comevorrei
19.04.04, 17:52
wszystko zaczelo sie w polowie marca. w 37 tc trafilam
doszpitala z
cisnieniem. polozna sprawdzila rozwarcie i mialam 1cm. wiec
powiedzian mi ze
urodze w ciagu tygodnia. ale jak dalej bede miala cisnienie
to
porod mi
wywolaja. po tygodnyu zlapaly mnie bole. i poechalam do
lekarza. sprawdzono
mi rozwarcie.bylo 3 cm i dziecko bardzo opuszczene. wiec
powiedziano mi ze
urodze w ciagu dnia. ale nagle wszystko minelo. i przyszlo
mi
znow czekac. i
nie bylo to latwe. siedzialam i wsluchiwalam sie w siebie.
i
tak minelo 5
dni.w sobote odszedl mi czop. ale wiedzialam ze juz
niedlugo.
namowilam meza
na obiad w restauracji bo wiedzialam ze to ostatni raz moge
wyjsc' i zjs'c
cos' niedobrego (zamierzalam karmic piersia). no i chcialam
pojehac na
spacer. ale maz powiedzial ze pojedziemy w niedziele wiec
wrocilis'my do domu
i tu mnie wzielo na sprzatanie. skonczylam o 10 wieczorem.
siadlam i poczulam
lekkie skorcze. poniewaz mialam te skorcze juz od 2 tyg
spokojnie poszlam
spac. ale ciagle budzilam sie w nocy. zaczynalam patrzec na
zegarek ale
wkrotce zasypilam. rano wstalam i dalej mialam skurcze z
interwalem w 5-7
minut. wstal maz i ja zaczelam namawiac go na spacer. ale
on
stwierdzil ze
moge zaczac rodzic i lepiej by bylo gdybym zostala w domu.
w
koncu kiedy go
namowilam poszlam ubrac sie, nachylilam sie zeby wyjac
spodnie
i w tym
momencie cos cieplego polecialo mo po nogah. ale nie bylam
pewna czy to wody.
jednak pojechalam do szpitala sprawdzic. w szpitalu bylam
po 9
rano. okazalo
sie ze to byly wody i zostawino mnie tam. podlaczono mni
ktg.
po chwili
stwierdzono ze mam za slabe skurcze i dostalam kropluwke z
oksytocyna.(nie
planowalam przebiegu porodu ale wiedzilalam ze nie chce
kroplowki i jak
bedzie bolalo chce do dzakizi). wiec zaczelo soe dziac nie
tak
jak ja
planowalam. ale pozwolono mi chodzic co jakis czas. musze
przyznac ze
chodzenie bardzo mi pomagalo. ale po chwili kazali mi sie
klasc i skurcze sie
nasilaly. zapytalam sie czy moge pojsc do dzakuzi ale
powiedziano mi ze
niemoge bo mam kroplowke przyspieszajaca i musze byc
podpieta
pod ktg. mial
czas. bolalo coraz bardziej. na znieczulenie bylo
zawczesnie.
(tak oni
twierdzili. mowili ze prawie niemam skurczy. poznie okazalo
sie ze monitor po
prostu ich nie lapal) tetno dziecka zaczelo spadas' wiec
podlaczono mi
monitory wewnetrzne i tu skurcze podskoczyly. odrazu
zgodzili
sie dac mi
znieczulenie. wybralam epidural. jak juz przywiezli caly
sprzet okazalo sie
ze anestezjolog jest zajety i musze poczekac 20 minut. to
byl
najdluzszy
czas. wydawalo sie ze to trwa wiecznosc. wczesniej
sprawdzono
mi rozwacie
bylo 4 cm po 15 min bylo juz 8. przyszedl anestezjolog i
dostalam swoj
epidural. i zrobilo mi sie tak dobrze. bol minal. czulam
skurcze ale
bezbolesne. maz uspokol sie i zdrzemnal sie. po godzinie
mialam 9 cm.
podlaczono mnie znow do oksytocyny. po chwili rozwarcie
bylo
pelnym i
pozwolono mnie przec. bylo okolo godziny 6 wieczorem. cale
parcie zzajelo mi
1,5 godziny. epidural odlaczono. ale jeszcze starczylo mi
zeby
nie czus bolu.
i o 19.37 urodzila sie moja coreczka. mi na brzuh polozyli
ta
mala ciepla
istotke. i sie poryczalam. do tej pory jak o tym pomyslie
zaczynam ryczec ze
szczescia.(no i musze powiedziec ze jak zobaczysz swoje
dziecko to zapominasz
o bolu) po chwili wszedl maz. naczas parcia wyszedl z
pokoju
(nie znosi
widoku krwi, no i nie chcialam zeby mi zemdlal. ale caly
czas
byla przy mnie
kolezanka). znow kazali mi przec i wyszlo lozysko. bardzo
sie
zdziwilam ze
nie trzeba bylo mnie szyc gdyz nastawialam sie ze bede
cieta
okazalo sie ze
obeszlam sie bez ciec i pekniec. i to dzieki poloznej
podczes
parcia caly
czas mi masowala i rozciagala krocze. no i mialam szczescie
bo
gdy rodzilam
trafila mi sie znajoma polozna i pielegniarka (chodzilam do
niej na szkolke
rodzenia). caly personel byl bardzo mily. po tym jak
dziecko
zwazono
pozwolili mnie nakarmic coreczke. o 9 przewieziono nas do
pokoju po
porodowego. dwie godziny po porodzie moglam juz normalnie
chodzic. maz
pojechal do domu spac. dziecko w szpitalu bulo caly czas
zemna. wypisano nas
w poniedzialek o godzinie 9 wieczorem. wiec caly pobyt w
szpitalu wraz z
porodem zajal 36 godzin.
tak 28 marca przyszla na swiat nasza coreczka. 3596g i 56
cm.
9/9 w skali
apgar. teraz mamy 3 tygodnie. roksa jest bardzo pogodnym
dzieckiem i nie
sprawia mamusi klopotow.