Przetrwać w szkole

04.12.03, 17:09
Wczoraj wróciłam z wywiadówki. I dzisiaj nie mogę dać sobie rady ze sobą. Mój
syn jest najlepszy w klasie pod względem nauki!!!
Ale Pani powiadomiła mnie,że moj dzieko nie jest grzeczne (IV klasa), że jest
dziecinny jak na swoje (10 lat) i chodzi z pieskiem po szkole, dzieci mu
dokuczają on sieim odgryza. Kilkoro z nich napisało ,że fajnie by było gdyby
nie chodził z nimi do klasy. Bardzo mnie to zabolało.Ale wiem,że mój syn nie
pozostaje dłużny . Ja osobiście myślę że on jest samotny, bo nie ma
prawdziwego przyjaciela . jak mogę mu pomóc!!!
    • marina2 Re: Przetrwać w szkole 04.12.03, 17:26
      kefirek5 napisała:

      > Wczoraj wróciłam z wywiadówki. I dzisiaj nie mogę dać sobie rady ze sobą.
      Mój
      > syn jest najlepszy w klasie pod względem nauki!!!
      > Ale Pani powiadomiła mnie,że moj dzieko nie jest grzeczne

      No dobrze , ale czy dała przykłady niegrzeczności?Co oznacza grzeczny???

      (IV klasa), że jest
      > dziecinny jak na swoje (10 lat) i chodzi z pieskiem po szkole, dzieci mu
      > dokuczają on sieim odgryza. Kilkoro z nich napisało ,że fajnie by było
      gdyby
      > nie chodził z nimi do klasy.

      Co konkrt=etnie robi z tym pieskiem?

      Bardzo mnie to zabolało.Ale wiem,że mój syn nie
      > pozostaje dłużny .
      Chyba się broni??

      Ja osobiście myślę że on jest samotny, bo nie ma
      > prawdziwego przyjaciela . jak mogę mu pomóc!!!

      Co mówi Twój syn???
      Piszesz nie ma przyjaciela, ale moze ma kolegę?ów?
      Bywa ,ze dobrzy uczniowie swoimi stopniami wzbudzają niechęć.Ważne czy Twój
      syn chętnie chodzi do szkoły , jak się tam czuje?Co mówi?Pozdrawiam.M
      • kefirek5 Re: Przetrwać w szkole 05.12.03, 11:25
        On dokucza wtedy, kiedy nie jest w centrum zainteresowania.On chciałby się
        przyjaźnić z 2 kolegami , którzy zaczęli się bardzo przyjaźnić, a na początku
        przyjaźnili się we 3.Oni chyba go odrzucili.
        A z psem rozmawia , karmi go jak je lub daje mu żeby spróbował.Śpi nim ,
        przytula się. I jeszcz jesna ważna sprawa- ciągle trzyma się za siusiaka i
        dzieci zaczeły to widziec i mu dokuczać. Nie wiem jak to mu wytłumaczyć ,żeby
        tak nie robił, boję się zeby w przyszłości nie miał problemów z sexem.
        • mimarzena Re: Przetrwać w szkole 05.12.03, 13:50
          Wygląda na to, że Twój syn ma problemy emocjonalne. Baaardzo brak mu bratniej
          duszy, stąd pewnie ten piesek (nawiasem mówiac nie jest dobrym pomysłem, żeby
          10-latek brał do szkoły maskotkę i z takim zaangażowaniem się nią zajmował-
          dzieci są bezlitosne). Masturbacja też jest wołaniem o pomoc z problemami, z
          którymi sobie nie radzi. A może (wybacz) to Ty wtłoczyłas go w rolę prymusa,
          grzecznego chłopca i on bardzo stara sie temu sprostać - nawet kosztem
          kolegów? Bardzo trudno jest być najlepszym w klasie!!! Wiem to z własnego
          doświadczenia, pamietam, że zależało mi bardzo na dobrej opinii u rodziców i
          że nie robiłam wielu rzeczy tylko dlatego, że grzecznej dziewczynce nie
          wypada. Miałam jedną przyjaciółkę, ale nie z klasy. W klasie czułam sie obco,
          nie żyłam życiem klasy. Ta sytuacja zmieniła sie u mnie dopiero na studiach,
          gdy byłam dorosła, ale o wielu rzeczach moi rodzice nigdy się nie dowiedzieli.
          Strasznie się wymądrzyłamsmile)) Przemyśl to sobie. Warto powiedzieć synowi, że
          nie musi być najlepszy i grzeczny, mimo że cieszysz sie z jego dobrych ocen.
          Warto poczytać ksiażki o wychowaniu i moze skorzystać z pomocy specjalisty.
        • judytak Re: Przetrwać w szkole 05.12.03, 15:57
          kefirek5 napisała:

          > On dokucza wtedy, kiedy nie jest w centrum zainteresowania.

