wiem, ze moze przesadzam, ale jest mi przykro i juz. wczoraj byly
jaselka. moja corka byla przebrana za gwiazde. pytalam pani czy mam
przyjsc szybciej i ja przebrac, na co uslyszlam ze mam zostawic
stroj, a panie ja przebiora. przychodze na przedstawienie, dzieci
wychodza z sali, wszystkie dzieci ladnie ubrane, tylko moje dziecko
w tej bluzeczce w ktorej byla caly dzien w przedszkolu i grubych
rozowych rajtopach i przybrudzonych 'codziennych'papciach. na to
zalozona sukienka gwiazdki. a biale rajstopki, niebieska bluzeczka i
nowe papcie nie wiadomo gdzie. zapytalam pani o to, a ona na to,ze
pzreciez rozowy tez pasuje!!!!! bylam po prostu w szoku!!! na
szczescie moja corka byla zbyt przejeta zeby zauwazyc ze nie ma tych
papci po ktore specjalnie szlysmy do sklepu. no nic. trwaja jaselka.
wszystkie dzieci stoją na wprost rodzicow, tylko 4 dzieci przebrane
za gwiadzki stoja calkiem z boku, nikt ich nie widzi, ani nie
slyszy. musialam sie mocno wychylic zeby zrobic jedno zdjecie. w
konuc wystapily do przodu i corka zaczyna mowic swoja kwestie, a
wtedy dziecko -aniolek zaczyna krzyczec , odstawiac szopke, cos jej
nie pasowalo. pani ja uspokaja, nic nie slychac. ech... wiem, ze
pewnie przesadzam, ale to bylo pierwsze przedstawienie i czuje po
nim glownie niesmak, o to nieprzebranie i o ustawienie tych 4 dzieci
poza zasiegiem wzroku i sluchu

to tyle