krecia44
06.03.15, 18:24
Piszę sama nie wiem po co... chyba po prostu żeby się wygadać i licząc po cichu, że może ktoś był w podobnej sytuacji i napisze jak się wszystko potoczyło. Bo to jest dla mnie najgorsze, że nie wiem co będzie dalej...
Do ostatniego tygodnia było OK. Owszem plamienia miałam ale w poprzedniej ciąży tak samo było, więc byłam w miarę spokojna. Brałam duphaston, luteine i polocard na zlecenie lekarza prowadzącego. Ostatnia wizyta (11 tydzień) i totalne załamanie. USG trwało długo ale na wstępie lekarz uprzedził, że tak będzie, bo chce wykonać je pod kątem genetycznym, więc też się nie niepokoiłam kiedy to trwało i trwało... Na koniec moje pytanie: "Czy wszystko w porządku?" i odpowiedź "No niestety nie...". Płód jest cały obrzęknięty, do tego NT 3,5. Ginekolog powiedział, że najprawdopodobniej mamy do czynienia z wadą genetyczną (np. zespół Turnera lub Downa) lub wadą serca. Dostałam skierowanie na badania prenatalne. I teraz najgorsze 2 tygodnie czekania. Wizyta dopiero 18.03 (w poradni chcą żeby 12 tygodni było skończone).
Ja nawet nie wiem na co czekam. Czy dziecko tej wizyty dożyje z takim obrzękiem? Jakie wyjdą wyniki badań? Jaka to wada? I ostatecznie czy nadejdzie ten moment, że ktoś każe mi decydować... Nie ma dobrej opcji. Wszystkie są do kitu. Nie cieszy mnie rosnący brzuch, jem na siłę byle co, bo nawet nie mam mobilizacji, żeby jeść zdrowo, pierwsza córka siedzi przed bajkami, bo mnie się nic nie chce. Są momenty, że staram się "wstać" i funkcjonować, nawet na moment udaje się "zapomnieć", oderwać myśli i nagle jak obuchem w głowę wszystko wraca. Mam wrażenie, że to jakiś paskudny żart, ktoś nagle wyskoczy i krzyknie "Mamy Cię"!
Czy jest tu ktoś z podobnymi doświadczeniami? Poradźcie coś...