jaiza
06.09.05, 17:07
Łukasz ma 4 lata bez miesiąca. Do przedszkola był przygotoqwywany już
wcześniej (opowiadania, pokozaywanie moich zdjęć z tego czasu, zabawa w
teotrzyk itd.) W czwartek całkiem ok, piatek, szedł normalnie, ale jak go
odbierałam, zastałam płaczącego, cały piatek marudził, że nie chce do
przedszkola, w poniedziałek nie był, bo miał końcówkę kataru, dzisiaj ...
musiałam z nim zostać, bo od drzwi wejściowych chciał już zmykać do domu.
Byliśmy 2 godziny, był bardzo pobudzony, widać było wieeelkie napięcie, które
rozładowywał albo przez podskakiwanie, albo mocne mnie ściskanie, nie było
mowy, żebym wyszła (próbowałam, gdyż pod przedszkolem czekał mój tata z moją
3 mies. córeczką). W końcu wyszlismy oboje po 1,5 godzinie ze zgodą pani na
wspólne chodzenie do końca tygodnia. Zlezy mi, by się zaaklimatyzował, więc
próbujemy dalej. Inne dzieci (grupa 4-5 latków) zachowywała sie ok, nie
płakały, brały udział w zabawach - Łukasz w niektórych, przy moim udziale.
Niektóre z nich tez były nowe. Dodam jeszcze, że syn ma słaby wzrok
(oczopląs), jest nadwrażliwy, na placu zabaw też lubi mnie (tatę/ dziadków)w
pobliżu. Jest też bardzo sprawny intelektualnie - swobodnie czyta i pisze,
zna marki większości samochodów, kilkadziesiąt wierszyków itd.
Nakreśliłam sytuację a teraz pytanie do pań przedszkolanek: czy faktycznie
może pomóc moj pobyt z Łukaszem w przedszkolu, jak powinnam się zachowywać,
by przyspieszyć aklimatyzację, by chciał brać udział w zabawach, nie był taki
spiety,nie płakał, a jednocześnie, bym nie przeszkadzała paniom
nauczycielkom?