Dodaj do ulubionych

Zasady a praktyka

07.04.08, 22:41
Zastanawiałam się ostatio co dziecko w wieku powiedzmy
wczesnoszkolnym miałoby zrobić w opisanej sytuacji. Miejsce odludne
(czyli nie wystarczy krzyknąć by wezwać pomocy), dwóch kolegów bije
jednego kolegę/koleżankę. Dziecko komórki nie ma. I nawet bardziej
mnie interesuje nie co zrobi dziecko, ale co Wy byście odpowiedziały
swoim dzieciom co mają zrobić w tej sytuacji? Uciekać? Udać,że się
nie widzi? Uciec i spróbować wezwać pomoc (a może będzie za późno)?
Pomóc (a może to się źle skończy dla dziecka)?
Obserwuj wątek
    • babcia47 Re: Zasady a praktyka 07.04.08, 22:57
      jeżeli czuje sie na siłach..pomóc!!, jeżeli czuje sie zbyt słaby/a
      (bijący znacznie silniejsi niż połaczone siły bitego i mojego
      dziecka) w te pedy lecieć po pomoc..jeżeli dziewczynka..leci
      wrzeszcząc w niebogłosy (dopuszczalne dla "baby"), bo "a nóż"
      napastnicy się wystraszą konsekwencji i zostawią ofiarę
      • babcia47 Re: Zasady a praktyka 07.04.08, 23:41
        Ps. początkowo uczyłam dzieci, że bicie to żadne rozwiązanie, trzeba
        iśc do "Pani" itd..życie własnie w wieku wczesnoszkolnym
        zweryfikowało moje metody wychowawcze i musiałam nauczyc moje dzieci
        bronic sie i walczyc "babskimi metodami", tatus "olał" temat..ale
        okazały sie skuteczne! Nalezy dziecko nauczyc ,że w pewnych
        sytuacjach wazne jest ono lub inna osoba w obronie której wystepuje
        i wtedy wszelkie chwyty są dozwolone...mozna gryźć, drapać, kopać
        miedzy nogi, po nagniotkach, wsadzać kciuki w oko itd..(pszczólki
        małe, a wszyscy sie boją bo żądlić potrafią)..a jeżeli mama zna inne
        metody samoobrony to warto dziecko zapoznać dla jego bezpieczeństwa
        lub zapisac na kursy samoobrony.. zeby nie czuło sie bezsilne w
        takiej sytuacji, kiedy bedzie musiało pomóc komuś lub obronic się
        przed "kolegami". którzy chetnie wykorzystaja jego/jej słabość..i
        nauczyc, że nie jest wstydem pobiec po pomoc..o ile jest ktoś kto
        jej udzieli..
        • glider6 Re: Zasady a praktyka 08.04.08, 20:30
          Powiem szczerze, że mi ulżyło, że dostałam taką odpowiedź smile Bo już
          się zastanawiałam, czy ja na pewno pasuję do tych czasów. I nie
          chodzi o to, że ja komuś mówię co ma robić. Staram się nie osądzać
          pochopnie postaw innych i raczej pracować nad swoimi wink ale gdzieś
          mi brakuje takiego ducha jak z książek Makuszyńskiego. I niech nikt
          mi nie mówi, że one są naiwne - wolę ludzi naiwnych niż cynicznych.
          I te rycerskie zachowania wink (i chłopców i dziewcząt) - to jest
          takie miłe. Moi znajomi często mi na to odpowiadają, że taki jest
          teraz świat - brutalny. Ale czy to nie my sami go współtworzymy?
          Pozdrawiam serdecznie smile
          • babcia47 Re: Zasady a praktyka 08.04.08, 21:23
            musze wlać łyżke dziekciu do tej beczki miodu..zgodnie z nickiem ja
            te metody i taki sposób zachowania "zaordynowałam" dzieciom jakieś
            20 lat temu...Mysle, ze obecnie dzieci wychowuje się "pod kloszem"
            tzn. długo pozostają pod bezposrednią opieką rodziców, nie uczy
            sie "sztuki przetrwania" i pomocy innym, choćby z tego wzgledu, że
            nie istnieja już (tak wynika z moich obserwacji) podwórkowe lub
            klasowe grupy kolegów, które razem się bawią i wzajemnie wspierają
            oraz tworzą w pewnym sensie grupy (wzajemnej) samoobrony, zarówno
            przed agresywnymi kolegami jak np. dorosłymi majacymi "niecne"
            zamiary..Kiedy ja byłam na podwórku lub szkolnym boisku zawsze
            mogłam liczyc na pomoc kolegów i zainteresowanie tym co sie ze mna
            dzieje..teraz mam wrażenie że dzieci jednak przeszły by obojetnie
            wobec takiego zdarzenia..
