02.03.04, 00:24
Muszę się wyżalić. Przykro mi strasznie. Przed chwilą przeczytałam na innym
forum posta, w którym ktoś się żalił na studentów medycyny na porodówkach.
Wiem, że można kiepsko trafić, ale pamiętajcie, że studenci medycyny, a ja
się do nich zaliczam, to nie cyborgi. Przed żadnymi praktykami tak się nie
marudzi jak przed położniczymi, ale potem w trakcie praktyk bardzo dużo osób
zmienia zdanie i potem wybiera specjalizację gin-poł. My sobie przecież
zdajemy sprawę, że przy nas przychodzi na świat nmowy CZŁOWIEK i dla wielu z
nas to przywilej. Ja miałam praktyki w najgorszym szpitalu na świecie,
molochu z dobrą opinią, w którym nikt nie przejmował się rodzącymi - nikt,
poza nami. Położne piły herbatkę, a my (ja i kolego z roku) w tym czasie
zajmowaliśmy się dziewczynami non stop. Bardzo miło wspominam. Jakoś nie
przerażało nas to, że ktoś przy nas bardzo cierpi, byliśmy na to w końcu
przygotowani, chociaż na początku było strasznie, cieszyliśmy się po prostu,
ze możemy komuś pomóc, potrzymać za rękę czy przynieść szklankę wody i
podnieść na duchu. Któregoś dnia rodziła u nas w szpitalu młoda dziewczyna,
miała chyba 17 lat kompletnie załamana, chłopak ją zostawił, kiedy była w
zaawansowanej ciąży, miała wszystkiego dosyć i bardzo nie chciała tego
dziecka, planowała oddać je do adopcji, chociaż jej rodzice byli temu bardz
przeciwni. I akurat tak się złożyło, że "dyżur" miał Rafał. Nie odstepował
dziewczyny przez kilkanaście godzin na krok, chociaż mógł iść do domu już po
pięciu, a była sobota wieczór, strasznie przejęty, chodził z nią po
korytarzu, rozmawiał, opowiadał, jakie to fajne są takie dzieci małe i że sam
chciałby takie mieć, że jej synek pójdzie kiedyś do szkoły, potem na medycyne
i będzie taki fajny jak Rafał, więc może warto, bo kto by przegapił taką
szansę posiadania Rafała. I w tym stylu przez cały czas. I wiecie co,
dziewczyna zmieniła zdanie, synka nazwała Rafał, i teraz na pewno jest
szczęśliwą mamą. Nie zdziwiłabym się, gdyby mi ktoś powiedział, że to dzięki
Rafałowi kocha teraz swojego małego Rafałka i za nic w świecie nikomu by go
nie oddała. A ja pamiętam, jak asystowałam przy porodzie rodzinnym, tatuś
dziecka siorbał nosem ze wzruszenia, mamie też kilka łez poleciało, a ja
ryczałam w kącie jak bóbr... i jeszcze potem w nocy popłakiwałam w poduszkę,
w dalszym ciągu ze wzruszenia. A następnego dnia wpadłam na oddział,
zobaczyć, co tam z nimi, i jak zobaczyłam to dziecko, znowu mnie coś ścisnęło
w gardle, aż pani mama na mnie popatrzyła i powiedziała, żebym przestała, bo
wpędzam ją w kompleksy w kwestii wzruszeń. Pamiętajcie, proszę, proszę, że my
też jesteśmy ludźmi, a nie maszynami do obserwowania i robienia notatek. Nie
jest tak, że stoimi z założonymi rękami i patrzymy, jesteśmy w końcu
lekarzami i chcemy być potrzebni!!! Myślę, że naprawdę się przydajemy,
jesteśmy w końcu młodymi idealistamismile)))). niedługo wielu z nas zeżre
rutyna, ale teraz chcemy, naprawdę, bardzo chcemy się do czegoś komuś
przydać!!!
Obserwuj wątek
    • tupelo Re: studenci 02.03.04, 08:22
      Hej,
      moze to moj post czytalas... Ja wprawdzie nie rodzilam, ale slyszalam o
      studentach medycyny na porodowkach, miedzy innymi od mojego meza, ktory teraz
      robi specjalizacje (bynajmniej nie z ginekologii i poloznictwa). Ja wiem, sa
      rozni ludzie, poza tym mlodzi lekarze musza sie uczyc w praktyce, bo teoria to
      jest tyle co nic, leczenie to przeciez kontakt z pacjentem, a nie czytanie
      ksiazek i zaliczanie kolejnych testow.
      Ale zrozum tez ciezarne. Porod to tak intymna chwila, ze nie za bardzo
      podobaloby mi sie, zeby mnie od tamtej strony ogladalo kilka dodatkowych osob.
      Chcialabym zachowac jednak czesc swojej godnosci i ograniczyc sie do poloznych
      i lekarza, ktory i tak przychodzi rzadko.
      A co slyszalam? Np. ze tacy studenci potrafia komentowac w stylu: "co ona tak
      krzyczy?" albo komentowac anatomie... Wiem, rodzaca tego nie slyszy, ale mimo
      wszystko nie chcialabym, zeby dodatkowe osoby towarzyszyly mi w tej wyjatkowej
      chwili. Oczywiscie sa osoby, ktorym to nie przeszkadza. A jesli chodzi o pomoc,
      przede wszystkim psychiczna, to chwala im za to (studentom), ale chyba nie
      czesto sie to zdarza.
      • magdamroziuk Re: studenci 02.03.04, 08:44
        Ja rodziłam w szpitalu klinicznym na Starynkiewicza w Wawie i muszę przyznać,
        że sę trochę bałam studentów. Leżąc już na patologii zmieniłam
        zdanie. "Schowałam" się za swoim brzuchem i nic mnie nie ruszało. I muszę
        powiedzieć, że jak badają lekarze, to często bardzo boli. Jak badała mnie jakaś
        studentka, to nic nie czułam.
