reniatoja
14.07.06, 12:40
Do zainteresowanych - bo mam za sobą i jedno i drugie. Otóż dziewczyny, w
dzisiejszych czasach, to nieprawda, że po cesarce się strasznie cierpi. Mnie
bolało tylko w pierwszą noc, a to tylko dlatego, ze nie poprosiłam o zastrzyk
przeciwbólowy, który pielęgniarka zrobiłaby mi bez problemu i który zniósłby
nawet te pierwszonocne niedogodnosci. Poza tą jedna nocą właściwie nie
doświadczyłam bólu, przez trzy dni dostawałam raz dziennie zastrzyk voltaren
i to mi wystarczało, żeby właściwie w ogóle nie cierpieć. Od czwartej doby
poradziłam sobie już bez środków przeciwbólowych. Rodząc sn męczyłam sie 17
godzin, przeżyłam kilkanaście masaży szyjki macicy, co jest gorsze niż
przejazd wojsk radzieckich przez przedpokój, po wszystkim wprawdzie byłam w
lepszej kondycji fizycznej (mogłam od razu chodzic, po cesarce dopiero na
drugi dzień), ale bolało szycie i siedziec nie mogłam. Generalnie wiecej
zalet cc niż sn. Ja jednak miałam cc w znieczuleniu ogólnym i to trochę jest
dziwnie, bo przespałam ten najważniejszy moment, wyjścia na świat mojego
dziecka. Urodzenie sn odbyło się w pełnej świadomości i właśnie ten moment
wyjścia na świat córeczki wspominam jako najpiekniejszy w życiu, potem
położyli mi ją na brzuchu, to wszystko mnie ominęło tym razem, poszłam spać w
całości, 2 w 1, a gdy obudziłam się, to już dziecko było w innej sali, umyte
i po pierwszym krzyku, którego nie słyszałam. Jest to pewna strata
emocjonalna, ale dziewczyny, które decydują się na zzo mogą tej straty
uniknąć. Ogólnie, byłam wielką zwolenniczką porodów naturalnych, teraz chyba
już nie jestem - gdybym jeszcze raz miała rodzic, to wybrałabym cesarkę,
szybciej, krócej i w sumie mniej, o wiele mniej bólu, w ostatecznym
podsumowaniu. A z laktacją też nie mam większych problemów, niż przy
pierwszym dziecku -np nie porobiły mi się tym razem zastoje, czego się
okropnie bałam, bo przeżyłam to po pierwszym porodzie i to był koszmar, teraz
się udało bez zastojów i bez wygniatania piersi.