co prawda juz 10-miesieczny, ale z "dzieciecego" jedzenia akceptuje tylko zupki (o ile nie sa zmiksowane, tylko maja kawalki do gryzienia). Ale mam problem ze sniadaniem i kolacja - absolutnie zadnych kaszek, od biedy chlebek (lepiej bulka), ale najchetniej platki kukurydziane! To mi sie wcale nie podoba, bo tam mnostwo dodatkow, sol, cukier i jakas chemia... no i ile mozna jesc to samo... na przekaske ewentualnie ogorek (malosolny), pomidor albo gotowane warzywa, a najlepiej kawal miesa, nawet kielbasy - mowy nie ma o "deserku" albo czyms podobnym, latwym do zaserwowania i "przyswajalnym" dla niemowlaka (no bo ile mozna "przyswoic" ogorka, jak sie ma 5 zebow?

Owoce tez niechetnie zajada, tylko troche jablka (o ile dostanie w formie nie ogryzionego ogryzka) i ostatnio czeresnie. Nie mowie, ze jest niejadkiem, ale nie mam pomyslu, jak jej podawac "zdrowe" weglowodany. No fakt, kartofle wcina, ale trudno gotowac 2 razy dziennie, zwlaszcza ze to nie jedyne dziecko... wymyslicie cos?