Jedno dziecko może tą dojrzałość osiągnąć zarówno w wieku roku jak i
                      > 3 lat.

                      Miało być: "Jedno dziecko może tą dojrzałość osiągnąć w wieku roku, inne w wieku
                      3 lat".
                      • to.ja.kas Re: *błąd 17.03.08, 16:45
                        Czyli nie próbujesz nam wmówić że ja, Babcia, nasze mamy i babcie
                        tresowały swoje biedne maluchy by nauczyć je nocnika fundując przez
                        to nerwice i popuszczanie?
                        • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 17:03
                          jak sie wysyła na priv? bo bacia nie umie a znalazłam niezły
                          artykół..tylko tu sie nie zmieści..
                          • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 17:09
                            zalinkuje..ale sam artukuł jest w 14 wypowiedzi marmamatua, co
                            prawda nie podaje skąd wkleiłą cytowana jest wypowiedź psycholog
                            Krystyny Zielińskiej..co prawda nie dotyczy odpieluchowywania ale w
                            skrócie odpowiada na pytanie zadane mi przez Gaje o sens wczesnej
                            nauki dziecka i sensu usamodzielniania
                            aupair.no-ip.info/forum/viewtopic.php?
                            p=44586&highlight=&sid=6515eeaa772605a45e6248dd32c89804
                            • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 17:11
                              aupair.no-ip.info/forum/viewtopic.php?p=44586&highlight=&sid=6515eeaa772605a45e6248dd32c89804
                              • kropkacom Re: *błąd 17.03.08, 18:07
                                Chryste, przeczytałam trzy wersy z tego linku i mama dość. "Mnie z siora tez
                                szybko oduczyli.". Fujjj! Z czego? Nie linkuj takich forów tu. Artykuły fachowe
                                proszę.
                                • kropkacom Re: *błąd 17.03.08, 18:08
                                  I to jest forum opiekunek au pair? Przepraszam ale żadnej z tych pań dziecka bym
                                  nie zostawiła.
                                  • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 18:31
                                    "zalinkuje..ale sam artukuł jest w 14 wypowiedzi marmamatua, co
                                    prawda nie podaje skąd wkleiłą cytowana jest wypowiedź psycholog
                                    Krystyny Zielińskiej.."
                                    że zacytuje sama siebie..a wypowiadają się matki nie opekunki
                                    • kropkacom Re: *błąd 17.03.08, 18:43
                                      Moim zdaniem opiekunki. Przeczytałam ten cytat. Nie znam dokładnie tego co pisał
                                      Benjamin Spock ale jest krzyknięty ikoną wychowania bezstresowego i obrywa mu
                                      sie co rusz. Jedna przesada przeciwstawiana drugiej.
                                      • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 18:53
                                        ups faktycznie opiekunki..wcześniej forum nie czytałam szukałam
                                        czegoś innego i trafiłam prosto na cytat..Ja korzystałam z "Dziecko -
                                        wychowanie i pielęgnacja" Spocka..ale raczej pod kątem pielęgnacji
                                        i rozwoju z "wychowania" wybiórczo..w "pielęgnacji", przynajmniej
                                        wówczas, też sporo rzeczy nie przystawało do polskiej
                                        rzeczywistosci..
                                • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 18:27
                                  jakbyś przeczytała wszystko to byś wiedziała, ze chodzi o artykuł
                                  cytowany/wklejony przez jedną z forumowiczek..niestety oryginału nie
                                  znalazłam
                            • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 17:15
                              babcia47 napisała:

                              > skrócie odpowiada na pytanie zadane mi przez Gaje o sens wczesnej
                              > nauki dziecka i sensu usamodzielniania

                              Ja nie pytałam o sens wczesnej nauki samodzielności, tylko o związek
                              pozostawiania dziecka w wieku przedszkolnym bez opieki a samodzielnością w życiu
                              dorosłym. Prawda ?
                              • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 17:21
                                nie mogłam zacytowac dokładnie, bo nie odpowiadałam na Twój post..a
                                o nauce bezpiecznego zachowania też tam jest..
                                • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 17:24
                                  babcia47 napisała:

                                  > nie mogłam zacytowac dokładnie, bo nie odpowiadałam na Twój post..a
                                  > o nauce bezpiecznego zachowania też tam jest..

                                  Ale gdzie my w tym wątku mówiliśmy o nauce bezpiecznego zachowania ?
                                  Czy ktoś kiedykolwiek w dyskusjach tutaj negował konieczność nauki bezpiecznego
                                  zachowania ? Nie przypominam sobie.
                                  • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 17:36
                                    ja od długiego czasu próbuje wykazać związek wczesnego
                                    usamodzielniania połączonego z nauka bezpiecznych zachowań, z
                                    umiejetnością dbania "o siebie" równiez przez samo dziecko a takze
                                    z późniejszym, odpowiedzialnym zachowaniem kilku,
                                    kilkunastolatka..a chyba o to pytaś? Pozatym co prawda piszę cały
                                    czas troche "na skróty" bo zakładam, że pamietasz o czym pisałysmy
                                    w "starym watku" tj. o tym, że proces jest rozłożony w czasie (na
                                    lata wręcz) i podlega wielokrotnemu sprawdzeniu..a w takiej sytuacji
                                    mozna załozyć, ze dziecko pozostawione na 5-10 minut kiedy mama
                                    schodzi po wegiel do piwnicy nie rzuci sie zaraz do okna czy
                                    podpalać dom..
                                    • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 17:46
                                      babcia47 napisała:

                                      > ja od długiego czasu próbuje wykazać związek wczesnego
                                      > usamodzielniania połączonego z nauka bezpiecznych zachowań, z
                                      > umiejetnością dbania "o siebie" równiez przez samo dziecko a takze
                                      > z późniejszym, odpowiedzialnym zachowaniem kilku,
                                      > kilkunastolatka..a chyba o to pytaś?

                                      Pytałam o związek przyczynowo-skutkowy:

                                      POZOSTAWIANIE DZIECKA DO LAT 7 BEZ OPIEKI -> samodzielność w życiu dorosłym.

                                      Dokładnie o to, o nic innego. Bez stosowania ogólników typu "wczesne
                                      usamodzielnianie", pod które podciągnąć można wiele rzeczy. Konkretnie o
                                      pozostawianie dziecka bez opieki -> samodzielność w wieku dorosłym. Bo jakiś
                                      związek widocznie widzisz, skoro w dyskusji nad wykroczeniem pt. zostawianie
                                      7-latka bez opieki w kółko odwołujesz się do kwestii samodzielności.

                                      > mozna załozyć, ze dziecko pozostawione na 5-10 minut kiedy mama
                                      > schodzi po wegiel do piwnicy nie rzuci sie zaraz do okna czy
                                      > podpalać dom..

                                      No dobrze, ale akurat przy węglu pisałaś o niemowlaku ...
                                      • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 18:26
                                        zakładam, że dziecko, które matka decyduje sie zostawić w wieku do
                                        lat 7-miu na chwile bez opieki jest nauczone bezpiecznych zachowań i
                                        zostało to wielokrotnie przez nia sprawdzone..wiec to dziecko ma juz
                                        duzo większa wiedzę na temat zagrożeń, rozumie zwiazek przyczynowo-
                                        skutkowy,rozumie również dlaczego mama wychodzi na chwilę, po co i
                                        dlaczego musi..bo tego swiadomość dziecko tez miec musi zeby choćby
                                        sie nie bać, ze zostało samo czy że mama nie wróci.. musi wiedzieć
                                        jak sie zachować w sytuacji zagrozenia..do tego potrzeba wielu
                                        rozmów i doprowadzenia do pewnej dojrzałości dziecka. Dziecko musi
                                        umieć się zająć zabawą, wiedzieć, że rodzice maja obowiazki i ze nie
                                        zawsze ono musi czy że nie moze w nich uczestniczyć..to wszystko w
                                        sumie jest pośrednim bodźcem do rozwoju dziecka i równiez sposobem
                                        na nauczenie tej dziedziny zycia, która sobie często
                                        dorośli "odpuszczają" żeby nie straszyc czy stresować
                                        małego "aniołka". Człowiek nauczony tego w dzieciństwie nie ma
                                        później "dziwnych" lęków związanych z sytuacjami niecodziennymi czy
                                        wymagajacymi od niego właśnie samodzielności..Ja miałam porównanie
                                        przy okazji samodzielnych podróży pociągiem na egzaminy na
                                        studia..dla mnie to była pestka..dla niektórych koleżanek stres
                                        graniczacy z traumą..Ja bez problemu jeżdzę samochodem w dalekie
                                        trasy..moja koleżanka tylko po mieście, ja zostawiona sama z
                                        dzieckiem a potem drugim dawałam sobie rade bez problemu(mąż w
                                        wojsku)..dla innej mojej koleżanki tragedia było gdy mąż wyjechał na
                                        tydzień w delegację..pierwsza reakcja: kto mi wody do wanienki na
                                        kapiel dziecka przyniesie..to pisze z własnego doświadczenia..ale
                                        b.często dzieci "chowane pod kloszem" bez wielostronnego treningu od
                                        najmłodszych lat radza sobie w wielu dziedzinach dużo gorzej..i
                                        powtarzam jeszcze raz, że ten długotrwałay trening jest powodem dla
                                        którego matka może się zdecydować na chwilowe pozostawienie dziecka
                                        bez ścisłego nadzoru..
                                        > No dobrze, ale akurat przy węglu pisałaś o niemowlaku ...
                                        niemowlaka zostawiałam w łóżeczku..a co do 2,5 latka miałam
                                        przekonanie graniczace z pewnościa, że jak go zostawiłam przy
                                        ciekawej zabawie tak go zastanę, bo wcześniej sprawdziłam
                                        • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 18:46
                                          babcia47 napisała:

                                          > zakładam, że dziecko, które matka decyduje sie zostawić w wieku do
                                          > lat 7-miu na chwile bez opieki jest nauczone bezpiecznych zachowań i
                                          > zostało to wielokrotnie przez nia sprawdzone..wiec to dziecko ma juz
                                          > duzo większa wiedzę na temat zagrożeń, rozumie zwiazek przyczynowo-
                                          > skutkowy,rozumie również dlaczego mama wychodzi na chwilę, po co i
                                          > dlaczego musi..bo tego swiadomość dziecko tez miec musi zeby choćby
                                          > sie nie bać, ze zostało samo czy że mama nie wróci.. musi wiedzieć
                                          > jak sie zachować w sytuacji zagrozenia..do tego potrzeba wielu
                                          > rozmów i doprowadzenia do pewnej dojrzałości dziecka. (...)

                                          Dwa pytania:

                                          1. Czy zostawianie dziecka bez opieki jest tożsame z uczeniem go tego, o czym
                                          piszesz ? Innymi słowy: czy bez opieki zostają tylko dzieci, których rodzice
                                          uczą je samodzielności o jakiej piszesz ?

                                          2. Czy nie pozostawianie dziecka bez opieki wyklucza naukę samodzielności ?
                                          Uważasz, że rodzic który ma zasady "nie zostawiam przedszkolaka bez opieki", nie
                                          uczy go samodzielności i zasad bezpieczeństwa o jakich piszesz ?


                                          Człowiek nauczony tego w dzieciństwie nie ma
                                          > później "dziwnych" lęków związanych z sytuacjami niecodziennymi czy
                                          > wymagajacymi od niego właśnie samodzielności..Ja miałam porównanie
                                          > przy okazji samodzielnych podróży pociągiem na egzaminy na
                                          > studia..dla mnie to była pestka..dla niektórych koleżanek stres
                                          > graniczacy z traumą..Ja bez problemu jeżdzę samochodem w dalekie
                                          > trasy..moja koleżanka tylko po mieście, ja zostawiona sama z
                                          > dzieckiem a potem drugim dawałam sobie rade bez problemu(mąż w
                                          > wojsku)..dla innej mojej koleżanki tragedia było gdy mąż wyjechał na
                                          > tydzień w delegację..pierwsza reakcja: kto mi wody do wanienki na
                                          > kapiel dziecka przyniesie..to pisze z własnego doświadczenia..

                                          Jednak żyjemy w różnych światach big_grin

                                          > ale
                                          > b.często dzieci "chowane pod kloszem" bez wielostronnego treningu od
                                          > najmłodszych lat radza sobie w wielu dziedzinach dużo gorzej..

                                          Czy brak przyzwolenia na pozostawianie dziecka bez opieki do lat 7 jest
                                          "chowaniem pod kloszem" ?
                                          • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 19:05
                                            > > zakładam, że dziecko, które matka decyduje sie zostawić w wieku
                                            do
                                            > > lat 7-miu na chwile bez opieki jest nauczone bezpiecznych
                                            zachowań i
                                            > > zostało to wielokrotnie przez nia sprawdzone..
                                            jak sprawdzisz wiedzę dziecka? puszczajac je samodzielnie do szkoły
                                            w wieku 6-7 lat lub wtedy zostawiajac bez nadzoru? czym to się
                                            będzie różnić od zostawienia przedszkolaka??..i to bez
                                            wczesniejszego jego zachowania w nowej dla niego a niebezpiecznej
                                            sytuacji???
                                            > Jednak żyjemy w różnych światach big_grin
                                            no nie wiem..znam 16-tolatka wyręczanego we wszystkim przez mamę
                                            i "chowanego pod kloszem", który sobie kanapki nie potrafi zrobic
                                            czy odgrzac gotowego obiadu..ale uchlać się już potrafi..
                                            > Czy brak przyzwolenia na pozostawianie dziecka bez opieki do lat 7
                                            jest
                                            > "chowaniem pod kloszem" ?
                                            odpowiedź j/w..jak i kiedy zamierzasz sprawdzić na ile dorósł do
                                            samodzielności przed magiczną granica 7 lat??? Zakładam, ze to
                                            będzie ten wiek kiedy wiele dzieci MUSI wykazac sie juz spora dozą
                                            samodzielności i rozsądku ze wzgledu na obowiazek szkolny i pracę
                                            obojga rodziców...w innej sytuacji mama moze odprowadzac potomka
                                            jeszcze do liceum
                                            • babcia47 errata 17.03.08, 19:07
                                              i to bez
                                              > wczesniejszego * jego zachowania w nowej dla niego a
                                              niebezpiecznej
                                              > sytuacji???
                                              *sprawdzenia jego zachowania
                                            • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 19:50
                                              babcia47 napisała:

                                              > > > zakładam, że dziecko, które matka decyduje sie zostawić w wieku
                                              > do
                                              > > > lat 7-miu na chwile bez opieki jest nauczone bezpiecznych
                                              > zachowań i
                                              > > > zostało to wielokrotnie przez nia sprawdzone..
                                              > jak sprawdzisz wiedzę dziecka? puszczajac je samodzielnie do szkoły
                                              > w wieku 6-7 lat lub wtedy zostawiajac bez nadzoru? czym to się
                                              > będzie różnić od zostawienia przedszkolaka??..i to bez
                                              (...)

                                              IMHO masz poważne kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem.
                                              • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 19:57
                                                w którym miejscu, bo moze coś odczytałam wyrwanego z kontekstu?
                                                • babcia47 Re: *błąd 17.03.08, 20:07
                                                  2. Czy nie pozostawianie dziecka bez opieki wyklucza naukę
                                                  samodzielności ?
                                                  Uważasz, że rodzic który ma zasady "nie zostawiam przedszkolaka bez
                                                  opieki", nie
                                                  uczy go samodzielności i zasad bezpieczeństwa o jakich piszesz ?
                                                  -jak zweryfikujesz umiejetności przedszkolaka, który zamienia się w
                                                  ucznia??? jezeli nie sprawdzisz w którymś momencie jak zareaguje
                                                  pozostawiony sam? nie sprawdzisz czy sie boi? nie panikuje pod
                                                  nieobecność dorosłego? nie przyzwyczaisz do "samodzielnej"
                                                  odpowiedzialnosci za swoje bezpieczeństwo?..a jeżeli bedąc
                                                  przedszkolakiem zostanie pozbawiony Twojej opieki, bo zasłabniesz,
                                                  zagubi się będąc na spacerze(bywa równiez niestety)i to
                                                  niekoniecznie bedąc wtedy z Tobą..?
                                                  • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 20:17
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > 2. Czy nie pozostawianie dziecka bez opieki wyklucza naukę
                                                    > samodzielności ?
                                                    > Uważasz, że rodzic który ma zasady "nie zostawiam przedszkolaka bez
                                                    > opieki", nie
                                                    > uczy go samodzielności i zasad bezpieczeństwa o jakich piszesz ?
                                                    > -jak zweryfikujesz umiejetności przedszkolaka, który zamienia się w
                                                    > ucznia??? jezeli nie sprawdzisz w którymś momencie jak zareaguje
                                                    > pozostawiony sam? nie sprawdzisz czy sie boi? nie panikuje pod
                                                    > nieobecność dorosłego? nie przyzwyczaisz do "samodzielnej"
                                                    > odpowiedzialnosci za swoje bezpieczeństwo?..a jeżeli bedąc
                                                    > przedszkolakiem zostanie pozbawiony Twojej opieki, bo zasłabniesz,
                                                    > zagubi się będąc na spacerze(bywa równiez niestety)i to
                                                    > niekoniecznie bedąc wtedy z Tobą..?

                                                    Czyli: uważasz, że dziecko do lat 7 nie pozostawiane bez opieki nie ma szans na
                                                    naukę zasad bezpieczeństwa i samodzielności. Czy tak ?
                                                • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 20:18
                                                  babcia47 napisała:

                                                  > w którym miejscu, bo moze coś odczytałam wyrwanego z kontekstu?

                                                  Nie odniosłaś się do meritum mojego postu tylko do dwóch jego fragmentów w
                                                  sposób chaotyczny (w tym do jednego fragmentu cytowanego przeze mnie jako twoja
                                                  wypowiedź).
                        • gaja78 Re: *błąd 17.03.08, 17:12
                          to.ja.kas napisała:

                          > Czyli nie próbujesz nam wmówić że ja, Babcia, nasze mamy i babcie
                          > tresowały swoje biedne maluchy by nauczyć je nocnika fundując przez
                          > to nerwice i popuszczanie?

                          Tutaj mieszasz dwie różne sprawy:
                          1. Dojrzałość dziecka do kontrolowania potrzeb fizjologicznych - tutaj nie
                          neguję możliwości nabycia tej dojrzałości ani w wieku 1 roku, ani wieku lat 4.
                          2. Uporczywe przysposabianie dziecka do nocnika, gdy dziecko nie dojrzało
                          jeszcze do kontrolowania swoich potrzeb fizjologicznych - tutaj neguję
                          sensowność takiego działania, bo dziecko tak tresowane a nie gotowe do
                          kontrolowanego sikania i tak będzie zaliczało wpadki do osiągnięcia swojego
                          naturalnego pułapu wiekowego w temacie oddawania moczu i wypróżniania się.
                          Dodatkowo medycyna i psychologia twierdzą zgodnie, że pożytku dla dziecka z
                          takiej praktyki nie ma żadnego, a dziecku funduje się zwiększone ryzyko
                          wystąpienia wad postawy oraz jakieś tam minusy na psychice. Nie wnikałam jakie.

                          Prostym testem, który zaleca się stosować w celu oceny, czy dziecko dojrzało do
                          kontrolowanego oddawania moczu jest sprawdzanie pieluchy po nocy. Jeśli jest
                          sucha - można zacząć proces odpieluchowywania dziecka.

                          Ja naprawdę rozumiem, że 30 lat temu nie było pieluch jednorazowych, tylko
                          pieluchy tetrowe. I to naprawdę jest logiczne, że rodzicom zależało na jak
                          najwcześniejszym odpieluchowaniu dziecka. Dziś pieluchy tetrowe zastąpiły
                          pampersy, więc ten podstawowy argument za wczesnym treningiem czystości (w
                          postaci tetrowej pieluchy) odpadł.
                          I tyle. Można więc śmiało, bez stresu, podążać za naturalnym tempem rozwoju dziecka.

                          Nie mogę pojąć, po co sie to krytykuje ? Co jest złego w tym pampersie na tyłku
                          2- czy 3-latka ? Co jest takiego w 4-latku niewypróżniającym się inaczej niż do
                          pieluchy, co wzbudza w ludziach pogardę i ironiczny ton, skoro medycyna mówi, że
                          ten 4-latek ma prawo do takiego zachowania ? Po co dorabia się do tego negatywną
                          ideologię ? sad
                        • mama303 Re: *błąd 17.03.08, 22:02
                          to.ja.kas napisała:

                          > Czyli nie próbujesz nam wmówić że ja, Babcia, nasze mamy i babcie
                          > tresowały swoje biedne maluchy by nauczyć je nocnika fundując
                          przez
                          > to nerwice i popuszczanie?

                          Jeżeli przyjmiemy że nie wszystkie dzieci osiągają omawiana tu
                          umiejętnośc w wieku roku oraz że Ty, Babcia i nasze mamy przyjeły że
                          jednak - wszystkie, no to ktoraś z Was /Ty, Babcia lub nasze
                          mamay/musiała używać tresury. Nie ma siły.
                          • babcia47 Re: *błąd 18.03.08, 19:10
                            > > Czyli nie próbujesz nam wmówić że ja, Babcia, nasze mamy i
                            babcie
                            > > tresowały swoje biedne maluchy by nauczyć je nocnika fundując
                            > przez
                            > > to nerwice i popuszczanie?
                            >
                            > Jeżeli przyjmiemy że nie wszystkie dzieci osiągają omawiana tu
                            > umiejętnośc w wieku roku oraz że Ty, Babcia i nasze mamy przyjeły
                            że
                            > jednak - wszystkie, no to ktoraś z Was /Ty, Babcia lub nasze
                            > mamay/musiała używać tresury. Nie ma siły.
                            hmm znaczy, ze jeżeli niektóre dzieci w wieku 9 lat nie są w stanie
                            opanować nauki czytania i pisania to reszta została wytresowana????
                            • mama303 Re: *błąd 19.03.08, 22:24
                              babcia47 napisała:

                              > hmm znaczy, ze jeżeli niektóre dzieci w wieku 9 lat nie są w
                              stanie
                              > opanować nauki czytania i pisania to reszta została wytresowana????

                              A przyjmujemy że w wieku 9 lat nie wszystkie dzieci sa w stanie
                              nauczyc sie czytać analogicznie do tego, że wieku roku nie wszystkie
                              dzieci potrafia juz opanować sztuke "nocnikowania"?
                              • babcia47 Re: *błąd 19.03.08, 23:54
                                > hmm znaczy, ze jeżeli niektóre dzieci w wieku 9 lat nie są w
                                > stanie
                                > > opanować nauki czytania i pisania to reszta została
                                wytresowana????
                                >
                                > A przyjmujemy że w wieku 9 lat nie wszystkie dzieci sa w stanie
                                > nauczyc sie czytać analogicznie do tego, że wieku roku nie
                                wszystkie
                                > dzieci potrafia juz opanować sztuke "nocnikowania
                                ja dopuszczam, ze dziecko moze mieć problemy natury fizycznej czy
                                psychicznej z nauka "opanowania czystoścl" do wieku 4-5 lat a nawet
                                później..sytuacje chorobowe (patologiczne)w jakimś procencie
                                populacji zawsze się zdarzaja..jednak z doswiadczenia wiem że dzieci
                                do roku również są w stanie to opanować i swiadomie panować nad
                                zwieraczami..w odróżnieniu od Ciebie!!!!..bo Ty uwazasz, ze cos
                                takiego może byc jedynie wynikiem, że zacytuję: TRESURY!!!
                                • mama303 Re: *błąd 21.03.08, 19:59
                                  babcia47 napisała:

                                  >w odróżnieniu od Ciebie!!!!..bo Ty uwazasz, ze cos
                                  > takiego może byc jedynie wynikiem, że zacytuję: TRESURY!!!

                                  Owszem uważam że wielu z takich "nauczonych" roczniaków zostało
                                  wytresowanych przez rodziców.
                                  A więc nie "jedynie tresury" ale "w wielu przypadkach - tresury". To
                                  chyba róznica?
                    • babcia47 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 16:48
                      może Ty akurat dopuszczasz tą możliwość, że dziecko jest w stanie
                      świadomie kontrolowac zwieracze i świadomie wołać "mama ee czy sii"
                      ale niejednokrotnie zostałam tu potraktowana w sposób jak opisałam
                      wyżej..niestety mało jest w tym momencie możliwości zalinkowania
                      tematu gdzie choćby dopuszcza się taka mozliwość, często
                      kategorycznie stwierdza sie "ze dopiero powyzej 1,5 roku"..a nie
                      będe przepisywać poradników czy artukułów, które mam w domu..i to
                      niekoniecznie wydanych 20 lat temu..i nie tylko polskich autorów.
                • ana5695 Re: to. ja.kas 17.03.08, 20:09
                • mama303 Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 17.03.08, 21:46
                  to.ja.kas napisała:

                  > Nie wiem dlaczego zakładasz ze to była taka mordega ze musiałam
                  > scierac podłoge co 15 minut???? Moze Twoje dzieci miały cos z
                  > pecherzem?
                  > Naleze do leniwych i wygodnych. A córce wystarczyło parę razy
                  > pokazać by się nauczyła. Wtedy już sama chodziła i jak biegała po
                  > mieszkaniu potrafiła sciagnac sobie gatki i siasc na
                  > nocnik....Nocnik nie był dla niej stresem nic a nic i napewno nie
                  > była to tresura.


                  Ale inne dzieci mogą być inne niz Twoja córka. Moja córka nauczyła
                  sie w wieku 2,5 roku praktycznie z dnia na dzień, a mojej siostry
                  synek jeszcze w wieku 5 lat miał z tym problemy. Teraz ma 6 lat i
                  juz problemów nie ma.
                  • wieczna-gosia Re: Pozostawianie dzieci bez opieki 18.03.08, 06:57
                    > > Nie wiem dlaczego zakładasz ze to była taka mordega ze musiałam
                    > > scierac podłoge co 15 minut???? Moze Twoje dzieci miały cos z
                    > > pecherzem?

                    a ty kiepski dzien mialas ze tak histerycznie zareagowalas na wiadomosc ze mi
                    sie nie chcialo?
    • gopio1 Beznadzieja... 17.03.08, 19:31
      Dla mnie to chore, że osoba, która zostawia dziecko bez opieki nie czuje wstydu,
      zażenowania czy choćby wyrzutów sumienia. A wręcz twierdzi, że ma rację - bo w
      ten sposób uczy dziecko samodzielności - a reszta to przewrażliwione,
      nadopiekuńcze matki, które swoich 7-latków traktują jak niemowlaki. C H O R E.

      Kiedyś była taka historia: dziecko zakrztusiło się cukierkiem. 4- czy 5-letnie.
      Mama wyszła na chwilę do piwnicy. Gdy wróciła, to był moment, dziecko nie żyło.
      Ten wypadek mógł się zdarzyc w każdej chwili - ale gdyby zdarzył się przy matce,
      miałaby szansę uratowac synka. Wystarczyłoby, żeby go puknęła w plecy. Do końca
      życia nie pozbędzie się poczucia winy. Ale gdyby wtedy nic sie nie stało, gdyby
      ten chłopiec teraz zył, był szczęśliwym nastolatkiem, to byc może i ona
      pisałaby, że zostawiała swojego 4-latka wiele razy i jakoś nigdy nic się nie
      stało, a wręcz na dobre mu to wyszło, bo jest bardzo samodzielny i zaradny.
      Warto pamiętac o tym, że W Y P A D K I mają to do siebie, że są nieplanowane i
      często nie do przewidzenia...
      • babcia47 Re: Beznadzieja... 17.03.08, 19:47
        > Warto pamiętac o tym, że W Y P A D K I mają to do siebie, że są
        nieplanowane
        > i
        > często nie do przewidzenia...
        >
        Dokładnie!! i to samo mogło się zdarzyc kiedy wyszła do kuchni
        zrobic podwieczorek, czy do toalety..zadławiłam się kiedyś, kilka
        lat temu, bo chciałam przełknąć zbyt duży kawałek twardego mięsa z
        grila..wierz mi człowiek nie jest w stanie wydobyć żadnego
        dźwięku!!!..udusiłabym się siedząc w gronie koleżanek przy jednym
        stole gdybym przypadkiem w sumie się nie uratowała sama...
        • babcia47 Re: Beznadzieja... 17.03.08, 19:56
          przed wszystkimi potencjalnymi nieszczęściami tego świata nie
          uchronisz nikogo nawet gdybyś zamkneła go we własnych objęciach,
          wszystkiego nie przewidzisz i pomijając przypadek taki jak ten z
          zadławieniem możesz przynajmniej dac dziecku jakąś "broń" do
          ręki..mozliwość samoobrony..długotrwałą naukę, tłumaczenie,
          sprawdzanie jak dziecko sie zachowuje..po to by było bezpieczniejsze
          kiedy juz będzie MUSIAŁO samo o siebie zadbać i polegac na własnym
          rozsądku..czy w wieku 4 czy 7 lat zawsze to bedzie ten pierwszy raz,
          gorzej jezeli ten w wieku 7 lat bedzie bez jakiegokolwiek
          przygotowania..
          • gopio1 Re: Beznadzieja... 17.03.08, 20:39
            babcia47 napisała:
            > kiedy juz będzie MUSIAŁO samo o siebie zadbać i polegac na własnym
            > rozsądku..czy w wieku 4 czy 7 lat zawsze to bedzie ten pierwszy raz

            Weź mi tu nie porównuj 4-latka z 7-latkiem.
            Różnica jest zasadnicza. Posłałabyś 4-latka do szkoły??
            W tym wieku 3 lata to przepaść rozwojowa - intelektualna, emocjonalna, umysłowa
            i fizyczna.

            Łatwiej przygotowac 7-latka na pozostanie samemu niz 4-latka. I choćbys mnie
            przekonuwała pół życia, zdania nie zmienię - małe dzieci powinny być pod stałą
            opikę rodziców. A za małe dziecko uważa się właśnie takie do 7 lat. Jeśli ktoś
            decyduje się na dziecko, to z pełnymi konsekwencjami - a więc i zapewnieniamu
            opieki - niekoniecznie swojej, jeśli to niemożliwe, ale innej osoby dorosłej. W
            przeciwnym razie - nawet jeśli będzie wyszukiwał dziesiątki argumentów na swoje
            usprawiedliwienie - jest po prostu rodzicem NIEODPOWIEDZIALNYM. I szczęście,
            jeśli nigdy się o tym nie przekona, żeby przyznać rację temu stwierdzeniu. Czego
            i Tobie życzę.
            • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 17.03.08, 23:30
              7miolatek nie staje się sam z siebie bardziej odpowiedzialny, tylko
              dlatego, że byl ucozny odpowiedzialności.
              • sir.vimes Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 11:22
                Samodzielność i odpowiedzialność nie pojawia się z dnia na dzień jak włosy na
                nogach. Jest efektem pracy rodziców niemal od samego pojawienia sie dziecka na
                świecie.

                > 7miolatek nie staje się sam z siebie bardziej odpowiedzialny, tylko
                > dlatego, że byl ucozny odpowiedzialności.
                • kropkacom Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 11:37
                  Cały proces wychowawczy to jedna wielka nauka samodzielności i
                  odpowiedzialności. I tu się chyba zgadzamy. Kwestia jest taka czy małe dziecko w
                  ramach tej nauki ma być pozostawiane samo w domu. Cz tylko w ten sposób może
                  stać się odpowiedzialne. Czy pełnej odpowiedzialności można już wymagać np. od
                  sześciolatka? Myślę że w procesie wychowawczym to my rodzice musimy być przede
                  wszystkim odpowiedzialni. Czy właściwą nauką samodzielności jest zostawienie 6
                  latka w domu i pójście na zakupy "z ręka na duszy" czy mały da radę?
                  • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 12:11
                    tylko czy da sie nauczyć pływac na brzegu, bez wchodzenia do wody??
                    co jeżeli w praktyce okaże się, ze dziecko, które juz MUSI
                    posługiwac się zasadami wpajanymi przez rodziców..wcale ich nie
                    stosuje? to jak rzucanie dziecka bez żadnej praktyki na głęboką
                    wodę!!! Dziecko, które dostało jedynie teoretyczne zasady potrzebuje
                    jednak czasu i to długiego na nauke stosowania ich w praktyce..po to
                    by jako 7 czy 10 latek nie zginąć pod kołami samochodu czy bawiąc
                    sie niewybuchem!!I pomijam tu mamusie, które mają środki na
                    zapewnienie płatnej opieki dziecku nawet w okresie szkolnym lub mogą
                    zrezygnować z pracy, mieszkają w dużych aglomeracjach gdzie szkoły
                    jednak wyglądaja zupełnie inaczej niz nawet w miastach powiatowych
                    (brak swietlic, stołówek, kilkuzmianowa nauka)Punkt widzenia zalezy
                    od punktu siedzenia..a dzieci muszą też jeść, potrzebują choćby
                    najprostrzych ubrań, lekarstw, miejsca do spania idt, więc sporo
                    rodziców MUSI pracowac by zapewnic to dziecku..Gdyby życie
                    wszystkich ludzi w kraju wygladało tak jak sądzą niektóre
                    forumowiczki, to nie byłoby tematu do dyskusji..choć dla mnie jest
                    dziwne, że okres "gniazdowania" w naszym kraju zaczyna wydłużaC się
                    juz niemal do jednej trzeciej zycia dorosłego człowieka..
                    • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 12:16
                      babcia47 napisała:

                      > tylko czy da sie nauczyć pływac na brzegu, bez wchodzenia do wody??
                      > co jeżeli w praktyce okaże się, ze dziecko, które juz MUSI
                      > posługiwac się zasadami wpajanymi przez rodziców..wcale ich nie
                      > stosuje? to jak rzucanie dziecka bez żadnej praktyki na głęboką
                      > wodę!!!

                      Skąd bierzesz takie teorie ? Z własnego doświadczenia ?
                      Czy z własnych tylko-i-wyłącznie przekonań ?

                      IMHO zakładasz ciągle że dziecko nie jest uczone samodzielności do osiągnięcia
                      wieku lat 7. A to jest założenie fałszywe.
                      • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 12:35
                        choćby z zwykłej statystyki..jednak wiecej dzieci ulega tragicznym
                        wypadkom, w domu i poza domem wtedy, kiedy juz nietety musi polegac
                        jedynie na sobie i nie ma stałego nadzoru rodziców
                        • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 12:50
                          babcia47 napisała:

                          > choćby z zwykłej statystyki..jednak wiecej dzieci ulega tragicznym
                          > wypadkom, w domu i poza domem wtedy, kiedy juz nietety musi polegac
                          > jedynie na sobie i nie ma stałego nadzoru rodziców

                          Dysponujesz taką statystyką z podziałem na dzieci, które były pozostawiane bez
                          opieki do lat 7 i resztę ?
                          • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 13:04
                            dobrze wiesz, że dokładnie takich statystyk nikt nie prowadził..za
                            to wystarczy sie rozejrzeć we własnym otoczeniu i nawet posłuchać
                            mediów..kazdy wypadek małego dziecka (nawet ten, który nie skończył
                            sie tragicznie)jest nagłaśniany przez media..kiedy to dotyczy dzieci
                            starszych juz nie, co wiem choćby z własnego miejsca zamieszkania.
                            Ilość dzieci w wieku szkolnym, które giną w wypadkach drogowych,
                            przy niebezpiecznych zabawach, czy na skutek zaniedbania dorosłych,
                            toną kąpiac się czy bawiac w miejscach niedozwolonych jest taka,
                            że "newsów" powinno być kilka-kilkanascie dziennie..na takie
                            sytuacje kiedy kilkulatek w wieku szkolnym został kaleką czy uległ
                            poważnemu poranieniu tez zwraca się uwage tylko w niewielu
                            przypadkach..a o takich słyszy sie w swoim srodowisku lub czyta
                            jedynie w prasie lokalnej
                            • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 13:15
                              babcia47 napisała:

                              > dobrze wiesz, że dokładnie takich statystyk nikt nie prowadził..za
                              > to wystarczy sie rozejrzeć we własnym otoczeniu i nawet posłuchać
                              > mediów..kazdy wypadek małego dziecka (nawet ten, który nie skończył
                              > sie tragicznie)jest nagłaśniany przez media..kiedy to dotyczy dzieci
                              > starszych juz nie, co wiem choćby z własnego miejsca zamieszkania.
                              > Ilość dzieci w wieku szkolnym, które giną w wypadkach drogowych,
                              > przy niebezpiecznych zabawach, czy na skutek zaniedbania dorosłych,
                              > toną kąpiac się czy bawiac w miejscach niedozwolonych jest taka,
                              > że "newsów" powinno być kilka-kilkanascie dziennie..na takie
                              > sytuacje kiedy kilkulatek w wieku szkolnym został kaleką czy uległ
                              > poważnemu poranieniu tez zwraca się uwage tylko w niewielu
                              > przypadkach..a o takich słyszy sie w swoim srodowisku lub czyta
                              > jedynie w prasie lokalnej

                              Jak to się ma do wiedzy o tym, czy dziecko było zostawiane bez opieki przed
                              ukończeniem lat 7 czy nie ?

                              Wykorzystujesz do potwierdzenia swojej teorii fakty, które obiektywnie rzecz
                              biorąc żadnej informacji do zagadnienia:

                              <pozostawianie dziecka bez opieki do lat 7> -> <wypadkowość wśród dzieci powyżej
                              lat 7 pod nieobecność rodziców>

                              nie wnoszą.
                            • mama303 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 19.03.08, 21:35
                              babcia47 napisała:

                              > toną kąpiac się czy bawiac w miejscach niedozwolonych jest taka,
                              > że "newsów" powinno być kilka-kilkanascie dziennie..na takie
                              > sytuacje kiedy kilkulatek w wieku szkolnym został kaleką czy uległ
                              > poważnemu poranieniu tez zwraca się uwage tylko w niewielu
                              > przypadkach..a o takich słyszy sie w swoim srodowisku lub czyta
                              > jedynie w prasie lokalnej

                              A ilu dorosłych ulega takim wypadkom???? I co z tego?
                              • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 19.03.08, 23:31
                                to ztego, ze wtedy juz nikt nie oskarży "mamy", że zaniedbała swoje
                                obowiazki, zostawiła np. 8-latka bez opieki, to juz nie podpada pod
                                paragraf, jest tylko nieszczęśliwym wypadkiem..a czy nauczyła go
                                wcześniej, przygotowała do samodzielnego dbania o własne
                                bezpieczeństwo to insza inszość..
                        • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 12:53
                          i z własnych obserwacji..jednak skądś bierze się to "zdziczenie"
                          obyczajów w szkołach wśród pokolenia juz wychowanego na
                          nowych "zasadach"..to co sie dzieje w szkołach nie jest tajemnicą i
                          jest b.nagłasniane równiez przez media..przemoc czy uleganie złym
                          wpływom tez bierze się z braku odpowiedzialnosci, zasad,
                          niezauważania kiedy przekracza się granice..i co gorsza dotyczy to
                          coraz młodszych grup dzieci i młodzieży szkolnej
                          • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 13:17
                            babcia47 napisała:

                            > i z własnych obserwacji..jednak skądś bierze się to "zdziczenie"
                            > obyczajów w szkołach wśród pokolenia juz wychowanego na
                            > nowych "zasadach"..to co sie dzieje w szkołach nie jest tajemnicą i
                            > jest b.nagłasniane równiez przez media..przemoc czy uleganie złym
                            > wpływom tez bierze się z braku odpowiedzialnosci, zasad,
                            > niezauważania kiedy przekracza się granice..i co gorsza dotyczy to
                            > coraz młodszych grup dzieci i młodzieży szkolnej

                            Chcesz powiedzieć, że przemoc i uleganie złym wpływom w szkole to konsekwencja
                            niepozostawiania dzieci bez opieki do lat 7 ?
                            • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 13:31
                              ..to konsekwencja "bezstresowego" wychowywania i braku kontroli czy
                              dziecko cokolwiek pojęło z "nauk" rodziców(dotyczy to tez wzrostu
                              wypadków wśród dzieci i młodziezy szkolnej..a konsekwenca wynika z
                              tego, ze coś w tych naukach szwankuje..nawet najprostrze nauki
                              wymagają treningu a co dopiero tak wazna dziedzina jak szeroko
                              pojeta nauka bezpiecznych zachowań. Dzieco trzymane "za rączkę"
                              przez mamusie do 7-go roku zycia i zdane na jej nakazy, zakazy, rady
                              ocaleje..a co z okresem późniejszym? naucz się chodzić po linie czy
                              pływać słuchajac jedynie czyichś wskazówek..a każda nauka (jak kazda
                              podróż) zaczyna się od pierwszego choćby malutkiego kroczku..po
                              linie lub w wodzie do kolan..tak samo zeby ocenic zachowanie dziecka
                              trzeba sprawdzić jego zachowanie w "warunkach kontrolowanych",
                              choćby po to by zauwazyc braki w sposobie wychowywania i je uzupełnic
                              • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 13:45
                                babcia47 napisała:

                                > ..to konsekwencja "bezstresowego" wychowywania i braku kontroli czy
                                > dziecko cokolwiek pojęło z "nauk" rodziców(dotyczy to tez wzrostu
                                > wypadków wśród dzieci i młodziezy szkolnej..a konsekwenca wynika z
                                > tego, ze coś w tych naukach szwankuje..nawet najprostrze nauki
                                > wymagają treningu a co dopiero tak wazna dziedzina jak szeroko
                                > pojeta nauka bezpiecznych zachowań. Dzieco trzymane "za rączkę"
                                > przez mamusie do 7-go roku zycia i zdane na jej nakazy, zakazy, rady
                                > ocaleje..a co z okresem późniejszym? naucz się chodzić po linie czy
                                > pływać słuchajac jedynie czyichś wskazówek..a każda nauka (jak kazda
                                > podróż) zaczyna się od pierwszego choćby malutkiego kroczku..po
                                > linie lub w wodzie do kolan..tak samo zeby ocenic zachowanie dziecka
                                > trzeba sprawdzić jego zachowanie w "warunkach kontrolowanych",
                                > choćby po to by zauwazyc braki w sposobie wychowywania i je uzupełnic

                                Nie trzeba zostawiać dziecka samego w domu, żeby obserwować jego dojrzałość i
                                samodzielność. Na tym właśnie polegają warunki kontrolowane, że w razie czego
                                jest się zdolnym udzielić pomocy lub zapobiec nieszczęściu. Czyż nie ?
                                Zostawiając dziecko samo w domu ani niczego nie obserwujemy tak naprawdę, ani
                                nie możemy w razie czego interweniować. To nie są żadne warunki kontrolowane. To
                                odbieranie sobie możliwości obserwacji i reakcji.

