Gość: Stary
IP: *.clover.com.au
24.02.02, 12:20
Czas pracuje dla nas.
Jeśli Polska uzyska prawa członka Unii w 2004 roku, to zamordyzm polski stanie
przed nierozwiązalnym dylematem juz za niecałe dwa lata. Aby utrzymac taki sam
stan zamordyzmu paszportowo-obywatelsko-granicznego jaki się praktykuje dzis,
Polska, jako odzwierny do strefy Schengen, musiałaby przekonać 15 innych państw
członkowskich, aby wprowadziły wizy wjazdowe dla obywateli Kanady i Australii,
bo Polska ich wymaga (głównie w celu wywierania nacisku na Polonię kanadyjską i
australijską, by wykupywała paszporty polskie).
Na dziś, żadne panstwo UE nie wymaga wiz od obywateli Australii i Kanady, skąd
by nie pochodzili, żadne nie dzieli Kanadyjczyków i Australijczyków na polskich
i pozostałych. Wszystkie państwa UE mają głęboko gdzieś tą wielką i świętą
sprawę wagi państwowej: że niektórzy obywatele jednego kłótliwego kraju
wschodnioeuropejskiego nie chcą podróżować z jego paszportami, bo mu nie ufają.
Ja już to widzę, jak żandarmeria francuska na lotnisku Charles de Gaulle w
Paryzu prowadzi przy odprawie pasażerów właśnie przybyłych lotem Qantas QF 19 z
Sydney drobiazgowe śledztwo: czy ktoś się czasem nie urodził w Polsce, czy
Januszajtis to nazwisko polskie czy litewskie, czy Kowalski ma kartke od
Kwaśniewskiego, że go Kwaśniewski zwolnil z obywatelstwa polskiego, czy facet
urodzony w miescie Breslau w styczniu 1945 to obywatel niemiecki czy polski,
czy ktoś mial polskiego dziadka ze strony matki, a zatem ma miec polski
paszport etc. A kolejka pasazerow zmęczonych 24-godzinnym lotem stoi, konsul
generalny Kanady zapisuje juz trzeci notes, ambasador australijski ma byc za
dwie godziny w tej sprawie u prezydenta Republiki, w gazetach tytuly "Skandal
na lotnisku!", żandarmi z każdą minutą wychodzą na większych idiotów.
Wszystko to naturalnie w atmosferze intensywnych bilateralnych protestow
rzadow Kanady i Australii o nieuzasadnioną dyskryminacje ich obywateli we
Francji, bo Kanada i Australia nie dyskryminuja nikogo z powodu miejsca
urodzenia, a Francja też ma wlasne ustawodawstwo antydyskryminacyjne, ktore
tego także surowo zakazuje. No i jeszcze ta narastajaca z kazdym tygodniem
lawina pozwow do Strassbourga o dyskryminacje, ktorej nawet pieciokrotnie
powiekszony trybunal nie będzie mógł przerobić.
Zgadnijcie, komentatorzy z Rakowieckiej, kto się będzie wtedy musiał
przystosować? Unia do Polski, czy Polska do Unii?
A ja będe siedział u siebie w Sydney z zimnym piwem w ręku i oglądał w TV
Polonia, jak się polscy negocjatorzy miotają między Brukselą a Sztrasburgiem
usiłując bronić suwerennego prawa do trzymania krótko za mordę kogo tylko
chlopcy z rakowieckiej zechcą, w całym znanym nauce Wszechświecie, jeśli tylko
miał nieszczęście w Polsce, albo z polskiego ojca lub matki sie urodzić.
Cheers!