          A ty lubisz koleżanki, które MUSZĄ być w centrum zainteresowania/

          On chciałby się
          > przyjaźnić z 2 kolegami , którzy zaczęli się bardzo przyjaźnić, a na początku
          > przyjaźnili się we 3.Oni chyba go odrzucili.

          Dlaczego? Rozmawiaj z dzieckiem - czwarta klasa, to już duża, rozumna istota.
          Daj mu książki o przyjaźni, dobre książki, jest ich mnóstwo

          > A z psem rozmawia , karmi go jak je lub daje mu żeby spróbował.Śpi nim ,
          > przytula się.

          Moja mama robiła to z lalką, jaszcze jak miała lat szesnaście. Ale nie w szkole!

          I jeszcz jesna ważna sprawa- ciągle trzyma się za siusiaka i
          > dzieci zaczeły to widziec i mu dokuczać. Nie wiem jak to mu wytłumaczyć ,żeby
          > tak nie robił, boję się zeby w przyszłości nie miał problemów z sexem.

          Dziecku w wieku trzech lat można spokojnie powiedzieć, żeby się nie trzymał za
          siusiaka, bo dzieci będą się z niego śmiały. A dziecko w wieku sześciu lat
          powinno samo dochodzić do takiego wniosku. Nie ma co tłumaczyć - wystarczy
          wskazać, że nie ma zwyczaju, żeby tak robić, otoczeniu się to wydaje dziwne,
          niehigieniczne a nawet nieprzyzwoicie. Z tych samych powodów, dla których na
          plaży jednak zakładamy kąpielówki.

          A to, że "nie pokazujesz, że jesteś nadopiekuńcza"?? Nie myśl, że dziecko jest
          głupie. Ty możesz nie pokazywać, a on wie. Ja też wracałam z każdej imprezy ze
          ściśniętym żołądkiem i przed czasem, jeszcze w wieku 20 lat, bo wiedziałam, że
          moja mama się martwi. Jest to straszne uczucie.

          A psycholog, to bardzo dobry pomysł. nie szkolny, tylko taki, co terapię
          prowadzi. Tak dla ciebie, jak dla dziecka. Nie męcz się, to się da zmienić.

          Pozdrawiam
          Judyta

    • osmag Re: Przetrwać w szkole 05.12.03, 11:21
      W szkole jest pedagog i powinnas z nim porozmawiac. Mysle tez , ze nie pozwol
      aby cala wine zepchnieto na Ciebie. Po to jest wychowawca aby pomagal
      rozwiazywac takie problemy a nie tylko informowac.To on ma dbac o integracje
      klasy aby nie bylo odzuconych uczniow.
      Mozesz udac sie do poradni szkolno- psychologicznej ( rejonowej ) i poprosic o
      pomoc. To, ze nie ma przyjaciol , kolegow jest niepokojace.Moze jestes
      troszeczke nadopiekuncza, albo synek jest niesmialym chlopcem. Tak czy inaczej
      nie zostawiaj tej sprawy
      • kefirek5 Re: Przetrwać w szkole 05.12.03, 11:34
        Ma kolegów w klasie , ale nie ma przyjaciela, kogos takiego z kim mógłby sie
        spotykać po szkole, kogoś z osiedla. Ale mieszkmy na takim osiedlu,ze na
        podwórku bawią się małe dzieci do 3 lat. My też kończymy pracę o 17 :00 i jak
        wracamy z pracy staramy sie nimzająć, szachy , monopol itp.
        A matką nadopiekuńczą jestem , wiem o tym , staram się nie być taka i nie
        pokazuję na zewnątrz synkowi że taka jestem. Puszczam go na wszystkie możliwe
        obozy , wyjazdy, kolonie. Ja tęsknię bardzo ale wiem że on jest bardzo
        szczęśliwy, więc nie myślę. Z psychologiem też porazmawiam, bardzo dziękuję ci
        za odpowiedź na mój list.
        • izunia6 Re: Przetrwać w szkole 05.12.03, 12:00
          W tym wieku dośc trudno, a nawet niebezpiecznie o przyjaciela. Lepiej pozostać
          przy wielu kolegach, bo dzieciaków preferencje się zmieniają, i potem jest
          tragedia. Może trzeba organizować spotkania, zaprosić kolegę, zawieź do innego.
          Niestety z moich obserwacji wynika, że dzieci nielubiane w szkole są nie bez
          powodu i dobrze, że starasz się dociec przyczyny. Jeśli jest tak źle jak
          piszesz, to ja bym zasięgnęła opinii specjalisty, zamiast liczyc na wychowawcę.
          A kogo nie lubią dzieci: kujonów, którzy wyśmiewają się z niewiedzy innych, tych
          którzy płaczą z powodu gorszej oceny i płaczem wymuszają na nauczycielach
          litość, dzieci niechlujnych, brudnych, brzydko jedzących, tych za którymi
          mamusie noszą tornistry, tych którzy uważają się za lepsze, inteligentniejsze,
          te które kradną, kłamią, wymyślają niestworzone historie, samolubów, którzy nie
          chcą się niczym podzielić, albo wręcz przeciwnie tych, którzy wiecznie coś
          pożyczają i zapominają oddać... i tych którzy mają problemy przerastające dzieci
          w tym wieku, z którymi one sobie nie radzą, więc lepiej się odsunąć itd. Nie
          piszę, że twój syn przystaje do którejkolwiek kategorii, tylko rzucam
          przykładami z klas szkoły podstawowej
          • odalie Re: Przetrwać w szkole 06.12.03, 14:23
            > A kogo nie lubią dzieci: kujonów, którzy wyśmiewają się z niewiedzy innych,
            tyc
            > h
            > którzy płaczą z powodu gorszej oceny i płaczem wymuszają na nauczycielach
            > litość, dzieci niechlujnych, brudnych, brzydko jedzących, tych za którymi
            > mamusie noszą tornistry, tych którzy uważają się za lepsze, inteligentniejsze,
            > te które kradną, kłamią, wymyślają niestworzone historie, samolubów, którzy
            nie
            > chcą się niczym podzielić, albo wręcz przeciwnie tych, którzy wiecznie coś
            > pożyczają i zapominają oddać... i tych którzy mają problemy przerastające
            dziec
            > i
            > w tym wieku, z którymi one sobie nie radzą, więc lepiej się odsunąć itd


            ...żeby to było takie proste...
    • olga03 Re: Przetrwać w szkole 08.12.03, 15:09
      W sobotnich "wysokich obcasach" był artykól dokładnie na ten temat.Polecam
    • euglena73 Re: Przetrwać w szkole 08.12.03, 20:20
      Wierzę,że to może być trudna sytuacja. Jako nauczycielka mogę podpowiedzieć, że
      nie da się niczego zrobić na siłę! Nie można przeciż powiedzieć klasie "macie
      Go lubić"! To przyniesie dokładnie odwrotny skutek! Wychowawca ma zadanie
      poinformować rodziców o trudnościach ich dzieci. Jednak skuteczna pomoc to
      WSPÓŁPRACA!!!Zatem trzeba szybko spotkać się ze szkolnym pedagogiem i być może
      psychologiem. O tym jednak decyduje sam Rodzic!!!(tak mówi prawo!) Jeżeli teraz
      dziecko zrazi się do szkoły to potem może dojść do szkolnych lęków lub nawet
      depresji!!! Radzę porozmawiać jeszcze z wychowawczynią. Ona najlepiej zna swoją
      klase. Jednak należy pamiętać,że klimatu klasy nie da się zbudować w ciągu
      kilku tygodni!To ciągła praca! Dzieci ciągle zmieniają się stąd trzeba z nimi
      dużo rozmawiać i...słuchać tego co mają nam do powiedzenia! Zatem tylko
      wspólnym wysiłkiem można osiągnąć jakieś sukcesy. Polecam książkę "Wychowanie
      bez porażek" - T.Gordona.
      Pozdrawiam
      • odalie do Eugleny-sceptycznie :( 08.12.03, 22:44
        Mam takie pytanie (po tym, jak opisujesz współpracę szkoły z rodzicami i
        budowanie klimatu klasy):

        - czy w typowej szkole państwowej jest rzeczywiście na to miejsce?

        Sama nie uczę w szkole, ale już mój mąż pracował w gimnazjum, mam także sporo
        znajomych zatrudnionych w szkołach (gimnazja, licea). Z opowieści znajomych i
        doświadczenia mojego faceta wyłania się niestety ponury obraz szkoły, jako
        przechowalni, w której nauczyciele z całej siły walczą o to, aby po prostu
        przetrwać, a że nikt nie chce się wychylić (narazić uczniom, podpaść
        kuratorium, dyrekcji), toleruje się najrozmaitsze patologie.

        Pamiętam to oczywiście i z własnego doświadczenia uczennicy, i jakoś nie jestem
        przekonana, że obecnie taki stan rzeczy uległ poprawie.

        Moje dziecko jest dopiero w przedszkolu, ale już tam (co opisywałam na
        Przedszkolach) zauważam tendencję do "umywania rąk", do odżegnywania się od
        jakiegokolwiek wysiłku pedagogiocznego (przypomnę tylko przykład dziewczynki,
        początkującej w przedszkolu w grupie 5-6 latków i nie akceptowanej - panie
        wychowawczynie oświadczyły jej mamie, że "widocznie ona już tak ma [że nie umie
        wpasować się w grupę]" i nie zrobiły nic, aby dzieci moderować i aktywizować w
        celu rozwiązania problemu, ani nie zajęły się bliżej tą małą). A jest to
        renomowane przedszkole, któremu tak właściwie niewiele da się zarzucić.

        Oczywiście, że w opisanym przypadku nie da się nic zrobić na siłę, ale zdaje
        się, że syn dziewczyny zakładającej wątek (dobrze pamiętam? IV klasa?) nie
        chodzi do tej szkoły od dziś czy wczoraj, nawet jeśli to nowa szkoła, to już
        minęły trzy miesiące - i dopiero teraz okazało się, jak olbrzymi kłopot ma ten
        dzieciak? Jakoś po drodze do tego doszło... a czy musiało?
        • euglena73 Re: do Eugleny-sceptycznie :( 08.12.03, 23:36
          Widocznie jestem wymierającym gatunkiem... bo wierzę ,że szkoła powinna być
          przyjaznym miejscem!!!
          A tak "poważnie" - to prawdą jest,że w wielu szkołach źle się dzieje. Ale
          prawdą jest także, że wielu uczniów i Rodziców, źle rozumie idee
          tzw "wychowania bez stresu" i właśnie dlatego powstaja problemy!
          Jestem za negatywną selekcją do tego zawodu!!! Tylko Akademia Pedagogiczna
          powinna wydawać papiery uprawniające do wykonywania zawodu nauczyciela!!!
          Osobiście jestem po AP i bardzo sobie to chwalę! Jak ktoś nie dawał sobie rady
          na praktykach to go "eliminowali" z kierunku!! Mówię tu o 5 latach praktyk, a
          nie 1 rocznym kursie!!! I jeszcze jedno jak ktoś nie przeszedł weryfikacji po
          roku pracy to też powinien odejść!
          Ale swoją drogą pracować 40 godzin tygodniowo (18 w klasie, areszta to
          zebrania, narady, szkolenia spotkania z Rodzicami, psychologiem i przygotowanie
          sie do zajęć)za 1200zł (netto) to też jest "wyczyn"! Przypominam też zupełnie
          nieśmiało, że jak sama sobbie nie kupię folii i pisaków oraz innych materiałów
          to szkoła nic mi nie daje... Ale to tak już "na osłodę"...
          Pozdrawiam
          • odalie sceptycznie-misz-masz 09.12.03, 09:45
            Kochana Eugleno,

            Zgadzam się z Tobą! To bardzo dobrze, że znajdują się osoby takie jak Ty i
            jeszcze im się chce. Ale moje pytanie dotyczyło właśnie realiów.

            Mój mąż odszedł ze szkoły, żeby nie pracować za 340 złotych (o ile pamiętam,
            tyle tego było) i do końca nie zniszczyć sobie zdrowia (w ciągu 10 miesięcy
            chyba z siedem razy przeszedł zapalenie krtani) - a do wyboru miał dobrze
            płatną pracę wykonywaną w domu oraz pracę na kursach językowych (do szkoły
            trafił, żeby wyrobić pensum praktyk i został na kolejny rok). Niby miał pół
            etatu, ale oprócz przygotowywać się do zajęć, musiał godzinami wypełniać
            biurwodruki "rozwoju zawodowego" - jeśli ktoś twierdzi, że nauczyciele mają za
            mało pracy, to... uff... nie zna realiów.

            Ze swoimi uczniami radził sobie doskonale, naprawdę wprawił mnie w zdumienie,
            ale jakie historyjki przynosił...! Eugleno, dla mnie to nie jest normalne, że
            np. nie wolno uczniowi, który permanentnie jest nieprzygotowany a jeszcze z
            premedytacją rozrabia na lekcji, obniżyć oceny z przedmiotu (bo m.in. nie wolno
            pytać bez wcześniejszej zapowiedzi, i tylko z ostanich iluś tam lekcji, i nie
            wolno "odejmować" ocen). Albo te historie o dresiarzach, takich notowanych
            rekietierach wymuszających od słabszych uczniów pieniądze, nieuczęszczających
            na zajęcia (pojawił sie taki raz, dwa razy na rok), których nie szło się po
            prostu pozbyć ze szkoły, bo przepisy.

            No i z jedną rzeczą się nie zgodzę, nie zarzucaj niewłaściwego podejścia
            wyłącznie rodzicom i nauczycielom, bo większość tych bzdur to wytyczne
            ministerialno-kuratoryjne.

            Co do "selekcji negatywnej" (zapewne masz na myśli selekcję pozytywną, czyli
            dobieranie wyłącznie wartościowych kandydatów), to się z Tobą zgadzam - no ale
            przy tych zarobkach...

            Jak taki drech ma szanować swoją nauczycielkę, jeśli ona zarabia mniej, niż on
            wydaje na komórkę i "pastylki"? Zgadzam się, że wymagania stawiane nauczycielom
            powinny być bardzo wysokie i twardo egzekwowane, ale nie za takie pieniądze!

            To, co się dzieje w szkołach wprawia mnie w lekkie dreszcze uncertain. W państwowych
            panuje "tumiwisizm" i olewactwo, a w prywatnych/społecznych postwa - "wszystko,
            aby uczeń był w niebie, bo uczeń płaci i wymaga, to musi mieć". Oczywiście _są_
            wyjątki, uprzedzam mamy zadowolone ze szkół swoich pociech smile ale odczuwam taką
            generalną tendencję - znam po prostu sporo nauczycieli, także ze szkół
            społecznych/prywatnych.

            Niedawno na emamie wkleiłam link do artykułu na www.trojmiasto.pl. Czułam się,
            jakby kto mi dał obuchem w głowę - bardzo dobra państwowa szkoła, chlubiąca się
            bezpieczeństwem i wysokim standardem, do której zapisywano dzieci z całego
            miasta - "głosując nogami" - ma być zamknięta właśnie z tego powodu, że chodzi
            tam zbyt wiele dzieci spoza rejonu!!! Żeby przypadkiem nie ucierpiały gorsze
            placówki! I czy to wina nauczycieli/uczniów/rodziców czy decydentów? Jako
            obywatel, rodzic, czuję się bezsilna...
            • mimarzena Re: sceptycznie-misz-masz 09.12.03, 12:35
              Dziewczyny, poruszacie bardzo trudne problemy, o których mozna dyskutować w
              nieskończoność. Powiem krótko, ja jestem ze szkoły (państwowej) zadowolona.
              Macie rację duzo zalezy od nauczyciela, czy tylko odklepie lekcje, czy
              zaangażuje w nią klasę. Podobnie na zebraniu, czy tylko ogólnie zapozna
              rodziców z wynikami (stopniami) ich dzieci, czy porozmawia z kazdym
              indywidualnie kosztem ogólnego rozwlekania się.
              A wracajac do problemów 10-cio letniego chłopca. Dzieci muszą być "silne" z
              domu, akceptowane, powinny miec możliwość wyrazania swoich emocji i poglądów
              (też złych) w domu i nie muszą spełniać oczekiwań rodziców. Dziecko wyczuwa,
              kiedy i za co jest bardziej cenione (jeżeli są to stopnie, staje sie
              prymusem). Szkoła nawet najlepsza nie pomoże, gdy w domu sie żle dzieje, gdy
              dziecko nie jest dowartościowane lub kochane takim jakie jest, gdy nie jest
              samodzielne, bo rodzice go wyręczaja lub za bardzo sie boją, kiedy nie wie kim
              tak naprawdę jest. Oczywiście nauczyciel powinien dostrzec problem, ale go nie
              rozwiąże. Może co najwyżej nie pogłębiać problemu i nie chwalic na każdym
              kroku prymusa, dajac go za wzór, bo to tylko inne dzieci zniecheca.
              To sa tylko moje małe przemyślenia, poparte własnymi smutnymi doswiadczeniami
              z dzieciństwa. Proszę, aby autorka wątku nie brała tego do siebie, bo przecież
              nie mam monopolu na rację czy wiedzę. Pozdrawiam.
              • agatka_s Re: sceptycznie-misz-masz 09.12.03, 13:42
                No niezupełnie mogę sie zgodzić że dziecko mozna tak sobie zaprogramować.
                Oczekujesię dobrych stopni i dziecko staje sie prymusem....

                To by kurcze było za proste...

                Moje dziecko jest w bardzo wielu rzeczach bardzo do mnie podobne (czyli mniej
                więcej takie jakie bym oczekiwała), ale naszczęscie w wielu rzeczach to
                zupełnie inna istotka, na szczęście nie dająca się nawet mojej
                najsprytniejszej indoktrynacji...

                A co przetrwania w szkole, no niestety dzieciak musi dać sobie radę sam
                (jeszcze w pierwszej, drugiej klasie można zainterweniować ale potem to
                większy obciach niż pożytek). Ty jako matka musisz budować w nim poczucie
                wartości, no ale też krytycznie spojrzeć na niego i postarać się pogadać czy
                nie powinien pewnych swoich wad, niemiłych cech zmienić.
                • mimarzena Re: sceptycznie-misz-masz 09.12.03, 14:25
                  Nie to miałam na myśli, że jak rodzice chcą, to dziecko bedzie prymusem,
                  muzykiem, czy kimś tam jeszcze. To rzeczywiście za proste. Mam na myśli co
                  innego. Przykład. Dziecko ma niskie poczucie własnej wartości, bo rodzice nim
                  sie za mało zajmują (lub za dużo - jest niesamodzielne), nie mają do niego
                  zaufania, zbyt go pilnują, strofują itp. ale gdy dostanie szóstkę, to ochy i
                  achy jaki jest super. Dziecko dąży do max. akceptacji ze strony rodziców i
                  uczy sie do upadłego nawet kosztem kontaktów z kolegami, czuje wewnetrzny
                  przymus bycia najlepszym i jednocześnie widzi, ze traci przyjaciół, nie moze
                  sobie poradzić, próbuje bronić swojej pozycji i wikła się jeszcze bardziej...
                  To bardzo trudne.
              • judytak o prymusach 09.12.03, 14:38
                A dlaczego mówicie, że jeśli ktoś dobrze się uczy, to dzieci w klasie go nie
                lubią?
                Ja, jak chodziłam do szkoły, do liceum, na studia, nie zuważyłam takiej
                prawidłowości.
                Byli tacy, co się ich nie lubiło, ale dlatego, że na przykład ciągle się
                wymądrzali, naśmiewali się z innych, jak ktoś czegoś nie umiał, albo codziennie
                po szkole czekała na nich taksówka. Z reguły tacy uczyli się dość dobrze, ale
                wcale nie najlepiej.
                A takich, co sie uczyli dobrze, albo najlepiej, a byli normalni, z poczuciem
                humoru, z własnym zdaniem, chętni do pomocy, takich się lubiło.
                Moja córka chodzi teraz do trzeciej klasy, i nie zauważyłam, żeby było teraz
                inaczej... (konkretnie: ma najlepsze oceny w klasie, chodzi na wszelkie
                konkursy, zawsze ma najlepsze miejsce z klasy, nauczycielka tak ją chwali, że
                aż mi wstyd, jest ogólnie bardzo lubiana, nielubiana jest inna dziewczynka,
                jeśli chodzi o oceny, zdaje się czwarta-piąta w klasie...)
                • mimarzena Re: o prymusach 09.12.03, 20:04
                  Nie wiem jaki jest ten chłopiec, którego problemy sa tematem dyskusji, ale
                  skoro ma tak zagmatwane życie emocjonalne, to chyba nie nalezy do tych dzieci,
                  które sa otwarte, towarzyskie a jednocześnie łatwo przychodzi im nauka. Nie
                  takich prymusów miałam na myśli.
                  A może nie mam racji, może ten chłopczyk jest zdolny ponad przeciętność i
                  otoczenie po prostu go nie rozumie. Geniuszom czasem trudno żyć w grupie.
                  A może to po prostu dobre dziecko, grzeczne i zdolne, które przeżyło
                  rozczarowanie i zawód w przyjaźni i nie może się z tym pogodzić.
                  A może warto posłać Małego na jakieś dodatkowe zajęcia, gdzie pozna inne
                  dzieci (nie ze szkoły) i będzie mógł nawiązać nowe przyjaźnie.
          • matrasza Re: do Eugleny-sceptycznie :( 09.12.03, 15:24
            Halo!!Euglena73 - my tu nie rozmawiamy o tym ile nauczyciel zarabia i że przy
            takiej pensji to jest z jego strony poświęcenie i powinniśmy być mu wdzięczni,
            że odbębni swoje, ale o tym że nauczyciel jest osobą która jakby nie było
            spędza z naszymi dziećmi kilka godzin dziennie. Ta osoba jest od tego aby nie
            tylko pomagać dziecku w nauce, ale również nam rodzicom w wychowywaniu go,
            przekazywaniu podstawowych wartości, wprowadzaniu w życie grupy, uczeniu
            odpowiedzialności, zaradności, samodzielności....itd, itp. Taki zawód wykonuje
            się z powołania, a nie dla pieniędzy (co nie zmienia faktu, że owszem
            nauczyciel mało zarabia, ale przecież jest dużo zawodów, w których wykonuje się
            cięższą, bardziej przykrą, czy podłą pracę za dużo mniejsze pieniądze; ale nie
            o tym tu mowa). Nauczyciel powinien być łącznikiem pomiędzy dziećmi i ich
            rodzicami, mieć na uwadze dobro dziecka. Powinien UMIEĆ słuchać dziecka.
            Wierzę, że istnieją tacy nauczyciele, Ty również za takiego się uważasz i
            chwała Ci za to.
            Ale szlag mnie trafia kiedy ktoś wykonuje swoje obowiązki -nie przepraszam to
            miało być powołanie - po prostu na odwal się i bez serca tylko dlatego, że nie
            zarabia tyle ile by chciał.
            Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam bo nie to było moim celem, ale dyskutowanie
            na tego typu tematy jest jak stąpanie po kruchym lodzie, więc lepiej będzie
            nie rozmawiać o tak błahych i przyziemnych w tym momencie sprawach jak
            pieniądze.
            • euglena73 Kilka gorzkich wyjaśnień... 09.12.03, 19:58
              Prawda leży gdzieś pośrodku. Problem polega na tym, że nauczyciel jest
              obwarowany tyloma przepisami prawnymi ,że można oszaleć!!! Tego nie wolno,
              tamtego nie wolno... Gdy my podniesiemy głos - to uczeń mówi, że go...
              molestujemy psychicznie! On natomiast może nam powiedzieć "Ty k...", a ja...
              moge mu wpisać uwagę!!! Przykłady można mnożyć! Kiedyś "dostało mi się" od
              matki ucznia bo... pozwoliłam sobie zadzwonić do domu i poinformować o słabych
              ocenach!!! Mam teraz ucznia który złamał tyle przepisów ile się da i... nie ma
              możliwości ukarania go zawieszeniem, przeniesieniem itp. Matka sama mówi , że
              On ją bije... Co mam zrobić? Jest wiele tak absurdalnych przepisów, że gdyby je
              opublikować to wielu ludzi pokładałoby sie ze śmiechu!!! Dziecko uczy się
              miłości i szacunku od Rodziców!!! My nauczyciele nie mamy patentu na 100%
              mądrość!! No i jeszcze... 30 uczniów w klasie, a 10 mikroskopów (uczę
              biologii)!!! Podział na grupy jest możliwy od 31 osób!!! Nasi "oświatowcy"
              chyba nigdy nie uczyli w szkole!!! A wynagrodzenie... NIe chcę zarabiać
              kokosów, ale godnie żyć jak człowiek!!! Pozdrawiam
Pełna wersja