Dodaj do ulubionych

Do mam niejadkow

11.01.04, 00:30
Drogie mamy, chyba wlasnie udalo mi sie pokonac niechec do jedzenia mojej
13-miesiecznej coreczki, wiec spiesze napisac, co nam pomoglo, moze okaze sie
pomocne dla innych dzieci. Ptysia przez dlugi czas nie chciala jesc zadnych warzyw,
jajek ani mieska. Z ochota jadla tylko moje mleko, z trudem udawalo sie Jej wcisnac
owocowe deserki albo jakies jogurty (musialo to byc cos slodkiego, nic innego nie
chciala wziac do buzi). Probowalismy to przeczekac, ale niestety bylo coraz gorzej.
Ogarnelo nas przerazenie, gdy przez kilka tygodni nie chciala sprobowac niczego
poza mlekiem z piersi. Lekarz, u ktorego szukalam pomocy ignorowal moj problem,
twierdzac, ze na pewno przesadzam i ze zadne dziecko nie moze sie zaglodzic.
Nawet spadek wagi nie byl dla niego niepokojacym sygnalem, tlumaczyl mi, ze to
pewnie blad odczytu, ze niedokladna waga... A Ptysia ciagle miala wstret do
jedzenia, trudno nawet powiedziec, ze cos Jej nie smakowalo, bo nie chciala nic
sprobowac, reagowala placzem na sam widok lyzeczki (chociaz nikt nie zmuszal Jej
do jedzenia, staralismy sie stwarzac mila atmosfere przy stole). Wybawieniem
okazaly sie rady z ksiazki "Kazde dziecko moze jesc wlasciwie" (A. Kast-Zahn, H.
Morgenroth). Czytalam te ksiazke nieco sceptycznie, ale postanowilismy wprowadzic
w zycie zawarte tam reguly, i , o dziwo, po kilku dniach wszystko sie zmienilo! Dzis
Pysia z radoscia przyjela widok talerzyka z kolacja, zaczela probowac wszystkiego,
co Jej dajemy i wiele produktow zaakceptowala. Na pewno ksiazka nie pomoze
wszystkim niejadkom, ale mysle, ze warto chociaz sprobowac rad autorek. W
naszym przypadku okazaly sie rewelacyjne. Poradnik kupilismy w Empiku (koszt
kolo 20 zl), jest to pozycja tej samej autorki, co "Kazde dziecko moze nauczyc sie
spac", o ktorym wiele sie pisze na edziecku. Pozdrawiam cieplutko smile.
Obserwuj wątek
    • bomaki Re: Do mam niejadkow 11.01.04, 00:42
      Dzięki za radę, chyba się skuszę na tę książeczkę, bo nie mam już sił walczyć
      z moją córką, która ma już 5 lat a nadal jest straszliwym niejadkiem.
      Pozdrawiam Bogda
      • anetafi Re: Do mam niejadkow 11.01.04, 14:45
        a mozesz napisac szerzej o czym jest tak ksiazka, jeakie jest podejscie autora
        do jedzenia itd
        moj synek nie je juz 4 miesiac, ma spadek wagi, rozwazam nawet polozenie sie
        w szpitalu na szczegolowe badania

        czekam na szybka odpowiedz bo to dla mnie bardzo wazne

        aneta
    • basik14 Re: Do mam niejadkow 11.01.04, 18:20
      Tak jak poprzedniczka prosiłabym Cię o więcej szczegółów dotyczących tej
      książki, niesłyszałam o niej, ale jeśli miałaby pomóc mi to od razu biegnę do
      sklepu. Naprawdę tracę już cierpiwość przy karmieniu mojej ponad 3 letniej
      córki, która przecież już dawno powinna jeść samodzielnie. Niestety muszę
      biegać za nią z łyżką, bo wogóle by nie tknęła obiadu a jak już coś uda mi się
      włożyć jej do buzi to potrafi gryźć 5 min. (nawet zupę z makaronem). Nie wiem
      czy poradnik pomoże mi rozwiązać ten problem, ale spróbować warto.
      Pozdrawiam
    • adria1977 Re: Do mam niejadkow 18.01.04, 03:45
      Bardzo przepraszam, ze tak dlugo czekalyscie na odpowiedz. Lacze sie z netem przez
      komorke, dlatego nie korzystam z niego tak czesto jak bym chciala. Sorrki. Ksiazka
      pisze o bardzo waznej zasadzie, ktora gwarantuje powodzenia. Polega ona na tym, ze
      rodzice maja decydowac, co podadza dziecku do jedzenia, kiedy to podadza i jak. Na
      tym sie konczy rola rodzicow w procesie zywienia dziecka. To dziecko ma decydowac,
      czy cokolwiek zje i ile zje. Pewnie wiele z Was pomysli teraz, ze dokladnie taka zasade
      stosuje wobec swojego dziecka. Nam tez sie tak wydawalo, dopiero lektura tej ksiazki
      uswiadomila nam, ze nieustannie staramy sie wywierac nacisk na nasza Pocieche.
      Naprawde zawsze staralismy sie o mila atmosfere przy stole, nikt nigdy nie krzyczal na
      Ptysie i chwalilismy ja za kazda zjedzona lyzeczke. Dopiero niedawno zrozumielismy,
      ze nie do konca o to chodzi. Nasz blad polegal na tym, ze zalezalo nam bardzo, by
      Mala zjadla jak najwiecej (albo chociaz cokolwiek), i za wszelka cene staralismy sie ja
      do tego naklonic. Karmilismy ja w czasie reklam, kiedy Jej uwaga byla skupiona na
      czyms innym, zabawialismy Ja lyzeczka, ktora udawala samolocik, pokazywalismy
      obrazki w ksiazkach, by nie zwracala uwagi na kolejne lyzeczki z jedzeniem... A gdy
      protestowala, za kilka minut znow ponawialismy proby wcisniecia Jej czegokolwiek.
      Teraz wiemy, ze dziecko powinno jesc w pelni swiadomie i pod zadnym pozorem nie
      wolno nam wplywac na Nia, by cos zjadla. Po prostu stawiamy przed Ptysia
      przygotowane jedzenie, a Ona zupelnie sama decyduje, czy w ogole zechce to
      skosztowac (jesli wybierze cos, co da sie zjesc tylko lyzeczka, pomagamy Jej troszke,
      jesli widzimy, ze tego potrzebuje). Ewentualnie pytamy Ja, czy ma na cos ochote, ale
      jesli odwraca glowe, nie naciskamy. Acha, wszystkie posilki je razem z nami, jesli nie
      ma ochoty nic jesc, po prostu siedzi obok i nam towarzyszy, a my zachwalamy, jakie
      wszystko jest pyszne wink. Ksiazka podkresla, by potrawy podawane dziecku byly jak
      najbardziej roznorodne, nalezy sie tylko wystrzegac tluszczu, cukru i konserwantow.
      Wazna rzecza, ktorej sie dowiedzialam z ksiazki jest to, ze niektore produkty trzeba
      postawic przed dzieckiem nawet 30 razy, zanim zechce je sprobowac. Kiedys po 3
      probach myslalam, ze Ptysia danej rzeczy nie lubi, teraz zauwazylismy, ze chetniej
      siega po potrawy, ktorych wyglad juz zna. Nas ta ksiazka naprawde uzdrowila.
      Przestalismy sie zamartwiac, ze Pysia za malo je, uwierzylismy, ze je tyle, ile
      potrzebuje, i jesli nawet tylko dziubnie jedzienie, to nastepnego dnia zje tyle, ile Jej
      brakuje. A co najwazniejsze, Ona naprawde zaczela jesc z apetytem i usmiechem i
      chociaz niektorych rzeczy nie chce nawet sprobowac, to uwierzylismy, ze to tylko
      kwestia czasu. Niedawno Ja wazylismy, nie utyla, ale tez nie schudla!!! smile Dla nas to
      wielki sukces, bo poprzednio przy kazdym wazeniu wychodzilo coraz mnie. Sorrki ze
      sie tak rozpisalam. Pozdrawiam cieplutko i zycze samych "jedzeniowych" sukcesow! smile
      • steffa Re: Do mam niejadkow 04.02.04, 17:21
        W zasadzie takie założenie zawsze nam przyświecało: nie chce jeść, to nie.
        Nie ma zabawiania i ganiania. Jemy tylko przy stole, razem. Młody sobie je jak
        chce, rękami lub łyżeczką (niewprawny), ale sprawdzało się to tylko do czasu.
        Bo teraz on po prostu wyrzuca swój talerz zanim spróbuje. Bawi go to
        stokrotnie. Trzeba mu wkładać bezpośrednio do paszczy i liczyć na to, że nie
        wyjmie, żeby sobie obejrzeć, wymiędlić i wyrzucić lub ostatecznie wetrzeć w
        stół lub współbiesiadnika. Jednak zaobserwowałam coś, co może się przyda
        komuś, kto ma podobne problemy. Otóż wyrzuca tylko gotowy, ładnie podany
        obiad, czyli wszystkiego po trochu na jego talerzyku. Kiedy daje mu się byle
        jak i bardzo mało i pojedynczo, to potrafi nawet coś zjeść Przykładowo: jeśli
        ma się dziecku zaserwować obiad złożony z ziemniaków, ryby i warzyw, to
        najpierw trzeba mu dać warzywa - dokładać, jeśli zje,jak nie, to znaczy, że
        warzyw już nie będzie, wtedy przechodzi się dalej, czyli ryba itditp. Wyższa
        szkoła jazdy po prostu.
    • adria1977 Re: Do mam niejadkow 18.01.04, 03:54
      A, jeszcze malutkie wyjasnienie. W pierwszym poscie napisalam, ze Malutka wszystko
      teraz chetnie probuje. To bylo na samym poczatku naszego sukcesu, kiedy
      podawalismy Jej rzeczy juz znane. Przez dlugi czas mialam wewnetrzna obawe o to,
      by sie nie zadlawila jakims jedzeniem (dosc pozno wyrosly Jej zabki i bardzo dlugo
      podawalam Jej tylko papki i bardzo miekkie produkty), dlatego wprowadzanie nowosci
      bylo dla mnie dosc trudne... Wiedzialam, ze musze sie przelamac, ale nie bylo to latwe.
      Pomogla mi Przyjaciolka, ktora dala Ptysi do jedzenia paluszka. Gdy Mala swietnie
      sobie z nim poradzila, przekonalam sie, ze bez stresu moge eksperymentowac z
      bardziej doroslymi potrawami. Dzis odrzucamy tylko produkty b. twarde, tluste i
      slodzone (to z powodu klopotow z zabkami, ale to juz zuplenie inny temat wink).
      Pozdrawiam cieplutko smile.
      • lnga Re: Do mam niejadkow 28.01.04, 02:08
        Czy któraś z mam używała Humana z Mct?Podobno maluch może po tym
        przytyć.Jestem mamą 9 miesięcznej Łucji.
        Inka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka