tsunami05
09.09.05, 10:22
Nie wiem co mam mysleć. Nigdy mi się z nią nie ukladało, ale teraz to juz po
prostu nie wytrzymuję. Ona jest znerwicowana, schorowana a ja w ciąży. ALE.
1. Obwinia mnie o wszystko: o to, że nie mam stałej pracy tylo kilka umów o
dzieło i zlecenie, teraz mam z tym problem, bo nie ma macierzyńskiego itp.
MOJA WINA. 2. Pracuję po kilkanascie godzin dziennie, zarabiam ok, ale czasem
się zdarza, że sa przestoje z płatnościami i nie mam np. na paliwo, czy jakąś
ratę (chwilowo) - kiedy ją poprosze o kilkudniowa pożyczkę, mówi "Idź do
ojca, dlaczego ja mam ci dawać?" W końcu daje ale po awanturach. 3. Miałam
kłopoty ze znalezieniem mieszkania. MOJA WINA. 4. Zwolnili jednego z moich
szefów i nie wiedziałam co dalej z moją praca. Awantura. MOJA WINA, bo mogłam
przewidzieć. 5. Stuknął mnie facet samochodem. MOJA WINA, bo po co akurat
tego dnia jechałam tam i tam. Mogłam przewidzieć. Generalnie zawsze uważa, że
ona juz dawno przewidziała wiele rzeczy i gdybym jej słuchała, to bym czegoś
tam nie zrobiła.
Nie pomaga mi w niczym, kiedy poprosiłam o wspólne wzięcie kredytu - jestem
samotna i w ciąży, najpierw zrobiła awanturę, że "tylko wymagam" potem mnie
pobiła (w 7 tygodniu ciąży). Kilka razy coć mi kupiła do ubrania (dwa razy do
roku?, czasem dołożyla 100, 200 zł. do większego zakupu, typu rower za 2
tysuiące) i twierdzi, że wiecznie wykłada na mnie pieniądze i wszystko dla
mnie robi, a ja jestem niewdzięczna. Swojej matce nie pomogła nigdy - ja
babci sprzątałam, nosiłam zakupy. Babcia mnie wychowała, bo mamie się chyba
nie chciało.
Teraz w ciąży sa wieczne awantury o wszystko, jak tylko mam problem i ona się
przypadkiem dowie, zamiast mnie wesprzeć (a naprawde mam ostro pod górkę, ale
daję radę), wrzeszczy, potem mnie obwinia,ze ją zabijam. A ja mam coraz
większy stres.
Spytałam, czy na ostatnie miesiące ciąży nie pożyczyłaby mi auto swoje (które
stoi w garażu, mama wdcale nie umie prowadzić, garaz ma daleko od domu, zimą
auto nie wyjeżdża bo się pobrudzi). Ja jeżdże rozklekotanym nieogrzewanym
gruchotem a musze dojeżdżać 100 km kilka razy w tygodniu, biję się ostatnich
miesięcy ciąży i wożenia dziecka w tym samochodzie. Jej stałby akurat wtedy
nie używany. Oczywiście zrobiła awanturę, że nie da, bo przecież JEJ NIKT nie
stuknął (a jak, w garażu?) a ja miałam już dwie stłuczki (robię kilkaset km
miesięcznie) i zniszczę jej auto.
Dodam, że mieszka 200 km ode mnie a ostatnio widziałyśmy się wtedy jak mnie
pobiła (kilka miesięcy temu). Wszystko dzieje się przez telefon, jej smsy
które mnie wykańczają psychicznie. I wieczne pretensje, że sobie nie radzę.
Tymczasem radze sobie nieźle, tyle, że ona by wolała, żebym miała etat,
ciepłą posadę i kazała mi rezygnować z dotychczasowych zajęć i poszukac pracy
gdziekolwiek, nawet na pocztę "bo ona jak zaszła w ciążę to tak zrobiła", mam
też wprowadzić się do nich (45 metrów i matka walcząca z ojcem non stop. 5
paczek fajek dziennie wypalanych w dwóch pokojach, kłótnie i wrzaski).
Najgorsze jest to, że ona czuje się pokrzywdzona przeze mnie, uważa że się
poświęca, robi dla mnie wszystko (taaak - np doradza co mam kupić dla
dziecka, grosza nie dając i krytykuje moje wybory np wózka, ubranek itp.).
Boję się, że nie będe umiała wychowac swojego dziecka. Chcę miec chłopca, bo
boję się, że złe relacje córek z matka są u mnie w rodzinie dziedziczne.
Nie potrafię zerwać z nią kontaktu, bo wiem, że ją to zrani. Ale na serio -
jako samotna przyszła matka nie mam wsparcia w rodzicach żadnego. Wiem, że
inni kupują np wózek, czy cokolwiek, pomagają jakoś. Moja matka twierdzi, że
pomaga mi we wszystkim,a ja mam już dosyć bycia wdzięczną za nic.
Piszę to, bo może ktoś ma jakiś rozsądny pomysł, albo chociaz może mnie jakoś
uspokoić. Po każdej takiej akcji z matką nie moge się uspokoić i, choć
rzuciłam palenie i jestem w 20 tc nie myśle o niczym innym, jak o papierosie
i dziecku, które od razu też robi się niespokojne. Boję się, że ona potem
oboje nas będzie wykańczać. Cholera, co tu zrobić...