            • babcia47 Re: Zasady a praktyka 08.04.08, 21:23
              ups, dzigciu smile
            • glider6 Re: Zasady a praktyka 08.04.08, 22:55
              No właśnie ja też odnoszę takie wrażenie. Wydaje mi się, że mało
              jest takich postaw - nazwijmy to szlachetnych. Mało odwagi cywilnej
              (i tu nie mówię tylko o fizycznej obronie, ale też o ujęciu się za
              kimś, kto jest przez grupę gnębiony). I to chyba nawet nie jest to,
              że dzieci są złe. One chyba nie wiedzą, że należałoby stanąć w
              czyjejś obronie. Choć z drugiej strony łatwo wymagać od kogoś odwagi
              (również od dziecka) w dość dla niego ekstremalnych warunkach. Ale z
              trzeciej strony wink jakoś te właściwe według rodziców postawy trzeba
              kształtować. Ale gdzie jest granica między postawą, której można
              wymagać, a taką gdzie jednak mały człowiek musi sam zadecydować na
              jakie zachowanie go "stać"? Trochę to jest pewnie zagmatwane co
              piszę, ale gnębi mnie ten problem.
              • babcia47 Re: Zasady a praktyka 08.04.08, 23:55
                dziecko zawsze stanie w obronie gnębionego (i nie pisze tu również
                tylko o rozwiazaniach "siłowych") jezeli ma zaufanie do rodziców i
                wie, że w razie czego staną za nim murem, jeżeli zastosuje się do
                ich nauk..Jeżeli rodzice nie uczą takich postaw lub w
                razie "problemów" zastosują "strusią" taktykę by nie narazic sie na
                nienaski z jakimś rodzicem lub nauczycielem, który np. nie zwraca
                uwagi na to co dzieje sie w jego klasie, bo mu tak wygodniej lub nie
                interesuje się swoimi wychowankami..ja miałam taki przypadek,
                ujawniłam na wywiadówce zachowanie pewnej grupy uczniów (m.in.
                dzieci lokalnych prominentów), którzy dopuszczali się maltretowania
                kolegów z klasy. W tej grupie był mój syn i kilku innych tzw.
                dobrych uczniów i dzieci wychowanych, tak jak to napisałam wczesniej
                z naciskiem na to, że nie wolno stosowac przemocy w zadnym
                przypadku..co gorsza, przypadkiem a bezmyslnie przyczynił sie do
                tego gnebienia również nauczyciel w-fu..w rezultacie tzw "ciało
                pedagogiczne" zaczeło się interesowac..z nauczycielem w-fu
                przeprowadziłam "powazną rozmowe" pod tytułem "przypominamy,
                radzimy"..a młodego wysłałam na zajęcia samoobrony i przeprowadziłam
                rozmowe pod kątem weryfikacji dotychczasowych nauk(to jeszcze przed
                wywiadówką)..m.in., ze z pozostałymi "gnebionymi" musza sie trzymac
                razem i wzajemnie sobie pomagac, nawet gdy przeciwników wiecej i
                silniejsi..i jak sie prosza to lać ich ile wlezie nawet gdyby miało
                to kosztowac parę sińców
                Ps. w ramach "gnebienia" doszło juz nie tylko do obijania ale
                równiez do niszczenia rzeczy tych uczniów, cięcia kurtek, wyrzucania
                kozaków w zimie (nie odnalazły sie nigdy), niszczenia plecaków ,
                zeszytów i książek..i o dziwo matki, których dzieci to dotkneło (a
                posrednio i je same z powodów ekonomicznych) nie miały odwagi sie
                temu przeciwstawić i powiadomić szkoły o tym co się dzieje..i to
                wszystko działo sie w klasach 1-4!!! Jak w takim razie te dzieci
                miały miec odwage by się bronic? Ja zareagowałam zaraz gdy Młody mi
                zdecydował sie o tym powiedzieć..i o dziwo wcale nie popsułam mu
                opinii w klasie, bo wielu kolegów i koleżanek mogło przestac się bac
                chodzenia do szkoły
                • glider6 Re: Zasady a praktyka 09.04.08, 12:02
                  Postawa rodziców, tych zastraszonych, jest dla mnie egzotyczna.
