jaga2003
08.10.03, 12:45
Nie mam się czym martwić - dziecko zdrowe i wszystko w miarę ok. A ja czuję
się jak wieloryb na plaży. W pracy dano mi do zrozumienia, że liczą na mnie
dopiero za rok, odsunięto mnie od ważnych projektów i robię tylko nieistotne
rzeczy i to krótkoterminowe, co jest dla mnie - prawie-pracoholika - małą
katastrofą. Oczywiście obiektywnie powinnam się cieszyć z tej taryfy ulgowej,
ale...Cały sezon rowerowy patrzyłam ze ściśniętym sercem, jak mój mąż jeździ
po wertepach z kolegami, bo ze mną się nie da. W góry się nie nadaję,
zwłaszcza że na początku musiałam leżeć. W knajpie nie wysiedzę, z moim
rozrośniętym przez ciążę krowim sercem intrygi mnie brzydzą i uważam, że
wszyscy powinni się kochać, więc żadna ze mnie kumpela. A do tego zakaz
seksu, zazdrość o każdą chwilę, którą mój mąż spędza mile poza domem, brak
ładnych ciuchów ciążowych, zero czerwonego wina... Ja wiem, że te z Was,
które mają problemy z ciążą z politowaniem pukają się teraz w czoło (i mają
rację), ale może jest jeszcze ktoś, kto ma dzisiaj chandrę pomimo cudownie
kopiącego dzidziusia w brzuchu?
jaga