        Jak trafiłam na porodówkę po raz pierwszy (za wcześnie i udało się wstrzymać
        poród), to otoczyli mnie studenci i zadawali mnóstwo bytań i tak mnie
        rozbawiali, że nie czułam skurczów..
        Ogółem uznałam, że oni się bardziej stresują przy tcyh badaniach, niż ja, więc
        już nic mi nie przeszkadzała. A nie chciałabym potem trafić do lekarza, który
        zna wszystko tylko z książek!
      • zzztop Re: studenci 02.03.04, 11:44
        tupelo napisała:

        >
        >.
        > Ale zrozum tez ciezarne. Porod to tak intymna chwila, ze nie za bardzo
        > podobaloby mi sie, zeby mnie od tamtej strony ogladalo kilka dodatkowych
        osob.

        Ale to wbardzo czesto my, studenci, szanujemy te intymnosc. Nam sie jeszcze
        chce widziec w pacjencie czlowieka. Nas to strasznie wkurza, ze lekarz
        przylazi, jak mu sie zachce, polozne troche czesciej. Dla nas to tez intymny
        moment, nie codzien patrzy sie na to, jak na swiat przychodzi nowy czlowiek.
        Nie wiem, pewnie trafialyscie niejednokrtnie na debili, ktorym tatusiowie
        ordynatorzy zalatwili wejscie na akademie medyczna po to, zeby potem moc
        umiescic ich na swoim oddziale i nauczyc dawac w lape. Wielu takich kolesi
        powinno zakonczyc edukacje na liceum ,a nie byc ciagnietym za uszy na kolejny
        rok. Powinni studiowac zarzadzanie w najgorszej prywtnej szkole, ale na to nic
        sie nie poradzi... ale sa wsrod nas ludzie, ktorzy cale zycie marzyli o byciu
        lekarzami i teraz spelniamy te marzenia. Bardzo wszystkich przepraszam za,
        wybaczcie wyrazenie, chujkow, ktorzy nam paprza opinie, a Wam piekne momenty w
        zyciu... Ja na porodowce moglabym siedziec godzinami, to nie jest oczywiscie
        strasznie fajne, patrzec na cierpienie, ale swiadomosc, ze moge byc potrzebna,
        jakos mi to wynagradza... A pare dni temu mialam bardzo mila przygode, bo
        kobieta, ktora przed momentem urodzila synka poprosila mnie, zbym zadzwonila do
        jej mamy, bo ona nie ma sily powlec sie do automatu, a nie ma komorki.
        Zadzwonilam, babcia sie rozplakala, a ja sie twardz trzymalam, zeby nie wyjsc
        na cieniasa, ale w kiblu tez sobie uronilam kilka lezek. Jakos powoli przywykam
        do tych wzruszen, i juz sie nie rozklajem, na szczescie, ale ciesze sie razem z
        mamusiami. Dzieci szczerze nie lubie i przeraza mnie mysl o praktykach na
        pediatrii, ale uczestniczenie w porodzie to naprawde piekny moment

        > Chcialabym zachowac jednak czesc swojej godnosci i ograniczyc sie do
        poloznych
        > i lekarza, ktory i tak przychodzi rzadko.
        > A co slyszalam? Np. ze tacy studenci potrafia komentowac w stylu: "co ona tak
        > krzyczy?" albo komentowac anatomie... Wiem, rodzaca tego nie slyszy, ale mimo
        > wszystko nie chcialabym, zeby dodatkowe osoby towarzyszyly mi w tej
        wyjatkowej
        > chwili. Oczywiscie sa osoby, ktorym to nie przeszkadza. A jesli chodzi o
        pomoc,
        >
        > przede wszystkim psychiczna, to chwala im za to (studentom), ale chyba nie
        > czesto sie to zdarza.
        • acul Re: studenci 02.03.04, 13:07
          ja myślę że ile kobiet tyle opinii, a najprościej byłoby się po prostu pytac
          rodzącej czy obecność studentów nie będzie dodatkowym stresem. Niedawno byłam w
          szpitalu i własnie wpadłam na studentów którzy mieli praktyki moja sąsiadka
          młoda dziewczyna została wezwana na badania lekarz oglądał szyjkę a razem z nim
          pięciu studentów. Dla niej był to olbrzymi szok nikt jej nie uprzedził i
          przyszła z płaczem, i jak tu lubić was studentów, nie zawsze wasza obecność
          jest dla nas przyjemnośćią ale jak się okazuje zawsze jest koniecznością z
          którą musimy sie pogodzić. A z drugiej strony rozmawiałyśmy z kobietą ktora był
          przed porodem ona wprost powiedziała, że studenci na kimś się uczyć muszą i jej
          nie przeszkadza wasza obecność czy nie warto więc czasem zapytać?. Ja przy
          porodzie nie chcę mieć studentów, ale może być tak że dziesięciu innym kobietom
          to nie przeszkadza a nie jestem obiektem badań bez prawa głosu.
          • macadamczyk Re: studenci 30.04.04, 23:09
            W kwestii - osoby którym udzielane są świadzczenia zdrowotne w szpitalach
            klinicznych (w wiekszości tylko w takich są studenci) mogłyby nie zgodzic sie
            na to (studenci) tylko wtedy gdyby był to ich szpital rejonowy (jak wiadomo
            oficjalnie nie ma juz rejonizacji) - w związku z tym formalnie problemu nie ma,
            można wybrać inny szpital...
            Prywatnie rzeczywiście nikt sie tak nie angażuje i nie pomaga jak studenci, ale
            może wolisz zrutynizowanych, obojętnych, profesjonalistów jak my...
            Powodzenia!
