Dodaj do ulubionych

dziecko=partner?

30.12.08, 14:16
hmm..no ok moj maluszek ma dopiero 2 miesiacesmile ale staram sie jakos
przygotowac do przyszego wychowania. Miezskam w Niemczech, gdzie w wielu
rodzinach dziecko jest rownorzednym partnerem doroslych osob. TZn
wspoldecyduje gdzie pojedzie rodziny na urlop, co bedzie na obiad, jak spedza
weekend idt... A nawet kto przyjdzie na urodziny rodzica, a ktore ciocie nei
przyjda..itd...
Czy nie uwazance, ze stawianie dzeicka na rowni z doroslymi to forma
odbierania mu dzeicinstwa? Zmuszanie do podejmowania decyzji, do ktorych
dzieci nie sa jeszcze dojzale. Nie mowie, zeby traktowac dziecko jak piate
kolo u wozu, ale chyba tez nalezy dac dzeicku szanse na nauke podejmowania
decyzji od tych najprostszych...
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 14:23
      popieram
    • nangaparbat3 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 14:28
      Własnie - od tych najprostszych wink
      Mnie mocno utkwilo w pamieci takie zdarzenie: corka miala 8 lat, poszłysmy
      kupowac szafke na buty, wybrana przez mnie nie podobala jej sie, sugerowala
      inną, ale te trzeba bylo przemalowac. Zgodzilam sie - i od tamtego momentu
      zaczęla - z wlasnej woli i inicjatywy - pomogac mi w dbaniu o dom.
      Kiedy miala 12 lat nie umiałam podjac decyzji, jaka marke samochodu wybrac, i
      ponieważ ona lobbowala intensywnie za jednym, posluchalam jej - i blogoslawie te
      decyzje codziennie.
      Ale - są sprawy, kiedy ja i tylko ja decyduje.
      A takze - jeśli uwzgledniam jej opinie, a cos nie wyjdzie, nigdy jej tego nie
      wyrzucam. Z tym ze oczywiscie ona wlacza sie w naprawianie.
      Ogólnie - polecam.
      Acha - zaczynałysmy od niezachecania do jedzenia kiedy byla niemowleciem, to
      bardzo wazne, zeby dziecko miało prawo powiedziec "nie" i zeby to "nie" było
      szanowane - a od jedzenia sie wlasnie zaczyna.
      • camel_3d Re: dziecko=partner? 30.12.08, 14:33

        > bardzo wazne, zeby dziecko miało prawo powiedziec "nie" i zeby to "nie" było
        > szanowane - a od jedzenia sie wlasnie zaczyna.


        no tak w 100% to sie z toba nie zgodze. to dziecko ma szanowac nasze "nie". A my
        jego tylko jezeli wiemy, ze "moze" lub "ma" racje.
        Bo jak szanowac "nie", kiedy dzeicko mowie, ze tej dzieci nie lubi i nie powinna
        byc na twoich urodzinach?

        poza tym..no coz..nie wiem czy to ze dziecko doradza ci kupno amochodu itd..to
        dobry przyklad..raczej daje dzeicku poczucie, ze nei jestes w stanie sama podjac
        powaznej decyzji... tak mi sie tylko nasunelo.
        • nangaparbat3 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 14:45
          camel_3d napisał:
          >
          > no tak w 100% to sie z toba nie zgodze. to dziecko ma szanowac nasze "nie". A m
          > y
          > jego tylko jezeli wiemy, ze "moze" lub "ma" racje.
          > Bo jak szanowac "nie", kiedy dzeicko mowie, ze tej dzieci nie lubi i nie powinn
          > a
          > byc na twoich urodzinach?
          Oczywiscie nie chodzi mi o respektowanie kazdej odmowy, ale o akceptacje odmowy
          jedzenia. Zwroc uwagę, jak strasznie dzieci są przymuszane do jedzenia - potem
          nie umieja odmawiac. Niczego i nikomu, a jak to źle sie kończy, rodzice
          rozumieja dopiero majac nastolatków.



          >
          > poza tym..no coz..nie wiem czy to ze dziecko doradza ci kupno amochodu itd..to
          > dobry przyklad..raczej daje dzeicku poczucie, ze nei jestes w stanie sama podja
          > c
          > powaznej decyzji... tak mi sie tylko nasunelo.
          >
          >
          >
          >
          Oczywiscie ze nie bylam w stanie sama pojąc tej decyzji - w calej mojej
          zmotoryzowanej i uczestniczacej rodzinie zdania tez byly podzielone, mialam do
          wyboru dwa auta - i po obu stronach byly "za" i "przeciw", racjonalnie nie
          dawalo sie z tego wybrnac. I w tej sytuacji czysto intuicyjna decyzja dziecka
          byla wybawieniem.
          Ale z tego co piszesz zaczynam podejrzewac, ze troche sie boisz tego dzielenia
          podejmowania decyzji z dziecmi?
          • camel_3d Re: dziecko=partner? 30.12.08, 14:53

            > Oczywiscie nie chodzi mi o respektowanie kazdej odmowy, ale o akceptacje odmowy
            > jedzenia.

            chyba nei masz na mysli sniadania czy obiadu???
            a co jezeli ja pol godziny bedzie glodne?
            • nangaparbat3 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 15:02
              Mam na mysli każdy posilek.
              Jeśli zamiast zwyklego posilku nie bedzie sie zapychac chipsami czy slodyczami,
              nic zlego sie nie stanie.
              No i oczywiscie moze sie zdarzyc, ze zechce pol godziny później - ja bym
              nakarmila, ale znowu - nie slodycze, nie chrupy. A jak troche pogłoduje, tez sie
              swiat nie zawali, na odwrótwink
              • camel_3d Re: dziecko=partner? 30.12.08, 17:45
                no to ja mam zupelnie inne podejscie. sa stale godziny posilkow, stale godziny
                spania itd. Moze i dziecko nie jest bardzo glodne, ale te stale godziny reguluja
                mu czas i organizuja dzien. Stale rytualy, takie jak wspolny obiad, kolacja czy
                sniadanie sa niezmeirne wazne w zyciuu dziecka. Dlatego w tymprzypadku "nie" na
                pewno nie jest do zaakceptowania.
                • tylna.szyba Re: dziecko=partner? 03.01.09, 10:56
                  Alez oczywiscie, ze jest. Moj syn ma stale godziny posilkow, regularny
                  tryb fuknkcjonowania. Syn wie, ze jesli nie zje obiadu to bedzie
                  musial czekac do kolacji. Tak bylo jak mial dwa lata i tak jest teraz
                  jak ma 3.
          • pam_71 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 14:57
            Udział w podejmowaniu decyzji jest b.ważny. Przecież będzie to
            procentowało w dorosłym życiu naszych dzieci !
            Ja dorastałam w domu gdzie "władza" spoczywała w jednym ręku wink
            Praktycznie większość znaczących rodzinnie decyzji podejmowałą Mama.
            Dzisiaj jako prawie 40-sto letnia kobieta mam często kłopoty z
            wyborem właściwej opcji ... czuję się niepewnie. Juz tak pewnie mi
            zostanie do śmierci wink
            Oczywiście sytuaje w których dziecko "ma głos" muszą być dostosowane
            do jego wieku. U nas na porządku dziennym są decyzje co do menu,
            spaceru czy sposobu spędzenia wolnego czasu.
            Przykłady Nanagi wydają mi się bardzo sensowne i "dydaktyczne" wink
            Pozdr
            • camel_3d Re: dziecko=partner? 30.12.08, 18:02
              tez uwazam, ze udzial w podejmowaniu decyzji jest wazny..kwestai tylko jakich
              decyzji. Wiele rzeczy po prostu "przerasta" maly umysl a dziecko podejmuje
              decyzje bardzo spontanicznie bez duzego razwazania za i przeciw, a juz
              kompletnie male dzeicko nie jest w stanie przewidziec konsekwencji swoich
              decyzji. Dletgeo jak juz napisalem uwazam, ze wspolne podejmowanie decyzji
              powinno sie "stopniowac" z wiekiem. Od bardzo prostych rzeczy dotyczacych np..
              wyboru koszulki do przedzkola az po wazneijsze pozniej.