                                Widzimy tylko stan wyjściowy, końcowy całego procesu: wracamy do domu i dziecko
                                jest całe i zdrowe. Ale nie mamy żadnej wiedzy na temat tego, co dziecko robiło.
                                Bo równie dobrze mogło układać klocki jak i trenować wspinaczkę na parapet i
                                otwieranie okna, a tylko zwykły fuks uratował je od wypadnięcia.

                                Prawda ? Warunki kontrolowane to warunki, w których możemy obserwować i
                                reagować. Pozostawianie dziecka samego w domu pod to pojęcie się nie kwalifikuje.
                                • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 13:59
                                  > Nie trzeba zostawiać dziecka samego w domu, żeby obserwować jego
                                  dojrzałość i
                                  > samodzielność. Na tym właśnie polegają warunki kontrolowane, że w
                                  razie czego
                                  > jest się zdolnym udzielić pomocy lub zapobiec nieszczęściu. Czyż
                                  nie ?
                                  > Zostawiając dziecko samo w domu ani niczego nie obserwujemy tak
                                  naprawdę, ani
                                  > nie możemy w razie czego interweniować. To nie są żadne warunki
                                  kontrolowane. T
                                  > o
                                  > odbieranie sobie możliwości obserwacji i reakcji.

                                  zostawiajac dziecko na chwile wychodząc (np do piwnicy po węgiel)
                                  widzisz czy dziecko spanikowało, siedzi zapłakane pod drzwiami, czy
                                  próbowało przyciagnąć ciężki fotel z drugiego konca pokoju by
                                  wdrapac się na okno czy na meble(u mnie lekkich mebli do wspinaczki
                                  nie było, bo usunęłam zanim zaczęły raczkować), czy próbowało
                                  wiedząc, że nie jest pod Twoja kontrolą, dobierać sie do
                                  zabezpieczonych szafek, ..jak chcesz to sprawdzić majac je
                                  nieustannie "na oku" i kiedy ono o tym wie? Jak dowiesz sie czy
                                  dziecko stosuje Twoje zakazy "świadomie" a nie na zasadzie "mama
                                  patrzy"??? czy bedąc zdane na uformowany przez Twoje nauki własny
                                  rozsądek, posłucha go czy zacznie eksperymentować??
                                  • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 14:31
                                    babcia47 napisała:

                                    > zostawiajac dziecko na chwile wychodząc (np do piwnicy po węgiel)
                                    > widzisz czy dziecko spanikowało, siedzi zapłakane pod drzwiami, czy
                                    > próbowało przyciagnąć ciężki fotel z drugiego konca pokoju by
                                    > wdrapac się na okno czy na meble(u mnie lekkich mebli do wspinaczki
                                    > nie było, bo usunęłam zanim zaczęły raczkować), czy próbowało
                                    > wiedząc, że nie jest pod Twoja kontrolą, dobierać sie do
                                    > zabezpieczonych szafek, ..

                                    Przecież 3-4 letnie dziecko może dobierać się do zabezpieczonej szafki w sposób,
                                    który nie pozostawi po sobie śladów. I nie musi wcale okazywać swojego strachu -
                                    zależy od charakteru.

                                    > jak chcesz to sprawdzić majac je
                                    > nieustannie "na oku" i kiedy ono o tym wie?
                                    > Jak dowiesz sie czy
                                    > dziecko stosuje Twoje zakazy "świadomie" a nie na zasadzie "mama
                                    > patrzy"??? czy bedąc zdane na uformowany przez Twoje nauki własny
                                    > rozsądek, posłucha go czy zacznie eksperymentować??

                                    Nazywajmy więc rzeczy po imieniu. Jesteś zwolenniczką ryzykownego
                                    eksperymentowania z dzieckiem, czyli pozostawiania go na próbę bez opieki.
                                    Wszystko pięknie i ładnie, jeśli dziecko nic sobie nie zrobi. Ale jeśli zrobi,
                                    możesz nie zdążyć z udzieleniem pomocy.

                                    To nie są warunki kontrolowane. To są warunki niekontrolowane, zwykłe ryzykowne
                                    eksperymentowanie i nic więcej.

                                    W takich warunkach dziecko może złamać zakaz i ty nigdy się o tym nie dowiesz.
                                    Tworzysz sobie złudną teorię o warunkach kontrolowanych, podczas gdy logiczne
                                    rzecz biorąc ilość informacji, jaką możesz pozyskać za pomocą tych eksperymentów
                                    jest znikoma, a ryzyko braku możliwości udzielenia koniecznej pierwszej pomocy
                                    spore. Mi ten bilans jednak wychodzi ujemny, zatem dziękuję bardzo. Wolę
                                    poczekać do wieku lat 7, wcześniej pobudzając wyobraźnię dziecka w temacie tego
                                    "co się może stać jeśli ..." przy każdej możliwej okazji.

                                    Mam wrażenie (mam nadzieję mylne), że podzielasz zdanie Artjoasi, która w tym
                                    wątku raczyła oświadczyć, iż z perspektywy czasu uważa nadopiekuńczą postawę
                                    swojej matki za bardziej szkodliwą od odważnej postawy swojego ojca. A to że
                                    ojca (z całym szacunkiem dla zmarłego) już na świecie nie ma, to taki mały
                                    szczegół albo nie wiem co. To dość podobny sposób rozumowania. Uwzględnianie w
                                    bilansie wybiórczo: pozytywów jednej opcji (ryzykownej) i negatywów drugiej
                                    (nadopiekuńczej). Taki rachunek zawsze wyjdzie na plus dla pierwszej opcji.
                                    Mimo, że negatywów opcji ryzykownej może być więcej niż negatywów opcji nr 2 -
                                    nadopiekuńczej.
                                    • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 17:02
                                      Mam wrażenie (mam nadzieję mylne), że podzielasz zdanie Artjoasi,
                                      która w tym
                                      > wątku raczyła oświadczyć, iż z perspektywy czasu uważa
                                      nadopiekuńczą postawę
                                      > swojej matki za bardziej szkodliwą od odważnej postawy swojego
                                      ojca.
                                      Mój ojciec również stymulował mnie w kierunku
                                      samodzielności..właśnie z tego powodu by mnie zabiezpieczyć przed
                                      niebezpieczeństwami tego swiata..był przy mnie, długo mnie uczył i
                                      dopiero kidy był pewien, żem wiem i umiem to co robię pozwalał na
                                      robienie czegos samodzielnie, pod własnym dyskretnym nadzorem, mama
                                      sie nade mna "wytrzasała" w sytuacjach które miałam "pod
                                      kontrolą"(jakby nie zauwazała, że są sprawy w których wtrącanie się
                                      jest dla mnie wręcz obraźliwe, bo podszyte brakiem elementarnego
                                      zaufania) i tak jej zostało do dziś..niestety skutki tego są
                                      opłakane..ale to inna bajka
                                      A to że
                                      > ojca (z całym szacunkiem dla zmarłego) już na świecie nie ma, to
                                      taki mały
                                      > szczegół albo nie wiem co.
                                      Mój ojciec prawie wogóle nie pił..co wielu uważało za dziwactwo, a
                                      tym bardziej nie prowadził po alkoholu..Nie ten rodzaj "odwagi"
                                      reprezentował..sam od 14-tego roku zycia musiał dbać o siebie
                                      (opisałam to gdzies tu na forum) a od wczesnych lat pomagać w
                                      gospodarstwie, opiekowac sie młodszą siostrą itd. stąd wiedział na
                                      co stać dziecko i na co mu mozna pozwolić.
                                      To dość podobny sposób rozumowania. Uwzględnianie w
                                      > bilansie wybiórczo: pozytywów jednej opcji (ryzykownej) i
                                      negatywów drugiej
                                      > (nadopiekuńczej).
                                      niekoniecznie..ja z konsekwencjami tej ostatniej musze "walczyc" do
                                      dziś..jeżeli posiadam jakieś kompleksy, zahamowania, problemy natury
                                      psychicznej.. to tylko dzięki temu, ale to dotyczy mojej osoby..nie
                                      mam zamiaru uogólniac, bo nie wiem jak na inne osoby moze wpływac
                                      takie zachowanie..choc o tym też się sporo pisze. tzn o wpływie
                                      nadopiekuńczych rodziców na późniejsze życie i zachowanie osób
                                      dorosłych
                                      • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 17:31
                                        "opiekowac sie młodszą siostrą"
                                        kiedy miał 5,5 lat i znalazł sie pod obstrzałem samolotu niemieckiego
                                        ('39) wcisnał 2 latke do rury melioracyjnej pod droga by nie dostała
                                        pociskiem czy rykoszetem..sam się tam nie mógł zmieścić, ale starał
                                        sie choć ją ochronić
                                    • artjoasia Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 17:49
                                      > Mam wrażenie (mam nadzieję mylne), że podzielasz zdanie Artjoasi, która w tym
                                      > wątku raczyła oświadczyć, iż z perspektywy czasu uważa nadopiekuńczą postawę
                                      > swojej matki za bardziej szkodliwą od odważnej postawy swojego ojca. A to że
                                      > ojca (z całym szacunkiem dla zmarłego) już na świecie nie ma, to taki mały
                                      > szczegół albo nie wiem co. To dość podobny sposób rozumowania. Uwzględnianie w
                                      > bilansie wybiórczo: pozytywów jednej opcji (ryzykownej) i negatywów drugiej
                                      > (nadopiekuńczej). Taki rachunek zawsze wyjdzie na plus dla pierwszej opcji.
                                      > Mimo, że negatywów opcji ryzykownej może być więcej niż negatywów opcji nr 2 -
                                      > nadopiekuńczej.
                                      >


                                      Jak widzę, nie raczyłaś zauważyć faktu, że napisałam o dwóch SKRAJNYCH opcjach. A chyba żadna skrajność nie jest dobra, nieważne czego dotyczy. I zupełnie nie rozumiem, skąd wzięło się słowo "wybiórczo"... Może Ty oceniasz wybiórczo, ponieważ takich doświadczeń nie masz. Oczywiście że nadopiekuńczość nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla życia czy zdrowia, jest jednak jedną z gorszych rzeczy, jakie mogą spotkać dziecko na etapie rozwoju emocjonalnego. I raczej nie widzę takiej możliwości, żeby skrajna nadopiekuńczość nie pozostawiła żadnych śladów na psychice. Działa ZAWSZE i zawsze w sposób mniej lub bardziej szkodliwy.
                                      • gaja78 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 18:02
                                        artjoasia napisała:

                                        > Jak widzę, nie raczyłaś zauważyć faktu, że napisałam o dwóch SKRAJNYCH opcjach.
                                        > A chyba żadna skrajność nie jest dobra, nieważne czego dotyczy. I zupełnie nie
                                        > rozumiem, skąd wzięło się słowo "wybiórczo"... Może Ty oceniasz wybiórczo, pon
                                        > ieważ takich doświadczeń nie masz. Oczywiście że nadopiekuńczość nie stanowi be
                                        > zpośredniego zagrożenia dla życia czy zdrowia, jest jednak jedną z gorszych rze
                                        > czy, jakie mogą spotkać dziecko na etapie rozwoju emocjonalnego.

                                        Zgadzam się. Jeśli mówimy o skrajnej nadopiekuńczości, a ta zdaje się nie jest
                                        przedmiotem tej dyskusji. Czy brak przyzwolenia na zostawianie dziecka do lat 7
                                        bez opieki jest skrajną nadopiekuńczością ? Czyli RÓWNA SIĘ skrajnej
                                        nadopiekuńczości ?

                                        I raczej nie w
                                        > idzę takiej możliwości, żeby skrajna nadopiekuńczość nie pozostawiła żadnych śl
                                        > adów na psychice. Działa ZAWSZE i zawsze w sposób mniej lub bardziej szkodliwy.

                                        Tu też się zgadzam. Jednocześnie jesteśmy ludźmi dorosłymi i nasza
                                        odpowiedzialność przed samymi sobą wymaga, by z tymi negatywnymi śladami
                                        wychowania w naszym umyśle walczyć i nie kierować się w procesie wychowania
                                        własnych dzieci uprzedzeniami, ale racjonalnie oceniać czym jest skrajna
                                        nadopiekuńczość a czym zachowanie zasad bezpieczeństwa.
                                        • artjoasia Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 18:39
                                          >Czy brak przyzwolenia na zostawianie dziecka do lat 7
                                          > bez opieki jest skrajną nadopiekuńczością ? Czyli RÓWNA SIĘ skrajnej
                                          > nadopiekuńczości ?

                                          Zdecydowanie tak - jeśli mówimy o opisanych wyżej sytuacjach, jak na przykład
                                          zejście na minutę na dół po przywiezione przez kogoś leki czy po cokolwiek
                                          innego. I jeśli mówimy o dziecku przeciętnym, a nie takim, jak opisuje np.
                                          zonka77. I jeśli mówimy o dziecku w łóżeczku, kojcu czy bezpiecznym domu
                                          (zależnie od wieku).
                                          • kropkacom Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 18:44
                                            Chcesz zostawiaj. To Twoja w sumie sprawa. Trochę mam dość tej rozmowy bo to
                                            "walka" z wiatrakami. Nie znam żadnego innego państwa gdzie poparcie dla
                                            zostawiania małych dzieci w domu jest tak duże. Mam wrażenie ze chodzi tu o
                                            wygodnictwo mamuś a nie o naukę czegokolwiek. Pozdrawiam.
                                            • babcia47 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 19:06
                                              ..a ja mam wrażenie, że chodzi o załatwienie sobie dobrego
                                              samopoczucia do 7-go roku zycia dziecka..a potem niech bedzie co ma
                                              być...w koncu mama nie zrobiła nic złego..a czy zrobiła coś
                                              dobrego??? Tak, to nie jest łatwe..trzeba pokonać własny strach o
                                              dziecko, wcześniej poswięcić sporo czasu na nauke i sprawdzanie
                                              czy "załapało" i jak sobie radzi, trzeba sporo "wyobraźni" by
                                              przewidzieć co wykombinuje i sposoby by je przekonac by tego nie
                                              robiło i wyjaśnić dlaczego, a potem odbyć trening, i korygować i
                                              znów trenować..w tym czasie można zabrać dziecko na spacerek za
                                              rączkę lub obejrzec serial z dzieckiem bawiacym sie na dywanie..Ja
                                              jestem pewna, że moi, dorośli synowie poradzą sobie w sytuacjach
                                              kryzysowych, gdyby nawet znikneły "zdobycze cywilizacyjne", bo
                                              pokazałam im jak sie bez nich obywać, dadzą sobie radę i zadbają o
                                              swoje rodziny, dają sobie również nieźle radę w "cywilizacji"..ale
                                              na tą pewność trzeba było sobie zapracować
                    • mama303 Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 19.03.08, 21:22
                      babcia47 napisała:

                      > tylko czy da sie nauczyć pływac na brzegu, bez wchodzenia do
                      wody??


                      A jak sprawdzasz czy dziecko umie juz pływać? Wrzucasz do wody,
                      zamykasz oczy, czy jestes obok i asekurujesz w razie potrzeby?
                  • sir.vimes Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 14:29
                    Kropkacom.

                    Nie, moim zdaniem nie ma sensu zostawiać dziecko same w domu "na próbę", zanim
                    do tego nie dorośnie (co u każdego przebiega indywidualnie, oczywiście, nie ma
                    żadnej magicznej cezury).

                    Ale nie ma sensu sprowadzać zbiegnięcia do skrzynki na listy (tudzież np.
                    otworzyć komuś drzwi lub bramę - mieszkającym w domach zdarza się to nader
                    często smile (podczas gdy 4, 5 latek słucha bajki, jest zajęty zabawą i WIE, że
                    mama wyszła na klatkę schodową) do jakiegoś porzucenia, zaniedbania, stworzenia
                    sytuacji gorżącej zyciu i bezpieczeństwu dziecka.

                    A co do
                    "czy mały da radę?" ? Cóż, myslę, że cały czas wystawiamy dzieci na jakieś próby
                    (taką próbą jest rozpoczęcie przedszkola, szkoły, zajęcia dodatkowe - w każdej z
                    tych sytuacji zastanawiamy się czy i jak poradzi sobie nasze dziecko).
                    Także i pierwsze samotne pozostanie w domu bedzie jakąś próbą, i dobrze.


                    Nauka samodzielności i odpowiedzialności to miedzy innymi uczenie dziecka NA
                    DŁUGO zanim zostanie samo w domu reguł, których musi w domu przestrzegać (np.
                    sprawy oczywiste - nie otwierać okien, nie otwierać drzwi, nie ruszać
                    piekarnika, nie grzebać w apteczce itp itd).

                    Zagrożenia grożące dziecku minimalizujemy wychowaniem i nauką nie stałym
                    dozorem. Dozór 24 h na dobe bez wychowywania i uczenia samodzielności,
                    odpowiedzialności może wbrew pozorom szybko stac się dla dziecka źródłem
                    zagrożeń. Np. dziecko non stop ubierane jak niemowlę przez rodziców - w
                    przedszkolu łatwiej zapomni o swetrze czy rajtuzach ubierając sie do wyjścia na
                    plac zabaw. Po prostu nie jest nauczone by o tym pamiętać. Tak samo dziecko
                    sześcioletnie ciagane na klatke schodową za kazdym razem gdy np. domofon się
                    zepsuje a trzeba wpuścić gości zakoduje sobie, ze zostanie samemu nawet na 3
                    minuty to coś strasznego, czego trzeba sie bać i z czym sobie nie poradzi.





                    • to.ja.kas Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 14:52
                      sir.vimes napisała:

                      > sześcioletnie ciagane na klatke schodową za kazdym razem gdy np.
                      domofon się
                      > zepsuje a trzeba wpuścić gości zakoduje sobie, ze zostanie samemu
                      nawet na 3
                      > minuty to coś strasznego, czego trzeba sie bać i z czym sobie nie
                      poradzi.
                      AMEN!
                      • sir.vimes Re: Dokładnie, srebrnarybo ! 18.03.08, 14:55
                        dziękismile
      • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 17.03.08, 23:28
        Co powiesz o wypadku dziecka Ewy Błaszczyk? Była w drzwiach pokoju,
        w którym było dziecko i rozmawiala przez telefon, a z dizeckiem była
        niańka. I mimo obecności dwóch osób dorosłych dziecko się
        zakrztusiło, straciło oddech, co spowodowało trwałe uszkodzenia
        móxgu, dziecko w zasadzie nie ma świadomości, ne poznaje matki etc.
        etc. Takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko, ale w tym wypadku nie
        pomogła obecność dwóch dorosłych osób.
        • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 09:47
          Mam ochotę włączyć caps locka sad Wo obecności rodzica też może dojść do
          poważnych wypadków. Przecież to logiczne i nikt temu nie zaprzecza. Nie zmienia
          to faktu że jak matki czy ojca nie ma w pobliżu a dziecku dzieje się krzywda lub
          robi jakąś głupotę to nie masz szansy mu pomóc. Wiesz ile razy moje bliźniaki
          się krztusiły i ratowało je to że mogłam im pomóc. Moja mama robiła mi masaż
          serca i dzięki niej żyje.
        • to.ja.kas Re: Beznadzieja... 18.03.08, 10:01
          Jako niespełna dwulatka miałam poparzona połowę ciała (do dziś mam
          bliznę na szyi, na szczescie tylko tu) gorącą, gęstą kaszą manną.
          Siedziałam na nocniku a babcia stała obok (mam nadzieję, że nikt nie
          weźmie tego przykładu jako niebezpieczeństw związanych z
          odpieluchowaniem przed 2 rokiem życia tongue_out).
          Takich wypadków w obecności dorosłych jest bardzo duzo (polecam
          odwiedziny w szpitalach dzieciecych - bywam czesto mama jest
          pielegniarką). Wierz mi, że mało kiedy spotkasz tam dzieci które
          spotkała krzywda pod nieobecnosc rodzców. Za to oparzen, srubokretów
          w oku (taki przypadek był w Olsztynie, na szczescie oko uratowane),
          złamań, rozbitych głów itp cała masa.

          A pytanie postawione chyba przez babcię jest dobre bo ja jestem
          ciekawa czy magiczne przekroczenie 7 lat powoduje, że dziecko mozna
          już na chwilę w spokoju zostawić? Jak sprawdzić i kiedy czy jest juz
          na tyle odpowiedzialne, że nie zrobi sobie krzywdy i nie spali
          mieszkania czy nie zaleje sąsiadów? Jak nauczyć bez chwili praktyki?
          Jak zweryfikować to co sądzimy ze stanem faktycznym?

          Sorry ale dla mnie 5 czy 6 latek walący kupę w pampersa to nie
          problem fizjologiczny, to problem wychowawczy. POważny problem. To
          juz dziecko przedszkolne.
          Był taki odcinek "Super niani" gdzie dziecie w tym wieku waliło w
          pieluchy, nawet jej włosy na głowie stanęły dęba. I nie ma co
          usprawiedliwiac sie psychologami (metode bezstresowa tak często
          opluwaną tez ywmyslił "specjalista" - w sumie nie jest aż taka zła
          jak teraz oceniaja ja inni "specjalisci", tylko trzeba przeczytać to
          co napisał a nie to co o tej metodzie piszą inni.)
          --
          "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
          -Tak, skończył się rozwodem"
          sygnaturka wykradziona smile
          • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 10:17
            > Takich wypadków w obecności dorosłych jest bardzo duzo (polecam
            > odwiedziny w szpitalach dzieciecych - bywam czesto mama jest
            > pielegniarką). Wierz mi, że mało kiedy spotkasz tam dzieci które
            > spotkała krzywda pod nieobecnosc rodzców.

            Ja akurat obecności mojej mamy zawdzięczam życie. Masz jakiś kontrargument?
          • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 10:17
            to.ja.kas napisała:

            > Jako niespełna dwulatka miałam poparzona połowę ciała (do dziś mam
            > bliznę na szyi, na szczescie tylko tu) gorącą, gęstą kaszą manną.
            > Siedziałam na nocniku a babcia stała obok (mam nadzieję, że nikt nie
            > weźmie tego przykładu jako niebezpieczeństw związanych z
            > odpieluchowaniem przed 2 rokiem życia tongue_out).

            Udzielono ci pierwszej pomocy ? Babcia wsadziła cię pod kran z zimną wodą ?

            > Takich wypadków w obecności dorosłych jest bardzo duzo (polecam
            > odwiedziny w szpitalach dzieciecych - bywam czesto mama jest
            > pielegniarką). Wierz mi, że mało kiedy spotkasz tam dzieci które
            > spotkała krzywda pod nieobecnosc rodzców. Za to oparzen, srubokretów
            > w oku (taki przypadek był w Olsztynie, na szczescie oko uratowane),
            > złamań, rozbitych głów itp cała masa.

            Wiesz jakie znaczenie ma szybka reakcja w razie poparzenia ?
            Wiesz co trzeba zrobić w przypadku złamania, zanim dziecko znajdzie się na
            pogotowiu ? Wiesz co to jest złamanie otwarte i że nie raz towarzyszy temu
            krwotok ?
            Wiesz jakie znaczenie ma zatrzymanie krawienia i zdezynfekowanie rany w
            przypadku rozbitej głowy ?

            Ludzie, wy naprawdę nie myślicie czy tylko udajecie ?

            > A pytanie postawione chyba przez babcię jest dobre bo ja jestem
            > ciekawa czy magiczne przekroczenie 7 lat powoduje, że dziecko mozna
            > już na chwilę w spokoju zostawić? Jak sprawdzić i kiedy czy jest juz
            > na tyle odpowiedzialne, że nie zrobi sobie krzywdy i nie spali
            > mieszkania czy nie zaleje sąsiadów? Jak nauczyć bez chwili praktyki?

            O matko, i kto tu traktuje dziecko jak bezmyślne zwierzątko które trzeba
            wytresować ...

            Wyobraź sobie że sama zaczęłam zostawać w domu dopiero w wieku szkolnym. I
            wyobraź sobie, że traktowałam te sytuacje bardzo poważnie i zupełnie świadomie
            przestrzegałam zasad wyznaczonych przez rodziców. A zdaje się że świadomość i
            wyobraźnia rozwijają się z wiekiem. Czy może się mylę ?

            Czemu magiczna granica 7 lat ? Chociażby dlatego, że wtedy oprócz rodziców jest
            jeszcze szkoła. I jeśli rodzic dziecka nie uczy zasad bezpieczeństwa (bo
            przecież tacy też się zdarzają, prawda ?), to dzieciak ma szansę dowiedzieć się
            o tych zasadach w szkole.
            Zapewne są jeszcze inne przesłanki aby to właśnie była ta magiczna granica. Nie
            znam ich. Nie mam problemu, żeby tą granicę stosować.

            > Sorry ale dla mnie 5 czy 6 latek walący kupę w pampersa to nie
            > problem fizjologiczny, to problem wychowawczy. POważny problem. To
            > juz dziecko przedszkolne.

            Mowa była o 4-latkach i wtedy jak najbardziej może to być problem fizjologiczny.


            > --
            > "-Czy kryzys małżenski okazał się dla związku blogosławieństwem?
            > -Tak, skończył się rozwodem"
            > sygnaturka wykradziona smile
            • sir.vimes Re: Beznadzieja... 18.03.08, 11:26
              > > Sorry ale dla mnie 5 czy 6 latek walący kupę w pampersa to nie
              > > problem fizjologiczny, to problem wychowawczy. POważny problem. To
              > > juz dziecko przedszkolne.
              >
              > Mowa była o 4-latkach i wtedy jak najbardziej może to być problem fizjologiczny

              Właśnie. PROBLEM. A nie normalny etap rozwoju.
              • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 11:53
                sir.vimes napisała:

                > > > Sorry ale dla mnie 5 czy 6 latek walący kupę w pampersa to nie
                > > > problem fizjologiczny, to problem wychowawczy. POważny problem. To
                > > > juz dziecko przedszkolne.
                > >
                > > Mowa była o 4-latkach i wtedy jak najbardziej może to być problem fizjolo
                > giczny
                >
                > Właśnie. PROBLEM. A nie normalny etap rozwoju.

                Słowa "problem" użyłam w znaczeniu "zagadnienie".

                Proszę cię, spytaj swojego lekarza rodzinnego o normy wiekowe odnośnie
                samodzielnego wypróżniania do nocnika. Zadziwiająca jest ta moda na ignorancję i
                tworzenie własnych teorii.
                • sir.vimes Re: Beznadzieja... 18.03.08, 14:31
                  Znajomych lekarzy mam w rodzinie.
                  Nie traktują oni, jak Ty, "dzieciowych poradników" jako naukowych publikacji.
                  Może dzięki temu nie opowiadają bzdur.
                  • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 14:52
                    sir.vimes napisała:

                    > Znajomych lekarzy mam w rodzinie.
                    > Nie traktują oni, jak Ty, "dzieciowych poradników" jako naukowych publikacji.
                    > Może dzięki temu nie opowiadają bzdur.

                    I co mówią ci lekarze o braku gotowości 4-latka do samodzielnego wypróżniania
                    się do nocnika/toalety ?
                    • sir.vimes Re: Beznadzieja... 18.03.08, 14:56

                      To samo co powie ci każdy normalny PEDIATRA w najbliższej przychodni.

                      • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 15:01
                        sir.vimes napisała:

                        >
                        > To samo co powie ci każdy normalny PEDIATRA w najbliższej przychodni.
                        >

                        Czyli wiesz czy nie wiesz ? Bo na razie krążysz w kółko.
                        • sir.vimes Re: Beznadzieja... 18.03.08, 15:10
                          Nie, to ty krążysz w kółko.

                          Poprosiłam o tytuł PUBLIKACJI z której czerpiesz swoje rewelacje.

                          Napisałaś , że jest to "poradnik dzieciowy, któremu ufasz". Nawet tytułu tego
                          "dzieła" medycznego ;P zabrakło.

                          Czyli - wysnułaś coś, czego nie potrafiłaś, wbrew obietnicom uzasadnić, w ramach
                          polemiki z oczywistościami.

                          > Czyli wiesz czy nie wiesz ?
                          JA wiem. I pediatra wie.
                          • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 16:00
                            sir.vimes napisała:

                            > Nie, to ty krążysz w kółko.
                            >
                            > Poprosiłam o tytuł PUBLIKACJI z której czerpiesz swoje rewelacje.
                            >
                            > Napisałaś , że jest to "poradnik dzieciowy, któremu ufasz". Nawet tytułu tego
                            > "dzieła" medycznego ;P zabrakło.

                            "Drugi i trzeci rok życia dziecka", A. Eisengberg, H.E. Murkoff, S.E. Hathaway.
                            Konsultacja naukowa: prof. zw. dr hab. n.med. Marian Krawczyński.

                            Ani słowa o tym, ze dziecko do ukończenia 3 roku życia MUSI wypróżniać się do
                            nocnika lub do sedesu. Ani słowa o tym, że to patologia. Wnioskuję zatem, że
                            wypróżnianie się nie-do-nocnika w czwartym roku życia nie musi być patologią.
                            Czy gdzieś popełniam błąd logiczny ?

                            4-latki z niedojrzałością w temacie wypróżniania się owszem - stanowią rzadkość.
                            Ale to nie znaczy że każdy taki czterolatek jest owocem patologicznego podejścia
                            rodziców do sprawy, co zdawałaś się sugerować w swoim pełnym ironii poście:

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76695602&a=76979285
                            Bo jak już pisałam wcześniej, może być tak że ten 4-latek znalazł się na końcu
                            krzywej Gaussa i nie kontroluje jeszcze 100% wypróżniania. Może być tak, że ten
                            4-latek urodził się jako wcześniak przed 30 tygodniem ciąży. Może być tak, że
                            ten 4-latek boi się załatwiać inaczej niż do pieluchy ze względu na zaburzenia
                            autystyczne. Może być tak, że ten 4-latek ma zaparcia nawykowe.

                            Każdy normalny pediatra, na którego tak chętnie się powołujesz, powie ci, że to
                            wszystko może mieć miejsce. Że owszem, czubek krzywej Gaussa dla dzieci bez
                            problemów wypada gdzieś na wiek 2 lat, ale cała krzywa jest szeroka i obejmuje
                            zarówno wiek 1 roku na jednym końcu, 5 lat na drugim.
                            A dzieci "z problemami" przeróżnej maści mogą mieć tym bardziej ten moment
                            przesunięty. Nie pojmuję zatem, skąd bierze się krytyczne szufladkowanie
                            rodziców dzieci nie znajdujących się po środku statystyki jako "krzywdzących
                            swoje dzieci".

                            > Czyli - wysnułaś coś, czego nie potrafiłaś, wbrew obietnicom uzasadnić, w
                            ramach polemiki z oczywistościami.
                            >
                            > > Czyli wiesz czy nie wiesz ?
                            > JA wiem. I pediatra wie.

                            Czekam na opinię twojego pediatry na temat pewnej patologii zjawiska
                            niewypróżniania się 4-latka do nocnika/toalety.
                        • to.ja.kas Re: Beznadzieja... 18.03.08, 15:12
                          Wiem, ja Ci odpowiem, własnie zadzwoniłam do mamy z tym problemem
                          smiejac sie ze tresowała mnie a przez jej przykład ja swoją córkę.
                          Zadzwoniła z ciekawosci do swojej kolezanki w szpitalu w Olsztynie,
                          bardzo dobrego i cenionego pediatry i przekazuję "dziecko w wieku
                          kiedy rozpoczyna się edukacja przedszkolna czyli około 3 roku życia
                          powinno juz byc po treningu czystosci, a wpadki moga sie zdarzac,
                          ale to powinny byc wpadki a nie norma i raczej sikanie a nie kupa w
                          majtach. Jesli dziecko ma z tym problem w tym wieku powinno to u
                          matki wzbudzic zaniepokojenie i powinna udac sie do lekarza".
                          Przekazuje. Mama pozdrawia i załuje ze nie ma netu smile)))

                          A i jeszcze cos jak urodziłam Mała miałam przez ksiazki mundre fobie
                          by nie jesc masy rzeczy, nie pic, a bo kolki u Małej, a nawał
                          pokarmowy i stan zapalny piersi i rózne takie.
                          Po trzech dniach na prosbe mojej Mamy przyszła ta lekarka, kazała
                          odłozyc "głupie ksiazki", zjesc schabowego, popic kompotem (był ze
                          sliwek), potem na deser pozarłam pomarańcze i wygnały mnie z psem na
                          spacer...i tak lekarz pediatra wyleczył mnie z czytania podreczników
                          o tym jak byc swietną, swiadoma mamą a zostać matką nieświadoma i
                          niebezpieczną dla swego dziecka...chwała bogu bo o mało w depresje
                          po nich nie wpadłam.
                          Potem jeszcze raz zrobiłam błąd za który zapłaciła moja
                          Mała...przegrzałam ja i skończyło sie zapaleniem płuc.
                          Nigdy wiecej, potem zimny chów i zero chorób.
                          W Norwegi i Szwecji dzieci w zime nosi sie w nosidełkach z gołymi
                          nózkami....widziałam, karmi zimnym mlekiem (widziałam), a po
                          MacDonaldzie latają w skarpetkach (widziałam), ale tam katar i
                          trzydniowa goraczka to nie choroba ;-P

                          Pozdrawiam i zmykam na firmowe jajeczko

                          PS. A moja Mała sama dzis była u lekarza. Wprawdzie ona nastolatka,
                          ale moze to tez jeszcze jeden przykład na to, że ja jestem jednak
                          wyrodna mać.
                          tongue_outPPPPP
                          • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 15:42
                            Zacznę od końca. U nas jest obowiązek aby niepełnoletni do lekarza chodził z
                            rodzicem. Znowu można kłócić się co do zasadności tego przepisu ale taki jest i
                            trzeba go przestrzegać. Ja widzę w tym sens.

                            Co do poradników. To akurat nie nimi się w wychowaniu przejmuje. Owszem
                            trzylatek ma przeważnie opanowane załatwianie potrzeb na ubikację jednak wielu
                            chłopców ma tu problem do 4-5 roku (to zdanie naszej doktorki). Rozmowa
                            dotyczyła raczej czy jest sens aby niespełna roczne dziecko było poddawane
                            treningowi czystości. I tu nikt nie potrafi przytoczyć żadnej publikacji który
                            by popierał wysadzanie na nocnik tak małych dzieci.

                            Co do krajów skandynawskich, to oprócz innych temperatur jest tam tez inny
                            klimat, inna wilgotność, inna flora bakteryjna itd. Nie można przegrzewać ale i
                            nie popadać także w przesadę w drugą stronę.
                            • sir.vimes Re: Beznadzieja... 18.03.08, 16:49
                              Rozmowa
                              > dotyczyła raczej czy jest sens aby niespełna roczne dziecko było poddawane
                              > treningowi czystości.

                              ?
                              Jaka rozmowa?
                              • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 17:27
                                > Jaka rozmowa?

                                ??
                            • babcia47 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 17:20
                              "U nas jest obowiązek aby niepełnoletni do lekarza chodził z
                              rodzicem."
                              hmm pierwsze słysze..i sama widziałam nastolatki w przychodni
                              czekajace na porade..pozatym dziecko juz od 13-tego roku życia ma
                              ograniczona zdolność do czynności prawnych, czyli za pisemna zgoda
                              wydaną jednorazowo przez rodzica moze dokonywac nawet b.poważnych
                              operacji finansowych..Z przedszkola, moze za zgodą wyrażona
                              wczesniej przez rodzica, malucha moze odbierać już 15-tolatek
                            • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 21:40
                              to zdanie naszej doktorki).

                              - czy to ta doktorka, co usprawiedliwiała przkłuwanie uszu rocznym
                              dziewczynkom dla przyjemnści mamuś, nie zważając na
                              niebezpieczeństwo powikłań i rozdarca ucha przez dziecko? Taka
                              doktorka nie jest dla mnie żadnym autorytetem.
                              • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:36
                                srebrnarybka, ona może być dla Ciebie nikim. Dla mnie jest doktorką moich
                                dzieci. W dodatku dobrą doktorką. Tak, w Czechach wszystkim dziewczynkom
                                przebija się zwyczajowo uszy. Tak, robi to też nasza doktorka. Coś jeszcze?
                                • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:49
                                  srebrnarybka, ona może być dla Ciebie nikim. Dla mnie jest doktorką
                                  moich
                                  > dzieci. W dodatku dobrą doktorką. Tak, w Czechach wszystkim
                                  dziewczynkom
                                  > przebija się zwyczajowo uszy. Tak, robi to też nasza doktorka. Coś
                                  jeszcze?

                                  - owszem. Dlaczego uczenie rocznego dizecka załatwiania się na
                                  nocnik ma być szkodliwe i stresujące, a przekłuwanie uszu, które
                                  niczemu nie służy, naraża na powikłąnia i rozerwanie uszu, ma być
                                  usprawiedliwione. Noszę kolczyki, przekłułam uszy jako dorosła
                                  kobieta i parę razy mało ich nie rozerwałam. Nie rozumiem, jak można
                                  narażać dziecko na takie niebezpieczeństwo dla swojego widzimisię.
                                  • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:52
                                    Słuchaj, urodziłaś się w Czechach? O czym mówimy? Będziesz Czeszki teraz pouczać?
                                    • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:24
                                      Czeszki są mi obojętne, miły naród. Ale uważam, że przekłuwanie uszu
                                      małym dziewczynkom jest niczym nieusprawiedliwionym narażaniem ich
                                      na niebezpieczeństwo wieksze niż zostawienie na 5 minut dziecka w
                                      kojcu, by wyjść do skrzynki po listy.
                                      Poza tym zwyczajem możemy uspawiedliwić np. wycinanie łechtaczki, bo
                                      też się to powszechnie praktykuje w Afryce.
                                      • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:30
                                        > Ale uważam, że przekłuwanie uszu
                                        > małym dziewczynkom jest niczym nieusprawiedliwionym narażaniem

                                        Żadna Czeszka Ci nie każe tego robić. Mieszkam tu już trochę i też nikt mi nawet
                                        uwagi nie zrobił. W przedszkolu córki żadnego wypadku nie było mimo iż jej
                                        koleżanki mają w uszkach małe kolczyki.

                                        > Poza tym zwyczajem możemy uspawiedliwić np. wycinanie łechtaczki, bo
                                        > też się to powszechnie praktykuje w Afryce.

                                        Ja jakoś widzę różnicę. Ty nie?
                                        • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:39
                                          Pewną widzę, bo okaleczenie jest mniejsze. Ale chodziło mi o to, że
                                          zwyczaj nie usprawiedliwia zbędnego narażania małych dziewczynek na
                                          stres, ból i niebezpieczeństwo. I jest to dla mnie bardziej naganne
                                          niż zostawienie śpiącego dziecka w kojcu na 5 minut.
                                          • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:44
                                            Dla mnie nie. O kolczyk typu punkcik bardzo trudno zahaczyć. A przekuwa uszy się
                                            właśnie u pediatry po to żeby zrobione to było fachowo, czysto i bezpiecznie.
                                            Chodzi się też na kontrole. Tak więc stosów podpalać nie zamierzam smile)
                          • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 16:08
                            to.ja.kas napisała:

                            > Wiem, ja Ci odpowiem, własnie zadzwoniłam do mamy z tym problemem
                            > smiejac sie ze tresowała mnie a przez jej przykład ja swoją córkę.
                            > Zadzwoniła z ciekawosci do swojej kolezanki w szpitalu w Olsztynie,
                            > bardzo dobrego i cenionego pediatry i przekazuję "dziecko w wieku
                            > kiedy rozpoczyna się edukacja przedszkolna czyli około 3 roku życia
                            > powinno juz byc po treningu czystosci, a wpadki moga sie zdarzac,
                            > ale to powinny byc wpadki a nie norma i raczej sikanie a nie kupa w
                            > majtach. Jesli dziecko ma z tym problem w tym wieku powinno to u
                            > matki wzbudzic zaniepokojenie i powinna udac sie do lekarza".
                            > Przekazuje. Mama pozdrawia i załuje ze nie ma netu smile)))

                            Nie widzę stwierdzenia, że regularne wpadki powyżej 3 roku życia wskazują na
                            patologię. "Raczej", "mogą". No oczywiście że tak. Bo tak właśnie wygląda krzywa
                            statystyczna dla dzieci. To co jest na czubku jest najczęstsze, to co jest na
                            krańcach lewym krańcu budzi zdziwienie i radość, to co jest na prawym końcu
                            wymaga konsultacji. Ale po konsultacji może się okazać, że dziecku nic
                            absolutnie nie dolega i po prostu nie nadszedł jego moment. I ten lekarz, z
                            którym rozmawiała twoja mama, potwierdzi że tak, może się tak zdarzyć.
                            Dam sobie rękę uciąć. To jest mniej prawdopodobne niż 4-latek robiący kupę na
                            nocnik, ale może się zdarzyć. A skoro może się zdarzyć - czy istnieje podstawa
                            do krytykowania takiego zjawiska ?
                            • babcia47 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 17:24
                              Nie widzę stwierdzenia, że regularne wpadki powyżej 3 roku życia
                              wskazują na patologię.
                              regularne to nie wpadki.."awarie" mają to do siebie, że wystepuja
                              sporadycznie i w szczególnych sytuacjach np. zaaferowania zabawą..
          • mama303 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 21:14
            to.ja.kas napisała:

            > Takich wypadków w obecności dorosłych jest bardzo duzo (polecam
            > odwiedziny w szpitalach dzieciecych - bywam czesto mama jest
            > pielegniarką).

            Przynajmniej był ktos kto dziecko na czas do szpitala przywiózł
        • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 10:05
          srebrnarybka napisała:

          > Co powiesz o wypadku dziecka Ewy Błaszczyk? Była w drzwiach pokoju,
          > w którym było dziecko i rozmawiala przez telefon, a z dizeckiem była
          > niańka. I mimo obecności dwóch osób dorosłych dziecko się
          > zakrztusiło, straciło oddech, co spowodowało trwałe uszkodzenia
          > móxgu, dziecko w zasadzie nie ma świadomości, ne poznaje matki etc.
          > etc. Takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko, ale w tym wypadku nie
          > pomogła obecność dwóch dorosłych osób.

          Pomogła, bo dziecko żyje.

          Ewa Błaszczyk nie raz w mediach przyznawała, że gdyby wtedy udzieliła córce
          pierwszej pomocy na miejscu, wszystko mogło by się skończyć dobrze. Nikt
          dziewczynce nie pomógł na miejscu, dopiero w szpitalu. Dzięki obecności
          dorosłych dziewczynka w ogóle żyje oczywiście. Ale gdyby ktoś z tych dorosłych
          udzielił jej pierwszej pomocy, mogłaby żyć normalnie.

          Obecność rodzica, który zna podstawowe zasady udzielania pierwszej pomocy
          (zakładam że zdrowo myślący rodzic takie zasady zna, czytał o nich choć raz w
          życiu) jest najczęściej kluczowa dla ochrony przed nieszczęściem.
          A jak ktos ma wątpliwości co do wagi udzielania pierwszej pomocy osobom
          poszkodowanym, w tym dzieciom, to radzę zadzwonić do pierwszego lepszego punktu
          PCK i zapytać o statystyki.
          • zonka77 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 14:26
            Nie sądzę żebym tworzyła sobie własne teorie albo źle wychowywała córkę.
            Do pampersa nie "waliła" w wieku 2,5 lat - wtedy też poszła do przedszkola (na
            jej własne wielkie życzenie) jadła sama, ubierała większość ubranek sama.
            Dzisiaj sama sobie robi śniadanie/kolację (nie pozwalam jej na razie tylko z
            wrzątkiem czegoś robić) Potrafi obierać ziemniaki, kroić warzywa na sałatkę
            (oczywiście pod moim nadzorem)
            Potrafi sobie świetnie sama ubrania wybrać, sama się myje, kąpie, myje włosy (ja
            pomagam przy spłukiwaniu)
            I mimo tego że JEST samodzielna i dosyć odpowiedzialna jakoś nie mam ciśnienia
            żeby ją na siłę samą w domu zostawiać czy do sklepu wysyłać w celach uczenia
            samodzielności. Jest wiele innych sposobow.

            Najlepsze ze wiele rozmawiałam jako dorosła osoba z moją mamą i ona uważała że
            ja mimo roztrzepania byłam bardzo odpowiedzialnym dzieckiem. W końcu uczyła mnie
            tej odpowiedzialności od małego. Hehehe - włosy jej na głowie dęba stawały jak
            opowiadałam co wymyślałam będąc sama - nie chciała mi wierzyć.
            Jak tu uwierzyć że poukładana grzeczna córeczka którą wychowywano na samodzielna
            i odpowiedzialną jak tylko znalazła się na podwórku z bandą równolatków traciła
            swój wielki rozum i głupiała totalnie. I np spinała się na drzewa na wysokośc 2
            piętra - bo była tak chuda i lekka że jako jedyna potrafiła się wspiąć tak
            wysoko po cieńkich gałęziach. Czy nie wiedziałam że grozi mi śmiertelny upadek?
            Wiedziałam. Teoretycznie. Ale jak to kilkulatka - wiedziałam co się może stać
            ale uważałam że MNIE to się nie wydarzy.
            • zonka77 inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 14:39
              takie jak bieganie po głębokich wykopach na budowie, zabawa taką watą szklaną
              którą otulali rury - ależ się można było pociąć. Robiliśmy też łuki - raz miałam
              rozwaloną głowę bo dostałam z bliska. Gdyby to było oko to byłoby po oku. A na
              rowerku gzie jeździłam - moja mama mi po prostu nie wierzyła kiedy rozmawiałyśmy
              jakiś czas temu. A łażenie po ciemnych piwnicach pełnych trutek i pijaków
              (blokowisko)
              A w domu? Przed każdymi świętami ustawiałam piramidę i spinałam się do
              najwyższej szafki bo tam były prezenty pochowane. Oczywiście mamie nie przyszło
              by do głowy że ja moge się tak wysoko wspiąć, przecież potrafiłam dokładnie
              powiedzieć że wspinanie się jest niebezpieczne i opisów co się może stać znałam
              na pamięć całe mnóstwo.
              O, jeszcze bardzo lubiłam bawić się kuchenką. To już był pomysł starszego brata.
              Robiliśmy sobie z modeliny zabawki a potem gotowaliśmy, gotowałam też jedzenie
              dla lalek. Inne dzieci mogły ginać, chorować i ulegać wypadkom ale mnie się
              wydawało że mnie się nigdy nic nie stanie.

              I to nie było tak że okłamywałam mamę - jeśli mnie na czymś złapała albo spytała
              to się przyznawałam. Ale do naprawdę poważnych rzeczy po prostu nie musiałam -
              mamie by do głowy nie przyszło że jej grzeczna córcia może mieć takie pomysły,
              nie miałam okazji kłamać bo nikt mnie nigdy nie pytał czy łaziłam dzisiaj pół
              dnia po piwnicach albo czy spinałam się na najwyższe drzewa na osiedlu.
              Po prostu brakowało mi tego rodzaju wyobraźni żeby rozumieć że MNIE również może
              się coś poważnego stać. Wydawało mi się że ja BARDZO uważam i że jestem BARDZO
              ostrożna i nawet wkurzało mnie to ciągłe napominanie mamy bo uważałam że już
              jestem duża i potrafię o siebie zadbać.

              "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
              niemożliwe"
              • sir.vimes Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 14:54
                > takie jak bieganie po głębokich wykopach na budowie, zabawa taką watą szklaną
                > którą otulali rury - ależ się można było pociąć. Robiliśmy też łuki - raz miała
                > m
                > rozwaloną głowę bo dostałam z bliska. Gdyby to było oko to byłoby po oku. A na
                > rowerku gzie jeździłam - moja mama mi po prostu nie wierzyła kiedy rozmawiałyśm
                > y
                > jakiś czas temu. A łażenie po ciemnych piwnicach pełnych trutek i pijaków
                > (blokowisko)

                Robiłam takie same numery - i , jak Ty, przeżyłam.

                Co do oka - koleżanka niemal straciła oko pod opieką własnej mamy i własnego
                taty. To akurat jeden z wypadków , które mogą zdarzyć się zawsze i wszędzie.

                > Robiliśmy sobie z modeliny zabawki a potem gotowaliśmy, gotowałam też jedzenie
                > dla lalek.

                A co w tym złego? Z opisu wynika, że potrafiliscie to robić.






                • zonka77 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 15:54
                  Hm, czy potrafiliśmy - o ile pamiętam pierwszy raz robiłam to sama w wieku
                  właśnie 7 lat. Znając moje roztrzepanie to szczęście że miałam na tyle rozumu
                  żeby wyłączyć potem gaz, i uważam też że to szczęście że nie wylałam na siebie
                  niestabilnego kubka z wrzątkiem (półlitrowego)

                  Tak, Ty przezyłaś i jesteś cała i zdrowa - ja również. Ale są takie dzieci które
                  nie przeżyły lub przezyły ale zdrowe nie są.
                  • sir.vimes Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 16:59
                    Znając moje roztrzepanie to szczęście że miałam na tyle rozumu
                    > żeby wyłączyć potem gaz, i uważam też że to szczęście że nie wylałam na siebie
                    > niestabilnego kubka z wrzątkiem (półlitrowego)

                    Myslę, że albo przesadzasz w ocenie swojej osoby (przewracanie sie na prostej
                    drodze nie jest dowodem jakiegoś "nadludzkiego" roztrzepania wink)

                    Ale są takie dzieci któr
                    > e
                    > nie przeżyły lub przezyły ale zdrowe nie są.

                    Owszem, istnieją też dzieci (te znam osobiście), które nie sa zdrowe w wyniku
                    np. wracania do domu z mamą ze szkoły (wypadek samochodowy), w wyniku lekcji WF
                    pod opieką nauczyciela

                    W wyniku WYPADKÓW - które nastąpiły podczas codziennych sytuacji, które są w
                    życiu dziecka konieczne (chodzenie do szkoły, spacer, lekcja, itp).

                    Moim zdaniem samodzielne poznawanie świata jest tak samo konieczne - wspinanie
                    sie na drzewo w parku może grozić upadkiem i wypadkiem ale nie wspinanie się na
                    owo drzewo (metaforyczne - oczywiście) - grozi strasznym żywotem wiecznie
                    przerażonego człowieka, bojącego się wyjść po zmroku, samotnie podróżować
                    pociągiem, zjeść coś na mieście (bo zatrute, naplute), zmienić pracę, prosić o
                    podwyżkę....

                    • zonka77 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 17:31
                      Nie przesadzam - byłam i jestem roztrzepana, taki mam charakter.

                      Co do reszty, moja córka ma 7 lat i nie zauważyłam żeby niechodzenie po drzewach
                      lub niezostawianie jej samej w domu miało negatywny wpływ na jej pewność siebie.

                      Jest bardzo odważna. Bardzo. Potrafi stanąć na wielkiej scenie przed paroma
                      setkami ludzi i zaśpiewać piosenkę najlepiej jak potrafi. Występy publiczne to
                      jej żywioł smileNie onieśmielają jej ani ludzie ani kamery, ani to że będzie oceniana.

                      Nie ma najmniejszego problemu żeby dopytywac Pani w przedszkolu o cokolwiek, w
                      tym upominac się o swoje. Również proponuje nowe rozwiązania i w granicach
                      grzeczności potrafi przekonywać panią do swoich racji (o czym wiem od Pani któa
                      opowiadała mi z rozbawieniem o tym ale pretensji nie miała bo mała robi to
                      grzecznie i sensownie)

                      W grupie też wycofana nie jest - zarówno w poprzednim przedszkolu jak i w nowej
                      zerówce słyszę często że ona skupia wokół siebie dzieci, wymyśla zabawy. Czasem
                      az się martwię o to jak ją dobrze wychować bo pęd do przewodzenia miewa aż za
                      duży, jest też uparta i jak najbardziej ma własne zdanie.

                      I nie zamykam jej na nowe doświadczenia. Wręcz odwrotnie - pierwsza zachęcam do
                      wspinania się na wysokie drabinki, to ja ją nauczyłam włazić na drzewo tak żeby
                      było bezpiecznie, to ja ją uczę jazdy na rowerze, rolkach, mój mąż trzęsie się o
                      nią o wiele bardziej a ja zawsze mu mówię żeby nie robił z niej tego co zrobił
                      ze swojej starszej (w wieku 8 lat jego starsza córka nie potrafiła wejść na
                      najniższą drabinkę bo umierała ze strachu a przejście z deski na deskę na
                      ruchomym moscie było dla niej życiowym wyczynem - ale to wina męża i jego ex
                      którzy naprawdę dosłownie nie pozwalali jej na nic "bo się uderzy" albo "bo
                      spadnie")

                      Ja pozwalam i zachęcam. Z tym tylko że na razie z moją asekuracją. Nie
                      polegającą na trzymaniu za nogi i nieodstępowaniu na krok ale na ocenie ryzyka i
                      odpowiedniej odległości aby w razie upadku jednak zareagować. Mówię o groźnych
                      sprawach - w sytuacji kiedy córka jest w miejscu przeznaczonym dla dzieciaków
                      trzymam się z daleka. Rozbite kolano czy stłuczony łokieć nie jest dla mnie
                      bynajmniej tragedią.

                      Pod domem widzę dzieciaki snujące się w małej bandzie po uliczkach. Tu są same
                      domki - niby nie bloki, nie ma "blokersów"
                      A jednak nasza mała sąsiadka która jest o rok starsza od mojej córki potrafiła
                      puścić do nas taką wiązankę że mi uszy zwiędły. Potrafi też nago biegać po ulicy.
                      Ostatnio usiłowałam przekonać ją i jej braci żeby nie usiłowali wyrywać znaku
                      drogowego (nadwyrężonego już przez jakiegoś kierowcę)
                      Pewnie by nie dali rady ale sam fakt że tak bardzo chcieli to zniszczyć mnie
                      wkurzył.
                      Jakoś nie czuję pędu żeby moje dziecko się szlajało po ulicach z takimi
                      dzieciakami. Zapewniam jej towarzystwo równieśników - fajnych i dobrze
                      wychowanych. Nie mam tez potrzeby na siłę jej zostawiać samej w domu - nie muszę.

                      Powiedzmy że gdybym jakimś cudem jednak musiała to być może teraz bym zostawiła.
                      Ale nie wieku np 4 czy 5 lat (wtedy to moja córka wpadła na pomysł pogryzienia
                      termometru i nie nałykała się szkiełek i rtęci bo szybko zauważyłam co się
                      stało. A termometr z wysokiej półki na niższą przełożył monter tv)
                      Kiedy miała 4 latka nauczyła się otwierać sama balkon. Nie wiedziałam że potrafi
                      aż nie wyszła sama - mieszkaliśmy na 11 piętrze. Powiedziałabym że obsesyjnie
                      pilnowałam żeby nie znalazła się sama na balkonie i tłumaczyłam że nie wolno. Bo
                      ona bardzo lubiła się wspinać. Nie zostawiłabym jej samej w domu wtedy za nic.
                      Szczerze mówiąc nawet zastawiałam drzwi balkonowe ciężkim fotelem jak szłam na
                      dłużej do łazienki.

                      • babcia47 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 17:49
                        ale to wina męża i jego ex
                        > którzy naprawdę dosłownie nie pozwalali jej na nic "bo się uderzy"
                        albo "bo spadnie")
                        >Ja pozwalam i zachęcam. Z tym tylko że na razie z moją asekuracją.
                        -czyli uczysz i sprawdzasz..i zachowujesz sie stosownie do tego c
                        wiesz o córce..tu odwołuje sie do tekstów, które wcześniej napisałać
                        i tego ponizej
                        Ale nie wieku np 4 czy 5 lat (wtedy to moja córka wpadła na pomysł
                        pogryzienia
                        > termometru i nie nałykała się szkiełek i rtęci bo szybko
                        zauważyłam co się
                        > stało. A termometr z wysokiej półki na niższą przełożył monter tv)
                        -tego typu rzeczy u mnie nie leżały gdzieś na półce tylko były
                        wysoko, pod zamknięciem od kiedy zaczęłam dziecko wykładać na
                        podłogę..
                        > Kiedy miała 4 latka nauczyła się otwierać sama balkon. Nie
                        wiedziałam że potrafi aż nie wyszła sama - mieszkaliśmy na 11
                        piętrze. Powiedziałabym że obsesyjnie pilnowałam żeby nie znalazła
                        się sama na balkonie i tłumaczyłam że nie wolno. Bo ona bardzo
                        lubiła się wspinać. Nie zostawiłabym jej samej w domu wtedy za nic.
                        > Szczerze mówiąc nawet zastawiałam drzwi balkonowe ciężkim fotelem
                        jak szłam na dłużej do łazienki.
                        -Majac "takie" dziecko i mieszkając w "takich"" warunkach równiez
                        nie odważyłabym sie go zostawic w tym wieku, a i później bez
                        specjalnego zabezpieczenia(zamki w klamkach)..ale na tym właśnie
                        polega rozeznanie tego jak dziecko sie zachowuje w pewnych
                        sytuacjach..tzn, że jednak do balkonu i otwartych okien "się
                        pchała"..Jednak jak sama piszesz obecnie pozostawiłabyś ją jak
                        pisałaś np.wychodząc na chwile do sklepu już bez obaw..?
                      • mama303 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 19.03.08, 22:04
                        zonka77 napisała:

                        > Nie ma najmniejszego problemu żeby dopytywac Pani w przedszkolu o
                        cokolwiek, w
                        > tym upominac się o swoje. Również proponuje nowe rozwiązania i w
                        granicach
                        > grzeczności potrafi przekonywać panią do swoich racji (o czym wiem
                        od Pani któa
                        > opowiadała mi z rozbawieniem o tym ale pretensji nie miała bo mała
                        robi to
                        > grzecznie i sensownie)


                        O i tym tez róznia sie dzisiejsze przedszkolaki od przedszkolaków z
                        czasów np Babci, Srebrnej czy moich.
                        • babcia47 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 19.03.08, 23:47
                          > O i tym tez róznia sie dzisiejsze przedszkolaki od przedszkolaków
                          z
                          > czasów np Babci, Srebrnej czy moich.
                          Skad taki pogląd i kategoryczna ocena??? Ja byłam szefem zespołu w
                          szkole eksperymentalnej (miałam pod opieką 6 osób)to my
                          prowadziliśmy lekcje, ocenialiśmy innych(nauka i zachowanie) a
                          dorosły (nauczyciel) był jedynie od czuwania nad wszystkim i
                          ewentualnie uzupełniania tego czego nie "wygrzebalismy" sami..byłam
                          solistką w szkolnym chórze, członkiem zespołu tanecznego, który
                          występował na scenach dla "dorosłych", filarem druzyn sportowych w
                          grach zespołowych i reprezentantka szkoły w lekkiej atletyce (m.in.
                          wicemistrzynia Polski w biegach sztafetowych)..i nie miałam nigdy
                          problemu z asertywnościa..czego nauczyłam tez swoje dzieci..starszy
                          pracuje jako przedstawiciel handlowy i zarabia(dobrze) prowadząc
                          spotkania dla duzuch grupy osób..z upominaniem sie o nalezne profity
                          wobec "dyrekcji" z tego co wiem nie ma problemu..co do pytania,
                          które zadałaś niżej..owszem z dziećmi mam do czynienia, ostatnio
                          miałam sporo okazji do ich obserwowania zachowań w miejscu gdzie
                          pracowałam i ich "rzadzenia" rodzicami, mam sporo maluchów w miejscu
                          gdzie mieszkam i z racji połozenia naszych domów, miejsc gdzie się
                          bawia itd. mam okazję obserwować jak funkcjonuja w rodzinach..a mój
                          wnuczek jest jeszcze troche za malutki by był przedmiotem
                          dyskusji..bo na razie jeszcze wisi na cycu
                          • mama303 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 21.03.08, 19:55
                            babcia47 napisała:

                            >> Skad taki pogląd i kategoryczna ocena???

                            To pogląd wieloletniej pedagog przedszkolnej - mojej matki. Ona tak
                            uważa, spędziła z przedszkolakami kawał życia. Uważa ona że
                            dzieciaki sa obecnie madrzejsze, samodzielniejsze, bardziej zadbane,
                            mające wiecej do powiedzenia a i rodzice bardziej interesuja sie
                            swoimi pociechami. Wszystko na plus w stosunku np do lat 60, 70
                    • zonka77 to trochę tak 18.03.08, 17:40
                      jak z tłumaczeniem że nie trzeba dbać o siebie. Czemu nie palić, nie pić i
                      zdrowo się odżywiać - powietrze i tak zanieczyszczone, gleba też.
                      Od czegoś trzeba umrzeć - no nie?

                      A mimo to ja nie palę, piję sporadycznie i staram się zdrowo odżywiać.
                      Wiem że moją córkę może spotkac coś złego kiedy jest w domu, w zerówce, w
                      samochodzie ze mną. Mimo to nie mam ochoty narażać ją na dodatkowe
                      niebezpieczeństwa. Nie oznacza to zamykania w domu na całe życie ale np
                      wypuszczanie samotnie pod blok w wieku 5 lat albo wysyłanie w tymże wieku do
                      sklepu uważam za niepotrzebne narażanie.
                      W tej chwili nie widzę potrzeby wysyłania jej równiez w wieku lat 7 - idziemy
                      razem, ja mam spacerek. A ona się uczy - przechodzić przez jezdnię, skupiać się
                      na drodze itp. A dzieciaki biegające pod domem - akurat te dzieciaki pod naszym
                      domem - są średnim towarzystwem. Za to ma dwie miłe sąsiadki które są w jej
                      wieku i tez nie łażą samopas - bawią się z nią w ogródku albo się odwiedzają
                      nawzajem w domach. Zresztą prawie co weekend jest u nas jakieś dziecko znajomych
                      albo córka idzie się bawić do kogoś na parę godzin.
                      • babcia47 Re: to trochę tak 18.03.08, 17:54
                        wszystko to prawda..ale jak czytam córka jest pod Twoją opieką( w
                        odróżnieniu od tych równolatek, które biegaja samopas)..a co by było
                        gdyby musiała pójść do szkoły a nie byłoby kogoś dorosłego kto by
                        jej towarzyszył?? hipotetycznie..bo Ty byś wyladowała w szpitalu,
                        znajome by wyjechały, babcie niedostepne, mąż w pracy..?? Poszłaby
                        do szkoły czy czekała w domu aż ktoś będzie ja mógł "asekurować"?
                        • gaja78 Re: to trochę tak 18.03.08, 18:09
                          babcia47 napisała:

                          > wszystko to prawda..ale jak czytam córka jest pod Twoją opieką( w
                          > odróżnieniu od tych równolatek, które biegaja samopas)..a co by było
                          > gdyby musiała pójść do szkoły a nie byłoby kogoś dorosłego kto by
                          > jej towarzyszył?? hipotetycznie..bo Ty byś wyladowała w szpitalu,
                          > znajome by wyjechały, babcie niedostepne, mąż w pracy..?? Poszłaby
                          > do szkoły czy czekała w domu aż ktoś będzie ja mógł "asekurować"?

                          7-latka, która by nie poszła do szkoły bo nie miałby jej kto odprowadzić ?
                          Litości ... Babciu, ty naprawdę nie wierzysz w możliwości intelektualne 7-latków
                          big_grinDD
                          • babcia47 Re: to trochę tak 18.03.08, 18:17
                            nooo ale te inne biegają "samopas" to jestem ciekawa, czy ma do niej
                            na tyle zaufania by puscic sama do szkoły..
                      • sir.vimes Nie porównywałabym 19.03.08, 16:22
                        normalnych dziecięcych doświadczeń typu wchodzenie na drzewa i lepienie z
                        modeliny do palenia i piciasmile))
                  • srebrnarybka Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 21:50
                    A dlaczego mimo roztrzepania miałaś tyle rozumu, żeby wyłączyć gaz?
                    Dlatego, że Cię tego uczono. Gdyby Cie nie uczono, to niezależnie od
                    roztrzepania nie przyszłoby Ci to do głowy.
                • babcia47 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 17:12
                  ja w podstawówce (4 klasa) miałam jako prace z prac technicznych do
                  zrobienia obrazek na deseczce wypalony rozgrzanym gwoździem..do
                  samodzielnego odrobienia!!!!..a przy okazji nie przychodzi Ci do
                  głowy, że nic Ci sie nie stało bo UMIAŁAŚ? To co opisujesz ja tez
                  robiłam (watą sie nie bawiłam bo wiedziałam że się można nieźle
                  pociąć) i mój mąż robił..o całym stadzie kolegów i koleżanek nie
                  wspomnę..wszyscy dożyliśmy pełnoletności. To że jesteście z
                  córką "rozkojarzone" to przypadek osobniczy..sorki ale ja po znakach
                  drogowych i futrynach nie chodze i nie znam takich osób..moze coś z
                  zaburzeniami błędnika?
                  • zonka77 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 17:50
                    a ja chodzę i jej też się zdarza. Zdarza mi się wleźć w słup. nigdy nie
                    stwierdzono u mnie żadnych zaburzeń niczego. Za to od małego żyłam w swoim
                    świecie, jako dziecko non stop sobie coś wyobrażałam i byłam tak zamyślona że
                    nie poznawałam koleżanek na ulicy ( a one się obrażały o to). Moja córka też tak ma.
                    Ja wracając do domu byłam najczęściej księżniczką albo wróżką albo wojowniczką.
                    Wszystko dookoła traciło realność - potrafiłam wracać do domu 2h. Droga była na
                    1/2 h.
                    Byłam marzycielką - od małego potrafiłam tak się zaczytać w książce w szatni że
                    traciłam kompletnie poczucie czasu. A czytać nawet te grubsze książki dziecięce
                    zaczęłam chyba gdzieś od połowy 2 klasy.
                    I gadałam sama do siebie smile non stop. Moja córka rówiez gada i również znika w
                    swoim świecie. Myślę że obie mamy rozbujaną wyobraźnię smile I obie zamyślamy się
                    bardzo. Do dzisiaj muszę się pilnować bo jadąc autem kiedy zaczynam o czymś
                    rozmyślać to gubię drogę i jadę gdzie indziej niż planowałam. Mam też nastawiony
                    codziennie budzik żeby po córcię iść do zerówki bo jak czasem przysiądę nad
                    rysowaniem to zapominam o Bożym świecie.

                    Nie będę się tu chwalić wpadkami z powodu roztrzepania w dorosłym życiu bo to
                    wątpliwy temat do chwalenia się ale mam ich niestety sporo - szczęście rodzina
                    mnie zna i rozumie.
                    • babcia47 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 18:13
                      Nie będę się tu chwalić wpadkami z powodu roztrzepania w dorosłym
                      życiu bo to
                      wątpliwy temat do chwalenia się ale mam ich niestety sporo -
                      szczęście rodzina
                      mnie zna i rozumie.
                      -niektóre typy tak to mają..i nie jest to jakąś wada..ale jednak
                      jest wyjątkiemsmile, ja za to byłam generałem, szefem "bady"
                      podwórkowej (ale nie w negatywnym tego słaowa znaczyniu) wymyślałam
                      zabawy, podchody, potrafiłam pobić chłopaków z sąsiedniego podwórka
                      w rzucaniu nozem do celu(konkurencja)..i na wysoką czereśnie też
                      wspinałam sie najwyzej, bo byłam najmniejsza i najlżejszasmile)starszy
                      kolega za to z najniższej wpadł w pokrzywy..łaziliśmy po "fortach" w
                      Poznaniu i bawilismy sie w podchody w całej dzielnicy.
                  • gaja78 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 17:55
                    babcia47 napisała:

                    > To że jesteście z
                    > córką "rozkojarzone" to przypadek osobniczy..sorki ale ja po znakach
                    > drogowych i futrynach nie chodze i nie znam takich osób..moze coś z
                    > zaburzeniami błędnika?

                    Mi też się zdarza zderzyć ze znakiem drogowym i nie trafić w futrynę. Nie mam
                    zaburzeń błędnika, widzę dobrze.
                    • babcia47 Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 18:14
                      hmm to faktycznie musisz być rozkojarzona..
              • srebrnarybka Re: inne wybryki grzecznej córeczki 18.03.08, 21:48
                Jak miałam 5 lat, to mój, na moj gut nadopieuńczy ojciec,
                opierniczył mnie jak św. Michał diabła, że nie chcę wejść na drzewo,
                na które wchodziły dzieci znajomych. I bardzo za to ojca cenię, na
                drzewo nie weszłam, bo się bałam i nie umiałam.
              • srebrnarybka Re: inne wybryki grzecznej córeczki 19.03.08, 23:56
                Szczerze mówiąc niczego szokującego w Twoich "wyczynach" nie widzę.
                Miałaś fajne dzieciństwo i tyle. A to, że Ci się nic nie stało, to
                zrozumiałe - prawdopodobienstwo nie bylo duże. Nie słyszałam o
                wypadku śmiertelnym po spadnięciu z drzewa.
          • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 21:45
            nie zgadzam się. Nie każdy rodzic jest lekarzem, nie każdy musi
            jednakowo dobrze znać zasady pierwszej pomocy, zwłaszcza w sprawach
            bardzo rzadkich, bo takich wypadków jest bardzo mało. I to, że Ewa
            Błaszczyk nie udzieliła pomocy od razu to co: wsadzić do więzienia
            za brak zasad czy co?
            • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 21:59
              srebrnarybka napisała:

              > nie zgadzam się. Nie każdy rodzic jest lekarzem, nie każdy musi
              > jednakowo dobrze znać zasady pierwszej pomocy, zwłaszcza w sprawach
              > bardzo rzadkich, bo takich wypadków jest bardzo mało.

              ?????!!!!

              > I to, że Ewa
              > Błaszczyk nie udzieliła pomocy od razu to co: wsadzić do więzienia
              > za brak zasad czy co?

              Tu nie chodzi o karanie kobiety, która nie udzieliła pierwszej pomocy dziecku.
              Tu chodzi o życie dziecka.
              • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:07
                Nie każdy rodzic jest lekarzem, nie każdy musi
                > > jednakowo dobrze znać zasady pierwszej pomocy, zwłaszcza w
                sprawach
                > > bardzo rzadkich, bo takich wypadków jest bardzo mało.

                - takich wypadków, jak ten dziecka Ewy Błaszczyk, jest mało, a nie
                każdy rodzic jest lekarzem, Ewa Błąszczyk też nie, więc nie jest
                możliwe, by umiał fachowo udzielić pomocy przy wszystkich możliwych
                i najrzadszych wypadkach.

                Tu nie chodzi o karanie kobiety, która nie udzieliła pierwszej
                pomocy dziecku.
                > Tu chodzi o życie dziecka.

                - ???? nie rozumiem. Twoim zdaniem dziecko zostało kaleką, dlatego,
                że matka nie udzieliła pierwszej pomocy, mimo, że była w domu, a
                piszesz, że obecność rodziców jest konieczna po to, by udzielić
                pierwszej pomocy. Skoro więc obecna w domu matka nie wywiązała się z
                obowiązku, to należy ją ukarać.

                Poza tym dziecko zakrztusiło się biorąc lekarstwo. To nawet normalne
                (jako dziecko sama nie potrafiłam połknąć tabletek, zwłaszcza
                zapisywanej mi często oksyterracyny), ale lekarstw dziecko na pewno
                nie przyjmuje samo, pod nieobecność rodziców. Jeśli rodzice zostawią
                przygotowane do tego dziecko na jakiś czas, to mogą mu zostawić do
                jedzenia pomarańcze, ale nie lekarstwa.
                • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:27
                  srebrnarybka napisała:

                  > Nie każdy rodzic jest lekarzem, nie każdy musi
                  > > > jednakowo dobrze znać zasady pierwszej pomocy, zwłaszcza w
                  > sprawach
                  > > > bardzo rzadkich, bo takich wypadków jest bardzo mało.
                  >
                  > - takich wypadków, jak ten dziecka Ewy Błaszczyk, jest mało, a nie
                  > każdy rodzic jest lekarzem, Ewa Błąszczyk też nie, więc nie jest
                  > możliwe, by umiał fachowo udzielić pomocy przy wszystkich możliwych
                  > i najrzadszych wypadkach.

                  O czym ty mówisz ???
                  Zadławienie zdarza się bardzo bardzo często. Podobnie utonięcia. Moje własne
                  dziecko zaliczyło taki wypadek (zadławienie) w zeszłym miesiącu. Gdybym jej nie
                  udzieliła pierwszej pomocy, prawdopodobnie już by jej na tym świecie nie było !

                  I było mi cholernie przeogromnie wstyd, że udzieliłam jej tej pomocy tak, jak to
                  się robi w przypadku niemowlaka, chociaż w przypadku dwulatka obowiązuje już
                  zasada jak w przypadku dorosłego.
                  I jestem po prostu w cholernym szoku w tym momencie, że ktoś tego wstydu za
                  nieznajomość zasad udzielania pierwszej pomocy w przypadku zadławienia może nie
                  mieć ... Bo "nie każdy jest lekarzem". Nosz k...

                  > Tu nie chodzi o karanie kobiety, która nie udzieliła pierwszej
                  > pomocy dziecku.
                  > > Tu chodzi o życie dziecka.
                  >
                  > - ???? nie rozumiem. Twoim zdaniem dziecko zostało kaleką, dlatego,
                  > że matka nie udzieliła pierwszej pomocy, mimo, że była w domu, a
                  > piszesz, że obecność rodziców jest konieczna po to, by udzielić
                  > pierwszej pomocy. Skoro więc obecna w domu matka nie wywiązała się z
                  obowiązku, to należy ją ukarać.

                  "Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim
                  niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela
                  pomocy, mogąc jej udzielić bez narażania siebie lub innej osoby na
                  niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega
                  karze pozbawienia wolności do lat 3."
                  Kodeks karny art. 162.

                  Najczęściej sprawy takie kończą się uznaniem okoliczności łagodzących typu silny
                  stres. Lub mimo wszystko zrobienie "czegoś" (typu zawiezienie duszącego się
                  dziecka do szpitala). Efekt taki że dziecko żyje, ale mogłoby żyć lepiej.

                  > Poza tym dziecko zakrztusiło się biorąc lekarstwo. To nawet normalne
                  > (jako dziecko sama nie potrafiłam połknąć tabletek, zwłaszcza
                  > zapisywanej mi często oksyterracyny), ale lekarstw dziecko na pewno
                  > nie przyjmuje samo, pod nieobecność rodziców. Jeśli rodzice zostawią
                  > przygotowane do tego dziecko na jakiś czas, to mogą mu zostawić do
                  > jedzenia pomarańcze, ale nie lekarstwa.

                  Idę sobie zaparzyć meliski, bo nie wytrzymam.
                  • gaja78 Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 22:35
                    Srebrnarybko, jeśli ty nie poczuwasz się do obowiązku znajomości udzielania
                    pierwszej pomocy w wypadkach tak "rzadkich" jak zadławienie czy utonięcie, to ja
                    po prostu zaczynam kumać, że w twoim przypadku faktycznie nie ma większej
                    różnicy, czy ty zostawisz dziecko samo w domu, czy nie. Chyba na tym polega ta
                    trudna do pokonania bariera komunikacyjna między nami.

                    Dla mnie to niepojęte, ale cóż. Tak bywa.
                    • srebrnarybka Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 22:53
                      Czy Twoim zdnaiem topią się dzieci pozostawione w domu bez opieki?
                      Bo ja sądzę, że nad wodę idzie się razem z dzieckiem, a nie puszcza
                      samego 2 latka.
                      • gaja78 Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:00
                        srebrnarybka napisała:

                        > Czy Twoim zdnaiem topią się dzieci pozostawione w domu bez opieki?
                        > Bo ja sądzę, że nad wodę idzie się razem z dzieckiem, a nie puszcza
                        > samego 2 latka.

                        Córka Ewy Błaszczyk najpierw się zadławiła, a potem utopiła zapijając tabletkę
                        blokującą drogi oddechowe wodą ...

                        Myślałam że wiesz, skoro piszesz o tym jak o wypadku "rzadkim" ...
                        • srebrnarybka Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:05
                          Pod słowem utonięcie rozumiem utonięcie w wodzie, a wypadek córki
                          Ewy Błaszczyk to dla mnie zadławienie. Oczywiście nie należało
                          zapijać wodą, to dla mnie jasne, należało spowodować odkrztusznie, w
                          dzieciństwie zdarzały mi się takie rzeczy, czasem uderzano mnie po
                          pleach, ale raczej UCZONO odkrztusić SAMODZIELNIE. Natomiast, na
                          Boga, nikt nie zostawiał lekarstw do mojej dyspozycji i zażywałam je
                          pod kontrolą i opieką rodziców czy innych osób. Więc wtedy, gdy
                          rodzice byli np. w drugim pokoju, nie miałam możliwości zaktrztusić
                          się lekarstwami.
                          • kropkacom Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:09
                            Kobieto, kogo obchodzi co jest czym dla ciebie. Faktom nie zaprzeczaj. Utopić
                            sie możesz na środku pustyni wodą w szklance.
                            • srebrnarybka Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:12
                              Odpowiadałam, dlaczego w pierwszej odpowidzi o utonięciach
                              zrozumiałam, że chodzi o utonięcia w jeziorze.
                          • gaja78 Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:14
                            srebrnarybka napisała:

                            > Pod słowem utonięcie rozumiem utonięcie w wodzie, a wypadek córki
                            > Ewy Błaszczyk to dla mnie zadławienie. Oczywiście nie należało
                            > zapijać wodą, to dla mnie jasne, należało spowodować odkrztusznie, w
                            > dzieciństwie zdarzały mi się takie rzeczy, czasem uderzano mnie po
                            > pleach, ale raczej UCZONO odkrztusić SAMODZIELNIE. Natomiast, na
                            > Boga, nikt nie zostawiał lekarstw do mojej dyspozycji i zażywałam je
                            > pod kontrolą i opieką rodziców czy innych osób. Więc wtedy, gdy
                            > rodzice byli np. w drugim pokoju, nie miałam możliwości zaktrztusić
                            > się lekarstwami.

                            Proszę cię powiedz że jesteś trollem. Proszę ...
                            • srebrnarybka Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:20
                              A Ty zostawiasz lekarstwa dzieciom do dyspozycji, żeby sobie zażyły,
                              na co mają ochotę, a to aspirynkę, a to waleriankę, a to relanium, a
                              Ty tylko patrysz, kiedy trzeba udzielić pierwszej pomocy, bo się
                              zakrzsztuszą? Bo tak rozumiem z Twojej wypowiedzi.
                              • kropkacom Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:22
                                Że co??
                                • srebrnarybka Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:31
                                  Gaja uznała za absurdalną moją wypowiedź o tym, że lekarstwa dzieci
                                  zażywają z różnych powodów zawsze pod opieką dorosłych, więc nie ma
                                  niebezpieczeństwa, by zadławiły się nimi pod nieobecność rodziców. I
                                  dlatego zapytałam, czy Gaja daje dziecku lekarstwa do zabawy, bo
                                  skoro zażywanie ich pod kontrolą dorosłych uważa za absurd, to
                                  roumiem, żę u niej są takie zwycaje, jak opisalam. Chyba logiczne,
                                  że jeżeli absurdem jest podawanie dzieciom lekarstw wyłącznie pod
                                  kontrolą i trzymanie lekarstw w miejscy niedustępnym dla dzieci, to
                                  znacyz, że dzieci zażywaką learstwa kiedy chcą i jakie chcą.
                                  A ja usiłowałam wytłumaczyc, że nie ma związku między zostawieniem
                                  przez rodziców gotowego na to dziecka i zadławieniem lekarstwami, bo
                                  dziecko nie powinno mieć learstw w dyspozycji.
                                  • gaja78 Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:41
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Gaja uznała za absurdalną moją wypowiedź o tym, że lekarstwa dzieci
                                    > zażywają z różnych powodów zawsze pod opieką dorosłych, więc nie ma
                                    > niebezpieczeństwa, by zadławiły się nimi pod nieobecność rodziców.

                                    Co Gaja uznała za absurdalne a w zasadzie skandaliczne:

                                    1. "Pod słowem utonięcie rozumiem utonięcie w wodzie, a wypadek córki
                                    Ewy Błaszczyk to dla mnie zadławienie."

                                    Ten wypadek polegał na zadławieniu a następnie utonięciu bez względu na to, co
                                    ty sobie wyobrażasz.

                                    2. Wcześniej pisałaś, że wypadek córki E. Błaszczyk jest czymś co się zdarza
                                    RZADKO. Myślałam że piszesz tak, bo wiesz że było to utonięcie do którego
                                    doprowadziło zadławienie. A następnie stwierdzasz, że to było dla ciebie
                                    zadławienie. Czyli IMHO uważasz, że zadławienie zdarza się rzadko.

                                    3. "należało spowodować odkrztusznie, w
                                    dzieciństwie zdarzały mi się takie rzeczy, czasem uderzano mnie po
                                    pleach, ale raczej UCZONO odkrztusić SAMODZIELNIE. "

                                    Uderzenie między łopatki i odkrztuszanie samodzielnie to metody, które obie
                                    powinny być stosowane w przypadku zadławienia. Łącznie z trzecią zwaną chwytem
                                    Heimlicha.
                              • gaja78 Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 18.03.08, 23:26
                                srebrnarybka napisała:

                                > A Ty zostawiasz lekarstwa dzieciom do dyspozycji, żeby sobie zażyły,
                                > na co mają ochotę, a to aspirynkę, a to waleriankę, a to relanium, a
                                > Ty tylko patrysz, kiedy trzeba udzielić pierwszej pomocy, bo się
                                > zakrzsztuszą? Bo tak rozumiem z Twojej wypowiedzi.