            P.S. To sztuczny problem w 99% - choc zawsze bedą wyjątki od reguły.
            Powodzenia! Serio, serio...
        • katiuszka78 do zzztop :-))) 02.03.04, 15:00
          zzztop, bardzo mi się podoba Twój list, zamierzam rodzić sama, bez męża (w
          czerwcu), zdaję sobie sprawę z tego że studenci muszą się gdzieś nauczyć, i
          wiesz co, nia miałabym nic przeciwko gdyby przy porodzie towarzyszyły ze dwie
          studentki, ale oczywiście tak miłe i wrażliwe jak Ty wink Jeżeli takie osoby
          trafiłyby mi się byłabym szczęśliwa, te posty o stadzie studentów
          przyglądajacych się bezdusznie wszystkiemu sa przygnębiające, no i wiadomo ze
          kazdy kij ma dwa końce. Uważam że to bardzo dobrze że psotanowiłas sie wyżalić
          z punktu widzenia studenta na praktykach, jestem pewna że jeżeli wybierzesz
          ginekologię to będziesz wspaniałym lekarzem polecanym na forach, pozdrawiam
          serdecznie
    • reszka2 Re: studenci 02.03.04, 14:31
      Obecność studentów na zajęciach z połoznictwa jest obowiązkowa bo taki jest
      program. Moim zdaniem musi się to odbyc za zgodą pacjentek i nie ma przeproś.
      Ja miałam szczęście trafiac na studiach na lekarzy którzy nauczali nie tylko
      poszczególnych działek medycyny, ale tez nauczyli nas jak zobaczyć w pacjencie
      człowieka. I tak np. na ginekologii jak chcieliśmy asystowac przy porodzie, to
      najpierw MY szliśmy pytać pacjentkę czy się zgodzi. O dziwo, większość się
      zgadzała. Oczywiście mogła zrezygnować z naszej obecności w każdej chwili.Przed
      badaniem ginekologicznym - jakos taką miałam ludzka grupę - wszyscy zbierali
      się u wezgłowia fotela ginekologicznego, za parawanem albo w kątku (naprawdę,
      uczestnictwo w takim badaniu jest bez sensu, bo albo badasz i starasz się cos
      wykumać z tego co wybadasz, albo... no co ci da gapienie sie w plecy
      badającego?) , jeżeli była wyznaczona osoba spośród nas do badania, to się
      przygotowała, i już.
      Na pediartii z kolei Najgłówniejsza Pani Docent zeszła z wyżyn swego gabinetu
      po to zeby zapowiedzieć nam że jak przyłapie kogos kto budzi dziecko do
      badania, albo jak nie daj Boże zobaczy że student odkłada do łóżeczka dziecko w
      mokrej pieluszce (to były czasy przedpampersowe), to go wywali z zajęć bez
      prawa powrotu. Zapewniam was, że to były najlepiej poprzewijane dzieci pod
      słońcem...
      zzztop, nietrudno miec wrażliwość na studiach. Najważniejsze jest żeby ją
      zachować w czasie normalnej pracy, jak się już ma ten dyplom i "lek." na
      pieczątce.
      • kubusb1 Re: studenci 02.03.04, 15:05
        Ok wspaniale jest gdy studenci pomagaja w czasie porodu, czy pozniej przy
        opiece nad dzidziusiem. Ale moje przezycie ze studentami daleko odbiegaja od
        tego obrazka. Do szpitala trafilam w 25 tyg ciazy z martwa ciaza i prawie
        odrazu bez mojej zgody stalam sie krulikiem doswiadczalnym. A powodem bylo to
        ze niemoglam urodzic naturalnie. Przy masazu szyjki macicy asystowalo mi ok 7
        studentow, lekarz ktora go wykonywala tlumaczyla na glos co robi, kazala
        studentom sie dokladnie przygladac, gdy krzyczalam z bolu powiedziala cytuje
        Niedrzyj sie, widzicie naturalnie jej sie niechce urodzic a jeszcze sie drze.
        Czulam sie upokozona, potraktowana jak zwierze. Gdy trafilam na sale przez piec
        dni prubowano wywolac mi porod, ciagle przychodzili do mnie lekarze w asyscie
        studentow, szprykowali mnie lekami, pokazywali jak malpe w zoo. Czesto
        slyszalam komentarze to ta co jej sie niechce urodzic naturalnie, patrzcie
        cesarki jej sie zachciewa,-usmieszki pod nosem, szepty.Gdy w koncu trafilam na
        stol tam tez asystowali mi studenci, ja wiem ze z medycznego punktu widzenia
        bylam ciekawym przypadkiem, ale gdzie w tym szacunek do czlowieka. Nikt
        niezapytal mnie sie jak sie czuje psychicznie, nikt niewyrazil wspolczocia z
        powodu straty dziecka, nikt nieuszanowal mojej rozpaczy. Mialam tylko 21 lat
        bylam mloda przerazona dziewczyna, ktora potraktowano............ .
    • olga50 Re: studenci 02.03.04, 19:46
      Do zzztop.
      Mam pytanie:W kwietniu będę rodzić (po raz pierwszy) i chciałabym się
      dowiedzieć czy na porodówce zawsze są studenci i ilu ich jest?
      • macadamczyk Re: studenci 30.04.04, 23:15
        Nie zawsze. Do 8 osób. Zwykle mniej w weekendy i w wakacje - ale praktyki.
        Co ciekawe nikomu nie przeszkadzają stażyści (czasem miesiące po studiach...),
        lub specjalizanci (czasem tuz po stażu)...
        Liczby zależą głównie od miasta i szpitala.
        Aha jeszcze studenci innych wydziałów niż lekarski - nawet kilkanaście odsób -
        ale większość nie bada...
        To wszystko prawda ale masz małe szanse na wszystko, będzie dobrze.