                  Kompletnie nie mogę zrozumieć czego oni się boją. Ale faktycznie
                  masz rację, że wtedy ich pasywność przenosi się pewnie na dzieci. Ja
                  z kolei pamiętam ze swojej podstawówki (3-4 klasa) jak koledzy mi
                  dokuczali. Przy czym o biciu nie było mowy. Ja nie byłam z tych
                  strachliwych. Ale wiadomo, że w tym wieku młody człowiek wszystko
                  bardziej przeżywa. Więc jak kolejny raz wróciłam zapłakana ze
                  szkoły, to na wywiadówkę poszedł mój ojciec. Podobno (tak twierdzi ;-
                  )) powiedział, że jak gnębienie mnie się nie skończy to rodzicom
                  przyjemniaczków "nogi z d... powyrywa". Mysłałam, że padnę jak się o
                  tym dowiedziałam, ale poskutkowało wink.
                  Właśnie często obserwuję taki brak walki o swoje - tu nie mówię
                  tylko o dzieciach i o bronieniu się przed gnębieniem. W urzędach,
                  bankach, gdziekolwiek, gdzie często człowiek nie może doprosić się o
                  coś co mu się słusznie należy, albo jest zbywany. I nie chodzi o to
                  by się zaraz wszędzie awanturować, ale by wiedzieć,że ma się prawo
                  do czegoś i umieć to prawo egzekwować. Wielu ludzi woli machnąć ręką
                  i odpuścić. I taka postawa niestety umacnia w dzieciach taką
                  bierność i niewiarę w to, że właściwie jak się chce to można bardzo
                  dużo. Już nie mówię o utwierdzaniu pracowników różnych instytucji w
                  ich postawie do klienta, a raczej petenta wink
    • krwawakornelia ja bym chyba powiedziala 09.04.08, 11:57
      zeby bezwzglednie biegl po pomoc.
      nawet jezeli ma byc za pozno, to za pozno lepiej niz wcale.
      a jezeli jest male to samo i tak nic nie zdziala.
      W najgorszym razie bedzie swiadkiem i latwiej policji bedzie zlapac
      sprawcow.
      • babcia47 Re: ja bym chyba powiedziala 09.04.08, 14:04
        mowa jest o sytuacji kiedy dochodzi do przemocy w grupie
        rówiesników..a tu najczęściej nie tylko interwencji policji nie
        bedzie ale czesto pewnie nikt z dorosłych, odpowiedzialnych za takie
        sytuacje, nie zainteresuje się i może nawet nie dowie,
        bo "skarżenie" zostanie natychmiast ukarane
        kolejnym "łomotem"..jedyne co moze powstrzymac napastników to pomoc
        otoczenia, kolegów i rodziców, jeżeli ci ostatni zechca wsłuchac sie
        w to co dziecko mówi lub czego niestety nie mówi, np o szkole, bo
        chodzenie do niej to dla niego mordęga..i umiejetne zadawanie pytań
        przez rodziców, dociekanie skad takie zachowanie dziecka. Reakcja
        kolegów na maltretowanie równiez nie jest bez znaczenia, a czesto
        wystepuje postawa, że lepiej sie nie wtracać bo i ja dostane..lub
        wręcz cicha akceptacja dziecka..puki "oprawcy" nie wezmą się za nie.
        Często "oprawcy" sa silni w grupie tzn chetnie gnebią pojedynczych
        kolegów w dwuch, trzech lub pojedynczo jeżeli napadniety wyraźnie
        słabszy..i wtedy pomoc poszkodowanemu moze zapobiec całej sytuacji i
        zmusić napastników do ucieczki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka