i proszę Was o pocieszenie

to będzie wątek w stylu "pierdu pierdu", ale pewnie wiele z Was przez to przechodziło. 6 miesiąc bez antykoncepcji, 5 miesiąc konkretnych starań i nic, dodatkowo wygląda na to, że w tym cyklu nie ma owulacji (robiłam testy, dodatkowo sprawdzam testerem Afrodyta i nic, zupełne nic nic, w dodatku zawsze jajniki bolały, a teraz cisza). mam podły nastrój i ryczę. wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że mam za dużą prolaktynę (nie miałam badań, bo lekarz "daje mi dwa lata na zajście" wrrrrrrrrrrrrrrrrr i mam się nie denerwować, jasne), trochę wydłużył mi się cykl, mam b. skąpe miesiączki (kiedyś 6 dni obfitego krwawienia, teraz dwa, czasem 3, dni plamienia i wystarczą wkładki, za to bóle mam takie, że jedynym lekiem, jaki pomaga, jest ketonal, naprawdę), jestem rozdrażniona, ciągle tylko narzekam na bóle głowy i senność, dodatkowo jestem obciążona genetycznie hashimoto - nic, zupełnie nic, nie dostałam żadnego skierowania, mam spokojnie "podchodzić do prokreacji"! 27/06 mam wizytę u endo, niestety strasznie długo się czeka, ale u gina jestem regularnie co miesiąc i nic, a przecież mógłby zlecić jakieś badania! mówię mu dziś, że to jest ten dzień, kiedy powinnam mieć owulację, że może na USG sprawdzić, czy wszystko gra, na to on mi mówi, że usg zrobimy w przyszłym miesiącu, żeby sprawdzić, czy torbiele się wchłonęły?! kurcze, torbiele stwierdził w kwietniu, w maju nie miałam żadnych objawów, po badaniu stwierdził, że jajniki w normie, dziś nie badał i USG dopiero za miesiąc?!
dojdzie do tego, że sama się zdiagnozuję, zrobię badania za kilka stów i chyba rzucę mu tym na stół! a prolaktynę w związku z zaserwowanym stresem będę miała wysoką, oj wysoką, tak coś czuję

tak więc, drogie panie, wk***am się (sama się ocenzurowałam), jutro robię badania: TSH, FT3, FT4, antyTPO, antyTG i prolaktynę - 300 zł z bańki

w dodatku sama musiałam dojść, co mam zbadać, bo lekarz nie raczył połączyć faktów. po to się chodzi do prywatnej służby zdrowia?
dodatkowo się wkurzyłam, bo miałam zlecone badania na cytomegalię i na wydruku jest tylko wynik IgG 140! przy normie do 15u/ml. IgM nie ma, a przecież dopiero te dwa czynniki dają miarodajny wynik, czy jestem chora właśnie, czy uodporniona

córeczka mojej koleżanki, której facet miał cytomegalię, urodziła się całkowicie upośledzona fizycznie i psychicznie, i choć jest b. przez nas wszystkich kochana, to jednak jest jak biedne warzywko skazane na łaskę i niełaskę innych

a przecież można tego uniknąć

pocieszcie mnie dziewczyny, bo zwariuję, mam okropny dół i chyba się upiję

ponawiam też prośbę - może polecicie jakiegoś bardziej nastawionego na działanie lekarze? W-wa, lim, luxmed