              > Udział w podejmowaniu decyzji jest b.ważny. Przecież będzie to
              > procentowało w dorosłym życiu naszych dzieci !
              > Ja dorastałam w domu gdzie "władza" spoczywała w jednym ręku wink
              > Praktycznie większość znaczących rodzinnie decyzji podejmowałą Mama.
              > Dzisiaj jako prawie 40-sto letnia kobieta mam często kłopoty z
              > wyborem właściwej opcji ... czuję się niepewnie. Juz tak pewnie mi
              > zostanie do śmierci wink
              > Oczywiście sytuaje w których dziecko "ma głos" muszą być dostosowane
              > do jego wieku. U nas na porządku dziennym są decyzje co do menu,
              > spaceru czy sposobu spędzenia wolnego czasu.
              > Przykłady Nanagi wydają mi się bardzo sensowne i "dydaktyczne" wink
              > Pozdr
    • d.o.s.i.a Re: dziecko=partner? 30.12.08, 16:25
      Nie wyobrazam sobie, zeby w rodzinie tylko jedna osoba decydowala o
      wszystkim, bez wzgledu na to, czy to matka, ojciec, czy dziecko.
      Wszelkie decyzje podejmuje sie gremialnie, z uwzglednieniem uwag i
      poszanowaniem zdania wszystkich czlonkow. I wiek nie ma tu nic do
      rzeczy. Ja mam do rodzicow ogromny zal, ze zawsze wszystko bylo
      zalatwianie za moimi plecami, tak jakbym nie miala prawa wiedziec o
      niczym. Zawsze dowiadywalam sie o wszystkim ostatnia i nigdy nie
      mialam nic do powiedzenia... Skutek jest taki, ze sama teraz
      rodzicow nie prosze o zdanie w absolutnie zadnej kwestii. Czy to
      dobre dla rodziny chyba mowic nie musze.

      Dlatego uwazam, ze nie ma nic zlego w tym, zeby dziecko moglo
      uczestniczyc w decyzjach podejmowanych przez rodzicow od malenkosci.
      Poczawszy od tego czy dzis ma byc pomidorowka, czy ogorkowa,
      konczywszy na tym, jaki samochod mu sie podoba. Nie oznacza to
      jednak automatycznie, ze zawsze wszystko bedzie rozwiazywane pod
      jego dyktando. Wspolna rozmowa i szanowanie opinii dziecka na wielu
      plaszczyznach, poczawszy od rzeczy malych, po naprawde duze, buduje
      zdrowe relacje miedzy rodzicami i dzieckiem - relacje oparte na
      zaufaniu i poszanowaniu.

      Dzieci maja niebanalne spojrzenie na wiele spraw - warto ich sluchac.
      • camel_3d Re: dziecko=partner? 30.12.08, 17:47
        uwazam, ze pytanie dziecka jaki samochod mu sie podoba nie ma najmniejszego
        sensu. Samochod ma byc sprawny i bezpieczny, a to czy sie dziecku podoba nie gra
        kompletnie zadnej roli. Moze miec wybor pomiedzy 2 ktore rodzice wybrali..i
        jakos maly extra dziecko moze powiedziec swoje zdanie, ale dziecko nie moze byc
        glwonym decydujacym o tak istotnej rzeczy.
        • nangaparbat3 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 18:28
          Camel, w ogole nie łapiesz:
          smochody byly dwa, oba sprawne i bezpieczne. I takie wybory zakladamy. Juz
          napisalam: są sprawy, w ktorych decyduja wylącznie dorosli, i na pierwszym
          miejscu sa to sprawy dotyczace bezpieczeństwa.
          I tez sie zgadzam co do stałych godzin posiłkow - oczywiscie. Ale oczekuję, ze
          jak dziecko zje polowe tego, co mu nałozysz, to uznasz jego decyzje. Zaufasz mu,
          ze wie, ile chce zjesc. A nawet - ze pozwolisz mu sie w tej sprawie pomylic, i
          jak za godzine poprosi o jedzenie, nie zaczniesz jojczyc po babsku "a nie mówiłem".
          Piszesz, ze dzieci często nie sa w stanie przewidziec konsekwencji - oczywisci.
          A czy my, dorosli, zawsze z pwodzeniem je przewidujemy?
          Nie.
          Ja bym chciala, zeby moje dziecko umialo sensownie przyjac niespodziewane
          konsekwencje. I zeby wtedy, kiedy sie pojawią, nie odzegalo sie od
          odpowiedzialnosci za decyzję, tylko przyjęlo ja na siebie w proporcjonalnej
          dawce. I szukalo rozwiazania problemu, a nie winnych, co najczesciej czynia
          przewidujacy dorośli.
          I jeszcze - ani mnie, ani Pam, ani Dosi nie chodzi o sluchanie sie dziecka, ale
          o powazne wysluchanie i wziecie pod uwagę jego zdania. Nie dyskredytowanie go li
          tylko z powodu bycia wygloszonym przez dziecko.
          • camel_3d Re: dziecko=partner? 30.12.08, 20:15

            alez lapie lapie.. twoj przypadek byl dokladnie taki, ktory opisalem 2 samochody
            do wyboru. Ok, zakladam, ze dokladnie sprawdzilas stan techniczny i pylas pena,
            ze obydwa samochody sa w 100% pewna.
            I tu widac roznice... osoba dorosla (logicznie myslaca) sprawdzi stan
            samochodow, parametry techniczne, przebieg..itd.. dziecko.. powie ze ten jest
            ladniejszy i juz dokonalo wyboru.

            Inaczej jest kiedy rodzic nie ma pojecia o tym co kupuje a glwnym decydujacym
            jest dzeicko np urlop. dziecko widzialo na folderze ze jets w hotelu basen i juz
            tam chce jechac. To wystarczy do podjecia decyzji. Rodzic powinien sprawdzic
            jaki to hotel, opinie o nim itd.. Dziecka takie rzecz ynie interesuja..a wielu
            doroslych pozwala dziecku zadecydowac o urlopie na podstawie zdjecia w katalogu.



            > I tez sie zgadzam co do stałych godzin posiłkow - oczywiscie. Ale oczekuję, ze
            > jak dziecko zje polowe tego, co mu nałozysz, to uznasz jego decyzje.

            Oczywiscie,, przeciez nie wcisne w niego jezeli nei moze. Trudno . Wazne jest
            sam fakt ze dziecko wie, jest pora obiadu, wszyscy zasiadamy razem i zabawa si
            ekonczy. Gprzej kiedy rodzice pozawlaja dziecku na dalsza zabawe, zeby nie
            popsuc maluchowi humoru. To w sumie niezly poczatek na malego dyktatora.

            > A czy my, dorosli, zawsze z pwodzeniem je przewidujemy?
            > Nie.

            No i w tym problem, ze wielu nie zastanawia si enad konsekwencjami swojego
            zachowania. Ale to jest patologia, jezli uwazasz, za normalne, ze ludzie nie
            potrafia przewidziec konsekwencji bo co.. no bo szczerze mowiac wielu z nich nie
            ma kompletnie ochoty si enad tym zastanawiac. I w tym problem. Przyklad z mojej
            wlasnej rodziny. Kuzyn chcial auto, koniecznie konkretna marke itd..oczywiscie
            finanse pozwlaly na samochod uzywany ilus letni. Mimo, ze sporo osob mowile, ze
            auto w tym wieku to juz srednio dobra inwestycja i lepiej kupic mneijsze i
            nowsze. Nic.. Kupil co chcial i doklada do samochodu co chwila bo sie sypie. Czy
            tego nie mozna przeiwdziec?? Mozna..


            a wyobraz sobei nastepujaca sytuacje.. pozwalasz dziecku wybrac samochod, bo
            sama nie wiesz ktory. Pech che, ze samochod zaczyna sie sypac, a nei daj boze
            masz wypadek bo cos sie zepsulo. Wiesz jaka odpowiedzialnosc wlozylas w reke
            dzeicka? Jak ono sie bedzie czulo widzac ciebei w szpitalu..to ono wybralo
            samochod... bedzie sie w kolko winic...Bedzie mialo poczucie winy bardzo dlugo
            bo ta decyzja poinna byc dokonana przez osobe dorosla.
            • nangaparbat3 Re: dziecko=partner? 30.12.08, 21:37
              Zacznę pd końca.
              Oczywiscie idac w wyborze samochodu za dzieckiem to JA i tylko ja podejmuje
              ostateczna decyzje i jako dorosla biore na siebie odpowiedzialnośc - to chyba
              oczywiste. Absolutnie nie przerzucam odpowiedzialnosci na dziecko.
              W kwestii motoryzacyjnej - mialam wtedy do wyboru auto nowiusieńkie lub
              trzyletnie, w tej samej cenie. Doradcy dorosli podzielili sie rowno, argumenty
              tez sie podzieliły rowno, bylam w impasie, wiec pomyślalam: skoro ja nie jestem
              w stanie podjac decyzji, a jej tak bardzo zalezy - to o co chodzi? Od szesciu
              lat jezdże tym uzywanym i mogę robic za zywa reklame, przysięgam.

              w kwestii przewidywania konsekwencji nie chodziło mi o to, ze ktos nie probuje
              przewidywac - ale o to, ze nasz ludzki rozumek nie jest w stanie wszystkiego
              przewidziec. Byl nawet o tym jeden z filmow Kieślowskiego, z Dekalogu.
    • nangaparbat3 Pam, Dosiu 30.12.08, 18:30
      Przepraszam, ze sie wypowiedzialam w Waszym imieniu, mam nadzieję, ze nie
      imputowalam Wam niczego.
      • pam_71 Re: Pam, Dosiu 30.12.08, 19:19
        ok.
        W zasadzie ubrałaś moje myśli w słowa wink
        Pozdr
        Pam
    • mamaigiiemilki Re: dziecko=partner? 30.12.08, 22:10
      wg mnie oczywistym jest, że dziecko nie jest równorzędnym partnerem dla nas- dorosłych, rodziców; i tak powinno być, dziecko to dziecko, nie powinno podejmować decyzji leżących w gestii dorosłych;
      p.s. nie mówię o sytuacjach typu- założyć czerwoną czapkę czy białąsmile
    • jakw Re: dziecko=partner? 30.12.08, 23:20
      Jesteś pewna, że to jest rzeczywiście równorzędność?
      W przypadku np. wakacji to rodzic musi dokonać wstępnego wyboru -
      choćby określić zakres cenowy w przypadku wakacji, i ten wybór
      zaakceptować, płacąc np w biurze podrózy. Jeśli dzieciaki chcą na
      obiad spagetti to mogę im to zrobić. Pod warunkiem, że ja mam ochotę
      zrobić. Jeśli nie ma akurat składników do tego spagetti w domu to
      dorosły musi co najmniej dać kasę na zakupy. Więc właściwie to
      dorosły jednak wyraża zgodę na to, że dzieci zjedzą akurat to, a nie
      co innego.
      Więc nie bardzo widzę tutaj równorzędność w relacji dorosły-dziecko.
      W samym wypowiadaniu się np. "co chcemy robić w weekend" nie widzę
      nic złego. Jeśli dziecko dojdzie do wniosku, ze woli iść do zoo, a
      nie do kina to pewnie włosów z głowy rwać sobie nie będę. Skoro
      dostaje wybór zoo/kino to dostaje też sygnał, że mi jest wszystko
      jedno czy pójdę do kina na film dla dzieci czy do zoo oglądać małpy.
      Oczywiście mogę podjąć decyzję "idziemy wszyscy do galerii sztuki
      nowoczesnej", ale jeśli któreś dziecię będzie miało zdecydowanie coś
      przeciwko mojemu pomysłowi to pewnie wszyscy będziemy mieli nieudany
      dzień.
      Camel_3d, być może twoje filozoficzne rozważania wynikają z tego, że
      twoje dziecię jest jeszcze małe - jak ty podejmiesz decyzję o
      wyjściu, to bierzesz ją/jego pod pachę i wychodzisz. Potem nie jest
      już to takie proste, więc czasem po prostu trzeba negocjować i dać
      wybór. Stopniowo ucząc podejmowania decyzji i pamiętając przy tym,
      że zasadniczo mamy prawo weta jeśli wybór latorośli wydaje nam się z
      lekka niewłaściwy.
    • green_land Re: dziecko=partner? 31.12.08, 14:24
      Takie postępowanie uczy dziecko odpowiedzialnośći. Trzeba oczywiście pilnować,
      by nie obarczać je nadmierną, a także by nie skończyło się na tym, że dziecko ma
      takie samo prawo głosu jak rodzice. Bo wtedy zaczyna to pachnieć źle pojętym
      "wychowywaniem bezstresowym"smile
    • joa8 Re: dziecko=partner? 02.01.09, 19:58
      mój 4-latek decyduje w co się ubierze, czym i jak się będzie bawił,
      gdzie pójdziemy na spacer (park, plac zabaw, okoliczne alejki),
      którą z dwóch dróg pójdziemy do przedszkola, ile zje, w ograniczonym
      zakresie co zje (daje wybór), jak wyraża uczucia (czy np: chce się
      przytulać do babci), kogo zaprosi na urodziny, co mu czytać przed
      snem, itp.
      Czyli według mnie podejmuje wybory dopasowane do jego wieku i
      precepcji.
      I my te wybory akceptujemy, nawet jak musimy nałożyć drogi do
      przedszkola albo czytać setny raz to samo wink

      Mój 4-latek nie decyduje w sprawach bezpieczeństwa i zdrowia, czasu
      oglądania telewizji, rytmu dnia, stałych zwyczajów naszej rodziny
      (np: wspólnego jedzenia kolacji) czy innych dorosłych spraw
      (wakacje, wydatki rodzinne, itp). Tu jasno my wyznaczamy zasady.
      Ale z wiekiem to się pewnie będzie zmieniać - taki 10-latek pewnie
      już będzie miał jakieś prawo głosu w sprawie rodzinnych wakacji.
      • mamaigiiemilki Re: dziecko=partner? 02.01.09, 23:06
        joa8 napisała:
        Czyli według mnie podejmuje wybory dopasowane do jego wieku i
        > precepcji.

        dokładnie- o to chodzismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka