martini_noca
28.07.09, 09:09
Moje dziecie do ukonczenia 17 miesiaca spalo jak aniol. Od malenkosci nie bylo
zadnych problemow ani z zasypianiem, ani ze spaniem do poznego poranka. Nie
miala kolek, zabkuje spokojnie. Nigdy nie trzeba bylo jej usypiac, kolysac,
nosic. Z powodzeniem spala zarowno w kolysce, jak i w swoim lozeczku, rowniez
w swoim wlasnym oddzielnym pokoju (od pol roku). Za prawdziwy sukces uwazalam
zanoszenie malucha do lozeczka na spanie, buzi w czolko i zasypialo SAMO. Tak
bylo pieknie. Tydzien temu zostawilismy ja na pare dni u mojej tesciowej,
spala z nia w pokoju, w swoim lozeczku turystycznym, z moja wyrazna prosba,
zeby nie brac jej do lozka. Przedwczoraj wrocilismy do domu i skonczylo sie
cudowne spanie. Mala wrzeszczy jak opetana, gdy tylko wstawi sie ja do
lozeczka. W nocy budzi sie i wrzeszczy dalej, nie chce byc przytulana, nie da
sie uspokoic. Rano tez wstaje lewa noga - normalnie jakby w nia diabel wstapil...
Zupelnie tego nie rozumiem. Czy to czesc ksztaltowania charakteru i buntu
poltorarocznego malca? Czy to wina babci, ktora mimo wszystko brala ja sobie
do lozka? Zabkowanie (nic nie wyczuwam)? Cos ja boli? Cos ja wscieka?
Histeria, trauma, strach?
Jakie pomysly??