        Pozdrawiamy!
    • sandra75 Re: studenci 02.03.04, 20:18
      Miał byc poród rodzinny. Miło,intymnie, pierwsze dziecko, wielka chwila. W
      ostatniej fazie porodu, gdy dziecko było tuż tuż, tatus przejęty, ja skonana
      ale z każdym skurczem coraz szczęśliwsza, otwieraja się drzwi i wchodzi siedmiu
      studentów, stają sobie rządkiem z założonymi rękami, szkoda,że popcornu z soba
      nie przynieśli. Mąż ich wyrzucił. Zaznaczam, że nie rodziłam w szpitalu
      klinicznym, nikt mnie nie pytał o zgodę ani nawet nie uprzedził o wizycie.
      Rozumiem, że musicie sie uczyć, ale siedmiu naraz to chyba przesada. Gdyby
      wszedł jeden, dwóch, to nie mielibyśmy nic pzeciwko. Poza nauczyliby się tyle
      samo oglądajac film z porodu i nie naruszyliby przy okazji czyjejs intymności.
      To samo po porodzie, poranny obchód: pan ordynator i jego świta: razem jakieś
      15 osób i wszysy gapia się między nogi. Pewnie jeszcze nie rodziłaś,ale
      rozumiem, że tłumek praktykantów powitasz chlebem i solą?
      • zzztop Re: studenci 02.03.04, 21:21
        Sandro, uważam, że jesteś bardzo niesprawiedliwa wobec mnie i niepotrzebnie
        złośliwa. to przykre. nie chciałam nikogo przekonywać, że studenci przy
        porodzie to fajna rzecz, chciałam po prostu napisać, co niektórzy studenci
        czują w takiej sytuacji. Boże, skąd w ludziach tyle złości????
        • kuka9 Re: studenci 02.03.04, 22:31
          Witam!
          trzy tygodnie temu spedziłam dwa dni w szpitalu na obserwacji. Przy badaniu była
          studentka i po badaniu lekarz zapytał czy ona może mnie też zbadać. Zgodziłam
          się, bo w końcu jakoś muszą się nauczyć, a tylko praktyka jest dobrym sposobem.
          Wiem, że w szpitalu gdzie będę rodzić /w każdej chwili/ asystują przy porodzie
          studenci. Mam tylko nadzieję, ze trafię na sympatycznych i miłych ludzi, którzy
          rozumieją jak wazna jest to chwila w naszym zyciu.
          pozdrawiam
          gosia
        • sandra75 Re: studenci 04.03.04, 00:39
          a ja chciałam napisac, co czuja niektórzy pacjenci w takiej sytuacji.
          Wpuszczanie siedmioosobowego stadka studentów do porodu uczy chyba tylko
          przedmiotowego podejścia do pacjenta. Szkoda, że nie rozumiesz,dlaczego
          zezłosciła mnie ta sytuacja, ale pewnie lekarz prowadzacy tych młodych ludzi
          też nie miał zbyt wiele empatii.
          • zzztop Re: studenci 07.03.04, 16:07
            Dlaczego piszesz , że Cię nie rozumiem? Chyba nie wczytałaś się w mojego posta.
            Napisałam wyraźnie, że rozumiem oburzenie i zgadzam się z większością zarzutów
            wysuwanych wobec studentów i ich opiekunów, ale poprosiłam tylko, żeby
            powstrzymać się od generalizacji... Czy proszę o tak dużo?
          • macadamczyk Re: studenci 30.04.04, 23:17
            Niestety jak całe społeczeństwo - jacy studenci, tacy pacjenci - ludzie...
    • matizka Re: studenci 02.03.04, 22:41
      To ja mam pytanie! Jesli się zdecyduję na poród rodzinny to też muszę się
      liczyć z obecnością studentów? czy mogę jakoś zastrzec sobie, że nie życze
      sobie i koniec? czy opłacenie położnej jakoś to zmienia? bo może nie, skoro i
      tak rządzi lekarz!

      Pozdrawiam,

      M.
      • diana5 Re: studenci 02.03.04, 23:25
        Pacjent ma ZAWSZE prawo zarzadac nieobecnosci studentow,niezaleznie czy to
        klinika czy zwykly szpital i nie daj sobie wmowic ze jest inaczej!
        • maripludra Re: studenci 03.03.04, 00:42
          A ja lubię studentów medycyny. Sama jestem po administracji, ale mieszkałam z
          nimi w akademiku i uważam, że są okej. Często młodzi są bardziej zaangażowani w
          sprawę niż wyspecjalizowani. Pełni ideałów i szkoda, że potem wielu się ich
          wyzbywa. Ale cóż taka rzeczywistość. Moim zdaniem zawód lekarza to naprawdę
          ciężki kawałek chleba. Nie każdemu udaje się założyć prywatny gabinet. To tak
          jak z aplikacją adwokacką. Albo masz ustawioną rodzinę, albo nie i lądujesz w
          magistracie. Podobnie jest z lekarzami. Ci na stażu dostają najniższą krajową.
          Ciężko jak w każdej branży. A oni biedni najpierw 6 lat studiów, potem dwa
          stażu i jeszcze 4 specjalizacji. My w tym czasie awansujemy w korporacjach a
          oni cały czas się uczą. Zresztą o czym ja piszę. Jasne, że poród to bardzo
          intymne przeżycie i jedne kobiety są bardziej wstydliwe, a inne mniej. Trzeba
          to uszanować. Kwestia wychowania takich przyszłych lekarzy, ale na początku,
          jeszcze w domu. Niemniej jednak ja nie miałabym nic przeciwko. Trzeba sobie
          pomagaćwink
        • zzztop Re: studenci 03.03.04, 00:46
          zawsze musimy pytać o zgodę, najczęściej pytamy sami, bo tak jest chyba
          sympatyczniej (mimo okoliczności). Gódźcie się, dobro nauki to raz, a dwa,
          jeżeli nie asystujemy akurat przy narodzinach, to robimy tygodniowe zakupy
          położnym, które i tak palą sobie w tym czasie papieroski, zamiast zajmować się
          pacjentkami. Nienawidzę szpitala, w którym muszę siedzieć, to moloch w
          kilkusettysięcznym mieście i poziom bezduszności jest przerażający. To jeszcze
          jeden powód, żeby się zgodzić - my się nauczymy, zostaniemy ordynatorami i
          zrobimy porządek, gdzie trzebasmile))))))))))))))))
          • kubusb1 Re: studenci 03.03.04, 01:24
            ZZZTOP powiem ci szczeze ze gdyby ktos przyszedl do mnie i sie zapytal czy
            wyrazam zgode na obecnosc studentow napewno bym sie zgodzila na jednego czy
            dwoch, ale ich nigdy nie bylo mniej niz siedmiu, a to juz stawalo sie
            krepujace. Kiedys lezalam w szpitalu klinicznym i tam tez byli studenci, ale
            grzecznie zapytali czy wyrazam zgode aby oni mnie zbadali, oczywiscie zgodzilam
            sie, byli naprawde przesympatyczni. W poscie powyzej niechodzilo mi o to zeby
            studentow niebylo wogole, przeciez oni musza sie jakos uczyc, ale o to ze
            student a szczegulnie student medycyny powinien umiec sie zachowac w roznych
            sytuacjach i najwazniejsze powinien szanowac drugiego czlowieka.
          • macadamczyk Re: studenci 30.04.04, 23:26
            Szczerze powodzenia...
            Może Wy dacie rade, chociaż w tym b****** niewiele a przynajmniej nie od razu
            sie da, chociaz My tez sie czasem staramy.
            Pozdawiam!
            P.S. Serio, serio... - to nie kpiny.
        • olek771 Re: studenci 03.03.04, 09:17
          Czytam tę dyskusję i cieszę się, że ktoś poruszył ten temat. Co do studentów i
          ich obecności przy róznego rodzaju zabiegach i badaniach. Leżałam w sierpniu w
          jednym ze szpitali klinicznych we Wrocławiu i jeszcze przed przyjęciem do
          szpitala dostałam do przeczytania kartę praw pacjenta (to się chyba tak
          nazywa), gdzie było wyraźnie zaznaczone, że pacjent ma prawo się nie zgodzić na
          obecność studentów (chyba trzeba było wtedy podpisać jakiś świstek). Rozumiem,
          że studenci muszą się gdzies uczyć, ale osobiście nie chciałabym, żeby byli
          przy moim porodzie, nawet najsympatyczniejsi i najbardziej pomocni.
        • macadamczyk Re: studenci 30.04.04, 23:23
          Nieprawda... (może i niestety) możesz nie zgodzić się na badanie, ale na
          obecność studentów w placówce akademii medycznej nie możesz, choć nie kłóćmy
          się - wiekszośc personelu nie chce się w takiej sytuacji (czytaj "awantury")
          udzielać (czytaj pomóc).
          P.S. nie jestem studentem i nie mam żadnego interesu w tym czy są, czy ich nie
          ma.
          Pozdrawiam!
          • brn Re: studenci 05.05.04, 09:23
            Macadamczyk, skąd ty masz takie informacje?
            Niezależnie od rangi szpitala - wszędzie obowiązuje karta praw pacjenta, w
            której jak wół stoi, że pacjent musi wyrazić zgodę na obecność studentów
            podczas badania. I nie ma wyjątków!
    • adzia_a Re: studenci 03.03.04, 08:38
      Hej.
      A ja myślę, że zachowanie i liczba studentów zalezy od osoby, która ich
      prowadzi. Jeśli nie potrafi ograniczyć ich liczby, skłonić do zapytania
      rodzącej, uciąć ewentualnegłupie komentarze, to znaczy, ze się nie bardzo
      nadaje do zajęć ze studentami i nie szanuje pacjenta.

      Przy moim pierwszym porodzie studentów zdaje się nie było, były za to
      dziewczyny ze studium pielęgniarskiego. Osobiście nie miałam nic przeciwko
      temu, nie miałabym też nic przeciwko studentom.

      Bo jakoś tak myślę dziwacznie, że godność człowieka to jego duch, a nie
      pozycja, w jakiej się znajduje.
    • anulka74 Re: studenci 03.03.04, 09:31
      Któraś z Was napisała o gapieniu się 15 osób między nogi na obchodzie.
      A czy na to też się można nie zgodzić?
      Rzeczywiście jedna kobieta wstydzi się mniej inna bardziej.
      Poza tym ja na przykład wiem, że wszyscy studenci byli by dość dużo młodsi
      odemnie i to dodatkowo mnie krępuje. Nie wiem jak Wy ale ja wolę żeby lekarz
      był odemnie starszy (to juz niedługo będzie niestety coraz trudniejszesmile))
      • b-bis Re: studenci 03.03.04, 14:26
        Zobaczcie - jak się przeczyta cały ten wątek, to od razu widać jak bardzo
        jesteśmy różne ! I to jest wspaniałe, że się różnimy ! Jedna chce, druga nie
        chce a jeszcze inna chce, ale najwyżej dwóch - czy nie wystarczy zatem
        ZAPYTAĆ !!!
        To nie kwestia wstydu czy sympatii dla studentów... Nie można podzielić kobiet
        na wstydliwe cnotki i bezwstydnice - to nie tak ! Jedna kobieta dobrze się
        czuje jak przy porodzie jest cała rodzina, mąż z kamerą i personelu medycznego
        jak białych myszy, a inna najchętniej urodziłaby sama, w ciemnym ciasnym
        kąciku... To kwestia psychiki i trzeba bezwzględnie to uszanować...
        Ja mogę wygłosić przemówienie przed kilkutysięcznym audytorium, dla mnie to
        drobiazg, a np. dla mojej koleżanki zabranie głosu na zebraniu rodziców w
        podstawówce było już przeżyciem traumatycznym - a jest to moim zdaniem kobietą
        bardzo inteligentną. Ona zwyczajnie nie ma odpowiednich predyspozycji
        psychicznych aby prezentować się publicznie. Czy trzeba ją przez to wygwizdać ?
        Droga Autorko wątku !
        Powyższa sonda (bo taki charakter przybrał ten wątek) wyraźnie pokazuje, że
        wiele kobiet nie ma nic przeciwko poddaniu się praktykom studentów, po co więc
        stresować te, które tego nie chcą ?
        Nikt nie będzie traktował praktykującego studenta jak intruza, czy nieczułego
        głąba, jeżeli wcześniej się na taką asystę zgodzi - to proste... smile
        Pozostaję z szacunkiem dla Waszych studenckich ideałów i życzę powodzenia !
      • jola.wie do anulki74 02.05.04, 07:14
        Można się na to nie zgodzić. Zapraszam po więcej: jola.wie@gazeta.pl
    • macadamczyk Re: studenci 30.04.04, 23:38
      Przeczytaliśmy to wszystko - wątek - i super.
      1 od lekarza nie zależy ilu studentów (pani w dziekanacie) i jakich
      (społeczeństwo).
      2 nie zawsze może ich zostawic samych (skarżą się, że ma sie ich w d**** - mają
      wtedy rację - i to poważny problem dla doktora) a co ma z nimi zrobic jak
      właśnie operuje (cięcie cesarskie n.p.), wysłać do knajpy?
      3 tego tematu nie da się skończyć, u nas zawsze to był problem - w "bogatszych"
      i "normalniejszych" krajach idziesz do wybranego nieklinicznego szpitala,
      płacisz i nie masz studentów, idziesz do wybranego klinicznego szpitala płacisz
      i masz studentów - to takie proste...
      4 etc. etc. etc.
      Trzymajcie sie Miłe Panie i niech będzie jak sobie wymarzycie...
      Pozdrawiamy...
      • bluebaby Re: studenci 01.05.04, 13:51
        Może są osoby, którym odpowiada obecność studentów - bardzo proszę!

        Ja do nich nie należę. Gdyby mnie ktoś chciał oglądać wyleciałby z hukiem i to
        strasznym!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        A tak od drugiej strony!
        Gdyby autorka tego posta miała rodzić i na salę przyszliby do niej studenci
        (obcy ludzie) a ona leżałaby z gołym tyłkiem, obolała, przestraszona i ze
        świadomością że obcy, młodzi faceci gapią się jej między wycelowane w sufit
        nogi, a do tego obawiałaby się że w trakcie parcia może jej się przytrafić np.
        to że popuści na oczach OBCYCH to na pewno zmieniłaby zdanie co?
        Na pewno autorka tego posta nie byłaby szczęśliwa z tej "cudownej"
        obecności!!!!!

        Ciekawe czy chciałaby żeby jakis studencina nacinał jej krocze w ramach nauki,
        a później nie wiedziałaby czy bedzie mogła normalnie siadać, chodzić, a może w
        przyszłości czułaby dyskomfort przy każdym zbliżeniu?
        Na pewno byłaby szczęsliwa! A co tam! Nie ma to jak dać sie komuś okaleczyć -
        niech sie studenciki uczą!
        • bluebaby STUDENCI NIE MAJĄ PRAWA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 01.05.04, 14:01
          Za to pacjent MA PRAWO ZASKARŻYĆ szpital za najście bez
          zgody!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

          A tak g woli wyjaśnienia - chamstwem TOTALNYM jest wejście na salę przy
          porodzie rodzinnym!

          PORÓD RODZINNY studenciki rozumiecie co znaczy rodzinny czy nie?
          • koracz7 Re: STUDENCI NIE MAJĄ PRAWA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 01.05.04, 17:18
            Chciałam powiedzieć, że nie jest tak do końca jak piszesz, o tym, że studenci
            nie mają prawa. Mają i to duże. Niestety często pacjentki nie czytają tego co
            podpisują, a wiem, że w nie jednym szpitalu na historii choroby pacjentek jest
            klauzula o pozwoleniu na badania i zabiegi wykonywane przez studentów!!! Trzeba
            czytać co się podpisuje, a potem się zastoanowić, a na samym końcu mieć
            pretensje do innych.
            Po części rozumiem wasze rozżalenie, ale z drugiej strony tyle razy słyszałam o
            porodach kobiet, które tylko i wyłącznie dzięki studentkom go przetrwały, że
            palców nie starczy, aby to zliczyć. Poza tym nie raz byłam świadkiem jak
            mamusie swoje dzieci nazywały imieniami owych "okropnych" studentów. No cóż.
            życie nie jest kolorowe, poród też nie, ale jednak niejednokrotnie dzięki nam
            studentom, może być trochę lepszy. A ZZZTOP też do końca nie ma racji, chodzi
            mi o położne. Ja miałam praktyki na studiach na kilku salach porodowych.
            Oczywiście zdarzają się położne, które minęły się z powołaniem np. dyrektora
            wielkiej korporacji i są wiecznie ze wszystkiego niezadowolone, ale są też
            przemiłe kobiety, które pacjentkom nieba by przychyliły o gwiazdce z nieba nie
            mówiąc.
            No cóż, każdy ma swoje zdanie i pogląd na tę sprawę, ale weźcie pod uwagę, że
            szpital kliniczny AM, to szpital , w którym prawie zawsze są studenci i czasem
            są oni jeszcze bardziej przerażeni niżeli pacjentki.
            pozdrawiam.
            Karolina
            • jola.wie Re: STUDENCI NIE MAJĄ PRAWA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 02.05.04, 07:06
              proszę cię, karolina, kiedy rodzę, MAM GDZIEŚ branie względu na przerażenie
              studentów, albo na zły dzien doktora lub połoznej!!!! Nie mają do tego prawa
              akurat TEGO dnia, kiedy ja rodzę, bo ja rodzę 2-3 razy w życiu i ich zły dzień
              będę wspominać całe lata (jak nie dziesięciolecia), a oni następnego dnia będą
              mieli dobry dzień lub nie będą przerażeni. Tylko to już nie będzie MÓJ dzień!
              Dlaczego tak dużo apeluje się do rodzących o wyrozumiałość?! Nikt nie twierdzi,
              że pracowac w służbie zdrowia jest łatwo i nikt tego na początku drogi nie
              obiecywał. Skoro tak, to niektórzy nie powinni może na nią wkraczać?
              • jola.wie SKORO poszliśmy na łatwiznę... 02.05.04, 07:09
                i odgrzaliśmy stary wątek, to zapraszam tu:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=586&w=11272270&a=11272270
                też jest co poczytać
                • koracz7 Re: SKORO poszliśmy na łatwiznę... 04.05.04, 22:32
                  tak zgadzam się z Tobą, że niektórzy nie powinni wkraczać na drogę służby
                  zdrowia, ale przerażenie studenta żadko kiedy się ujawnia!!!
                  Ja nic nie mówiłam o złym dniu, a przerażenie nie miało mieć złego oddźwięku.
                  Przykro mi, że tak to odbierasz. Masz rację, że rodzisz 2-3 razy w życiu i nikt
                  nie ma prawa Ci tych dni zepsuć, ale nie będzie to możliwe dopóki doputy
                  położnymi i lekarzami zostają osoby do tego niestworzone. A tak niestety się
                  dzieje, w dodatku często gdyby nie one to nie miał by tego porodu kto przyjąć:
                  (. Smutne to, ale prawdziwe. Znam na szczęście kilkanaście dziewczyn położnych
                  i przyszłych położnych naprawdę stworzonych do tego zawodu (Od czegoś trzeba
                  zacząć) smile)))))!!! Mam nadzieję, że będzie dobrze i wszystko się zmieni na
                  lepsze.
                  Pozdrawiam
                  Karolina
                  • jola.wie Re: SKORO poszliśmy na łatwiznę... 05.05.04, 10:25
                    spoko, mam do tego luźny stosunek, rodzić będę po raz trzeci, jeżeli zajrzałaś
                    na podany przeze mnie link, to wiesz, że jestem jak rzadko kto swiadoma swych
                    praw...., jestem przekonana, że skutecznie wyegzekwuję to co będę chcieć i
                    wyeliminuję to czego życzyc sobie nie będę. Personel też inaczej podchodzi do
                    osób które wiedzą czego chcą i potrafią się o to asertywnie (bez wykłócania się
                    i atakowania) domagać. No, jak trzeba będzie, to ryknę.... ale zacznę od metod
                    ugodowych....smile)). Smutne jest to, że tym "niektórym" to dopóki nie pokażesz
                    że jestes człowiekiem, to nie będą cię traktować jak człowieka. Zlękniony
                    zastarszony pacjent z wytrzeszczonymi oczami zamiast wzbudzać litość działa na
                    niektórych jak płachta na byka i wbija w poczucie wszechwładzy. Warto sobie
                    uświadomić, kto tu jest dla kogo: czy to pacjent świadczy usługi dla dobra
                    nauki (bo jak tak, to powinien otrzymywac za to jakąś gratyfikację), czy też
                    służba zdrowia świadczy usługi zdrowotne na rzecz pacjenta (bo to ona własnie
                    dostaje za to, nędzne bo nędzne, ale pieniądze). Najgorzej uznać, że tak jak
                    jest być MUSI. Nic nie musi, "musi się umrzeć" jak mawia moja teściowa. Reszta
                    jest zawsze do "negocjacji" smile))
                    pozdrawiam
              • grzalka Re: STUDENCI NIE MAJĄ PRAWA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 26.05.04, 22:58
                Ja tam nie wiem, ale jak ja studiowalam na AM, to na zajeciach z poloznictwa
                byl OBOWIAZEK uczestniczenia w kazdym porodzie (slynne dyzury na klinicznej)-
                bylo nas po 6 osob w grupie i wszyscy bezwzglednie musieli byc obecni w czasie
                porodu, pod grozba niezaliczenia cwiczen. Aha, byla sala zamknieta do porodow
                rodzinnych za kase. Tam nie wchodzilismy. I powiem wam, ze dlugo po tych
                cwiczeniach mialam uraz i nie chcialam nawet myslec o dzieciach- takie to
                wszystko bylo bezosobowe i przedmiotowe. Ale jaki ja mialam wplyw na to, ze
                kobieta byla badana ginekologicznie przy asyscie 6 osob (i nie wolno bylo stac
                tam, gdzie jej glowa, o, nie...)? A zdarzylo sie, ze i przy asyscie 20-tu osob.
                Moglam, owszem, glosno i kategorycznie zaprotestowaz, ale najbardziej zalezalo
                mi na tym, zeby ten koszmar sie jak najszybciej skonczyl.
                Bardzo ci Reszko zazdroszcze ludzkich asystentow, u mnie to byl zbior jakis
                patologii ludzkich. Nie dziwie sie wiec gwaltownym reakcjom niektorych
                uczestniczek watku, wezcie jednakze pod uwage, ze ja nie mialam zadnego wplywu
                na to, w jakiej sytuacji sie znajduje.
                Poglad na porod, ciaze i porodowke odmienil mi sie na stazu, kiedy to bylo juz
                zupelnie inaczej, ale nie o tym ten watek....
    • higa Re: studenci 27.05.04, 09:05
      Hej zzztop
      Bardzo się wzruszyłam Twoim postem - szczerze. ciesze się, że go napisałaś bo
      trochę spojrzałam na sprawę z drugiej strony i widzę, że nie ma co się wkurzać
      na studentów - a bardziej na lekarzy nimi się opiekujących jeśłi nie potrafią
      odpowiednio (tzn. z poszanowaniem woli pacjentki) zorganizować badania czy
      uczestnictwa w porodzie. Początkowo byłam bardzo bardzo stanowczo na nie -
      jeśłi chodzi o udział studentów w moim porodzie ale po przeczytaniu tej całej
      dyskusji zdałam sobie sprawę, że Wy też jesteście ludzmi ze swoją wrażliwością
      (oprócz wyjątków którzy jej nie mają nawet wśród lekarzy i położnych - obym na
      takich nie trafiła) i chcąc abyście się dobrze nauczyli - gdzieś się nauczyć
      musicie. szkoda, że tak dużo jest lekarzy którzy nie potrafią albo im się nie
      chce nauczyć studentów poszanowania dla intymności i wrażliwości rodzących
      (rzeczywiście jest przecież bardzo dużo kobiet które bardzo się wstydzą i
      absolutnie nie powinno się ich zmuszać do bycia królikiem doświadczalnym).
      Szkoda, że niektóre osoby potraktowały Twoją wypowiedz z taką agresją - wiem,
      że wynika to albo ze strachu przed własnym porodem i właśnie obawą aby
      uszanować ich prywatność albo z niemiłych wspomnień (Jezu - komentowanie przez
      lekarza albo położną w złośliwym stylu przy studentach - chyba bym zabiła). Tak
      sobie myślę i myślę i doszłąm do wniosku, że jeśli studenci mnie zapytają o
      zgodę to się zgodzę, choć bardzo się wstydzę. Najłatwiej jest powiedzieć nie i
      już. Postaram się być dzielna jeśłi dam radę ale jak poczuję że jednak poród
      jest dla mnie tak trudny i nie panuję nad sobą do tego stopnia że wstydzę się
      tego co się dzieje ze mną - to jednak zrezygnuję z dodatkowych funkcji
      edukacyjnych mojego porodu. znam swoje prawa, do tego obgadałam wszystko z moim
      lekarzem i wiem, że w wybranym przeze mnie szpitalu nie będą próbowali mnie
      zmuszać do czegoś czego nie chcę - dlatego go m.in. wybrałamsmile)) (poród do wody
      to najważniejszy z powodów).
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę aby dużo z teh wrażliwości którą masz teraz
      pozostało Ci w praktyce zawodowej. Jest mi strasznie przykro kiedy lekarz
      traktuje mnie jak kukiełkę doświadczalną albo głupią blondynkę która nic nie
      rozumie. Oby tak się nie stało w Twoim przypadku)))
      higa
    • margarettka Re: studenci 27.05.04, 10:27
      hej, tez jestem zdeania, ze dobrze, ze napisalas ten post. Ja powiem tyle.
      Rodzilam niedawno w szpitalu klinicznym, mialam porod rodzinny. Byl to porod
      bardzo ciezki - trwal dobe. Byl tez w zwiazku z powyzszym, pewna"atrakcja" dla
      studentow, bo sie po prostu wyroznial. Studenci sporadycznie wchodzili do mnie
      na sale zobaczyc co i jak, ale na koncu bylo ich wlasnie chyba z 6-7. Szczerze
      powiedziawszy naprawde mi to nie przeszkadzalo, bylam prawie nieprzytomna z
      bolu do tego stopnia, ze ich nawet nie widzialam, tylko jak przez mgle. Poza
      tym ja akurat naleze do tych osob, ze takie rzeczy potrafie sobie wytlumaczyc,
      studenci musza sie gdzies nauczyc. I jakos mi ich obecnosc nie zepsula
      intynosci tego wydarzenia, moj maz plakal, ja tez bylam wzruszona i szczesliwa
      i akurat najmniej mnie obchodzilo czy ktos jeszcze na to patrzy w tym momencie,
      zreszta to sa w koncu przyszli lekarze.
      No ale rozumiem, ze ludzie sa rozni i nie kazdy znosi ta sytuacje tak samo,
      kazda kobieta reaguje inaczej, tylko nie potrzebna ta agresja i zlosc w
      postach, niech kazdy sam decyduje w jakich okolicznosciach czuje sie lepiej.
      • karolineg Re: studenci 27.05.04, 12:33
        Zawsze mnie przeraża wlasnie ten problem, studentów przy porodach. Wiem, że
        muszą sie gdzieś uczyć i właśnie na zywca oglądajac to i mogąć dyskutowac ze
        soba , lekarzami, położnymi.
        Wszystko rozumiem, ale wydaję mi się, ze dużo łatwiejsze do zaakceptowania by
        było, gdyby to była jedna osoba, góra dwie obce osoby uczestniczące w tym
        wydarzeniu. Nie wyobrazam sobie grupy osób ogladajacych moje cialo i to co sie
        z nim dzieje.

        Ja akurat naleze do osób chyba dosc wstydliwych i na pewno bym się nie zgodziła
        na obecnosc żadnych osób postronnych, ale dla dziewczyn, które sie zgadzają,
        albo raczej nie mają nic do gadania, mała 1-2 osobowa "grupa" byłaby chyba
        lepsza niż 6-7 osobowa. Poza tym im mniej osób, tym więcej zobacza i wiecej sie
        naucza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka