joasia76
21.11.05, 10:19
Witam,
czytałam tutaj wiele wypowiedzi na temat tego, że nie powinno się dziecka za
wszelką cenę nakłaniać do jedzenia, odwracać uwagi, zabawiać. To wcale nnie
jest takie proste. MOje dziecko zjada całkiem przyzwoite porcje, ale często
muszę je czymś zabawić. Mam dziewięciomiesięczną córeczkę. do 5,5 miesiąca
karmiłam wyłącznie piersią. Potem, z uwagi na trochę za niski poziom żelaza
zaczęłam wprowadzać jej stałe posiłki. Szło bardzo opornie, Ola zaczęła
zjadać większe ilości po 1,5 miesiącu nauki. W tym czasie okazało się, że Ola
ma jednak sporą niedokrwistość, dlatego dostała Ferrum Lek i kwas foliowy.
Oprócz tego 2 x dziennie zupki z mięskiem. Zelazo przyjmowała przez 2,5
miesiąca, wyniki ładnie się poprawiły, ale... Zalecenia lekarza odnośnie
żywienia Oli to:
mleko matki
2 x zupka z mięskiem
deserek
1 x kaszka na wodzie.
W praktyce wygląda to tak:
ok 7.00- pierś
ok 9,30 - kaszka (ryżowa malinowa Nestle, jedyna zjadana przez moje dziecko)
ok 11 - pierś
ok. 13.30 - 14.00 - zupka
ok. 16.00 - pierś
ok. 18.30 - zupka.
ok. 20.15 - pierś
w nocy kilka razy pierś
No właśnie, nie ma miejsca na deserek. Kiedyś udawało mi się wcisnąć słoiczek
owoców między pierwszązupką a piersią, obecnie to nierealne, ponieważ moje
dziecko nie lubi smaku owoców (krzywi się strasznie). Poza tym je dosyć
często i trudno mi gdzieś te owocki wcisnąć. Zaczęłam je więc dosładzać
glukozą i dawać nieco po obiadku, a dziś rano, zamiast kaszki. No i
oczywiście MUSZĘ czymś zabawiać, bo NIC nie zje. Czy któraś z Was ma podobny
problem?