                                Oczywiście. No-spa, ibuprofen, jakiś antybiotyk na deser i spirytusowy Amol na
                                popitkę smile Do wyboru do koloru smile
                            • babcia47 Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 19.03.08, 00:18
                              dlaczego trollem? sama się uratowałam z zadławienia 4 lata temu
                              (Opisałam to na tym wątku)..i nikt nie zauwazył, ze coś się ze mna
                              dzieje, udusiłabym sie w gonie przyjaciół siedząc z nimi przy jednym
                              stole, fakt ze było w sumie ciemno, ktoś opowiadał dowcipy i nikt
                              nie zwracał uwagi na to, ze się duszę..a ja nie mogłam wydobyc z
                              siebie żadnego dźwieku i dać znać, ze potrzebuje pomocy..
                              • kropkacom Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 19.03.08, 07:45
                                > sama się uratowałam z zadławienia 4 lata temu
                                > (Opisałam to na tym wątku)..

                                Napisze to po raz setny, nikt nie kwestionuje faktu że ulec wypadkowi można i w
                                towarzystwie tłumu ludzi. Co nie zmienia faktu że są sytuacje że Ci ludzie
                                ratują nam życie i gdyby nie oni nie miał by nam kto pomóc.
                      • mama303 Re: Ja chyba już przestaję się dziwić ... 19.03.08, 22:37
                        srebrnarybka napisała:

                        > Bo ja sądzę, że nad wodę idzie się razem z dzieckiem, a nie
                        puszcza
                        > samego 2 latka.

                        Ale po co? Lepiej nie ograniczać mu rozwoju i samodzielnośći. Mozna
                        przeciez przedtem nauczyc "na sucho" i przeezgaminować.
                        Nie bądż nadopiekuńcza.
                  • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:51
                    Uważaj, żebyś się nie zakrztusiła meliską.
                    A Ewę Błaszczyk należy zamknąć.
                    • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:54
                      > A Ewę Błaszczyk należy zamknąć.

                      Skoro tak uważasz. Ja tak nie myślę? Co śmiesznego jest w zadławieniu?
                      • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:56
                        W drugim zdaniu nie ma być "?" oczywiście.
                        • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:58
                          Gdzie nspisaałam, że jest coś śmiesznego w zadłąwieniu. Napisałam
                          wcześniej, że niebezpieczne może byc dla dzieci przyjmowanie
                          lekarstw, ale to z pewnością robi się w obecności i pod konrolą osób
                          dorosłych.
                          • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:03
                            srebrnarybka napisała:

                            > Gdzie nspisaałam, że jest coś śmiesznego w zadłąwieniu. Napisałam
                            > wcześniej, że niebezpieczne może byc dla dzieci przyjmowanie
                            > lekarstw, ale to z pewnością robi się w obecności i pod konrolą osób
                            > dorosłych.

                            Tak i z pewnością nie ma takiej możliwości żeby dziecko się zadławiło gdy stoisz
                            nad nim. Dlatego nie musisz wiedzieć co trzeba zrobić, jeśli zadławienie nastąpi.

                            Matko kochana, horyzonty to mi się dzisiaj tak poszerzają jak chyba jeszcze
                            nigdy w życiu. Nie wiedziałam że takie sposoby myślenia istnieją.
                            • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:15
                              Tak i z pewnością nie ma takiej możliwości żeby dziecko się
                              zadławiło gdy stois
                              > z
                              > nad nim. Dlatego nie musisz wiedzieć co trzeba zrobić, jeśli
                              zadławienie nastąp
                              > i.

                              - dziecko może się zadławić lekarstwami niezależnie od obencości lub
                              nieobecności rodziców, a ponieważ zadławienie lekarstwami jest dużo
                              bardziej prawdopodobne, niż czym innym, dlatego obecność rodziców,
                              którzy wiedzą, jak zareagować, jest wskazana. Ale przy podawaniu
                              lekarstw rodzicsą niezbędni także z innych powodów.
                          • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:06
                            Tak. Moje dzieci spożywają leki pod moją opieką. To tez świadczy o
                            nadopiekuńczości? Ja sama często się dławię ale umiem sobie z tym radzić (przez
                            grzeczność ominę opisysmile. Moje pięciolatki tego nie są w stanie zrobić.
                            • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:17
                              Tak. Moje dzieci spożywają leki pod moją opieką. To tez świadczy o
                              > nadopiekuńczości? J
                              - właśnie napisałam, że lekartwa na pewno dzieci powinny zażywać pod
                              opieką. A w ogóle cokolwiek spożywa się w czasie posiłków, a więc w
                              gronie rodziny, a nie samo dziecko zostawione dajmy na to na pół
                              gdozny je różne rzeczy, z lekarstwami włącznie. Nigdzie tego nie
                              postulowałam
                              • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:21
                                Ale pomyśl. Dziecko może zgłodnieć przez pół godziny i samo się obsłużyć. No
                                chyba że zamkniesz je w szafie ale to nikogo nie podejrzewam.
                                • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:34
                                  Przede wszystkim dziecko, które regularnie jada posiłki i nie jada
                                  poza posiłkami (zupy nie, ale potem mamausia wciśnie trzy
                                  ciasteczka) nie zgłodnieje w ciągu pół godziny, żywność powinna być
                                  zabepieczona, a dziecko wiedzieć, że mu nie wolno. Przy okazji:
                                  piszesz, że sama się zakrztusiłaś jako dorosłą. To do jakiego wieku
                                  nie można zostawić, bo zakrztusić sie może i 15latek.
                                  Ja w wieku 12 lat w obecności matki mało nie usiadłam na żmiji,
                                  której nie zauważyłam (w lesie, nie w domu). I co z tego wynika: że
                                  mialam nie chodizć do lasu?
                                  • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:38
                                    srebrnarybka, masz dzieci?
                          • mama303 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 22:40
                            srebrnarybka napisała:

                            > Napisałam
                            > wcześniej, że niebezpieczne może byc dla dzieci przyjmowanie
                            > lekarstw, ale to z pewnością robi się w obecności i pod konrolą
                            osób
                            > dorosłych.

                            Ale po co? Przeciez mozna nauczyć. Znowu jesteś nadopiekuńcza smile
            • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:37
              Nie. Czemu? Ktoś to postulował oprócz Ciebie? Coś przeoczyłam?
        • gopio1 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 18:41
          srebrnarybka napisała:
          > Co powiesz o wypadku dziecka Ewy Błaszczyk?
          > Takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko, ale w tym wypadku nie
          > pomogła obecność dwóch dorosłych osób.


          Co powiem? Powiem tak: matka, która jest świadkiem wypadku wojego dziecka, robi
          wszystko żeby mu pomóc. Ludzie potrafią jej współczuć, okrzyknąć bohaterką,
          ofiarują pomoc. Matka, której dziecko ulega wypadkowi pod nieobecność rodziców
          bywa okrzyknięta zbrodniarką, pijaczką, matką patologiczną, sąd domaga się
          odebrania jej dzieci i jeszcze grozi jej je za to do 5 lat pozbawienia wolności.
          Wszyscy się od niej odwracaja. Mało kto rozumie, że przeżywa najgorsze chwile w
          swoim życiu.
          • babcia47 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 18:54
            Matka, której dziecko ulega wypadkowi pod nieobecność rodziców
            > bywa okrzyknięta zbrodniarką, pijaczką, matką patologiczną, sąd
            domaga się
            > odebrania jej dzieci i jeszcze grozi jej je za to do 5 lat
            pozbawienia wolności
            > .
            > Wszyscy się od niej odwracaja. Mało kto rozumie, że przeżywa
            najgorsze chwile w
            > swoim życiu.
            ale czy to jest powód by blokowac rozwój swojego dziecka? bo ludzie
            powiedzą?..tak to prawda, że o ile 40 lat temu czasem wręcz
            przesadzano z pozostawianiem dzieci "samym sobie", czesto z przyczyn
            ekonomicznych, teraz szala odwróciła sie o 180 stopni..prowadząc
            wręcz do całkowitego ubezwłasnowolnienia dziecka i posrednio jego
            matki..Kto powiedział, nie stara się zabezpieczyc przed wyjściem na
            wszelkie sposoby,że matka zostawiajac na chwilkę dziecko nie boi się
            o nie..ale czy z powodu własnego strachu i leku przed "opinią" ma
            prawo nie uczyć dziecka samodzielności lub narażać go na powazne
            konsekwencje powikłań (poważna choroba, z gorączką i wedrowanie z
            takim dzieckiem po drzewo czy wegiel)??? tym bardziej, że równie
            dobrze moze się wywrócić na schodach z tym dzieckiem i
            weglem..mnożąc skrajne i ekstrymalne hipotezy możemy sie tak
            przeżucać do końca swiata..co sie stać może, co się wydarzyło bez
            konsekwencji..a mi sie wydaje, że chyba tu chodzi o zachowanie
            minimum zdrowego rozsądku i nie popadanie w skrajności, bo żadne nie
            sa pozytywne
            • gopio1 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 20:00
              babcia47 napisała:
              > ale czy to jest powód by blokowac rozwój swojego dziecka?

              Jeżeli uważasz, że zapewnianie niemowlakowi opieki jest blokowaniem jego
              rozwoju, to jesteś nieźle rąbnięta.
              • babcia47 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 20:22
                piszemy o przedszkolakach (nie niemowlakach) w przypadku nauki
                samodzielnego dbania o własne bezpieczeństwo i w ramach tego
                o "kontrolnym", a potem zaplanowanym pozostawieniu ich na chwilę bez
                opieki..a jeżeli chodzi o niemowlaka..to pozostawienie na chwile, by
                przynieść opał z piwnicy lub otworzyc bramę bez ciagania go,
                ubierania, wyrywania ze snu(a juz szczególnie gdy jest np.
                chory)..owszem wszystko sie moze zdarzyc łacznie z trzęsieniem ziemi
                i upadkiem asteroidy..ale jakie jest prawdopodobieństwo???..a jakie
                jest prawdopodobieństwo, ze coś się stanie w momencie "ciagania"
                go?? obawiam się, że są jednakowe, tyle, że w tym drugim przypadku
                matka będzie musiała wykonać jakąś czynność w sumie kosztem dziecka,
                narażając na dyskomfort, niepotrzebne czynności, zakłócanie snu,
                może narażając zdrowie, będzie to trwało wielokrotnie dłuzej itd., a
                w pierwszym zabezpieczy je przed hipotetycznym niebezpieczeństwem,
                które mogłoby nastapić pod jej(chwilową) nieobecność i ewentualnie
                ochroni przed oskarżeniem i ostracyzmem otoczenia..napisze Ci
                wiecej..z przyczyn "technicznych" kiedy mąż był w wojsku, wracajac
                ze spaceru/zakupów musiałam samodzielnie wtargać wózek, zakupy i
                dziecko na trzecie piętro..robiłam to na raty: zanosiłam dziecko i
                zostawiałam w bezpiecznym miejscu bez rozbierania, potem schodziłam
                po wózek i zakupy, czasem nawet przy wiekszych zakupach jeszcze 2x:
                po zakupy a dopiero po wózek..nie miałam alternatywy, bo wózki
                kradziono wtedy na potęgę, były nie do "zdobycia"(czas kryzysu), że
                były b.drogie to już mniejsza, wiec nie mogłam go zostawić w
                bramie..Mam pytanie!! Jaką widzisz alternatywę na takie
                moje "manewry"???? W koncu dziecko(niemowlę) zostawało na dobrą
                chwilę samo i bez opieki!!!!
          • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:08
            To czy chodzi Ci o dobro matki czy dziecka, bo nie rozumiem?
            • babcia47 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:21
              srebrnarybka napisała:

              > To czy chodzi Ci o dobro matki czy dziecka, bo nie rozumiem?
              tego ja też nie rozumiem szczególnie w świetle niektórych
              wypowiedzi...
            • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:39
              A Ci o co chodzi? Odpowiedz. Które dobro ważniejsze?
              • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 22:56
                wyjaśniam: Gopio napisałą, że jeśli zdarzy się dziecku wypadek w
                obecności matki, to mimo, że dziecko zostanie kaleką, matka będzie
                uznna za bohaterkę, bo próbowała ratować, a jeśli pod nieobecnośc,
                to matka zostanie potępiona. Czyli z tej wypowiedzi wynika, że nie
                jest wazne to, że dziecko poniessie nieodwracalną szkoedę, tylko to,
                co ludzie powiedzą. Zatem nie liczy się dobro dziecka, tylko dobro
                matki.
                • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:04
                  > Czyli z tej wypowiedzi wynika, że nie
                  > jest wazne to, że dziecko poniessie nieodwracalną szkoedę, tylko to,
                  > co ludzie powiedzą. Zatem nie liczy się dobro dziecka, tylko dobro
                  > matki.

                  Takie to dziwne? W tym momencie sytuacja dziecka niestety jest już przesądzona.
                  Zawsze bada się i interpretuje okoliczności takich wypadków. A co ludzie mówią
                  to już odrębna sprawa.
                  • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:11
                    Jako studentka kierunku nauczycielskiego musiałam wiele lat temu
                    odbyć praktykę jako wychowawca na koloniach. Przedtem mieliśmy kurs
                    bhp i nawet byliśmy zainteresowani, bo jednak nie mieliśmy ochoty,
                    by dzieciom pod naszą opieką coś się stało. Natomiast instruktor
                    nauczył nas tylko, jak w razie czego wykręcić się od
                    odpowiedzialności. Np. należy wpisać pierwszego dnia do dziennika,
                    że odbyliśmy pogadankę o ruchu drogowoym. Jeżeli po takim wpisie
                    jakieś dziecko wpadnie pod samochód, jesteśmy kryci. A jak wpadnie
                    bez wpisu - idziemy do pudła. Natomiast nie próbował nam nawet
                    wytłumaczyć, co zrobić, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo, że nie
                    wpadanie. Tłumaczył nam tylko, jak uniknąć pudła. I Twój tekst i
                    Gopio jest z tego samego gatunku: nie chodzi o to, by dziecku się
                    nic nie stało, tylko o to, by matka wykręciła się od
                    odpowiedzialności przed sądem. Teraz to ja pójdę się napić meliski.
                    • kropkacom Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:17
                      > Gopio jest z tego samego gatunku: nie chodzi o to, by dziecku się
                      > nic nie stało, tylko o to, by matka wykręciła się od
                      > odpowiedzialności przed sądem. Teraz to ja pójdę się napić meliski.

                      Mi zależy na życiu moich dzieci. dlatego nie biegnę na zakupy zostawiając je w
                      domu pod pretekstem żeby sie usamodzielniły. Wole się spędzić przy tym więcej
                      czasu, męczyć z siatami i trzymaniem maluchów za rękę.
                    • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:17
                      srebrnarybka napisała:

                      > Jako studentka kierunku nauczycielskiego musiałam wiele lat temu
                      > odbyć praktykę jako wychowawca na koloniach.

                      Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Odbywałaś praktykę jako wychowawca na
                      koloniach i do dziś nie wiesz, jak udziela się pierwszej pomocy osobie dławiącej
                      się. Szok, po prostu szok nieziemski.
                      • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:21
                        przecież napisałąm, czego mnie na tym kursie nauczono. Żadne dziecko
                        mi się nie zadławiło.
                        • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:28
                          srebrnarybka napisała:

                          > przecież napisałąm, czego mnie na tym kursie nauczono. Żadne dziecko
                          > mi się nie zadławiło.

                          Aha.
                          Ja bym nie pojechała na kolonie jako opiekun bez znajomości zasad pierwszej
                          pomocy. Gdyby mnie na kursie nie nauczono, to bym tą wiedzę zdobyła na własną
                          rękę. Gratuluję odpowiedzialnego podejścia uncertain
                          • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:36
                            Dziękuję. Na tę praktykę nie jechałam z własnej woli, miałam wtedy
                            21 lat, na koloniach była pielęgniarka i instruktorka wf, które te
                            zasady znały. Ja osobiście najchętniej bym w ogóle na te kolonie nie
                            pojechała.
                            • gaja78 Re: Beznadzieja... 18.03.08, 23:47
                              srebrnarybka napisała:

                              > Dziękuję. Na tę praktykę nie jechałam z własnej woli, miałam wtedy
                              > 21 lat, na koloniach była pielęgniarka i instruktorka wf, które te
                              > zasady znały. Ja osobiście najchętniej bym w ogóle na te kolonie nie
                              > pojechała.

                              Fizycznie byłaś tam jako opiekun. Wasz instruktor nie miał racji jeśli chodzi o
                              unikanie odpowiedzialności. Gdyby coś się komuś nie daj Boże stało, a ty nie
                              udzieliłabyś mu pomocy bo nie wiedziałabyś jak, to poszłabyś prawdopodobnie do
                              więzienia na te przepisowe 3 lata. Fakt, że gdzieś zostało zapisane, iż
                              przeszłaś kurs pierwszej pomocy, zwiększyłby twoje szanse na otrzymanie
                              maksymalnego wyroku.

                              To nie ma znaczenia czy jechałaś z własnej woli czy nie. Podejmowałaś sie opieki
                              nad grupą dzieci. Jako osoba dorosła.
                              • babcia47 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 00:36
                                Gaju! To czego mnie mój ojciec uczył i zapamietałam na całe zycie to
                                powiedzenie: umiesz liczyc? to licz na siebie!! z całym szacunkiem
                                dla nauczycieli i pedagogów, ale jeżeli ktos mysli, ze to oni
                                zastąpią rodziców w wychowaniu (gdzieś tu był taki wpis, nie wiem
                                czy twój), jezeli mają 100%-owa pewność, ze zapobiegną wypadkom na
                                koloniach czy obozach majac pod opieka kilkadziesiąt rozbrykanych
                                dzieciaków..to jest po prostu naiwny..mogą pomóc jezeli są w
                                bezpośredniej odległości, ale nawet najlepszy fachowiec czasem moze
                                po prost nie zdążyć, jeżeli dziecko wyrwie sie spod kontroli, jezeli
                                nie zostało (w domu!!) nauczone słuchać poleceń i samo "dbać" o
                                swoje bezpieczeństwo..i spuszczone z maminej "smyczy" chce sprawdzić
                                czy napewno powinno stosować się do poleceń dorosłych..
                                • gaja78 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 00:41
                                  babcia47 napisała:

                                  > Gaju! To czego mnie mój ojciec uczył i zapamietałam na całe zycie to
                                  > powiedzenie: umiesz liczyc? to licz na siebie!! z całym szacunkiem
                                  > dla nauczycieli i pedagogów, ale jeżeli ktos mysli, ze to oni
                                  > zastąpią rodziców w wychowaniu (gdzieś tu był taki wpis, nie wiem
                                  > czy twój), jezeli mają 100%-owa pewność, ze zapobiegną wypadkom na
                                  > koloniach czy obozach majac pod opieka kilkadziesiąt rozbrykanych
                                  > dzieciaków..to jest po prostu naiwny..mogą pomóc jezeli są w
                                  > bezpośredniej odległości, ale nawet najlepszy fachowiec czasem moze
                                  > po prost nie zdążyć, jeżeli dziecko wyrwie sie spod kontroli, jezeli
                                  > nie zostało (w domu!!) nauczone słuchać poleceń i samo "dbać" o
                                  > swoje bezpieczeństwo..i spuszczone z maminej "smyczy" chce sprawdzić
                                  > czy napewno powinno stosować się do poleceń dorosłych..

                                  To chyba oczywiste.
                                  • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 19.03.08, 08:39
                                    Gaju, na te kolonie jechałam, gdy Ty byłaś malenkim dzieckiem i
                                    przepisy były wtedy inne. Przepisy zresztą nam dokładnie
                                    zreferowano, ale problem w tym, że samymi przepisami uratować
                                    dziecko trudno.
                                    Praktyka kolonijna była wtedy obowiązkowa na wszystkich kierunkach
                                    studiów zbieżnych z przedmiotami wykładanymi w szkole, bo niby miało
                                    to nas przyotować do zawodu nauczyciela. W ten sposób pańśtwo
                                    zapewaniało sobie darmowych wychowawców na koloniach.
                                    Zapeeniam Cię też, że na tych koloniach nic się nie stało:
                                    chodziliśmy do lasu, jaknajdalej od szosy, a jeziora tam nie było.
                                    Pod opieką miałam akurat dzieci wiejskie i z małych miasteczek, któe
                                    znacznie lepiej radziły sobie z pobytem w lesie i na dworze, niż ja.
                                    Pamiętam, że kiedyś na spacerze przez jakieś łąki podeszło do nas
                                    stado gęsi, ja się bałam (i boję do dziś) gęsi, a jedna 10 letnia
                                    dziewczynka zawołała: to ja te gęsi zaraz przepędzę i zrobiła to
                                    fachowo, bo z gęśmi miała do czynienia na codzień.
                                    Pod opieka miałam dzieci od 7 lat w górę, a więc takie, któe i
                                    Waszym zdaniem można zostawiać same w domu. Młodszych się na
                                    kolonie nie przyjmuje.
                                    • kropkacom Re: Beznadzieja... 19.03.08, 09:06
                                      To że jest zrobiony kurs pomocy chroni pracodawce który w razie czego powie ja
                                      swoje zrobiłem. Pracownik który jest opiekunem i zakończył kurs jest zobowiązany
                                      do udzielenia FACHOWEJ pomocy w razie potrzeby.
                                      • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 19.03.08, 09:24
                                        Kropko, przede wszystkim to było w realiach, które Tobie, niebędącej
                                        osobą dorsłą za komuny, trudno sobie wyobrazić. Przepisy iwymagania
                                        były inne.
                                        Po drugie - do tych praktyk masowo zmuszano studentów, młodych i
                                        niedoświadczonych, w znacznej części wbrew ich woli, bo każdy
                                        wolałby inaczej spędzać wakacje, więc trudno się dziwić, że nie
                                        robili niczego więcej, niż od nich chciano. Osobiście uważam, że
                                        było to organizowane skandalicznie, ale to już inna sprawa.
                                        Po trzecie - na koloniach były dzieci od 7 roku życia, a więc takie,
                                        które Twoim zdaniem też możnazostawić same w domu. Miałam pod opieką
                                        bodaj 20 dziewczynek. Przy posiłakach nie siadziałąm z wszystkmi
                                        przy jednym stole, były 4 osobowe stoliki, więc w razie zadławienia,
                                        czy też, jak chcesz, zadławienia i utopienia, mogłabym do kolejnego
                                        stolika nie zdążyć. Z drugiej strony jałdo się tylko w czasie
                                        poiłków w stołówce, więc na miejscu była pielęgniarka, w tej samej
                                        odległości, co ja.
                                        Spałam w jednym pomieszczeniu z połową grupy, druga połowa spała w
                                        sąsiednim pokoju, więc nie słyszałam, co się tam działo w nocy.
                                        Nawiasem mówiąc, musiałam co noc prowadzić w środku nocy jedną chorą
                                        10 czy 11 latkę, która miała adnotację w karcie, że moczy się w
                                        nocy, prowadziłam ją do klozetu przez sen (ejj sen, ja byłam
                                        przytomna). W tym czasie w obu sypialnaiach nie było opiekuna. Poza
                                        tym ja też chodziłam do klozetu i wtedy nie było mnie przy
                                        dzieciach, ale kontrakt nie przewidywał, bym 3 tygodnie wstrzymywała
                                        się od załatwiania potrzeb fizjologicznych. Zapewniam, że nikomu nic
                                        się nie stało. Zagrożenia były tam inne (miejscowa żulia, to tak na
                                        temat rzeokomo obecnych zagroże pedofilią), byliśmy ich świadomi i
                                        przed tym staraliśmy się chronić podpiecznych.
                                        • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 19.03.08, 09:29
                                          Przy okazji do mam, które widzą tyle agrożeń dla dzieci, mam kilka
                                          pytań:
                                          - czy jeździcie z dziećmi samochodem? To grozi wypadkiem, bardziej
                                          prawdopodobnym, niż zadławienie się przez dziecko, na któe mama nie
                                          patrzy przez 5 minut i które nie je. Ostatecznie można się przecież
                                          nie poruszać i nie podróżować, a lekarza wzywać do domu. Wtedy
                                          dziecko ma większą szansę przeżycia.
                                          - co robicie w nocy? Czy powalacie sobie na spanie, czy śpicie z
                                          mężem na zmianę? Bo przecież dziecko może się w ocy obudzić i jak
                                          rodzice śpią,masę rzeczy może nawywijać? Że zdarza się to rzadko -
                                          ale może się zdarzyć. Więc chyba w domu, gdzie jest małe dziecko,
                                          stale ktoś powinien czuwać, przez 24 godziny.
                                          • kropkacom Re: Beznadzieja... 19.03.08, 09:36
                                            Jeżdżę z dziećmi samochodem. Siedzą przypięte pasami w fotelikach. Kuriozalnie w
                                            wypadkach na drogach ginie więcej pieszych niż siedzących w samochodzie.

                                            W nocy śpię. Chociaż przyznaje mam dość czujny sen.

                                            Ja nie mam złudzeń że ochronie dziecko przed każdą katastrofą czy złem tego
                                            świata. Ja po prostu dla własnego wygodnictwa nie narażam dziecka.
                                            • srebrnarybka Re: Beznadzieja... 19.03.08, 09:52
                                              Jeżdżę z dziećmi samochodem. Siedzą przypięte pasami w fotelikach.
                                              Kuriozalnie
                                              > w
                                              > wypadkach na drogach ginie więcej pieszych niż siedzących w
                                              samochodzie.

                                              - dobrze, że jeździsz w fotelikach, ale mimo to możesz nie uniknąć
                                              wypadku. Bezpieczniej byłoby np. wzywać zawsze lekarza do domu
                                              (można za to zapłącić, własnemu dizecku przecież nie będziesz
                                              żałowała), bo ryzykujesz, że może zdarzyć się wypadek po drodze. Na
                                              specer można wychodzić do najbliższego parku i skrzętnie omijać
                                              ulica, bo a nuż jednak jakieś auto uderzy. A poza tym siedzieć w
                                              domu. Zakupy może zrobić Ci mąż. Wtedy dziecko będzie
                                              bezpieczniejsze.
                                              W nocy nie ryzykowałabym. A nuż nie zdążysz się obudzić? Ponieważ
                                              Twój mąż chyba pracuje, proponuję zatrudnić trzecią osobę, najlepiej
                                              przeskzolonego ratownika medycznego, który będzie czuwał nad dziećmi
                                              w nocy.
                                              • kropkacom Re: Beznadzieja... 19.03.08, 10:00
                                                Czytałaś to co napisałam? Jeśli próbujesz być zabawna lub ironiczna to średnio
                                                Ci idzie. I odpowiedz na pytanie bo już mnie ciekawość zżera. I jeszcze raz
                                                przeczytaj to co napisałam.
                                              • gaja78 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 10:08
                                                srebrnarybka napisała:

                                                > W nocy nie ryzykowałabym. A nuż nie zdążysz się obudzić? Ponieważ
                                                > Twój mąż chyba pracuje, proponuję zatrudnić trzecią osobę, najlepiej
                                                > przeskzolonego ratownika medycznego, który będzie czuwał nad dziećmi
                                                > w nocy.

                                                Ratownik medyczny dla zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom konieczny nie jest, bo
                                                każdy dorosły człowiek powinien znać zasady udzielania pierwszej pomocy.

                                                Jeśli będziesz szła ulicą i zdarzy się przy tobie wypadek, a ty nie udzielisz
                                                pomocy poszkodowanym do czasu przyjazdu ratowników, to łapiesz się pod paragraf.
                                                Takie są fakty. Nikt o zdrowych zmysłach z tym prawem nie dyskutuje. Ty jako
                                                zwykły przechodzień masz obowiązek udzielenia pomocy tak samo jak masz obowiązek
                                                płacić podatki i przestrzegać zasad ruchu drogowego.

                                                To jest minimum obowiązujące każdego dorosłego człowieka.

                                                Na zostawianie małych dzieci bez opieki jest niestety społeczna aprobata w
                                                naszym kraju. Ale na brak znajomości zasad udzielania pierwszej pomocy już nie.
                                                A jeśli w ogóle jest, to dużo mniejsza. Mam nadzieję, bo już powoli zaczynam
                                                wątpić uncertain
                                                • babcia47 coś Ci sie pomerdało 19.03.08, 23:18
                                                  owszem w przypadku wypadku samochodowego, kierowca, który nie
                                                  zatrzyma sie i nie spróbuje pomóc..choćby zabezpieczając
                                                  poszkodowanych czy wzywając ratowników podpada pod paragraf..nikogo
                                                  innego to nie dotyczy..bo nie kazdy ma obowiązek mieć umiejetność
                                                  niesienia tej pomocy..zreszta robiąc to bez odpowiedniego
                                                  przygotowania moze w niektórych sytuacjach bardziej zaszkodzić
                                                  poszkodowanemu niz pomóc!! Nic nie wiem i tym, by był prawny
                                                  obowiązek "zaliczenia" jakichkolwiek kursów ratownictwa..a w zwiazku
                                                  z tym by nieudzielenie pomocy podpadało pod paragraf..Dla
                                                  wyjaśnienia..wiem jak ratowac w razie poprzenia..musiałam prawie
                                                  stratowac babcie, które mi próbowały przeszkodzic kiedy leciałam z
                                                  poparzonym dzieckiem do łazienki by go wsadzić pod zimny
                                                  prysznic..umiem zatamowac krwotok, pomóc w razie zadłąwienia,
                                                  zrobić sztuczne oddychanie, zabezpieczyc złamana kończynę..ale nie
                                                  mam wiedzy medycznej by podjąć jakiekolwiek działanie w razie gdy
                                                  ktoś zasłabnie z przyczyn dla mnie nieznanych (poza zabezpieczeniem
                                                  by dotrwał do przyjazdu ratowników) ale ja to wiem, bo chciałam..i
                                                  m.in. bo uczył mnie ojciec..wiekszość ludzi, tym bardziej ze
                                                  starszego pokolenia o tym nie wie i nie umie!! i nikt ich za to nie
                                                  ukarze..Jedynym obowiązkiem osoby, która jest swiadkiem wypadku czy
                                                  zasłabniecia jest wezwanie pogotowia..
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 19.03.08, 23:38
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > owszem w przypadku wypadku samochodowego, kierowca, który nie
                                                    > zatrzyma sie i nie spróbuje pomóc..choćby zabezpieczając
                                                    > poszkodowanych czy wzywając ratowników podpada pod paragraf..

                                                    Zgadza się. Jest również zobowiązany do udzielenia niezbędnej pomocy ofiarom
                                                    wypadku (artykuł 44 Prawa o Ruchu Drogowym).
                                                    Ponadto w myśl Kodeksu Wykroczeń:

                                                    "Kodeks Wykroczeń art. 93
                                                    § 1.
                                                    Prowadzący pojazd, który, uczestnicząc w wypadku drogowym, nie udziela
                                                    niezwłocznej pomocy ofierze wypadku, podlega karze aresztu albo grzywny.
                                                    § 2.
                                                    W razie popełnienia wykroczenia, o którym mowa w § 1 orzeka się zakaz
                                                    prowadzenia pojazdów. "

                                                    > Jedynym obowiązkiem osoby, która jest swiadkiem wypadku czy
                                                    > zasłabniecia jest wezwanie pogotowia..

                                                    proszę o podanie stosownego paragrafu.

                                                    I ustosunkowanie się do tego, co jest napisane w artykule 162 Kodeksu Karnego,
                                                    cytowanym na przykład tutaj w podpunkcie "regulacje prawne" dla hasła "pierwsza
                                                    pomoc":

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Pierwsza_pomoc#Regulacje_prawne
                                                    Mi się pomerdało ?
                                                  • srebrnarybka Re: coś Ci sie pomerdało 19.03.08, 23:49
                                                    Wklajam podany przez Ciebie przepis:

                                                    art. 162 KK:

                                                    § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym
                                                    bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego
                                                    uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez
                                                    narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia
                                                    albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia
                                                    wolności do lat 3.
                                                    § 2. Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której
                                                    jest konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach,
                                                    w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub
                                                    osoby do tego powołanej.

                                                    Czyli jest dokładnie tak, jak twierdzi Babcia. 1. Obowiązek
                                                    udzielenia pomocy ma ten, kto tej pomocy udzielć może, nie narażając
                                                    siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo. Udzielanie pomocy bez
                                                    właściwiej diagnozy z pewnością naraża na niebezpieczeństwo i
                                                    najlepiej wezwać fachowców, czyli pogotowie. Nie ma nic o tym, by
                                                    każdy miał obowiązek znać zasady np. mierzenia tętna i sprawdzania,
                                                    czy nie ma krwotoku.
                                                    I konkretna sytucja: w kościele pełnym ludzi podczas mszy zasłabła
                                                    kobieta siadząca niedaleko mnie. Z komórki wezwałam pogotowie.
                                                    Rozumiem, że Twoim zdaniem powinnam pójść do pudła, ponieważ nie
                                                    zmierzyłam jej tętna, nie sprawdzałam, czy nie ma krwotoku etc.,
                                                    tylko od razu zadzwoniłam tam, gdzie mogli udzielić fachowej pomocy?
                                                    Dla ułatwienia dodaję, że inne osoby siedzące obok wyniosły tę
                                                    kobietę z tłumu i ułożyły wygodnie. Po chwili przyjachało poggotowie.
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:10
                                                    inna sytuacja..natrafiam na osobe, króra prawdopodobnie spadła z
                                                    wysokości..nie jestem w stanie ocenic obrazeń, np. czy nie ma
                                                    uszkodzonego kręgosłupa, czy mozna ja ruszać..mogę tylko wezwać
                                                    pogotowie czy innych ratowników, bo podejmujac próbe "ratowania"
                                                    moga tą osobe narazic na kalectwo lub utrate zycia..
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:21
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > inna sytuacja..natrafiam na osobe, króra prawdopodobnie spadła z
                                                    > wysokości..nie jestem w stanie ocenic obrazeń, np. czy nie ma
                                                    > uszkodzonego kręgosłupa, czy mozna ja ruszać..mogę tylko wezwać
                                                    > pogotowie czy innych ratowników, bo podejmujac próbe "ratowania"
                                                    > moga tą osobe narazic na kalectwo lub utrate zycia..

                                                    Żeby wezwać pogotowie wypada wiedzieć czy ofiara oddycha, czy ma tętno, czy jest
                                                    jakiś krwotok. Prawda ?

                                                    Jeśli nie oddycha to co, nie udrożnisz dróg oddechowych i nie zrobisz sztucznego
                                                    oddychania, bo się będziesz bała że kręgosłup jest uszkodzony ?
                                                  • srebrnarybka Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:31
                                                    Czy oddycha, bylo widać, a czy ma tętno, lepiej, by sprawdziło
                                                    pogotowie, w którym pracują fachowcy. I lepiej je szybciej wezwać
                                                    niż tracić minutę na zmierzenie tętna przez taką osobę, jak ja,
                                                    która nie ma doświadczenia w ratowianiu ludzi.
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:32
                                                    nie rób ze mnie matołka..czy oddycha moge stwierdzić,sztuczne
                                                    oddychanie zrobię, krwotok spróbuję zatamować..ale miałabym
                                                    wątpliwości czy mogę ułozyc na boku nieprzytomnego, by zapobiec
                                                    zadławieniu, czyli ruszać człowieka w sytuacji gdy nie wiem czy nie
                                                    uszkodził kręgosłupa..
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:47
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > nie rób ze mnie matołka..czy oddycha moge stwierdzić,sztuczne
                                                    > oddychanie zrobię, krwotok spróbuję zatamować..

                                                    więc dlaczego piszesz, że wszystko co możesz zrobić to telefon na pogotowie ??
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 01:32
                                                    czy Ty wogóle czytasz to co ja piszę?..zresztą, ja akurat potrafie
                                                    udzielic "aktywnej" pomocy..ale znakomita większośc ludzi nie ma o
                                                    tym zielonego pojecia..i wbrew temu co o tym myślisz, wcale nie mają
                                                    takiego obowiazku!!! Nikt nie aresztuje swiadka wypadku czy
                                                    zasłabniecia kogoś za to, że nie potrafił udzielic mu pierwszej
                                                    pomocy,ale mozna go postawic w stan oskarzenia, jeżeli przejdzie
                                                    obojetnie obok i nie zada sobie trudu, by wezwac pogotowie!
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:16
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Czyli jest dokładnie tak, jak twierdzi Babcia. 1. Obowiązek
                                                    > udzielenia pomocy ma ten, kto tej pomocy udzielć może, nie narażając siebie
                                                    lub innej osoby na niebezpieczeństwo. Udzielanie pomocy bez właściwiej diagnozy
                                                    z pewnością naraża na niebezpieczeństwo i najlepiej wezwać fachowców, czyli
                                                    pogotowie.

                                                    "Inna osoba" to osoba trzecia. Jest ofiara, jesteś ty i jest osoba trzecia. Masz
                                                    obowiązek udzielenia pomocy ofierze nie narażając zdrowia i życia swojego oraz
                                                    osoby trzeciej.

                                                    BTW prawo chroni osobę udzielającą pomocy. Jeśli podejmiesz w dobrej wierze
                                                    działanie ratujące życie , ale akcja się nie powiedzie i ofiara umrze, ty nie
                                                    będziesz pociągana do odpowiedzialności.

                                                    Nie ma nic o tym, by
                                                    > każdy miał obowiązek znać zasady np. mierzenia tętna i sprawdzania,
                                                    > czy nie ma krwotoku.

                                                    Nie no oczywiście że nie ma. To już jest kwestia sumienia i pewnej dojrzałości
                                                    umysłowej. Jak chcesz możesz się potem w ten sposób tłumaczyć, dlaczego nie
                                                    udzieliłaś pierwszej pomocy poszkodowanemu. I całkiem prawdopodobne, że wymiar
                                                    sprawiedliwości to uzna. Tylko że ja bym się ze wstydu spaliła, a gdyby w
                                                    dodatku poszkodowany zmarł - chyba do końca życia nie spojrzałabym w lustro uncertain

                                                    Ale sorki za odbieganie od tematu, przecież my tu rozmawiamy o nauczaniu naszych
                                                    dzieci samodzielności i odpowiedzialności. ROTFL. Tylko taki bezgranicznie smutny.
                                                  • srebrnarybka Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:28
                                                    Ja uważam, że należy w takiej sytuacji wezwać pogotowie, a nie
                                                    tracić czas na bawienie się w ratownika, czego nie mogę zrobić
                                                    dobrze nie mając odpowiedniego sprzętu i wiedzy.
                                                    Co do sumienia: cóż - pomysł, bym kończyła dwutygodniowy, cyzli
                                                    bardzo pobieżny kurs pierwszej pomocy, bo na ulicy moge spotkać
                                                    nieprzytomnego człowieka, gdy mogę wezwać pogotowie, wydaje mi się
                                                    absurdalny. Miałoby to sens, gdybym udawała się w miejsce, gdzie
                                                    jest więcej zagrożeń: kurs survivalu, częste wyprawy w góry, etc.
                                                    etc.
                                                    Co jest smutnego w rozmowie od uczeniu dzieci amodzielności? To, że
                                                    dzieci kiedyś będą samodzielne?
                                                  • kropkacom Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 08:37
                                                    > Co jest smutnego w rozmowie od uczeniu dzieci amodzielności? To, że
                                                    > dzieci kiedyś będą samodzielne?

                                                    Nie. Smutny jest Twój tok myślenia. Ja rozumiem że Babcia żyła w takich czasach
                                                    że czasami faktycznie wyjścia innego nie miała. Większość jednak wypowiedzi
                                                    matek które teraz zostawiają dzieci same po domach nie idzie zinterpretować
                                                    inaczej jak tylko lenistwo i brak odpowiedzialności. Bo przecież po co tracić
                                                    czas na ubieranie berbecia jak ja sama szybciej zrobię zakupy itd. Nie ma tu
                                                    mowy o świadomej nauce samodzielności.

                                                    PS. Nie odpowiedziałaś czy masz własne maluszki.
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:28
                                                    BTW prawo chroni osobę udzielającą pomocy. Jeśli podejmiesz w dobrej
                                                    wierze
                                                    działanie ratujące życie , ale akcja się nie powiedzie i ofiara
                                                    umrze, ty nie
                                                    będziesz pociągana do odpowiedzialności.
                                                    hmm u nas nie jest to na szczęście jeszcze "popularne" ale
                                                    na "zachodzie" w takiej sytuacji kiedy ktoś nie mając to tego
                                                    odpowiednich uprawnień i wiedzy "w dobrej wierze" działając narazi
                                                    ratowanego na niebezpieczeństwo, kalectwo czy utrate zycia jest
                                                    traktowany jak przestępca i karany!! Dobrymi checiami piekło jest
                                                    wybrukowane i madry człowiek wie, że jeżeli czegoś nie umie, nie
                                                    powinien sie za to brać, bo może narobic więcej szkody niz pożytku!!!
                                                    Pamietam historię gdy kilkulatek z cukrzycą (wiedział wszystko o
                                                    swojej chorobie) czując skutki niedocukrzenia wpadł do sklepu,
                                                    chwycił bezy i zaczął je wcinac, by ratować się przed
                                                    śpiączką..Sklepowa i sąsiedzi, którzy byli tego swiadkami, wiedząc o
                                                    jego chorobie próbowali go powstrzymać..stoczył prawie bitwę..i się
                                                    uratował..a tamci nie wiedząc co robią prawie mu w tym
                                                    przeszkodzili...w "dobrej wierze" zabiliby dzieciaka
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:05
                                                    Prowadzący pojazd, który, uczestnicząc w wypadku drogowym, nie
                                                    udziela
                                                    > niezwłocznej pomocy ofierze wypadku, podlega karze aresztu albo
                                                    grzywny.
                                                    nie tylko..nawet jeżeli ktoś przejeżdża obok miejsca w którym
                                                    nastąpił wypadek a nie zatrzyma sie i nie spróbuje udzielić pomocy
                                                    czy wezwać "fachowej" pomocy podlega karze..kiedys były nagaśniane
                                                    akcje w TV gdzie robiono prowokacje inscenizując wypadek i "łapiąc
                                                    tych kierowców , którzy sie nie zatrzymali.
                                                    > proszę o podanie stosownego paragrafu.
                                                    chodzi mi o sytuacje, kiedy idąc ulica trafiam na kogos, kto uległ
                                                    wypadkowi,jest ranny, zasłabł..w tym przypadku ja uwazam, ze jest to
                                                    obowiazkiem kazdego przyzwoitego człowieka..jeżeli Ty znasz jakiś
                                                    paragraf zobowiązyjacy świadka do udzielenia skutecznej pomocy w tej
                                                    sytuacji to do przytocz..
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:12
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > chodzi mi o sytuacje, kiedy idąc ulica trafiam na kogos, kto uległ
                                                    > wypadkowi,jest ranny, zasłabł..w tym przypadku ja uwazam, ze jest to
                                                    > obowiazkiem kazdego przyzwoitego człowieka..jeżeli Ty znasz jakiś
                                                    > paragraf zobowiązyjacy świadka do udzielenia skutecznej pomocy w tej
                                                    > sytuacji to do przytocz..

                                                    Skutecznej ? Ja tego słowa nie użyłam. Takie słowo nie istnieje w sytuacjach
                                                    zagrożenia życia.

                                                    Paragraf zobowiązujący świadka do udzielenia pomocy w sytuacji opisanej przez
                                                    ciebie to artykuł 162 kodeksu karnego.
                                                  • srebrnarybka Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:21
                                                    Oczywiście, że należy udzielić pomocy. Ale najlepszym sposoem
                                                    udzielenia pomocy jest wezwanie pogotowia, a nie próby dokonywan
                                                    pseudomedycznych zabiegów na własną rękę przez osoby niebędące
                                                    lekarzami. Dwutygodniowy kurs pierwszej pomocy do tego nie wystarczy.
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:23
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Oczywiście, że należy udzielić pomocy. Ale najlepszym sposoem
                                                    > udzielenia pomocy jest wezwanie pogotowia, a nie próby dokonywan
                                                    > pseudomedycznych zabiegów na własną rękę przez osoby niebędące
                                                    > lekarzami. Dwutygodniowy kurs pierwszej pomocy do tego nie wystarczy.

                                                    I to jest jak dla mnie ostateczny dowód na to, że jesteś trollem.
                                                  • srebrnarybka Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:32
                                                    ??????????
                                                  • srebrnarybka Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:23
                                                    A swoją drogą w watku o partnerstwie pisałyście dużo, nie pamietam,
                                                    czy akurat Ty, że należy wychowywać dziecko na egoistę, bo najgosze,
                                                    co może mu się przytrafić, to zostać altruistą, bo czyni z siebie
                                                    ofiarę. To jak to jest? Należy uczyć dziecko, by udzielało pomocy
                                                    obcej osobie (niewątpliwy altruizm) czy też ją olało (zdrowy egoizm)?
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 00:47
                                                    Skutecznej ? Ja tego słowa nie użyłam. Takie słowo nie istnieje w
                                                    sytuacjach
                                                    > zagrożenia życia.
                                                    Ty nie, ja tego słowa uzyłam..skutecznej a raczej "aktywnej" poza
                                                    wezwaniem służb, które są do tego powołane..nikt nie ukarze swiadka
                                                    wypadku za to, że nie zabrał sie za udzielanie pomocy..bo nie umiał
                                                    zrobić tego "skutecznie" czyli mając pełna świadomośc, ze nie robi
                                                    poszkodowanemu krzywdy i ze faktycznie go ratuje
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 01:00
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Skutecznej ? Ja tego słowa nie użyłam. Takie słowo nie istnieje w
                                                    > sytuacjach
                                                    > > zagrożenia życia.
                                                    > Ty nie, ja tego słowa uzyłam..skutecznej a raczej "aktywnej" poza
                                                    > wezwaniem służb, które są do tego powołane..nikt nie ukarze swiadka
                                                    > wypadku za to, że nie zabrał sie za udzielanie pomocy..bo nie umiał
                                                    > zrobić tego "skutecznie" czyli mając pełna świadomośc, ze nie robi
                                                    > poszkodowanemu krzywdy i ze faktycznie go ratuje

                                                    Nie, to tak nie działa. Jesteś w błędzie.
                                                    Świadek nie podlega kodeksowi karnemu tylko wtedy, gdy:
                                                    - udzielenie pomocy wiąże się z narażeniem jego zdrowia lub życia,
                                                    - udzielenie pomocy wiąże się z narażeniem zdrowia lub życia osoby trzeciej,
                                                    - na miejscu wypadku jest ktoś o wyższych kwalifikacjach do udzielania pomocy
                                                    (ratownik medyczny, lekarz).

                                                    W pozostałych przypadkach świadek, który był na miejscu wypadku i który
                                                    zaniechał udzielenia pierwszej pomocy zgodnie z ogólnie przyjętą wiedzą, w myśl
                                                    prawa będzie się musiał mocno tłumaczyć.

                                                    Przyznasz, że raczej trudno mówić o "dylemacie udzielania skutecznej pomocy i
                                                    faktycznego ratowania" w przypadku, gdy poszkodowany dusi się, nie oddycha lub
                                                    właśnie wykrwawia się w tempie imponującym.
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 01:26
                                                    juz pisałam ale powtórzę..krwotok jestem w stanie zatamować..ale w
                                                    przypadku "duszenia się"..przyczyn może być setki (pomijam
                                                    zadławienie którego byłam swiadkiem)..dusic można sie w przypadku
                                                    zawału, zachłyśnięcia włąsną śliną(!), działanie trucizny czy jakis
                                                    chemikaliów, moge spróbować zrobić sztuczne oddychanie by utrzymac
                                                    przy zyciu człowieka do przyjazdu pogotowia..jednak nie mam takiej
                                                    wiedzy by to zdiagnozować i udzielić skutecznej pomocy w kazdej z
                                                    tych sytuacji, na to trzeba 6 lat studiów medycznych..jeżeli moja
                                                    nieswiadomość i nieumiejetność ma komus zaszkodzic zamiast
                                                    pomóc..wole by zrobił to ktoś kto zna sie na rzeczy..bo w dobrej
                                                    wierze mogłabym człowieka zabic..i ustalenie sądu, że działałam w
                                                    dobrej wierze..wcale nie poprawiłoby mojego samopoczucia..
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 09:57
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > juz pisałam ale powtórzę..krwotok jestem w stanie zatamować..ale w
                                                    > przypadku "duszenia się"..przyczyn może być setki (pomijam
                                                    > zadławienie którego byłam swiadkiem)..dusic można sie w przypadku
                                                    > zawału, zachłyśnięcia włąsną śliną(!), działanie trucizny czy jakis
                                                    > chemikaliów, moge spróbować zrobić sztuczne oddychanie by utrzymac
                                                    > przy zyciu człowieka do przyjazdu pogotowia..jednak nie mam takiej
                                                    > wiedzy by to zdiagnozować i udzielić skutecznej pomocy w kazdej z
                                                    > tych sytuacji, na to trzeba 6 lat studiów medycznych..

                                                    Myślałam że rozmawiamy o udzielaniu pierwszej pomocy a nie profesjonalnej pomocy
                                                    medycznej. I w tym pojęciu mieści się przede wszystkim to sztuczne oddychanie
                                                    robione do przyjazdu pogotowia. Więc nie rozumiem, z czym ty się motasz smile
                                                    Myślę, że po prostu nie zadałaś sobie trudu, by sprawdzić co oznacza termin
                                                    "pierwsza pomoc" (przedlekarska).
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 01:38
                                                    > W pozostałych przypadkach świadek, który był na miejscu wypadku i
                                                    który
                                                    > zaniechał udzielenia pierwszej pomocy zgodnie z ogólnie przyjętą
                                                    wiedzą, w myśl
                                                    > prawa będzie się musiał mocno tłumaczyć.
                                                    Przytocz mi paragraf, który zobowiazuje kogokolwiek do znajomości
                                                    zasad udzielanie pierwszej pomocy lub precedens sądowy by skazano
                                                    kogokolwiek za to, ze bedąc swiadkiem wypadku albo czyjegos
                                                    zasłabniecia nie udzielił tej pomocy "skutecznie" tzn., że nie
                                                    wiedział jak to zrobić..
                                                  • kropkacom Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 08:29
                                                    Chodzi o to że jak jesteś opiekunem na koloniach na przykład i przeszłaś kurs
                                                    pierwszej pomocy to raczej będzie się wymagało żebyś dajmy na to zrobiła w razie
                                                    potrzeby masaż serca.

                                                    Jeśli jesteś przechodniem to najważniejsze nie zbagatelizować wypadku. Nie
                                                    przejść obok. Chociaż coraz więcej się mówi o tym że podstawowe zasady pierwszej
                                                    pomocy powinien znać każdy. Człowiekowi po jakimkolwiek ataku czy wypadku
                                                    najwięcej da pomoc udzielona jak najszybciej. Każda stracona minuta to mniejsza
                                                    szansa na od ratowanie człowieka. Są jednak momenty że samemu pomocy nie powinno
                                                    się udzielać i pozostaje szybko szukać pomocy.
                                                  • gaja78 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 10:22
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > > W pozostałych przypadkach świadek, który był na miejscu wypadku i
                                                    > który
                                                    > > zaniechał udzielenia pierwszej pomocy zgodnie z ogólnie przyjętą
                                                    > wiedzą, w myśl
                                                    > > prawa będzie się musiał mocno tłumaczyć.
                                                    > Przytocz mi paragraf, który zobowiazuje kogokolwiek do znajomości
                                                    > zasad udzielanie pierwszej pomocy lub precedens sądowy by skazano
                                                    > kogokolwiek za to, ze bedąc swiadkiem wypadku albo czyjegos
                                                    > zasłabniecia nie udzielił tej pomocy "skutecznie" tzn., że nie
                                                    > wiedział jak to zrobić..

                                                    O co ci chodzi z tą skuteczną pomocą ?
                                                    Ja mówię o pierwszej pomocy, ty o jakiejś "skutecznej".
                                                    Umiem czytać, rozumiem to co jest napisane w kodeksie karnym.
                                                  • gaja78 Jak się uczy dzieci 20.03.08, 10:30
                                                    samodzielności i odpowiedzialności, jeśli samemu neguje się społeczny obowiązek
                                                    udzielania pierwszej pomocy ?

                                                    To dopiero fenomen ! big_grin

                                                    Ja spadam z wacika, bo jak gdzieś wyżej napisałam, nikt o zdrowych zmysłach z
                                                    pewnymi zagadnieniami nie dyskutuje. Spróbuję przy następnej okazji powstrzymać
                                                    nóż otwierający się w kieszeni i nie dyskutować ani w kwestii zostawiania dzieci
                                                    bez opieki, ani w kwestii pierwszej pomocy. To w ogóle nie powinno podlegać
                                                    dyskusji.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 11:53
                                                    samodzielności i odpowiedzialności, jeśli samemu neguje się
                                                    społeczny obowiązek
                                                    > udzielania pierwszej pomocy ?

                                                    - nie neguję obowiązku POMOCY osobom potrzebującym, sama takiej
                                                    pomocy niejednokrotnie udzielałam, wzywając pogotowie, co wzbudzało
                                                    zdziwienie innych obojętnie przechodzących osób. Natomiast nie ma i
                                                    z cytowanych przez Ciebie przepisów nie wynika, by każdy człowiek
                                                    miał obowiązek umiejętnie dokonać takich czynności jak sztuczne
                                                    oddychanie czy masaż serca, zwłaszcza, że podejmuąc te działania
                                                    niezbyt często, a więc bez odpowiedniego przygotowanie i często
                                                    sprzętu, może bardziej zaszkodzić niż pomoc. Co do krwotoku - w
                                                    przepisach jest mowa, że nikt nie ma obowiązku udzielać pomocy
                                                    narażając własne życie. Tamując krwotok u nieznanej osoby bez
                                                    gumowych rękawiczek narażamy się na zakażenie HIV, bo jest zasadą,
                                                    że zakłada się, że każdy może byc zakażony. To, że ofiara krwawi,
                                                    widać, więc wystarczy powiedzieć to dyspozytrowi pogotowia. Dla
                                                    porządku - nigdy nie musiałam udzielać pomocy krwawiącej ofierze,
                                                    więc nie wiem, co bym zrobiła sama, gdybym widziała człowieka, który
                                                    zaraz się wykrwawi. Ale w myśl cytowanego przez Ciebie prawa nie mam
                                                    obowiązku narażać sie na zakażęnie HIV.
                                                    Znajomość zasad ratownictwa jest potrzebna wtedy, gdy chodzi się w
                                                    wysokie góry czyuprawia jakieś inne ryzkowne sporty, ale nie w
                                                    codziennym życiu, gdy w razie wypadku można i trzeba wezwać
                                                    pogotowie.
                                                    Zgadzam się z Tobą, że przykład odgrywa duzą rolę w wychowaniu
                                                    dzieci, tylko, że jakoś nie widzę w tych dyskusjach, by ktoś z osób
                                                    głoszących zwykle poglądy przeciwnedo moich podkreślał konieczność
                                                    kształtowania u dizecka postawy prospołecznej i altruistycznej.
                                                    Raczej podkreślałyście konieczność wzmacniania w dizecku "zdrowego"
                                                    egoizmu.
                                                    Nigdzie w tym, ani poprzednich wątkach, nie zachwalałam zostawiania
                                                    małych dieci bez opieki. Wskaż mi takie miejsce. Przy czym za
                                                    największe przeciwskazanie uważam nie wyimaginowane
                                                    niebezpieczeństwa, ale to, że dziecko pozostawione samo w domu może
                                                    się bać. Dlatego uważam, że dopóki dziecko jest do tego niegotowe,
                                                    powinno się tego unikać czy też w ogóle wyeliminować. Natomiast
                                                    uważam, że
                                                    1. powinno się dziecko uczyć samodzielności i bezpiecznych zachowań -
                                                    to zwiększa bezpieczeństwo dziecka zarówno w magicznym okresie do 7
                                                    lat, bo mimo największej troskliwości rodziców zawsze może się
                                                    zdarzyć, że się odwrócą, pojdą do klozetu etc. etc. i w takiej
                                                    sytuacji dziecko uczone bezpiecznych zachowań nie ulegnie od razu
                                                    wypadkowi (tu sprawa okien: nie zachęcam do zostawiania 5latków
                                                    samych w domu, ale nie rozumiem, dlaczego 5latek od razu MUSI wtedy
                                                    wypaść z okna, jeśli ma zdala od okna dużo ciekawszych zajęć, umie
                                                    bawić się bez rodziców i wie, że nie wolno się zbliżać do okna).
                                                    2. dziecko uczone bezpiecznych zachowan nie ulegnie wypadkowi także
                                                    po zniknięciu magicznej granicy 7 lat, jako np. 8latek. Dziecko,
                                                    które do 7lat było po kloszem, ma większą szansę ulec wypadkowi, gdy
                                                    klosz się usunie.
                                                    3. uważam, że granicą nie powinno być magiczne 7 lat, ale
                                                    osiagnięcie przez dziecko dojrzałości do zostania samo w domu. Jedno
                                                    dziecko odiąga taką dojrzałość w wieku np. 6 lat, a inne w weku 8
                                                    jest jeszcze niedojrzałe. I tę dojrzałość powinni określać rodzice,
                                                    którzy znają dziecko, a nie ustawodawca z sufitu.
                                                    4. Nie uważam za zostawienie bez opieki dziecka w bezpiecznym
                                                    mieszkaniu, jeśli było tego uczone wcześniej, po to, by np. zejść do
                                                    skrzyni po listy albo otworzyć drzwi wejśćiowe na klatkę schodową.
                                                    Powiesz, że może być awaria windy - może, ale matka w mieszkaniu też
                                                    może zasłabnąć, a nawet umrzeć, kiedy jest sama z dzieckiem.
                                                    5. Co do ustawy - ona mówi o zostawianiu dziecka w sytuacji
                                                    zagrożenia życia i zdrowia, a nie o zostawianiu w ogóle, więc zawsze
                                                    jest dyskusyne, czy zagrożenie zachodziło. I to powinien ocenić sąd.
                                                    6. Za błędne uważam stwierdzenie, że KAŻDA matka, która zostawiła
                                                    dziecko, a ono nuległo wypadkowi, po prostu błędnie oceniła
                                                    zagrożenie, bo przecież żądna matka nie chce wypadku dla dziecka.
                                                    Otóż w mieście Łodzi, gdzie się wychowałąm, napatrzyłam się matek,
                                                    którym dobro ich dzieci było dokładnie obojętne i dzieci owe nie
                                                    miały żadnej opieki. I ustawa dotyczy i słusznie, takich sytuacji, a
                                                    nie tego, że ktoś zejdzie po listy zostawiając bawiązce się dziecko
                                                    w bezpiecznym mieszkaniu, co może potrwać krócej, niż wizyta w
                                                    toalecie.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 15:24
                                                    Gubisz się w zeznaniach. Nikt nie mówi ze dzieci samodzielności uczyć nie
                                                    należy. Nie jest to proces krótki i charakteryzuje się tym że powinien być
                                                    przystosowany do rozwoju berbecia. Nikt nie każe przecież rocznemu dziecku jeść
                                                    sztućcami samodzielnie na przykład. Pójście do szkoły czyli te 7 lat (niedługo
                                                    6) to tez moment pewnego usamodzielnienia. Jednak nauka samodzielności nie
                                                    koniecznie musi polegać na zostawianiu samego w domu. I nie mówię tu żeby nie
                                                    zbiec do skrzynki pocztowej ale żeby nie opuszczać dziecka i iść na zakupy.
                                                    Nawet przy chorym (może nawet tym bardziej) maluchu trzeba mu zapewnić opiekę. O
                                                    tych którzy tej opieki nie zapewniają myślę właśnie patologia.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 16:03
                                                    Nie gubię się w zeznaniach, zresztą zdaje się, że nie jestem
                                                    przesłuchiwana.

                                                    Nikt nie mówi ze dzieci samodzielności uczyć nie
                                                    > należy.

                                                    - no, jakoś tego nie zauważyłam w Waszych postach.

                                                    Nie jest to proces krótki i charakteryzuje się tym że powinien być
                                                    > przystosowany do rozwoju berbecia.

                                                    - to samo pisze Babcia i ja. Ale też ja, i jak wynika z postów
                                                    Babci, także ona, uważamy, że uczenie samodzielności i stawianie
                                                    dziecku samodzielnych zadań proces ten przyspiesza.

                                                    Pójście do szkoły czyli te 7 lat (niedługo
                                                    > 6) to tez moment pewnego usamodzielnienia.

                                                    - to jest moment nie dlatego, że dziecko kończy 7 lat, tylko
                                                    dlatego, że do tego czasu można go wielu rzeczy nauczyć. Moment
                                                    pójścia do szkoły musi byc ustalony "odgórnie", bo sprawy kontorluje
                                                    paśńtwo i musi być to jakoś uregulowane. Natomiast co do tego, od
                                                    kiedy i na ile czasu można zostawiać dziecko samo w domu, powinni
                                                    decydować rodzice, którzy najlepiej umieją ocenić dojrzałość
                                                    dziecka. I dlatego uważam, że arbitralne wyznaczaie granicy przez
                                                    ustawę jest niesłuszne i nie widzę niczego nagannego w zostawieniu
                                                    dziecka samego poniżej 7 lat, jeżeli jest dojrzałe do tego tak, jak
                                                    8latek, którego Waszym zdaniem można zostawić.

                                                    Jednak nauka samodzielności nie
                                                    > koniecznie musi polegać na zostawianiu samego w domu.

                                                    - niekoniecznie i nie od tego powinno się zaczynać. Ale poprzez
                                                    stopniowe uczenie samodzielności można osiągnąć taki stan, kiedy
                                                    można na krótko dziecko przez ukonczeniem 7 lat zostawić w domu, np.
                                                    wiedząc, że nie zgłodnieje (np. na pół godziny po posiłku), że ma
                                                    ciekawą zabawę, że nie wypadnie przez okno (zamknięte, może jakoś
                                                    dodatkowo zabezpieczone, a dziecko zajęte ciekawą zabawą, którą lubi
                                                    i umie się w nią bawić), że ma telefon pod ręką, z któego jednym
                                                    klawiszem może wybrać naszą komórkę, że przetrenowane, zeby nikomu
                                                    nie otwierać etc. etc. I te okresy zostawiania samego można
                                                    stopniowo przedłużać, i one same stanowią ćwiczenie.

                                                    I nie mówię tu żeby nie
                                                    > zbiec do skrzynki pocztowej

                                                    - to nowość. Zostały w tym wątku napiętnowane matki, które chciały
                                                    zejść do taksówkarza po lekarstwa, by nie ciagać chorego dziecka na
                                                    mróz. Także Babcia za to, że schodziła do piwnicy po węgiel, co też
                                                    trwa chwilę.

                                                    żeby nie opuszczać dziecka i iść na zakupy.

                                                    - jeżeli dziecko nie jest gotowe do zostawania samo w domu, to nie
                                                    powinno się tego robić (zresztą także wychodzić w innym celu). Z
                                                    tym, że czasem wyjście po jakiś zapomniany drobiazg może trwać mniej
                                                    więcej tyle, co do skrzynki po listy. Ja mieszkam w bloku, gdzie
                                                    jest wewnątrz bloku kiosk ruchu i zarazem portiernia. Do tego kiosku
                                                    mam bliżej niż do skrzynki na listy, która jest na przeciwległej
                                                    ścianie hallu. Nie widziałabym nic nagannego w tym, żeby zjechać do
                                                    tego kiosku np. po zapomniany proszek do prania. Ale to oczywiście
                                                    sprawa dojrzałości dziecka. Różnica między nami polega na tym, że ja
                                                    uważam, że taką dojrzałość trzeba w dziecku stymulować i to nie
                                                    tylko dla własnej wygody, ale też dla dobra dziecka, które nie
                                                    nauczy się jej z dnia na dzień, a Ty - że niedojrzałość trzeba
                                                    konserwować, bo dawanie dziecku samodzielnych zadań może nieść za
                                                    sobą niekiedy minimalne ryzyko. Otóż ja uważam, że właściwe dobranie
                                                    zadania do stopnia dojrzałości dziecka (a nie do wieku), i
                                                    stymulowanie tej dojrzałości, by była możliwie najpełniejsza, jest
                                                    sprawdzianem umiejętności rodzicielskich.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 16:30
                                                    P.S. Napisałam w poprzednim poście, że włąściwe dobieranie zadań do
                                                    stopnia dojrzałości dziecka i wcześniejsze stymulowanie tej
                                                    dojrzałości jest sprawdzianem umiejętności rodzicielskich. I dlatego
                                                    dzieciom Babci, mimo, że otrzymywały różne ryzykowne zadania, nic
                                                    się nie stało, bo Babcia umiała dobrać zadania do stopnia
                                                    dohjrzałości swoich dzieci, a wcześniej przygotować je na to, by ten
                                                    stopień osiągnęły. I dlatego mogła być pewna, że nie zrobią niczego
                                                    głupiego, a ulec wypadkowi mogłyby, gdyby np. spadł meteor.
                                                    I dlatego np. rodziców dzieci wypadających przez okna karałabym nie
                                                    za to, że wyszli z domu, ale że nie nayuczyli dzieci, że nie wolno
                                                    zbliżać się do okna.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 16:39
                                                    P.S. II. Dlatego też uważam, że więcej dają dzieciom rodzice, którzy
                                                    umieja je nauczyć bezpiecznego zachowania i wobec tego ze spokojem
                                                    mogą je np. zostawić na krótko bez opieki, niż tacy, których
                                                    dzieciom nic się nie stało nie dlatego, że nie umieją się bepiecznie
                                                    zachować, ale dlatego, że stale są pilnowane.
                                                    Co nie znaczy, że zachwalam zbyt często zostawianie małych dzieci w
                                                    domu (nawet odpowiednio dojrzałe nie powinny być zbyt często
                                                    obarczane tym zadaniem, to trzeba wyczuć), a poza tym owo
                                                    zostawianie nie powinno być bezrefleksyjne tzn. ni z gruszki ni z
                                                    pietruszki mama mówi: masz już 5 lat, a mnie sie nie chce ciągać
                                                    ciebie po zakupy, to siedź spokojnie w domu, tylko powinno wynikać
                                                    ze znanego rodzicomm, obserwowanego i ćwiczonego stopnia dojrzałości
                                                    dziecka.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 17:42
                                                    > Co nie znaczy, że zachwalam zbyt często zostawianie małych dzieci w
                                                    > domu (nawet odpowiednio dojrzałe nie powinny być zbyt często

                                                    Gubisz się. Raz piszesz że jesteś przeciw, potem że to część usamodzielniania
                                                    pociech przez rodziców. Co to znaczy zbyt często? Raz na tydzień? Masz jakieś
                                                    wskaźniki pomiaru dojrzałości dziecka? Zdecyduj się. Nie można zjeść ciastka i
                                                    nadal go mieć.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:08
                                                    Gubisz się. Raz piszesz że jesteś przeciw, potem że to część
                                                    usamodzielniania
                                                    > pociech przez rodziców.

                                                    - Piszę, że jestem przeciw zostawianiu dzieci, jeżeli są do tego
                                                    niegotowe, i że jest to rzecz dla dzieci trudna, przede wszytkim
                                                    dlatego, że mogą się bać zostać same, a w wypadku dzieci mało
                                                    samodzielnych i zarazem bardzo żywych może być także niebezpieczne.
                                                    Dlatego uważam, że w ramach uczenia dzieci samodzielności należy
                                                    stopniowo przygotowywać je m. in. do takich umiejętności, jakie
                                                    pozwolą im samym zostawiać w domu i jeżeli taką gotowość osiągną,
                                                    można traktować to jako jedno z ćwiczeń rozwijaących samodzielność.
                                                    Ale po odpowidnim przygotowaniu.

                                                    Co to znaczy zbyt często? Raz na tydzień?

                                                    - pozostanie samdodzielne w domu jest dla dziecka poważnym zadaniem.
                                                    Poważnych zadań nie można wymagać od nikogo zbyt często, musi mieć
                                                    czas na relaks między tymi zadaniami. Poza tym dziecko zbyt często
                                                    pozostawiane w domu samo może tęsknić za rodzicami, a jeżeli
                                                    zostanie raz na jakiś czas, może to być wręcz atrakcja, że jest
                                                    takie dorosłe. Tak, jak uważam, że nie można określić mechanicznie,
                                                    że każde dziecko jest gotowe do zostawania samo w domu od 7 albo 5
                                                    albo 10 roku życia, tylko zależy to od indywidualnej dojrzałości
                                                    dziecka, tak samo nie można określić uniwersalnie dla wszystkich
                                                    dzieci, co znaczy zbyt często. Dla jednego dziecka będzie to raz na
                                                    miesiąc pół godziny, a dla innego 10 minut raz na pół roku, a dla
                                                    trzeciego dwie godziny raz na tydzień. Chciałabyś recepty
                                                    uniwersalnej, a takiej nie ma.

                                                    Masz jakieś
                                                    > wskaźniki pomiaru dojrzałości dziecka?

                                                    - chyba każdy rodzic zna swoje dziecko najlepiej i wie, do czego
                                                    jest zdolne i dojrzałe.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 17:37
                                                    Kilka osób tłumaczył że nawet będąc odpowiedzialnymi dziećmi (uczonymi co jest
                                                    groźne) robiły głupie nieprzewidywalne rzeczy. Nigdy nie wiesz co strzeli do
                                                    głowy kilkulatkowi. Czasami wystarczy impuls. Nie ma ludzi a zwłaszcza dzieci do
                                                    końca przewidywalnych.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:18
                                                    Kilka osób tłumaczył że nawet będąc odpowiedzialnymi dziećmi
                                                    (uczonymi co jest
                                                    > groźne) robiły głupie nieprzewidywalne rzeczy. Nigdy nie wiesz co
                                                    strzeli do
                                                    > głowy kilkulatkowi. Czasami wystarczy impuls. Nie ma ludzi a
                                                    zwłaszcza dzieci d
                                                    > o
                                                    > końca przewidywalnych

                                                    - z tego wynika, że i 17latka też lepiej nie zostawiać w domu, bo
                                                    pomysły głupie także mieć może, a takżę więcej możliwości ich
                                                    zrealizowania. Jendka nikt nie karze za zostawianie 17latków samych
                                                    w domu.
                                                    Poza tym obserwuje też pewną prawidłowość: niektóre ekscesy dzieci
                                                    są napędzane przez dorosłych, którzy wyraźnie bawią się tym, jakie
                                                    to mają głupiutkie i nieprzewidywalne dzieci. I dzieci czują, że
                                                    tego się od nich oczekuje, więc starają się spełnić oczekiwania. Mam
                                                    w rodzinie młodzieńca, obecnie 16letniego, zupełnie normalnego,
                                                    który został wmaniplowany w to, by być niegrzecznym, bo cały czas
                                                    powtarzano mu, jaki to głupi i niegrzeczny jest, więc starał się nie
                                                    zawieść oczekiwań. A jak poważnie z nim pogadać - całkiem rozsdny
                                                    dzieciak. Tyle, że zrobiono z niego rodzinnego błazenka.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:30
                                                    Czy to się Tobie podoba czy nie ludzie są nieprzewidywalni. Co nie oznacza że do
                                                    dorosłości mają przebywać tylko z rodzicami. Po to dziecko przechodzi wszystkie
                                                    etapy żeby do samodzielności dojrzeć. I kropka.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:23
                                                    zależy co rozumiesz jako głupie i nieodpowiedzialne, bo jedna z
                                                    forumowiczek przytaczała przykłady zabaw jakie były udziałem
                                                    znakomitej większości dzieci w tym wieku..a z czasem budza w niej
                                                    lęk i zdziwienie..ja tez w wieku 4-5 lat łaziłam po drzewach,
                                                    bawiłam się na placach budowy itd.robiliśmu to "hurtem" i wszyscy
                                                    żyjemy..mamy tez wiele fajnych wspomnień z tamtego okresu..i
                                                    przyjaciół.
                                                    Nigdy nie wiesz co strzeli do
                                                    > głowy kilkulatkowi. Czasami wystarczy impuls. Nie ma ludzi a
                                                    zwłaszcza dzieci do końca przewidywalnych.
                                                    Rola rodzica jest dowiedzieć sie gdzie są granice tej
                                                    przewidywalności!! W procesie nauki i sprawdzania..długotrwałej
                                                    nauki i sprawdzania rozpoczynanego od "malutkich kroczków", bo kiedy
                                                    dziecko bedzie juz musiało sie wykazać samodzielnością czy
                                                    roztropnością np. w momencie pójscia do szkoły moze juz na
                                                    dokonywanie jakis korekt byc zbyt późno..wtedy może sie okazac, ze
                                                    niczego sie nie nauczyło, jest roztrzepane i niestety nie mozna go
                                                    zostawić samemu sobie czy zaufac, że bezpiecznie przejdzie droge do
                                                    szkoły. Pół biedy jeżeli będzie mogło wtedy liczyc na czas i opieke
                                                    kogos dorosłego..a jeżeli w takim stanie wiedzy i umysłu bedzie
                                                    jednak zdane jedynie na cud, ze nic mu sie nie stanie?
                                                    Fakt nikt nie jest przewidywalny, ale pewne rzeczy mozna na czas
                                                    skorygować i zminimalizować niebezpieczeństwa, jednak trzeba
                                                    wiedzieć, że ono istnieje..
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:35
                                                    Babciu akurat plac budowy to bardzo "średnie" miejsce do zabawy.

                                                    > Fakt nikt nie jest przewidywalny, ale pewne rzeczy mozna na czas
                                                    > skorygować i zminimalizować niebezpieczeństwa, jednak trzeba
                                                    > wiedzieć, że ono istnieje..

                                                    Naprawdę. Jak możesz pisać takie rzeczy skoro uważasz że zabawa na placu budowy
                                                    to fajny pomysł. Bo akurat Wam się nic nie stało? Gubicie się obywatelko w
                                                    zeznaniach.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:54
                                                    Każde miejsce jest "średnie" z punktu widzenia rodzica, nawet własny
                                                    dom jeżeli nie odbywa sie pod ojego okiem, jak rozumiem z Twoich
                                                    postów..a na budowie były takie fajne sterty piachu...mozna było po
                                                    nich zjeżdżać albo zamki budować godzinami..
                                                    Gubicie się obywatelko w zeznaniach.
                                                    Chyba jednak nie..nasi rodzice mieli do nas zaufanie, że nie
                                                    będziemu wspinac się na dźwig czy na niewykonczone pietro..Mu
                                                    potrafiliśmy sie bawić patykiem czy w narysowne na piachu
                                                    klasy..moglismy zdobywać doświadczenia w grupie rówieśniczej,
                                                    wykazywać się pomysłowoscia i ja ten czas wspominam właśnie
                                                    jako "szczęśliwe dzieciństwo" Twoje dziecko nie ma wyboru, bedzie
                                                    miało takie jakie Ty mu zafundujesz..i tylko takie
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:01
                                                    Nie. Plac zabaw cy podwórko to nie plac budowy. Różnica ogromna. Na budowie
                                                    oprócz fajnego piachu są doły , maszyny , instalacje pod napięciem itd.

                                                    > Chyba jednak nie..nasi rodzice mieli do nas zaufanie, że nie
                                                    > będziemu wspinac się na dźwig czy na niewykonczone pietro.

                                                    Wątpię żeby wiedzieli gdzie się bawisz. Nawet tamte pokolenie musiało wiedzieć
                                                    czym grozi zabawa na placu budowy.

                                                    > Twoje dziecko nie ma wyboru, bedzie
                                                    > miało takie jakie Ty mu zafundujesz..i tylko takie

                                                    Fakt. Ja będę widzieć gdzie bawi się moje dziecko. Fatalnie.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:15
                                                    maszyny , instalacje pod napięciem itd.
                                                    hmm ..po dniówce maszyny się parkuje i zamyka a napiecie
                                                    wyłącza..ale o tym trzeba wiedzieć..a plac budowy praktycznie był za
                                                    progiem..
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:20
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > maszyny , instalacje pod napięciem itd.
                                                    > hmm ..po dniówce maszyny się parkuje i zamyka a napiecie
                                                    > wyłącza..

                                                    Ja znam takich, co nie wyłączają, bo zapominają po litrze wódki wypitym w ramach
                                                    godzin pracy. Ale o tym trzeba wiedzieć smile
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:27
                                                    Ja znam takich, co nie wyłączają, bo zapominają po litrze wódki
                                                    wypitym w ramach
                                                    godzin pracy. Ale o tym trzeba wiedzieć smile

                                                    w mojej miejscowości picie na budowie nie wchodzi w grę..właściciel
                                                    wywaliłby na zbity pysk!!! Przewaznie firmy prywatne (mój małż jest
                                                    kierownikiem budowy) i nikt sobie nie pozwoli na straty czy
                                                    odszkodowania dla czy za takiego pracownika (nie te czasy)..Ale to
                                                    tez trzeba wiedzieć..smile)
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:31
                                                    zawiercie.naszemiasto.pl/wydarzenia/637598.html
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:47
                                                    - Dwadzieścia lat temu przymierzano się tu do budowy domu pomocy
                                                    społecznej. Zrobiono fundamenty i na tym się skończyło.
                                                    ..i rodzice nie powiedzieli 13-to latce, że to nie jest miejsce do
                                                    spacerów? z tą zabawą na budowie to się "trochę" droczyłam, bo na
                                                    etapie dziur w ziemi nie było tam dostępu, maszyn wtedy tez nie było
                                                    (nie te czasy)..a potem budowany blok siłą rzeczy nie był
                                                    do "obrony" przed wszędobylskimi dzieciakami..jednak nas interesował
                                                    głównie piasek i steropian, który tam mozna było znaleźć i zrobić z
                                                    niego "cuda"
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:56
                                                    Nie odpowiedziałaś jednak jak Ty zamierzasz przygotować swoje dzieci
                                                    do pierwaszych samodzielnych kroków..chyba sa jakieś "nowoczesne"
                                                    metody i byc moze ich nie znam, a moze sa godne zainteresowania i
                                                    stosowania???
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:03
                                                    Moje dzieci wychowują się dużym mieście więc jeszcze trochę muszą poczekać z
                                                    samodzielnym chodzeniem do szkoły (chodzą teraz do przedszkola). Już dziś znają
                                                    ogólne zasady bezpieczeństwa. Na pewno stopniowo będę zwiększała im dystans jaki
                                                    będą pokonywać same. Tak robiła moja matka i ja też zamierzam.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:04
                                                    A Ciebie uprzedzili rodzice?

                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:23
                                                    mnie uczyli sprawności(ojciec) i "odpowiedzialnego" zachowania od
                                                    kiedy pamiętam smilena dach się nie pchałam..PS. równiez wychowałam się
                                                    w dużym mieście i uczona byłam samodzielnego dreptania od 3-go roku
                                                    życia..najpierw pod dyskretna opieka ojca, drogami, które nawet nie
                                                    zblizały sie do ruchliwych arterii, w wielu 5 lat chodziłam
                                                    samodzielnie do sklepu, drogami osiedlowymi, mając lat 7 chodziłam
                                                    z Grunwaldu na Stare Miasto po mamę do pracy(czasem jeździłam
                                                    tramwajem), a majac 12 lat pierwszy raz jechałam samodzielnie
                                                    pociągiem. Moje dzieci od 7-ego roku musiały samodzielnie chodzic do
                                                    szkoły, w której nie było świetlicy czy
                                                    stołówki..Czasem "puszczałam" je samodzielnie do przedszkola..idąc
                                                    dyskretnie za nimi...szli braciszkowie razem za rączki,biegli na
                                                    prostej przy parku..ale przed ulicą zawsze sie się zatrzymywali,
                                                    nawet taką, po której samochód przejeżdzał raz na 2 godziny, brali
                                                    za rączki i powoli przechodzili rozglądając na boki..ja biegłam
                                                    równolegle z nimi za linia drzew, gdzie nie mogli mnie
                                                    widzieć...zreszta nie podejrzewali, że mama bawi sie w "tajnos
                                                    agentos" smile
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:52
                                                    ps. kiedy odbierałam ich z przedszkola i opisywałam co robili
                                                    idąc "samodzielnie" np. pytałam czemu biegli, czemu duzy puscił
                                                    łapke małego..byli przekonani o tym, ze mama jest "wszechobecna i
                                                    wszechwiedząca" i nastepnym razem widziałam jak Duzy przytrzymywał
                                                    Małego, gdy ten chciał lecieć na tej prostej..to była sciezka w
                                                    parku od mało ruchliwej drogi odgrodzona 5 metrowym trawnikiem i
                                                    dośc szerokim parkingiem..jednak założenie było, ze nie wolno biec,
                                                    bo można się wywrócic i zrobic sobie krzywdę (złamac nogę lub
                                                    poobijać) albo wpaść komus pod nogi..ulicą czy w miejscach
                                                    publicznych z założenia nalezało się poruszać "statecznie" smile
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 21:07
                                                    ps2. moja mama od 4-go roku też czasem puszczała mnie "samą" do
                                                    przedszkola. Miałam do przekroczenia 2 ulice, po których samochody
                                                    prawie nie jeździły..i wiem, że za każdym razem ona lub ktos kogo o
                                                    to poprosiła szedł za mna w pewnej odległości..kiedy sama zaczęłam
                                                    chodzic po zakupy czy do szkoły była juz pewna, że umiem chodzić
                                                    przez ulice i z "roztrzepania" pod samochód nie wejdę, łażenie po
                                                    nią do pracy przez całe miasto to był mój wymysł..ale nie miała na
                                                    to wpływu, bo nie miałam wtedy zadnej opieki (takie czasy), po
                                                    jakimś czasie to zaakceptowała i nawet umawiałyśmy sie, że przyjdę
                                                    po nią kiedy trzeba było zrobić zakupy dla mnie w centrum np kupic
                                                    buty
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 21:18
                                                    Ale babciu kiedyś to było kiedyś. Mniej samochodów to po pierwsze. My do
                                                    przedszkola jedziemy cztery przystanki autobusem. Każ czterolatkowi jeździć
                                                    autobusem cztery przystanki a potem iść pięć minut do budynku przedszkola
                                                    (przechodzić przez ruchliwą ulicę z ograniczoną widocznością). Chyba bym musiała
                                                    na głowę upaść żeby mieć takie wymagania czy zachcianki. Inna sprawa że dziecko
                                                    ma być przyprowadzane przez pełnoletniego opiekuna i prze niego odbierane.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 21:43
                                                    niekoniecznie musi byc to akurat droga do przedszkola..ale np. do
                                                    osiedlowego sklepiku, do którego idzie się w duzej odległości od
                                                    najbliższej, ruchliwej ulicy...
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 21:48
                                                    "problem" polega na tym by dokonać "kontroli" w sytuacji maksymalnie
                                                    bezpiecznej dla dziecka..każda droga zaczyna się od pierwaszego
                                                    malutkiego kroku..na kolejne przyjdzie czas, kiedy "zaliczy" ten
                                                    pierwszy etap, dlatego ważny jest tu czas..dłuuuugi czas!!!..a na
                                                    jazdę autobusem przyjdzie czas kiedy zaliczy wszystkie pośrednie, bo
                                                    byc może do szkoły tez trzeba bedzie dojeżdżać "miejskim" a nie
                                                    specjalnym "dzieciowym"
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 22:21
                                                    A po co ma chodzić do sklepu? Pięciolatkowi nikt w naszym sklepie niczego nie
                                                    sprzeda. Nie mieszkamy na wsi gdzie jeden drugiego zna. Zresztą takie małe
                                                    dzieci nie mogą chyba same chodzić po ulicy. Na wszystko jest czas. Nie mam
                                                    ambicji ani potrzeby żeby mi dziecko latało do sklepu samo.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 22:30
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > A po co ma chodzić do sklepu? Pięciolatkowi nikt w naszym sklepie niczego nie
                                                    > sprzeda. Nie mieszkamy na wsi gdzie jeden drugiego zna. Zresztą takie małe
                                                    > dzieci nie mogą chyba same chodzić po ulicy. Na wszystko jest czas. Nie mam
                                                    > ambicji ani potrzeby żeby mi dziecko latało do sklepu samo.

                                                    Otóż to. Pytanie komu to bieganie do sklepu bardziej potrzebne, rodzicowi czy
                                                    dziecku ? IMHO rodzicowi. Dziecko ma swoje dziecięce życie i obowiązki.
                                                    Kilkulatek może co najwyżej dla zabawy ze szmatką po mieszkaniu pobiegać.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 00:26
                                                    Pięciolatkowi nikt w naszym sklepie niczego nie sprzeda.
                                                    niby dlaczego? klient jak kazdy inny i nikt nie ma prawa odmówic
                                                    obsłuzenia go ze względy na wiek..oczywiście jeżeli nie chce kupic
                                                    towarów "zakazanych"..nie chodzi o sam fakt zrobienia zakupów (choc
                                                    może byc to powodem dumy u kilkulatka) a o sposób sprawdzenia jak
                                                    sobie radzi i jak wykorzystuje w praktyce teoretyczna wiedzę
                                                    przekazaną przez dorosłych tj. zachowanie w drodze do sklepu
                                                    (obserwowane z ukrycia przez opiekuna), a jeżeli przy okazji
                                                    prawidłowo dokona zakupów..to będzie dodatkowe pozytywne
                                                    doswiadczenia dla malucha (chyba nie przeczytałaś poprzednich postów
                                                    na ten temat)
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 07:47
                                                    Jestem matką moich dzieci więc znam je i wiem jaka sama byłam. Nie muszę chować
                                                    się do szafy czy skradać się po ulicach.

                                                    Skoro uważam że pięć lat to nie czas na łażenie samemu po ulicy to tak jest. Nie
                                                    jest to przekonanie wzięte z sufitu.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 00:42
                                                    i Tobie równiez zadam to samo putanie co Kropce..jaki masz pomysł
                                                    lub znany Ci sposób na upewnienie sie, sprawdzenie, że Twoje dziecko
                                                    w momencie kiedy bedzie juz zdane na siebie zachowa sie w sposób dla
                                                    siebie bezpieczny, ze zastosuje się do tego czego go uczyłaś? Czy to
                                                    sprawdzisz w sposób którego ja moze nie znam (a jezeli dobry do
                                                    chetnie bym poznała) czy przyjmiesz na wiare, ze w "tym wieku" juz
                                                    jest wystarczajaco mądre i "łykneło" cała wiedzę która mu
                                                    przekazywałaś i zastosuje się do Twoich rad
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 00:19
                                                    nie chodzi o "ambicje", tylko sprawdzenie w kontrolowanych warunkach
                                                    jak sobie radzi z samodzielnym "tuptaniem"..co zrobi po drodze, czy
                                                    bedzie lazło "na boki"..czy idąc do sklepu bezpieczną trasą bedzie
                                                    stosować się do Twoich "nauk"..
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 10:12
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > nie chodzi o "ambicje", tylko sprawdzenie w kontrolowanych warunkach
                                                    > jak sobie radzi z samodzielnym "tuptaniem"..co zrobi po drodze, czy
                                                    > bedzie lazło "na boki"..czy idąc do sklepu bezpieczną trasą bedzie
                                                    > stosować się do Twoich "nauk"..

                                                    Jeśli to bezpieczna trasa (rozumiem że bez samochodów) to jak przeniesiesz
                                                    wyniki obserwacji na trasę niebezpieczną ? Nie ma samochodów, nie ma pod co
                                                    wejść. Nie ma przejścia dla pieszych - nie sprawdzisz jak maluch się na
                                                    przejściu zachowuje.

                                                    Co ci po takiej obserwacji ? Że co, że nie lezie na boki ?
                                                    7-latek z całą pewnością nie będzie lazł na boki tak jak robi to 3-4 latek. Więc
                                                    kompletnie nie kumam, po co przesuwać granicę usamodzielniania w dół i robić
                                                    sobie i dziecku pod górkę.

                                                    7-latka można wysłać parę razy do sklepu obserwując go dyskretnie. Potem można
                                                    wysłać go do innego sklepu przy ulicy z samochodami, również obserwując
                                                    dyskretnie. Potem można go wysłać samego do szkoły. Wszystko to zajmie o niebo
                                                    mniej czasu niż w przypadku przedszkolaka. I ryzyko niepowodzenia podczas
                                                    sprawdzianów mniejsze ... jeśli rozpatrzymy usamodzielnianie przedszkolaka i
                                                    usamodzielnianie 7-latka w ten sam, identyczny sposób, tylko przesunięty w
                                                    czasie, to ja widzę same plusy po stronie 7-latka.

                                                    No i kwestia łamania prawa. Nauka przestrzegania obowiązującego prawa jest IMHO
                                                    istotna w procesie kształcenia samodzielności odpowiedzialności. Legalizm to
                                                    większe bezpieczeństwo. Nie skoczę do wody w miejscu zakazanym, bo to społecznie
                                                    nieakceptowalne. Nie przejdę przez jezdnię w miejscu niedozwolonym, bo to
                                                    łamanie przepisów, a w domu nabrałem/am głębokiego przekonania, że przepisów
                                                    łamać nie wolno.

                                                    Jak się ten legalizm ma do wysyłania przedszkolaka na samodzielne wycieczki ?
                                                    Przecież to jest nauka nieprzestrzegania prawa od najmłodszych lat. IMHO dość
                                                    niebezpieczna praktyka.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 00:35
                                                    Moje dzieci wychowują się dużym mieście więc jeszcze trochę muszą
                                                    poczekać z
                                                    samodzielnym chodzeniem do szkoły (chodzą teraz do przedszkola). Już
                                                    dziś znają ogólne zasady bezpieczeństwa. Na pewno stopniowo będę
                                                    zwiększała im dystans jaki będą pokonywać same. Tak robiła moja
                                                    matka i ja też zamierzam.
                                                    ...to ja pytam po raz kolejny jaki masz pomysł na rozszerzanie tego
                                                    dystansu i sprawdzenie, że Twoje dzieci w momencie kiedy bedziesz
                                                    musiała gdzies je puscic same, w wieku tych magicznych 7 lat lub
                                                    później, potrafia się zachowac prawidłowo i w sposób dla siebie
                                                    bezpieczny???? Czy sprawdzisz to doswiadczalnie czy bedzie to
                                                    sposób "na wiarę" bo jest juz teoretycznie "duze" i powinno sie
                                                    zachowac w sposób jaki od niego oczekujesz i w jaki sobie
                                                    wyobrazasz, ze powinno sie zachować dziecko w tym wieku?
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 07:56
                                                    Jeśli dopuszczę żeby wracały same w przyszłości ze szkoły to będą na to gotowe.
                                                    Powtarzam, chowanie się w szafie czy bieganie za dzieckiem ukrytkiem oznacza że
                                                    właściwie nie wiemy czego po swoich dzieciach się spodziewać. Ja wiem czego
                                                    obecnie mogę się spodziewać bo znam własne dzieci. Widzę że jeszcze nie zawsze
                                                    zatrzymają się przed ulicą (chociaż dobrze wiedzą że trzeba). Że najczęstszym
                                                    sposobem przemieszczania jest bieganie a nie chodzenie za rękę. Itd.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 08:20
                                                    Art. 43. 1. Dziecko w wieku do 7 lat może korzystać z drogi tylko pod opieką .
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 21:07
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Czasem "puszczałam" je samodzielnie do przedszkola..idąc
                                                    > dyskretnie za nimi...szli braciszkowie razem za rączki,biegli na
                                                    > prostej przy parku..ale przed ulicą zawsze sie się zatrzymywali,
                                                    > nawet taką, po której samochód przejeżdzał raz na 2 godziny, brali
                                                    > za rączki i powoli przechodzili rozglądając na boki..ja biegłam
                                                    > równolegle z nimi za linia drzew, gdzie nie mogli mnie
                                                    > widzieć...zreszta nie podejrzewali, że mama bawi sie w "tajnos
                                                    > agentos" smile

                                                    Doprawdy cudna historia o samodzielnosci.
                                                    Mój teść potrącił pewnego dnia pieciolatkę, którą pewnie mamusia
                                                    sprawdzała czy sobie radzi z samodzielnoscią.
                                                    Sprawa skończyła sie w sądzie - sąd ukarał ....rodziców dziecka.

                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 22:20
                                                    Jakby rodzice szli obok, to by nie potrącił?????
                                                    A sąd naturalnie zrobił słusznie. Jeśli dziecko wlazło pod samochód,
                                                    a nie byla to wina teścia, to znaczy, że rodzice wysłali na ulicę
                                                    dziecko nieprzytowane do tego, które sobie nie umiało poradzić. I
                                                    nie mów mi proszę, że każda matka myśli, że jej dziecku się nic nie
                                                    stanie - są matki, którym dziecko jest dokładnie obojętne i są matki
                                                    bez wyobraźni. Natomiast odpowiednio przygotowane dziecko w pewnych
                                                    sytuacjach można gdzieś wysłać niedaleko po bezpiecznej drodze, o
                                                    ile rodzice wiedzą, że dziecko jest do tego przygotowane.
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 22:39
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Jakby rodzice szli obok, to by nie potrącił?????

                                                    Nie, nie potrącił by, dziecko nie było widoczne zza samochodu.
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > A sąd naturalnie zrobił słusznie. Jeśli dziecko wlazło pod
                                                    samochód,
                                                    > a nie byla to wina teścia, to znaczy, że rodzice wysłali na ulicę
                                                    > dziecko nieprzytowane do tego, które sobie nie umiało poradzić.

                                                    Ale oni twierdzili że było uczone zasad bezpieczeństwa i w ogóle
                                                    takie samodzielne i .... zupełnie nie rozumieja dlaczego akurat tym
                                                    razem......
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 22:43
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > a nie byla to wina teścia, to znaczy, że rodzice wysłali na ulicę
                                                    > dziecko nieprzytowane do tego, które sobie nie umiało poradzić.

                                                    A sąd nie ukarał rodziców za to,że dziecko nie było przystosowane
                                                    tylko za to że było samo puszczone na ulice bez dozoru a tym samym
                                                    narażone na realne niebezpieczeństwo.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 22:53
                                                    tej sytuacji drogowej nie rozumiem, ale nie mam prawa jazdy, więc na
                                                    sprawy bezpiecznego poruszania się patrże z punktu widzenia
                                                    pieszego. Wielokrotnie były w prasie opusywane wypadki, gdy kierowca
                                                    potrącił dziecko isące obok matki na pasach.
                                                    Zaś w tym wypadku sąd postąpił słusznie - skoro dziecko wpadło, to
                                                    widać było posłane w takie miejsce, z którym sobie nie umiało
                                                    poradzić i rodzice błędnie to ocenili. Ponieważ ten błąd kosztował
                                                    dziecko jakieś obrażenia, słusznie, że zostali ukarani. Ale gdyby
                                                    się nic nie stało, nikt by ich nie ukarał i też słusznie.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 22:55
                                                    I dla jasności: to, co piszę, nie oznacza, że bez zastrzeżeń
                                                    aprobuję bezmyślne zostawianie dzieci w domu lub wysyłanie na ulicę.
                                                    Uważam tylko, że jest to jeden z elementów usamodzielniania i
                                                    samodzielność dziecka powinni oceniać rodzice, a nie arbitralnie
                                                    ustawodawce.
                                                    A wracając do sprawy tej dziewczynki: jakby miała 7 lat, to by się
                                                    jej nic nie stało?
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 22:59
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > A wracając do sprawy tej dziewczynki: jakby miała 7 lat, to by się
                                                    > jej nic nie stało?

                                                    To by była wyższa i bardziej widoczna.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 23:07
                                                    Nigdy nie zdarza się potrącenie przez samochód osoby powyżej 7 lat?
                                                    Przy czym raz jeszcze podkreślam - nie uważam, że posłanie dziecka
                                                    samego na ulicę lub zostawienia samego w domu to jest rzecz, którą
                                                    można robć bez zastanowienie i bez ograniczeń traktując dziecko jak
                                                    dorosłego, tylko uważam, że rodzice powinni dzieci do tego stopniowo
                                                    przygotowywwać i dlatego nie powinno być szytwnej granicy. Bo mogą
                                                    być dzieci, które nawet w wieku 8 lat są niegotowe, wyjdą na ulicę i
                                                    wpadną pod samochód, a nikt rodziców nie będzie ścigał, chociaż
                                                    powinni być ukranie za nieprzygotowanie dziecka. Więc miarą powinno
                                                    być to, czy rodzice mogli przewidzieć jakąś niebezpieczną sytuację
                                                    (oczywiście nie upadek meteora), a nie to czy, dziecko ma lat 5, 7,
                                                    czy 10. Wiek dziecka jest tylko jednym z elementów pozwalających
                                                    ocenić taką sytuację.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 23:20
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Nigdy nie zdarza się potrącenie przez samochód osoby powyżej 7 lat?
                                                    > Przy czym raz jeszcze podkreślam - nie uważam, że posłanie dziecka
                                                    > samego na ulicę lub zostawienia samego w domu to jest rzecz, którą
                                                    > można robć bez zastanowienie i bez ograniczeń traktując dziecko jak
                                                    > dorosłego, tylko uważam, że rodzice powinni dzieci do tego stopniowo
                                                    > przygotowywwać i dlatego nie powinno być szytwnej granicy. Bo mogą
                                                    > być dzieci, które nawet w wieku 8 lat są niegotowe, wyjdą na ulicę i
                                                    > wpadną pod samochód, a nikt rodziców nie będzie ścigał, chociaż
                                                    > powinni być ukranie za nieprzygotowanie dziecka. Więc miarą powinno
                                                    > być to, czy rodzice mogli przewidzieć jakąś niebezpieczną sytuację
                                                    > (oczywiście nie upadek meteora), a nie to czy, dziecko ma lat 5, 7,
                                                    > czy 10. Wiek dziecka jest tylko jednym z elementów pozwalających
                                                    > ocenić taką sytuację.

                                                    Rybko ty straszna idealistka jesteś. To że ty przykładasz taką wagę do
                                                    obserwowania swojego dziecka i oceniania zagrożeń nie znaczy że wszyscy tak
                                                    robią. Jest masa rodziców, którzy kompletnie sobie takie sprawy zlewają i nie
                                                    dbają o dzieci. To jedno. Druga rzecz to nasza umiejętność oceniania zagrożeń -
                                                    jak już wiele razy było napisane w tym wątku, rodzice dzieci które uległy
                                                    wypadkom zazwyczaj byli wcześniej przekonani, że absolutnie dobrze ocenili
                                                    sytuację i możliwości dziecka.

                                                    Czyli raz że można w ogóle nie dbać o dziecko, dwa że można być w błędzie
                                                    oceniając sytuację. Temu nie zaprzeczysz. Możesz powiedzieć: to niech ci rodzice
                                                    się bardziej przyłożą. Dobrze, ale masa rodziców tego apelu nie posłucha. Co z
                                                    ich dziećmi ? Mają być pozbawione choćby tej namiastki ochrony jaką daje prawo ?
                                                    Bo ty nie chcesz się czuć przez to prawo ograniczana ?? Proszę cię, spójrz
                                                    trochę dalej niż na czubek własnego nosa i własne dzieci. Świat jest pełen dużo
                                                    mniej odpowiedzialnych rodziców niż ty. Niestety sad

                                                    Jasne że wielu rodziców ma prawo w głębokim poważaniu. I tutaj oprócz czynnika
                                                    takiego jak kultura łamania prawa w rodzinie patologicznej swoją rolę odgrywa
                                                    spora akceptacja społeczna dla pozostawiania maluchów bez opieki. Swoją postawą
                                                    dokładasz do tego cegiełkę. Do tego, że jakaś matka dużo mniej przykładająca się
                                                    do dbałości o bezpieczeństwo dziecka nie będzie miała żadnych oporów do
                                                    pozostawiania go bez opieki (nieprzygotowanego), bo nie będzie narażona na
                                                    krytyczny wzrok społeczeństwa. Bo przecież pozostawianie dziecka do lat 7 bez
                                                    opieki jest dopuszczalne uncertain
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 00:19
                                                    To że ty przykładasz taką wagę do
                                                    > obserwowania swojego dziecka i oceniania zagrożeń nie znaczy że
                                                    wszyscy tak
                                                    > robią

                                                    - wydaje mi się, że w ogóle wychowanie dziecka polega na kontakcie z
                                                    dzieckiem, obserwowaniu go i delikatnym stymulowaniu jego rozwoju w
                                                    zależności od stopnia dojrzałości. I jest ro relcja między dwiema
                                                    osobami,toteż ujmowanie jej w liczby i szytwne granice generalnie mi
                                                    się bardzo nie podoba. Tak samo nie podoba mi się te 7 lat, jak
                                                    akcja czytaj 20 minut swemu dziecku. Dlaczego 20, a nie 40 albo 15?
                                                    Po prostu uważam, że czytanie dzieciom jest jedną z form kontaktu
                                                    między rodzicami i dziećmi i relacja ta powinna się w sposób
                                                    naturalny ukształtować, a nie ktoś powinien zadekretować, że ma to
                                                    być akurat 20 minut. Moim zdaniem tyle, ile rodzice uznają za
                                                    pożyteczne i możliwe.

                                                    Jest masa rodziców, którzy kompletnie sobie takie sprawy zlewają i
                                                    nie
                                                    > dbają o dzieci

                                                    - i tacy rodzice mają gdzieś prawo nakazujące taką opiekę. Prawo to
                                                    będzie działać tylko rzy okazji wypadku, a to jednak zdarza się
                                                    rzadko, więc rzadko jest wykrywane.

                                                    Druga rzecz to nasza umiejętność oceniania zagrożeń -
                                                    > jak już wiele razy było napisane w tym wątku, rodzice dzieci które
                                                    uległy
                                                    > wypadkom zazwyczaj byli wcześniej przekonani, że absolutnie dobrze
                                                    ocenili
                                                    > sytuację i możliwości dziecka

                                                    - jeżeli dziecko uległo wypadkowi przywidywalnemu (tnz. na ulicy
                                                    wpadło pod samochód z własnej winy lub w takiej sytuacji, której
                                                    pieszy może uniknąć, pomijam kwestię pirata wjeżdżającego 200 km na
                                                    środek szerokiego chodnika, bo wtedy i obecność rodziców by nie
                                                    pomogła, a poza tym tego przewidzieć nie sposób), to znaczy, że
                                                    rodzice błędnie ocenili ryzyko i powinni być za to ukarani. Dziwnie
                                                    się jednak składa, że np. dzieciom Babci nigdy się nic nie stało.
                                                    Najwyraźniej umiała stawiać dzieciom zadania, do których były
                                                    gotowe. To, że rodzice pred sądem się tłumaczą, że dobrze ocenili
                                                    etc., nie znaczy, że w chwili np. wysyłania dziecka na ulicę
                                                    rzeczywiście przemyśleli ryzyko i po prostu błędnie je ocenili.
                                                    Mogli się nad tym w ogole nie zastanawiać, a potem tłumaczyć się w
                                                    ten sposób przed sądem.

                                                    Możesz powiedzieć: to niech ci rodzic
                                                    > e
                                                    > się bardziej przyłożą. Dobrze, ale masa rodziców tego apelu nie
                                                    posłucha

                                                    - i nie słucha. I żadne prawo na to nie pomoże.

                                                    Swoją postawą
                                                    > dokładasz do tego cegiełkę. Do tego, że jakaś matka dużo mniej
                                                    przykładająca si
                                                    > ę
                                                    > do dbałości o bezpieczeństwo dziecka nie będzie miała żadnych
                                                    oporów do
                                                    > pozostawiania go bez opieki (nieprzygotowanego), bo nie będzie
                                                    narażona na
                                                    > krytyczny wzrok społeczeństwa

                                                    - przeczytaj dokładnie moje posty. Nigdzie nie nawoływałam
                                                    entuzjastycznie do powszechnego zostawiania i wypuszczania dzieci
                                                    przed 7 rokiem życia. Moje wypowiedzi dotyczyły: daty rozpoczęcia
                                                    treningu czystości, współodpowedzialności obojga rodziców za opiekę
                                                    nad dzieckiem, psychologicznych skutków nadopiekuńczości,
                                                    powszechnego obowiązku znajmości zasad I pomocy i może jeszcze
                                                    czegoś. A co do pozostawiania - pisałam o tym, że należy stopniowo
                                                    przygotowywać do tego dziecko i postępować zgodnie z jego
                                                    dojrzałością, przy czym założyłam, że można i trzeba ja stymukować.
                                                    Trudno więc z moich postów wyczytać zachętę do bezmyślnego
                                                    zostawiania dzieci. Natomiast uważam, że w niektórych wypadkach
                                                    dzieci poniżej 7 roku życia mogą zostać w bezpiecznie urządzonym
                                                    mieszkaniu czy też mogą przejść same jakiś odcinek tray, np. ściężkę
                                                    między blokami, po której smaochody w ogóle nie jeżdżą. Po prostu
                                                    uważam, że każda sytuacja jest inna i mechaniczne granice mogą mieć
                                                    charakter wyłącznie umowny. I uznanie za granicę nie dojrzałości
                                                    dziecka, ale 7 roku pozbawia ochrony te dzieci powyżej 7 lat,
                                                    których rodzice nie przygotowali na samodzielne chodzenie po ulicy,
                                                    bo już wolno, a te dzieci nie powinny chodzić.

                                                    A ogólniejsza reflekcja płynąca z dyskusji w trzecim już wątku, w
                                                    którym się spieramy:
                                                    1. Niepotrzebnie dyskusja zapętla się w szczegółach i skrajnych
                                                    przykładach. Zapewne ani Ty, ani Babcia nie posłałbyście dziś 4
                                                    latka na Marszałkowską i zapewne nie tylko Babcia, ale i Ty, nie
                                                    wezwałabyś policji widząc sąsiadkę zbiegającą do skrzynki po listy,
                                                    skoro wiesz, że jej dziecko śpi w łóżeczku, z którego byłoby mu
                                                    trudno wyjść, a jeśli nawet wyjdzie, to wokół łóżeczka nie ma
                                                    żadnych niebezpiecznych przedmiotów, więc nic sobie nie zrobi.
                                                    2. natomiast zasadniczo różnimy się koncepcją i celami wychowania i
                                                    o tym warto dyskutować. Jest to fascynujące, co stało się między
                                                    moim i Twoim pokoleniem.
                                                    3. Czytając Wasze posty dostrzegam w nich, wybacz, nie tylko
                                                    odpowiedzialność, ale i strach. Ten strach jest podsycany zresztą
                                                    przed media, które żywią się senacjami i nieszczęściami. Stąd też
                                                    odnoszę wrażenie, że dyskutantki reprezentujące przeciwny do mojeog
                                                    punkt widzenia, a także moje znajome w Waszym pokoleniu, które mają
                                                    teraz malutkie dzieci, żyjecie w panicznym wprost strachu, że
                                                    dzieciom coś sie stanie. A strach i odpowidzialność to dwie różne
                                                    rzeczy. I warto nad tym zapanować.
                                                    Pozdrawiam światecznie,
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 00:52
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - jeżeli dziecko uległo wypadkowi przywidywalnemu (tnz. na ulicy
                                                    > wpadło pod samochód z własnej winy lub w takiej sytuacji, której
                                                    > pieszy może uniknąć, pomijam kwestię pirata wjeżdżającego 200 km na
                                                    > środek szerokiego chodnika, bo wtedy i obecność rodziców by nie
                                                    > pomogła, a poza tym tego przewidzieć nie sposób), to znaczy, że
                                                    > rodzice błędnie ocenili ryzyko i powinni być za to ukarani.

                                                    No dobrze. Ale zobacz, przed chwilą dziwiłaś się że 7-latek byłby mniej narażony
                                                    na wypadek o jakim pisała mama niż 5-latek. Dla mnie to oczywiste że tak jest,
                                                    bo 7-latek jest zazwyczaj fizycznie większy, wyższy i łatwiej go zauważyć. A ty
                                                    na to od razu nie wpadłaś, prawda ? Czyli istnieją rzeczy, których ty nie jesteś
                                                    w stanie przewidzieć (bo nie umiesz się postawić w roli kierowcy samochodu), a w
                                                    przypadku których wiek dziecka działa na jego korzyść. Zgodnie z tym co piszesz,
                                                    gdybyś to ty była rodzicem tej 5-latki, musiałabyś zostać ukarana. Dobrze. Ale
                                                    co z tego wynika dla dziecka ? Ono już uległo wypadkowi, sprawa pozamiatana. A
                                                    można było tego uniknąć.

                                                    Dziwnie
                                                    > się jednak składa, że np. dzieciom Babci nigdy się nic nie stało.
                                                    > Najwyraźniej umiała stawiać dzieciom zadania, do których były
                                                    > gotowe. To, że rodzice pred sądem się tłumaczą, że dobrze ocenili
                                                    > etc., nie znaczy, że w chwili np. wysyłania dziecka na ulicę
                                                    > rzeczywiście przemyśleli ryzyko i po prostu błędnie je ocenili.

                                                    A ty byś umiała przemyśleć ryzyko pod kontem widoczności dziecka z punktu
                                                    widzenia kierowcy ? W ogóle wpadłabyś na to żeby o tym pomyśleć ? A gdybyś o tym
                                                    nie pomyślała, czy nie byłabyś przekonana święcie, że dobrze oceniasz ryzyko ?

                                                    Poza tym, w wielu miejscach chwaliłaś się że jesteś osobą wykształconą
                                                    ponadprzeciętnie że tak to ujmę. A traktujesz jako dowód tez dotyczących zjawisk
                                                    społecznych przypadki jednostkowe (bo dzieciom Babci nic się nie stało). Rybko
                                                    na litość boską, przecież twoja dziedzina po trosze zahacza o zjawiska
                                                    społeczne, a mimo to popełniasz tak karygodne błędy sad

                                                    > Swoją postawą
                                                    > > dokładasz do tego cegiełkę. Do tego, że jakaś matka dużo mniej
                                                    > przykładająca si
                                                    > > ę
                                                    > > do dbałości o bezpieczeństwo dziecka nie będzie miała żadnych
                                                    > oporów do
                                                    > > pozostawiania go bez opieki (nieprzygotowanego), bo nie będzie
                                                    > narażona na
                                                    > > krytyczny wzrok społeczeństwa
                                                    >
                                                    > - przeczytaj dokładnie moje posty. Nigdzie nie nawoływałam
                                                    > entuzjastycznie do powszechnego zostawiania i wypuszczania dzieci
                                                    > przed 7 rokiem życia.

                                                    Zgadza się. Ale postulujesz pewną elastyczność granicy wiekowej, za którą
                                                    zaczyna się pozostawianie bez opieki. Uzależniasz co prawda stopień tej
                                                    elastyczności od stopnia rozwoju dziecka, ale obcy człowiek na ulicy nie ma
                                                    pojęcia jak rozwinięte jest dziecko samodzielnie maszerujące ulicą. Sąsiadka w
                                                    bloku też nie ma wiedzy na temat dojrzałości dziecka pozostawianego samotnie w
                                                    domu. Widzi natomiast 5-latka puszczonego/zostawionego w domu samopas. I jeśli
                                                    to ty byłabyś tą sąsiadką, to nie rzucałabyś wzrokiem gromów w kierunku rodzica
                                                    dziecka, prawda ? Bo dopuszczałabyś możliwość taką, że rodzic dziecka trafnie
                                                    ocenia samodzielność i dojrzałość. To się właśnie nazywa społeczna akceptacja.

                                                    > 2. natomiast zasadniczo różnimy się koncepcją i celami wychowania i
                                                    > o tym warto dyskutować. Jest to fascynujące, co stało się między
                                                    > moim i Twoim pokoleniem.

                                                    To nie jest różnica między pokoleniami. To różnica między ludźmi. W moim
                                                    pokoleniu są osoby myślące tak jak ty. W pokoleniu moich rodziców i dziadków
                                                    wielu ludzi nie dopuszcza możliwości pozostawienia dziecka w wieku przedszkolnym
                                                    bez opieki.

                                                    > 3. Czytając Wasze posty dostrzegam w nich, wybacz, nie tylko
                                                    > odpowiedzialność, ale i strach. Ten strach jest podsycany zresztą
                                                    > przed media, które żywią się senacjami i nieszczęściami. Stąd też
                                                    > odnoszę wrażenie, że dyskutantki reprezentujące przeciwny do mojeog
                                                    > punkt widzenia, a także moje znajome w Waszym pokoleniu, które mają
                                                    > teraz malutkie dzieci, żyjecie w panicznym wprost strachu, że
                                                    > dzieciom coś sie stanie. A strach i odpowidzialność to dwie różne
                                                    > rzeczy. I warto nad tym zapanować.

                                                    A ja dostrzegam w twoich postach kreowanie własnej rzeczywistości i wyciąganie
                                                    błędnych wniosków. I brak pokory wobec ograniczonych możliwości poznawczych
                                                    człowieka.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 07:45
                                                    > Poza tym, w wielu miejscach chwaliłaś się że jesteś osobą wykształconą
                                                    > ponadprzeciętnie że tak to ujmę. A traktujesz jako dowód tez dotyczących
                                                    zjawisk społecznych przypadki > jednostkowe (bo dzieciom Babci nic się nie stało)

                                                    Też mnie to uderza w wypowiedziach rybki. To że problem zaczyna być dopiero w
                                                    momencie jak się komuś coś stanie. A cała rozmowa jest o tym żeby do
                                                    nieszczęścia i ryzykownych sytuacji w miarę możliwości nie dopuszczać. I z
                                                    uporem maniaka przyznaje że po rybce widać że własnych dzieci nie ma. W
                                                    niektórych rozmowach można być teoretykiem ale czy w tej gdzie mówi się o
                                                    uczuciach i doświadczeniach czysto rodzicielskich?
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 08:35
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > A cała rozmowa jest o tym żeby do
                                                    > nieszczęścia i ryzykownych sytuacji w miarę możliwości nie
                                                    dopuszczać. I z uporem maniaka przyznaje że po rybce widać że
                                                    własnych dzieci nie ma.

                                                    Tez myślę że nie ma - tylko teoretyzuje smile
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 18:06
                                                    Smutna wiadomość: 2 i pół letni chłopiec wyszedł na podwórko i zaginął. Czasami trudno cokolwiek przewidzieć. Oby mu się nic nie stało.

                                                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5049226.html
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 18:08
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=77327060&v=2&s=0
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 23.03.08, 20:26
                                                    Dla mnie to oczywiste że tak jest,
                                                    bo 7-latek jest zazwyczaj fizycznie większy, wyższy i łatwiej go
                                                    zauważyć.
                                                    Dziś mam 156 cm..zawsze byłam: mała drobna, do niczego nie
                                                    podobna...smile) W wieku 7 lat byłam najmniejsza w klasie, nizsza od
                                                    najwyzszych o półtora głowy!!..nie przeszkodzilo mi to w bezpiecznym
                                                    poryszaniu się po ulicach! Dziecko tu opisywane prawdopodobnie
                                                    wtargnęło na jezdnię i to było przyczyną nieszczęścia, w innym
                                                    przypadku sprawca również zostałby ukarany za nieumyslne
                                                    spowodowanie śmierci i niedostosowanie sie do przepisów ruchu
                                                    drogowego (zasada ograniczonego zaufania do innych uczestników
                                                    ruchu, w tym pieszych)..dziecko nie tylko nie było pod opieka ale
                                                    równiez nie było było gotowe!! Na identyczne niebezpieczeństwo było
                                                    by narażone puszczone samo w wieku 7 lat, gdyby rodzice nadal tak je
                                                    do tego "przygotowywali"
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 24.03.08, 08:35
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Dla mnie to oczywiste że tak jest,
                                                    > bo 7-latek jest zazwyczaj fizycznie większy, wyższy i łatwiej go
                                                    > zauważyć.
                                                    > Dziś mam 156 cm..zawsze byłam: mała drobna, do niczego nie
                                                    > podobna...smile) W wieku 7 lat byłam najmniejsza w klasie, nizsza od
                                                    > najwyzszych o półtora głowy!!

                                                    Ale w wieku 5 lat byłaś jeszcze mniejsza smile

                                                    > dziecko nie tylko nie było pod opieka ale
                                                    > równiez nie było było gotowe!!

                                                    Oczywiscie że nie było gotowe - to jest oczywiste dla mnie i dla
                                                    innych rozsadnych matek. Problem w tym że dla matki tego dziecka -
                                                    ono było gotowe.
                                                  • myelegans Re: Jak się uczy dzieci 24.03.08, 18:47
                                                    Lo matko, ale dyskusja. Niech kazdy mierzy swoja miara. Ja bylam
                                                    dzieckiem chodzacym z kluczem, chodzacym do szkoly samodzielnie 3km
                                                    w kazda strone od pierwszego dnia, obok stawu rybnego, gdzie mialam
                                                    zaprzyjaznionego labedzia do karmienia. Po przyjsciu ze szkoly
                                                    odgrzewalam sobie obiad, a takze w sasiedztwie: kapalismy sie w
                                                    niestrzezonej gliniance (jedna ofiara smiertelna), zima jezdzilismy
                                                    na lyzwach, kilka razy lod sie pod nami zalamywal, chodzilismy po
                                                    poniemieckich bunkrach, ze swieczkami, i znalezlismy niewypaly
                                                    (jedno spore poparzenie, i dobrze, ze tylko tyle), lazilismy calymi
                                                    dniami niepilnowani cala banda. I mam o to do rodzicow zal.
                                                    Wolalabym, zeby ten czas byl bardziej konstruktywnie zorganizowany
                                                    niz takie puszczenie na zywiol, to bylo wygodnictwo i juz.

                                                    W ZYCIU nie zafunduje tego swojemu dziecku. Tu gdzie mieszkam, na
                                                    pewno nie puszcze 5-latka do sklepu, przede wszystkim, gdyby 5 czy 7-
                                                    letnie dziecko pojawilo sie samo w sklepie, to prawdopodobnie
                                                    wyszloby z niego pod eskorta policji, albo DSS. W zyciu nie
                                                    puscilabym go do szkoly na piechote, od tego sa szkolne autobusy,
                                                    zeby dowiozly z gimnazjum wlacznie. W zyciu nie pozwole na ganianie
                                                    z jakas nieciekawa podworkowa banda.
                                                    Niemowlecia, ani przedszkolaka nie zostawilabym samego w domu.
                                                    Niemowle juz predzej, pod warunkiem, ze spi i pod warunkiem ze jest
                                                    w lozeczku z ktorego nie wyjdzie. Ja caly dzien chodzilam z
                                                    elektoniczna niania pod pacha o duzym zasiegu. W pokoju dziecka mam
                                                    zamotowany Web-cam, wiec nawet jak sie bawi czy spi to mam go na
                                                    podgladzie. Nianie wyslalam na kurs pierwszej pomocy dla dieci, za
                                                    ktory zaplacilam, sama chodze na kurs ratownictwa co rok.
                                                    Wypadki sie zdarzaja, i beda zdarzaly, ale dziala statystyka, jak
                                                    ktos notorycznie zostawia dziecko bez opieki, to zwieksza mozliwosc
                                                    wypadku konsekwencji, jak jest to sporadyczne, to pewnie nic sie nie
                                                    stanie.

                                                    Mezowi wysiadl samochod, nie mial jak sie dostac z pracy do domu.
                                                    Byl styczen, po 22, dziecko mialo 8 miesiecy, spalo, przesypialo
                                                    noce, mialam do wyboru zostawienie go i pojechanie (cala wyprawa 30
                                                    minut), albo zabranie. Obudzilam, zapakowalam do samochodu,
                                                    pojechalam po meza. Maly rozbudzony plakal i marudzil, ale od tego
                                                    jeszcze nikt nie umarl. Tez mieszkamy tu sami, tez nie mam zadnej
                                                    pomocy i jakos nigdy nie bylam postawiona w sytuacji, ktora
                                                    usprawiedliwialaby zostawienie bez opieki.
                                                    Nie wiem, moze to ja taka przeczulona, ale widzialam juz blizny
                                                    pooparzeniowe, czytalam gdzies statystyki ile dzieci topi sie we ...
                                                    wlasnej wannie, bo matka poszla odebrac telefon i sie zagadala.
                                                    Mnie wyobraznia hula w druga strone. Na wszystko przyjdzie czas, na
                                                    zostawianie w domu, samodzielne robienie zakupow rowniez.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 01:00
                                                    Czyli istnieją rzeczy, których ty nie jeste
                                                    > ś
                                                    > w stanie przewidzieć (bo nie umiesz się postawić w roli kierowcy
                                                    samochodu)

                                                    - z tego wynika, że również nie powinnam iść z dzieckiem ulicą także
                                                    jako opieka, bo również nie mogę ocenić ryzyka. A poza tym należy
                                                    się dziwić, że w ogóle dożyłam takiego wieku, że biologicznie rzecz
                                                    biorąc mogłabym być Twoją matką, bo nie mogąc postawić się w
                                                    sytuacji kierowcy dawno powinnam była wpaść pod samochód.
                                                    Przepraszam, ale ja mam znać obowiązki pieszego, a nie obowiazki
                                                    kierowcy. A obowiazki pieszego są takie, żeby chodzić po chonii, a
                                                    nie po jezdni, i na chodniku żaden kierowca niczego mi zrobić nie ma
                                                    prawa. A jak przechodzę, mam patrzeć w lewo, prawo, lewo i dopiero
                                                    potem wejść na jezdnię, a jak są światła, to na światłach. I tyle.
                                                    Co do 5latki - ani 5 ani 7 latka nie powinna była wtargnąć na
                                                    jezdnię. Jakbym ja wtargnęła na tył cofającego się samochodu, też by
                                                    mnie popieścił, jakbym była z dzieckiem, to i dziecko. A samochód
                                                    nie ma prawa cofać się na pasy, ja tam mam być bezpieczna i dlatego
                                                    żyję.

                                                    A traktujesz jako dowód tez dotyczących zjawis
                                                    > k
                                                    > społecznych przypadki jednostkowe (bo dzieciom Babci nic się nie
                                                    stało). Rybko
                                                    > na litość boską, przecież twoja dziedzina po trosze zahacza o
                                                    zjawiska
                                                    > społeczne, a mimo to popełniasz tak karygodne błędy

                                                    - wykształceniem się nie chwaliłam. Napisałam tylko, że wydałam
                                                    właśnie pracę habilitacyjną, mimo, że psycholog w wieku 7 lat uznał
                                                    mnie za upośledzoną umysłowo, bo ta historia nauczyła mnie na całe
                                                    życie dystansu do psychologów. I tyle. Chcwalić się nie mam cyzm,
                                                    każdy robi to, co mu wychodzi i lubi.
                                                    Co do jednostkowych przypadków - to był przykład po serii rozważań
                                                    teoretycznych. Dlaczego mama303 mogła podać przykład jednostkowy
                                                    dziewczyni, która wpadła pod samochód jej teścia i traktujecie to
                                                    poważnie, a dzieci Babci nie? Zresztą tak chowaych dzieci było wiele.

                                                    Zgadza się. Ale postulujesz pewną elastyczność granicy wiekowej, za
                                                    którą
                                                    > zaczyna się pozostawianie bez opieki. Uzależniasz co prawda
                                                    stopień tej
                                                    > elastyczności od stopnia rozwoju dziecka, ale obcy człowiek na
                                                    ulicy nie ma
                                                    > pojęcia jak rozwinięte jest dziecko samodzielnie maszerujące
                                                    ulicą. Sąsiadka w
                                                    > bloku też nie ma wiedzy na temat dojrzałości dziecka
                                                    pozostawianego samotnie w
                                                    > domu. Widzi natomiast 5-latka puszczonego/zostawionego w domu
                                                    samopas. I jeśli
                                                    > to ty byłabyś tą sąsiadką, to nie rzucałabyś wzrokiem gromów w
                                                    kierunku rodzica
                                                    > dziecka, prawda ? Bo dopuszczałabyś możliwość taką, że rodzic
                                                    dziecka trafnie
                                                    > ocenia samodzielność i dojrzałość. To się właśnie nazywa społeczna
                                                    akceptacja.


                                                    - nie rucałabym gormów, bo nie mam takich zwyczajow, żeby rzucać na
                                                    kogokolwiek gromy, a presję, którą obecne matki wywierają na siebie
                                                    wzajemnie, licytując sie tym, ile która robi dla dziecka, uważam za
                                                    obrzydliwość. Nataomiast gdybym zabaczyła dziecko sąsiada w
                                                    niebezpiecznej sytuacji, to albo zareagowałabym bezpośrednio, dajmy
                                                    na to ściagając je z płotu, albo poszłabym do rodziców i zapytała,
                                                    czy orientują się, ,ze dziecko pod ich nieobecność robi to i to
                                                    (zależnie od stopnia niebezpieczeństwa). I zrobiłabym to nawet,
                                                    jeśli dziecko miałoby więcej niż 7 lat, kiedy już wolno przegonić je
                                                    samo po Marszałkowskiej.

                                                    moim
                                                    > pokoleniu są osoby myślące tak jak ty. W pokoleniu moich rodziców
                                                    i dziadków
                                                    > wielu ludzi nie dopuszcza możliwości pozostawienia dziecka w wieku
                                                    przedszkolny
                                                    > m
                                                    > bez opieki.

                                                    - Przecież różnica między nami nie sprowadza się do możliwości
                                                    pozostawienia dziecka bez opieki, tylko do całej koncepcji
                                                    wychowania. Ja nie widzę możliwośći pozostawienia bez opieki
                                                    dziecka, które nie jest do tego dojrzałe, a ponadto uważam, ze tę
                                                    dojrzałość należy budować i rozwijać, a Ty, dziecka do lat 7. To
                                                    chyba dobitnie wskazuje na różnicę między nami.

                                                    A ja dostrzegam w twoich postach kreowanie własnej rzeczywistości i
                                                    wyciąganie
                                                    > błędnych wniosków. I brak pokory wobec ograniczonych możliwości
                                                    poznawczych
                                                    > człowieka

                                                    - jak fakty ię nei zgadzają z teorią, to tym gorzej dla faktów.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 09:51
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > A traktujesz jako dowód tez dotyczących zjawis
                                                    > > k
                                                    > > społecznych przypadki jednostkowe (bo dzieciom Babci nic się nie
                                                    > stało). Rybko
                                                    > > na litość boską, przecież twoja dziedzina po trosze zahacza o
                                                    > zjawiska
                                                    > > społeczne, a mimo to popełniasz tak karygodne błędy
                                                    >
                                                    > - wykształceniem się nie chwaliłam. Napisałam tylko, że wydałam
                                                    > właśnie pracę habilitacyjną, mimo, że psycholog w wieku 7 lat uznał
                                                    > mnie za upośledzoną umysłowo, bo ta historia nauczyła mnie na całe
                                                    > życie dystansu do psychologów. I tyle. Chcwalić się nie mam cyzm,
                                                    > każdy robi to, co mu wychodzi i lubi.

                                                    To nie ty chwaliłaś się historią średniowieczną ? Jeśli nie ty - sorry za
                                                    pomyłkę. A jeśli to ty - podtrzymuję swoje zdanie.

                                                    > Co do jednostkowych przypadków - to był przykład po serii rozważań
                                                    > teoretycznych. Dlaczego mama303 mogła podać przykład jednostkowy
                                                    > dziewczyni, która wpadła pod samochód jej teścia i traktujecie to
                                                    > poważnie, a dzieci Babci nie? Zresztą tak chowaych dzieci było wiele.

                                                    Bo to przykład mocno reprezentatywny. Obiektywnie rzecz biorąc dziecko jest
                                                    mniejsze w wieku lat 5 niż 7. Dotyczy to wszystkich dzieci, bo jak wiadomo
                                                    dzieci się z czasem nie kurczą tylko rosną. Ryzyko niezauważenia dziecka w wieku
                                                    lat 7 jest obiektywnie rzecz biorąc mniejsze niż dziecka w wieku lat 5. Można to
                                                    zmierzyć za pomocą miary obowiązujących wszystkich tak samo.

                                                    > - Przecież różnica między nami nie sprowadza się do możliwości
                                                    > pozostawienia dziecka bez opieki, tylko do całej koncepcji
                                                    > wychowania. Ja nie widzę możliwośći pozostawienia bez opieki
                                                    > dziecka, które nie jest do tego dojrzałe, a ponadto uważam, ze tę
                                                    > dojrzałość należy budować i rozwijać, a Ty, dziecka do lat 7. To
                                                    > chyba dobitnie wskazuje na różnicę między nami.

                                                    Nie. Ja uważam, że dziecka do lat 7 nie wolno zostawiać samego, natomiast uczyć
                                                    samodzielności pod nadzorem. Natomiast po ukończeniu 7 lat dziecko należy uczyć
                                                    samodzielności praktycznej, bez nadzoru. Całkowicie pozostawiać bez opieki można
                                                    dziecko wtedy, gdy się "sprawdzi" . Tutaj jestem w 90% zgodna z poglądami Babci,
                                                    tyle że uważam iż z praktycznym testowaniem dziecka należy się wstrzymać do
                                                    wieku 7 lat.
                                                    Również uważam że dojrzałość należy rozwijać i budować. Ale sprawdzać ją -
                                                    dopiero po osiągnięciu odpowiedniej granicy wiekowej.

                                                    Niniejszym uważam, że jedyna różnica między nami to problem pozostawiania bez
                                                    opieki dzieci do lat 7.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 11:34
                                                    To nie ty chwaliłaś się historią średniowieczną ? Jeśli nie ty -
                                                    sorry za
                                                    > pomyłkę. A jeśli to ty - podtrzymuję swoje zdanie

                                                    - owszem, ja zajmuję się historią średniowiecznę. W tej dziedzinie
                                                    statystyka ma akurat niewielkie zastosowanie, bo bardo mało jest
                                                    przekrojowych statystycznych źródeł, żródła dotyczą raczej
                                                    jenostkowych wypadków. Dlatego też stosuje się też wiele innych
                                                    metod, niż statystyczne, bo inaczej nie mielibyśmy szans dowiedzieć
                                                    się niczego o przeszłości. Ale nie ma to wielkiego znaczenia dla
                                                    sprawy, to jest kwestia moich umiejętności zawodowych. Zresztą,
                                                    mojakoleżanka socjolog twierdzi, że za pomocą statystyki można
                                                    udowodnić, że bociany przynoszą dzieci, bo dzieci więcej rodzi się
                                                    na wsi i tam jest też nawięcej bocianów. Statystyka jest narzędiem,
                                                    z którego trzeba umieć korzystać.
                                                    Moim zdaniem dzieci Babci są równie reprezentatywne jak dziewcyznka,
                                                    która wpadła pod samochód. Dzieci Babci ilustrują metody wychowania,
                                                    które były znacznie bardziej powszechne w dawniejszym pokoleniu niż
                                                    obecnie, a Babcia na przykłądzie swoich dzieci szczegółowo o tym
                                                    opowiedziała. Fakt, że Babcia, Joasia i ja, nie znając się w ogóle,
                                                    już w trzecim wątku rozumiemy się niemal bez słów, dowodzi, że
                                                    wszystkie trzy reprezentujemy poglądy, które były typowe dla naszego
                                                    pokolenia.
                                                    Co do dziewczynki, która wpadła pod samchód: rozumiem, że ten facet
                                                    nie cofał samochodu na pasy ani na chodnik, ale robił to na jezdni.
                                                    W takim razie dziewczynka wpadąła pod samochód, bo wtargnęłą na
                                                    jezdnię. Gdyby była dojrzała do wychodzenia na ulicę, wiedziałaby,
                                                    że pod żadnym pozorem nie wolno wchodzic na jezdnię i nie
                                                    wchodziłąby. Skoro weszła - była źle przygotowana przez rodziców i
                                                    oni powinni za to odpowiadać.

                                                    Nie. Ja uważam, że dziecka do lat 7 nie wolno zostawiać samego,
                                                    natomiast uczyć
                                                    > samodzielności pod nadzorem. Natomiast po ukończeniu 7 lat dziecko
                                                    należy uczyć
                                                    > samodzielności praktycznej, bez nadzoru. Całkowicie pozostawiać
                                                    bez opieki możn
                                                    > a
                                                    > dziecko wtedy, gdy się "sprawdzi" . Tutaj jestem w 90% zgodna z
                                                    poglądami Babci
                                                    > ,
                                                    > tyle że uważam iż z praktycznym testowaniem dziecka należy się
                                                    wstrzymać do
                                                    > wieku 7 lat.
                                                    > Również uważam że dojrzałość należy rozwijać i budować. Ale
                                                    sprawdzać ją -
                                                    > dopiero po osiągnięciu odpowiedniej granicy wiekowej.
                                                    >
                                                    > Niniejszym uważam, że jedyna różnica między nami to problem
                                                    pozostawiania bez
                                                    > opieki dzieci do lat 7

                                                    - a ja nie widzę potrzeby stawiania magicznych 7 lat. Jeżeli Twoim
                                                    zdaniem dziecko nie jest zdolne przed ukończeniem 7 lat osiągnąć
                                                    takiej dojrzałości, by wychodzić na ulicę np. bez konieczniści
                                                    przejścia przez jezdnię ani zostać przez 5 in. samo w domu, to po
                                                    przygotowaniu i sprawdzeniach to wyjdzie i tak, więc nie ma
                                                    niebezpieczeńśtwa, że ktos pozostawi dziecko niegotowe bez opieki.
                                                    Natomiast ja karałabym np rodziców 9 latka, który wpadł pod
                                                    samochód, bo rodzice nie naucyzli go chodić po ulicach, mimo, że wg
                                                    prawa może sobie sam po ulicy chodzić. I o to mi chodzi, że wielu
                                                    rodziców może po prostu uznać, że ukończenie 7 lat przez dziecko
                                                    zwalnia ich z obowiązku nauczenia dziecka samodzielności, bo skoro
                                                    ma 7 lat, to jest już samo z siebie gotowe. A to nie musi być
                                                    prawda. Ja bym to zastapiła odpowiedzialnością rodziców za uczenie
                                                    dzieci bezpiecznych zachowań.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 11:46
                                                    > Ja bym to zastapiła odpowiedzialnością rodziców za uczenie
                                                    > dzieci bezpiecznych zachowań.

                                                    A to ciekawe, przybliż jak chciałabyś to egzekwować, udowadniać że się nie uczyło.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 11:54
                                                    Proste- np. biegły psycholog. A przy okazji - uważasz, że rodzice,
                                                    którzy nie uczą dziecka w ogóle poruszania się po ulicy i potem
                                                    wysyłają samego 8 latka na Marszałkowską, bo już wolno i dzieciak
                                                    wpada pod samochód, nie powinni być ukarani? Przecież tak się może
                                                    zdarzyć i zapewne zdarza.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 12:52
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Proste- np. biegły psycholog. A przy okazji - uważasz, że rodzice,
                                                    > którzy nie uczą dziecka w ogóle poruszania się po ulicy i potem
                                                    > wysyłają samego 8 latka na Marszałkowską, bo już wolno i dzieciak
                                                    > wpada pod samochód, nie powinni być ukarani? Przecież tak się może
                                                    > zdarzyć i zapewne zdarza.

                                                    Dzieci się od pierwszej klasy podstawówki uczą, jak poruszać się po ulicy.
                                                    Zarówno teoretycznie na lekcjach jak i praktycznie - podczas wspólnych z
                                                    nauczycielem spacerów po mieście.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 13:36
                                                    > Dzieci się od pierwszej klasy podstawówki uczą, jak poruszać się po ulicy.
                                                    > Zarówno teoretycznie na lekcjach jak i praktycznie - podczas wspólnych z
                                                    > nauczycielem spacerów po mieście.

                                                    No właśnie. Szkoła wspaniale doskonali te umiejętności. Warto poczekać a nie
                                                    tworzyć iluzje.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:05
                                                    Odpowidziałam już Gai, jest dla mnie rozbrajające, że rodzicielski
                                                    obowiązek nauczenia dziecka bezpiecznych zachowań, nie tylko w
                                                    dziedzinie ruchu drogowego chcecie w całości zwalić na szkołę.
                                                    Przepraszam, ale ktoś tu mówił o lenistwie, olewaniu i lekceżeniu
                                                    dzieci. Kto jest bardziej leniwy: rodzic, który żmudnie uczy dziecko
                                                    bezpiecznych zachowań, w tym poruszania się po ulicy, czy rodzic,
                                                    który zostawia tę ważną dziedzinę wychowania szkole?
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:13
                                                    srebrnarybka, czytać nie umiemy? Mam wrażenie że rozmawiam ze ścianą sad
                                                    Który rodzic nie uczy dziecka bezpiecznych zachowań? Bo dla mnie wszyscy. W
                                                    którymś z poprzednich postów (z dzisiaj) dokładnie to opisałam. Mamy wysyłać
                                                    dzieci na obozy survivalu?
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:16
                                                    No i sie zdenerwowałam i zapętliłam.

                                                    > Który rodzic nie uczy dziecka bezpiecznych zachowań? Bo dla mnie wszyscy.

                                                    Miało być:"Bo dla mnie wszyscy uczą".
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 20:17
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > srebrnarybka, czytać nie umiemy? Mam wrażenie że rozmawiam ze ścianą sad

                                                    Ty też ? Ja się poddaję. Już nie mogę. Mam wrażenie że Rybka się okopała w
                                                    swoich wyobrażeniach i ani nie odbiera informacji od współdyskutantów (a jeśli
                                                    już to mocno przefiltrowane), ani nie interesuje ją zdanie pokolenia, o którym
                                                    wyrabia sobie opinie uncertain
                                                  • artjoasia Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 23:05
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > kropkacom napisała:
                                                    >
                                                    > > srebrnarybka, czytać nie umiemy? Mam wrażenie że rozmawiam ze ścianą sad
                                                    >
                                                    > Ty też ? Ja się poddaję. Już nie mogę. Mam wrażenie że Rybka się okopała w
                                                    > swoich wyobrażeniach i ani nie odbiera informacji od współdyskutantów (a jeśli
                                                    > już to mocno przefiltrowane), ani nie interesuje ją zdanie pokolenia, o którym
                                                    > wyrabia sobie opinie uncertain
                                                    >

                                                    I vice versa. Wy natomiast nie odbieracie informacji, że istnieją (i mam nadzieję, że nadal będą istnieć) dzieci, które można zostawić same wcześniej niż w wieku 7 lat i nie są to jakieś jednostkowe wybryki natury. Podobnie jak istnieją dzieci, których w żadnym wypadku zostawić nie można, nawet do znacznie późniejszego wieku. Istnieją również rodzice, ktorzy potrafią skutecznie nauczyć kilkulatka podstawowych zasad bezpieczeństwa - co oczywiście w znacznym stopniu zależy od dziecka. Dlatego właśnie opinia, że ŻADNEGO dziecka poniżej 7 lat nie można nigdy zostawić bez opieki, wydaje mi się dość mocno przefiltrowana.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 23:46
                                                    Zakładasz, że wszyscy rodzice są odpowiedzialni i uczą bezpiecznych
                                                    zachowań? Chyba jesteś ogromną optymistką, a poza tym wielu rodziców
                                                    nie uczy, bo uważa, że dopilinuje osobiście. I na tym polega nasz
                                                    spór - ja uważam, że trzeba dziecko równolegle uczyć samodzielnego
                                                    dbania o bezpieczeństwo i pilnować go tyle, le potrzeba, a w którymś
                                                    momencie rzecz się przetnie. Ty zaś kładziesz nacisk na pilnowanie,
                                                    a naukę przepisów ruchu drogowego najchetniej oddałabyś szkole.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 20:05
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Odpowidziałam już Gai, jest dla mnie rozbrajające, że rodzicielski
                                                    > obowiązek nauczenia dziecka bezpiecznych zachowań, nie tylko w
                                                    > dziedzinie ruchu drogowego chcecie w całości zwalić na szkołę.
                                                    > Przepraszam, ale ktoś tu mówił o lenistwie, olewaniu i lekceżeniu
                                                    > dzieci.

                                                    Proszę pokaż mi palcem, gdzie zostało napisane, że chcę zwalić naukę ruchu
                                                    drogowego całkowicie na szkołę.

                                                    Dla ułatwienia przypominam jedną z moich wypowiedzi w tej kwestii:

                                                    "Rybko, w wieku 7 lat dziecko idzie do szkoły. Jeśli rodzice nie uczą
                                                    dziecka samodzielnego poruszania się po ulicy, to chociaż w szkole będzie to
                                                    wałkowane. Chociaż tyle."
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 23:51
                                                    Obie, i Ty i Kropka, podkreślałyście zbawienną rolę szkoły w
                                                    nauczeniu dzieci przepisów ruchu drogowego i uznałyścię tę naukę za
                                                    jakiś przełom, skoro po Waszej nauce 6,5 latka np. nie można
                                                    wypuścic na ulicę, a 7 latka, który wysłuchał pogadanki w szkole,
                                                    już można. Dla mnie w tak ważnej sprawie nauka w szkole w ogóle się
                                                    nie liczy, bo nie mam gwarancji, że była przeprowadzona
                                                    kompetentnie, że dziecko słuchało uważnie, że wszystko zrozumiało
                                                    etc. I dlatego uważam, że rodzice powinni tego akurat nauczyć
                                                    osobiście. Wydaje mi się to ważniejsze, niż odrabianie lekcji z
                                                    dzieckiem, tzn. za dziecko.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 09:02
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Obie, i Ty i Kropka, podkreślałyście zbawienną rolę szkoły w
                                                    > nauczeniu dzieci przepisów ruchu drogowego i uznałyścię tę naukę za
                                                    > jakiś przełom, skoro po Waszej nauce 6,5 latka np. nie można
                                                    > wypuścic na ulicę, a 7 latka, który wysłuchał pogadanki w szkole,
                                                    > już można. Dla mnie w tak ważnej sprawie nauka w szkole w ogóle się
                                                    > nie liczy, bo nie mam gwarancji, że była przeprowadzona
                                                    > kompetentnie, że dziecko słuchało uważnie, że wszystko zrozumiało
                                                    > etc. I dlatego uważam, że rodzice powinni tego akurat nauczyć
                                                    > osobiście. Wydaje mi się to ważniejsze, niż odrabianie lekcji z
                                                    > dzieckiem, tzn. za dziecko.

                                                    Czy wynika z tego, że Kropka albo ja zamierzamy zrzucić całą odpowiedzialność za
                                                    naukę zasad ruchu drogowego na szkołę ?
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 15:50
                                                    Problem polega na tym, ze dyskusję dotyczaca spraw ogólnych
                                                    sprowadza się do zarzutów osobistych..Przepisy maja za zadanie
                                                    chronić ludzi i normowac pewne zachowania, ale bywa, że są zupełnie
                                                    bez sensu i więcej przynosza szkody lub staja sie przepisami
                                                    martwymi z powodu ich niewykonalności! Nie twierdze, że przepis o
                                                    niepozostawianiu dzieci bez opieki w całości należy wywalić do kosza
                                                    ale na własnym przykładzie, obserwacji otoczenia i znajomosci
                                                    sytuacji innych osób wykazuję, że w niektórych przypadkach jest bez
                                                    sensu! Moim zdaniem jakakolwiek nauka niepoparta doświadczeniem jest
                                                    nieefektywna i trudno sprawdzić jej efekty..trywializując:tokarzowi
                                                    mozna przekazać wszelkią teorię dotyczacą, przygotowania materiału,
                                                    procesu toczenia, obsługi tokarki oraz przepisy bhp..ale dowiemy sie
                                                    jak sobie z tym radzi dopiero kiedy włączy tokarke i przystapi do
                                                    pracy..a skupiajac sie na prawidłowym toczeniu moze zapomnieć o
                                                    zasadach bhp..dlatego uczy sie jednoczesnie!! teorii i praktyki
                                                    zaczynając od spraw najprostszych i ucząc bardziej skomplikowanych w
                                                    trakcie dłuzszego czasu. Podobnie uważam należy uczyc dzieci
                                                    bezpiecznych zachowań(niekoniecznie od razu dotyczących chodzenia
                                                    samopas po ulicy) ale ponieważ jest to proces długotrwały i moim
                                                    zdaniem nie powinno sie dopuscic do tego by był "szybkim kursem"
                                                    wydaje mi sie zbyt późne rozpoczecie tego u dzieci jednocześnie z
                                                    momentem kiedy juz musza z tego korzystać!! Z jednej strony dziecku
                                                    nie wolno do 7 roku zycia pozostawac bez opieki..z drugiej od 7-go
                                                    roku zycia zaczyna juz obowiazek szkolny!! A niestety w naszej
                                                    rzeczywistosci tylko część rodziców moze sobie pozwolic na opieke
                                                    nad nim w tym czasie lub ma do dyspozucji gimbusy z opiekunami,
                                                    które dziecko zabiorą spod domu i dowiozą pod drzwi szkoły. Wiele
                                                    dzieci w małych miastach MUSZĄ juz same tuptać do szkoły z kluczem
                                                    na szyi, bo rodzice od 2 godzin są w pracy..Paradoksem dla mnie jest
                                                    również fakt, że niektóre dzieci w momencie rozpoczęcia nauki nie
                                                    mają jeszcze skończonych tych 7 lat!! Dotyczy to tych urodzonych po
                                                    1-ym wrzesnia!! Wiec niektórzy rodzice z przymusu łamia prawo! Co do
                                                    liczenia na szkołę w nauce bezpiecznego zachowania na drodze..w
                                                    przypadku ograniczonego czasu na te zajecia, jednostkowych cwiczen
                                                    odbywanych w duzej grupie, gdzie trudno sprawdzić czy dziecko "uważa
                                                    na zajeciach" ja bym to traktowała jedynie jako utrwalenie juz
                                                    nauczonego materiału..
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 16:02
                                                    "A niestety w naszej
                                                    rzeczywistosci tylko część rodziców moze sobie pozwolic na opieke
                                                    nad nim w tym czasie lub ma do dyspozucji gimbusy z opiekunami,
                                                    które dziecko zabiorą spod domu i dowiozą pod drzwi szkoły."

                                                    Nie znam nikogo kto by dzisiaj puszczał pierwszoklasistę samego do szkoły (nie
                                                    mówię już o przedszkolaku).
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 19:05
                                                    ja mieszkam w niewielkim miasteczku gdzie podstawą zarobkowania jest
                                                    praca na zmiany w dwóch duzych zakładach pracy (dojazd conajmniej
                                                    pół godziny, nie licząc dojścia do punktu skąd zabierają zakładowe
                                                    autobusy) lub handel w sklepach i marketach (miasto przygraniczne)
                                                    wiekszość rodziców nie może sobie pozwolic na zrezygnowanie z pracy
                                                    matki dziecka, które właśnie poszło do szkoły z powodów finansowych
                                                    (zupełnie inne zarobki niż w metropoliach, 2000,- zarabia
                                                    człowiek "na stanowisku", reszta zadowolona jeżeli dostaje powyżej
                                                    najniższej krajowej)..a więc znam takie osoby i jest to niestety
                                                    zdecydowana większość!!
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 19:20
                                                    ps. ja sama byłam w identycznej sytuacji..dziadkowie czynni zawodowo
                                                    w tym czasie, pensja męza zaledwie starczała na pokrycie rachunków
                                                    mimo, ze był po studiach..ale bylismy tzw. młodym małżeństwem "na
                                                    dorobku". Dodatkowo kończyliśmy budowę własnego domu (w sumie udało
                                                    się, że spłaciliśmy "na raz" wszelkie kredyty i były to nasze
                                                    dwumiesięczne dochody w momencie spłaty, więc na to kasa nie szła)
                                                    ale dziecko musiało chodzić do szkoły oddalonej o 3 km od miejsca
                                                    aktualnie zamieszkiwanego, bo za 4 miesiące mieliśmy sie juz
                                                    wprowadzić do nowego domu i nie było sensu przenosić go do innej
                                                    szkoły! Nie było nikogo kto mógł go zaprowadzić i odebrać ze szkoły,
                                                    oboje pracowaliśmy od godziny 7-ej do 15-tej..a mały uczył sie do
                                                    tego "na zmiany"..musiał być samodzielny w momencie pójścia do
                                                    szkoły..nie było innej opcji, chyba że nie mielibyśmy czym go karmić
                                                    i w co ubrać.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 20:23
                                                    Nie wierze że w Twoim otoczeniu nadal królują dzieci z kluczem na szyi. Z
                                                    jednego powodu, ja wiem że większość rodziców pracujących zapisuje dzieci do
                                                    świetlic które są w szkołach. Maluchy po lekcjach odrabiają tam lekcje i zajmują
                                                    sie sobą pod kontrolą nauczyciela.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 20:43
                                                    jak to się mówi..punkt widzenia zależy od punktu siedzenia..w byłej
                                                    szkole moich dzieci mam klientki(zajmuje się doradztwem finansowym),
                                                    które prowadza świetlicę..do godziny 14:30!!..potem dziecko idzie
                                                    samo do domu, jeżeli nie ma go kto odebrać. Rodzice muszą wyrazić
                                                    zgode na piśmie, szkoła jest "kryta", rodzice, jezeli pracują dłużej
                                                    a nie ma ich kto wyręczyć, nie mają wyjscia!!
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 20:54
                                                    Skoro tak wielu rodziców nie może nawet z tej świetlicy odebrać dzieci to można
                                                    napisać wniosek poparty podpisami o wydłużenie godzin działania świetlicy.
                                                    Wniosek skierować bądź do dyrekcji bądź do władz gminy. Naprawdę czasami
                                                    wystarczy zadziałać. Nie mówię że musi się udać ale znam przypadki że się
                                                    udaje. Puszczanie w dzisiejszych czasach pierwszoklasistów do domu z kluczem na
                                                    szyi to kuszenie losu.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 21:01
                                                    Nie znam okoliczności dla których nic sie w tej dziedzinie nie robi,
                                                    bo moje dzieci juz blisko 10 lat temu skonczyły nauke w tej
                                                    szkole..byc moze wiązałoby sie to z podwyzszeniem odpłatności za
                                                    swietlice, a niewielu rodziców byłoby na to stać..moze fakt, że
                                                    dzieci maja przez kilka godzin opieke jest dla nich i tak dużą
                                                    wyręką..jeżeli ojciec zarabia "na rękę" 1200,- a matka ok 700,- (mam
                                                    takich klientów, których dzieci chodza do tej szkoły), to ok. 300,-
                                                    za świetlicę 2 dzieci to juz spory wydatek..
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 21:10
                                                    ps. nikt za podobna kwote miesięcznie nie podejmie się opieki nad
                                                    małymi uczniami (opiekunka) i nie każdy ma zaprzyjaźnioną mamę
                                                    będącą na wychowawczym czy niepracujacą, której mógłby powierzyc te
                                                    obowiązki..zresztą kto by sie zgodził na opieke nad dodatkowymi,
                                                    obcymi dziecmi za taka sume, biorąc pod uwage, że obce dziecko w tym
                                                    wieku jest jednak dość absorbujące..i czesto poprostu niegrzeczne..a
                                                    odpowiedzialność duża jeżeli nie miało sie wpływu na jego wychowanie
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 21:52
                                                    Jak już pisałam, ja znam przypadki że gmina wydłużyła godziny działania
                                                    świetlicy. Wiem też że znajomej niedawno udało się zebrać podpisy aby
                                                    przedszkole gdzie uczęszcza jej dziecko było dłużej otwarte i też sprawę
                                                    załatwiła. Wnioski nasuwają się same.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 22:05
                                                    I jeszcze jedno świetlice są przeważnie czynne do 15.30 a najczęściej 16-17. I
                                                    są bezpłatne.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 22:41
                                                    Świetlice nie są bezpłatne, chociaż odpłatność nie jest duża. Ale
                                                    dla osób bardzo mało zarabiających może to być zbyt wiele.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 22:55
                                                    Może chodzi Ci o odpłatność za obiady? Bo ile wiem często pobyt w świetlicy
                                                    łączony jest z korzystaniem ze stołówki.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 26.03.08, 23:42
                                                    chodzi mi o odpłatność za świetlicę. Poczytaj sobie inne wątki, jak
                                                    mi nie wierzysz, to się dowiesz. W Polsce korzystanie ze świetlicy
                                                    jest płatne, może w Czechach jest inaczej.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 11:45
                                                    SZkoły podstawowe i przedszkola sa finansowane z środków samorządów
                                                    lokalnych i w zależności od tego jakimi srodkami dysponuje takie są
                                                    mozliwości działania. W bogatych miastach odpłatność moze byc niska
                                                    i miasto moze się zgodzic na finansowanie opiekuna świetlicy w
                                                    wydłuzonym czasie..w małych miasteczkach..cóż z pustego i Salomon
                                                    nie naleje a pani opiekunka za friko siedziec nie będzie
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 11:48
                                                    ps. w tej szkole stołówki nie ma, dzieci przynoszą ze sobą posiłki,
                                                    a przy mnie rodzice regulowali należność, wiec wiem ile ona wynosiła
                                                    w zeszłym roku..
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 13:11
                                                    Widzisz babciu, znajoma wywalczyła dłuższe godziny działania przedszkola w
                                                    bardzo małym mieście.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 13:43
                                                    > Widzisz babciu, znajoma wywalczyła dłuższe godziny działania
                                                    przedszkola w
                                                    > bardzo małym mieście

                                                    - i chwałą jej za to, ale nie każdemu się udaje. Też znam problemu
                                                    przedszkoli w małych miastach i na wsiach, infrastruktura jest
                                                    dalece niedostateczna.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 13:45
                                                    Ja nie mówię że jest dostateczna. Mówię że warto spróbować. Zwłaszcza jak
                                                    problem dotyczy większej ilości rodziców.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 14:59
                                                    "gdyby babcia miała wąsy to by dziadkiem była"..nie sądzę by rodzice
                                                    się o to nie starali..a i tak jest o tyle lepiej, że dzieci wogóle
                                                    świetlicę mają..gdy moje dzieci chodziły do szkoły świetlicy nie
                                                    było wcale, musiały biegać z kluczami na szyi i nauka była na 4
                                                    zmiany!!Ostatnia kończyła sie ok godziny 20-tej!!Możemy sobie gdybać
                                                    i radzić innym, szczególnie jeżeli ktoś jest w dobrej sytuacji
                                                    finansowej, wtedy łatwo feruje sie wyroki i daje dobre
                                                    rady!!..najlepiej, zakazać matkom pracy do 18-tego roku życia i
                                                    będzie spokój! Wybacz, ale Twoje wpisy niebardzo przystają do
                                                    Polskiej rzeczywistości a przynajmniej do jej sporej części.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 18:01
                                                    widzę, że sobie zafundowałaś prywatną sondę..jednak pamietaj, ze te
                                                    mamy, które zmuszone sytuacja finansową zasuwaja od 6-15 (jak moja
                                                    znajoma w "Żabce", czy inna pracujaca w "Lewiatanie" za "najnizszą
                                                    krajową", mężowie w trasie lub za granicą,jedna ma babcie ledwo
                                                    chodzącą w domu, druga mieszka z teściową, ale ta wnuki "zlewa")
                                                    tutaj się nie wypowiedzą..bo ich poprostu nie stać na komputer i
                                                    dostęp do netu..Takich sytuacji moge Ci przytaczać bez liku..i
                                                    daleka jestem od oceniania ich a tym bardziej potępiania, ze dzieci
                                                    same musza tuptać do i ze szkoły.. a na świetlicę ich najczęściej po
                                                    prostu nie stać, lub pracując na zmiany płaciłyby za cały miesiąc a
                                                    dzieci korzystały przez połowę..
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 27.03.08, 21:02
                                                    > ..bo ich poprostu nie stać na komputer i
                                                    > dostęp do netu..

                                                    Ja wiem co to jest mieć niewiele i teraz tez krezusem nie jestem. I daleka
                                                    jestem od ocen typu: zła matka. Gdybym jednak ja była na miejsce Twoich
                                                    znajomych pisałabym podania czy może załatwiła kogoś kto by dzieci odbierał
                                                    (ktoś z rodziny, czy starsze rodzeństwo) itd. A tak ja rozumiem ze te matki
                                                    pośrednio akceptują ten stan rzeczy. I tyle.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:03
                                                    W tak ważnej sprawie, jak bezpieczeństwo dziecka, nie polegałabym na
                                                    nauce szkolnej. Nie wierzę, że wszystkie dzieci uważały podczas
                                                    odpowiedniej lekcji, nie wierzę, że wszystko dokładnie dosłyszały
                                                    etc. Fakt, że w szkole uczy się o przepisach ruchu drogowego, nie
                                                    zwalnia rodziców od obowiązku nauczenia dzieci bezpiecznych
                                                    zachowań, nie tylko w tej dziedzinie.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 13:32
                                                    > Proste- np. biegły psycholog.

                                                    Że co? Psycholog to może spróbować sprawdzić dojrzałość psychiczną dziecka. Może
                                                    tak wykrywacz kłamstw?

                                                    > którzy nie uczą dziecka w ogóle poruszania się po ulicy i potem
                                                    > wysyłają samego 8 latka na Marszałkowską, bo już wolno i dzieciak

                                                    Widzisz, wychowanie dziecka (w każdym przypadku) to wielka nauka samodzielności
                                                    i odpowiedzialności. Najpierw wszyscy tłumaczymy dzieciom zasady poruszania się
                                                    poza domem. I to od momentu kiedy berbeć zaczyna chodzić: "nie wchodź na ulicę
                                                    bo jeżdżą tam samochody i nie jest bezpiecznie", "nie uciekaj kiedy idziemy po
                                                    chodniku" itd. Po jakimś czasie tłumaczymy że przechodzi się przez ulicę tylko
                                                    po oznakowanych przejściach i słynne: "rozglądnij sie zanim przejdziesz przez
                                                    ulicę". Chyba nie muszę kontynuować. Chce Ci wytłumaczyć że każdy uczy dziecko
                                                    zasad bezpieczeństwa. Chociaż nie każdy testuje go puszczając nagle do sklepu w
                                                    wieku lat trzech. Ale uczy. To że dziecko ulega wypadkowi nie oznacza że rodzice
                                                    olali naukę bezpiecznego poruszania się po drogach. Rozumiesz?

                                                    Przypomnę wypadek tragicznego utonięcia dziecka z Wielkanocy. Tata Krystiana
                                                    myślał pewnie kategoriami że skoro dziecko wie to co powinno wiedzieć to nic mu
                                                    się nie stanie. I błąd. 2,5 letni chłopiec jest bardziej ciekawy świata i może
                                                    nie pomyśleć o jakiś tam zasadach bezpieczeństwa (mimo że je zna). Siedmiolatek
                                                    jest już bardziej dojrzały także psychicznie. Zdaje sobie sprawę z zagrożeń (ale
                                                    też ma prawo do błędów) ale nikt oprócz Ciebie nie mówi żeby po 7 urodzinach
                                                    dziecinę siup i na Marszałkowską.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 13:37
                                                    I jeszcze jedno (kolejny raz), dziecko do 7 lat nie może się samo poruszać po
                                                    drogach.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:11
                                                    Psycholog miałby sprawdzać nie psychiczną dojrzałość każdego
                                                    dziecka, ale w wypadku sprawy sądowej, gdy zdarzył się wypadek, jak
                                                    każdy inny biegły. A rodzice wiedzieliby, że w razie wypadku uniknąć
                                                    kary jest trudno, bo psycholodzy nie orzekają zbyt łatwo, że dziecko
                                                    było dojrzałe. Zresztą, jeśli doszło do wypadku w przewidywalnych
                                                    warunkach, to prawie na pewno dziecko nie było gotowe.
                                                    Co do Krystiana - miał on 2,5 roku, a nie 5. W tym wieku z pewnością
                                                    nie wysłałabym dziecka na ulicę ani nie zostawiła samego w domu
                                                    (chyba, że śpiące na 5 minut, by zejść po lekarstwa przywiezione
                                                    przez taksówkarza czy do skrzynki na listy), bo 2,5 latek
                                                    rzeczywiście mało rozumie. Co do tej sytuacji: dziecko było
                                                    zostawione na podwórzu przed domem. Widocznie podwórze było
                                                    niedokładnie ogrodzone, bo przecież 2,5 latek nie przeskoczył przez
                                                    płot. W takich warunkach rzeczywiście bym 2,5 latka nie zostawiła
                                                    samego, zwłaszcza, jeśli w pobliżu jest rzeka. Z tym, że to był
                                                    zdaje się naprawdę moment. I np. 5latka możnaby już zostawić
                                                    swobodnie.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 12:47
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - owszem, ja zajmuję się historią średniowiecznę. W tej dziedzinie
                                                    > statystyka ma akurat niewielkie zastosowanie, bo bardo mało jest
                                                    > przekrojowych statystycznych źródeł, żródła dotyczą raczej
                                                    > jenostkowych wypadków. Dlatego też stosuje się też wiele innych
                                                    > metod, niż statystyczne, bo inaczej nie mielibyśmy szans dowiedzieć
                                                    > się niczego o przeszłości. Ale nie ma to wielkiego znaczenia dla
                                                    > sprawy, to jest kwestia moich umiejętności zawodowych.

                                                    Aha. Czyli jeśli mamy mało źródeł na temat średniowiecznych obyczajów
                                                    społecznych i musimy tworzyć hipotezy na podstawie jednostkowych przypadków, to
                                                    możemy też tworzyć hipotezy w oparciu o jednostkowe przypadki w realiach
                                                    współczesnych, mimo iż danych źródłowych mamy do dyspozycji nieporównywalnie
                                                    więcej ? big_grin

                                                    > mojakoleżanka socjolog twierdzi, że za pomocą statystyki można
                                                    > udowodnić, że bociany przynoszą dzieci, bo dzieci więcej rodzi się
                                                    > na wsi i tam jest też nawięcej bocianów. Statystyka jest narzędiem,
                                                    > z którego trzeba umieć korzystać.

                                                    Oczywiście.
                                                    Jak rozumiem liczne zabawne korelacje wykazywane na podstawie jednostkowych
                                                    przykładów w tym wątku to są te "inne" wspomniane przez ciebie metody ? A nie
                                                    zwykła nieumiejętność posługiwania się statystyką ?
                                                    Pierwszy lepsze przykłady:
                                                    "testowe pozostawianie dziecka bez opieki wcześniej niż w wieku 7 lat a
                                                    samodzielność w późniejszym wieku"
                                                    "ilość zabawek i umiejętność zabawy a wyskakiwanie dzieci z okien"

                                                    tongue_out

                                                    > Moim zdaniem dzieci Babci są równie reprezentatywne jak dziewcyznka,
                                                    > która wpadła pod samochód. Dzieci Babci ilustrują metody wychowania,
                                                    > które były znacznie bardziej powszechne w dawniejszym pokoleniu niż
                                                    > obecnie, a Babcia na przykłądzie swoich dzieci szczegółowo o tym
                                                    > opowiedziała.

                                                    A co z faktem, iż w mojej rodzinie pokoleniu moich rodziców i dziadków owe
                                                    metody są obce ? Mamy doświadczenia Babci i mamy doświadczenia kilku osób z
                                                    mojej rodziny. Do tego rodzina przynajmniej 2 moich znajomych (przypadki w
                                                    których mam pewność). Co z tym fantem zrobić ?

                                                    Fakt, że Babcia, Joasia i ja, nie znając się w ogóle,
                                                    > już w trzecim wątku rozumiemy się niemal bez słów, dowodzi, że
                                                    > wszystkie trzy reprezentujemy poglądy, które były typowe dla naszego
                                                    > pokolenia.

                                                    A co z mama303, która również jak pisała należy do waszego pokolenia ale
                                                    kompletnie się z wami nie zgadza ? 25% w grupie 4-osobowej to margines błędu
                                                    który uważasz za dopuszczalny ? big_grin
                                                    Aha i jest jeszcze mama mamy303, pedagog szkolny.

                                                    > - a ja nie widzę potrzeby stawiania magicznych 7 lat. Jeżeli Twoim
                                                    > zdaniem dziecko nie jest zdolne przed ukończeniem 7 lat osiągnąć
                                                    > takiej dojrzałości, by wychodzić na ulicę np. bez konieczniści
                                                    > przejścia przez jezdnię ani zostać przez 5 in. samo w domu, to po
                                                    > przygotowaniu i sprawdzeniach to wyjdzie i tak, więc nie ma
                                                    > niebezpieczeńśtwa, że ktos pozostawi dziecko niegotowe bez opieki.
                                                    > Natomiast ja karałabym np rodziców 9 latka, który wpadł pod
                                                    > samochód, bo rodzice nie naucyzli go chodić po ulicach, mimo, że wg
                                                    > prawa może sobie sam po ulicy chodzić. I o to mi chodzi, że wielu
                                                    > rodziców może po prostu uznać, że ukończenie 7 lat przez dziecko
                                                    > zwalnia ich z obowiązku nauczenia dziecka samodzielności, bo skoro
                                                    > ma 7 lat, to jest już samo z siebie gotowe. A to nie musi być
                                                    > prawda. Ja bym to zastapiła odpowiedzialnością rodziców za uczenie
                                                    > dzieci bezpiecznych zachowań.

                                                    Rybko, w wieku 7 lat dziecko idzie do szkoły. Jeśli rodzice nie uczą dziecka
                                                    samodzielnego poruszania się po ulicy, to chociaż w szkole będzie to wałkowane.
                                                    Chociaż tyle.

                                                    Czekam na propozycje:
                                                    1. Finansowania biegłego psychologa, który miałby sprawdzać umiejętności dziecka,
                                                    2. Korzyści dla dziecka płynących z faktu samodzielnego poruszania się po
                                                    ulicznym chodniku. Korzyści, które uzasadniałyby finansowanie przez państwo
                                                    biegłego psychologa oceniającego indywidualną dojrzałość dziecka.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:35
                                                    Aha. Czyli jeśli mamy mało źródeł na temat średniowiecznych
                                                    obyczajów
                                                    > społecznych i musimy tworzyć hipotezy na podstawie jednostkowych
                                                    przypadków, to
                                                    > możemy też tworzyć hipotezy w oparciu o jednostkowe przypadki w
                                                    realiach
                                                    > współczesnych, mimo iż danych źródłowych mamy do dyspozycji
                                                    nieporównywalnie
                                                    > więcej ?

                                                    - nie piszemy tu pracy naukowej, tylko dyskutujemy o życiu. Ja
                                                    przedstawiam wnioski z wieloletniego doświadczenia i obserwacji.
                                                    Zaczęłam dyskutować, począwszy od wątku o partnerstwie, dlatego, że
                                                    uderzyło mnie, że 3 osoby z mojego lub zbliżonego pokolenia widzą,
                                                    także na podstawie włąsnych obserwacji i doświadczenia, to samo, co
                                                    ja.
                                                    I jeszcze jedno - historia nie nauczyła mnie posługiwania sie
                                                    metodami statystycznymi, bo są dla mnie mało przydatne, ale nauczyła
                                                    mnie świadomości, że ludzie kiedyś żyli i myśleli zupełnie inaczej.
                                                    Taka różnica, bardzo wyraźna, jest między średniowieczem a
                                                    współczesnością, ale zauważalne są też różnice mentalności i
                                                    obyczajów między np. czasami tuż po wojnie i obecnymi. Czy
                                                    potrzebuję statystyki, żeby udowodnić, że inna była wtedy moda, inne
                                                    piosenki się śpiewało, inaczej urządzało mieszkania (nie chodzi
                                                    tylko o ich wielkość, ale estetykę czy przeznaczenie poszczególnych
                                                    pomieszczeń), inne potrawy były modne do jedzenia. Czy potrzebuję
                                                    statystyki, by udowodić, że do połowy lat 70tych nie było w Polsce
                                                    coca coli ani pepsi coli? Ze w szkołach nosiło się tzw. fartuchy,
                                                    tarcze etc. Że w rodzinach proletariakich w Łodzi, gdzie się
                                                    wychowałam, świacny malowało się w tzw. rzucik, a w rodzinach
                                                    inteligenckich zostawiało gładkie? Wykażesz mi, że nie zrobiłam
                                                    badan statystycznych, może jakiś inteligent też walnął sobie rzucik
                                                    a jakis robotnik zostawił gładkie i moje rozumowanie do luftu? A
                                                    wtedy każdy wiedział, że w mieszkaniu roboticzym są sztuczne kwiaty,
                                                    kryształy ien rzucik. I inteligentny człowiek umie dostrzegać
                                                    zachodzące wokół niego zmiany nawet bez korzystania ze statystyki.

                                                    Pierwszy lepsze przykłady:
                                                    > "testowe pozostawianie dziecka bez opieki wcześniej niż w wieku 7
                                                    lat a
                                                    > samodzielność w późniejszym wieku"

                                                    - nie twierdziłam nigdy tak wprost. Twierdziłąm tylko, że obecnie
                                                    dzieci mniej są w dizeciństwie uczone samodzielności i mniej
                                                    samodzielne później. Ewentualne amodzielne puszczanie na ulicę w
                                                    bezpiecznym miejscu i po odpowiednim wyćwiczeniu może, ale nie musi,
                                                    być elementem uczneia samodzielności.

                                                    > "ilość zabawek i umiejętność zabawy a wyskakiwanie dzieci z okien"

                                                    - jeśli już, to liczba, a nie ilość, bo ilość dotyczy rzeczy
                                                    niepoliczalnych (ilość wody) a liczba policzalnych (liczba szklanek
                                                    wody). Za pomocą statystyki można wyliczyć, ile dzieci wypadło z
                                                    okien, ale statystyka nie odpowie DLACZEGO tak się dzieje. Otóż
                                                    szukałam odpowiedzi na pytanie, dlaczego dziecko, które normalnie
                                                    przecież nie siedzi cały czas na oknie, a rodzice nie zajmują się
                                                    cały czas ściągniaem go stamtąd, jak rodzice wyjdą, akurat pierwsza
                                                    rzecz, którą robi, to otwiera zamknięte okno i przez nie wypada.
                                                    Próbowałam zrozumieć ten mechanizm i jedyne wytłumaczenie, jakie mi
                                                    przychodzi do głowy, to nuda. Bo niby dlaczego dziecko
                                                    przyzwyczajone do innych zabaw, umiejące się sobą zająć i wiedzące,
                                                    że okno to rzecz niebezpieczna, miałoby to robić?
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 25.03.08, 19:49
                                                    Moim zdaniem dzieci Babci są równie reprezentatywne jak dziewcyznka,
                                                    > > która wpadła pod samochód. Dzieci Babci ilustrują metody
                                                    wychowania,
                                                    > > które były znacznie bardziej powszechne w dawniejszym pokoleniu
                                                    niż
                                                    > > obecnie, a Babcia na przykłądzie swoich dzieci szczegółowo o tym
                                                    > > opowiedziała.
                                                    >
                                                    > A co z faktem, iż w mojej rodzinie pokoleniu moich rodziców i
                                                    dziadków owe
                                                    > metody są obce ? Mamy doświadczenia Babci i mamy doświadczenia
                                                    kilku osób z
                                                    > mojej rodziny. Do tego rodzina przynajmniej 2 moich znajomych
                                                    (przypadki w
                                                    > których mam pewność). Co z tym fantem zrobić ?
                                                    >
                                                    > Fakt, że Babcia, Joasia i ja, nie znając się w ogóle,
                                                    > > już w trzecim wątku rozumiemy się niemal bez słów, dowodzi, że
                                                    > > wszystkie trzy reprezentujemy poglądy, które były typowe dla
                                                    naszego
                                                    > > pokolenia.
                                                    >
                                                    > A co z mama303, która również jak pisała należy do waszego
                                                    pokolenia ale
                                                    > kompletnie się z wami nie zgadza ? 25% w grupie 4-osobowej to
                                                    margines błędu
                                                    > który uważasz za dopuszczalny ? big_grin
                                                    > Aha i jest jeszcze mama mamy303, pedagog szkolny

                                                    - ja nie opieram swoch wniosków wyłącznie na tym, co piszą te 3
                                                    osoby, ale na wieloletnich obeerwacjach i poglądach wielu osób. Do
                                                    dyskuji włączyłam się dlatego, że znalazły się 3 osoby, które mają
                                                    niemal identyczne poglądy jak moje, więc mnie to zafascynowało.

                                                    Rybko, w wieku 7 lat dziecko idzie do szkoły. Jeśli rodzice nie uczą
                                                    dziecka
                                                    > samodzielnego poruszania się po ulicy, to chociaż w szkole będzie
                                                    to wałkowane.
                                                    > Chociaż tyle

                                                    - piszę po raz trzeci: jest dla mnie rozbrajający fakt, że tak bojąc
                                                    się o bezpieczeństwo Waszych dzieci ich przygotowanie do poruszania
                                                    sie po ulcahc chcecie powierzyć szkole. Ja bym do tego nie miała
                                                    zaufania.

                                                    Co do biegłego psychologa - sąd powoływałby go na wniosek obrońcy
                                                    rodziców, gdyby dziecko uległo wypadkowi. Kiedy indziej nie ma
                                                    potrzeby. Rodzice wiedząc, że łatwo mogą zostać ukarani, jeśli
                                                    dziecko ulegnie wypadkowi, nie puszczaliby go samego
                                                    nieprzygotowanego. Natomiast sądy mogłyby sobie odpuścić ściganie
                                                    rodziców za zostawienie na pół godziny 6latka w bezpiecznym
                                                    mieszkaniu, gdzie nie leży na półce termometr, jeśli nic się nie
                                                    stało.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 07:50
                                                    > 3. Czytając Wasze posty dostrzegam w nich, wybacz, nie tylko
                                                    > odpowiedzialność, ale i strach.

                                                    Jak ktoś ma dzieci to i uczucie strachu o nie się pojawia. Ale argument że nie
                                                    puszczam dzieci samych do przedszkola bo mam paranoje jest chybiony. Nie
                                                    puszczam bo wiem, obserwując ich rozwój, że jest na to za wcześnie i jest to
                                                    niezgodne z prawem.
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 08:33
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Dziwnie
                                                    > się jednak składa, że np. dzieciom Babci nigdy się nic nie stało.


                                                    Nic sie tez nie stało wielu dzieciakom z rodzin patologicznych,
                                                    puszczanych samopas na ulice z piłką i co z tego wynika?, ze mozna
                                                    puszczac dzieciaki na jezdnie z piłką?
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 08:21
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Nigdy nie zdarza się potrącenie przez samochód osoby powyżej 7
                                                    lat?
                                                    > Przy czym raz jeszcze podkreślam - nie uważam, że posłanie dziecka
                                                    > samego na ulicę lub zostawienia samego w domu to jest rzecz, którą
                                                    > można robć bez zastanowienie

                                                    No to ja Ci powtarzam że tamci rodzice nie zrobili tego bez
                                                    zastanowienia, tylko zupełnie swiadomie, "dozorując" dziecko z okna
                                                    smile

                                                    > czy rodzice mogli przewidzieć jakąś niebezpieczną sytuację
                                                    > (oczywiście nie upadek meteora), a nie to czy, dziecko ma lat 5,
                                                    7,
                                                    > czy 10. Wiek dziecka jest tylko jednym z elementów pozwalających
                                                    > ocenić taką sytuację.

                                                    Ustawodawca musi przyjąć jakis wiek bo jakby tak liczył na ocene
                                                    samodzielności dziecka przez rodziców to bysmy mieli wiecej martwych
                                                    lub kalekich 4 i 5-latków /bo to wiek pozornej madrości i
                                                    samodzielnosci małych rozumków/
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 08:13
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > I dla jasności: to, co piszę, nie oznacza, że bez zastrzeżeń
                                                    > aprobuję bezmyślne zostawianie dzieci w domu lub wysyłanie na
                                                    ulicę.
                                                    > Uważam tylko, że jest to jeden z elementów usamodzielniania i
                                                    > samodzielność dziecka powinni oceniać rodzice, a nie arbitralnie
                                                    > ustawodawce.

                                                    W opisanej sytuacji - rodzice źle ocenili samodzielność dziecka. Cóż
                                                    kazdy może sie pomylić, prawda?

                                                    > A wracając do sprawy tej dziewczynki: jakby miała 7 lat, to by się
                                                    > jej nic nie stało?

                                                    A jakby tak mój teść wtedy nie cofał samochodu to tez by sie nikomu
                                                    nic nie stało. Twój argument jest powalający. Przeciez roamawiamy o
                                                    konkretnej sytuacji, której finał znamy, a nie gdybamy. Przeciez nie
                                                    wiemy co by zrobiło w tej sytuacji 7 letnie dziecko, a wiemy co sie
                                                    stało pieciolatkowi.
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 21.03.08, 23:00
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > tej sytuacji drogowej nie rozumiem, ale nie mam prawa jazdy, więc na
                                                    > sprawy bezpiecznego poruszania się patrże z punktu widzenia
                                                    > pieszego.

                                                    Jeśli nie potrafisz postawić się na miejscu kierowcy, to nie bardzo wiem jakim
                                                    cudem możesz ocenić realne zagrożenie czyhające na małe dziecko oraz przygotować
                                                    to dziecko na wszelkie ewentualności uliczne.
                                                  • mama303 Re: Jak się uczy dzieci 22.03.08, 08:07
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > tej sytuacji drogowej nie rozumiem, ale nie mam prawa jazdy, więc
                                                    na
                                                    > sprawy bezpiecznego poruszania się patrże z punktu widzenia
                                                    > pieszego.

                                                    Nie ważne czy rozumiesz czy nie rozumiesz tej sytuacji ważne jak
                                                    postąpił sąd w tym wypadku, ważne że mój teśc nie miał szans
                                                    zauważyc dziecka. Powtarzam Ci że sad nie wnikał czy rodzice uczyli
                                                    dziecko zasad czy nie /chociaz coś o tym bąkali/. Jakoś nie
                                                    interesowało to sądu w żaden sposób.
                                                    Dziecko nie miało wielkich obrażeń - to mój teść założył sprawe tym
                                                    rodzicom, gdyż przypłacił to utratą zdrowia a rodzice nie poczuwali
                                                    sie do winy.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 17:34
                                                    To rozumiem że mimo wszystko akceptujesz zostawianie małych dzieci samych w
                                                    domu. Co to znaczy że dziecko jest do tego gotowe? Bo jest spokojne i wydaje sie
                                                    być odpowiedzialne?

                                                    Pójście do szkoły traktuje jako kolejny krok w usamodzielnieniu.

                                                    PS. Czyli własnych dzieci nie masz, rozumiem.
                                                  • srebrnarybka Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:21
                                                    Co to znaczy że dziecko jest do tego gotowe?

                                                    To samo, co znaczy, że jest gotowe do załatwiania się na nocnik,
                                                    pojścia do przedszkola, pójścia do szkoły, smarowanie chleba masłem,
                                                    etc. etc.
                                                    Oczywiście, że pójście do szkoły jest kolejnym krokiem ku
                                                    usamodzielnieniu, ale nie znaczy, że to musi być krok pierwszy.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:28
                                                    > Oczywiście, że pójście do szkoły jest kolejnym krokiem ku
                                                    > usamodzielnieniu, ale nie znaczy, że to musi być krok pierwszy
                                                    a przede wszystkim to nie powinien byc pierwszy krok...bo pierwsze z
                                                    natury rzeczy wiążą sie z niepowodzeniami i prawdopodobieństwem, że
                                                    sie dziecko "wywróci"
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:42
                                                    > a przede wszystkim to nie powinien byc pierwszy krok...bo pierwsze z
                                                    > natury rzeczy wiążą sie z niepowodzeniami i prawdopodobieństwem, że
                                                    > sie dziecko "wywróci"

                                                    Wiesz, moje dzieci poszły do przedszkola w wieku czterech i pół roku (ani razu
                                                    nie były zostawione same w domu) i się świetnie zaaklimatyzowały. Żyją i radzą
                                                    sobie świetnie. Jak większość dzieci. I przedszkole tez jest kolejnym argumentem
                                                    że usamodzielnianie nie musi oznaczać zostawiania dziecka bez opieki. Bo jakby
                                                    nie było panie przedszkolanki na oku maluchy mają.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:09
                                                    jak rozumiem prowadzisz je do przedszkola i odbierasz..w
                                                    międzyczasie sa pod czyjąś opieką..a jak sobie poradza z samodzielna
                                                    wędrówką do szkoły?
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:14
                                                    > jak rozumiem prowadzisz je do przedszkola i odbierasz..

                                                    Wiesz, ja wyrodna matka jestem. I wszyscy są wyrodni bo dzieci same do
                                                    przedszkola same nie chodzą. To takie nowum.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:17
                                                    czy z zwykłaj ciekawości nie zboczą na tą nieszczęsna budowę? i to w
                                                    czasie kiedy maszyny bedą pracować a urzadzenia pod napieciem?
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:20
                                                    Place budowy są teraz otoczone płotem i zamykane. Ciekawe czemu?
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:21
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > jak rozumiem prowadzisz je do przedszkola i odbierasz..w
                                                    > międzyczasie sa pod czyjąś opieką..a jak sobie poradza z samodzielna
                                                    > wędrówką do szkoły?

                                                    No właśnie Kropkacom, ja nie wiem że ty jeszcze nie nauczyłaś dziecka
                                                    samodzielnego chodzenia do przedszkola ... wstyd ! big_grin
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:31
                                                    Gaja ..rozumiem, że w pewnych kwestiach sie różnimy ale
                                                    dorabianie "geby" to juz przesada..nigdzie nie napisałam, że dziecko
                                                    powinno samo chodzic..stwierdziłam jedynie fakt oraz to, że w takich
                                                    okolicznościach dziecko jest pod opieką i nie ma mozliwości
                                                    sprawdzic jak zachowa się puszczone samodzielnie po raz pierwszy,
                                                    niezależnie od tego w jakim wieku to będzie
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:16
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Gaja ..rozumiem, że w pewnych kwestiach sie różnimy ale
                                                    > dorabianie "geby" to juz przesada..nigdzie nie napisałam, że dziecko
                                                    > powinno samo chodzic..stwierdziłam jedynie fakt oraz to, że w takich
                                                    > okolicznościach dziecko jest pod opieką i nie ma mozliwości
                                                    > sprawdzic jak zachowa się puszczone samodzielnie po raz pierwszy,
                                                    > niezależnie od tego w jakim wieku to będzie

                                                    Nie no sorki, nie chciałam ci dorabiać gęby. Naprawdę zrozumiałam że jesteś za
                                                    tym, żeby dziecko stopniowo uczyło się samo chodzić do przedszkola.
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 18:37
                                                    > Oczywiście, że pójście do szkoły jest kolejnym krokiem ku
                                                    > usamodzielnieniu, ale nie znaczy, że to musi być krok pierwszy.

                                                    Bo Twoim zdaniem co powinno być pierwszym krokiem? Zostanie na pół godziny samym
                                                    w domu?
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:05
                                                    pierwszym krokiem powinna byc rozmowa, tłumaczenie (nauka) a potem
                                                    pozorne zostawienie dziecka samego, mówiąc mu ze sie wychodzi na
                                                    chwile..i np. schowanie sie w szafie w kotutarzu czy łazience, by
                                                    sprawdzić, jak małe zareaguje na taka sytuacje...
                                                  • kropkacom Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:12
                                                    > pierwszym krokiem powinna byc rozmowa, tłumaczenie (nauka)

                                                    To chyba oczywistość. No chyba że się do dziecka nie odzywamy smile

                                                    > pozorne zostawienie dziecka samego, mówiąc mu ze sie wychodzi na
                                                    > chwile..i np. schowanie sie w szafie w kotutarzu czy łazience, by
                                                    > sprawdzić, jak małe zareaguje na taka sytuacje...

                                                    Żartujesz? No to wszyscy rodzice siup do szaf? Na jak długo babciu? smile))
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 19:24
                                                    na tyle minut ile dziecko ma lat..ktoś tu pytał jak się dziecko
                                                    uczy..wiec odpowiadam, choć opisywałam to juz na innym wątku..a jak
                                                    chcesz sprawdzić reakcje dziecka juz starszego np. powyzej 7 lat na
                                                    fakt pozostania samemu w domu? Ja to robiłam w ten sposób..słyszałam
                                                    co dziecko robi, czy płacze? mogłam podejrzeć czym sie zajmuje..czy
                                                    nie ciągnie tego nieszczęsnego fotela do okna..Kiedy uczyłam
                                                    chodzenia po samodzielnie ulicy najpierw "gadałam", potem ja lub mąż
                                                    szliśmy (w tajemnicy) za dzieckiem w takiej odległości, że moglismy
                                                    w kazdej chwili zareagować..Jak Ty zamierzasz sprawdzić dojrzałość
                                                    dziecka kiedy będzie musiało zostac samo w domu lub samodzielnie
                                                    gdzieś pójść ulicą? Bedziesz po prostu wierzyła, że mając magiczne 7
                                                    lat jest juz wystarczajaco dojrzałe i przygotowane?
                                                  • gaja78 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:22
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > na tyle minut ile dziecko ma lat..ktoś tu pytał jak się dziecko
                                                    > uczy..wiec odpowiadam, choć opisywałam to juz na innym wątku..a jak
                                                    > chcesz sprawdzić reakcje dziecka juz starszego np. powyzej 7 lat na
                                                    > fakt pozostania samemu w domu? Ja to robiłam w ten sposób..słyszałam
                                                    > co dziecko robi, czy płacze? mogłam podejrzeć czym sie zajmuje..czy
                                                    > nie ciągnie tego nieszczęsnego fotela do okna..Kiedy uczyłam
                                                    > chodzenia po samodzielnie ulicy najpierw "gadałam", potem ja lub mąż
                                                    > szliśmy (w tajemnicy) za dzieckiem w takiej odległości, że moglismy
                                                    > w kazdej chwili zareagować..Jak Ty zamierzasz sprawdzić dojrzałość
                                                    > dziecka kiedy będzie musiało zostac samo w domu lub samodzielnie
                                                    > gdzieś pójść ulicą? Bedziesz po prostu wierzyła, że mając magiczne 7
                                                    > lat jest juz wystarczajaco dojrzałe i przygotowane?

                                                    Dlaczego zakładasz, że 7-latek zostanie od razu puszczony na głęboką wodę ?
                                                    Przecież może być uczony samodzielnego zostawania w domu oraz samodzielnych
                                                    wycieczek ulicą dokładnie w taki sposób jak opisujesz. Tylko pierwsze
                                                    sprawdziany będą w wieku 7 lat. Kwestia przesunięcia w czasie przekreśla według
                                                    ciebie naukę samodzielności ?

                                                    IMHO ta praktyczna nauka samodzielności (z pozostawianiem bez opieki) będzie
                                                    przebiegała dużo szybciej i sprawniej w przypadku 7-latka niż na przykład 3 lub
                                                    4-latka.
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 20:30
                                                    Tylko pierwsze
                                                    > sprawdziany będą w wieku 7 lat. Kwestia przesunięcia w czasie
                                                    przekreśla według ciebie naukę samodzielności ?
                                                    Moim zdaniem równoczesne poddawanie sprawdzianom i konieczność
                                                    samodzielnego juz "sprawdzania się" to troche za późno..moim zdaniem
                                                    ten proces powinien byc rozłożony w czasie. Zakładając, że dziecko
                                                    juz musi byc zdane samo na siebie powinno byc naumiane i sprawdzone
                                                    wczesniej..Oczywiscie mam tu na mysli taka sytuacje kiedy mama nie
                                                    ma mozliwości towarzyszyc dziecku w drodze do szkoły, bo jest w
                                                    pracy i nikt inny nie może dziecku towarzyszyć, nawet jeżeli
                                                    dojeżdża gimbusem czy ma niedaleko do szkoły..a to dotyczy
                                                    wiekszości mam i uczniów w Polsce
                                                  • babcia47 Re: Jak się uczy dzieci 20.03.08, 17:33
                                                    samodzielności i odpowiedzialności, jeśli samemu neguje się
                                                    społeczny obowiązek
                                                    > udzielania pierwszej pomocy ?
                                                    dziad o szydle, baba o igle..nikt nie neguje społecznego
                                                    obowiązku..dyskutuje jedynie z Twoimi informacjami, ze mozna kogoś
                                                    pociągnąć do odpowiedzialności jeżeli nie mając odpowiedniej wiedzy
                                                    i umiejętności nie podejmie prób ratowania kogoś osobiście a
                                                    ograniczy sie do wezwania ratowników!!
                                                  • babcia47 Re: coś Ci sie pomerdało 20.03.08, 17:27
                                                    jeżeli ktoś natknie sie na leżącego człowiela a np. nie umie
                                                    zastosować czynności z zakresu udzielania pierwszej pomocy i tego
                                                    nie zrobi nikt nie ma prawa pociągnąć go do odpowiedzialności,
                                                    ponieważ nie ma takiego przepisu, który by zobowiazywał do
                                                    posiadania takiej umiejętności, nawet osoba, która przeszła kurs
                                                    pierwszej pomocy np.przy "robieniu" prawa jazdy, moim zdaniem nie
                                                    jest do tego odpowiednio przygotowana!(przewaga teorii, czesto
                                                    żadnej praktyki czy ćwiczeń na fantomach) "Skuteczną pomocą" nazywam
                                                    taką, która faktycznie przywróci poszkodowanemu np. oddech,
                                                    krążenie, zatamuje krwotok.. zanim pojawią się na miejscu służby
                                                    ratownicze.Źle założona opaska uciskowa moze doprowadzic do
                                                    zamartwicy konczyny, usuniecie wbitego obcego ciała spowodowac
                                                    wykrwawienie, ruszanie osoby z uszkodzonym kręgosłupem lub
                                                    stosowanie u niej intensywnego masażu serca może narazić na trwałe
                                                    kalectwo lub smierć, spowodowanie wymiotów przy zatruciu niektórymi
                                                    substancjami to pewna śmierć dla ratowanego..więc jeżeli ktos sie za
                                                    to bierze powiniem mieć pewność, ze wie co robi..inaczej to nie
                                                    ratunek a dobijanie w ramach "dobrych chęci". Do odpowiedzialności
                                                    prawnej mozna natomiast pociągnąć osobę, która nic nie uczyniła aby
                                                    zawiadomić służby ratownicze, zatrzymac ruch na drodze gdzie doszło
                                                    do wypadku itd...a ograniczyła sie do gapienia lub poszła dalej..
                                        • kropkacom Re: Beznadzieja... 19.03.08, 09:29
                                          I co z tego że coś było źle zorganizowane? Nie zwalniało to nikogo od obowiązku
                                          i odpowiedzialności. A że nic się nie stało to żaden argument.

                                          PS srebrnarybka masz własne dzieci? Niektóre Twoje odpowiedzi wskazują że nie.
                                          Ale może się mylę.
                                          • to.ja.kas Re: Beznadzieja... 19.03.08, 10:18
                                            Ja mam i zgadzam sie z rybka w 100%.
                                            Nie wiem co takiego jest w jej wypowiedziach by sugerowac ze dzieci
                                            nie ma ?

                                            Co do kolonii Srebrna rybko to i tak dobrze. Jezdziłam na kolonie i
                                            splismy w domkach w lesie (przezmark). Wychowawcy mieli swoje domki,
                                            my zakwaterowani bylismy w innych i nikt do nas nie zgalądał po
                                            nocach. Nikt nie zginął, ba nawet sie powaznie nie pochorował...a
                                            zielone noce kiedy sie szalało jak nauczyciele spali??? A kocówy? :-
                                            )))Ech to były czasy.
                                            Ostatnio czytałam oburzony post mamy bo jej dziecko na obozie
                                            musiało sypiac w lozku ze sznurka (jak kazdy), kopac latryne (jak
                                            kazdy), myc sie w jeziorze (jak kazdy), spedzic w namiotach 3 dni w
                                            lesie i podgradac sie do jedzenia (jak kazdy), miało kleszcze (moja
                                            córka i inni tez chyba z 40, jak to w lesie przez miesiac -
                                            zaznaczam, ze mała przeszła bolerioze w wieku 7 lat, wiec wiem o
                                            zagrozeniach związanych z kleszczami mimo to jezdzi do lasu), ze
                                            musiało pracowac w kuchni (jak kazdy)
                                            Na szczescie inni rodzice którzy wiedzieli na czym polega obóz
                                            harcerski mame troche przystopowali, bo mamunia oczekiwała
                                            pryszniców, łożek, puchowych kołder i obsługi dzieciaka....moja mała
                                            miała 7 lat jak robiła to wszystko pierwszy raz....dramat jestem
                                            paskudna matką
                                            • gaja78 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 10:30
                                              to.ja.kas napisała:

                                              > Ja mam i zgadzam sie z rybka w 100%.
                                              > Nie wiem co takiego jest w jej wypowiedziach by sugerowac ze dzieci
                                              > nie ma ?
                                              >
                                              > Co do kolonii Srebrna rybko to i tak dobrze. Jezdziłam na kolonie i
                                              > splismy w domkach w lesie (przezmark). (...)

                                              Pochwaliłaś się. Świetnie. Ale jak to się ma do tej dyskusji ? big_grinDDD
                                              • artjoasia Re: Beznadzieja... 19.03.08, 11:12
                                                > Pochwaliłaś się. Świetnie. Ale jak to się ma do tej dyskusji ? big_grinDDD
                                                >


                                                A jak sie ma do dyskusji atakowanie Srebrnejrybki za coś, do czego 20 lat temu została zmuszona przez system???

                                                Co do znajomości zasad pierwszej pomocy - nie wiem, jak jest teraz, ale to, czego mnie uczono na lekcjach przysposobienia obronnego, to był po prostu śmiech na sali. Kilka lat później miałam z tym do czynienia na kursie na prawo jazdy - i to tez był śmiech na sali.
                                                Nawet zakładając, że wszyscy znaliby teoretyczne zasady, i tak zawsze istnieć będzie spora grupa ludzi mdlejących na widok krwi na przykład. I żadne zasady tu nie pomogą. O udzielaniu pierwszej pomocy można mówić tylko w przypadkach oczywistych, kiedy wiadomo, co się stało - a tego chyba nigdy do końca nie możemy być pewni (zadławienie, czy udar mózgu powiedzmy). Co zrobiłabyś widząc na przykład nieprzytomną osobę leżącą na ulicy? Chyba przypadkowy przechodzień nie jest raczej uprawniony do stawiania diagnozy i niewłaściwym udzielaniem pomocy można bardziej zaszkodzić niż pomóc... Kwestia wprawy też jest dość istotna - a tego też nie można się z książek nauczyć. Nawet ćwiczenie na jakimś manekinie nie jest tym samym, co udzielanie pomocy żywemu, wyjącemu z bólu człowiekowi.
                                                • kropkacom Re: Beznadzieja... 19.03.08, 11:26
                                                  Jeśli się jest opiekunem na koloniach i w papierach stoi że kurs został
                                                  ukończony to niestety od takiego człowieka można wymagać udzielenia pierwszej
                                                  pomocy. To że kurs był zorganizowany na odwal się albo nas to nie interesowało
                                                  nikogo w momencie wypadku nie tłumaczy.
                                                  • artjoasia Re: Beznadzieja... 19.03.08, 12:36
                                                    Teoretycznie tak. Jednak uczestnicy nie mieli żadnego wpływu na to, że de facto kurs wcale się nie odbył. I nie zapominaj, że nie byli to ochotnicy, którzy marzyli o takiej pracy. Cała sytuacja była od początku do końca przymusowa, a człowiek pod przymusem reaguje jednak trochę inaczej, niż w sytuacji świadomego wyboru. Jasne, niby można było sie pokusić o jakieś doniesienie do odpowiednich władz - wtedy jednak żadne wychylanie się nie było zbyt rozsądne.
                                                    Nawet teraz, w dobie demokracji i wolności, kursy BHP w miejscach pracy wyglądają często podobnie. Przecież skoro pracownik ma obowiązek odbyć szkolenie BHP, to wypadki w miejscach pracy nie mają prawa sie zdarzać, prawda?
                                                  • to.ja.kas Re: Beznadzieja... 19.03.08, 12:42
                                                    Ja proponuję na Rybke donieść do CBŚ, to skandal normalnie, że w
                                                    realiach jakie były 20 lat temu odpusciła sobie tak powazna sprawe
                                                    jak kurs pierwszej pomocy który sie nie odbył a pod którym podpis
                                                    ZMUSZONA była złozyc, tak jak ZMUSZONA była do opieki nad dzieciami
                                                    którymi opiekowac sie nie chciała...a ze było to 20 lat temu
                                                    naprawde nie zmieniapostaci rzeczy tongue_outPPPP
                                                  • gaja78 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 12:54
                                                    to.ja.kas napisała:

                                                    > Ja proponuję na Rybke donieść do CBŚ, to skandal normalnie, że w
                                                    > realiach jakie były 20 lat temu odpusciła sobie tak powazna sprawe
                                                    > jak kurs pierwszej pomocy który sie nie odbył a pod którym podpis
                                                    > ZMUSZONA była złozyc, tak jak ZMUSZONA była do opieki nad dzieciami
                                                    > którymi opiekowac sie nie chciała...a ze było to 20 lat temu
                                                    > naprawde nie zmieniapostaci rzeczy tongue_outPPPP

                                                    Tu nie o to chodzi by na kogoś donosić.
                                                    Tu chodzi o to, jak ten ktoś ocenia tamtą sytuację żyjąc w obecnych realiach.
                                                • gaja78 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 12:11
                                                  artjoasia napisała:

                                                  > Co do znajomości zasad pierwszej pomocy - nie wiem, jak jest teraz, ale to, cze
                                                  > go mnie uczono na lekcjach przysposobienia obronnego, to był po prostu śmiech n
                                                  > a sali. Kilka lat później miałam z tym do czynienia na kursie na prawo jazdy -
                                                  > i to tez był śmiech na sali.

                                                  Tiaa ... bo przecież to nie nasza osobista odpowiedzialność, żeby znać zasady
                                                  udzielania pierwszej pomocy uncertain

                                                  > Nawet zakładając, że wszyscy znaliby teoretyczne zasady, i tak zawsze istnieć b
                                                  > ędzie spora grupa ludzi mdlejących na widok krwi na przykład.

                                                  I to jest okoliczność łagodząca dla sądu.

                                                  >I żadne zasady tu
                                                  > nie pomogą. O udzielaniu pierwszej pomocy można mówić tylko w przypadkach oczy
                                                  > wistych, kiedy wiadomo, co się stało - a tego chyba nigdy do końca nie możemy b
                                                  > yć pewni (zadławienie, czy udar mózgu powiedzmy).

                                                  Czyli nigdy nie możemy mówić o udzielaniu pierwszej pomocy ? big_grin

                                                  >Co zrobiłabyś widząc na przyk
                                                  > ład nieprzytomną osobę leżącą na ulicy?

                                                  1. Zabezpieczyłabym miejsce, w którym leży osoba,
                                                  2. Sprawdziłabym tętno i oddech,
                                                  3. Sprawdziłabym czy osoba krwawi,
                                                  4. Zadzwoniłabym po pogotowie,
                                                  5. Jeśli nie byłoby tętna, oddechu lub poszkodowany zaliczałby właśnie krwotok,
                                                  podjęłabym niezbędne czynności dla ratowania jego życia. Do czasu przyjazdu karetki.

                                                  Z pełną świadomością, że jeśli nie zrobię tego co powyżej, podlegam karze
                                                  pozbawienia wolności do lat 3.

                                                  No chyba że akurat na miejscu przypadkiem byłby lekarz.

                                                  Myślałam że to oczywiste...

                                                  Chyba przypadkowy przechodzień nie jest
                                                  > raczej uprawniony do stawiania diagnozy i niewłaściwym udzielaniem pomocy możn
                                                  > a bardziej zaszkodzić niż pomóc... Kwestia wprawy też jest dość istotna - a te
                                                  > go też nie można się z książek nauczyć. Nawet ćwiczenie na jakimś manekinie nie
                                                  > jest tym samym, co udzielanie pomocy żywemu, wyjącemu z bólu człowiekowi.

                                                  a co takiego chcesz robić z człowiekiem wyjącym z bólu, co ćwiczyłaś wcześniej
                                                  na manekinie ?
                                                  • gaja78 Jeszcze raz powtórzę na koniec 19.03.08, 12:24
                                                    bo chyba temat się wyczerpuje.

                                                    Jak ktoś nie traktuje z całym należytym szacunkiem i powagą znaczenia udzielania
                                                    pierwszej pomocy, to ja się przestaję dziwić, że ten ktoś dopuszcza możliwość
                                                    pozostawiania małego dziecka bez opieki.

                                                    Na moje to jest zwykły brak świadomości społecznej, do jakiej jest zobowiązana
                                                    każda osoba dorosła.
                                                  • to.ja.kas Re: Jeszcze raz powtórzę na koniec 19.03.08, 12:40
                                                    Ja bym poszła dalej jak sie nie zna zasad pierwszej pomocy oznacza
                                                    ze sie zostawia dzieci bez opieki to N A P E W N O jest się
                                                    pedofilem, morderca i patologiczną rodziną i należy zabrac takim
                                                    opiekę nad dzieckiem...ooooo !!!!!!!!!!!! smile))

                                                    I tak temat mozna sprowadzic wszystko do absurdu
                                                  • kropkacom Re: Jeszcze raz powtórzę na koniec 19.03.08, 12:41
                                                    To po co sprowadzasz tę rozmowę do poziomu absurdu?
                                                  • to.ja.kas Re: Jeszcze raz powtórzę na koniec 19.03.08, 12:43
                                                    Biorę przykład z Ciebie...jesteś dla mnie wzorem chodzącej
                                                    doskonałości smile)))
                                                  • to.ja.kas PS 19.03.08, 12:45
                                                    oczywiście niedoścignionym wzorem smile))))
                                                  • kropkacom Re: Jeszcze raz powtórzę na koniec 19.03.08, 12:59
                                                    Piszesz jak dzieciak.
                                                  • to.ja.kas Re: Jeszcze raz powtórzę na koniec 19.03.08, 13:16
                                                    Nie śmiem zaprzeczyć smile
                                                  • artjoasia Re: Beznadzieja... 19.03.08, 12:51
                                                    No widzisz, a jedyna pomoc, jakiej ja mogłabym udzielić, to wezwanie pogotowia. Żebym nawet miała nie wiem jaką wiedzę na temat tamowania krwotoku czy unieruchamiania złamanej kończyny, to i tak w rzeczywistości nie byłabym do tego zdolna. Tak mam i już, nawet na filmach nie mogę na takie rzeczy patrzeć - chociaż doskonale wiem, że to tylko fikcja i robota charakteryzatora.

                                                    A jaki Twoim zdaniem jako uczennica liceum miałam wpływ na sposób nauczania przysposobienia obronnego?
                                                  • gaja78 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 12:58
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > No widzisz, a jedyna pomoc, jakiej ja mogłabym udzielić, to wezwanie pogotowia.
                                                    > Żebym nawet miała nie wiem jaką wiedzę na temat tamowania krwotoku czy unieruc
                                                    > hamiania złamanej kończyny, to i tak w rzeczywistości nie byłabym do tego zdoln
                                                    > a. Tak mam i już, nawet na filmach nie mogę na takie rzeczy patrzeć - chociaż d
                                                    > oskonale wiem, że to tylko fikcja i robota charakteryzatora.
                                                    >
                                                    > A jaki Twoim zdaniem jako uczennica liceum miałam wpływ na sposób nauczania prz
                                                    > ysposobienia obronnego?

                                                    Twoje życie, twoje sumienie.

                                                    Nie kumam tylko jakim cudem zabierasz głos w dyskusji o nauce dzieci
                                                    odpowiedzialności i samodzielności.
                                                  • artjoasia Re: Beznadzieja... 19.03.08, 14:22
                                                    > Nie kumam tylko jakim cudem zabierasz głos w dyskusji o nauce dzieci
                                                    > odpowiedzialności i samodzielności.

                                                    Istotnie, dla tak niedoskonałych i społecznie nieużytecznych jednostek jak ja
                                                    powinno się wprowadzić ustawowy zakaz wypowiadania sie w tej kwestii. A
                                                    najlepiej od razu zakaz posiadania dzieci.
                    • gopio1 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 17:45
                      srebrnarybka napisała:
                      > Gopio jest z tego samego gatunku: nie chodzi o to, by dziecku się
                      > nic nie stało, tylko o to, by matka wykręciła się od
                      > odpowiedzialności przed sądem.

                      A ty jesteś z gatunku impertynenckich prostaków, co to czytają, czytają i nie
                      potrafiąc wysunąć właściwych wniosków głupoty piszą...
                • mama303 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 22:39
                  srebrnarybka napisała:

                  > wyjaśniam: Gopio napisałą, że jeśli zdarzy się dziecku wypadek w
                  > obecności matki, to mimo, że dziecko zostanie kaleką, matka będzie
                  > uznna za bohaterkę, bo próbowała ratować, a jeśli pod nieobecnośc,
                  > to matka zostanie potępiona. Czyli z tej wypowiedzi wynika, że nie
                  > jest wazne to, że dziecko poniessie nieodwracalną szkoedę, tylko
                  to,
                  > co ludzie powiedzą. Zatem nie liczy się dobro dziecka, tylko dobro
                  > matki.

                  Dziecko i tak jest inwalidą. Pomyślmy wiec o matce smile
            • gopio1 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 17:44
              srebrnarybka napisała:
              > To czy chodzi Ci o dobro matki czy dziecka, bo nie rozumiem?

              Wątek dotyczy dobra dziecka. Wyłącznie. Matka się sama obroni, dziecko - małe
              nigdy. Matka sie zawsze będzie usprawiedliwiać - pierwszy raz go zostawiłam,
              musiała wyjść po leki, brakowało nam węgla, wyszłam, bo byśmy zamarzli... etc...

              To co napisałam, to kolejny prrzykład na ludzką hipokryzję. Gdy dziecku stanie
              się krzywda pod nieobecność rodziców - rodzice są piętnowani. A więc nie ma
              społecznego przyzwolenia na pozostawianie małych dzieci bez opieki. Jednak jak
              sie okazuje, w rzeczywistości wiele osób pozostawia dzieci same, nie tylko nie
              uznając tego, co robią za złe, ale wręcz twierdza, że to świetna szkoła
              samodzielnosci. A najwiekszą hipokryzją jest to, że matki, które zostawiają same
              dzieci, całkiem niedawno krzyczały "To gdzie była matka, jak te dzieci wypadały
              z przez okno?!"
          • mama303 Re: Beznadzieja... 19.03.08, 22:17
            gopio1 napisała:

            > Co powiem? Powiem tak: matka, która jest świadkiem wypadku wojego
            dziecka, robi
            > wszystko żeby mu pomóc. Ludzie potrafią jej współczuć, okrzyknąć
            bohaterką,
            > ofiarują pomoc. Matka, której dziecko ulega wypadkowi pod
            nieobecność rodziców
            > bywa okrzyknięta zbrodniarką, pijaczką, matką patologiczną, sąd
            domaga się
            > odebrania jej dzieci i jeszcze grozi jej je za to do 5 lat
            pozbawienia wolności


            Ta druga matka do końca życia bedzie mieć przede wszytkim do siebie
            żal, a ta pierwsza wie że zrobiła wszystko co w jej mocy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka